5.27.2015

"Obiecaj mi" Paul Richard EVANS

     Przepraszam za długą przerwę. Nie będę się tłumaczyć, mam swoje powody. Maj jest moim najgorszym książkowym miesiącem; nie mam na to wpływu. Wiele się dzieje. Mam dziś jednak perełkową publikację; jedną z moich ulubionych, oczywiście autorstwa pana Evansa. Zapraszam.

   Z Evansem spotykam się po raz czwarty; wcześniejsze trzy publikacje, które miałam okazję poznać to trylogia Dzienników pisanych w drodze. Teraz, dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak Literanova otrzymałam osobną powieść tego autora i... Przepadłam po raz kolejny.

Jeśli ktoś nie czytał nic Richarda Paula Evansa... Musi to koniecznie nadrobić. Jego fenomen jest porównywany do pisarstwa Sparksa, jednak każdy z tych panów ma swój prywatny styl, umiejętność chwytania za serca i "to coś", co wciąż przysparza im nowych czytelników.
"Dlaczego odwlekamy zmiany, które przyniosą nam szczęście? To jak odkładanie remontu domu aż do tygodnia przed jego sprzedażą."
Dla Beth Cardall nadchodzi czas wielkich zmian. Najpierw wydawać się może, że nic gorszego się nie wydarzy. Kobieta odkrywa zdrady męża, później trwa przy nim w chorobie, cieniem zaczyna pokrywać się zdrowie córki, pojawia się wizja utraty domu...

Dopóki Beth nie poznaje Matthew. 
"Złamane przyrzeczenia są jak rozbite lustra. Ranią tych, którzy się się ich kurczowo trzymają i wpatrują w popękane odbicia samych siebie."
Główna bohaterka doznała, czym jest złamana obietnica, ale i dogłębnie poznała smak obietnicy dotrzymanej. Nawet tej za wszelką cenę. Nie chcę zbytnio zdradzać fabuły, jednak totalnie nie spodziewałam się aż takiej historii.  Matthew pojawia się niespodziewanie, zupełnie przypadkiem. Wywraca świat Beth do góry nogami; zna wszystkie szczegóły jej życia, odpowiedzi na dręczące ją pytania, pomaga w każdej kwestii, jest jej cichym aniołem stróżem na drodze życia. 

Dopóki zadziwiająca prawda nie wyjdzie na jaw.
"Najniebezpieczniejszą ze wszystkich słabości jest ufność."
Gdzie jest granica zaufania? Jak bardzo można je zawieść? Jakich obietnic można nie dotrzymać, a jakie zachować w sercu do końca? Evans nie zawiódł mnie po raz kolejny. Oczekiwałam wzruszającej historii, która porwie moje serce i tak się stało. Autor poszedł mimo wszystko o krok dalej; wplótł w historię taki motyw, jakiego się nie spodziewałam, ale to już do oceny zostawiam Wam ;).

Autor: Richard Paul EVANS
Tytuł: Obiecaj mi
Ilość stron: 293
Wydawnictwo: Znak Literanova
Kategoria: kobiece

OCENIAM: 10/10!


Za książkę bardzo dziękuję:


I cytat ode mnie na dziś:
"Najlepszy moment na wprowadzenie zmian nadszedł właśnie teraz, a nie kiedyś tam."

5.18.2015

"Na przekór" Irena Dobosiewicz

     Maj zdecydowanie nie należy do moich najlepszych książkowych miesięcy, ale wiadomo, słońce, ciepło, powoli zbliżająca się sesja, robią swoje ;). Bez przedłużania, zapraszam na moją kolejną recenzję publikacji, która mocno mną wstrząsnęła.

"Gdybyśmy byli w stanie zrozumieć Boga, nie byłby on Bogiem (...)", s. 172.
 Recenzję zaczynam od tego cytatu, gdyż po prostu nie umiem tego zrobić posługując się innymi słowami. Na przekór zmiażdżyło moją psychikę totalnie - do tej pory nie wiem, czy w pozytywnym, czy negatywnym znaczeniu. Z jednej strony ogrom nieszczęść pojawiających się w tej prawie 400 - stronicowej lekturze jest tak zatrważający, że aż sama zaczynałam wątpić w istnienie dobra, sprawiedliwości, optymizmu, czy Kogoś, kto nad nami czuwa. Z drugiego jednak punktu widzenia otrzymałam od tej publikacji tyle dosłownej wiary, nadziei na lepsze jutro, na przyszłość; potwierdzenie, że nic nie dzieje się bez przyczyny, a wszystko ma jakiś sens...

Ale od początku.

Agata wiedzie na pozór ustabilizowane, spokojne życie. Ma męża, dwójkę wspaniałych dzieci, dobrą pracę. Można by powiedzieć, że jest spełnioną, szczęśliwą kobietą. Do czasu, gdy o jej dalszym losie decydują zatrważające diagnozy, spadając na nią jak grom z jasnego nieba. Postępująca choroba głównej bohaterki, śmiertelny wyrok dla jej małej córeczki, komplikacje wynikające z braku porozumienia z mężem, niespodziewany, nagły romans i jego bolesne konsekwencje...

Koszmar trudów życia woła o uwagę z każdej strony tej publikacji. Czytelnik wciąż nie wie, że za jedną tragedią czai się kolejna; zastanawia się, ile jeszcze jest w stanie znieść człowiek, jak wiele może utrzymać na swoich barkach i gdzie jest granica załamania się.
"Dlaczego kiedy spotyka cię coś dobrego nie dziękujesz Bogu, tylko uważasz to za swoją zasługę? Mówisz, że to dzięki swemu uporowi, dzięki wytrwałości, ale skąd ją otrzymujesz? Czy to właśnie nie on ci ją daje? (...) Natomiast kiedy dosięga cię nieszczęście od razu złorzeczysz na niego (...)", s. 172.
No właśnie? Czemu jest tak, że gdy wszystko układa się po naszej myśli, zapominamy o "górze"? Bo może to nieszczęścia są bardziej przez nas uwypuklane; a radości dnia codziennego przemykają nam przed oczami totalnie niezauważenie? Dlaczego w chwilach zwątpienia użalamy się nad sobą i ciągle szukamy wytłumaczenia? Może nie to jest nam potrzebne; może życie musi dać porządnie w kość, by później zebrać plon w postaci ogromnej siły i niezłomnej odwagi?  

Czytelnik wciąż szuka tej cienkiej linii, której przerwanie kończy się upadkiem i klęską człowieka. Gdzie jest granica ludzkich wytrzymałości? Ile można unieść na swoich barkach? Na przekór idealnie obrazuje to, że DA SIĘ WYTRZYMAĆ WSZYSTKO i nic nie jest w stanie złamać człowieka. Potrzebuje on tylko niezachwianej wiary, wsparcia, wyciszenia, mocnego pchnięcia krok naprzód. 
"(...) musisz jednak pamiętać o jednym, aby zawsze wiedzieć, jak daleko możesz się posunąć, byś później nie musiał niczego żałować. (...) naucz się liczyć na samego siebie, o wiele łatwiej ci będzie, gdy będziesz samowystarczalny i niezależny. To pomoże ci uniknąć w życiu wielu rozczarowań. I ostatnia rada - jeżeli coś w życiu chcesz zdobyć - to pamiętaj, nie ma takiej siły, która może ci w tym przeszkodzić i choć nie wiadomo na jakie będziesz napotykał przeszkody, to nigdy, ale to nigdy nie załamuj się i nie wycofuj w połowie drogi (...)", s. 28.
Ostatni cytat drukuję i wieszam na ścianie. 
To moje pierwsze, ale na pewno nie ostatnie spotkanie z autorką, która w swoich książkach porusza właśnie motyw ludzkich słabości; ich tragizm i złożoność.

Autor: Irena Dobosiewicz
Tytuł: Na przekór
Ilość stron: 370
Wydawnictwo: Psychoskok
Kategoria: Psychologiczne, dramat

OCENIAM: 9/10!

Za książkę bardzo dziękuję:


A cytat ode mnie na dziś to:
"Spójrz na liście drzew. Przyjrzyj się im na tle nieba i kiedy zawieje wiatr".
P.S. Nadrabiam książkowe zaległości!

5.13.2015

"Prawie jak gwiazda rocka" Matthew Quick

     Długo mnie nie było, fakt, owszem, ale dużo się dzieje. Nie wszystkim to w smak, pojawili się już nawet "hejterzy"; dla których niepojawienie się recenzji (najlepiej codziennej) to już "olewanie" bloga, zaniedbywanie, wykorzystywanie czasu na inne "rozrywki". No cóż... Mam też swoje życie, i choć książki uwielbiam, to naprawdę nie zawsze chcę/mogę/umiem/ się za jakąś konkretną zabrać ;).

Ale, ale, przeczytałam kolejną - zakup na Krakowskich Targach Książki (wyczekała się na półce, ale się doczekała!); włączyłam ją do wyzwania Przeczytam 12 książek w 2015 roku, została więc moją "gwiazdą maja". I to chyba dobre określenie, bo nawet tytuł jest iście gwiazdorski ;).

   Z Matthew Quick'iem spotykam się po raz drugi; ponownie w kontekście chęci poznawania jego literatury przeznaczonej dla młodzieży. Książek dla tego grona odbiorców autor napisał trzy: Prawie jak gwiazda rocka, Niezbędnik obserwatorów gwiazd (moja recenzja tutaj), Wybacz mi, Leonardzie. Jest jeszcze słynny Poradnik pozytywnego myślenia, dla szerszej publiczności. 

Kolejny raz muszę stwierdzić, że nie mogę się doczekać, kiedy sięgnę po owe pozostałe bestsellery tego amerykańskiego autora. Jego styl jest tak lekki, tak przyjemny, tak perfekcyjnie wpisujący się w klimaty docelowego odbiorcy, że aż... Nie wiadomo kiedy zaczyna i kończy się czytać.

Nie można przejść obojętnie obok wołającej o uwagę okładki; nowe wydanie tych trzech publikacji zdecydowanie przyciąga wzrok intensywnymi kolorami. Ale to dobrze. Od tego zależy, czy kupimy książkę (między innymi). 

Według Amber Appleton, głównej bohaterki książki, JC (Jezus Chrystus) był prawdziwą gwiazdą rocka. Nosił długie włosy, odstawiał akcje przemienienia wody w wino, zgasił jednym zdaniem (i to bez podnoszenia głosu!) pewniaków, którzy chcieli ukamienować grzesznicę... Tak, "JC to był gość". Amber ma siedemnaście lat i wydawać by się mogło, że los okrutnie doświadcza ją na każdym kroku. Dziewczyna mieszka z mamą w Żółtku (autobusie szkolnym), często nie stać je nawet na jedzenie dla siebie czy psa (B3, znalezionego w pudełku po butach), nie mają bieżącej wody, a w nocy śpią pod jedną kołdrą, by nie zamarznąć. Mimo wszystko, Amber jest niemożliwie optymistyczną osobą, naśladującą swojego gwiazdora. 

Jest jedną z pięciu członków Federacji Fantastycznych Fanatyków Franksa.
Trenuje CDK (Chrystusowe Diwy z Korei).
Walczy z Joan Sędziwą (w Metodystycznym Domu Spokojnej Starości).
Pisze haiku* dla Szeregowca Jacksona.
Gotuje dla Donny.
Zajmuje się z oddaniem B3.

Oprócz tego jest wyszczekana, zawsze mówi to co myśli, daje mnóstwo pozytywnej energii wszystkim wkoło, przejmuje się wieloma rzeczami, nawet tymi, na które pozornie nie ma wpływu... Do czasu. Do momentu, w którym Amber wali się cały świat.
"Ilekroć ktoś patrzy na mnie tak, jakby chciał mi skopać twarz, spoglądam mu w oczy, uśmiecham się szeroko, macham i wołam: MIŁEGO DNIA! Najbardziej zwariowane w tym wszystkim jest to, że ten trik naprawdę działa. Jeśli mi nie wierzycie, spróbujcie sami. Nawet ludzie, którzy wyglądają na strasznie wrednych, najpierw wydają się zdezorientowani, ale po chwili pojawia się uśmiech i zazwyczaj odmachują i mówią coś miłego, np. "Niech Cię Bóg błogosławi", albo "Wzajemnie". To fajna sztuczka i megafajny sposób na życie".
 Wiem, że to co teraz napiszę może okazać oklepane, sztampowe, czy po prostu tak zwykłe, że aż strach, ale... Muszę. Tak mało doceniamy w życiu. Tak niewiele z siebie dajemy, bo jesteśmy ogromnymi egoistami, uznajemy, że wszystko nam się należy. W ciągłym życiowym biegu nie zwracamy uwagi na piękno codzienności. Nie widzimy miliona dobrych rzeczy, które co chwilę nam się przytrafiają. A mamy wiele. Ja po tej lekturze stwierdzam, że jestem wielką szczęściarą. Mam wspaniałą rodzinę, na której mogę zawsze polegać, mam niewielu, ale prawdziwych przyjaciół, na których mogę liczyć (o czym ostatnio się dobitnie przekonałam), jestem zdrowa, mam dach nad głową, nie chodzę głodna, zawsze mam przysłowiowy grosz na drobne fanaberie. Czy to nie wystarczy? Człowiekowi ciągle jest mało i mało. Nawet nie chcę myśleć kim bym się stała, gdybym to wszystko co wymieniłam - straciła. 

Ale to właśnie chce przekazać Quick. Że pomimo najprzeróżniejszych przeciwności losu, NIGDY nie wolno stracić nadziei, załamać się, bo nic nie dzieje się bez przyczyny, co nie zabije to nas wzmocni, a obok zawsze będą ludzie, dla których będziemy najważniejsi. Szczęście kryje się w każdym rogu życia - trzeba je tylko odnaleźć, to nic trudnego. Optymizm daje wiarę, daje nadzieję, daje chęć. Do wszystkiego. 

Niech każdy/a z nas będzie tak jak bohaterka dla ludzi, którym pomaga: Księciem/Księżniczką Nadziei. 

Mimo wszystko.

Nie zawsze znajdziemy odpowiedzi na dręczące nas pytania. Ale jaki byłby świat bez tych pytań?

"Oddech wpada do
Nosa, płuc, serca, mózgu
Dzięki niemu trwam"


Tyle powinno wystarczyć. Ta książka tak podnosi na duchu, tak sprawia, że aż chce się być altruistą w każdym znaczeniu tego słowa. Daje nadzieję, daje SIŁĘ, by codziennie przezwyciężać swoje słabości, wady; by każdego dnia widzieć SENS. Polecam stokrotnie ;).

Autor: Matthew Quick
Tytuł: Prawie jak gwiazda rocka
Cykl: Moondrive
Ilość stron: 382
Wydawnictwo: Otwarte
Kategoria: dla młodzieży, dla każdego

OCENIAM: 9/10! 

A cytat na dziś ode mnie to:
"Jakość Twoich myśli decyduje o jakości Twojego życia. Warto więc wsłuchać się w swój wewnętrzny głos i zastąpić negatywne myśli pozytywnymi".
Nic dodać, nic ująć ;).

*haiku - japońska forma poetycka, składająca się z 3 wersów, najczęściej 5, 7 i 5 sylabowych.

Do przeczytania została jeszcze zielona!

5.05.2015

Podsumowanie KWIETNIA!

     Dziś na szybko i krótko; konkretnie i na temat. Kwiecień nie był moim najmocniejszym miesiącem; rzekłabym, że nawet jednym z najsłabszych. Ale mimo wszystko - był udany, głównie z powodu premiery książki Marcina Legawca Przepraszam za krzywdę, której patronuję ;).

Ale nie przedłużając:







W tym miesiącu przeczytałam tylko 6 książek, ale sporych objętościowo, więc nie narzekam.

Liczbowo statystyki prezentują się następująco:

w kwietniu było Was tu: 3, 333

a ogólnie jest Was: 46, 636! :)

Dziękuję!

Już niedługo pojawi się kolejna recenzja młodzieżowej książki, która rozpocznie cykl majowy. Póki co, idźmy cieszyć się juwenaliami, pozdrawiam! :)