6.20.2015

"Duchy Inków" Jolanta Maria Kaleta

   Nareszcie zamieszczam recenzję książki, za którą zabierałam się od Bożego Narodzenia. Gdy teraz, już po lekturze, piszę te kilka zdań na jej temat, jestem dumna, że to właśnie dzięki Pani Kalecie historia zaciekawiła mnie na nowo. Pod każdym względem. Ale nie przedłużając...

   Z Autorką spotkałam się po raz pierwszy przy czytaniu Strażnika Bursztynowej Komnaty. Recenzję owej książki możecie zobaczyć tutaj. Pani Jolanta Maria Kaleta jest nie tylko wspaniałą pisarką, znającą swoje śląskie tereny na wylot, ale i bardzo ciepłą osobą. Bardzo cieszę się, że ją poznałam (mam nadzieję, że osobiście porozmawiamy na Targach Książki w Krakowie).
"(...) O miejscu ukrycia tych bajecznych bogactw wiedzieli jedynie najbliżsi krewni króla i przekazywali tę tajemnicę z pokolenia na pokolenie. Z całą pewnością posiadł ją Jose Gabriel Condorcanqui y Noquera (...)"
Tak, książka jest o bogactwie; nie byle jakim. Inkaskie złoto to spory majątek. Mało tego, majątek ukryty... W Polsce. Autorka zabiera nas bowiem na nasz, polski zamek - w Niedzicy.

Schyłek PRL-u. W zamku w Niedzicy trwają archeologiczne badania. Do grupy specjalistów dołącza Inka Złotnicka - wrocławska doktorantka. Wraz z synem Filipem zaprzyjaźnia się z kierownikiem odkryć - Kornelem "Kapak" Zielińskim. Chociaż zaprzyjaźnia, to mało powiedziane. Wątek romansowy został tak tu zgrabnie wpleciony, że książkę czytało się jednym tchem z powodu jej sensacyjnego, jak i romantycznego charakteru. Inka jest zainteresowana badaniami na zamku nie tylko z powodów historycznych. Kobieta skrywa rodzinną tajemnicę; zagadkę, którą za wszelką cenę pragnie rozwiązać. Obiecała to swojemu ojcu na łożu śmierci, nie chce go zawieść. Kapak też ma kilka osobistych powodów, by odnaleźć zaginioną trumnę wraz z ciałem inkaskiej księżniczki Uminy...

Żeby nie było nudno - pojawia się kilku agentów służb specjalnych, jak chociażby Jerzy Sobol, który ma być nieodłącznym wsparciem przysłanego z Peru rewolucjonisty - tajemniczego Komandante Eduardo. Wspólne funkcjonowanie tych obu osobistości, ich mniej lub bardziej udane pomysły, knowania, śledztwa niejeden raz doprowadzają Czytelnika do śmiechu. Komandante też bardzo chce odnaleźć inkaski skarb, Sobol ma mu w tym pomóc, ale tak, by złoto zostało w Polsce. Co łatwe nie jest.

Przy recenzowaniu Strażnika Bursztynowej Komnaty porównałam styl Pani Jolanty Kalety do stylu amerykańskiego pisarza Dana Browna. Zdanie podtrzymuję. Krótkie rozdziały, przeplatanie w nich perypetii archeologów na zamku i spisków Sobola z Eduardo, kończenie w takich momentach, by pojawiała się myśl "jeszcze tylko jeden rozdział i kończę czytać na dziś", łatwe, przyjemne, proste słownictwo. Nie mogę pominąć faktu, że czułam się jakbym spacerowała sobie po zamku w Niedzicy, czy na tatrzańskich szlakach. Fotograficzna precyzja jaką posługuje się Autorka jest niesamowity. Widać, że zna ona każdy szczegół historii, o której pisze. Jeśli mam być szczera, nie spodziewałam się aż takich informacji dotyczących Peru, kondorów, języka keczua, koligacji, powiązań europejskich, polskich! To naprawdę jest coś niesamowitego! I mimo, że akcja książki dzieje się w czasach, których ja już nie pamiętam, totalnie w niczym to nie przeszkadza.

Najbardziej podoba mi się słownik pojęć, umieszczony na początku publikacji - najważniejsze wyjaśnione słowa dotyczące Peru, wszelkich wątpliwych nazw, połączeń. Czytelnik nie może się zgubić w gąszczu napływających wciąż nowych informacji; bardzo udany zabieg Autorki. Od razu wiadomo kto był kim, jak toczyły się dane losy aż do momentu badań archeologicznych prowadzonych przez Inkę i Kapaka. Odkrywanie tajemnicy, moc wrażeń, emocje, prywatne wycieczki w głąb swojego życia głównych bohaterów, spora dawka historii, nowe spojrzenie na wiele rzeczy, poznanie innej kultury, jej sekretów... Tyle i wiele więcej - znajduje się w tej książce.





Polecam, polecam jak najbardziej, mam nadzieję, że na moim egzemplarzu książki już niedługo spocznie podpis Autorki ;).

Poniżej zamieszczam zdjęcia zamku i głównodowodzącego ptaka w powieści - kondora (musiałam zaraz sprawdzić jak owo stworzenie wygląda!)






Autor: Jolanta Maria Kaleta
Tytuł: Duchy Inków
Ilość stron: 386
Wydawnictwo: Psychoskok
Kategorie: dla każdego, romans, sensacja

OCENIAM: 9/10!


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję:


Ostatnio trafiam na same rewelacyjne książki. Przypadek? 

A cytat na dziś brzmi...
"Jedyny sposób by odkryć granice możliwości to przekroczyć je! I sięgnąć po niemożliwe." / Arthur C. Clark. 

12 komentarzy:

  1. Rzadko czytam książki polskich autorów, ale naprawdę mnie zainteresowałaś :)

    Pozdrawiam, Insane z przy-goracej-herbacie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Pani Jolanta Kaleta jest naprawdę rewelacyjna! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. A wiesz, dlamnie nie bylaby to zła lektura :) moze sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam Dana Browna, więc tym porównaniem zachęciłaś mnie w 100%. Zawsze jednak obawiam się książek tego wydawnictwa, więc tu mam wątpliwości.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Porzuć wszelkie wątpliwości, akurat książki tej autorki to mega perełki ;)

      Usuń
  5. Bardzo chętnie sięgnę po tę książkę, zachęcająca ta Twoja recenzja:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Po twojej recenzji jestem chętna do przeczytania :)

    OdpowiedzUsuń
  7. To coś dla mnie, uwielbiam zamki i tajemnice. Mogłabym w jakimś straszyć ;))

    OdpowiedzUsuń
  8. Książki nie znam, ale ptaszysko miałam okazję widzieć i fotografować w zoo :D

    OdpowiedzUsuń