9.15.2014

"Portret w bieli" Nora Roberts


     Nadciągam z kolejną recenzją! Tak, zdaję sobie sprawę, że jest to kolejna książka z serii romans/babskie/przewidywalność do bólu, jednak akurat wpadła mi w ręce w bibliotece i musiałam ją po prostu przeczytać ;)

Następna książka będzie z kategorii fantasy, więc proszę o cierpliwość.


      Wiele dobrego słyszałam o autorce; że ma lekki styl pisania, że jej książki bardzo szybko się czyta, że krótko, treściwie i na temat. Niektórzy porównywali ją do Nicholasa Sparksa czy Danielle Steel. Trudno się nie zgodzić z wyżej wymienioną skrótową charakterystyką tej pani. Jednak, jednak... Byłam lekko zawiedziona.
Wchodząc w Wikipedię czy jakiekolwiek inne źródło, z którego wypływa coś więcej na temat Nory Roberts, na pierwszy rzut oka przeraża (innych może raduje ;)) ilość książek, które napisała. Jest ich około... Dwustu. Mnie, szczerze mówiąc, lekko to zaszokowało; nie umniejszam oczywiście nikomu, byłam po prostu zdziwiona i pierwsze pytania jakie się pojawiły w mojej głowie to: jaką ta kobieta musi mieć wyobraźnię, ile pomysłów, chyba nic innego nie robi tylko pisze, wymyśla kolejne historie itd... Tym bardziej więc, gdy w bibliotece zobaczyłam jej książkę na wierzchu, do tego niezbyt dużą objętościowo (340 stron), podjęłam decyzję: biorę ją. W porównaniu do Sparksa, którego książki o większej objętości pochłaniałam w jeden dzień, myślałam, że z tą pójdzie mi o wiele szybciej. Myliłam się.
           Portret w bieli to pierwsza część serii Kwartet weselny. Pani Roberts słynie z całych ciągów danego cyklu, co w sumie jest zrozumiałe, patrząc na ilość jej wydanych książek. Konkretny wątek można przecież przeciągać ile się da, prawda? :) Głównymi bohaterkami książki (jak i całego cyklu) są CZTERY (jakżeby inaczej) przyjaciółki, mające wspólny interes. Agencję ślubną "Przysięgi". Każda z trzydziestoletnich kobiet odpowiada w pracy za coś innego: Emma zajmuje się dekoracjami, Laurel poczęstunkiem, Mac jest świetną fotografką a Parker pełni funkcje "szefowej". Wszystkie są pełnymi profesjonalistkami; zapewniają dosłownie WSZYSTKO. Łącznie z krótkofalówkami, szampanem w celu "rozluźnienia" panny młodej i zapewnieniem ochrony przed nieproszonymi gośćmi weselnymi.

Pierwsza część przybliża nam losy Mac. Kolejne książki to opowieści o pozostałych przyjaciółkach: jedna przyjaciółka = jedna książka. Mackensie jest fotografką; temu zajęciu poświęca się bez reszty. Jedynym przerywnikiem w jej pracy są natarczywe telefony od matki, która słynąca z licznych romansów/małżeństw wyciąga od zamożnej córki pieniądze na kolejne "miłości swojego życia". Wszystko się zmienia, gdy Mac spotyka swojego kolegę ze szkoły; takiego, który podkochiwał się w niej 17 lat wcześniej. Jak nietrudno się domyślić, po kilku zwrotach akcji, spiętrzonych problemach, Mac (która uważa siebie za totalną singielkę) troszkę zmienia swoje życie.

Jak dla mnie - książka PRZEWIDYWALNA do bólu, po prostu cukierkowo - słodka... Nie wspomnę, że owe 340 stron męczyłam dobre cztery dni. Nie wiem, czy sięgnę po kolejne części. Może to wina tego, że sięgnęłam po złą książkę w celu rozpoczęcia przygody z Norą Roberts? Podejrzewam, że to mogło zaważyć na obecnej mojej opinii. Dla fanów autorki to będzie z pewnością jej kolejna książka, którą przeczytają. Dla mnie - nowicjusza, który w końcu chciał sprawdzić, kim jest w ogóle pani Roberts - nic specjalnego. Oczywiście każdy ma swoje zdanie :) W ostatecznym rozrachunku jest to po prostu dobre czytadło dla lubiących wiedzieć już na początku jak książka się skończy.

Oceniam: 4/10


9 komentarzy:

  1. Za takimi książkami właśnie średnio przepadam :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam takie obyczajówki, zapisałam już sobie tytuł :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz, no to w takim razie cieszę się, że choć trochę pomogłam ;)

      Usuń
  3. Mam ksiązkę Nory Roberts na półce - Trzy boginie. Jeszcze nieprzeczytana :) i tak naprawdę poznałam chyba tylko jedną książkę tej autorki albo żadnej, w tej chwili nie jestem pewna. Kojarze, że czytałam coś, co objętościowo wydawało sie spore, a okazało się, że to lekko czcza gadanina i czułam się rozczarowana. więc te 200 książek Nory Roberts jakoś mnie nie dziwi, jeśli wszystkie są w tym samym stylu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedyś czytałam jakąś jej książkę, choć było to na tyle dawno, że nie wyrobiłam sobie opinii na temat tej Pani :P Ale powiem szczerze, lubię obyczajowe i romanse :) Pewnie sięgnę teraz po jakąś jej powieść, wbrew pozorom zaintrygowałaś mnie, chcę się przekonać na własnej skórze :D A czekam na opis fantastycznej pozycji :)
    W ogóle, to witam :) Od teraz będę tutaj zaglądać - dzięki Patrycji :)
    PS. jesteś ze śląska?:P
    http://odkrywajzalicja.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od października będę ze Śląska, bo zaczynam kolejne studia w Katowicach ;)

      Usuń
  5. Znakomita autorka, szczególnie do poduszki :) sporo czytałem, ale tej pozycji nie miałem w ręku. Szkoda, że książka dość przewidywalna, ale tak jak napisałaś, dla niektórych może to być spory plus.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To była jej moja pierwsza książka, więc lekko się rozczarowałam i zraziłam, ale mówię, że nie sięgnę po jakąś inną książkę pani Roberts ;)

      Usuń
  6. Ja tez nie lubie ksiazek oczywistych :P
    Czytalam cos Nory Roberts, tak mi sie cos zdaje... ale nie pamietam tytulu :/

    Lubie Twoj styl pisania :)
    Bede czesciej zagladac, bo lubie wiedziec, co czytac i nie tracic czasu!

    OdpowiedzUsuń