9.28.2015

"Roma i Amor. Historia prawdziwa" Jerzy Zieliński

     Gdy otrzymałam tę książkę od Wydawnictwa, kompletnie nie wiedziałam czego się spodziewać po owej lekturze. Czy to kwestia tytułu, okładki, może opisu... Nie umiem tego wyjaśnić. Jednak teraz, gdy już publikacja za mną, mogę całkiem śmiało napisać o niej kilka pozytywnych słów ;).




Główną bohaterką powieści jest Roma - czterdziestoletnia kobieta, której historię poznajemy praktycznie od podszewki. W wieku trzydziestu trzech lat wychodzi ona za ćwierć wieku starszego, niewidomego Igora, który staje się przyczyną jej cierpień, bólu i rozczarowań. Wciąż poniżana, bita (tak, tak, bita!), pozbawiona wszelkich praw, staje się emocjonalno - fizycznym wrakiem. Doprowadzona do ostateczności, w końcu wyrywa się ze złotej klatki, co zaczyna stanowić pozory jej przyszłościowego szczęścia. Wyzwolona, z pozostawionym jej sporym bogactwem, firmą, pragnieniem ponownego ułożenia sobie życia, Roma wyjeżdża z przyjaciółmi i... Poznaje Piotra.

"Dopiero po chwili Piotr, przełknąwszy kęs smacznego kotleta, skomentował ich uwagi: - Kochani, wszyscy tu jesteśmy dorośli i wiemy, że czasem zdarza się ludziom wejść w bliższe relacje, czuć do siebie szczególną sympatię i rozumieć się wzajemnie. To właśnie dotyczy nas. Prawda Romuś? - spytał i chciał ująć ją za rękę, ale nie natrafiwszy na nią, bo akurat zamaszyście kroiła kotleta, tylko pogłaskał ją po ramieniu".

Piotr cierpi na chorobę, przez którą staje się niewidomy. Roma, odrzucając w zapomnienie poprzednie bolesne doświadczenia z ociemniałym mężczyzną, daje sobie i Piotrowi szansę, całkowicie tracąc  czujność. Daje się wplątać (na własne życzenie, zaślepiona pragnieniem posiadania dziecka) w dziwny układ, po którym okazuje się, że jej wybranek nie jest tym, za kogo go uważała. Oszukana, niemożliwie zraniona i rozdarta, podejmuje nowe, trudne decyzje.

Roma i Amor to lekko czytająca się powieść obyczajowa, która ukazuje, jak ciężkie i rozdzierające bywają życiowe decyzje. Opowiada o błędach, nauczkach i wyciąganych lekcjach na przyszłość. Uczy, że każdy może boleśnie się pomylić, ale pomimo tego, nigdy nie powinien się poddawać i przestawać wierzyć w szczęście. W szczęście, na które zawsze jest czas. 

Autor: Jerzy Zieliński
Tytuł: Roma i Amor. Historia prawdziwa
Wydawnictwo: Psychoskok
Ilość stron: 180

OCENIAM: 4/6!

Za książkę dziękuję:


*

Przypominam o rocznicowym poście i losowaniu! :)


9.26.2015

"Tajemnica rodu Sogliano" Sveva Casati Modignani

Obiecałam Wam recenzję książki innej niż wszystkie, które do tej pory czytałam, więc... Serdecznie zapraszam do zapoznania się z lekturą autorstwa... Małżeństwa :). Mąż już niestety nie żyje, ale żona wciąż wydaje książki pod podanym pseudonimem. A o czym mowa?

Dokładnie o tej publikacji:



Każda rodzina ma swoje tajemnice. Sekrety, o których wiedzą tylko cztery ściany domu; motywy, by ową wiedzę zatrzymywać tylko dla siebie, świadomość, by problemowe "brudy" prać w gronie najbliższych, czasem i desperacką motywację do zrobienia wszystkiego, byleby tylko "to" nie ujrzało światła dziennego. Tak jest i w książce, którą miałam okazję przeczytać i biegnę Wam donieść, jak jest ona wspaniała i przepełniona ciepłem.

Rodzina Sogliano to włoscy poławiacze koralu; z dziada pradziada, od wieków, z pokolenia na pokolenie. Ich upór, determinacja, honor, ale i serce oddane temu rzemiosłu sprawiają, że ród jest szanowany i doceniany, a bogactwo, zdobyte ciężką pracą - zasłużone. Okazały dom głównej bohaterki - Orsoli - i jej męża Edoarda kryje się w cieniu Wezuwiusza; i jak się przekonujemy już od pierwszych stron powieści... Również skrywa swoje tajemnice. 

Śmierć Edoarda jest nożem przeszywającym serce Orsoli. Pięćdziesięcioletnia kobieta nie może się pozbierać po stracie ukochanego mężczyzny, który był ideałem. Był, bo pewna przypadkowo odkryta tajemnica sprawia, że jednak ideały nie istnieją. Orsola musi się zmierzyć nie tylko z bólem, ale i nową wiedzą, która nie ułatwia jej życia codziennego. Świadomość, że staje się odpowiedzialna nie tylko za pięcioro swoich dzieci, ale i nieślubnego syna Edoarda, fakt, że od tego momentu sukces i przyszłość rodzinnej firmy zależą od niej, powrót do dalekiej przeszłości... Wszystko to sprawia, że kobieta musi wziąć się w garść i pozamykać wiele spraw.

Książkę się po prostu pochłania. To nie jest lektura z tych, które męczą nadmiarem informacji, ale intryguje swoją prostotą i klarownością. Gdy przeczytałam w opisie, czym trudnią się bohaterowie powieści, naprawdę myślałam, że nie zaciekawi mnie to ani na chwilę. Jednak gdy tylko przeczytałam pierwszy rozdział... Przepadłam. Autorzy dzielą lekturę na osobne rozdziały,z  których każdy opowiada historię innej osoby. Poznajemy więc od podszewki życie Orsoli i jej męża, Chinki - kochanki Edoarda, Margherity - jego matki itp. Retrospekcje wspaniale zapraszają Czytelnika w głąb ciepłych Włoch, świat koralu, skryte mury rezydencji Sogliano, oraz krainę sekretów, które kolejno zaczynają wychylać się z ukrycia. Przepych, bogactwo, ale i ogromny trud włożony w koralową firmę, niemożliwie duże wsparcie rodziny, gdzie każdy za każdego w ogień by wskoczył, moralne zasady (albo i te nagięte), rozpalone słońcem Torre del Greco czy Mediolan...

Skończyłam czytać z wypiekami na twarzy i apetytem na dużo więcej!

OCENIAM: 6/6!

Autor: Sveva Casati Modignani
Tytuł: Tajemnica rodu Sogliano
Ilość stron: 488
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Data premiery: 22 września, więc od czterech dni ta książka już jest w sklepach!


Za możliwość przeczytania książki dziękuję:


*

Dziękuję za liczne komentarze pod postem urodzinowym. Przypominam o losowaniu!!!

9.21.2015

ROK WirtualnejKsiążki! Rok, roczek, roczunio!

   Pisząc ten post ocieram łezki z oczu, poważnie. ROK! To brzmi dumnie. Pamiętam, gdy przejmowałam bloga od Patrycji; jak pełna byłam lęków, strachu, czy dam radę, czy podołam, czy to aby na pewno nie jest mój kolejny kaprys, który potrwa dosłownie chwilę. Pisałam, pisałam i pisałam. Czytałam coraz więcej; podejmowałam współprace z wydawnictwami, wielu ludzi mi zaufało, przybyło tutaj, by poczytać co mam do powiedzenia JA! 




Mam swoją własną, osobistą, prywatną stronę internetową. Coś znaczę, przede wszystkim dla siebie; jestem po prostu DUMNA, że trwam tutaj, że mam WAS i posiadam PASJĘ, którą wciąż rozwijam. 

Żeby nie było, że rok tak po prostu mija, pozwólcie, że lekko go podsumuję.

W 2014 roku napisałam 34 posty!
W 2015 roku jest już ich ponad 70.
Co... Daje... Ponad 100 momentów, gdy klikałam ikonkę "Opublikuj", z bijącym sercem licząc, że moje zdanie na różne tematy się Wam spodoba ;).

Na chwilę obecną WirtualnaKsiążka posiada 129 obserwatorów; 40 Was ma mnie w kręgach Google, a licznik dobija do 62.000 odwiedzin! 

Radość mnie ogromna przepełnia... Nie wierzę, że to dzieje się naprawdę, po prostu nie wierzę. Jeszcze rok temu byłam pełna obaw, stresu, a teraz... Teraz rozwijam się wraz z tym blogiem, który jest dla mnie odskocznią od dnia codziennego, źródłem szczęścia i motywacją do dalszych działań. 

Tak jak pisałam Wam w cyklu "Jak to się stało, że wylądowałam tutaj z WirtualnąKsiążką", pewna osoba bardzo we mnie nie wierzyła/ pewnie wciąż nie wierzy. Cieszę się, że dzięki temu, że minął już ROK, mogę udowodnić, jak bardzo ten człowiek był w błędzie. Bo teraz, nie dość, że pokazałam, że dałam radę, to apetyt rośnie na więcej! Chcę więcej! I zamierzam brać garściami co moje ;).

Z okazji tak wielkiej jak ROCZNICA mego dziecka (bo WK to takie moje dziecko, które ciągle dopieszczam, pomagam mu, wspieram, działam z nim) mam dla Was niespodziankę. Otóż zamierzam ROZDAĆ (tak, tak po prostu rozdać) kilka książek z mojej biblioteki prywatnej. 

A konkretnie te:






Jedyne co trzeba zrobić, to...

Zgłosić się pod tym postem! Po prostu napisać coś w stylu "zgłaszam się", podać swój adres mailowy, napisać w JEDNYM zdaniu, czego życzycie mi i WirtualnejKsiążce z okazji urodzin, oraz być obserwatorem bloga i fanem na fanpage'u ;).

Spośród zgłoszonych osób, wybiorę trzy, które z puli prezentowanych książek będą mogły sobie wybrać po 2 dowolne. Pierwsza osoba (I miejsce) wybiera dwie, później druga osoba (II miejsce) dwie kolejne i trzecia osoba (III miejsce) wybiera spośród tych, które zostaną. Chyba proste, no nie? ;)

Zapraszam serdecznie do tego losowania! 
Poniżej przedstawiam regulamin zabawy:

1. Organizatorem losowania jestem JA, właścicielka bloga WirtualnaKsiążka.
2. Nagrody pochodzą z mojej prywatnej biblioteczki; ich stan jest +bdb!
3. Losowanie trwa od 21 września 2015 roku do 15 października 2015 roku.
4. Po tym terminie, do 7 dni wybiorę trójkę szczęśliwców, do których napiszę maile z powiadomieniem o wygranych. Wygrani będą mieć TRZY dni na podanie książek, które chcą otrzymać oraz adresu do wysyłki (tylko na terenie Polski!).
5. By wziąć udział w losowaniu należy spełnić warunki podane wyżej.

Zachęcam gorąco! I czekam na Was, mam nadzieję, że nie zawiedziecie! :)

9.18.2015

"Ogon Kici" Ewa Nowak

   Dziś recenzja, która... Bierze udział w wyzwaniu "Poczuj miętę do czytania" ;).

O co chodzi? Po prostu, w ciągu miesiąca (począwszy od dnia 15 września) należy przeczytać wybraną książkę pani Ewy Nowak z serii Miętowej i napisać jej recenzję. Łatwe? Łatwe. Aczkolwiek, łatwo, to się mówi, a pisać ciężej. Ale zobaczymy.


 


Motyw jakich wiele. Młoda dziewczyna i dużo starszy mężczyzna. Ona - dopiero wchodząca w życie, niedoświadczona, zagubiona; on - poważny, żonaty, dzieciaty, z ułożonym życiem i planem na siebie. Ona widzi w nim opiekuna, kogoś odpowiedzialnego, pewnego siebie; on dostrzega w jej oczach uwielbienie, podziw i bez ceregieli imponuje mu to. Byleby się dowartościować, zobaczyć, że jeszcze nie "wypadł z obiegu", dostać dowód, że może się podobać, nawet takiej smarkuli.

Brzmi banalnie? Nie do końca.

Ania Sawicka, nazywana przez otoczenie "Kicią" jest rewelacyjną organizatorką obozów harcerskich; jako, że sama jest harcerką, wie co i jak hula od środka, co i jak przygotowywać, na co zwrócić uwagę, jak zabawić dzieciaki. Mimo, że nie ma jeszcze dwudziestu lat, jest nad wyraz dojrzała i zorganizowana. Gdy przyjaciel jej ojca prosi ją o pomoc przy swoim obozie surwiwalowym, dziewczyna może się wykazać, co czyni z ochotą. A czemuż? Po prostu. "Wódz" Dawid Kaliski wpada jej w oko. A ona wpada jak śliwka w kompot.

Wyjazd na obóz, gdzie kadra jest jedną, wielką, zgraną rodziną; wszyscy o sobie wiele wiedzą, a przed nikim nic się nie ukryje, Kicia przeżywa swój ból i rozdzierające emocje. Z jednej strony wie, że związek ze starszym o ćwierćwieku mężczyzną jest negowany przez otoczenie, on ma rodzinę... Z drugiego jednak punktu widzenia dla dziewczyny liczy się jej szczęście i stan szczęścia, w jaki wpada, gdy tylko widzi obiekt swoich westchnień.

Nie powiem, ciężko czytało mi się tę książkę, ale to z osobistych powodów. A lekturę pochłonęłam dosłownie w jeden dzień; pani Nowak pisze lekko, z zadziwiającą łatwością, idealnie wkrada się w serducha młodzieży! Autorka wie, za jakie sznurki pociągnąć, by zaskarbić sobie sympatię Czytelników. 

Co ciągnie młode dziewczyny do dużo starszych mężczyzn? 

Temat rzeka. Chęć stabilizacji, poczucia ogromu bezpieczeństwa, zaradności, odpowiedzialności, czułości i dobroci. Możliwość finansowego wsparcia. Szansa zwrócenia się do takiego osobnika z dosłownie każdym problemem, w końcu on już swoje przeżył i wie, jak zachować się w danej sytuacji. Idea wiecznego uwielbienia; w końcu taki mężczyzna będzie ciągle adorował swoją młodziutką wybrankę, w jego duszy na dobre zagnieździ się zazdrość, co będzie wzmacniało jego wizerunek w oczach kobiety. Fakt, że rówieśnicy są zbyt infantylni, żenujący, zajmują się głupotami, w przeciwieństwie do dojrzałego mężczyzny, który czas błazeństw ma już dawno za sobą. 

Ale czy to ma sens?

Moje recenzje są subiektywne, więc i tak będzie tym razem. Nie, to nie ma najmniejszego sensu. Momentami wręcz tłukłam głową o ścianę, czytając, jak Kicia jest zapatrzona w Dawida, jak nie dociera do niej nic, poza jego słowami i gestami. Ale z drugiej strony... Takie jest zauroczenie, taka jest MIŁOŚĆ. Lecz no cóż. Takie rzeczy się zdarzają. choć nie mają racji bytu. Taki dużo starszy mężczyzna ma już swoją przeszłość, doświadczenia, przyzwyczajenia. Nie zawsze potrafi tak naprawdę docenić młodszą partnerkę. Nie zrezygnuje dla niej z dzieci. Nie poświęci się dla niej. 

Czy na tym powinno polegać prawdziwe uczucie? Nie sądzę. W takich związkach zawsze ktoś będzie krzywdzony. Czy to młoda dziewczyna, czy dzieci z poprzednich związków. Nie ma reguły.
"A więc to koniec. O rany, ale boli. A ja myślałam, że zapalenie ucha to był szczyt bólu. Czyli aż tak boli, gdy ktoś ci łamie serce".
Dzięki pani Nowak na nowo zakochałam się w jej twórczości. Jednak wątek w Ogonie Kici poddałabym dyskusji. Bo według mnie taka relacja jest po prostu niezdrowa. Na szczęście cudowne tło tworzą znajomi Kici: Wojtek, Magda, Michał, Ludwik, Rafał, Natasza i Hadrian ;).

Autor: Ewa Nowak
Tytuł: Ogon Kici
Seria/cykl: Seria Miętowa (tom 7)
Ilość stron: 340
Wydawnictwo: Egmont

OCENIAM: 4/6!



Za książkę dziękuję Wydawnictwu:



Przypomnę raz jeszcze, że książka bierze udział w miętowym wyzwaniu ;).


9.17.2015

"Z dala od zgiełku" Thomas Hardy

     Dziś recenzja książki, która leżała u mnie na półce od wakacji, ale jakoś nie miałam okazji po nią wtedy sięgnąć, czego bardzo żałuję, bo...

Przeczytałam ją jednym tchem; będą same wyrazy uwielbienia, uprzedzam! Kto nie zachwyca się tak jak ja klasykami, prowincjami XIX - wiecznej Anglii, klimatem owej epoki, jej zasadami moralnymi, jedyną w swoim rodzaju etyką, może dalej nie czytać. Ta publikacja jest prawdziwą perełką w mojej domowej książkowej kolekcji!

Mówię oczywiście o...

Przepiękna okładka filmowa!
"(...) zdarza się jednak, że kobieta świadoma swej wyższości może się podobać, gdy da do zrozumienia zajętemu nią mężczyźnie, że może ją zdobyć". 
22 - letnia Betsaba Everdene dziedziczy po zmarłym wuju farmę. Postanawia zająć się wszelkimi sprawami sama; co powoduje ogrom zdziwienia w mieszkańcach wsi. Nie wierzą, że atrakcyjna, niezależna, młoda kobieta będzie w stanie poprowadzić całe gospodarstwo i odpowiednio nim zarządzać. Nie wierzą również, że tak odpędzająca się od wszelkich myśli damsko - męskich kobieta długo pozostanie sama. Jej uroda, wdzięk, czar, oraz pewność siebie przyciągają kolejnych wielbicieli.
"Mężczyzna nie bywa nigdy bardziej łatwowierny niż wtedy, gdy słyszy pochlebną opinię o urodzie kobiety, której jest na pół albo całkowicie zakochany". 
O względy upartej właścicielki ziem stara się uporczywie trzech mężczyzn: poczciwy pasterz Gabriel Oak, zapalczywy farmer William Boldwood oraz przystojny sierżant Franciszek Troy. Cała trójka pragnie zdobyć serce walecznej Betsaby; każdy z nich ma na to swoje, różne od innych sposoby. Jakie, nie będę zdradzać, ale nie powiem, byłam pewna podziwu i zaangażowania jakie panowie wkładali w zwrócenie na siebie uwagi młodej kobiety. Oak to poczciwina jakich mało, uczciwy do bólu, sprawiedliwy, jednak niegrzeszący urodą, co nie przydaje mu szans. Boldwood, to co by nie mówić, stary (41 - letni!) pryk, któremu wystarczy jedna żałosna zachęta ze strony Betsaby, by zakochać się w niej jak szaleniec (co nie jest takie bezpodstawne) i kusić ją, nęcić, nachodzić do bólu. Dawno nie spotkałam się z bohaterem tak nachalnym i natarczywym! A Troy... No cóż... Sierżant Troy to po prostu szuja. Tak, szuja. Pod maską przystojności skrywa się kawał drania. 

I jak myślicie, którego z nich wybrała nasza Betsaba?

Na pewno nie zgadniecie. Tak jak ja. Ja też myślałam, że to będzie historia przewidywalna jak pory roku. Nic bardziej mylnego! Cała książka jest tak nieoczywista, tak sprzeczna z moim wyobrażeniem; z zapartym tchem chłonęłam każdy rozdział. Mimo, że autor ciągnie leniwie każdy wątek, to nie można mu ująć igrania z emocjami Czytelnika! Coś wspaniałego. 
"Najczęściej jednak postanawiamy unikać złego dopiero wtedy, gdy zło poczyniło już takie postępy, że niemożliwością jest go uniknąć".
Tyle urozmaiceń, w postaci głównych, ale i pobocznych bohaterów, krajobrazów angielskiej wsi, tak bardzo różne wybory, pomyłki losu, który bawi się nami jak marionetkami w swojej dziwnej grze. Autor wprowadza nas w swój świat naturalizmu, fotograficznej dokładności, prawdziwych emocji, wzruszeń, wchodzenia w "głowy postaci". Uwielbiam taki klimat! Tak jak zawsze wspominam, że chciałabym żyć w tamtych czasach, które są dla mnie czymś niesamowicie wspaniałym, tak bardzo polecam tę książkę. A sama zaraz biegnę oglądać ekranizację! 

Nie ma co, ta książka jest idealna nie tylko dla ludzi, którzy tak jak ja lubują w etyce XIX wieku, ale dla każdej kobiety, mężczyzny, którzy chcą przeżyć cudowną przygodę z bohaterami, którzy nakreśleni zostali nadzwyczaj wyraźnie. Dobro to dobro, zło to zło. Czarne to czarne, białe to białe. Nigdy szare. 

I taka jest ta publikacja. Po prostu: WYRAZISTA.

OCENIAM: 6/6!

Autor: Thomas Hardy
Tytuł: Z dala od zgiełku
Ilość stron: 478
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia





I coś z filmu:






<3!


Za książkę ogromnie dziękuję Wydawnictwu:


9.15.2015

"Dzieciństwo? Czyli byłam molestowana seksualnie" Milena Kamińska

   Nie lubię recenzować tego typu książek, mówię od razu. Dlaczego? 

Bo takich publikacji nie sposób ocenić. Po prostu. Zawierają w sobie tyle bólu, niemego krzyku rozpaczy, wyrzutów, pretensji, niewysłowionego żalu, ogromu krzywdy; kimże jestem ja, by w liczbie od 1 do 6 ocenić konkretną osobę i jej historię? Nie mam do tego prawa... 

O czym mówię? 
O książce, która dotyczy problemu pedofilii.




Po lekturze Przepraszam za krzywdę Marcina Legawca myślałam, że podobna tematyka długo na mnie nie trafi; że mimo wszystko będę się powstrzymywała od tak mocnych książek, gdyż po prostu jestem za wrażliwa, za emocjonalna, za bardzo przeżywam, aż nadto wchodzę w skórę bohatera, potem długo się zbieram. Ale gdy otrzymałam podaną książkę, nie mogłam oderwać od niej oczu, i choć początkowo się wzbraniałam, w końcu po nią sięgnęłam.
"To nie jest temat, o którym mogę powiedzieć komuś dorosłemu... Nie mogę... Nie ufam nikomu... Nie chcę... I tak nikt mi nie uwierzy".
Publikacja jest pamiętnikiem dziewczyny, dziś już dorosłej, z lat dzieciństwa; oczywiście utożsamiamy ją z autorką. Dzień po dniu poznajemy jej osobowość; psychikę, ogrom krzywdy, którą wyrządza jej... A raczej wyrządzają... Kolega z kolonii i... Własny ojciec. Niby przypadkowy dotyk, czułe, aż za bardzo czułe słowo, nieustanne przekonywanie, że "to nic złego", "nikt nie musi o tym wiedzieć" - każdy z tych elementów staje się składnikiem przepaści, w którą spada Skrzywdzona.
"To jest normalne, to jest oznaka miłości. Wszyscy zakochani pewnie tak robią. Nie nagłaśniają tego. Nie robią z tego tragedii. Dla nich jest to pewnie przyjemne".
Widzimy jak dwunastoletnia (!) dziewczynka boi się przyznać któremuś z wychowawców, że starszy o pięć lat chłopak na kolonii wciąż ją dotyka, doprowadza do sytuacji sam na sam, prowokuje milczenie, wymusza bierne posłuszeństwo. Ta sama dziewczynka nie protestuje, gdy ojciec wchodzi podczas jej kąpieli do łazienki, gdzie czule ją głaszcze po plecach. Straszne. Jak daleko jest w stanie posunąć się świat, by wciąż dopuszczać do tak niewyobrażalnych scen? Ta sama dziewczyna ma teraz w sobie ogromny ból, żal, nienawiść do mężczyzn, nie umie ułożyć sobie życia, boi się wszelkich fizycznych kontaktów z płcią przeciwną, unika wyjść do ludzi, nie potrafi się uporać z traumą, która wciąż w niej tkwi...

Nie rozumiem. Nie pojmuję, jak człowiek drugiemu człowiekowi może wyrządzać taką krzywdę. Jak najbliższa osoba, jak ojciec, może tak ranić. Przed tak skrzywdzoną dziewczyną jeszcze długa droga, by zacząć normalnie funkcjonować, bo ciągle gdzieś z tyłu głowy siedzi ta myśl, że "jest gorsza", "tak napiętnowana"... Nie zrozumiem nigdy tych wymiarów ludzkiej psychiki. Nie, to nie dla mnie.

Tak jak wspomniałam wyżej, strasznie ciężko mi ocenić tę książkę. Czytało się szybko, z zapartym tchem, chociaż to pewnie złe słowo. Jedyne, co mi przeszkadzało, to rekordowa ilość wielokropków, ale rozumiem, że autorka właśnie w ten sposób wyraża swoje myśli. I niechronologiczna forma dat z pamiętnika. Poza tym... Bardzo bym chciała się dowiedzieć, co było/jest dalej. Bo bardzo mocno trzymam kciuki za dobre zakończenie tej okropnej życiowej historii.

OCENIAM: 4/6!

Autor: Milena Kamińska
Tytuł: Dzieciństwo? Czyli byłam molestowana seksualnie
Wydawnictwo: Psychoskok
Ilość stron: 184
Kategorie: psychologiczne, pedofilia





Za książkę dziękuję Wydawnictwu:


9.14.2015

Jak to się stało, że wylądowałam tutaj z WirtualnąKsiążką? Część III.

   Tak jak obiecałam, na blogu pojawiać się będzie więcej osobistych wpisów, gdyż traktuję to miejsce nie tylko jako ścianę do zasypywania swoimi opiniami na temat danych książek, ale i pamiętnik, w którym mogę podzielić się z Wami czymś z życia mego ;). Jak już wiadomo z poprzednich postów z cyklu "Jak to się stało..." - znalazłam potrzebny adres internetowy, miałam dobrą grafikę, Czytelników - którzy zostali od Patrycji; miałam generalnie to czego chciałam... Ale wiedziałam, że mając COŚ, nie zatrzymam tego na wieki, że muszę ciężko pracować, by się rozwijać, by to, co mam w danej chwili - nie tylko wciąż trwało, ale i szło naprzód.

Pierwsze recenzje były... Słabe, nie ukrywam. Jestem ciągle w drodze poszukiwania swojego jedynego, niepowtarzalnego stylu; wielu z Was mówi, że piszę lekko, zabawnie, łatwo w odbiorze. Często używam sarkazmu, czy posługuję się ironią - nie umiem bez tego żyć; poza tym uważam, że "sucha", "bezbarwna" recenzja nie przysparza Czytelników, wręcz ich odtrąca. Chciałam, by każdy znalazł tu coś dla siebie, by nie umierał z nudów, czytając moje wypociny. Mam nadzieję, że roczny wysiłek się opłacił, bo jest Was coraz więcej, a mi pisze się coraz lżej ;).


I tak już wiecie, jak wyglądam, ale co mi tam!


Wiedziałam, że decydując się na bloga, i to tak poważnego tym razem (pisanie fanfick'a Dramione też uważałam za poważne, ale byłam panią swojego losu; mogłam stronę zawieszać, odwieszać, usuwać, tworzyć na nowo i nikt mi nie mógł naskoczyć) - bo wiadomo: jeśli chce się to robić dobrze; współpracować z Wydawnictwami (do czego od początku dążyłam), kształcić się językowo, wyrabiać siebie i swój styl, ciągle się rozwijać, nie porywać się z motyką na słońce... Trzeba być wytrwałym. Ja nie byłam nigdy. Cechował mnie od zawsze "słomiany zapał" do wielu rzeczy. Ale tym razem się zaparłam i na upartego powiedziałam, że mi się uda. Że WirtualnaKsiążka mimo wszystko coś osiągnie, a ja i tylko ja będę za to odpowiedzialna. 

Był jeden człowiek, który od początku nie wierzył w moje umiejętności. Był Alfą&Omegą we wszystkim; uważał siebie za nieomylnego. A ja ślepa, głupia, niedoświadczona pozwalałam mu podcinać sobie skrzydła. Do czasu. Gdy powiedział wprost, że nie dam sobie rady, że się nie nadaję - zmądrzałam. Wiedziałam, że dam radę mu udowodnić, jak bardzo się myli, mówiąc, że JA sobie nie poradzę. I możecie wierzyć lub nie, ale dzięki temu, jestem teraz tutaj. Z każdym dniem mam więcej wiary w siebie, w swoje możliwości. Wciąż mam nadzieję, że mogę więcej, że POTRAFIĘ więcej, że pokażę, na co mnie stać. Gdybym była dawną sobą, już po paru miesiącach zawiesiłabym bloga, potem bym go systematycznie odwieszała... Ale nie teraz. Nie w momencie, gdzie współpracuję z kilkoma Wydawnictwami, w których ludzie obdarzają mnie zaufaniem; mam stałych Czytelników, których grono ciągle się powiększa a ja wiem, że nie mogę ich zawieść; mam wspaniałą, prostą aczkolwiek profesjonalną stronę graficzną (reklamę twórcy zrobię w następnym poście, bo zasługuje!); moja prywatna biblioteka się rozrasta, a ja...

W końcu jestem szczęśliwa. Pod każdym względem.

Ze swojej strony mogę Wam obiecać, że nie tak prędko zniknę. Chcę zostawiać wciąż za sobą ślady, chcę się dzielić z Wami tym, czym mogę; chcę, by pasja i MIŁOŚĆ do książek wciąż wzrastała, by każdy znalazł swój gatunek, w którym czuje się najlepiej. 

I tak jak teraz patrzę na swój opis z portalu LubimyCzytac.pl:

Z powodu braku jakichkolwiek innych talentów uznałam, że czytanie, z nadwyżką może pomóc osiągnąć mi stan osoby zdolnej i przepełnionej fantazyjną wyobraźnią. Dobra książka zawsze pod ręką stała się moim uzależnieniem, które przenigdy nie zakończy się detoksem, bo jest na tyle nieszkodliwe, na ile mu sama pozwalam. Próbuję zrobić z tego sposób na życie.

To wiem, że właśnie w tamtym momencie osiągnęłam pewien punkt, do którego zawsze dążyłam, a który teraz ciągle przekraczam, by piąć się wyżej.

Ale się poważnie zrobiło... 
Chociaż bez przesady. Jeszcze będziecie mieć mnie dość ;).
Cdn.

9.10.2015

"Brygida Star show" Magdalena Trubowicz

   Dziś recenzja polskiej książki. Autorstwa Polki. Co w tym zaskakującego? A to, że w końcu doczekałam się na polską Bridget Jones i polską Helen Fielding. Kto nie wie o czym mowa, odsyłam do przygód ciapowatej Renée Zellweger w ekranizacji. A tymczasem zapraszam do przeczytania mych kilku słów na temat...



"Jestem bardzo krytyczna do wszystkiego naokoło, prawda? Wyznaję zasadę: jestem najpiękniejsza, najmądrzejsza i... Tylko ja tak sądzę".
Brygida Bernarda Star to trzydziestoletnia pracownica korporacji; wciąż samotna, ale z dystansem do siebie i życia. No i nie można zapomnieć, że ciągle prześladuje ją pech. Jeśli miałabym wskazać typową blondynkę z kawałów, to (też jestem blondynką i też mam do siebie dystans ;)) bez wątpienia pokazałabym właśnie ją. Brygida stosuje się do arcyciekawych porad z portali urodowych takich jak np. depilacja wąsika wapnem budowlanym, zalewanie włosów na nogach wodą utlenioną (by mniej je było widać), mówi zawsze to co myśli, a często najpierw jej słowa opuszczą usta, zanim umysł je zarejestruje. Tylko ona potrafi biec przez połowę miasta w wałkach na głowie, w delegację zabrać piżamkę z Kłapouchem i "przypadkowo" wraz z hot - dogiem na stacji benzynowej kupić prezerwatywy. Jakby przygód było mało, egzamin na prawo jazdy zdaje sześć razy, aż w końcu udaje się jej to... W przebraniu zakonnicy.
 "Ja i mój pech poszerzamy spektrum działania".
Gdy zaczęłam czytać tę książkę, nie wiedziałam czego się spodziewać. Ale pochłonęłam ją tak szybko, że nim się obejrzałam, było po wszystkim. Pojawiły się pytania: ale jak to? Polska książka taka zabawna? Taka z jajem? Dokładnie. Śmiałam się w głos przy tej lekturze. Bo inaczej przejść obok niej nie można, jeśli z humorem i apetytem na ciąg dalszy perypetii ciapowatej Brygidy. 
 "(...) jeśli masz coś zrobić, zrób to i nie zastanawiaj się, co pomyślą inni! No, chyba, że chcesz puścić bąka w miejscu publicznym, to pomyśl dwa razy".
No sami powiedzcie, czy nie jest zabawnie? Mamy nareszcie naszą polską wersję Bridget Jones; z czego ogromnie się cieszę, bo książki autorstwa Helen Fielding też pochłonęłam. Pani Magdzie Trubowicz niczego nie brakuje; pisze lekko, niesamowicie przyjemnie dla oka, a narracja pierwszoosobowa z perspektywy Brygidy zwala z nóg. Chcę więcej!
 "- Na drugie? - zapytał zachrypniętym głosem mężczyzna. Stałam tuż obok niego. Jego włosy pięknie pachniały jednym z tych reklamowanych szamponów.
- Bernarda - powiedziałam z wielkim żalem. 
- Czy jedzie pani na drugie piętro? - zapytał ponownie". 
Lektura lekka, przyjemna, na jedno popołudnie. Pełna dowcipu i wesołości, idealna na rozchmurzenie nawet najzimniejszego dnia ;). Nie jest to literatura poważna, klasowej sławy, ale na pewno zasługuje na uwagę. Każdy z nas potrzebuje czasem po prostu się rozluźnić, zapomnieć o sprawach dnia codziennego i uciec w świat wymyślonych postaci.

Choć... Czy ja wiem czy tak bardzo wymyślonych? Sama swoje wpadki nierzadko komentuję zdaniem: ja jestem blondynką, a ty jakie masz wytłumaczenie? Moje włosy nigdy nie będą idealnie ułożone, a białą bluzkę zawsze poplamię. Ale czy przez to jestem gorsza? Nie! Uważam, że każdy na swój sposób jest wyjątkowy; niektórzy może właśnie przez tą niezdarność? Osobiście myślę, że jest to urocze i proszę nie wyprowadzać mnie z błędu ;).

Autor: Magdalena Trubowicz
Tytuł: Brygida Star show
Ilość stron: 176
Wydawnictwo: Psychoskok
Kategorie: kobiece, dla każdego, humor!

OCENIAM: 5/6!






Za książkę dziękuję Wydawnictwu:



Następny wpis to kolejny z serii osobistych wynurzeń. Ale się boję! 

;)

9.08.2015

Jak to się stało, że wylądowałam tutaj z WirtualnąKsiążką? Część II.

   Ostatnio zaczęłam Was zanudzać swoim nędznym życiorysem, zamiast konkretnie wystawić kawę na ławę, co miało wpływ (a co nie) na powstanie tej strony. Niektórych z Was może irytuje mój jakże wysublimowany tok wywodu, niekończący się sarkazm, ale cóż... Jeśli jeszcze nie wyczailiście go w recenzjach, gdzie starannie, aczkolwiek z umiarem staram się go przemycać - trudno. Jak spodziewacie się wyrafinowanego słownictwa, górnolotności wzdłuż i wszerz... 

Smutno.
Przykro.
Możecie wyjść.
Żartuję ;)!

A teraz ci wszyscy, którzy wciąż tutaj są, słuchajcie. Zaczęło się następująco.

Jako, że bloguję od czternastego roku życia... Taaak, właśnie wtedy założyłam swojego pierwszego bloga dotyczącego ogromu uczucia rodzącego się między Hermioną Granger i Draconem Malfoy'em. Oryginalnie, prawda? Takich blogów jest tysiące, ale jakoś tam sobie dawałam radę i pisałam. I pisałam. Tworzyłam ten swój lekko popaprany świat fantasy, a jak wiadomo, młodemu człowiekowi w tym wieku wyobraźni nie brakuje. Potem owe blogi zawieszałam, wznawiałam, gdzieś pewnie jeszcze się ostały w czeluściach Internetów, nie wiem, nie chcę wiedzieć. Logicznym było zatem, że musi być dobry blogowy adres. Taki z SIŁĄ! By ludzie chcieli tu wchodzić, wbijać, walić drzwiami i oknami. By chcieli czytać to, co mam do powiedzenia. Kto kiedyś próbował znaleźć adres marzeń, ten wie, jakie to trudne. Na szczęście jestem w czepku urodzona i udało się bo... 

Patrycja z bloga Lawendowy Motyl miała już takiego bloga, gdzie dodawała recenzje, gdzie dzieliła się z innymi swoją pasją, swoimi książkowymi wyborami. Ale miała też dużo innych spraw i zobowiązań na głowie, więc tak po prostu gdy dowiedziała się o moich planach... Oddała mi to. Oddała mi blogowy adres, oddała mi część siebie, swoich czytelników, dużo rad dotyczących tego tematu. I tak gdy wpiszesz w wyszukiwarkę WirtualnaKsiążka... Wyskakuję Ci ja! :)

Patrycja, nawet nie wiesz, jak jestem Ci wdzięczna za ogrom tego wszystkiego, co dla mnie zrobiłaś... 

Bo nie wiem, czy wiecie, że Patrycja zrobiła dla mnie również całą stronę graficzną, oraz grafikę na fanpage'a ;)! Było różowo, potem granatowo, kto jest ze mną od początku, ten wie, jak bywało. Bywało chyba znośnie, skoro grono czytelników zostało, i stale się powiększa!

Ciąg dalszy jeszcze nastąpi... ;).

PS. Odpowiadając na pytanie Małej Pisareczki pod poprzednim postem z tego cyklu. Czy polecam filologię polską jako kierunek studiów? Powiem tak: nigdy nie żałowałam swojego wyboru. Nauczycielką chciałam być od zawsze; po prostu lata zweryfikowały moje pewne patrzenie na świat. Na filologii poznałam literaturę, po którą pewnie bym samodzielnie nie sięgnęła, dowiedziałam się mnóstwa wartościowych rzeczy, zwracam uwagę na pismo, styl, poprawną wymowę. Myślę, że ucząc w szkole języka polskiego, dałabym sobie radę, bo przecież opiera się to na książkach, prawda? Więc polecam. Jaką specjalność się wybierze, to już indywidualna decyzja każdego osobno. Ja wybrałam nauczycielstwo, choć do wyboru były jeszcze: logopedia, komunikacja społeczna i edytorstwo. Pomyśleć możecie, dlaczego nie wybrałam tej ostatniej opcji? Z tego co widziałam, specjalność ta miała najmniej zajęć, czas mieli zapychany fakultetami, a my na nauczycielstwie (i ci z logopedii) mieli zapiernicz nieprzeciętny. A jeśli kiedyś pomyślę o pracy w wydawnictwie... Istnieją kursy, studia podyplomowe, ale przecież jestem po filologii, to samo w sobie powinno wystarczyć. Nie ukrywam, że blog ma mi pomóc kiedyś być może w czymś takim, jak zmiana branży. Zobaczymy.

To jak? Zostaniecie? Chcecie ciąg dalszy osobistych wynurzeń? ;)

9.06.2015

"AFTER. Bez siebie nie przetrwamy" Anna Todd

   Tak jak zapowiadałam, wraz z dzisiejszym postem kończę swoją przygodę z sagą AFTER ;). Poniżej przedstawiam Wam recenzję ostatniej już, finalnej części: Bez siebie nie przetrwamy, która... Bardzo mnie zaskoczyła. A tego się kompletnie nie spodziewałam, zarówno po autorce, jak i całej historii.



"Niemożliwe jest zmienić ludzi, którzy już zdecydowali, kim są. Nie można ich wystarczająco mocno wspierać, żeby zmienić ich niskie oczekiwania w stosunku do samych siebie, i nie można ich wystarczająco mocno kochać, by stłumić nienawiść, którą do siebie czują".
 To już czwarta część wzlotów i upadków Tessy i Hardina - finał, ostateczne rozegranie. Po przeczytaniu poprzednich tomów, myślałam, że nic mnie w tej książce nie zaskoczy, że idealnie przewidzę zakończenie, a całe ponad 500 stron (tylko!) będę się śmiertelnie nudzić. No bo co można jeszcze nawymyślać po trzech wcześniejszych bardzo obszernych publikacjach, gdzie nieustanna walka pomiędzy uczuciami znajdywała w końcu swą przystań?

Ależ mnie pani Todd zaskoczyła!

Nie dość, że udowodniła, że ma jeszcze o czym pisać, że wprowadzi jeszcze więcej ciekawych motywów, to okazało się, że zakończenie wcale nie będzie ot tak bardzo przewidywalne. Do samego końca siedziałam jak na szpilkach, bo nic nie było oczywiste.
"(...) a to się właśnie robi, gdy się kogoś kocha: walczy się o niego i goni się go, kiedy się wie, że nas potrzebuje. Pomaga się mu toczyć walkę z samym sobą i nigdy się go nie zostawia, nawet jeśli sam już spisał się na straty".
Hardin dowiaduje się szokującej prawdy o swojej rodzinie, na jaw wychodzą tajemnice sprzed lat. Chłopak totalnie nie umie poradzić sobie z problemami, przez co brutalnie i ostatecznie odpycha od siebie Tessę. Ogromnie zraniona dziewczyna podejmuje życiową decyzję. Nauczy się funkcjonować bez swojego mężczyzny, który oprócz rozkoszy dawał jej tylko destrukcję i toksyczną relację. Tessa zamyka za sobą wiele drzwi, by móc otworzyć kolejne; pragnie niezależności, samodzielności, wiary, że jest godna normalnego życia. 

Jak można się domyśleć, Hardin, po stracie dziewczyny, nie może łatwo odpuścić. Wciąż nawiedzające go demony przeszłości walczą z pragnieniem zmiany i odzyskaniem Tessy. Ten niekontrolujący siebie i swoich złych emocji młody mężczyzna zaczyna dostrzegać, że zniszczył Tessę, podporządkował ją sobie, a teraz gdy, rozumie, jaki jest tego ogrom - podejmuje walkę.
"Ból nie zna ani odrobiny litości - ból odbierze sobie należny funt ciała, co do grama. Nie zatrzyma się, dopóki nie zostanie z ciebie tylko łuszcząca się skorupa tego, kim byłeś. Oparzenie zdrady i ukłucie odrzucenia bolą, ale to nic w porównaniu z cierpieniem spowodowanym pustką".
Wiedziałam, że powieść będzie ponownie odejściem i powrotem od siebie głównych bohaterów, nie sądziłam jednak, że oboje tak niesamowicie dojrzeją; że Tessa z cichej, łagodnej laleczki zmieni się w pewną siebie, mającą swój honor i godność kobietę, nie dającą sobą w końcu pomiatać, mimo wielkości uczuć władających jej sercem. Nie mogłam uwierzyć, że Hardin, pomimo mieszkającej w nim złości, będzie umiał chcieć ją unicestwić. Byłam pod ogromnym wrażeniem tego, że do ostatniej praktycznie strony nie wiedziałam, jak potoczy się cała sytuacja i jaki będzie jej wynik. Na uwagę zasługuje też postać Landona, która również przechodzi przemianę. 

Jest to zdecydowanie najlepsza część z całej czwórki.

Co do stylu, było jak zwykle. Lekko, wulgarnie, szybko, emocjonująco, pasjonująco, erotycznie. Nie mogłam się oderwać. I oczywiście polecam. Nie można nie polecić tego rollercoastera emocji! 

OCENIAM: 5/6!

Autor: Anna Todd
Tytuł: AFTER. Bez siebie nie przetrwamy
Saga/Cykl: AFTER
Ilość stron: 576
Wydawnictwo: Między Słowami
Kategorie: młodzieżowe, erotyczne, psychologiczne










Za książkę, jak i całą serię, serdecznie dziękuję Wydawnictwu:


*

PS.
Dziękuję za tak pozytywne komentarze pod osobistym postem ;). Szykuję już dla Was kolejny, taki jeszcze bardziej w moim stylu. Ciekawe, jak daleko w to zabrnę. Mam nadzieję, że mimo wszystko będziecie wciąż ze mną.

9.03.2015

Jak to się stało, że wylądowałam tutaj z WirtualnąKsiążką? Część I.

   Mija prawie rok od założenia tegoż oto bloga, który powstaje od samego początku z pasji do książek. Uważam za uczciwe, opowiedzenie Wam trochę o tym jak to się w ogóle stało, co konkretnie mnie popchnęło w tym kierunku, kto mi pomógł, kto mnie wspiera, a kto wyśmiewa, chcę pokazać Wam trochę siebie (zdjęć też może tak ciut ciut); nie chcę być sztywną recenzentką, która komunikuje się z odbiorcami tylko i wyłącznie za pomocą recenzji. Chcę Wam pokazać, jaka jestem JA, od tej bardziej prywatnej strony, tym bardziej, że blog to forma swojego rodzaju pamiętnika, prawda? :)

Z okazji pierwszej rocznicy chcę wprowadzić tu kilka zmian; w sumie już je powoli wprowadzam. Jak zauważyliście, na blogu zaczęły pojawiać się posty inne, niż te zawierające recenzje, dotyczące tego, jakie książki lubię, jakie ekranizacje publikacji zawładnęły moim sercem, odbyło się pierwsze rozdanie (na pewno będzie ich więcej!), jest nowa profesjonalna strona graficzna, nie jestem już Gemmą (przynajmniej w podpisach), tylko sobą, ze swoim imieniem i swoim nazwiskiem... Poważnie też myślę nad videorecenzjami, ale ten plan dojrzewa bardzo powoli.

Naprawdę jestem w szoku, że dotrwałam, że to już prawie ROK!




A jak to się zaczęło?
Już mówię.

Od zawsze uwielbiałam książki. Zapach historii ukrytej na kartkach papieru, brak granic okalających moją wyobraźnię, tona snów i marzeń na temat danej opowieści, tysiące godzin czytania pod kołdrą przy latarce, podczas gdy powinnam jako przykładne dziecko spać, stos książek, gazet, wszystkiego, co miało litery i szelest kartek w moich dłoniach... Aż się łza w oku kręci na tyle wspomnień. Może z tych właśnie powodów, poszłam rok wcześniej do szkoły (tak, teraz zaginam czasoprzestrzeń, bo w wieku 23 lat będę już po studiach) i zostałam (wiadomo, było to do przewidzenia) aktywną członkinią szkolnej biblioteki. Pani bibliotekarka już z daleka witała mnie uśmiechem i wręczała książki, które dla mnie wynajdywała, i które w jej mniemaniu miały mi się spodobać. Na (nie)szczęście wtedy nie miałam jeszcze dobrze wyrobionego gustu i brałam wszystko jak leci.

Dziś już bym tak nie uczyniła.

Potem poznałam świat HP (kto nie wie, że wielbię Czarodzieja z Blizną odsyłam do poprzednich postów o tymże uczuciu) i przepadłam w fantasy. A później już jakoś poszło. 

Liceum z profilem humanistycznym, matura rozszerzona z języka polskiego, studia... Oczywiście filologia polska. I to właśnie te studia ZABIŁY we mnie JAKIEKOLWIEK "lubienie" Mickiewicza, Słowackiego, Norwida. Ostali się tylko Sienkiewicz (ale tylko Quo Vadis!) i Prus, do którego wracam raz za razem. 

Ale co Wam będę takie głupoty teraz opowiadać. 

Ważne, że tutaj zarzucam Was swoimi wypocinami, które według mnie totalnie nie mają ładu i składu, ale jak to mówią... Każdy robi to co lubi. Pewnego dnia po prostu ktoś powiedział mi "dlaczego nie chcesz tego, co uwielbiasz, przekształcić w coś większego?"

I tak się zaczęło.

Ale Wam rozpaliłam ciekawość, wiem to. Do napisania w części II (o ile wyrazicie chęć na moje osobiste wylewy klawiaturowej pisowni).