10.31.2014

"W proch i pył" Tami Hoag

     Mam dla Was recenzję jednego z pierwszych kryminałów w moim życiu. Bez obaw, ten gatunek jakoś chyba nie zostanie moim ulubionym (zamierzam dać jeszcze szansę tylko Cobenowi!), więc kolejna książka, która się tu pojawi, będzie aż do bólu romantyczna ;).

     Tak jak wspomniałam, po raz (bodajże) drugi spotykam się z kryminałem; wcześniej czytałam recenzowane tutaj Zabójcze zauroczenie, ale raczej podpięłabym tę książkę pod thriller, czy powieść z nutką sensacji. Po raz pierwszy (ale już tak totalnie pierwszy) spotykam się natomiast z autorką. Wprawdzie słyszałam o niej (Patrycja recenzowała z tego co pamiętam Spiralę zbrodni), jednak nie miałam dotąd okazji osobiście stwierdzić, czy faktycznie jest tak genialna i rewelacyjna jak piszą/mówią...

W proch i pył to II tom z cyklu "Kovac i Nikki"; podobnie jak u Dana Browna "Robert Langdon". Pierwszą część z poprzednią łączą tylko bohaterowie, w tym wypadku są to Sam Kovac (Kojak)Nikki Liska (Tinks) - dwójka policyjnych przyjaciół, pracujących w wydziale zabójstw. 

Akcja zaczyna się w momencie, gdy Sam i Liska zostają wezwani w sprawie zabójstwa, jak się później okazuje samobójstwa syna jednego ze swoich znajomych. Andy Fallon - wiesza się nago przed lustrem, na którym straszy jedno słowo: "Przepraszam". Mike Fallon - kaleki policjant, niegdyś postrach zabójców i bandytów - teraz nie może pogodzić się nie tylko z śmiercią syna, ale i z ogromnymi wyrzutami sumienia...

Dlaczego? Bo okazuje się, że Andy, idealny syn, policjant, przykładny wzór dla wszystkich, a najbardziej dla swojego brata Neil'a... Wcale nie był taki perfekcyjny pod każdym względem. Nie tylko zajął się spapraną sprawą sprzed lat, którą mu każdy odradzał... Najważniejsza kwestia to taka, że Andy był gejem. Gejem gliną. A tacy byli na "liście" u kogoś, kogo taka "perwersja" bardzo nie odpowiadała...

Mike, nie mogący przeboleć "winy" syna, całkowicie odcina się od niego. Nie może zrozumieć, gdzie popełnił błąd,co zrobił źle, że Andy okazał się "inny". Staruszek, jeżdżący na wózku (nogi stracił w akcji) wciąż zadręcza się myślami, aż w końcu...

Strzela do siebie z kalibru 38.

Kovac i Liska, którzy do tej pory NIE WIERZYLI, że Andy mógł popełnić samobójstwo, tak teraz, gdy z jednego martwego zrobiło się dwóch, w dodatku są to ojciec i syn - zdają sobie sprawę, że wkraczają na niebezpieczny grunt. Wydział wewnętrzny bowiem chce zatuszować całą sprawę, a Liskę i Kovac'a odsunąć od śledztwa. Para musi więc na własne ryzyko podjąć szaleńczą próbę wyjaśnienia wszystkich tajemnic...

Książka została napisana bardzo dobrym stylem; łatwo i przyjemnie się ją czyta. Zaskoczyły mnie rozbudowane opisy miejsc, sytuacji, scen, budynków, knajp, zachowań... Widać, że autorka konsultowała powieść z prawdziwymi służbami mundurowymi, gdyż w rozmowach "glin" idealnie odtworzyła ich slang, słownictwo, którym się na co dzień posługują. Szczegółowo są też opisane miejsca zbrodni, "wygląd" ich i ciał; czytelnik może dokładnie poznać procedury działań policji, ekipy dochodzeniowej, pracy patologów itp. Dodatkowo Hoag stworzyła kompletną psychologię postaci; każdą kryształowo wykreowała, jednocześnie bawiąc się czytelnikiem, umyślnie co rusz wprowadzając go w błąd w ocenie "Kto zabił?" Zarówno główne postaci, ale i poboczne zostały przedstawione w normalny, ale szczegółowo opisany sposób. Każdy z bohaterów ma swoją "rolę" do zagrania w powieści, czytelnik poznaje ich "demony przeszłości", z którymi się mierzą, ich osobiste życie, rzadko poukładane ze względu na rodzaj wykonywanego zawodu...

Czytało mi się lekko. Końcówka była ogromnie zaskakująca! Nie mogę jednak przyznać, żeby kryminały stały się moimi ulubionymi książkami; zdecydowanie wolę ckliwe romansidła ;).

Skrótowe info:

Autor: Tami Hoag
Tytuł: W proch i pył
Cykl/Seria: Kovac i Liska
Ilość stron: 400
Wydawnictwo: Harlequin&Mira
Kategoria: Kryminał, sensacja

Oceniam: 7/10

Za książkę dziękuję:


I zapraszam do kliknięcia "Lubię To" na fanpage'u bloga! Autorka Jolanta Maria Kaleta już to zrobiła, zrób i Ty! :)

10.28.2014

"W zakątku cmentarza czyli koniec wieczności" Magdalena Kawka

     Gdy tylko przyjechałam z weekendowego wypadu do domu (i Targów ;)), zastałam siedem książek od wydawnictw, czekające na recenzję! Fantastyczna niespodzianka na rozpoczęcie tygodnia... Więc od razu zabrałam się za pierwszą publikację; podarunek od Wydawnictwa MG.

     Pierwszy raz spotkałam się z Magdaleną Kawką i tego typu książką; tak zupełnie inną, różną, w pewnym sensie dziwną... Okładka na początku jakoś mnie specjalnie nie porwała; postać grobowego posągu przywołuje przecież na myśl coś mrocznego, tajemniczego, cmentarnego... No i ten tytuł. Format tablicy nagrobnej + taki oto napis, zawierający słowo "cmentarz", naprawdę nie nastrajały mnie optymistycznie.    

Ale jak to mówią: nie oceniaj książki po okładce. Dosłownie.

Zastanawialiście się kiedyś, co dzieje się z ludzkimi duszami po śmierci? Albo jakie tajemnice skrywa cmentarz w chwili, gdy zamknie się brama za ostatnim odwiedzającym? Przyszłoby Wam do głowy, że zmarli w pewien sposób "żyją"; wychodzą z trumien, spacerują cmentarnymi alejkami, rozmawiają, dyskutują, kłócą się, zakochują w sobie nawzajem, zaprzyjaźniają, pomagają, cieszą się ukradzionymi (z torebek kobiet odwiedzających groby najbliższych) gadżetami, przeżywają wszystkie spory i waśnie, opiekują się sobą, żartują, śmieją się, wypominają dawne dzieje lub te bardziej współczesne, wspominają swoje życia, tęsknią za rodzinami (albo bliskimi), sprzątają swoje nagrobki, obserwują, kto zapala na nich świeczkę, a kto je zaniedbuje, z chryzantem kobiety plotą sobie wianki, a mężczyźni konkurują o względy upatrzonej "damy"... 

Tak w największym skrócie prezentuje się powieść W zakątku cmentarza... 

Prawdziwie i naturalnie stworzone postaci: Gruba Dama, Poeta, Artystka, Trendy Romek, Pasażerka, Górnik, Powstańca, Ojciec Rodziny, Bliźniaczki (Młodsza, która została rozstrzelana podczas wojny w wieku 22 lat i Starsza, która dożyła sędziwego wieku), Kobieta z Klasą, Motocykliści, Nieznani Żołnierze, Maryś. Przykładowo podaję krótką charakterystykę tego ostatniego:
"(...) postać niezbyt pozytywna. Nieco gburowaty, szorstki, momentami nawet wulgarny. Typ złośliwy i sardoniczny, dla którego nie liczyło się nic, oprócz niego samego. Sposób, w jaki wyrażał się o swojej żonie, również nie budził sympatii, szczególnie u damskiej części społeczności".
 W niewiarygodnie lekkim stylu została opisana wyżej wymienionych osób ich egzystencja, a raczej to, co dzieje się po "ludzkim" życiu. Artystka jest zakochana w proboszczu, Poeta wciąż nie może sobie znaleźć miejsca, Bliźniaczki ciągle wypominają sobie zamierzchłe czasy, Pasażerka jest "świeżynką" i dopiero uczy się "życia" na cmentarzu... Aż dziw bierze, że z takim humorem (bywały momenty, że śmiałam się w głos z przygód bohaterów) i dystansem można kolokwialnie mówiąc - ogarnąć temat. Chociażby rozmowy między paniami na temat diet...
"(...) Doktor Teofil Much, specjalista w dziedzinie urynoterapii i pranicznego żywienia światłem. Z tych dwóch specjalności mniejsze obrzydzenie wzbudzała ta druga, więc się zdecydowałam".
 Żeby nie było zbyt żartobliwie, Autorka pokazuje również naprawdę ważne wartości płynące z lektury. Umarli boją się tajemniczego "pójścia za łąkę"; nie wiedzą, dlaczego niektórzy idą tam zaraz po śmierci, nie zaznając bytności na cmentarzu, a inni jak np. Powstaniec od wielu lat wciąż tu są. Okazuje się, że wszystko zależy od... Naszych bliskich i ich pamięci; o zmarłych, o grobach, modlitwie... Dodatkowo:
"Wszystko jest ulotne, przemijające... Wyobrażenie na swój własny temat i tak zazwyczaj nie odpowiadają temu, co widzą inni. Trzeba bardzo uważać na to społeczne lustro, bo można się w nim zatracić, wpaść w bezrozumną euforię (...)".
Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie ta książka; na początku byłam do niej sceptycznie nastawiona, jednak później nie mogłam się od niej oderwać.

Skrótowe info: 

Autor: Magdalena Kawka
Tytuł: W zakatku cmentarza czyli koniec wieczności
Ilość stron: 340
Wydawnictwo: MG
Kategoria: hmm... Ciężko stwierdzić.

Oceniam: 8/10


Za książkę dziękuję:



Książka w sumie idealna na najbliższe dni ;).

10.27.2014

"Niezbędnik obserwatorów gwiazd" Matthew Quick

     Wciąż jeszcze żyję sobotnią wyprawą na Targi Książki; takiego wydarzenia nie sposób zapomnieć, tym bardziej, że na kolejne trzeba czekać cały rok! Mnóstwo wystawców, wszystkie "moje" wydawnictwa w jednym miejscu, znane twarze, autografy, tysiące książek i ludzi, którzy uwielbiają czytać ;).

Nie dziwi więc Was pewnie fakt, że kolejną recenzowaną przeze mnie książką będzie hit autora Poradnika pozytywnego myślenia, jedna z jego trzech powieści dla młodzieży i jedna z tych, które przywlokłam z sobą do domu...

     "Niebieska książka" to moje pierwsze spotkanie z Matthew Quick'iem. Wiem, że Poradnik... okazał się mega bestsellerem i najpierw powinnam sięgnąć właśnie po niego, jednak uznałam, że młodzieżowe, zachwalane na każdym kroku publikacje autora mają całkowite pierwszeństwo. 

Tytuł może wiele sugerować. Za niezbędnik można uznać zbiór praw, zasad, potrzebnych rzeczy, które koniecznie muszą znaleźć się... No właśnie, gdzie? Skoro obserwujemy gwiazdy, to niezbędnymi materiałami potrzebnymi nam do wykonywania tejże czynności powinny być teleskop, lornetka itp... Fakt, w książce występuje motyw obserwowania nieba, ale w trochę innym, lżejszym (i nie najważniejszym) kontekście.

Finley McManus jest nastolatkiem uwielbiającym jedną osobę i jeden sport ponad wszystko: swoją dziewczynę Erin i koszykówkę. Daje mu to siłę, chęć do życia, swojego rodzaju odwagę (bo Finley jest bardzo cichym i nieśmiałym człowiekiem) i radość. Lubi też te chwile, gdy wraz z Erin, leżąc na dachu jego domu, obserwują niebo; spadający śnieg, gwiazdy, księżyc, chmury. Obojgu pozwala to się wyciszyć, znaleźć wytchnienie i spokój. Finley mieszka z ojcem (który pracuje na nocną zmianę, a w dzień śpi) oraz z dziadkiem (nie mającym nóg, poruszającym się na wózku, z zawieszonym "babcinym" różańcem na szyi). Mężczyźni starają się jak mogą, by młody McManus wyrósł na dobrego, uczciwego człowieka, wolnego od przeszłości, z jaką oni sami się mierzą...

Z pozoru zwyczajne, monotonne życie młodego człowieka zmienia się w chwili, by jego trener prosi go o wyświadczenie pewnej przysługi. Mianowicie, Finley ma pomóc niejakiemu Russowi, gwieździe koszykówki, zaadaptować się w szkole, by po tragicznych przejściach mógł na nowo wykrzesać z siebie ogromny talent do sportu. Finley zgadza się, choć wie, że w takim wypadku jego pozycja rozgrywającego w I składzie będzie nieuchronnie zagrożona... 

Po przeczytaniu książki, na nowo mogłam odczytać jego metaforyczny sens. Finley był przecież obserwatorem Russa, mistrza koszykówki, niejako zaprogramowanego po to, by wygrywać i nie zostawiać szans przeciwnikom. To, że zostali najlepszymi przyjaciółmi dodatkowo dowodzi, że zasady jakimi się kierowali: wzajemna pomoc, stawianie dobra i szczęścia przyjaciela ponad swoje własne, poświęcenie, cierpienie, empatia, altruizm, wybór pomiędzy przyjaźnią a pasją, świadomość, że z każdego upadku można się podnieść, że nigdy nie ma sytuacji bez wyjścia a przyjaźń to podpora, by się nie zachwiać -  są tytułowym NIEZBĘDNIKIEM każdego z nas. Moralne przesłanie płynące z tej książki krzyczało do mnie na każdej stronie: są rzeczy ważne i ważniejsze, a od CIEBIE zależy ich los, decyzja, co wybierzesz, którą drogą iść się zdecydujesz, dlaczego, w jakim celu i co czeka na jej końcu? 

Autora cechuje niewiarygodnie lekkie pióro, przez co książkę pochłonęłam w jeden wieczór. Dodatkowo budowane napięcie poprzez wstawki z irlandzką mafią (tak, tak!), dodawało tylko smaku całości. Nie brakuje również cytatów zmuszających do refleksji nad sobą i swoim życiem; oto przykład:
"Finley, (...) bo jesteś dobrym człowiekiem. Bo łatwo się z tobą przebywa. Bo jesteś, jaki jesteś. Bo nie stawiasz ludziom żądań i nigdy nie mówisz nic negatywnego. Przenigdy. Tak wielu ludzi wysysa życie ze wszystkich, którzy ich otaczają, ale nie ty. Dajesz ludziom siłę, będąc sobą."
Ja tę książkę jak najbardziej POLECAM; wędruje od razu do grupy tych moich ulubionych.

Skrótowe info:

Autor: Matthew Quick
Tytuł: Niezbędnik obserwatorów gwiazd
Cykl: Moondrive
Ilość stron: 320
Wydawnictwo: Otwarte
Kategoria: młodzieżowe, dla każdego

Oceniam: 10/10

Jak tylko nadgonię zaległości w publikacjach otrzymanych od wydawnictw, od razu zabiorę się za kolejne książki Matthew Quick'a: Prawie jak gwiazda rock'a i Wybacz mi, Leonardzie. Tak prezentują się wszystkie 3 publikacje:

10.25.2014

Podsumowanie Gemmowskiej soboty na Targach Książki

     Hej hej!

Tak na szybko pragnę się z Wami podzielić moim dzisiejszym "polowaniem" w hali EXPO na 18. Międzynarodowych Targach Książki ;).

Odwiedziłam oczywiście wszystkie stoiska wydawnictw, z którymi współpracuję + załapałam się na zdjęcie z Beatą Pawlikowską!

A oto 2 magiczne zdjęcia z tego równie magicznego dnia:



Razem z mamą wybrałyśmy się już wcześnie (bo o 6 rano) do Krakowa, by pobuszować wśród tylu wystaw, książek, znanych ludzi i wszystkich tych, dla których wejście na Targi było równoznaczne ze zdaniem: WELCOME IN MY WORLD!

Mama biegała między wydawnictwami naukowymi, a ja między "swoimi". A co znajduje się w stosiku, który ledwo dałam radę unieść?

Mroczne Umysły już od dawna nade mną "wisiały"; wiedziałam, że prędzej czy później trafią w moje ręce. Ciekawa okładka + treść = must have Gemmy.

Powieści dla młodzieży Matthew Quicka: Niezbędnik obserwatorów gwiazd, Prawie jak gwiazda rocka i... Śliczny zielony kubeczek, który póki co zastępuje mi Wybacz mi, Leonardzie ;). Autora chyba nie muszę przedstawiać. Tyle dobrych słów się o nim naczytałam, że nie mogłam nie mieć w swojej domowej biblioteczce jakiejkolwiek jego książki. Wiem, że hitem był/jest Poradnik pozytywnego myślenia, ale doszłam do wniosku, że najpierw przejrzę jego "młodzieżowe" dokonania, zanim zabiorę się za oscarową książkę.

Dwie książki Beaty Pawlikowskiej: Blondynkę na językach chciałam mieć od dawna, bo wiele się nasłuchałam o niekonwencjonalnej nauce języków dzięki zapamiętywaniu gotowych zwrotów. Przetestuję, sprawdzę, napiszę recenzję. Drugą książkę wzięłam po prostu z czystej ciekawości. Bardzo spodobała mi się zebra na okładce ;).

Ostatnie dwie książki: Żyć kolorowo i 365 dni dla Ciebie to książki, które wybrała mi mama - złote, baaardzo mądre myśli na każdy dzień roku, począwszy od stycznia. I równocześnie z tym miesiącem na blogu w każdym poście, pod recenzją będą pojawiać się przemyślenia na konkretny dzień, właśnie z tych książeczek ;).

Następne Targi może troszkę inaczej sobie zaplanuję, to znaczy na pewno na nich będę (o ile życie nie pokrzyżuje mi planów :)), jednak postaram się bardziej "ogarnąć" temat. W jakim sensie, jeszcze nie zdradzę, ale chodzi mi po głowie milion pomysłów.

A Wy byliście na Targach Książki? Co upolowaliście? 

10.22.2014

"Posłaniec" Markus Zusak

     Pięć dni bez recenzji? Aż sama jestem w szoku! Ale z powodu dwóch studiowanych kierunków nie zawsze jest czas na "połknięcie" książki ;). Zaległości nadrabiam kolejną publikacją, otrzymaną dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

     To moje pierwsze spotkanie z Markusem Zusakiem, choć wszędzie jest przedstawiany jako autor "bestsellerowej Złodziejki książek". Podanego hitu nie miałam okazji przeczytać; mam nadzieję jednak, że wkrótce się to zmieni. Zusak jest natomiast moim drugim pisarzem mieszkającym w Australii (mimo, że pochodzi z niemiecko-austriackiej rodziny); zaraz obok recenzowanego tutaj już dwa razy Johna Flanagana ;).

Najpierw zaintrygowała mnie okładka: piękna, pomysłowa, dająca do myślenia; później zawładnęła mną treść książki: inna od dotychczas przeze mnie czytanych, moralistyczna, bardzo życiowa, obrazowa, w pewien sposób prawdziwa.

Głównym bohaterem jest Ed Kennedy. Ma dziewiętnaście lat, ale kłamie, że o rok więcej, by móc pracować jako kierowca taksówek; mieszka z psem o imieniu Odźwierny,  jest życiową ciamajdą; nieudacznikiem, dziś powiedzielibyśmy looserem. Zresztą, on sam o sobie wyraża się następująco:
"Wyliczam sobie, kim jestem. Taksówkarz. Miejscowy nieudacznik. Ucieleśnienie przeciętności. Ofiara losu. Żałosny karciarz".
Wszystko gwałtownie się zmienia, gdy Ed całkiem przypadkowo (przynajmniej na początku) staje się świadkiem napadu na bank. Nie mogąc się później nadziwić swojej odwadze i brawurze, doprowadza do schwytania bandyty i umiejscowienia go w więzieniu. Następnego dnia Ed otrzymuje zaskakującą kartę (taką zwyczajną, do gry); kartę z trzema adresami, pod które ma się udać. I naprawić to, co jest nadwyrężone...

Nie mogę zdradzać całej fabuły, gdyż zepsułabym przyjemność czytania tej książki. Trzymająca w napięciu, lekka lektura jest zaskakująco pełna niespodzianek, może nie zwrotów akcji, ale świetnych posunięć autora. Szybko się czyta; dosłownie można w niej utonąć i ocknąć się ze zdziwieniem: to już? Niby prosta fabuła, a jednak tak bardzo życiowa, pouczająca i przemycająca dużo pozytywnych wartości. 

Ed, ogromnie samotny, młody człowiek (ojciec alkoholik nie żyje, a matka go nienawidzi, bo za bardzo przypomina jej męża) jest zdany tylko na siebie. Jedynym jego powiernikiem jest pies, łagodny Odźwierny, który rozumie go bez słów. Chłopak ma wprawdzie kilkoro przyjaciół; Marv'a, Rtichie'go i śliczną Audrey (w której jest szaleńczo, ale bez wzajemności zakochany), jednak nie może znaleźć swojego celu w życiu, punktu, do którego chciałby dążyć, rozwijać się, czerpać z życia... Tym życiem rządzi wszechobecna rutyna i brak perspektyw. Wszystko zmienia się jednego dnia, gdy tajemnicza przesyłka - karciany as obliguje go do zostania tytułowym "Posłańcem"... 

Posłaniec to ciepła powieść o niesieniu pomocy, satysfakcji z okazywanego dobra, przeobrażeniu się w kogoś wartościowego (w oczach swoich i innych), znalezieniu szczęścia i sensu w codzienności... 
"Lua i Marie trzymają się za ręce. Wyglądają na bardzo szczęśliwych, w tej właśnie chwili, gdy patrzą na dzieci i lampki na swym starym domu. Lua ją całuje. Delikatnie, w usta. A ona całuje jego. Czasem ludzie są piękni. Nie z wyglądu. Nie w tym, co mówią. W tym, kim są".
Prosty, czasem właśnie jak powyżej "wierszowany" styl wnosi bardzo dużo w tę książkę. Zmusza do refleksji nie tylko nad sobą, ale i nad życiem (nie zawsze swoim). Ja osobiście jestem tą publikacją ZACHWYCONA. Polecam gorąco ;).

Skrótowe info:

Autor: Markus Zusak
Tytuł: Posłaniec
Ilość stron: 352
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Kategoria: obyczajowa, dla każdego

Oceniam: 10/10!

Za książkę bardzo dziękuję:


10.18.2014

"Proces" Marta Zawadka

     Zimny weekend trwa, i mimo, że już się przyzwyczajam do chłodu i ciepłych swetrów, to jakoś nie mogę się odnaleźć w tej jesiennej aurze. Ale za to stosik książek do przeczytania rośnie; weszłam we "współpracę" z koleżanką ze studiów, która też pochłania publikacje i jak coś ciekawego każda z nas przeczyta, to uruchamiamy tzw. transakcję wymienną ;). Półki więc się zapełniają, z pokoju robi się powoli mała księgarnia, ale nic tylko się cieszyć z tego powodu!

     Dzisiejszym przedmiotem mojej recenzji jest książka Marty Zawadki: Proces. Z autorką spotykam się po raz pierwszy; ogólnie rzecz biorąc, dzięki współpracy z wydawnictwami, powoli przekonuję się do polskich pisarek/pisarzy. Na naszym rynku pojawia się coraz więcej zdolnych ludzi, piszących po prostu o prawdziwym życiu, co w dzisiejszym świecie często gdzieś się wymyka... 

Z opisu tylnej okładki książki dowiaduję się, że prawdopodobnie będzie to powieść z elementami biografii, coś w rodzaju pamiętnika, dotyczącego konkretnej sprawy: walki o alimenty we... Francji. Autorka pracuje w polskiej Ambasadzie Francji i... Wszystko wyjaśnia się w książce ;).

Faktycznie, już po kilku pierwszych stronach, nie mam wątpliwości: jest to pamiętnik Marty, głównej bohaterki książki (jak i autorki). Marta od najmłodszych lat jest zafascynowana Francją; językiem, kulturą, obyczajami. Postanawia więc wyjechać do Paryża, najpierw na kilka tygodni, a później... Pobyt się przedłuża. Dziewczyna trafia do wspaniałych ludzi, Sophie i Claude'a, których od tamtej pory już zawsze będzie nazywać dziadkami. Pozornie, wszystko układa się idealnie, jednak gdy Marta wraca, by dopinać już na ostatnie guziki zbliżający się ślub ze swoim narzeczonym Piotrkiem - wszystko się komplikuje. Piotrek wyznaje, że jest gejem, ślub zostaje odwołany, a dziewczynie pozostaje tylko zbierać pokruszone serduszko właśnie we Francji. Od tamtej pory jej życie kursuje w dwóch kierunkach: polskim i francuskim.

Gdy Marta poznaje Charles'a, przystojnego starszego Francuza - jest nim zauroczona do granic możliwości. Tak bardzo, że zachodzi z nim w ciążę i snuje plany na temat ich wspólnej przyszłości. Nie może jednak przewidzieć, że Charles nie chce uwolnić się od swojej lekko psychicznej żony, a już tym bardziej uznać dziecka i budować fundamentów nowego związku z Polką. Zaczyna się długa, bardzo długa walka o przyznanie alimentów na małą Nicole. W książce zostają szczegółowo wyjaśnione procedury przebiegu spotkań (osobistych, meilowych czy telefonicznych) z francuskimi adwokatami, bieganiny za sprawiedliwością międzynarodową; rozterki, żal, rozgoryczenie z powodu braku pomocy ze strony państw: swojskiej Polski i jak się okazuje obcej Francji. Autorka przytacza fragmenty pism urzędowych otrzymywanych od francuskich władz sprawiedliwości, swoich "wypocin" o chwilę zainteresowania i uwagi sprawą swojego dziecka, teksty wyjaśniane przez przysięgłych tłumaczów, skomplikowane regulaminy komornicze, przez które nie może wygrać sprawy... 

Charles na swoim terenie czuje się całkowicie bezkarny, robi w przysłowiową "trąbę" wszystko i wszystkich wokoło. Wciąż udowadnia, że nikt nigdy nie powoływał go do zrobienia testów na ojcostwo, poddaje w wątpliwość życie Marty i jej "prowadzenie się", co moment zmienia miejsce zamieszkania, by w nieskończoność przeciągać postępowanie sądowe... 

Dzieje się dużo. Nieustanna walka, jednak są też pozytywne strony życia Marty. Wszechobecna przyjaźń, uczucie, które pojawia się znienacka, wsparcie najbliższych. Nie zdradzę jednak wszystkiego, bo książka przestałaby być interesująca, a jest naprawdę ciekawa! Jest dowodem na to, że życie płata takie figle, o jakie nigdy byśmy go nie podejrzewali ;).

Duży plus dla autorki za STYL! Potoczny, ale z klasą, humorystyczny do granic możliwości; praktycznie cały czas uśmiechałam się szczerze do jej przygód. Nawet nie wiem, kiedy skończyłam czytać ową publikację, bo wciąga niesamowicie. 

Na koniec przytoczę tekst z okładki i z nim Was zostawię, na przemyślenia:
"Podobno każdy człowiek ma dwie twarze, lecz światu pokazuje tylko jedną."
Skrótowe info:

Autor: Marta Zawadka
Tytuł: Proces
Ilość stron: 400
Wydawnictwo: Burda Książki
Kategoria: literatura faktu, obyczajowa

Oceniam: 8/10

Za książkę dziękuję Wydawnictwu:


10.16.2014

"Strażnik Bursztynowej Komnaty" Jolanta M. Kaleta PRZEDPREMIEROWO!

     Jest mi niezmiernie miło poinformować, iż otrzymałam propozycję od Wydawnictwa Psychoskok by przedpremierowo zrecenzować książkę pani Jolanty Marii Kalety: Strażnik Bursztynowej Komnaty. To zaszczyt dla każdego recenzenta móc przeczytać książkę przed jej oficjalną premierą. O owej publikacji, jak i o samej autorce mogliście przeczytać na tym blogu kilka postów wcześniej, niemniej jednak, jakby ktoś jeszcze tego nie widział, zapraszam tutaj ;). 

Premiera książki Strażnik Bursztynowej Komnaty już jutro o godzinie 18:00 w Empiku wrocławskiego Domu Handlowego RENOMA. Nie będę mogła być tam osobiście, ale gorąco Was zapraszam na spotkanie z autorką, która jest naprawdę bardzo sympatyczna (wymieniłyśmy kilka e-meili więc stąd to stwierdzenie ;)).

     Informacje o pani Kalecie, które zamieszczałam wcześniej powtórzę: Jolanta Maria Kaleta – rodowita wrocławianka, z wykształcenia historyk i politolog. Jest autorką następujących powieści: Obcy w antykwariacie,  Lawina, Operacja Kustosz, Wrocławska Madonna, Kolekcja Hankego, W cieniu Olbrzyma, Złoto Wrocławia, Duchy Inków oraz ta najnowsza Strażnik Bursztynowej Komnaty. W każdej swojej książce Autorka odwołuje się do autentycznych i historycznych zdarzeń mających miejsce w przeszłości. Wydarzenia często rozgrywają się we Wrocławiu lub w którymś z uroczych miasteczek na Dolnym Śląsku.

Recenzowana dziś publikacja to moja pierwsza książka tej autorki, ale już teraz wiem, że na pewno nie ostatnia. Ale od początku. 

Na pewno się zastanawiacie, czym jest tytułowa Bursztynowa Komnata, bo na pewno nie wszyscy o niej słyszeli. Motyw ten jawi się w książce jako historyczny, bo jest prawdziwy. Bursztynowa Komnata to zaginione podczas II wojny światowej największe bogactwo Rosjan; warte "tylko" 100 mln dolarów. Gabinet ten, całkowicie wykonany tylko z bursztynu, został stworzony w 1716 roku w formie prezentu dla cara Piotra I Wielkiego. Komnata powędrowała do Petersburga, stamtąd do kolejnych miast, aż w końcu... Zrabowana przez Niemców... Zaginęła. I stała się największą nieodkrytą tajemnicą.

Oprócz wątku historycznego, w książce jest też fabuła. I to nie byle jaka! Jest rok 1991. Paweł Rylski, znany wrocławski inżynier, ale i badacz tajemnicy, zostaje znaleziony martwy nad brzegiem Odry. Ogołocony z dokumentów, zawierających ważne informacje na temat Bursztynowej Komnaty. Niedługo później ginie kolejna osoba powiązana z sekretem. Główną podejrzaną staje się żona Rylskiego - Ewa, uniwersytecka historyczka, która, jak się okazuje, niewiele wiedziała o swoim mężu, jak i jego zainteresowaniach... Chcąc nie chcąc, Rylska musi udowodnić swoją niewinność, a przy okazji dowiedzieć się więcej o badaniach i wywiadach swojego męża. To nie wszystko. Całą sprawą zaczyna interesować się niejaki Matias Popiel, były pracownik kontrwywiadu, dawniej również poszukujący Komnaty. Co go łączy z Rylskim? Dlaczego Popiel śledzi biznesmena Krawca, który niewiadomo skąd również interesuje się śmiercią Pawła? Jakie znaczenie kryje w sobie zdjęcie znalezione przez Rylską w rzeczach męża? Kim jest tytułowy strażnik? I w końcu, gdzie naprawdę została ukryta Bursztynowa Komnata? Czy historyczna zagadka finalnie zostanie rozwiązana? Nagromadzenie tylu pytań skłania Czytelnika do przewracania kolejnych stron w celu uzyskania odpowiedzi, co dodatkowo wzmacnia napięcie ;).

Książka nie jest mała objętościowo, bo liczy prawie 500 stron, ale czyta się ją jednym tchem. Krótkie rozdziały intrygująco się kończące + kilka konkretnych wątków - naprawdę robią swoje. Na pochwałę zasługuje niby potoczny, a jednak elegancki styl autorki, obrazowy, wręcz fotografujący rzeczywistość. Opis Wrocławia jest tak realistyczny, że ma się wrażenie obcowania z bohaterami ramię w ramię. Jeśli miałabym porównywać tę polską publikację z jakąś zagraniczną... Przywodzi ona na myśl książki Dana Brown'a; intryguje, zaciekawia, wciąga, szokuje, podaje elementy historyczne, wyjaśnia... Czytelnik znajdzie tu naprawdę dużo dla siebie; książkę wyciska się jak cytrynę. 

Info w skrócie:


Autor: Jolanta Maria Kaleta
Tytuł: Strażnik Bursztynowej Komnaty
Ilość stron: 477
Wydawnictwo: Psychoskok
Kategoria: kryminalne, thriller

Oceniam: 9/10

Ocenę swą motywuję tym, że nie bardzo przepadam za historycznymi klimatami, jednak ta pozycja jest naprawdę godna polecenia.

Polecam, polecam!

Za książkę dziękuję Wydawnictwu:


10.13.2014

"Jak osiągnąć prawdziwe i trwałe szczęście (...)" Deepak'a Chopry

     Na początku uprzedzam, że nie wiem, czy dobrze odmieniłam nazwisko autora, jednak wydaje mi się, że fleksyjnie mogłam poddać je spolszczeniu ;). Chcę się również pochwalić kolejną współpracą, tym razem z Wydawnictwem MG! Tak tak, tym samym, które wydaje dzieła moich ukochanych sióstr B. ;). Już niedługo będę mogła się pochwalić osobistym zbiorem tej pięknej kolekcji... <3 

A dziś recenzja książki od wydawnictwa, z którego oferty wybrałam... Poradnik!

     Deepak Chopra jest indyjskim lekarzem, psychologiem i filozofem, więc niejaki "wachlarz warsztatowy" ma spory. I tyle też jest książek w jego dorobku; głównie poradników, jak osiągnąć dany stan duchowy, cel w życiu, czy po prostu być zadowolonym z siebie. 

Książka, którą dziś recenzuję jest jego najnowszym zbiorem rad i złotych zasad, które mają pomóc człowiekowi dojść do pełnego stanu oświecenia, bo tak Deepak nazywa szczęście. 

Z poradnikami nie miałam zbyt wiele do czynienia, może z niejakiego uprzedzenia, że to przecież nudne oczywistości, nic więcej. Raz wpadła mi w ręce książka Dlaczego mężczyźni kochają zołzy i już tym bardziej byłam anty- co do tego typu książek. Teraz postanowiłam dać szansę i Wydawnictwu i książce o ładnej okładce.

Poradnik składa się z podanych 7 kluczy, dzięki którym człowiek może osiągnąć pełen stan szczęścia, na które składa się prawdziwa wolność, radość, błogostan, spokój, wyzbycie się złości, złych emocji, napięć... Niby coś oczywistego, jednak wgłębiając się w lekturę miewałam momenty zastanowienia się: czemu tego nie robię, skoro to jest takie proste? Każdy rozdział jest podparty odpowiednimi złotymi myślami świętych czy wielkich filozofów itp. + radami, jak wykorzystać podane wcześniej wskazówki w codziennym, zwyczajnym życiu. Nie chcę zdradzać całości książki, bo uważam, że KAŻDY powinien coś takiego przeczytać, jednak pozwólcie, że przytoczę kilka fragmentów:
"Kiedy skoncentrujesz się na chwili obecnej, twoje życie będzie się stale odnawiać. Taki moment to jedyny czas, który jest wieczny (...)"
"Nie pragnij być nikim innym, tylko sobą, i staraj się w tym być doskonały."
"Będę przyjmować to, co jest i postaram się nie nakładać na to tego, co było, lub co mogłoby się wydarzyć. Przywodzi mnie to do chwili obecnej. Pozwala się pozbyć zmartwień i oczekiwań. Skupiając się tylko na tym, co jest przede mną, przestawiam się na nowy sposób myślenia (...)" 
Autor posługuje się naprawdę prostym, zrozumiałym językiem; czasem jak się "zapomni", to górnolotnie o czymś opowiada, jednak całość bardzo dobrze się ze sobą zgrywa ;).  Deepak gorąco zachęca do odnalezienia tego wewnętrznego spokoju, który naprawdę może zdziałać cuda! Sama byłam w szoku, jak zdałam sobie sprawę, ile człowiek się stresuje, denerwuje, tłumi pewne emocje gdzieś w środku siebie, a można tego tak prosto uniknąć. Trzeba tylko włożyć te siedem kluczy od odpowiednich zamków i... Już ;). 

Info w skrócie:

Autor: Deepak Chopra
Tytuł: Jak osiągnąć prawdziwe i trwałe szczęście. 7 kluczy do radości, przebudzenia i wolności
Ilość stron: 160
Wydawnictwo: Burda Książki
Kategoria: Poradnik

Oceniam: 8/10

Za książkę dziękuję Wydawnictwu:

10.11.2014

"W ukryciu" Kinga Stoj

     Pierwszy tydzień października za mną; nowe studia, nowi ludzie, nowe miasto. Wszystko inne, ale pełne emocji, wrażeń i napięcia, co bardzo mnie cieszy, bo zmiany (póki co) wychodzą mi na lepsze ;). Mimo ogromu zajęć na dwóch kierunkach, wciąż znajduję cenne chwile na pochłanianie kolejnych publikacji, zwłaszcza tych pochodzących od wydawnictw. Ale nie ma nic lepszego dla mola książkowego, prawda? 

     W ukryciu zajęło mi dosłownie... Godzinę, w trakcie jazdy pociągiem. Książka ma tylko 65 stron; niektórych to zachęca, innych odrzuca, jednak mimo wszystko warto poświęcić jej troszkę uwagi. To moje kolejne spotkanie z nieznaną (dla mnie) polską autorką; ponowne zaintrygowanie okładką jak i opisem, o czym też to może być książka...

Nie wiadomo, jak ma na imię główna bohaterka, więc niech i tu, na kartach bloga pozostanie po prostu Bohaterką. Całe wspomniane wyżej 65 stron to monolog Bohaterki; 44 - letniej kobiety, zmęczonej już swoim małżeństwem, usługiwaniem członkom rodziny, robieniem ciągle dobrej miny do złej gry. Bohaterka żali się na swój los; brak wykształcenia, niezależności, życiowych planów, zamiarów, realizacji, spełniania marzeń, pomocy ze strony najbliższych jej osób, zrozumienia przez otoczenie, zbliżenia z mężem... Jest ogromnie niezadowolona ze swojego życia, które według niej, mogło potoczyć się inaczej, gdyby kiedyś podjęła inne decyzje. Dawniej, zakochana do szaleństwa w mężu, teraz nie rozumie jego przemiany pod wpływem pracy, rozłąk, które temu towarzyszą, braku zainteresowania nią z jego strony, ciągotom do alkoholu i wypomnień. Bohaterka nienawidzi męża, który w fakcie utrzymywania jej, widzi tylko swoje bóstwo, a żonę traktuje jak przedmiot do gotowania, sprzątania, zajmowania się dziećmi itp.

Wszystko nagle się zmienia, gdy syn Bohaterki ma zostać ojcem...

Na uwagę na pewno zasługuje styl autorki; lekki, potoczny, czyta się książkę i dosłownie ma się wrażenie jakby Bohaterka stała tuż obok i po prostu opowiadała swoją historię, czasem z uśmiechem, nierzadko z goryczą, przeplataną kolokwializmami, bez jakichś górnolotnych słów i wyrażeń. Płynnie przechodzi z jednego tematu w drugi, co nie powoduje zamieszania w ciągłości opowieści. Jednak, szczerze powiedziawszy, byłam lekko zawiedziona. Spodziewałam się zgoła innego zakończenia historii, ale może właśnie o to chodziło autorce? By stworzyć coś nieprzewidywalnego, zaskakującego? A może dającego nadzieję kobietom? Naprawdę nie wiem, aczkolwiek polecam jako zabijające czas czytadło do podróży ;).

Info w skrócie:

Autor: Kinga Stoj
Tytuł: W ukryciu
Ilość stron: 65
Wydawnictwo: Psychoskok
Kategoria: Literatura faktu

Oceniam: 5/10


Za książkę dziękuję Wydawnictwu:



Po raz kolejny zapraszam do odwiedzenia i polubienia WirtualnejKsiążki na facebook'u! Link pod hasłem "Fanpage" ;).

A tu jeszcze coś ode mnie na zimne wieczory:


I patrząc poniżej wciąż można poczytać o Jolancie Kalecie i jej nowej książce! ;).

10.10.2014

Nie recenzja, ale zaproszenie na spotkanie autorskie!

     Moi Drodzy, nie mam dziś dla Was recenzji, ale mam coś innego ;). Propozycję i zaproszenie od Wydawnictwa Psychoskok na spotkanie autorskie z pisarką Jolantą Marią Kaletą. Więcej informacji poniżej.




Spotkanie odbędzie się w Empiku RENOMA we Wrocławiu 18 października o godzinie 18:00 (EMPIK, Dom Handlowy Renoma, Wrocław, ul. Świdnicka 40). Towarzyszyć mu będzie premiera najnowszej powieści „Strażnik Bursztynowej Komnaty”.

Czy autorce w swej najnowszej powieści uda się odkryć tajemnicę jednej z największych zagadek drugiej wojny światowej – gdzie ukryto Bursztynową Komnatę? Znalezione zwłoki Pawła Rylskiego, poszukiwacza Bursztynowej Komnaty rzucają podejrzenie na dokonanie tej zbrodni  na żonę Ewę, historyka z zawodu. Sprawę komplikuje zaginięcie dokumentacji zebranej przez zamordowanego oraz kolejna ofiara śmiertelna. Rylska bierze sprawy w swoje ręce, kiedy widzi niechęć policji i prokuratury do rozwiązania tej zagadki, nie wiedząc jednak, że w ślad za nią podąża major kontrwywiadu MSW, który kiedyś też poszukiwał zaginionej komnaty. Wątek kryminalny i sensacyjny, fakty historyczne oraz uknuta intryga i gwałtowne zwroty akcji sprawiają, że powieść czyta się z ogromną przyjemnością, aż do zakończenia wręcz zaskakującego.

Trochę informacji o autorce:

Jolanta Maria Kaleta – rodowita wrocławianka, z wykształcenia historyk i politolog. Jest autorką następujących powieści: Obcy w antykwariacie,  Lawina, Operacja Kustosz, Wrocławska Madonna, Kolekcja Hankego, W cieniu Olbrzyma, Złoto Wrocławia, Duchy Inków oraz ta najnowsza Strażnik Bursztynowej Komnaty. W każdej swojej książce Autorka odwołuje się do autentycznych i historycznych zdarzeń mających miejsce w przeszłości. Wydarzenia często rozgrywają się we Wrocławiu lub w którymś z uroczych miasteczek na Dolnym Śląsku, choć czasami bohaterowie, by zrealizować jakiś cel, muszą wyjechać poza granice kraju.

Dla zainteresowanych twórczością autorki zapraszam na jej stronę autorską:

Jolanta Maria Kaleta

Kto ma czas, ochotę i smak na nową dobrą książkę... Polecam! ;) A już jutro kolejna recenzja książki Wydawnictwa Psychoskok ;).

10.09.2014

"Zabójstwo z urojenia" Stefania Jagielnicka - Kamieniecka

     Wracam po pięciodniowej przerwie; jak na mnie i bloga - długiej ;). Jednak na bieżąco możecie śledzić facebook'ową WirtualnąKsiążkę (klik), gdzie codziennie jest coś zamieszczane. Tak jak tam pisałam, do współpracy dołączyło kolejne wydawnictwo (szczegóły niedługo, właśnie czekam na książkę). 

Teraz mam przyjemność oddać w Wasze ręce recenzję pierwszej, otrzymanej od Wydawnictwa Psychoskok publikacji; ogromnie się cieszę z tej współpracy, gdyż każda książka jest dla mnie perełką, a polscy autorzy do tej pory byli obszarem słabo mi znanym. Jednak to się zmieni ;).

      Zabójstwo z urojenia to moja pierwsza książka autorki. Miałam mnóstwo obaw, bo wiadomo, swojego rodzaju zobowiązanie (pierwsza współpraca!), polska pisarka (jak to będzie?), tytuł intrygujący (czy to jakiś kryminał, czy psychoza?), okładka smutna... Ale z zapałem zabrałam się za czytanie. "Połknęłam" książkę w (praktycznie) jeden dzień i świeżo po lekturze, śpieszę, by coś więcej o niej powiedzieć.

Brygida zawsze marzyła o aktorstwie, wielkiej karierze i sławie, jednak apodyktyczna matka miała inne plany wobec pięknej córki. Zmusiła ją do małżeństwa z podstarzałym, bogatym Austriakiem; była dumna, że jedynym zajęciem jej wspaniałego dziecka było leżenie, odpoczywanie i dbanie tylko o swój wygląd. Brygida, czując do męża tylko obrzydzenie, wyrywa się ze złotej klatki, gdy pewnego dnia poznaje Emila - Polaka, psychoterapeutę, w którym natychmiast się zakochuje. Postanawia rzucić dla niego dotychczasowe życie, ale nie przewiduje jednego: że Emil wcale nie jest w niej nawet zadurzony, co więcej, traktuje ją jako jednonocną przygodę i nie rozumie dziwnej fascynacji na swoim punkcie. A z tym jest coraz gorzej...

Brygida popada w psychozę. Wmawia sobie, że musi zabić męża, bo uznaje, że to rozwiąże jej wszystkie problemy: będzie mogła być z Emilem i w Polsce układać sobie życie. Gdy Harald umiera na zawał, jego żona obwinia się o tę śmierć, jednak wraca do kraju, zmienia całkowicie swój wygląd i tożsamość, by ponownie zdobyć Emila... Zaczyna się lawina zdarzeń, które kształtują światopogląd kobiety i wiele zmieniają w jej na pozór beznadziejnym życiu. Pobyt w szpitalu psychiatrycznym, obrzydliwy biznes i chęć dobrego spożytkowania majątku - to tylko niektóre wątki, pojawiające się w książce.

Od książki nie można się oderwać. Jak tylko wpadnie się w jej sidła; średnią objętość, lekki, prosty styl autorki, krótkie, treściwe zdania - nie można się od niej uwolnić. Naprawdę wciąga każde słowo. Szczerze mówiąc, na początku wydawało mi się, że ta publikacja jest właśnie za prosta, za dosadna, czasem wręcz obcesowa, jednak już pod sam koniec musiałam zmienić zdanie. Długa droga głównej bohaterki do znalezienia celu w swoim życiu, jej poświęcenie i chęć zmiany ukazują, jak wiele wartości niesie z sobą ta książka. Dla każdego jest już coś przewidziane w zaświatach, ważne, by tego szukać i dojść do wyznaczonego zamiaru. Jedynym minusem są tylko (moim zdaniem) przesadne odniesienia do wiary w diabła, modlitw do szatana (gdy Brygida chce zabić męża), a później zwrot o 180 stopni w stronę Boga, religii chrześcijańskiej itp. Mimo wszystko, polecam ;).

Info w skrócie:

Autor: Stefania Jagielnicka - Kamieniecka
Tytuł: Zabójstwo z urojenia
Ilość stron: 178
Wydawnictwo: Psychoskok
Kategoria: Kobiece, obyczajowe

Oceniam: 6/10

Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu:


10.04.2014

"Śmiertelny sekret" Laurie Faria Stolarz

     Dziś recenzja książki trochę innej od wszystkich, które czytam/czytałam. Zupełny przypadek spowodował, że wpadła w moje ręce (czyt. kiermasz książkowy nad Bałtykiem, publikacje dla młodzieży po sześć złotych ;)). Zaryzykowałam i kupiłam od razu dwie dostępne części. Miałam nadzieję, że to będą lekkie czytadła do pociągu i nie przeliczyłam się. Wczoraj w drodze do domu "machnęłam" pierwszą część i wraz z pochłonięciem ostatniej strony już żałowałam, że kolejnej książki nie wzięłam do torby. 

    Pierwsze co najbardziej rzuca się w oczy, to oczywiście okładka. Nie jest może najpiękniejsza i najbardziej wymyślna, jednak za to przyciąga i intryguje. Oczy rudej dziewczyny są tak magnetyczne, że aż cała książka krzyczy: Kup mnie! Nie zastanawiając się długo, wzięłam ją z półki i tak trafiła do mojej domowej biblioteczki.

Autorka dla mnie - kompletnie nieznana. Nigdy nie słyszałam o tej pani, ale zaciekawiło mnie lekko polskie (przynajmniej tak mi się wydawało) nazwisko. Jednak po lekturze odpowiednich tekstów na jej temat przekonałam się, że Laurie F. Stolarz to typowa amerykańska pisarka, autorka wielu powieści dla młodzieży. Seria Dotyk to jej pierwsze publikowane książki w naszym kraju, stąd wyjaśniam sobie nieznajomość nazwiska. Inne dzieła albo się "wydają", lub będą niedługo wydane.

Będzie dużo. Bo moje uczucia co do tej książki są lekko mówiąc: mieszane. Z jednej strony bardzo mi się podobała, z drugiego punktu widzenia mam wrażenie, że chyba już gdzieś coś podobnego było. Ale od początku...

Camelia jest zwyczajną nastolatką, mającą swoje problemy; niedawno rozstała się z chłopakiem, siostra jej mamy ma zdrowotne kłopoty itp. Kameleon (bo tak mówią na Camelię znajomi) ma jednak dwójkę wspaniałych przyjaciół: Kimmie i Wesa. Zawsze może na nich liczyć, oni ją wspierają, doradzają, cały czas są przy niej. Nie rozumieją jednak dziwnej fascynacji swojej koleżanki nowym uczniem - Benem Carterem, który nie dość, że nagle pojawił się w ich szkole, to też ma za sobą morderczą przeszłość... 

Camelia utrzymuje, że Ben, trzy miesiące wcześniej uratował jej życie. Mało tego, zrobił to za pomocą dotyku. Nie, nie, nie żadne hokus pokus, czary - mary, nie. To nie jest książka z cyklu fantasy (jak na początku sądziłam). Okazuje się, że Ben jest ofiarą tzw. psychometrii (Wikipedia pokazuje trochę inne znaczenie niż książka). Potrafi z przedmiotów, które dotknie, przewidzieć ich przyszłość, a czasem przeszłość. Dotykając Camelii zobaczył w jak ogromnym niebezpieczeństwie dziewczyna się znajduje. Obiera sobie za cel chronienie jej - pomimo wszystko.

Granica fantasy jest tutaj bardzo cienka; wydawać się może, że skoro Ben przewiduje przyszłość, to jest niejako jasnowidzem i czarodziejem. Nic bardziej mylnego. Wszystko jest opisane w logiczny, dający się wytłumaczyć sposób. Chłopak nie ma żadnych mocy, po prostu silniej odczuwa pewne emocje, uczucia, posiada coś w rodzaju szóstego zmysłu, bardzo mocno wykształconej intuicji. Nie spotkałam się nigdy w literaturze z czymś podobnym, więc byłam mile zaskoczona, że to nie żadne wampiry, wilkołaki itp. Ale do wampirów jest publikacja trochę podobna. Tzn. konkretnie - do Zmierzchu. Momentami miałam wrażenie, że historia zaczyna przypominać żywcem love story Belli i Edwarda, ale, ale! Byłam kolejny raz miło zaskoczona ;). Dodatkowo zostaje wprowadzony motyw lekkiego thrillera, co już w ogóle skradło moje serce. Napięcie towarzyszące kolejnym stronom - coś wspaniałego. Zaskakuje i zaskakuje - ale czym, jak, nie mogę zdradzić, bo zepsułabym całą zabawę. 

Polecam.

Autor: Laurie Faria Stolarz
Tytuł: Śmiertelny sekret
Cykl/Seria: Dotyk
Ilość stron: 272
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Kategoria: młodzieżowe, lekki thriller ;)

Oceniam: 7/10

W tym miejscu chciałam jeszcze pozdrowić moją Tysię, ona wie dlaczego ;).

10.02.2014

"Niech w końcu coś się zdarzy" Trixi von Bülow

     Bardzo przyjemnie jest mi rozpocząć kolejny miesiąc na WirtualnejKsiążce! Kolejne publikacje, kolejne niespodzianki, duuużo recenzji ;) Na początku kilka spraw: na pewno zauważyliście baner WirtualnejKsiążki po prawej stronie bloga; jeśli ktoś jest zainteresowany wstawieniem go na swojego bloga/swoją stronę - będę ogromnie wdzięczna i zobowiązana. Ponadto, w zakładce Fanpage znajdziecie odnośnik do strony WirtualnejKsiążki na Facebooku. Bardzo zachęcam do dołączenia do tego prostego sposobu informowania Was o nowościach na blogu, ciekawostkach, w których biorę udział i nie tylko ;). Łapka w górę! 

A teraz przejdę już do recenzji, która to obejmuje książkę bardzo dla mnie ważną. Otóż... Publikację tę wygrałam w konkursie na portalu LubimyCzytać; pod linkiem znajdziecie mój tekst, który znalazł się w najlepszej piątce zwycięzców ;). Jest to pierwsza rzecz, jaką kiedykolwiek gdziekolwiek wygrałam, więc samo przez się jest zrozumiałe, że sentymentem darzyć będę ową książkę już zawsze. Ale jak to mówią: ad rem.

     Gdy trzymałam już w dłoniach moją nagrodę, dosłownie nie mogłam się napatrzeć na okładkę (tak, wiem, wielbiłam pod sufit również okładkę książki z poprzedniego wpisu, jednak nie miałam wpływu na to, że kolejna będzie równie piękna ;)). Publikacja prezentuje się ciekawie, intrygująco, aż chce się czytać widząc tę okładkową zachętę.

Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z autorką książki; z krótkiej informacji zawartej na jej temat na wewnętrznej stronie okładki dowiedziałam się, że pani B l o w jest Niemką, a Niech w końcu coś się zdarzy jest jej debiutem powieściowym (oprócz tego jest autorką kilku poradników typu Jak rozkochać w sobie mężczyznę itd.) 

Recenzja nie będzie zbyt długa, bo fabuła książki jest zbyt krótka, by jakkolwiek się nad nią rozwodzić; szczerze mówiąc byłam trochę zawiedziona, po czytało mi się ją błyskawicznie, i tak jak wspominałam wcześniej, zachwycona wciąż (mimo wszystko) jestem okładką. Historia jest prosta. 

Czterdziestoletnia Fritzi rozwodzi się z mężem (z jego winy) i jest tym faktem po prostu załamana. Musi teraz samodzielnie utrzymać nie tylko siebie, ale i kilkuletnią córeczkę Lili, co przy jej miernej pensji, jaką otrzymuje w wydawnictwie Best&Seller (gdzie pracuje od długiego czasu) nie jest proste. Zaczyna się okres użalania nad sobą i wylewania owych żalów do dwóch przyjaciółek: Johanny i Jasmin, które wspierają Fritzi z całych sił i nieustannie wierzą, że znajdzie w końcu prawdziwe szczęście. By pomóc jej to osiągnąć, Johanna namawia zdesperowaną (naprawdę zde-spe-ro-wa-ną) kobietę do szalonego, weekendowego wyjazdu nad holenderskie morze. W połowie pobytu w urokliwej miejscowości, Fritzi poznaje młodszego o dziesięć lat, przystojnego Tona. Nawiązuje się między nimi nić porozumienia (bardzo ładnie rzecz ujmując); a pozostałe dwa dni upływają im na rozmowach, zbliżeniach i nieustannym, wzajemnym komplementowaniu każdej ze stron. Fritzi totalnie wpada w wir tego "zauroczenia"; zachowuje się jak piętnastolatka, nie je, nie śpi, ciągle czeka na smsa od "ukochanego", wpada we wściekłość, gdy musi zająć się córką, zamiast jechać na weekend do Tona... Szok. Nie tak wyobrażałam sobie zachowanie poważnej i poważanej czterdziestoletniej kobiety po rozwodzie (z małym dzieckiem!), ale co ja tam mogę wiedzieć ;). Byłam lekko rozczarowana tym wątkiem fabuły, gdyż był on totalnie niepoważny; już myślałam, że książka jest piękna tylko z okładki, a w środku znajduje się infantylna historia rozwiedzionej kobiety... Ale, ale, ale!

Gdy Frtizi dostaje przysłowiowym "obuchem w głowę" - zaczyna w końcu myśleć poważniej, zachowywać się stosowniej (ale najpierw nastąpiła, a jakże, fala fontanny łez), doceniać szczęście w postaci córeczki, patrzeć optymistycznie w przyszłość właśnie pod kątem dziecka, a nie swoim, dostrzegać zalety kolejnego adoratora, tym razem starszego o dwadzieścia lat, pragnie wierzyć w Opatrzność i cieszyć się dniem codziennym... Na pierwszym miejscu stawia swoje zdrowie, gdyż nieustanna praca przy biurku daje się jej we znaki, dobre samopoczucie i swojego rodzaju stabilność na każdej płaszczyźnie. Po szaleńczym, gwałtownym romansie przychodzi czas na (fantastyczne!) refleksje i docenienie prawdziwych wartości. Wszystko to okraszone świetnym humorem, naprawdę! ;)

Poniżej kilka (według mnie) dobrych cytatów:
"(...) teraz jest źle, a w takich chwilach skupiamy się na tym, co akurat utraciliśmy. Ale w tym samym czasie dzieje się wokół nas wiele nowych, również pięknych rzeczy, których w bólu zupełnie nie widzimy."
"Plan był tylko planem, niczym więcej. Czymś teoretycznym, co powstaje w naszych głowach, a w rzeczywistości życie często chadza własnymi ścieżkami." 
Mimo, że na początku bardzo sceptycznie podeszłam do wątku desperacji po rozwodzie - dałam i autorce i książce szansę, której nie żałuję. Publikacja naprawdę godna polecenia, oczywiście głównie kobietom, ale myślę, że niejeden mężczyzna mógłby wyciągnąć wnioski z tej naprawdę życiowej, codziennej książki.

Info w skrócie:

Autor: Trixi von Bülow
Tytuł: Niech w końcu coś się zdarzy
Ilość stron: 286
Wydawnictwo: Świat Książki
Kategorie: Obyczajowe, kobiece

Oceniam: 7/10

A teraz najważniejsza informacja! Jestem na etapie rozpoczęcia współpracy z wydawnictwami! W zakładce "Współpraca" dowiecie się, kto do mnie dołączył. Jestem bardzo tym podekscytowana, ale i szczęśliwa ;) Pozdrawiam.