7.13.2015

Ulubione ekranizacje: część II

   Dziś zapraszam na drugą odsłonę z serii moich ulubionych powieści przeniesionych na duży ekran :). Poprzednio prezentowałam Wam moje ukochane klasyki (kto nie widział to zapraszam tutaj!), a dziś przedstawiam...

Coś, co dla mnie jest bardzo ważne.
Coś, na czym się wychowałam.
Coś, co będzie w moim sercu już na zawsze.
Coś, co jest moją czytelniczą "Biblią".
(3... 2... 1... Hejterzy... ;))

Po prostu.

HARRY POTTER



Gdy miałam jakieś trzynaście lat poszłam z rodzicami do ich znajomych na imieniny. Syn tych znajomych miał na półce pierwsze trzy części Harry'ego Pottera. Popatrzyłam się najpierw na tę półkę z politowaniem. Z takim... Powątpiewaniem. I zapytałam, dlaczego czyta COŚ TAKIEGO. Odpowiedział spojrzeniem rzucającym mi wyzwanie. 

- Przeczytaj tylko pierwszy rozdział. Jeśli ci się nie spodoba, wygrałaś. Jeśli polubisz, możemy podyskutować.

Ojj, ruszyło mnie to, nie powiem. W wieku lat trzynastu byłam swojego rodzaju buntowniczką, zwłaszcza, jeśli chodziło o książki. Czytałam najwięcej lektur w całej klasie, byłam ulubienicą pani bibliotekarki, która zawsze odkładała mi publikacje mogące mnie zainteresować. Zajmowałam się robieniem tryliarda zakładek; każda książka miała inną. Na wszelkiego rodzaju fantasy patrzyłam z politowaniem. No bo jak to tak? Jakaś magia, kolorowe jednorożce, potworki itd? Nie, nie, ja jestem grzeczną dziewuszką, czytającą Dzieci z Bullerbyn, czy Kajtkowe przygody. A tu nagle ktoś będzie rzucał mi takie wyzwania? I to czytelnicze? Nie zastanawiając się długo uśmiechnęłam się z wyższością i zasiadłam z pierwszą częścią HP na fotelu...

Obudzili mnie rodzice.

Że jest środek nocy i musimy już iść, że musiałam się chyba bardzo nudzić, skoro przeczytałam książkę. Tak. Przeczytałam CAŁĄ książkę. Do domu pożyczyłam kolejne dwie i również pochłonęłam je w niemożliwie krótkim czasie.

Nie mogłam spać, nie mogłam normalnie myśleć. Dopiero wtedy zaczęłam widzieć wszystkie reklamy dotyczące fenomenu Harry'ego Pottera; to całe zamieszanie jakiego narobił w mediach, w Kościele (taaak, te głupoty, że czarodziejstwo to samo zło!), że autorka była biedna, a tu robi furorę sagą o Chłopcu, Który Przeżył, że już wykupiono prawa do ekranizacji itp. PRZEPADŁAM. pani bibliotekarka na mój widok już wołała "jeszcze nie ma kolejnej części", rodzice kupili mi więc ówczesne książki, które ujrzały światło dzienne, bo chciałam mieć swoją kolekcję w domu. I mam po dziś dzień, oczywiście. 

Ale się rozgadałam. Miało być o ekranizacjach. 

No więc, ad rem. Pierwsza część nie powaliła mnie filmowo. Pominięto wiele wątków, zmieniono inne. Druga podobnie, choć była chyba jedną z tych najgłośniejszych i do dziś jest najczęściej wypuszczana przez telewizję. Trzecia, która książkowo jest moją ukochaną (przez postać Syriusza Blacka!) - to już było to. Kreacja Gary'ego Oldmana, który wcielił się w rolę mojego ulubionego bohatrera rewelacyjnie, porwało moje serce. Boże, jak ja ryczałam nad Zakonem Feniksem, gdzie Syriusz ginie. O matko. Mój pies nawet nazywa się Syriusz ;). Wiem, że w w serii o Szkole Magii i Czarodziejstwa - Hogwarcie - często zmieniali się reżyserowie; każdy dodawał coś od siebie. I dobrze. Akurat w tym wypadku wyobraźnia to niekończący się horyzont ;). Nieznani do tej pory Daniel Radcliffe, Emma Watson, Rupert Grint, Tom Felton stali się gwiazdami. Dorastali na oczach całego świata. Jak teraz wyglądają ich kariery, każdy widzi, nie będę więc się nad tym rozpisywać.

Powiem tylko tyle, że role każdej postaci zostały dopasowane do aktorów perfekcyjnie. Dokładnie tak wyobrażałam sobie prymuskę Hermionę, ciamajdę Rona, czy wrednego Malfoya (którego lubię po dziś dzień, naprawdę). Bezdyskusyjne brawa dla Ralpha Fiennes'a za rolę Lorda Voldemorta, Helen Bonham Carter za postać Bellatrix Lestrange, Alana Rickmana za kreację Severusa Snape'a!

Nie będę wymieniać wszystkich zalet 7 - częściowego cyklu. Ale powiem o najważniejszych. Dobro zawsze zwycięża, przyjaźń jest najważniejsza i dla niej można poświęcić naprawdę wiele, jeśli ktoś cię kocha, nic nie stanie mu na przeszkodzie by cię obronić, uczyć się trzeba całe życie, sprawiedliwość mimo wszystko istnieje, podobnie jak wciąż aktualne zasady moralne, o wielką miłość się walczy, bo ona jest najsilniejszym uczuciem na świecie...

Przygodę z blogowaniem nawet zaczynałam w wieku 15 lat, pisząc fanficka dotyczącego Dramione ;)!

A Wy jak sądzicie? 
Zgadzacie się ze mną, czy może macie inne zdanie? Chętnie poczytam ;).

Przypominam o rozdaniu! (Szczegóły po prawej stronie u góry w kolumnie ;)).

3 komentarze:

  1. Bezdyskusyjne prawa? :) Chyba pomyliłaś literki :)
    Och, tak, ja też lubię Harry'ego! A kiedy ja zaczynałam blogować, pamiętam, że na onecie (bo wtedy Onet był w modzie:D) było pełno blogów o młodych czarodziejach, och zresztą teraz też jest :D A filmy, oczywiście oglądałam i miło wspominam :)


    http://leonzabookowiec.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja tez kocham ta opowieść:P za czytanie zabrałam sie dopiero jako 14latka, bo wcześniej nie przepadałam za książkami. Ale film od dziecka kochałam i ta nastrojowość i groza. hahah :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Moja starsza córka pochłaniała Harrego jak powietrze. Przeczytała kilka razy, potem młodszą też dopadł Harry. Osobiście uwielbiam filmy, choć pamiętam komentarze moich zawiedzionych dziweczyn, że jakieś wątki są pozmieniane, albo nieobecne. Nie mogę sama ocenić, bo książek nie czytałam, ale wszystkie filmy widziałam i to więcej niż raz. I zawsze trzeba mi było niektóre rzeczy tłumaczyć ;)) gdyby był w Hogwarcie uniwersytet trzeciego wieku poleciałabym natychmiast! :))

    OdpowiedzUsuń