9.14.2015

Jak to się stało, że wylądowałam tutaj z WirtualnąKsiążką? Część III.

   Tak jak obiecałam, na blogu pojawiać się będzie więcej osobistych wpisów, gdyż traktuję to miejsce nie tylko jako ścianę do zasypywania swoimi opiniami na temat danych książek, ale i pamiętnik, w którym mogę podzielić się z Wami czymś z życia mego ;). Jak już wiadomo z poprzednich postów z cyklu "Jak to się stało..." - znalazłam potrzebny adres internetowy, miałam dobrą grafikę, Czytelników - którzy zostali od Patrycji; miałam generalnie to czego chciałam... Ale wiedziałam, że mając COŚ, nie zatrzymam tego na wieki, że muszę ciężko pracować, by się rozwijać, by to, co mam w danej chwili - nie tylko wciąż trwało, ale i szło naprzód.

Pierwsze recenzje były... Słabe, nie ukrywam. Jestem ciągle w drodze poszukiwania swojego jedynego, niepowtarzalnego stylu; wielu z Was mówi, że piszę lekko, zabawnie, łatwo w odbiorze. Często używam sarkazmu, czy posługuję się ironią - nie umiem bez tego żyć; poza tym uważam, że "sucha", "bezbarwna" recenzja nie przysparza Czytelników, wręcz ich odtrąca. Chciałam, by każdy znalazł tu coś dla siebie, by nie umierał z nudów, czytając moje wypociny. Mam nadzieję, że roczny wysiłek się opłacił, bo jest Was coraz więcej, a mi pisze się coraz lżej ;).


I tak już wiecie, jak wyglądam, ale co mi tam!


Wiedziałam, że decydując się na bloga, i to tak poważnego tym razem (pisanie fanfick'a Dramione też uważałam za poważne, ale byłam panią swojego losu; mogłam stronę zawieszać, odwieszać, usuwać, tworzyć na nowo i nikt mi nie mógł naskoczyć) - bo wiadomo: jeśli chce się to robić dobrze; współpracować z Wydawnictwami (do czego od początku dążyłam), kształcić się językowo, wyrabiać siebie i swój styl, ciągle się rozwijać, nie porywać się z motyką na słońce... Trzeba być wytrwałym. Ja nie byłam nigdy. Cechował mnie od zawsze "słomiany zapał" do wielu rzeczy. Ale tym razem się zaparłam i na upartego powiedziałam, że mi się uda. Że WirtualnaKsiążka mimo wszystko coś osiągnie, a ja i tylko ja będę za to odpowiedzialna. 

Był jeden człowiek, który od początku nie wierzył w moje umiejętności. Był Alfą&Omegą we wszystkim; uważał siebie za nieomylnego. A ja ślepa, głupia, niedoświadczona pozwalałam mu podcinać sobie skrzydła. Do czasu. Gdy powiedział wprost, że nie dam sobie rady, że się nie nadaję - zmądrzałam. Wiedziałam, że dam radę mu udowodnić, jak bardzo się myli, mówiąc, że JA sobie nie poradzę. I możecie wierzyć lub nie, ale dzięki temu, jestem teraz tutaj. Z każdym dniem mam więcej wiary w siebie, w swoje możliwości. Wciąż mam nadzieję, że mogę więcej, że POTRAFIĘ więcej, że pokażę, na co mnie stać. Gdybym była dawną sobą, już po paru miesiącach zawiesiłabym bloga, potem bym go systematycznie odwieszała... Ale nie teraz. Nie w momencie, gdzie współpracuję z kilkoma Wydawnictwami, w których ludzie obdarzają mnie zaufaniem; mam stałych Czytelników, których grono ciągle się powiększa a ja wiem, że nie mogę ich zawieść; mam wspaniałą, prostą aczkolwiek profesjonalną stronę graficzną (reklamę twórcy zrobię w następnym poście, bo zasługuje!); moja prywatna biblioteka się rozrasta, a ja...

W końcu jestem szczęśliwa. Pod każdym względem.

Ze swojej strony mogę Wam obiecać, że nie tak prędko zniknę. Chcę zostawiać wciąż za sobą ślady, chcę się dzielić z Wami tym, czym mogę; chcę, by pasja i MIŁOŚĆ do książek wciąż wzrastała, by każdy znalazł swój gatunek, w którym czuje się najlepiej. 

I tak jak teraz patrzę na swój opis z portalu LubimyCzytac.pl:

Z powodu braku jakichkolwiek innych talentów uznałam, że czytanie, z nadwyżką może pomóc osiągnąć mi stan osoby zdolnej i przepełnionej fantazyjną wyobraźnią. Dobra książka zawsze pod ręką stała się moim uzależnieniem, które przenigdy nie zakończy się detoksem, bo jest na tyle nieszkodliwe, na ile mu sama pozwalam. Próbuję zrobić z tego sposób na życie.

To wiem, że właśnie w tamtym momencie osiągnęłam pewien punkt, do którego zawsze dążyłam, a który teraz ciągle przekraczam, by piąć się wyżej.

Ale się poważnie zrobiło... 
Chociaż bez przesady. Jeszcze będziecie mieć mnie dość ;).
Cdn.

5 komentarzy:

  1. Oj, wątpię, byśmy mieli Ciebie dość!
    Wystarczy tylko poczytać Twoje wpisy - szczególnie te, w których otwierasz się przed nami - a już nie będzie się chciało przestać! No ja na pewno nie!

    W ogóle właśnie już wcześniej zwróciłam uwagę na twój opis na LC i po prostu aż się uśmiechnęłam pod nosem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz?
      Moje "No ja na pewno nie!" miało swoją moc! :D

      Jeszcze tylko szukam jednego komentarza - tego, po którym zaczęłyśmy rozmawiać przez fejsa... (tak_bardzo_zapracowany_człowiek_ze_mnie)! :D

      Usuń
  2. Gratuluję osiągniętych sukcesów i życzę żeby były one tylko wstępem do czegoś jeszcze większego ;). Jeśli czujesz, że coś jest dla Ciebie, to nie warto dawać sobie podcinać skrzydeł uwagami innych (sama właśnie przechodzę taki etap z moim otoczeniem, ale się nie dam!).

    Pozdrowienia od Książniczki z Po drugiej stronie książki

    OdpowiedzUsuń
  3. Paradoksalnie ten, kto chciał Ci podciąć skrzydła dał Ci najskuteczniejszego "kopa" do działania ;) Dziś już wiesz, że dałaś radę! Pora na pozytywną motywację. Powinnaś być z siebie dumna :))
    A propos książek, mam pytanie. Czy znasz autora Davida Foenkinosa? Odkrywam jego książki i myślę, że "Delicatesse" ( od delikatności) spodobałoby Ci się. Nie wiem, czy przetłumaczono ją na polski, ja męczę się po francusku ;)) pozdrawiam serdecznie i życzę, abyś nadal szła jak burza! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. No cześć! Bo chyba mogę tak już się do Ciebie zwracać! :D Przez te wpisy można się poczuć jakby znało się Ciebie jeszcze lepiej. Ja się stąd nigdzie nie wybieram! :)

    OdpowiedzUsuń