7.29.2015

"Anioły i demony" Dan Brown

     Dziś recenzja książki, którą miałam zamiar przeczytać w wakacje ii... Udało mi się! Była jedną z tych pierwszych na mojej prywatnej liście, takim "must have" osobistym, do granic możliwości ;). Pochłonęłam ją dosłownie w dwa dni, po czym uznałam, że znowu chcę więcej i więcej pana Browna... Mimo, że tak skrajnie różne opinie krążą na temat jego twórczości.

Przedstawiam...



Serię "Robert Langdon" zaczęłam w typowy dla siebie sposób: od tyłu. Och, jak dwuznacznie to zabrzmiało (właścicielko WirtualnejKsiążki, wychodzi z Ciebie ironia, opanuj się!). Czytam za dużo Notatek z Podziemia... Jak ktoś jeszcze nie widział bloga tej ciętej dziewczyny, to zapraszam (Kruku, reklama, wow, wow, wiem ;)).

Najpierw poznałam Zaginiony symbol (tom 3), później Kod Leonarda da Vinci (tom 2), a teraz przyszedł czas na tom 1, którym jest książka Anioły i demony. Przede mną jeszcze Inferno, które też przeczytam w te wakacje, zobaczycie.

Tym razem (jeśli ktoś zaczynał przygodę z Brownem w normalny sposób to bez "tym razem") Robert Langdon przenosi nas do Genewy, gdzie znajduje się CERN - ośrodek badań jądrowych; największe centrum badawcze tego typu na świecie. Okazuje się, że to właśnie tam doszło do tajemniczego morderstwa; w dziwny, ale jednocześnie charakterystyczny w pewien sposób, zginął jeden z przodujących tam naukowców, geniusz fizyczny, Leonardo Vetra. Na jego ciele zabójca zostawiłatajemniczy znak, który Langdon od razu rozpoznaje. To znak Iluminatów. By pomóc dyrektorowi CERN-u - Maxowi Kohlerowi w rozwiązaniu zagadki, Langdon udaje się wraz z córką zmarłego do Watykanu, bo to właśnie tam znajduje się...

Antymateria.

Rzecz, którą wynalazł Vetra. Środek masowej zagłady. Powtórzenie Wielkiego Wybuchu. Ogromne niebezpieczeństwo, zagrażające Kościołowi. Broń, którą chcą posłużyć się Iluminaci. A kim oni są? Odwiecznym, ukrytym od setek lat wrogiem ludu Bożego; ludźmi nauki, dla których połączenie Boga i techniki nie istnieje; ludzie wiary w naukowe wytłumaczenie sensu wszystkiego. Chcą zemścić się na Kościele, za potępianie ich odkryć, za nieprzyznawanie im racji, za dawne mordowanie ludzi oświeconych. Antymateria, niepodłączona do specjalnego źródła zasilania wybuchnie równo o północy. Robert Langdon ma tylko kilka godzin, by ocalić cały Watykan, gdzie właśnie trwa... Konklawe. 

Nie mogłam się oderwać. Jak zwykle, jeśli chodzi o tego autora... Czytałam z wypiekami na twarzy, stronę za stroną, ciągle chciałam wiedzieć, co będzie dalej. Tym bardziej, że rozdziały są krótkie, więc słynne "jeszcze jeden rozdział i kończę" pojawiało się kilka razy, zanim naprawdę przerywałam czytanie ;). Wiem, że jedni krytykują Browna za przewidywalność; że jego każda książka opiera się na tym samym schemacie: piękna kobieta, która mu towarzyszy, mnóstwo zagadek i tajemnic, walka, pościg, ostateczne rozwiązanie. Ale nie interesuje mnie to. Mnie, jako czytelnika książka ma porwać. Pociągnąć. Zachwycić. Pochłonąć. Sprawić, bym nie mogła się od niej oderwać nawet na chwilę. Bym myślała tylko o niej, by jak najszybciej wrócić do przerwanego czytania! Czy właśnie nie o to chodzi? O wyzwalanie emocji, wrażeń, tego ucisku w sercu, w głowie? Autor da Wam to wszystko. I nieważne, czy akurat tę serię czytacie tak jak ja, nie od początku. Robert Langdon daje radę w każdej części ;).

Autor: Dan Brown
Tytuł: Anioły i demony
Seria/Cykl: Robert Langdon
Wydawnictwo: Sonia Draga
Ilość stron: 560
Kategorie: thriller, emocje, dla każdego

OCENIAM: 6/6!

7.26.2015

"Ten jeden dzień" Gayle Forman

   Informuję z radością (i tak i nie; nie, zdecydowanie nie cieszę się, że nie jestem już nad Bałtykiem), że wracam stale tutaj i na fanpage;a ;). Wiem, że ostatni tydzień był lekko szarpany, ze względu na mój urywany dostęp do internetu, jednak starałam się jak mogłam. Więc żeby nie przedłużać...

Zapraszam!


"To totalne szaleństwo. (...) istnieje wielkie prawdopodobieństwo, że wszystko skończy się potężną katastrofą (...). Wiem o tym. Ale i tak chcę jechać. Więc tym razem zamiast powiedzieć NIE, próbuję czegoś innego. Mówię TAK".
Allyson to amerykańska dziewczyna, mająca poukładane życie; ustalone z góry od A do Z. Wzorowa uczennica, posłuszna córka, oddana przyjaciółka. Świetne oceny, maniery, zachowanie. Nic dziwnego, że rodzice postanawiają ją nagrodzić na zakończenie liceum, więc wysyłają ją wraz z przyjaciółką na wyprawę po Europie. Wszystko idzie zgodnie z planem. Do czasu...

Gdy Allyson i Melanie oglądają adaptację szekspirowskiej sztuki "Wieczór trzech króli".
Gdy poznają jednego z aktorów - Willema.
Gdy dziewczyna żałuje, że nie zobaczyła "prawdziwie" Paryża.
Gdy chłopak proponuje jej jeden dzień w tym mieście.
Gdy ona się zgadza.

Wtedy wszystko staje na głowie.

Allyson wyrusza więc z przygodnie poznanym holenderskim chłopakiem do Paryża, by zobaczyć go tak, jak zawsze tego pragnęła. By ujrzeć rzeczy, do których nie docierają zwykli turyści; by akurat to miasto zapamiętać go na zawsze. 
"Istnieje olbrzymia różnica, Lulu, pomiędzy zakochaniem się w kimś i kochaniem kogoś".
Lulu. Właśnie tak nazywa ją Willem. I to imię staje się początkiem metamorfozy, jaką przechodzi dziewczyna... Bo Allyson zaczyna zdawać sobie sprawę, że jednak nie jest taka idealna. Wcale nie chce studiować medycyny, zbierać budzików, robić wszystkiego pod dyktando apodyktycznej matki. Powoli w jej głowie dojrzewają decyzje o radykalnych zmianach. A to, co dzieje się potem, zaskakuje. Niemożliwie.

Bardzo czekałam na tę książkę. Była w moich lipcowych zachciankach, więc tym bardziej, gdy tylko do mnie dotarła, od razu się za nią zabrałam. Muszę przyznać, że różni się od moich oczekiwań. Nie, nie, że się zawiodłam, nic z tych rzeczy. Po prostu myślałam (sugerując się tytułem), że akcja toczyć się będzie tylko podczas jednego dnia. I tak się w sumie dzieje, ale przez pierwsze około 100 stron. Później możemy czytać o konsekwencjach decyzji podjętej przez główną bohaterkę. Wciągnęłam się bez reszty. Kibicowałam Allyson z całego serca, podczas gdy ta zaczęła brać życie we własne ręce. 

Po Zostań, jeśli kochasz i Wróć, jeśli pamiętasz domyślałam się, że książka będzie dobra, jednak nie myślałam, że będzie lepsza! Przeznaczona jest głównie dla młodzieży; jednak każdy znajdzie tu coś dla siebie. Dzięki tej lekturze na nowo powraca we mnie uwielbienie twórczości Szekspira; aż sobie chyba poczytam jego dzieła przez dalszą część wakacji. Dobrze skonstruowana postać głównej bohaterki sprawiła, że natychmiast się z nią utożsamiałam; śmiałam się wraz z nią, próbowałam wyobrażać sobie, co ja bym zrobiła w jej sytuacji. Książka stanowi idealny przykład faktu, jak jedna decyzja może zmienić nasze życie; jak jedno słowo może na nie wpłynąć, jak wiele może się wydarzyć podczas jednej chwili, jak "przypadkowe" rzeczy wcale przypadkiem nie są. Publikacja dodaje wiary w siebie, w SWOJE życie, którego nikt za nas nie przeżyje, uczy twardego stawiania na swoim. Takich lektur potrzeba!

Z niecierpliwością czekam na drugą część Ten jeden rok.
"Tabula rasa - powtarza chłopak. Nowa szansa na świeży start. Żeby zacząć od nowa, skarbie. Wszystko naprawić. Wszystko zmienić. Stać się tym, kim chcesz być. (...), zamknij oczy (...), to twoja szansa. To może być dzień, kiedy wszystko się zmieni".

Autor: Gayle Forman
Tytuł: Ten jeden dzień
Cykl/seria: Ten jeden dzień
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Ilość stron: 380
Kategorie: młodzieżowe, dla każdego

OCENIAM: 8/10!

Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu:


*
Niedługo wyniki rozdania, więc wciąż gorąco zapraszam! Szczegóły po prawej stronie u góry w kolumnie! ;)

7.20.2015

ZACHCIANKI sierpnia

   Pierwszy post zachciankowy przyjęliście dobrze, więc przybywam z kolejnymi perełkami, które upatrzyłam dla siebie na nadchodzący miesiąc. W lipcu były to trzy publikacje, z których dwie przeczytałam i zrecenzowałam (niedługo na blogu :)); dziś będą cztery skarbki, które chcę mieć w swojej kolekcji. Wprawdzie do sierpnia zostało jeszcze kilka dni, ale już teraz chcę pokazać Wam to, co zamierzam upolować ;).

Nie przedłużając, prezentuję poniżej 4 nowości sierpniowe.




AFTER. Bez siebie nie przetrwamy - Anna Todd

Związek Tessy i Hardina przeszedł wiele prób, lecz po każdej z nich, uczucie między nimi było mocniejsze. Wszystko się zmienia, gdy Hardin odkrywa coraz bardziej mroczną przeszłość swojej rodziny. To dla niego cios nie do zniesienia. W rozpaczy posuwa się do czegoś, czego Tessa nie jest w stanie mu wybaczyć. Dziewczyna zaczyna rozumieć, że mimo iż kocha Hardina ponad wszystko, nie może z nim zostać. Czy tak ma wyglądać koniec ich miłości? Czy Hardin będzie chciał zawalczyć o związek z Tessą, a przede wszystkim - o samego siebie? (Opis z lubimyczytac.pl).

Rany, ileż emocji towarzyszy oczekiwaniu na tę, ostatnią już, część wciągającej serii o Hessie! Pomimo sporych objętości, książki czyta się niewiarygodnie szybko i z wypiekami na twarzy. Może saga jest troszkę przewidywalna, aczkolwiek ogień i skrajności uczuciowe robią swoje. Muszę ją mieć, po prostu muszę, bo to przysłowiowa "wisienka na torcie", lub na półce, jak kto woli ;).

Wydawnictwo Między słowami (Znak literanova), premiera: 17 sierpnia!


*

Zniewoleni - Emma Chase

Dajcie znać, jeśli już słyszałyście tę opowieść: dziewczyna spotyka playboya, zakochują się w sobie, a niesforny dotąd kawaler mocno się dla niej zmienia. To zapewne świetna historia, ale nie nasza. Nasza jest dużo bardziej kolorowa. Poznałem Dee i od razu wiedziałem, że jest wyjątkowa. Ona jednak pomyślała, że jestem przeciętny - jak każdy inny podrywający ją facet. Zajęło mi trochę czasu przekonanie jej, że jest inaczej. Na szczęście okazało się, że seks jest mocnym argumentem. Pewnie już wiecie jak kończy się ta historia. Ale najlepszy nie jest jej finał. Ale to, co do niego doprowadziło. (Opis z lubimyczytac.pl).

Dopiero niedawno uświadomiłam sobie, że jest to już trzecia część cyklu Tangled. Ale ja jak to ja - już niejeden raz przeczytałam coś "od końca" ;). Nie no, żartuję, w tym przypadku najpierw muszę pochłonąć dwie poprzedniczki, ale Zniewoleni kusi... Ojj kusi, bardzo.

Wydawnictwo Filia, premiera: 26 sierpnia!


*

Oddam Ci słońce - Jandy Nelson

Jude.
Czasem nawet najpiękniejszy świat, w którym wschody słońca trwają cały czas, nie może wynagrodzić doznanych krzywd. Pełna energii buntowniczka zabiegająca o uwagę matki. Samotna i skrycie romantyczna. Podjęła wiele złych decyzji, których skutki musi ponieść. Kiedyś brat bliźniak był jej najlepszym przyjacielem...

Noah.
Czasem pragniesz czegoś tak bardzo, że jesteś gotów oddać za to cały świat, nawet słońce. Noah jest nieśmiały i delikatny. Skonfliktowany z ojcem, silnie związany z matką. Zakochany w sztuce. Marzy o tym, żeby zostać artystą. Jednak staje się kimś, kim nigdy nie chciał być. Kiedyś on i Jude, jego siostra bliźniaczka byli nierozłączni... (Opis z lubimyczytac.pl).

Ta książka kusi mnie najbardziej. Jest jak lipcowa chciejka: Kochając pana Danielsa. Takim moim osobistym must have czytelniczym. Po prostu muszę ją mieć.

Wydawnictwo Moondrive (Otwarte), premiera: 12 sierpnia!


*

Gabriela, goździki i cynamon - Jorge Amado

Ciało barwy cynamonu, goździkami pachną włosy...
Portowe miasto Ilheus, stojące u progu postępu, plantacja kakaowca, restauracje, sąsiedzkie plotki, miejscowe zatargi, walka o władzę oraz pachnąca przyprawami Brazylia pierwszej połowy wieku są tłem powieści. Jej głównym wątkiem jest miłość tytułowej Gabrieli, obiektu westchnień wielu mężczyzn, i przystojnego Araba - właściciela restauracji. Miłość zmysłowa, namiętna, czarująca i magiczna. Amado przenosi czytelnika na brazylijskie plaże i na duszne ulice portowego miasta. Opowiada o niepisanych prawach miejscowej ludności, o egzekucjach niewiernych kochanków, o samotności opuszczonych żon. Radość życia, pochwała wolności i miłości, czczenie zmysłów - oto cudowny świat Amado, który pod pozorem lekkiej, zmysłowej i nasyconej erotyką historii, zawiera ważne przesłanie. (Opis z lubimyczytac.pl).

Dawno nie czekałam na TAKĄ książkę. Przesyconej tak bardzo pewnym klimatem. Klimatem ciepła, specyficzności, skrajności. Tak orientalną. Chcę, chcę!

Wydawnictwo Filia, premiera: 26 sierpnia!


*

A Wy? Jakie macie miesięczne zachcianki? Coś wyjątkowo wpadło Wam w oko? :)

7.17.2015

Ulubione ekranizacje: część III

   Na okres wakacyjny przygotowałam dla Was trzy części cyklu "Ulubione ekranizacje", jednak widzę, że temat jest ciekawy, więc pewnie wrócę do niego w roku akademickim ;). Była już moja ukochana klasyka, był uwielbiany przeze mnie Harry Potter, teraz nadeszła pora na pewnego autora, którego książki są przenoszone na ekran z prędkością światła!

Nicholasa Sparksa chyba każdy zna. Albo powinien znać. Jeśli nie z cudownych opowieści o MIŁOŚCI, przepełnionych nierzadko bólem, łzami i emocjonalnym rozdarciem, to z filmów, powstałych na kanwie tychże historii. 

Pan Sparks napisał 18 powieści; nie przeczytałam tylko Dla Ciebie wszystko. Ale mam zamiar, must have, nie ma opcji, że nie. Z tych 18 powieści, aż 11 można oglądać na ekranie! Nie ma co ukrywać, gość pisze prosto z serca i łapie za serce; filmy na podstawie jego książek biją rekordy popularności na całym świecie. Pozwólcie, że przedstawię Wam moje 4 ulubione ekranizacje na podstawie powieści pana Sparksa ;).




Noce w Rodanthe
Pierwszy film na podstawie książki Sparksa, który obejrzałam, więc pewnie dlatego mam jakiś tam sentyment do niego. No i wraz z moją mamą uwielbiamy Richarda Gere'a (ach ta jego rola z Pretty Woman!). Może historia trochę bajkowa; upojny romans w jeden weekend, scenarzyści poszaleli z interpretacją powieści, ale... Urok pozostał.

Pamiętnik
Nie ma chyba człowieka, który tego nie oglądał. Nie ma chyba ludzi, którym nie kręci się w oku łza podczas patrzenia na tę wizualizację najbardziej romantycznej książki Sparksa. Dziewczyny szaleją na punkcie Ryana Goslinga, który naprawdę "wypłynął" tą rolą. A scena w deszczu, która w momencie trafiła jako oficjalna okładka książki... Zachwycam się wciąż i na nowo.

I wciąż ją kocham
Jedyny mankament tej książki i filmu to tłumaczenie tytułu. Jak można Dear John przetłumaczyć na I wciąż ją kocham? Całym sercem wielbię Channinga Tatuma, od momentu ujrzenia go w filmie "Step Up. Taniec zmysłów". Amanda Seyfried jest dla mnie natomiast taką śliczną, lekką, drobną blondyneczką, która podobnie jak on idealnie wcieliła się w swoją rolę. Historia żołnierza, który pisze listy, zmaga się z chorobą ojca, naraża życie porwała serca ludzi. Pan reżyser poszedł na całość dodając swoje zakończenie, które sugeruje nadzieję i dla tej pary, jak i dla Widzów. Brawa! 

Szkoła uczuć
Napisałam ten tytuł, bo tak brzmi tytuł filmu. Tytuł książki to Jesienna miłość. Już nie wspominając, że w oryginale jest to Walk to remember. Totalna porażka jeśli chodzi o właśnie tę kwestię. Ale już sama ekranizacja jest... Zrobiona totalnie dla młodzieży, co dodatkowo przysporzyło fanów tej historii. Uważam, że taka interpretacja wyszła tylko na dobre. Niektórzy powiedzą, że film odstaje od książki. Ale czy to ważne akurat w tym momencie? Mandy Moore i Shane West, którzy jeszcze śpiewają na soundtracku... A właśnie. Soundtrack. Rewelacyjny. Piosenka "Only hope" zrobiła furorę swoją prostotą i subtelnością. Naprawdę polecam.


Filmowe okładki książek <3

*

Z ekranizacji książek Sparksa widziałam jeszcze List w butelce, Ostatnią piosenkę, Szczęściarza, Bezpieczną przystań i Dla Ciebie wszystko (tu popełniłam błąd, bo jestem wyznawczynią zasady: najpierw książka, potem film). Do nadrobienia została mi najnowsza kinówka Najdłuższa podróż. Książka jest według mnie najlepszą (zaraz po Pamiętniku) definicją fenomenu Sparksa. Niedługo zobaczę ten film i podzielę się z Wami moimi spostrzeżeniami.

Dziękuję, że byliście ze mną podczas tego mojego 3 - częściowego cyklu ulubionych ekranizacji ;). Chcę teraz poznać Wasze zdanie; zgadzacie się ze mną? Oglądaliście filmy na podstawie publikacji Sparksa? Widział ktoś Najdłuższą podróż? I jak wrażenia?

Przypominam o rozdaniu! (Szczegóły w kolumnie u góry po prawej stronie :))!

7.15.2015

"Ostatnie pięć dni" Julie Lawson Timmer

   Dziś będzie o książce, która jest jedną z tych pozostających w pamięci na zawsze. O lekturze, która odciska ślad, jak pieczęć, w duszy i w sercu. O publikacji, która porusza, wstrząsa i uświadamia tak wiele rzeczy, które na co dzień zaniedbujemy.

Mówię o książce, którą poleciła mi przyjaciółka; M. wiem, że ma świetny gust i lubi dobre powieści. Nie zawiodłam się.




Żyjemy w ciągłym biegu; pracujemy, wciąż gonimy za pieniądzem, podróżujemy, bawimy się, używamy wszystkiego, hasło "carpie diem!" nie schodzi nam z ust, choć do końca go nie rozumiemy, oddajemy się hedonizmowi, a nie zauważamy jednego: przez palce przecieka nam wiele istotnych rzeczy. 

Mara jest wziętą prawniczką, perfekcjonistką w każdym calu. Ma wspaniałego męża Toma - lekarza, z którym wychowuje adoptowaną dziewczynkę - Lakshmi. Zamożne małżeństwo jest wpatrzone w jedyną córkę; mała ma wszystko czego potrzebuje, a Mara i Tom są niemożliwie szczęśliwi. Do czasu. Do momentu, gdy na kobietę pada wyrok: Huntington. Podstępna choroba, która wyniszcza człowieka i na zewnątrz i w środku. Wyobraź sobie, że tracisz panowanie nad swoim umysłem i swoim ciałem. Nie kontrolujesz odruchów; motorycznych ale i fizjologicznych, o wszystkim zapominasz, przypadkowe rzeczy upuszczasz na podłogę, sam na nią upadasz, nie jesteś w stanie się podnieść. W ciągu kilku lat stajesz się całkowicie zależny od najbliższych. Nie masz nawet gwarancji, że będziesz ich poznawał. Umierasz.

Mara postanawia, że do tego nie dopuści. Nie pozwoli na sytuacje, w których jej mąż, córka, czy rodzice mieliby się nad nią litować. Nie zniesie faktu, że Lakshmi może się jej wstydzić, unikać, czy odwiedzać w ośrodku na chorych z przymusu. Kobieta podejmuje decyzję. Gdy zauważa u siebie niepokojąco postępujące objawy... Postanawia pomóc chorobie i ją zakończyć. Daje sobie pięć dni na pozamykanie wszelkich spraw i pożegnanie się z bliskimi.

Scott jest nauczycielem w gimnazjum i trenerem koszykówki. Wraz z żoną Laurie spodziewają się córeczki. Ale nie tylko biologiczne dziecko "siedzi" w głowie mężczyzny. Od roku tworzy rodzinę zastępczą dla Curtisa - brata swojego dawnego wychowanka, który dzięki talentowi może zagrać w NBA. Matka chłopców przebywa w więzieniu, przez co nie może zajmować się młodszym synkiem. Scott wraz z małżonką postanawiają pomóc i na rok biorą chłopca do siebie. Zostaje jednak pięć dni do wypuszczenia kobiety na wolność, a wtedy Curtis wróci do niej.

Co łączy te dwie historie? I Mara i Scott posiadają konta na forum dla zastępczych rodziców. Mimo, że nigdy się nie widzieli i nie poznali, są dla siebie ogromnym wsparciem; wymieniają wiadomości, dzielą się poradami. 

I Marze, i Scottowi zostaje pięć dni do całkowitych zmian...

Nie wiem jak skomentować tę publikację. Julie Lawson Timmer powaliła swoim debiutem. Do tej pory, a jestem już dobrą chwilę po lekturze, targają mną ogromne emocje. Studiując, bawiąc się, nie myśląc o wielu rzeczach i nie doceniając ich, zdałam sobie sprawę, jak wiele tracę. To niewiarygodne, jak w jednej chwili może całkowicie zmienić się życie; jak rzeczy od nas niezależne mogą zabrać nam to, co jest dla nas najważniejsze. Nie doceniasz zapachu swojej ukochanej osoby, sposobu w jaki się śmieje, jak się zachowuje; nie doceniasz codziennych wschodów i zachodów słońca, śpiewających ptaków; nie doceniasz NICZEGO co masz codziennie.

Dopóki nie zostaje Ci pięć dni, by to wszystko utracić.

Polecam tę książkę z całego serca. Wstrząsa; ale o to chodzi. O wyzwolenie tych emocji, które codziennie gdzieś gubimy po drodze. Wzrusza, ale w moralnie pozytywny sposób. Pokazuje, ile człowiek jest w stanie poświęcić dla swoich najbliższych; gdy traci całkowitą kontrolę nad sobą. Koi ból. Uświadamia to, co najistotniejsze. Miażdży. I powiem więcej: nigdy o niej nie zapomnisz.

Autor: Julie Lawson Timmer
Tytuł: Ostatnie pięć dni
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 432
Kategorie: kobiece, ale i dla każdego!

OCENIAM: 10/10!!!


Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu:

*

Przypominam o rozdaniu! (Górny prawy róg!)

7.13.2015

Ulubione ekranizacje: część II

   Dziś zapraszam na drugą odsłonę z serii moich ulubionych powieści przeniesionych na duży ekran :). Poprzednio prezentowałam Wam moje ukochane klasyki (kto nie widział to zapraszam tutaj!), a dziś przedstawiam...

Coś, co dla mnie jest bardzo ważne.
Coś, na czym się wychowałam.
Coś, co będzie w moim sercu już na zawsze.
Coś, co jest moją czytelniczą "Biblią".
(3... 2... 1... Hejterzy... ;))

Po prostu.

HARRY POTTER



Gdy miałam jakieś trzynaście lat poszłam z rodzicami do ich znajomych na imieniny. Syn tych znajomych miał na półce pierwsze trzy części Harry'ego Pottera. Popatrzyłam się najpierw na tę półkę z politowaniem. Z takim... Powątpiewaniem. I zapytałam, dlaczego czyta COŚ TAKIEGO. Odpowiedział spojrzeniem rzucającym mi wyzwanie. 

- Przeczytaj tylko pierwszy rozdział. Jeśli ci się nie spodoba, wygrałaś. Jeśli polubisz, możemy podyskutować.

Ojj, ruszyło mnie to, nie powiem. W wieku lat trzynastu byłam swojego rodzaju buntowniczką, zwłaszcza, jeśli chodziło o książki. Czytałam najwięcej lektur w całej klasie, byłam ulubienicą pani bibliotekarki, która zawsze odkładała mi publikacje mogące mnie zainteresować. Zajmowałam się robieniem tryliarda zakładek; każda książka miała inną. Na wszelkiego rodzaju fantasy patrzyłam z politowaniem. No bo jak to tak? Jakaś magia, kolorowe jednorożce, potworki itd? Nie, nie, ja jestem grzeczną dziewuszką, czytającą Dzieci z Bullerbyn, czy Kajtkowe przygody. A tu nagle ktoś będzie rzucał mi takie wyzwania? I to czytelnicze? Nie zastanawiając się długo uśmiechnęłam się z wyższością i zasiadłam z pierwszą częścią HP na fotelu...

Obudzili mnie rodzice.

Że jest środek nocy i musimy już iść, że musiałam się chyba bardzo nudzić, skoro przeczytałam książkę. Tak. Przeczytałam CAŁĄ książkę. Do domu pożyczyłam kolejne dwie i również pochłonęłam je w niemożliwie krótkim czasie.

Nie mogłam spać, nie mogłam normalnie myśleć. Dopiero wtedy zaczęłam widzieć wszystkie reklamy dotyczące fenomenu Harry'ego Pottera; to całe zamieszanie jakiego narobił w mediach, w Kościele (taaak, te głupoty, że czarodziejstwo to samo zło!), że autorka była biedna, a tu robi furorę sagą o Chłopcu, Który Przeżył, że już wykupiono prawa do ekranizacji itp. PRZEPADŁAM. pani bibliotekarka na mój widok już wołała "jeszcze nie ma kolejnej części", rodzice kupili mi więc ówczesne książki, które ujrzały światło dzienne, bo chciałam mieć swoją kolekcję w domu. I mam po dziś dzień, oczywiście. 

Ale się rozgadałam. Miało być o ekranizacjach. 

No więc, ad rem. Pierwsza część nie powaliła mnie filmowo. Pominięto wiele wątków, zmieniono inne. Druga podobnie, choć była chyba jedną z tych najgłośniejszych i do dziś jest najczęściej wypuszczana przez telewizję. Trzecia, która książkowo jest moją ukochaną (przez postać Syriusza Blacka!) - to już było to. Kreacja Gary'ego Oldmana, który wcielił się w rolę mojego ulubionego bohatrera rewelacyjnie, porwało moje serce. Boże, jak ja ryczałam nad Zakonem Feniksem, gdzie Syriusz ginie. O matko. Mój pies nawet nazywa się Syriusz ;). Wiem, że w w serii o Szkole Magii i Czarodziejstwa - Hogwarcie - często zmieniali się reżyserowie; każdy dodawał coś od siebie. I dobrze. Akurat w tym wypadku wyobraźnia to niekończący się horyzont ;). Nieznani do tej pory Daniel Radcliffe, Emma Watson, Rupert Grint, Tom Felton stali się gwiazdami. Dorastali na oczach całego świata. Jak teraz wyglądają ich kariery, każdy widzi, nie będę więc się nad tym rozpisywać.

Powiem tylko tyle, że role każdej postaci zostały dopasowane do aktorów perfekcyjnie. Dokładnie tak wyobrażałam sobie prymuskę Hermionę, ciamajdę Rona, czy wrednego Malfoya (którego lubię po dziś dzień, naprawdę). Bezdyskusyjne brawa dla Ralpha Fiennes'a za rolę Lorda Voldemorta, Helen Bonham Carter za postać Bellatrix Lestrange, Alana Rickmana za kreację Severusa Snape'a!

Nie będę wymieniać wszystkich zalet 7 - częściowego cyklu. Ale powiem o najważniejszych. Dobro zawsze zwycięża, przyjaźń jest najważniejsza i dla niej można poświęcić naprawdę wiele, jeśli ktoś cię kocha, nic nie stanie mu na przeszkodzie by cię obronić, uczyć się trzeba całe życie, sprawiedliwość mimo wszystko istnieje, podobnie jak wciąż aktualne zasady moralne, o wielką miłość się walczy, bo ona jest najsilniejszym uczuciem na świecie...

Przygodę z blogowaniem nawet zaczynałam w wieku 15 lat, pisząc fanficka dotyczącego Dramione ;)!

A Wy jak sądzicie? 
Zgadzacie się ze mną, czy może macie inne zdanie? Chętnie poczytam ;).

Przypominam o rozdaniu! (Szczegóły po prawej stronie u góry w kolumnie ;)).

Ulubione ekranizacje: część I

   Zanim zamieszczę tutaj kolejną recenzję (pewnie jakoś pojutrze), chciałam Wam pokazać moje ulubione ekranizacje powieści ;). Łatwo wywnioskować, co uwielbiam; klasyczne romanse, ale i fantasy, publikacje obyczajowe, ale nie zawsze mające szczęśliwe zakończenie. Jeśli książka jest hitem, nie trzeba czekać zbyt długo, by zobaczyć jej ekranizację i wszystkie swoje wyobrażenia na jej temat po prostu zobaczyć. Nie każda wizja panów reżyserów się nam, Czytelnikom podoba, ale są takie perełki, które chwytają za serce. I właśnie takie chcę Wam przedstawić. Post podzieliłam na TRZY części. Dziś proponuję Wam pierwszą ;).

Opinia jest moja, więc tylko i wyłącznie subiektywna!

Co łączy te dwa filmy?!


Zapraszam dalej.

Na pierwszy ogień idą moje ukochane angielskie klasyczności. 

*

*

Jane Eyre. Autobiografia - Charlotte Brontë:
Historia poniewieranej Jane, która po stracie rodziców trafia do wrednej ciotki - ujmie chyba każde, nawet najbardziej zatwardziałe serce. Posada guwernantki i uczucie do Edwarda Rochestera, który ma wiele tajemnic, ale i ogromną dobroć dla dziewczyny - ratują jej życie. Oglądając film, płakałam niezliczoną ilość razy, podobnie jak nad książką. Dokładnie tak wyobrażałam sobie ową historię. Jeden z filmów, do których bardzo często wracam.

Anna Karenina - Lew Tołstoj:
Tego rosyjskiego klasycznego romansu nie muszę przedstawiać. Nieszczęśliwa Anna Karenina i jej destrukcyjne emocje, pragnienie wielkiej miłości i tragiczny koniec. Oglądałam pierwotną ekranizację, ale dopiero ta nowsza, z kreacją Keiry Knightley (którą desperacko uwielbiam!) zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Motyw "włożenia" powieści w ramy teatru dodał filmowi nowoczesności i świeżego powiewu. Idealnie.

Wichrowe Wzgórza - Emily Brontë:
Kolejna siostra Brontëktóra miała rewelacyjną rękę do pisania. Może Emily nie jest tak sławna, jak wcześniej wymieniona Charlotte, ale to właśnie jej powieść bije rekordy popularności na całym świecie. Nie wiem, czy ktokolwiek nie słyszał o książce, czy chociażby właśnie filmie. Widziałam najnowszą wersję z 2011 roku, zrobioną specjalnie pod nastolatków, by i oni mogli chociaż w taki sposób zapoznać się z tym klasykiem, ale jak dla mnie, film z 1992 roku bije na głowę wszystkie inne wersje. Rewelacyjne kreacje Ralpha Fiennes'a i Juliette Binoche kradną głowę i serce!

Duma i uprzedzenie - Jane Austen:
I na koniec klasyków oczywiście moja NAJUKOCHAŃSZA, NAJULUBIEŃSZA książka ever. Jane Austen wielbię całym sercem; za styl, za klimat, za fotograficzną dokładność. Za to, że mogę poczuć się jak bohaterki jej powieści. Miewała słabsze momenty (jak Emma), jednak Duma i uprzedzenie... To jej totalne mistrzostwo. Książkę czytałam kilka razy (fragmenty nawet znam na pamięć ;)), ale film mogę oglądać i oglądać bez końca. Ponownie moja Keira, która gra tak, że podziw bierze + Matthew Mcfadyen, który zawsze już będzie dla mnie Panem Darcym (choć grał i w "Annie Kareninie" i np. w "Trzech Muszkieterach"). To, ile emocji wylewa się z tego filmu wciąż mnie zadziwia. 

*

Klasyczne romanse są "na topie" zawsze. Ich moda nigdy nie przeminie. Nie wiem, może uwielbiam je tak bardzo, bo zakochałam się całkowicie w klimatach XVIII, XIX wieku; gdzie wszem i wobec panowały pewne zasady, reguły postępowania, moralność była wartością najwyższą, o prawdziwe uczucie trzeba było WALCZYĆ, nierzadko było to okupione cierpieniem, bólem i łzami, ale zawsze się opłacało. MIŁOŚĆ i oddanie były tego warte. Dziś już tego nie ma.  No dobra, może przesadzam; nawet patrząc na moich rodziców, którzy obchodzili w tym roku 25 - lecie małżeństwa widzę, że wielka miłość istnieje ;). Ale cała otoczka zasad, hucznych balów; to chyba to, czego najbardziej żałuję, żyjąc w swoich czasach.

Bardzo więc z radością przyjmuję fakt, że ktoś pokusił się o przeniesienie tych cudownych historii z kart powieści na ekran. Wizualizacja, która pokrywa się z wyobrażeniami Czytelnika - to chyba to co my, mole książkowe lubimy najbardziej. Co o tym myślicie?

A Wy jakie macie ulubione ekranizacje? Jestem bardzo ciekawa.

Już niedługo, w II części więcej o Potterze ;).

I przypominam o ROZDANIU! Szczegóły w kolumnie u góry po prawej stronie!!!

7.10.2015

"List" Richard Paul EVANS ii... Pierwsze ROZDANIE!

     Prezentowaną dziś książkę otrzymałam od Wydawnictwa już spory czas temu. Wstyd się przyznać, ale leżała na półce bardzo długo; nie wiem czemu. Chyba nie sięgałam po nią z tego powodu, iż to trzecia część serii Christmas Box Trilogy. Moją przygodę z panem Evansem rozpoczęłam też w podobny sposób - od ostatniej części Dzienników pisanych w drodze. Powzięłam w sobie postanowienie, że nie zacznę nowego cyklu w odwrotnej kolejności, jednak...

Tak, znów to uczyniłam...

I stwierdzam, z całą pewnością, że Richard Paul Evans to mistrz w swojej dziedzinie. Nie ma znaczenia, od której części jego serii zaczniesz czytać. Naprawdę.




Lata '30 XX wieku. David i MaryAnne Parkin żyją sobie w swojej okazałej rezydencji; mężczyzna prowadzi swoją firmę produkującą maszyny. Na pierwszy rzut oka jest to zwykła historia zwyczajnych ludzi. Nic bardziej mylnego. Posągowa postać aniołka na grobie trzyletniej dziewczynki przypomina im nieustannie o rozdzierającym bólu, który pomimo upływu lat - nie ustał. Dwadzieścia lat wcześniej, w wyniku pożaru, który z kolei był skutkiem brutalnego napadu, zmarła córeczka Parkinów - Andrea. Od tamtej pory oboje noszą żałobę, jednak David otacza się w niej emocjonalnymi murami, całkowicie odgradzając od siebie kochającą żonę. MaryAnne, nie mogąc znieść ciężaru bólu, tęsknoty, utraty, uczuciowej ściany ze strony męża - pozostawia mu wyjaśniający tytułowy LIST i... Odchodzi.

Targany rozpaczą David postanawia przemyśleć wiele życiowych spraw, dużo rzeczy ponaprawiać, rozwiązać problemy przeszłości, sprawić, by być godnym powrotu żony.
"Może kochać kogoś prawdziwie nie znaczy pragnąć tej osoby dla siebie, ale pragnąć dla niej szczęścia? Jeśli tak jest, to nie mogę chcieć, by Mary do mnie wróciła, nie mogę chcieć, by ukoiła ból mojego serca kosztem swojego. Jeśli kocham ją prawdziwie".
Na drodze bohatera pojawia się kilka ważnych w powieści osób; przede wszystkim postać jego matki, która zostawiła go w dzieciństwie dla kariery aktorskiej, na jaw wychodzi sekret bliskiego przyjaciela - Lawrence'a, młoda kokietka Dierdre lokuje w nim swoje uczucia... 
"Każdy ma jakąś zadrę pod skórą. Każdy. Podobną do odłamka szkła. Jak patrzysz, to nic nie widać, ale odłamek siedzi i w końcu zaczyna ropieć, boli tak, że najchętniej byś go nożem usunął".
Nawet nie wiem, kiedy pochłonęłam tę książkę. Chyba zajęło mi to dosłownie parę godzin. Lekkość i prostota stylu Evansa są porażające; przewraca się kartkę za kartką łapczywie żądając więcej, pragnąc wyjaśnienia danego wątku. Nie mogę nie porównać ponownie Evansa do Sparksa; obaj panowie piszą prosto z serca, by dokładnie w to Czytelnicze miejsce trafić. Prosto w serce. Chwycić je, zgnieść, ścisnąć do granic możliwości i wydobyć to, co najcenniejsze. Morał. Przesłanie. Rady na przyszłość. Kolejna książka tego autora, która nieodmiennie pokazuje, jak ważna jest prawdziwa MIŁOŚĆ; jaką daje ona moc do działania, do robienia rzeczy pozornie niewykonalnych, pomaga przezwyciężyć największe tragedie i trudności. 
"Prawdziwa miłość podobna jest do drzewa albo do rośliny, albo czegoś takiego. (...) Rozwija się, jeśli o nią dbasz".
Ogromnie polecam. Łezka kręci się w oku, zwłaszcza, że akcja dzieje się w okresie świąt Bożego Narodzenia.

Autor: Richard Paul EVANS
Tytuł: List
Seria/Cykl: Christmas Box Trilogy
Wydawnictwo: Znak literanova
Ilość stron: 320
Rok wydania: 2014

OCENIAM: 9/10!

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu:


*

A TERAZ NAJWAŻNIEJSZA CZĘŚĆ:

Z okazji ponad 100 obserwatorów WirtualnejKsiążki i prawie 300 na fanpage'u, chciałam komuś z Was po prostu podarować wyżej recenzowaną książkę. Dobrymi rzeczami trzeba się dzielić; chcę, by ktoś z Was publikację tę przeczytał, wzruszył się podobnie jak ja i miał choć małą cząstkę tego bloga u siebie na półce ;).

Co wystarczy zrobić?

Z racji tego, iż jest to moje pierwsze rozdanie (czy coś w tym stylu ;)) zasady są bardzo proste. Należy po prostu:

1. Być publicznym obserwatorem bloga (podać swoją nazwę - imię bądź nick),
2. Kliknąć "lubię to" na fanpage'u (tutaj lub w zakładce po prawej stronie, podać imię lub nick, bym mogła zweryfikować owe dane :)),
3. Napisać w jednym zdaniu, pod tym postem, dlaczego to właśnie do Ciebie powinnam wysłać tę książkę,
4. Podać swojego maila.

Prawda, że banalne?

Rozdanie trwa do końca lipca. Będzie mi przyjemnie, jeśli dodatkowo umieścisz na swojej stronie/ blogu banner konkursowy, jednak nie jest to jakiś konieczny wymóg. Do dnia 2 sierpnia wybiorę zwycięzcę i skontaktuję się z nim mailowo, w celu ustalenia adresu do wysyłki. Pod spodem, jako formalność zamieszczam regulamin zabawy.

1. Organizatorem konkursu/ rozdania jestem ja, Gemma, właścicielka bloga www.wirtualnaksiazka.blogspot.com,
2. Nagroda pochodzi z mojej prywatnej biblioteczki; jest w idealnym stanie,
3. Nagrodę wysyłam na własny koszt, tylko na terenie Polski; czekam 3 dni na podanie adresu do wysyłki, w przeciwnym razie nagroda przechodzi dla osoby następnej.
4. W konkursie/ rozdaniu mogą wziąć udział wszyscy, którzy spełnią 4 podane wyżej warunki,
5. Wyniki podam oficjalnie na blogu 3 sierpnia; ze zwycięzcą skontaktuję się drogą mailową.



Zapraszam do udziału i czekam na Was! :)

7.09.2015

"Piękny nieznajomy" Christina Lauren

   Cieszę się, że w wakacje mogę nadrobić książkowe zaległości; tyle publikacji czeka na przeczytanie, a... Kiedy jak nie teraz? Słońce, koc, kawa... Relaks w czystej postaci. A jeśli jeszcze książkę się dosłownie pochłania...

Tak jak w tym przypadku.

A o czym mówię? Oczywiście, o Pięknym nieznajomym, kontynuacji Pięknego drania.




Literatura erotyczna nigdy nie była moim ulubionym gatunkiem literatury. Po przeczytaniu sławetnej trylogii 50 twarzy Grey'a - mój negatywny stosunek do tego typu powieści zyskał na sile. Dopiero Piękny drań przywrócił mi wiarę w lekkie, erotyczne, ale nieprześmiewcze, w dosłownie na jedno popołudnie czytadło. 
"Kobiety nie zawsze chcą być traktowane jak delikatne, rzadkie, lub drogocenne istoty. Chcemy być pożądane".
Na wejściu powiem, że ogromnym atutem książki jest fakt, że z poprzednią historią, opisaną w Pięknym draniu łączą ją postacie bohaterów: Chloe i Benneta.  Specjalnie nie napisałam "głównych bohaterów", bo ci są już zupełnie inni. Sara Dillon postanawia totalnie zmienić swoje życie. Rzucając w diabły niewiernego partnera, który tylko ją ograniczał wyrusza do Nowego Jorku po... Nowe życie. Nowe wyzwania. Nową pracę. Nową siebie. A, że jej najlepszą przyjaciółką jest Chloe... 

Max Stella jest przedsiębiorczym przystojniakiem, bawidamkiem, ulubieńcem tabloidów, obrzydliwie bogatym kolegą z czasów studenckich Benneta. Gdy pewnego razu poznaje w klubie Sarę, nie wie, że to początek przysłowiowej "jazdy bez trzymanki".
"Max był moją przekąską na pocieszenie, czymś, czemu można się co jakiś czas oddać bez poczucia winy, wiedząc, że to pomaga, nawet jeśli w ogólnym rozrachunku nie wychodzi na dobre".
Ta dwójka w ogóle od siebie niczego nie oczekuje. Oboje za cel stawiają sobie po prostu świetny seks, przygodę, rozrywkę; pikanterii całej historii dodaje fakt, że uwielbiają to robić w miejscach publicznych. Żadne standardy, typu łóżko, dom, kolacje ze śniadaniem. Biblioteka miejska, sala bankietowa, klub czy dach apartamentowca to ich ulubione miejscówki. Rozstania i powroty do rzeczywistości bez żalu, smutku, rozczarowań. Nieznajomy z klubu prędko przestaje być nieznajomym, ale Sara nie chce się wiązać, nie po tym co przeszła. Max z kolei nie jest typem mężczyzny, który marzy o wspólnej przyszłości z jedną kobietą. Chociaż przy Sarze jego zasady się chwieją.

Ponownie od autorek dostajemy podwójną narrację, prowadzoną z perspektywy zarówno Maxa jak i Sary. Po raz kolejny znajdujemy tu cięty język, choć nie tak zabawny jak w Pięknym draniu. Zawiodło mnie to, nie powiem, po przy czytaniu poprzedniczki momentami zaśmiewałam się do łez z potyczek słownych (zresztą nie tylko) Benneta i Chloe. Ilość scen seksualnych (albo powinnam napisać po prostu scen seksu?) zatrważa. Niemożliwie ogromne pożądanie pomiędzy dwójką głównych bohaterów, ich wzajemne przyciąganie, łatwość w okazywaniu swoich pragnień, bezpruderyjność, odwaga, fascynacja sprawiają, że dosłownie nie można się oderwać nawet na chwilę od tej książki. Myślę, że książka wyzwala w Czytelnikach (choć zakładam, że głównie są to Czytelniczki ;)) ukryte w pewien sposób pragnienia czy wyobrażenia. O to zapewne autorkom chodziło; brawa dla ich inwencji.

Ale żeby nie było, że książka jest pusta i płytka, że chodzi tylko o pewne instynkty. Pojawia się wiele innych rzeczy, jak konflikty w pracy, komplikacje utrudniające tę relację, czy myśli, że może jednak nie chodzi w tym wszystkim tylko o seks?
"Co dziwne, przy tym (...) mężczyźnie czułam się bezpieczna, jakbym mogła go poprosić o wszystko. Tak, jakby widział we mnie coś, co umknęło pozostałym".
Mimo mocno erotycznej otoczki, publikacja (jak dla mnie) posiada głębsze dno. Życie płata nam figle, ale zawsze można w tym odnaleźć sens i swojego rodzaju przeznaczenie ;). Czytało się dobrze, szybko, ale tak jak wspomniałam, brakowało mi ostrego jak brzytwa humoru z poprzedniej części.


Kawa i balkon to idealne połączenie!



Moja recenzja!


Autorki: Christina Hobbs& Lauren Billings
Tytuł: Piękny nieznajomy
Cykl/Seria: Beautiful Bastard (tom 2)
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Ilość stron: 368
Kategorie: kobiece, erotyczne

OCENIAM: 7/10!

Za książkę dziękuję serdecznie Wydawnictwu:

7.07.2015

"After. Już nie wiem, kim bez Ciebie jestem" Anna Todd


   Tak jak obiecywałam od kilku dni, dziś prezentuję recenzję drugiej części internetowego hitu, jakim jest seria AFTER. Internetowego, bo autorka czterotomową opowieść tetralogię o trudnym uczuciu pomiędzy kompletnie różniącą się parą ludzi najpierw opisywała na Wattpadzie. Gdy tam ponad miliard ludzi zaczęło ją niesamowicie dopingować i ŻYĆ historią Tessy i Hardina - wydała swój debiut w formie książkowej.

Ale do rzeczy.


"Nie myśl o innych. Kogo obchodzi to, co myślą inni? Raz w życiu zastanów się nad tym, czego sama pragniesz. Co cię uszczęśliwia?"
Życie Tessy można podzielić na dwie części; etap przed poznaniem Hardina i po. 
W drugiej części serii AFTER na jaw wychodzą szczegóły obrzydliwej zdrady, jakiej dopuścił się chłopak. Tessa jest załamana; nie może się pogodzić z faktem bycia tak okrutnie wykorzystaną, wyśmianą i poniżoną. Okazuje się, że pod maską przyjaciół ukrywali się ludzie, którym zależało tylko na dobrej zabawie jej kosztem, na szali zostaje postawiona relacja z chorobliwie apodyktyczną matką, a serce... No cóż. Rozbija się na milion drobnych kawałków. Ale jak to w życiu bywa, gdy w grę wchodzą autentyczne emocje; tak silne, od których aż płonie skóra... 
"Jesteśmy dla siebie odpowiedni właśnie dlatego, że się popychamy. Pomimo wszystkich kłótni i napięcia jest między nami również namiętność. Tyle namiętności, że niemal w niej tonę i z trudnością wracam na powierzchnię. A on jest jedynym światłem, jedynym, który może mnie uratować - niezależnie od tego, czy to on wiedzie mnie ku potępieniu".
Z niecierpliwością czekałam na drugi tom serii. Po zakończeniu pierwszej części (swoją drogą, jak można TAK zakończyć książkę?! W TAKIM momencie?!)  naprawdę byłam ciekawa dalszych losów głównych bohaterów. Ich postacie, tak szczegółowo wykreowane przez autorkę, niemożliwie wryły mi się w głowę, przez co aż zacierałam ręce z uciechy w oczekiwaniu na książkę od Wydawnictwa. No i dostałam. Prawie ośmiuset stronicowy... Rollercoaster rozstań i powrotów Hessy (jak fani nazywają związek obojga).

Narracja podobała mi się niesamowicie - wciąż pierwszoosobowa, ale pani Todd poszła krok dalej. Do wyznań Tessy dołączył Hardin, przez co dokładnie Czytelnik może poznać odczucia każdego z nich, wejść im jeszcze bardziej w głowy, dostrzec szczegółowe motywy ich postępowania, spróbować zrozumieć ich działania... Bądź nie. To aż niewiarygodne, jak bardzo uległ zmianie mój stosunek do Tessy. Po pierwszym tomie naprawdę zapałałam do niej sympatią, było mi jej ogromnie żal, po tym, co przeszła z winy Hardina, ale... To co wyprawia w AFTER. Już nie wiem, kim bez Ciebie jestem, przechodzi ludzkie pojęcie. On tak bardzo się stara, pragnie ponaprawiać wyrządzone szkody, znów zdobyć jej serce, a ona nie dość, że nawet momentami nie daje mu się wytłumaczyć, to dodatkowo beznadziejnie wykorzystuje uczucia innych osób, w tym Zeda, który jest w niej bez pamięci zakochany. Natomiast narracja prowadzona ze strony Hardina ujęła mnie w pewien sposób. To jego charakterystyczne słownictwo, nierzadko pełne przekleństw, cięty humor, proste rozumowanie, męskie działanie; nieustanna walka, pojawiający się w tym wytatuowanym od stóp do głów chłopaku wyraz UCZUĆ; łzy, rozdzierający ból, bezsilność... Chciałam go więcej. WIĘCEJ HARDINA!

Hessa poziom 2 była dużo słabsza od poziomu pierwszego. Ale tak to bywa; pierwsze części danego cyklu, czy to książek, czy filmów z reguły bywają najlepsze. Tak było i tym razem. Po zachwytach nad AFTER. Płomień pod moją skórą przyszedł czas na lekkie ostudzenie moich ochów i achów. Publikacja dobra, nie powiem, rozumiem w pełni jej fenomen; sceny erotyczne, trud walki o uczucie i drugą osobę, sam fakt, że sam zamysł powieści jest inspirowany zespołem One Direction (taak, autorka nawet dziękuje chłopakom z 1D na końcu książki) mogą przysporzyć jej tylko fanów. I ja wciąż jestem fanką, choć odrobinę się zawiodłam.

Autor: Anna Todd
Tytuł: Już nie wiem, kim bez Ciebie jestem
Seria/Cykl: AFTER
Wydawnictwo: Między Słowami (Znak literanova)
Ilość stron: 768
Kategorie: młodzieżowe, erotyczne

OCENIAM: 7/10!


Bo w moim ogrodzie czyta się najlepiej!







Za książkę dziękuję:



Ja czym prędzej zabieram się za trzecią część, bo premiera ostatniej, finałowej - 17 sierpnia!

A jak Wam mija drugi tydzień wakacji? Mnie niesamowicie gorąco i... Szybko :(

7.05.2015

"Zimowa rozłąka kurczaka i myszki" Katarzyna Boroń

Jak wiecie, uwielbiam dostawać literaturę dziecięcą od Wydawnictw. Jako, że w przyszłości chcę z dzieciakami pracować, poniekąd "zbieram sobie materiał" na ową okoliczność ;). Trzy książki pana Kasdepke uważam bardzo mi kiedyś pomogą; tym razem jednak mam coś innego i od kogoś innego.




Ta malutka, chudziutka książeczka zawiera tylko jedno opowiadanko - bajkę dla najmłodszych. Mały kurczaczek i mała myszka są najlepszymi przyjaciółmi. Razem spędzają czas; bawią się, zbierają ziarenka, skubią trawę. Idylla się kończy gdy nastaje zima. Drzwiczki i do domu myszki i do domku - kurnika kurczaczka zamarzają. 

Co teraz?

Jak to w bajkach bywa, bohaterowie znajdują sposób, by dobre wartości, jak w tym przypadku - PRZYJAŹŃ - przetrwały. Uwielbiam bajki za ich uniwersalizm. W dzisiejszych czasach, gdy tyle ważnych moralnie spraw zanika, istotne jest, by mimo wszystko wpajać je dzieciom. Od kogo mają się uczyć, jeśli nie od nas, dorosłych? Powiedzieć ktoś może, że dzieci nie trzeba wychowywać, że przecież w dobie dzisiejszego świata same się wychowują; mają od tego wszelkiego rodzaju media, znajomych itp.Ale czy to prawda? Według mnie to największa bzdura na świecie. Najmłodszych kształtujemy MY - bo MY jesteśmy dla nich wzorem. Dlatego głupie gadanie niektórych rodziców, że "nie będę go ostro wychowywał, bo się do mnie zrazi" polecam włożyć między bajki :).

Ach nie. Nie między bajki. Przecież to w BAJKACH JEST SENS ukrytych przesłań, etyki, moralności, tego co dobre, a co złe, przeświadczenia, że dobro zawsze zwycięża, a zło przegrywa. Tego się trzymajmy.

Książeczka pani Boroń zawiera wszystko to, co ważne, naprawdę żałuję, że nie ma objętościowo więcej. Ale posiada piękne ilustracje. Idealny prezent dla najmłodszych ;).

Autor: Katarzyna Boroń
Tytuł: Zimowa rozłąka kurczaka i myszki
Ilość stron: 27
Wydawnictwo: Novae Res
Kategoria: dla dzieci, dla każdego

OCENIAM: 6/10!




*

Za książeczkę dziękuję:


7.03.2015

"Między snem a jawą" Stefania Jagielnicka - Kamieniecka

   Tak jak obiecałam, mam dziś dla Was recenzję książki autorki, z którą już wcześniej miałam okazję się zapoznać. Moje poprzednie recenzje publikacji pani Jagielnickiej - Kamienieckiej możecie odnaleźć tutaj



To już moje trzecie spotkanie z panią Stefanią i jej powieścią. Dwóch poprzednich książek niestety nie mogę zaliczyć do grona moich ulubionych lektur, choć rozumiałam ich główne bohaterki i motywy ich postępowania. Miałam kilka sporych obaw zabierając się za prezentowaną dziś publikację, ale... Zupełnie niepotrzebnie. Autorka pozytywnie mnie zaskoczyła.

Bohaterką a zarazem narratorką Między snem a jawą jest Ewa Bogucka. Jak to bywa w powieściach pani Jagielnickiej - Kamienieckiej: kobieta wykreowana od początku do końca; w tym wypadku silna, mająca swoje zdanie, czasem zbyt uległa i wykorzystywana, żyjąca w ciągłym przeświadczeniu o swoich książęcych, "wyższych" korzeniach. Prawda jednak była o wiele bardziej prozaiczna; Ewy ojciec był szewcem, i mimo, że bardzo się starał wychowywać swoje dzieci według prawdziwych zasad moralności, mówić wśród "inteligencji" tzw. wyższym stylem, to i tak pozostawał tylko i wyłącznie członkiem najuboższej warstwy społecznej, zwykłym rzemieślnikiem. Ewa nie ma szczęścia; od samego początku pozbawiona została dobrego pochodzenia, później nawiązując kolejne romanse boleśnie się rozczarowuje na każdym kroku. W końcu, gdy wychodzi za mąż, wybranek jej okazuje się takim, co to lubi zdradzić, a wszelkie dyskusje zakończyć pięściami. Jakby tego było mało, Ewa zachodzi w ciążę, co powoduje kolejne moralne konflikty, a gdy dostaje pracę w branży dziennikarskiej - wcale nie jest lepiej.

Autorka wprowadza nas w świat ciężkich czasów PRLu. O tym, jak wtedy było, wiem tylko z opowiadań babci i rodziców, oraz wiedzę czerpię właśnie z takich książek jak Między snem a jawą. Główna bohaterka musi borykać się z wszechobecną kontrolą, cenzurą, podsłuchami, a każda jej odmowa współpracy z "esbekami" kończy się dla niej pobytem w więzieniu. Obdarta z godności dziennikarskiej, w tęsknocie za dzieckiem, poczuciem bycia kochaną i docenianą poddaje się swoim marzeniom...

Publikacja zaskoczyła mnie konkretnym, bo od samego początku do końca wykreowaniem postaci Ewy. Cała historia jest dobrze skonstruowana; poszczególne wątki są wyjaśniane, opis dzieciństwa i ojca szewca podkreślony, wszystko to czyta się naprawdę przyjemnie i łatwo. Jedyny mały minus za liczne perypetie miłosne bohaterki, bo gubiłam się w imionach jej partnerów, ale dałam radę ;). 

No i zakończenie...!

Rozwaliło mnie totalnie. Kompletnie nie tego się spodziewałam, ale dopiero na samym końcu właśnie Czytelnik pojmuje sens tytułu powieści. Jeżeli ktoś dopiero chce zacząć przygodę z twórczością pani Stefanii Jagielnickiej - Kamienieckiej to polecam na początek wybrać dokładnie tę książkę, gdyż jest naprawdę jedną z jej najlepszych. Może nie należy ona do grona tych moich ulubionych, jednak ta publikacja z całą pewnością zasługuje na zainteresowanie. 

Autor: Stefania Jagielnicka - Kamieniecka
Tytuł: Między snem a jawą
Wydawnictwo: Psychoskok
Ilość stron: 272
Rok wydania: 2015
Kategorie: kobiece, psychologiczne

OCENIAM: 6/10!


Za książkę dziękuję:

7.01.2015

"Kandydat na prezydenta" Janusz Płoński

     W związku z tym, że dzielnie walczyłam z sesją i egzaminami, po powrocie do domu zastałam kilka książkowych "zaległości". Od razu się zabrałam za pierwszą publikację i... Muszę przyznać już na wstępie, z bólem serca, że ta lektura jakoś w ogóle mnie nie porwała.

O czym mowa?


   Kompletnie nie interesuję się polityką; nie lubię oglądać twarzy naszych przywódców w telewizji czy na billboardach, słuchać ich kolejnych kłamstw na temat tego, jak wspaniale mogą zrobić z naszego kraju mocarstwo i potęgę wszechświata. Nie wiem kto jest kim; ograniczam się do kompletnego minimum, tzn. wiem, kto jest prezydentem, kto premierem, kto z kim walczy i mniej więcej dlaczego. Może to i wstyd, jednak nikt nie zmusi mnie do czynnego zainteresowania tym faktem. Przepraszam, mam inne hobby.

W związku z powyższym, gdy tylko zobaczyłam okładkę książki do recenzji... Nie byłam zbytnio zachwycona. Wiadomo; wygląd typowo wyborczej broszury, reprezentatywne zdjęcie autora (jak się później okazuje równocześnie narratora) nie sprawiły, bym już na wstępie oszalała na punkcie owej lektury. 
"Prezydent powinien (...) wiedzieć. Powinien starać się, by obywatel nie czuł się wystawiony przez państwo do wiatru".
Bohater książki, sam autor, chce koniecznie zostać prezydentem naszego kraju. Uważa, że niezawodnie się do tego nadaje, bo jest jednym z nas, jest członkiem społeczeństwa, który rozumie to społeczeństwo wprost niewiarygodnie. Jak sam mówi:
"Przedstawiam sam siebie jako człowieka pełnego widocznych i odrażających wad, z nielicznymi i trudnymi do odnalezienia zaletami. Mądrego, ale z umiarem i bez aroganckiej ostentacji. Ale przede wszystkim głupiego, jak większość moich potencjalnych wyborców".
Autor - narrator opowiada w broszurze o sobie, swoich faktach z życia, przygodach, które przeżył, o ludziach, z którymi przebywał i dla których pracował. Książka składa się z 92 krótkich rozdziałów, posegregowanych tytułowo - alfabetycznie. Przeplatają się w nich historie znajomości pana Płońskiego ze Stanisławem Lemem, Sławomirem Mrożkiem, Agnieszką Holland, Romanem Polańskim czy Hubertem Urbańskim! Jako pisarz i scenarzysta dużo pracował; tworzył kryminały ze swoim przyjacielem Rybińskim, oraz współtworzył kultowy serial "Alternatywy 4". Piszę "kultowy", gdyż tak wyraził się o nim mój tata, ja już nie jestem z tego pokolenia ;). Pan Janusz Płoński to naprawdę bardzo interesująca postać; uwielbiam wszelkie odmiany ironii, sarkazmu, a tutaj tego nie brakuje. Bardzo lekko i sprawnie ciągnie swoją opowieść, w której jednak trochę się gubiłam. Chaos panujący między rozdziałami i nieustanne przeskoki wydarzeń były dla mnie ciężką drogą.  Czytanie o czasem obrzydliwych rzeczach, które się wyprawiało w dawnych czasach (kawiarnia, w której na oczach publiczności pary dokonywały aktu seksualnego) - byłam bardzo na nie. Mimo, że lekturę czyta się szybko, bo autor ma talent do zaciekawiania Czytelnika - nie jest to typ książek, do których chcę (czy będę) wracać. 

Narrator wpuszcza nas w naprawdę intymne sfery swojego życia; jednych to zaciekawi bardzo, innych wręcz odepchnie. Nie wiem, może nie dojrzałam do tego typu książek - okraszonych polityką, takich "dla dorosłych". Może jej nie rozumiem, bo jestem zbyt młoda; czasami nie wiedziałam o czym mowa. Może za jakiś czas sięgnę po nią ponownie i stwierdzę, że powypisywałam na jej temat głupoty. Póki co, nie należy do moich ulubionych i z ulgą ją odstawiam na półkę.

Autor: Janusz Płoński
Tytuł: Kandydat na prezydenta
Wydawnictwo: Psychoskok
Ilość stron: 300
Rok wydania: 2015
Kategorie: literatura faktu, polityka

OCENIAM: 4/10


Za książkę dziękuję:



*

Jak Wam się podobają ciągłe zmiany na blogu? Mam nadzieję, że na lepsze? Dziś zdjęcie książki jest na środku; pozostawić tak, czy wracamy do wstawiania zdjęć po lewej stronie recenzji? Jak Wam mijają wakacje? Wszędzie czytam o podsumowaniach czerwca; ja jednak na razie podsumowania wszelkiego rodzaju odpuszczam. Może do nich wrócę, a może nie. Zobaczymy.

Piszcie co u Was słychać! :)