11.20.2014

"Olive Kitteridge" Elizabeth Strout

     Kolejna książka od jednego z moich ulubionych wydawnictw; Naszej Księgarni. Nie szło mi z nią łatwo, wręcz przeciwnie, brnęłam przez nią z trudem, ale wiecie co? Opłacało się. Dawno (o ile w ogóle) nie czytałam publikacji tak... Misternie uplecionej, wręcz utkanej z psychologicznych nici...

   Nazwisko Strout niewiele mi mówiło, a powinno, gdyż pani Elizabeth jest laureatką wielu literackich nagród, a książka dziś przeze mnie recenzowana doczekała się Pulitzera 2009 i mini serialu na swojej podstawie! Jeśli jest tu ktoś, kto nie wie, czym owy Pulitzer (a dokładnie nagroda Pulitzera) jest, odsyłam do prostodusznej Wikipedii: 

Nagroda Pulitzera (ang. The Pulitzer Prize) – coroczna amerykańska nagroda przyznawana za wybitne dokonania w dziedzinie dziennikarstwa, literatury i muzyki. 

Książka wcześniej nosiła tytuł Okruchy codzienności, co uważam, było strzałem w dziesiątkę, jeśli chodzi o związek tytułu z treścią. Cała publikacja jest bowiem, tak jak powiedziałam wcześniej, utkana, siecią psychologicznych rozmyślań, rozważań, domysłów, rozbioru postaci na czynniki pierwsze. Czytelnik WCHODZI dosłownie w głowy bohaterów, znakomicie się z nimi utożsamia, zna najbardziej drobiazgowy szczegół ich dotyczący, zna ich myśli, kolejne ruchy, zamiary, powinności. Dawno nie widziałam książki, napisanej z tak drobiazgową, wręcz perfekcyjną dokładnością, szczegółowością (o ile istnieje takie słowo), dopieszczeniem charakterów postaci. 

Książka składa się z trzynastu rozdziałów, gdzie każdy jest osobnym opowiadaniem, opisującym historię danego mieszkańca Wschodniego Wybrzeża Stanów. Wszystkie te historie spaja w całość jedna osoba: tytułowa Olive Kitteridge. Kobieta ta jest silną osobowością, mającą trudny charakter, despotyczny sposób bycia, bezkompromisowe podejście do życia... 

Z pozoru surowa nauczycielka matematyki, apodyktyczna matka i oziębła żona, tak naprawdę wrażliwa kobieta, zbierająca swoją codzienność w coś konkretnego; przeżyte tragedie wcale jej w tym nie pomagają. Mimo wszystko Ollie, bo tak nazywa ją pieszczotliwie mąż, brnie do przodu, budując stopień po stopniu swój obraz.

Henry Kitteridge jest jej całkowitym przeciwieństwem. Poczciwy aptekarz, zawsze uśmiechnięty, niosący pomoc, zainteresowany problemami innych, wspierający wszystkich wkoło, zaskarbia sobie ich sympatię, podczas gdy jego żona budzi totalnie odmienne emocje. Syn Christopher, całkowicie stłumiony przez matkę, dopiero w wieku trzydziestu ośmiu lat żeni się; oczywistym jednak jest, że synowa nie cieszy się przyjaźnią teściowej, która posuwa się w stosunku do niej do złośliwości. Dla Christophera Olive jest oschłą matką, dla Henry'ego zimną żoną, dla pozostałych bohaterów "kimś" mniej lub bardziej budzącym lęk. Spośród tych wszystkich "codziennych okruchów" wyłania się portret kobiety silnej, doświadczonej przez los, zdecydowanej, ale i kruchej jak tafla szkła. 

Książka uderza emocjami z każdej strony; poznajemy uczucia Olive i tych wszystkich ludzi, którzy cały czas, lub tylko epizodycznie dzielą z nią życie, ich lęki, słabości, uczucia. Są tacy codzienni; kochają, zdradzają, nienawidzą, boją się... Historia spleciona z tak znanej nam rzeczywistości, okraszona poczuciem przywiązania się do tej lektury, zatrzymania jej w umyśle na dłużej, zapamiętania, że zwykli ludzie mają swoje słabe i mocne strony, czułe struny, w które łatwo uderzyć, serca, które nietrudno ukraść lub połamać, granice wytrzymałości i cierpliwości...

Okruchy codzienności układają się w jeden klarowny obraz... Albo i nie, bo z psychologią ciężko przecież dyskutować.

Polecam w każdym względzie.

Skrótowe info:

Autor: Elizabeth Strout
Tytuł: Olive Kitteridge (wcześniej Okruchy codzienności)
Ilość stron: 344
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Kategoria: Kobiece, obyczajowe, psychologiczne

OCENIAM: 9/10!

Za książkę serdecznie dziękuję:


6 komentarzy:

  1. Wow, nie lubię opowiadań, ale zachęcają mnie te dobrze skonstruowane postaci ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Niby twarda baba, a miękka. Trzeba kiedyś przeczytać. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahaha nigdy nie wiesz co w babie tkwi ;p

      Usuń
  3. Już sama Twoja recenzja jest zachęcająca, więc co dopiero książka:)

    OdpowiedzUsuń