10.26.2015

Relacja z krakowskich Targów Książki!

   Wiem, jak niecierpliwie niektórzy czekają na kilka moich słów o tym, co przeżyłam w sobotę. Śpieszę więc już z całym opisem (subiektywnie) tego, gdzie byłam i co widziałam ;). 

19. Międzynarodowe Targi Książki już od miesięcy miały w moim grafiku swoje miejsce. Mieszkając w tym cudownym mieście nie sposób opuścić tak ważnego wydarzenia; tym bardziej tym, którzy kochają książki. Z powodu choroby nie mogłam tam być od czwartku, jednak dzień, który przebywałam w EXPO - czyli sobota - należy do naprawdę jednych z najwspanialszych dni w moim życiu. Czemu? O tym za chwilę ;). 

Jak wiecie, od tamtego roku, Targi Książki to również swoiste święto dla mnie i mojej mamy. Obie uwielbiamy literaturę, obie obracamy się w tym samym kręgu (moja mama jest nauczycielką, ja dopiero chcę nią być), jak jestem na studiach to mało czasu spędzamy razem, a całodzienna wyprawa jest idealną okazją by to nadrobić. Wobec tego, mama Dorota już w piątek wieczorem przyjechała do mojego Miasta Królów, by już w sobotni poranek wyruszyć ze mną na łowy i spełnianie marzeń. Cały wieczór siedziałyśmy przed komputerem i spisywałyśmy najważniejsze (dla nas) stoiska, ich umiejscowienie, autorów, których zdjęcia/podpisy koniecznie chciałyśmy mieć itp. Powstała dzięki temu spora lista; było trochę z tym bieganiny, ale co to jest w porównaniu z emocjami, które towarzyszą TAKIEMU wydarzeniu.

Ale, żeby nie było tak cukierkowo, oczywiście już na samym początku rzucono nam kłodę pod nogi. Półmaraton krakowski, który zamykał ulice dojazdowe do EXPO, przez co ruch tramwajowy i autobusowy był utrudniony. Oczywiście, jak wiadomo, EXPO zapewniło dojazd z dworca PKP specjalnym autobusem, czy MPK uruchomiło dodatkowe linie, ale już z miejsca, gdzie ciężko nam się było dostać. Mając w perspektywie kilka przesiadek w dziwnych miejscach, uznałyśmy, że nam też się coś od życia należy, i jak przystało na zgrany duet... Wzięłyśmy porządną taksówkę ;). Przesympatyczny pan taksówkarz już o 9.00 był pod moim blokiem, skąd odebrał moją szacowną mamę i mnie - obładowaną już na dzień dobry 5 książkami do podpisu ;). Tłumaczył, że no cóż, ale bieg krakowski, ulica zamknięta, nic poradzić nie można, że pogoda ładna, że damy radę. Odwiózł nas pod same drzwi, gdzie JUŻ czekały tłumy. 

Weszłyśmy.

I się zaczęło.

Ogromnie liczyłam na spotkanie z młodziutką Mileną Jaworską, której książkę Miles recenzowałam kilka dni wcześniej. Jestem pełna podziwu dla tej dziewczyny, która udowadnia, że marzenia można spełniać już od najmłodszych lat. I proszę, akurat weszłyśmy z mamą do hali i "nadziałyśmy" się centralnie na nią: uśmiechniętą od ucha do ucha, rozmawiającą cierpliwie z czytelnikami. Poczekałyśmy chwilkę i już zabierała się do podpisywania mojego egzemplarza książki, na którym widnieje "Egzemplarz recenzyjny". Ucieszyła się. A ja jeszcze bardziej!





Moja mama, mój nadworny fotograf cykała foty jak szalona, tym bardziej, że była pod wrażeniem i wieku Milenki i podejścia do czytelnika. Milena, naprawdę jeszcze raz Ci dziękuję za to spotkanie, mam nadzieję, że będzie jeszcze niejedno, a ja będę mieć przyjemność recenzowania Twoich kolejnych książek! :)

Kolejnym etapem na mojej targowej drodze i NAJWAŻNIEJSZYM punktem tego dnia, było podpisywanie książek przez pana Grzegorza Kasdepke. Jak wiecie, ten autor dziecięcy jest moim książkowym idolem; mam na jego punkcie lekką obsesję, polecam jego książki KAŻDEMU, sama mam swoje osobiste egzemplarze, które zamierzam wykorzystywać w swojej pracy z dzieciakami (już wykorzystuję, na koloniach opowiadam dzieciom o przygodach pewnego Detektywa Pozytywki itp.) Moja mama wiedziała, że w tamtym roku nie zdążyłyśmy na spotkanie z panem Kasdepke, bo byłyśmy w innej hali, na podpisywaniu książek przez kogoś innego (życzenie mojej mamy), więc kierując się przysłowiem "Co ma wisieć, nie utonie" na pana Grzegorza czekałyśmy już prawie godzinę przed czasem ;). Przyrzekłam sobie, że tym razem się UDA i nie ma innej nawet opcji. Moja mama też widziała, że jestem niemożliwie nastawiona na to spotkanie, że jak już się odbędzie, to spełni się jedno z moich marzeń. Tak, marzeń, bo zamienić słowo z takim człowiekiem, to nie lada gratka dla mnie. Oczywiście miałam przy sobie swojego Detektywa Pozytywkę... W wersji potrójnej, bo jeszcze dla dzieci moich znajomych w formie prezentu + A ja nie chcę być księżniczką. Moja mama była ZACHWYCONA podejściem pana Grzesia do dzieciaków, z jaką swobodą ale i szacunkiem traktuje swoich małych czytelników, jak świetne ma do nich podejście, jak wspaniale widać się czuje, w tym co robi. I gdy w końcu już mogłam podejść i ja... 

Ta chwila, ten moment. Nie wiem, może zbyt emocjonalnie do tego podchodzę, ale naprawdę, stając oko w oko ze swoim idolem, czasem ciężko ubrać coś w słowa. Zobaczywszy mnie z czterema książkami pan Grzegorz cierpliwie zabrał się za podpisywanie, z pięknymi życzeniami, dedykacjami itp. Podziękował za recenzowanie jego książek, że jestem jego taką fanką. Uśmiechom i żartom nie było końca, a ja wiem, że to spotkanie zapamiętam na zawsze i koniecznie muszę je powtórzyć za rok. Może uda mi się nawet jakiś wywiad z panem Kasdepke przeprowadzić? Zobaczymy. Póki co, cieszę się jak dziecko ;).





Chciałabym, aby na świecie było więcej tak pozytywnych, ciepłych i otwartych osób, jak ten pan!

Kolejnym przystankiem na mojej drodze miało być spotkanie z panią Jolantą Kaletą, której Duchy Inków dzielnie dźwigałam w torbie, jednak okazało się, że pani Kaleta jest chora i nie dojedzie na zapowiedziane spotkanie. Bardzo żałuję, bo liczyłam na krótką rozmowę z nią, ale cóż. Za rok MUSI się udać; doświadczona oczekiwaniem na pana Kasdepke, tak jak mówię "co ma wisieć, nie utonie" ;).

Potem już było z górki. Wraz z mamą biegałyśmy od stoiska do stoiska, znajdując jeszcze chwilę na kawę i podliczenie zebranych zakładek. Pozapisywałyśmy się chyba do wszystkich możliwych newsletterów, zatrzymałyśmy wzrok na prawie każdym stoisku. Nauczone już doświadczeniem z poprzedniego roku, wiedziałyśmy jak grać, by zdobyć to co chcemy. A w tym momencie chciałyśmy zdjęcie z panem Cejrowskim. Ale, ale... Była do niego OGROMNA kolejka po wpisy do książek. Ale my z mamą, przyczajone tygrysy, ukryte smoki, tak się kręciłyśmy, tyle kombinowałyśmy, aż w końcu pan Wojciech, w międzyczasie podpisywania książek wypalił: "Chcecie zdjęcie? No to już!"

Wzrok ludzi w kolejce - dosłowny mord w oczach, ale my chciałyśmy tylko jedno zdjęcie, głównie moja mama, bo bardzo lubi "Boso przez świat". Udało się. Powstały dwa zdjęcia, z których nie wiem, które jest zabawniejsze ;). 

Moje, takie z przyczajenia, uchwycone w najlepszym momencie...


I mojej mamy, które (jak śmiejemy się z bratem) jest z tych "rozwodowych" ;). Pan Wojciech patrzy na mnie, a moja mama na niego z taaakim uwielbieniem, że szok!


A potem... 

Potem już tylko robiłyśmy zdjęcia osobom, które cenimy, a do których były TAKIE kolejki, że szok. I tu właśnie zaczynają się minusy Targów. Ja wiem, ja rozumiem, że to są koszty, dodatkowe sale i tego typu podobne rzeczy, ale... Naprawdę w soboty, gdy jest najwięcej ludzi i najwięcej sław, musi być taki tłum i ścisk? Ludzie starsi, mamy z dziećmi w wózkach, nie dało się przejść. I żeby to jakoś w kulturze przebiegało, w końcu to Targi KSIĄŻKI. Ale nie. Chamstwo, wyzwiska i pretensje. Ktoś tylko chciał przejść, to zaraz teksty, że jest kolejka, że nie ma wpychania się. Zrozumiałe, że każdy chce autograf. W takim wypadku więc, gdy organizatorzy mogą przewidzieć ilość zainteresowania daną osobą (jak Anną Dymną, Olafem Lubaszenko czy Piotrem Fronczewskim), powinni zorganizować takie spotkania w osobnej sali, albo zorganizować przy stoisku wydawnictwa większą przestrzeń. Takie jest moje zdanie. Ale żeby nie przynudzać, łapcie kilka zdjęć, autorstwa mojej mamy, która była niezawodna w tej kwestii ;).





I to właściwie tyle. Zdobyłam co chciałam, marzenie spełniłam, nic mi więcej do szczęścia nie trzeba było ;). Nie szalałam z zakupami; mam jeszcze tyle książek do przeczytania, przyszłam na Targi w konkretnym celu. No ale, nie dało się ;). Oprócz zakupienia dwóch egzemplarzy Detektywa Pozytywki dla moich znajomych, do grona moich osobistości na półce dołączyła trylogia Dotyk Julii, w prze-pię-knym wydaniu, trzecia z książek Matthew Quicka (żółtą i niebieską mam, akurat udało się zdobyć zieloną!), oraz tak wyczekiwana książka, na którą polowałam od dawna Kochając pana Danielsa. Chłopakowi zakupiłam "pocket game", pozbierałam zakładki i...

To wszystko. Następne Targi za rok i już wiem, jak to rozegrać, by było jeszcze lepiej! 

Z mamą wracałyśmy już akurat podstawionym autobusem. To nic, że wyjeżdżał z parkingu prawie godzinę. Byłyśmy tak zmęczone, ale tak szczęśliwe, że naprawdę nie miało już to wielkiego znaczenia. Potem wciągnęłyśmy mega fast fooda w Galerii Krakowskiej i tym pysznym akcentem zakończył się nasz targowy dzień. Obładowana siatkami z książkami i zakładkami wróciłam do mieszkania, mordując swój stół i chłonąc jego widok :).

Oto on:




Mam nadzieję, że za rok uda mi się spotkać z kimś z Was ;).



Było wspaniale, cudownie, z ogromem emocji. Większość ludzi uśmiechnięta i buszująca w swoim świecie. Coś niemożliwego. Niesamowitego. Takich przeżyć nie da się porównać z niczym innym.

Do zobaczenia za rok!

<3

16 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Żeś dowaliła, ziom ;D
      Dziękuję <3

      Usuń
    2. Ha! Miałam dokładnie taką pierwszą myśl, jak tylko zobaczyłam tę fotorelację! :P I jak jeszcze zastanawiałam się, czy za rok nie przybyć i zadebiutować na Targi (wszak mieszkanie w Krakowie zobowiązuje, a ja grzeszę nie będąc na takim wydarzeniu ;)), tak patrząc na fotki tak ładnej blogerki, to chyba jednak pozostanę przy czytaniu fotorelacji, żeby nie szpecić otoczenia. :P
      Świetna relacja, tak w ogóle. :)
      Krakowskie pedagogiczne pozdrowienia ślę ;)

      Usuń
    3. no serio :D i to nie tylko moje zdanie :D winnaś iść na modelkę:)

      Usuń
  2. Świetny dzień :D Super, że udało Ci się zrealizować zamierzone cele!!! Uśmiech na twarzy i oczy się świecą xD A Twoja mama mam świetne oko^^ Szkoda tylko, że ludzie czasami nie są najmilsi :(

    OdpowiedzUsuń
  3. O matko, ależ zazdroszczę! Wspaniała relacja :) super, że i Twoja mama jest fanką książek. Ja muszę przyjechać za rok, tym razem nie odpuszczę!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale jesteś ładna, Asiu :)! Dziękuję za tak szczegółową relację! Możesz mi powiedzieć w jakiej cenie zakupiłaś te książki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Jasne, już mówię.
      "Detektyw Pozytywka" za 35zł; "Dotyk Julii" trylogia 50zł (!), "Kochając pana Danielsa" 30zł. Matthew Quicka otrzymałam za darmo od Otwartego, trzeba było tylko zapisać się do newslettera ;D, "A ja nie chcę..." i "Miles" to moje recenzyjne egzemplarze od wydawnictw :).

      Usuń
  5. Zazdroszczę, zazdroszczę, zazdroszczę!!!
    Za rok choćbym miała iść na piechotę to dojdę na Targi!!! :)
    Pozdrawiam
    http://ksiazkomania-recenzje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Ogromnie zazdroszczę. Szkoda, że ja nie mam takiej możliwości zostawić choć na jeden dzień wszystko i wyruszyć na drugi koniec Polski :( Ale może mi się uda w maju do stolicy przyjechać. Aby 200 km, więc nie tak źle.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zazdroszczę Ci, że mieszkasz w tym mieście. Ja byłam pierwszy raz na targach i do tej pory nie mogę ochłonąć.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja co roku sobie obiecuję, że pojawię się na targach i co roku nic z tego nie wychodzi, a to wstyd, bo mieszkam półtorej godzinki od Krakowa :/ W przyszłym roku jednak nic mnie nie powstrzyma, pojawię się akurat w okrągłą rocznicę, jak wpadać to z hukiem :) Strasznie się cieszę, że udało ci się spełnić marzenia i tak dobrze się bawiłyście z mamą.

    Books by Geek Girl

    OdpowiedzUsuń
  9. Ale Ci zazdroszczę tego wydarzenia!
    Z całego serca chciałabym tam być!
    Przepiękne wspomnienia! :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Opublikowałaś świetną fotorelację, aż miło popatrzeć, widać, że spotkania przyniosły Ci dużo radości. Dzięki Tobie osoby, które nie były nigdy na targach, mogą się dobrze przygotować. Ja z pewnością skorzystam na Twoim doświadczeniu i spróbuję wykorzystać je w Warszawie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mieszkasz w Krakowie? O popatrz, ja aktualnie od czterech lat w okolicach Myślenic, tylko niecałe 40 minut mam do Krakowa. ;)
    Fajne wspomnienia, ja również z soboty wyniosłam z EXPO ich trochę. :)
    Być może w przyszłym roku i my się spotkamy? :)

    Pozdrawiam
    http://tylkomagiaslowa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń