11.06.2014

"W cieniu fleszy" Paulina Ptasińska

     Do tej pory miałam to wyjątkowe szczęście, że w moje ręce trafiały książki dobre, często nawet te bardzo dobre, wręcz rewelacyjne. Jeśli chodzi o współpracę z wydawnictwami, nierzadko mogę wybrać publikacje do recenzji, jednak zdarza się i tak, że dostaję z góry określoną książkę do recenzji; mam ją przeczytać i wydać opinię. W przypadku dzisiejszej lektury... Ciężko stwierdzić, co poszło nie tak, bo książkę, zachęcona opisem, wybrałam sama, jednak... Ale od początku.

     Kolejna polska autorka; widząc po wcześniejszych swoich recenzjach miałam niejedną okazję się przekonać, że mamy na rynku naprawdę świetnych pisarzy; więc widząc swojsko brzmiące nazwisko zabrałam się za czytanie. 

Zachęcona zostałam ciekawym opisem z tylnej okładki; mniej więcej, że dobro zwycięża zło, prawdziwa miłość istnieje, akcja dzieje się w Miami, ogólnie: super. Dopiero gdy otworzyłam książkę, moje uczucia z tych pozytywnych ewoluowały w te mieszane.

Emily, 26 - letnia bezrobotna kobieta, ale za to pochodząca z ogromnie zamożnej rodziny, spędza z ową familią wakacje w Miami. W skład szalonej rodzinki wchodzą: ojciec John, który oschle traktuje córkę, z nie wiadomo jakich powodów; matka Lucy, apodyktyczna zołza, zagarniająca wszystko dla siebie i kochająca tylko jedno swoje dziecko: starszą Jennifer; brat Justin - jedyny rozmawiający normalnie z Emily i traktujący ją po ludzku, wcześniej wymieniona Jennifer - rozkapryszona złośnica, jej narzeczony Jack - napuszony bufon oraz sama główna bohaterka. Emily na co dzień mieszka w obskurnej klitce na Brooklynie, wraz ze swoją najlepszą przyjaciółką Megan, gdyż nie chce pracować w firmie ojca. Ale o tym później. Póki co, trwają fantastyczne wakacje, Emily jeździ sobie wypożyczonym samochodem, zwiedza muzea, parki, robi mnóstwo zdjęć, aż pewnego razu wpada na przystojnego mężczyznę. Od razu wpada mu w oko, odnajduje ją, chce z nią spędzać coraz więcej czasu, zabiera ją na wycieczki, kolacje, spacery, zaprzyjaźnia się z jej rodziną... Jednak coś ukrywa, ale Emily jest tak zakochana, że w niczym jej to nie przeszkadza. Dopiero po powrocie do domu okazuje się, że Matt, a właściwie Christopher, jest najbardziej popularnym amerykańskim aktorem, do którego wzdychają wszystkie kobiety na świecie (nie wyłączając Megan), w dodatku zaręczonym z koleżanką z filmu. Emily, jak nietrudno się domyślić, jest zaszokowana, tym bardziej, że Chris pojawia się u niej w mieszkaniu w Nowym Jorku i... Po raz kolejny wyznaje miłość...

Jak łatwo można się domyśleć, historia jest tak przewidywalna, że aż strach. Na dodatek jest (jak dla mnie) jakimś nierealnym splotem wydarzeń... Tak, jasne, najbardziej pożądany aktor zakochuje się w szarej myszy, ona oczywiście nie ma pojęcia, że on to on, mężczyzna rzuca dla niej wszystko, karierę, narzeczoną, po kilku spędzonych wspólnie dniach są w sobie zakochani na śmierć i życie, nie wyobrażają sobie tego życia bez siebie; książka pod koniec ocieka takim cukierkowym tonem, że naprawdę musiałam się zastanowić, czy aby na pewno nie czytam jakiejś baśni w stylu Kopciuszka... Styl również nie jest jakiś górnolotny; prosty, ale aż za bardzo, razi konkretnie. 

Nie wiem co sądzić o tej książce, naprawdę. Fabuła mnie zaintrygowała, ale lekko się zawiodłam; nie wiedziałam, że można przedstawić publikację w aż takich superlatywach, a treść... Zostawić samej sobie. 

Skrótowe info:

Autor: Paulina Ptasińska
Tytuł: W cieniu fleszy
Ilość stron: 230
Wydawnictwo: Novae Res
Kategoria: Kobiece, romans, obyczajowe
OCENIAM: 4/10

Za książkę dziękuję:

12 komentarzy:

  1. Oj, nie sięgnę na pewno :) chociaż pomysł mógłby być fajny

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja i tak bym to chętnie przeczytała. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. coś jak moda na sukces ino haha

    OdpowiedzUsuń
  4. Fabuła wydaje się być ciekawa. Szkoda tylko, że wykonanie trochę gorsze.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dawno mnie nie bylo, ale powoli nadrabiam :)
    Podoba mi sie, ze blog nabral bardziej proesjonalnego wygladu, ze nie ma Twojego zdjecia, tylko jest ikona strony :) Nie ze mialam cos przeciwko, ale podoba mi sie znacznie bardziej :)

    Co do ksiazki... brzmialona poczatku swietnie, ale jak doszlam do konca postu to juz wiedzialam, ze jej nie otworze :P

    OdpowiedzUsuń
  6. na wypadanie hm... polecam pharmaceris keratinum taki czerwony :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Takie romansidła to zdecydowanie nie dla mnie, wolę inne słodycze ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. nie dla mnie, nie znoszę tego wydawnictwa ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Łał, w życiu nie czytałaś słabej książki? Zazdroszczę, moja to co druga jest denna.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja się chyba jakoś zraziłam do polskich autorów... Nie wiem, wg mnie nie mają tego czegoś.

    OdpowiedzUsuń