4.24.2015

"Namiętność niejedno ma imię" Stefania Jagielnicka - Kamieniecka

      Robi się coraz cieplej, nie tylko na polu (jestem z małopolskiego, więc tak, wychodzę na POLE :)), ale i gdzieś tak wewnątrz siebie. Majówka zbliża się wielkimi krokami, później juwenalia, niestety sesja, ale już za dwa miesiące pojawią się wyczekiwane wakacje. Odznaczam dni w kalendarzu bardzo intensywnie!

Żeby nie przedłużać, ląduję z kolejną recenzją.

Dziś będzie o książce, która wzbudziła we mnie bardzo skrajne emocje.

   Z autorką spotykam się po raz kolejny. Łączy mnie z nią niejaki sentyment, gdyż książka Zabójstwo z urojenia była pierwszą z Psychoskoku, którą recenzowałam. 

Teraz, przy drugim podejściu do twórczości pani Jagielnickiej - Kamienieckiej mam jeszcze bardziej namieszane w głowie, bo Namiętność niejedno ma imię jest tak skrajnie nie w moim guście i tak bardzo z "przesłaniem".

Martyna jest Polką mieszkającą w Wiedniu; dziewczyna całkowicie odcina się od swojego rodzinnego kraju, brzydzi się rodakami, nie chce mieć z nimi nic wspólnego. Pracuje jako asystentka dentystyczna, dobrze zarabia, jest z siebie dumna, że poza granicami Polski świetnie się jej powodzi. Jednak jest to tylko założona na potrzeby otoczenia maska, bowiem Martyna jest bardzo nieszczęśliwa. Ciągnie się za nią trauma z dzieciństwa, gdyż... Nie zna swojego ojca. Zupełnie nic o nim nie wie. Mało tego. Jedyna osoba, która mogłaby pomóc jej w tej kwestii - matka - rażąco ucina temat. 

Martyna popada w obsesję odnalezienia ojca; zaczyna upatrywać go w kolejnych starszych mężczyznach spotkanych na swej drodze, rozpaczliwie szuka tego, który mógłby jej odpowiedzieć na nurtujące ją pytania, desperacko pragnie być córeczką kochaną przez swojego tatusia. Psychoza doprowadza ją do granicy.

Nie wiem co bardziej mnie irytowało w tej publikacji - czy naiwność głównej bohaterki, czy jej głupota. Z jednej strony nie mogę uwierzyć, że tak dziecinna postać jest dorosłą kobietą, jednak z drugiego punktu widzenia było mi jej żal. Niezrozumiana, odtrącana przez matkę, nieusatysfakcjonowana uczuciem płci przeciwnej, infantylnie idąca przez życie, nagminnie chwytająca się każdej deski ratunku. Po tytule powieści spodziewałam się fajerwerków, namiętności, intymności, emocji, ogromu uczuć - nie dostałam tego. Mogłam przewidzieć, że "niejedno imię" bywa skrajnie przewrotne. Nie zawsze wielkie uczucia nazywane bywają namiętnością; dla głównej bohaterki słowem tym określane są desperacja, łatwowierność, dziecinność. Jeśli to autorka miała na myśli, to publikacja zgadza się z tytułem pod każdym względem. 

Współczułam Martynie z każdą stroną czytania powieści. Nie zdaję sobie sprawy, co muszą czuć dzieci z rozbitych rodzin, lub takie, które w ogóle nie znają swoich rodziców, gdyż ja wzrastałam (wciąż wzrastam) w cudownej, szczęśliwej rodzinie, za którą codziennie dziękuję. Nie wyobrażam sobie do jakich tragedii prowadzą nieustanne walki z myślami, chęci odszukania swojej tożsamości, pragnienia bycia akceptowanym i kochanym przez najbliższych. Dopiero po lekturze tej książki umiem wydobyć to "drugie dno", kryjące się za niestabilnością emocjonalną Martyny. "Tonący brzytwy się chwyta" nabrało nowego znaczenia. Nie ma granic, przeszkód, skrupułów, bo:
"Wiesz... Kiedyś w jakiejś książce znalazłam stwierdzenie, że jeśli czegoś mocno pragniemy, to cały wszechświat sprzysięga się, byśmy mogli spełnić nasze marzenie." /s. 45
Tak jak wspomniałam wcześniej, powieść ta wzbudziła we mnie skrajne emocje. Od chęci rzucenia tą książką w kąt, w złości na Martynę, po częściowe zrozumienie jej motywów. Ciężko mi ją oceniać.

Autor: Stefania Jagielnicka - Kamieniecka
Tytuł: Namiętność niejedno ma imię
Ilość stron: 182
Wydawnictwo: Psychoskok
Kategoria: kobiece

 OCENIAM: 5/10!

Za książkę dziękuję wydawnictwu:



Cytat na dziś pojawił się już na facebooku, kto nie widział, zapraszam do polubienia WK na tym portalu społecznościowym! 
Niektórzy zapominają, że wszystkie "cytaty dnia" pochodzą z książki Isabel Mauro Żyć kolorowo; nie mam wpływu na to, jaki cytat pojawi się danego dnia. Wszystkie zbieżności z moim życiem osobistym są więc całkowicie przypadkowe. Ci, którzy dopatrują się ukrytych znaczeń, są w błędzie. Tyle.

Pozdrawiam słonecznie! :)

9 komentarzy:

  1. lektura ciężka i niezbyt wesoła... na razie podziękuję trudnym tematom

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem, czy dałabym radę zapoznać się z książką, w której główną rolę odgrywa tak niemożliwie irytująca główna bohaterka. Nie jestem przekonana, lubię odczuwać różnorakie emocje, ale liczę zwykle na przewagę pozytywnych, tu tego nie wyczuwam.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie mam obecnie w planach tej książki. Może kiedyś...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak się będzie chciało poczuć złe;p

      Usuń
  4. Nie słyszałam o tej książce, a okładkę ma dziwną (staram się nie zwracać na to uwagi, ale niestety, coraz częściej się na tym łapie:)). Nie jestem jakoś do tej powieści przekonana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. okładka nie świadczy o tej niby namiętności;p

      Usuń
  5. Bardzo dobra recenzja. O to mi właśnie chodziło. O współczucie dla takich osób, jak moja bohaterka, bo znam taką osobę. Jeśli ktoś odznacza się empatią, to książka dostarczy mu wzruszeń, bo przecież autorka recenzji też jej bardzo współczuła.

    OdpowiedzUsuń
  6. Rzuciłabym tę książkę w kąt przed jej skończeniem. Rzadko mi się to zdarza, ale... Jest tyle innych cudownych książek do przeczytania! Między innymi dzięki Tobie wiem po co sięgać lub czego się wystrzegać ;)) pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń