10.31.2015

"Co zrobisz, gdy umrę?" Nicci French

      Tak jak wspominałam, wpadłam w wir kryminałów i thrillerów. Wprawdzie nie na długo, gdyż na półce czekają już na mnie kolejne młodzieżówki i romansidła, ale, ale! Już nie będę się tak drastycznie odcinać od pewnych książkowych gatunków ;). Dlatego tym bardziej zapraszam Was dziś na moją recenzję pewnego thrillera psychologicznego.

Mianowicie: 


"Powiadają, że nie ma sensu stawiać małych sum pieniędzy. Strata musi boleć. Może to samo dotyczy niewierności".

Ellie Faulkner ma pozornie poukładane życie; kochającego męża - Grega, pracę dającą jej satysfakcję, grono bardzo oddanych przyjaciół. Pewnego dnia, gdy do domu Ellie pukają policjanci z tragiczną nowiną, jej życie po prostu się zatrzymuje. Otóż w tragicznych okolicznościach ginie... Greg. Wypadek, płonący samochód. Ale cała sytuacja nie wydaje się tak prosta, na jaką wygląda. Bowiem...

Mąż Ellie nie był w samochodzie sam.

Był z kobietą.

Z Kobietą, o której nikt nie słyszał, nikt jej nie znał. Mało tego. Cieniem na kryształowości całej osoby Grega kładzie się ów fakt, gdyż wypadek wygląda na śmierć kochanków. Wszyscy znajomi, policja, sędzia, nie widzą powodu, by nie wierzyć poszlakom i dowodom, tylko Ellie stanowczo zaprzecza jakiejkolwiek niewierności męża. Z całą swoją mocą broni umarłego, nie dając dopuścić do siebie myśli, że mógł być wobec niej nie w porządku. Tym bardziej, że tajemnicza Milena Livingstone - jego towarzyszka podróży, wcale świętą nie była. Ellie postanawia na własną rękę odkryć to, czego nie widzą inni, przez co zostaje wzięta za nienormalną.

"(...) bo kiedy uczucie jest prawdziwe, człowiek nie jest w stanie nad nim zapanować i zachowuje się nie tak, jak zamierza. Kiedy jest prawdziwe, człowiek nie jest godny i poważny, ale uśmiecha się głupio, mówi niewłaściwe rzeczy i wykonuje niezręczne gesty".

Nicci French, jak się okazuje, to zgrany brytyjski duet;  małżeństwo, które wydaje książki pod właśnie tym pseudonimem; królują jako twórcy thrillerów z tłem psychologicznym. Nie powiem, byłam bardzo ciekawa owej historii i nie zawiodłam się. Wciągnęłam się niemożliwie w opowieść Ellie, która ładnie pociągnięta jest w pierwszej osobie, co wiąże się z dokładnym poznaniem myśli głównej bohaterki, jej emocjami, sposobem postępowania. Nie mogłam doczekać się rozwiązania zagadki, tym bardziej, że już kompletnie nie wiedziałam co myśleć, kogo podejrzewać, a na jaw wypływały coraz to nowsze fakty. Naprawdę polecam, ja na pewno po jeszcze niejedną książkę owych autorów sięgnę z przyjemnością!

"Żałoba nadejdzie później, kiedy będę wiedziała, po czym płaczę".

Nie ma to jak mocna czarna kawa i dobra książka!


OCENIAM: 5/6!

Autor: Nicci French
Tytuł: Co zrobisz, gdy umrę?
Wydawnictwo: Książnica
Ilość stron: 318

*

Czytam coraz więcej książek takich moich, osobistych, z mojej półki. Cieszę się, bo rok chyli się ku końcowi, i mimo, że półka książkowa się nie zmniejsza, to ubywa do przeczytania tych prywatnych ;). A jak to jest u Was?

10.28.2015

"Zaproszenie na morderstwo" Carmen Posadas

   W ubiegłą niedzielę człowiek, który dzierżył (tak, dzierżył, bo obecnie jest kimś, o kim mówi się "były") miano mojego chłopa, zabrał mnie w łaskawości swojej na kiermasz książek, który zorganizowała jego mama w ramach jakiejśtam organizacji wspólnotowej. Mieliśmy tam być tylko przez chwilę, pomóc rozładowywać książki i układać je na stołach. Ale... Jak tylko Asia zobaczyła, ILE tam jest książek, ile radości jej to sprawia, jak dobrze się czuje w towarzystwie pań sprzedających, oszalała. To tak, jakbym miała swój własny, osobisty antykwariat! Nie mogłam przegapić okazji, tym bardziej, że dostałam przyzwolenie na odłożenie sobie książek, które wpadną mi w oko. No i dzięki temu, przeczytałam kryminał. 



"Zabójstwa zdarzają się częściej z miłości niż z nienawiści, bo to właśnie te kochane przez nas osoby mogą wyrządzić nam większą krzywdę, nieprawdaż? Nieporównywalnie większą niż osoby, których w ogóle się nie kocha".

Olivia Uriarte właśnie zakończyła swoje piąte (!) małżeństwo.  Jako kobieta przebiegła, złośliwa, arogancka, żyjąca wiecznie w luksusach i przepychu, postanawia z porażki życiowej zrobić show. Korzystając z jachtu, pozostawionego jej przez byłego już męża, Flavia, organizuje na nim przyjęcie mające upamiętnić jej powrót do stanu wolnego. Żeby było śmieszniej (czy jak kto woli: dramatyczniej), zaprasza na nie swoich... Największych wrogów.

Mężczyzna, który był pośmiewiskiem w szkole, a teraz jest jednym z najpopularniejszych brytyjskich aktorów, kobieta, której Olivia "sprzątnęła" narzeczonego, jej rodzicielka, która pała żądzą zemsty za wyrządzone krzywdy, lekarz, pomagający Olivii w okrutnych praktykach, ludzie, których najbardziej skrywane sekrety odkryła i nie boi się ich wykorzystywać przeciwko nim oraz... Siostra Olivii, Agata, która staje się narratorką całej historii. Poznajemy krok po kroku każdego z zaproszonych, łączące go więzi z Olivią, okoliczności ich poznania; dowiadujemy się za co tak, owej gospodyni rozwodowej imprezy, goście nienawidzą, co mają jej do zarzucenia itp. Każdy ma motyw, każdy ma powód, każdy chce śmierci Olivii.

Agata, krok po kroku opisuje pobyt na jachcie o wymownej nazwie "Musujący Cyjanek", prowadzi Czytelnika w krąg śmierci głównej bohaterki, wyjaśnia, tłumaczy, rozmawia z podejrzanymi i próbuje rozwiązać zagadkę tak starannie zaplanowanego zdarzenia...

"Mówi się, że gdybyś w chwili śmierci mogła obserwować twarze osób z twojego otoczenia, dowiedziałabyś się, kto cię szczerze kochał, a kto nie, a także kto byłby w stanie cię zabić".

Tak jak wiecie, nie przepadałam za kryminałami, to kompletnie nie była moja bajka. Nie była, bo teraz jest to czas przeszły, kryminałom nie mówię już nie. Pani Posadas naprawdę umie budować napięcie; nie mogłam doczekać się końca książki, kiedy cała sprawa się wyjaśni. Nie powiem, nie byłam jakoś specjalnie zaskoczona finałem lektury, jednak naprawdę pochłonęła mnie porządnie. Jak na mój jeden z pierwszych debiutów w tej kryminalnej kwestii, uważam, że poszło mi całkiem dobrze. Tym, którzy lubią takie książki, ta na pewno się spodoba ;).

OCENIAM: 4/6!

Autor: Carmen Posadas
Tytuł: Zaproszenie na morderstwo
Wydawnictwo: MUZA
Ilość stron: 350

 
Tak żeście mi słodzili po relacji z Targów, to macie moją facjatę z rana ;)


*

Teraz czytam inny kryminał, zobaczymy jak długo ta kryminalna moja passa się utrzyma ;).

10.26.2015

Relacja z krakowskich Targów Książki!

   Wiem, jak niecierpliwie niektórzy czekają na kilka moich słów o tym, co przeżyłam w sobotę. Śpieszę więc już z całym opisem (subiektywnie) tego, gdzie byłam i co widziałam ;). 

19. Międzynarodowe Targi Książki już od miesięcy miały w moim grafiku swoje miejsce. Mieszkając w tym cudownym mieście nie sposób opuścić tak ważnego wydarzenia; tym bardziej tym, którzy kochają książki. Z powodu choroby nie mogłam tam być od czwartku, jednak dzień, który przebywałam w EXPO - czyli sobota - należy do naprawdę jednych z najwspanialszych dni w moim życiu. Czemu? O tym za chwilę ;). 

Jak wiecie, od tamtego roku, Targi Książki to również swoiste święto dla mnie i mojej mamy. Obie uwielbiamy literaturę, obie obracamy się w tym samym kręgu (moja mama jest nauczycielką, ja dopiero chcę nią być), jak jestem na studiach to mało czasu spędzamy razem, a całodzienna wyprawa jest idealną okazją by to nadrobić. Wobec tego, mama Dorota już w piątek wieczorem przyjechała do mojego Miasta Królów, by już w sobotni poranek wyruszyć ze mną na łowy i spełnianie marzeń. Cały wieczór siedziałyśmy przed komputerem i spisywałyśmy najważniejsze (dla nas) stoiska, ich umiejscowienie, autorów, których zdjęcia/podpisy koniecznie chciałyśmy mieć itp. Powstała dzięki temu spora lista; było trochę z tym bieganiny, ale co to jest w porównaniu z emocjami, które towarzyszą TAKIEMU wydarzeniu.

Ale, żeby nie było tak cukierkowo, oczywiście już na samym początku rzucono nam kłodę pod nogi. Półmaraton krakowski, który zamykał ulice dojazdowe do EXPO, przez co ruch tramwajowy i autobusowy był utrudniony. Oczywiście, jak wiadomo, EXPO zapewniło dojazd z dworca PKP specjalnym autobusem, czy MPK uruchomiło dodatkowe linie, ale już z miejsca, gdzie ciężko nam się było dostać. Mając w perspektywie kilka przesiadek w dziwnych miejscach, uznałyśmy, że nam też się coś od życia należy, i jak przystało na zgrany duet... Wzięłyśmy porządną taksówkę ;). Przesympatyczny pan taksówkarz już o 9.00 był pod moim blokiem, skąd odebrał moją szacowną mamę i mnie - obładowaną już na dzień dobry 5 książkami do podpisu ;). Tłumaczył, że no cóż, ale bieg krakowski, ulica zamknięta, nic poradzić nie można, że pogoda ładna, że damy radę. Odwiózł nas pod same drzwi, gdzie JUŻ czekały tłumy. 

Weszłyśmy.

I się zaczęło.

Ogromnie liczyłam na spotkanie z młodziutką Mileną Jaworską, której książkę Miles recenzowałam kilka dni wcześniej. Jestem pełna podziwu dla tej dziewczyny, która udowadnia, że marzenia można spełniać już od najmłodszych lat. I proszę, akurat weszłyśmy z mamą do hali i "nadziałyśmy" się centralnie na nią: uśmiechniętą od ucha do ucha, rozmawiającą cierpliwie z czytelnikami. Poczekałyśmy chwilkę i już zabierała się do podpisywania mojego egzemplarza książki, na którym widnieje "Egzemplarz recenzyjny". Ucieszyła się. A ja jeszcze bardziej!





Moja mama, mój nadworny fotograf cykała foty jak szalona, tym bardziej, że była pod wrażeniem i wieku Milenki i podejścia do czytelnika. Milena, naprawdę jeszcze raz Ci dziękuję za to spotkanie, mam nadzieję, że będzie jeszcze niejedno, a ja będę mieć przyjemność recenzowania Twoich kolejnych książek! :)

Kolejnym etapem na mojej targowej drodze i NAJWAŻNIEJSZYM punktem tego dnia, było podpisywanie książek przez pana Grzegorza Kasdepke. Jak wiecie, ten autor dziecięcy jest moim książkowym idolem; mam na jego punkcie lekką obsesję, polecam jego książki KAŻDEMU, sama mam swoje osobiste egzemplarze, które zamierzam wykorzystywać w swojej pracy z dzieciakami (już wykorzystuję, na koloniach opowiadam dzieciom o przygodach pewnego Detektywa Pozytywki itp.) Moja mama wiedziała, że w tamtym roku nie zdążyłyśmy na spotkanie z panem Kasdepke, bo byłyśmy w innej hali, na podpisywaniu książek przez kogoś innego (życzenie mojej mamy), więc kierując się przysłowiem "Co ma wisieć, nie utonie" na pana Grzegorza czekałyśmy już prawie godzinę przed czasem ;). Przyrzekłam sobie, że tym razem się UDA i nie ma innej nawet opcji. Moja mama też widziała, że jestem niemożliwie nastawiona na to spotkanie, że jak już się odbędzie, to spełni się jedno z moich marzeń. Tak, marzeń, bo zamienić słowo z takim człowiekiem, to nie lada gratka dla mnie. Oczywiście miałam przy sobie swojego Detektywa Pozytywkę... W wersji potrójnej, bo jeszcze dla dzieci moich znajomych w formie prezentu + A ja nie chcę być księżniczką. Moja mama była ZACHWYCONA podejściem pana Grzesia do dzieciaków, z jaką swobodą ale i szacunkiem traktuje swoich małych czytelników, jak świetne ma do nich podejście, jak wspaniale widać się czuje, w tym co robi. I gdy w końcu już mogłam podejść i ja... 

Ta chwila, ten moment. Nie wiem, może zbyt emocjonalnie do tego podchodzę, ale naprawdę, stając oko w oko ze swoim idolem, czasem ciężko ubrać coś w słowa. Zobaczywszy mnie z czterema książkami pan Grzegorz cierpliwie zabrał się za podpisywanie, z pięknymi życzeniami, dedykacjami itp. Podziękował za recenzowanie jego książek, że jestem jego taką fanką. Uśmiechom i żartom nie było końca, a ja wiem, że to spotkanie zapamiętam na zawsze i koniecznie muszę je powtórzyć za rok. Może uda mi się nawet jakiś wywiad z panem Kasdepke przeprowadzić? Zobaczymy. Póki co, cieszę się jak dziecko ;).





Chciałabym, aby na świecie było więcej tak pozytywnych, ciepłych i otwartych osób, jak ten pan!

Kolejnym przystankiem na mojej drodze miało być spotkanie z panią Jolantą Kaletą, której Duchy Inków dzielnie dźwigałam w torbie, jednak okazało się, że pani Kaleta jest chora i nie dojedzie na zapowiedziane spotkanie. Bardzo żałuję, bo liczyłam na krótką rozmowę z nią, ale cóż. Za rok MUSI się udać; doświadczona oczekiwaniem na pana Kasdepke, tak jak mówię "co ma wisieć, nie utonie" ;).

Potem już było z górki. Wraz z mamą biegałyśmy od stoiska do stoiska, znajdując jeszcze chwilę na kawę i podliczenie zebranych zakładek. Pozapisywałyśmy się chyba do wszystkich możliwych newsletterów, zatrzymałyśmy wzrok na prawie każdym stoisku. Nauczone już doświadczeniem z poprzedniego roku, wiedziałyśmy jak grać, by zdobyć to co chcemy. A w tym momencie chciałyśmy zdjęcie z panem Cejrowskim. Ale, ale... Była do niego OGROMNA kolejka po wpisy do książek. Ale my z mamą, przyczajone tygrysy, ukryte smoki, tak się kręciłyśmy, tyle kombinowałyśmy, aż w końcu pan Wojciech, w międzyczasie podpisywania książek wypalił: "Chcecie zdjęcie? No to już!"

Wzrok ludzi w kolejce - dosłowny mord w oczach, ale my chciałyśmy tylko jedno zdjęcie, głównie moja mama, bo bardzo lubi "Boso przez świat". Udało się. Powstały dwa zdjęcia, z których nie wiem, które jest zabawniejsze ;). 

Moje, takie z przyczajenia, uchwycone w najlepszym momencie...


I mojej mamy, które (jak śmiejemy się z bratem) jest z tych "rozwodowych" ;). Pan Wojciech patrzy na mnie, a moja mama na niego z taaakim uwielbieniem, że szok!


A potem... 

Potem już tylko robiłyśmy zdjęcia osobom, które cenimy, a do których były TAKIE kolejki, że szok. I tu właśnie zaczynają się minusy Targów. Ja wiem, ja rozumiem, że to są koszty, dodatkowe sale i tego typu podobne rzeczy, ale... Naprawdę w soboty, gdy jest najwięcej ludzi i najwięcej sław, musi być taki tłum i ścisk? Ludzie starsi, mamy z dziećmi w wózkach, nie dało się przejść. I żeby to jakoś w kulturze przebiegało, w końcu to Targi KSIĄŻKI. Ale nie. Chamstwo, wyzwiska i pretensje. Ktoś tylko chciał przejść, to zaraz teksty, że jest kolejka, że nie ma wpychania się. Zrozumiałe, że każdy chce autograf. W takim wypadku więc, gdy organizatorzy mogą przewidzieć ilość zainteresowania daną osobą (jak Anną Dymną, Olafem Lubaszenko czy Piotrem Fronczewskim), powinni zorganizować takie spotkania w osobnej sali, albo zorganizować przy stoisku wydawnictwa większą przestrzeń. Takie jest moje zdanie. Ale żeby nie przynudzać, łapcie kilka zdjęć, autorstwa mojej mamy, która była niezawodna w tej kwestii ;).





I to właściwie tyle. Zdobyłam co chciałam, marzenie spełniłam, nic mi więcej do szczęścia nie trzeba było ;). Nie szalałam z zakupami; mam jeszcze tyle książek do przeczytania, przyszłam na Targi w konkretnym celu. No ale, nie dało się ;). Oprócz zakupienia dwóch egzemplarzy Detektywa Pozytywki dla moich znajomych, do grona moich osobistości na półce dołączyła trylogia Dotyk Julii, w prze-pię-knym wydaniu, trzecia z książek Matthew Quicka (żółtą i niebieską mam, akurat udało się zdobyć zieloną!), oraz tak wyczekiwana książka, na którą polowałam od dawna Kochając pana Danielsa. Chłopakowi zakupiłam "pocket game", pozbierałam zakładki i...

To wszystko. Następne Targi za rok i już wiem, jak to rozegrać, by było jeszcze lepiej! 

Z mamą wracałyśmy już akurat podstawionym autobusem. To nic, że wyjeżdżał z parkingu prawie godzinę. Byłyśmy tak zmęczone, ale tak szczęśliwe, że naprawdę nie miało już to wielkiego znaczenia. Potem wciągnęłyśmy mega fast fooda w Galerii Krakowskiej i tym pysznym akcentem zakończył się nasz targowy dzień. Obładowana siatkami z książkami i zakładkami wróciłam do mieszkania, mordując swój stół i chłonąc jego widok :).

Oto on:




Mam nadzieję, że za rok uda mi się spotkać z kimś z Was ;).



Było wspaniale, cudownie, z ogromem emocji. Większość ludzi uśmiechnięta i buszująca w swoim świecie. Coś niemożliwego. Niesamowitego. Takich przeżyć nie da się porównać z niczym innym.

Do zobaczenia za rok!

<3

10.25.2015

WYNIKI urodzinowego losowania ;)

   Dobra, wiem, losowanie zakończyło się dobre dwa tygodnie temu, ale wyniki ogłaszam dopiero dzisiaj. Czemu? Nie przewidziałam kilku spraw, które nałożą się na mój życiorys, a poza tym... Musiałam wybierać pomiędzy... Czterema osobami. Zaledwie.

Nie wiem, czy to moja wina, że oddałam na losowanie nieciekawe według Was książki (ja uważam, że jest to naprawdę fajny zbiór z mojej biblioteczki), zasady były zbyt proste (lub zbyt trudne?), nie lubicie mnie już i WirtualnejKsiążki (w tym momencie pęka mi serce), czy już po prostu nie wiem o co chodzi... 

Wiem, że zaniedbałam trochę bloga, że może posty nie pojawiają się kilka razy w tygodniu, tak jak bym chciała, ale zwyczajnie albo nie pozwala mi czas, albo warunki, albo po prostu nie czytam aktualnie żadnej książki i wstyd dodawać mi coś tutaj tak nieprzemyślanego, czy na szybkości. No cóż. 

Ale dosyć już tych ogłoszeń parafialnych. Byłam wczoraj na 19. Międzynarodowych Targach Książki w Krakowie i chłonę widok moich zdobyczy, które możecie już zobaczyć na facebooku; a jak było, co mnie zaskoczyło, co uradowało, co rozczarowało, oraz kilka zdjęć - już jutro ;).

A tymczasem...

WYNIKI losowania urodzinowego.

Przypomnę, co było nagrodą.




Zwycięzca miał sobie wybrać DWIE książki z owego zbioru ;).
A ja jak zwykle poszłam na przekór i zwycięzców wybrałam więc DWÓCH. A właściwie dwie zwyciężczynie. 

Ta daaam!

Książniczka

i

Joanna Maziarka

I teraz tak:

Piszę do Was na maila. Książniczko, wybierasz sobie dwie książki z mojej biblioteki, a następnie z reszty Joasiu wybierasz Ty ;). 

Ogromnie dziękuję Wam za zgłoszenia, podobnie jak i pozostałym uczestnikom, mimo, że było Was tak mało. Mam nadzieję, że przy następnym losowaniu (jeśli się na jakieś zdecyduję, bo naprawdę było mi smutno), będzie Was ludzie więcej! 

Przedłożę tu jeszcze słowa, które otrzymałam od moich Zwyciężczyń:

Książniczka: "Obserwatorzy, wyświetlenia i współprace (choć miłe) to jedno. To co napędza Cię do prowadzenia bloga i do czytania - drugie. Bez umiejętności wchodzenia do kreowanych literackich światów i bez możliwości przelania swoich wrażeń w recenzję nie tworzyłabyś tego miejsca lub, w najlepszym wypadku, nie odnajdywałabyś się tu tak dobrze i robiłabyś to z przyzwyczajenia. Życzę Ci i Twojemu blogowi ;), aby taka sytuacja nigdy nie miała miejsca, aby książkowa rodzinka stale się powiększała a pomysły napływały do głowy.

Więc jeśli w jednym zdaniu miałabym Ci czegoś życzyć, to życzę Ci głownie tego, żebyś nigdy nie zatraciła swojej pasji".

Joasia: "A Tobie i blogowi, życzę jak najdłuższego pożycia razem, rosnącej liczby obserwatorów i dzielenia się swoimi wrażeniami po czytaniu książek, na które zawsze znajdzie się czas (nawet w magiczny sposób)!"

*

Dziewczyny, ślę do Was maile i czekam 3 dni na decyzję!

Buziak!

10.19.2015

"Miles" Milena W. Jaworska

   O tej książce dowiedziałam się, czytając bloga Cyrysi; została jej patronką medialną (czego serdecznie gratuluję!). Moją uwagę przykuła niesamowicie oryginalna okładka, oraz sam opis fabuły. Czytając o Milesie, kompletnie nie spodziewałam się, że... Autorką jest Polka, a cóż dopiero, że zaledwie 16 - letnia!

Ale do rzeczy.


"Miłość nie potrzebuje wiele czasu, na to, żeby się pojawić, potrzebuje czasu na trwanie".
Uwielbiam wszelkiego rodzaju fantasy; dobrze wiecie, że uchowałam się na Harry'm Potterze, Władcy Pierścieni, czy Eragonie. Czarodzieje, smoki, orki, elfy, wampiry, wilkołaki nie są mi straszne; ubóstwiam momenty, gdy tak totalnie inny świat porywa mnie w siebie i nie chce wypuścić. Nie jestem już nastolatką, ale do tej pory czasami lubię się zatracić w zupełnie innej rzeczywistości. A tutaj miałam okazję posmakować czegoś, czego jeszcze nigdzie nie widziałam i nie czytałam!

Millie jest 19 - letnią dziewczyną, pozornie całkowicie normalną, chodzącą do liceum, mającą kochających rodziców, oraz posiadającą swoje pasje. Wydawać by się mogło, że ot tak, zwyczajna sobie dziewczyna, cóż tam można o niej nawypisywać. Otóż można. Millie nie jest zbytnio lubiana w szkole, gdyż jej ojciec startuje w wyborach na premiera USA, jest spokojna i skromna, a najbardziej w świecie lubi wpatrywać się w rozgwieżdżone niebo. Dopiero, gdy w jej życiu pojawia się niejaki Aries, Millie zaczyna czuć, że nie jest całkowicie sama i samotna w otaczającym ją świecie. Mało tego. Okazuje się, że i ona i Aries z tego świata nie są. 

"Wygraną nie jest zakochać się na chwilę. Wygraną jest zakochać się na przyszłość".
Tak jak wspomniałam wcześniej, nie przewidywałam "takiego świata" dla Millie i Ariesa. Brawa dla autorki za bardzo oryginalny pomysł. Milena Jaworska pisze bardzo lekko; nie powiem, widać, że to jej debiut, gdyż czasem jest za szybko, za gwałtownie, za bardzo, ale jak na pierwszą powieść (a Miles to dopiero pierwsza część trylogii!) to naprawdę udało się jej zwrócić moją uwagę i zasiać ziarno oczekiwania na więcej ;). Postać głównej bohaterki została przemyślanie skonstruowana; umiałam (i chciałam) się w nią wczuć, zrozumieć jej zachowanie, poczucie odrzucenia przez znajomych, chęć odcięcia się od znanego ojca i bycia po prostu sobą. Pewne sytuacje jak dla mnie działy się zbyt pochopnie czy prędko, ale to można wybaczyć. Podsumowując, Miles to dobra, odświeżająca lektura na jesienny wieczór, jeśli chcemy zatopić się w innym świecie. 

Tytuł: Miles
Autor: Milena W. Jaworska
Cykl/seria: Plejady
Ilość stron: 220
Wydawnictwo: Novae Res

OCENIAM: 4/6!




Za książkę bardzo dziękuję Wydawnictwu:


*

Już niedługo wyniki losowania urodzinowego, cierpliwości ;).

10.12.2015

"Druga szansa" Danielle Steel

   Danielle Steel należy do tych pisarek, których każda książka okrywa się sukcesem. Przynajmniej według mnie. Mimo, że napisała ich kilkadziesiąt (!), wiele zekranizowano, to wciąż cieszą się niesłabnącą popularnością, zwłaszcza wśród kobiet. W każdym wieku. Pierwszą książkę tej autorki przeczytałam, jak miałam jakieś piętnaście lat (była to powieść Długa droga do domu) i od tamtej pory jak widzę gdzieś nazwisko Steel to wiem, że publikacja będzie hitem. 

Pokazywałam Wam na fanpage'u prezent od Wydawnictwa Między Słowami, co po prostu napełniło mnie wręcz ogromną radością :). 


Tyle radości!

Dziś mam dla Was słów kilka o pierwszej z tych przedstawionych na zdjęciu powieści.

O czym jest Druga szansa?


"Nie była już przecież dzieckiem i zdawała sobie sprawę, że niektóre prezenty, choćby nie wiem jak kuszące, najlepiej pozostawić zapakowane".
Fiona Monaghan jest 42 - letnią kobietą sukcesu. Piękna, szalenie inteligentna, szefowa modowego magazynu "Chic" ma wszystko, o czym można marzyć. Okazały dom, pieniądze, oddanych przyjaciół, sławę, rozpoznawalność światową, miejsce w pierwszych rzędach wszelakich pokazów mody w skali globalnej.  Na tym cudownym szklanym obrazie jest tylko jedna rysa...

Fiona nigdy nie była mężatką, nie ma dzieci i... Wcale jej się do tego nie śpieszy. Mało tego. Ona wcale tego nie chce. Co wcale nie świadczy o tym, że jest sama. Do czasu.

Gdy Fiona poznaje Johna, całkowicie zmienia się jej życie. Niby przypadkowe rozmowy, coraz częstsze spotkania, chęć bliższego kontaktu; mężczyzna staje się tym, na kogo Fiona czekała tyle lat. Wciąż oblegana przez najsławniejszych światowych ludzi, wydająca chwalebne przyjęcia, żyjąca w ciągłym biegu, rozchwytywana przez innych - Fiona znajduje czas na uczucie. Energiczna, piękna, modna, zawsze dobrze ubrana, mądra zaczyna dzierżyć władzę nad spokojnym i ustabilizowanym Johnem. Do pewnego momentu. Niespodziewane komplikacje wkradają się w tę otoczkę wspaniałości, co burzy mydlaną bańkę szczęścia. Ogrom emocji zmienia się w obojętność.
"- Pamiętasz mnie? Znów jestem sobą. Żadnych obowiązków, zobowiązań, obciążeń. Nie chcę niczego posiadać, nikogo kochać, ani przywiązywać się do ludzi, miejsc i rzeczy. Ta zasada doskonale się sprawdza w moim przypadku".
Tytuł udowadnia, że wiele błędów można ponaprawiać, każdą złą decyzję jeszcze raz przemyśleć, co wcale nie oznacza, że życie będzie proste i kolorowe. Czy w miejscu sercowych blizn można zbudować coś nowego? Czy warto dawać sobie i swoim marzeniom drugą szansę?
Na to pytanie wspaniale odpowiada pani Steel.

Ja osobiście autorkę uwielbiam; za jej prostotę stylu, za klarowność, dobitnie stawiane przed bohaterami przeszkody, jak i możliwości pokonywania ich. I choć akurat ta książka nie będzie może należeć do moich ulubionych, to jednak jest jedną z tych dających wiarę w nadzieję na lepsze jutro ;).

OCENIAM: 4/6!

Autor: Danielle Steel
Tytuł: Druga szansa
Wydawnictwo: Między Słowami
Ilość stron: 270




Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu:


*

Kto jeszcze nie bierze udziału w URODZINOWYM LOSOWANIU to zapraszam! Wystarczy kliknąć, zgłosić się i już! A do wygrania naprawdę dobre książki z mojej osobistej biblioteki ;). 

Zapraszam serdecznie!

10.10.2015

"ENGLISH MATTERS", czyli jak zaczęłam powtarzać język!

   Dokładnie dwa tygodnie temu miałam przyjemność nawiązania współpracy z Wydawnictwem Colorful Media ;)! Założyciele, czyli państwo Olejniczak, postawili na zakres specjalistyczny, w tym wypadku językowy. Dzięki temu, na wielu rynkach ukazują się magazyny i czasopisma dla fanów poliglotyzmu. Ja wybrałam dla siebie (póki co) angielski, może kiedyś zdecyduję się na niemiecki. Będę Wam prezentować ofertę magazynu "English Matters" - dwumiesięcznika, z ciekawymi artykułami z całego świata.

No to już, zapraszam. Zobaczcie, co tutaj mamy, zaraz za okładką z księciem Harry'm!



Na pierwszy ogień idą artykuły z pierwszych stron; czyli te o ciekawostkach dotyczących uprzedzeń i pewnych ludzkich zachowań. Efekt Golema, czy Efekt Pigmaliona zaprezentowane w bardzo obrazowy i logiczny sposób ;). I mój ulubiony akapit: prześmieszne teksty na podryw! Kilka wysłałam już chłopakowi; uznał, że będzie ich używał ;).

- "If you were a vegetable you'd be a cute - cumber"
- "Me without you is like a nerd without braces!"
- "When God made you, he was showing off"
- "Do you know what my shirt is made of? Boyfriend material"

Następnie mamy obszerny artykuł o księciu Harry'm i jego dystansie do dziedzictwa, służbie wojskowej, działalności charytatywnej itp. 

Pojawiają się artykuły o Haiti, polityczne, mamy nawet coś o serialu "Walkind Dead"! Czemu właśnie ten serial stał się telewizyjnym fenomenem, o czym jest i dlaczego tak długo utrzymuje się na falach popularności. 

Z tego numeru dowiesz się także, jak to będzie, gdy coraz więcej będzie EURO waluty w Europie, jakie są plusy i minusy owego przedsięwzięcia, czy aby na pewno wyjdzie to nam na dobre. 

W dziale o podróżach zobaczysz Sztokholm od podszewki; poznasz najlepsze miejscówki na jedzenie, spotkania ze znajomymi, co warto zwiedzić. Mnie szczególnie zainteresował akapit o zespole ABBA, który pochodzi właśnie stamtąd ;). 

Conversation matters - tutaj poczytałam sporo o asertywności, oraz dowiedziałam się jak ją wyrażać. Mężczyźni też tu mają swój dział. Muszę podrzucić chłopakowi tę gazetę, gdyż jest tu dużo o driftingu, choć jestem dziewczyną, to jednak widok ładnego auta nie jest mi obojętny, a z artykułu dowiedziałam się dużo na temat sztuczek, które można z takim autem wyczyniać ;). I co tu jeszcze mamy? Fragment Portretu Doriana Grey'a

Oczywiście KAŻDY artykuł jest podparty słowniczkiem, z którego uczymy się nowych słówek; podkreślone w tekście mamy po polsku wytłumaczone. Jest to świetne rozwiązanie dla osób uczących się języka, gdyż nie trzeba co chwilę sięgać po słownik, czy GoogleTranslate, by umieć rozumieć wiadomości ze świata. Dla mnie ten magazyn jest rewelacyjny, gdyż jest to normalnie pisana gazeta, z bieżącymi informacjami, ciekawostkami, które na pewno każdego zainteresują. Świetna opcja na naukę/powtarzanie języka, zapamiętywanie słówek, kojarzenie ich od razu z całymi zdaniami. Można poczuć się jak obcokrajowiec czytający we własnym języku ;). Rzetelnie, elegancko, zwięźle na temat.

POLECAM!



Przy okazji zobaczcie moje nowe hybrydy <3



Polecam każdemu, kto chce szkolić język, poznawać nowe słówka, dowiedzieć się kilku ciekawostek ;). Ja już z niecierpliwością czekam na kolejny numer!


Za możliwość przeczytania i opisania magazynu, bardzo dziękuję:


Tak, tak, Wydawnictwo to dołączyło do grona tych, z którymi współpracuję!
Dziękuję za zaufanie!

*

PS. 

Kto jeszcze nie bierze udziału w URODZINOWYM LOSOWANIU niech zrobi to czym prędzej. Naprawdę zasady są banalnie proste, a można wygrać super książki z mojej biblioteczki! Po prostu kliknij w link!

10.09.2015

Jak to się stało, że wylądowałam tutaj z WirtualnąKsiążką? Część IV.

      Widzę, że mój styl i sarkastyczne podejście do życia Wam przypasowało, więc... Jedziemy dalej! Wersja pamiętnicza mojego bloga się rozrasta, a ja się cieszę przeogromnie, że mogę Wam tu wylewać kilka swoich żali i opinii na różne tematy. Książki książkami, recenzje recenzjami, ale jestem dumna, że (na razie wirtualnie) znam WAS, moich Czytelników; bo ciągle podnosicie mnie na duchu, wierzycie we mnie, wspieracie, znacie blogowy świat, dzięki Wam tu jestem i dla Was piszę. Mimo, że wiele osób, w tym moi rodzice się dziwią i pytają: czemu jeszcze na tym nie zarabiasz? Bo nie. Bo fakt, że otrzymuję tyle wspaniałych książek, za które nie płacę, jest nagrodą. A poza tym lubię pisać. Lubię dzielić się z Wami moimi obserwacjami, spostrzeżeniami, nie tylko wyniesionych z książek, ale i z życia osobistego.

Dziękuję.

Za każde dobre słowo, gest wsparcia, otuchy, każdy "lajk", dodanie mnie do obserwowanych. 

Ale dziś nie o tym. Obiecałam, że zrobię reklamę Panu, który wykonał dla mnie wspaniałą stronę graficzną WirtualnejKsiążki, pamiętacie? Więc oto nadszedł ten moment. 

Pewnego dnia zapytałam mojego dobrego znajomego (człowiek o wielkim sercu swoją drogą! Wiecie, że oddał szpik i uratował cudze życie? Jestem dumna, że mam tak wspaniałego kolegę ;). No i gość wygląda jak Dawid Podsiadło w wersji blond! Nawet w moim telefonie widnieje jako "Podsiadło"! I jest tak ciepłą, pozytywnie zakręconą osobą, ale z zasadami, że aż trudno uwierzyć. Piotrek, jeśli to czytasz, to łap pozdrowienia! :)) co tu by zrobić, żeby mieć skromną stronę, ale ze smakiem, o dobrych parametrach, taką "moją"? Bez zastanowienia polecił swojego kolegę, niejakiego Reja.


KusowskiDesign to przedsięwzięcie młodego człowieka, który nie tylko odwalił kawał świetnej roboty dla mnie i mojego bloga, ale jest osobą tak sympatyczną, tak ugodową, bezproblemową, terminową, konkretną, z głową pełną pomysłów, że SZOK! Fachowiec, który nie narzucał mi swojego zdania, ale miał swój pogląd na wizerunek mojej strony; sama wybierałam kolory, on doradzał, omawiał, pomagał w każdej kwestii. Wyszło jak wyszło. Prosto, elegancko, dokładnie tak jak chciałam. Profesjonalnie, skromnie, jak sobie wymarzyłam. Polecam, polecam z całego serca; kolejne zlecenia graficzne będę kierować tylko i wyłącznie do niego, a Wy jakbyście chcieli też coś, jakoś to tu jest kontakt: kusowskidesign@gmail.com.

Proszę lajkować mu stronę, bo chłopak naprawdę jest tego wart ;).

*

I tak już mija nam rok wspólnie, na tej mojej WirtualnejKsiążce. Będę Wam niedługo opisywać moje perypetie dotyczące studiów, wycieczek po Krakowie, i TARGÓW, bo to już za 3 tygodnie w końcu! Mam nadzieję, że spotkam się z Małą Pisareczką i Fenko. Bo chyba o to chodzi, by ludzie o wspólnej pasji, gdziekolwiek by nie mieszkali, choć raz wypili z sobą kawę? Przecież odległości geograficzne nie mają znaczenia, prawda?

Do napisania niedługo ;).

10.07.2015

Liebster Blog Award

   No i stało się. Patrycja z Lawendowego Motyla nominowała mnie do udzielenia kilku odpowiedzi na temat swojego życia ;). Liebster Blog Award cieszy się sporą popularnością, choć ja nie lubię przeciągać tego "wyzwania" dalej; dlatego raczej nikogo nie nominuję, ale jestem bardzo ciekawa Waszych odpowiedzi na pytania postawione mi przez Patrycję.

A oto one:

1. Bez czego nie możesz się obyć z samego rana? 
Dawniej była to kawa; teraz jest to meliska - bo zdrowa, uspokajająca i po prostu dobra. 

2. Co uważasz za swój największy sukces w życiu? 
Nie wiem, czy mogę to uznać za SWÓJ sukces, ale cieszę się, że mam wokół siebie ludzi, którym na mnie zależy; wspierającą mnie rodzinę, fajnego chłopaka, dobre przyjaciółki. Sukcesem jest dla mnie natomiast ten blog, bo nie wierzyłam, że dobrnę z nim tak daleko i na tak długo. A końca nie widać!

3. Co cenisz u ludzi najbardziej? 
Najbardziej cenię naturalność, szczerość i dystans do siebie (jak i świata).

4. Jaka rzecz cię denerwuje, mimo, że np. wszyscy ją mają, używają i chwalą? 
Nie wiem... Nie mam np. kont na Instagramie czy Twitterze...

5. Drobnostka, bez której nie możesz się obyć, to...? 
Masło do ust Nivea. Wiem, że to głupie, ale mam je zawsze w torebce. No i książka, ale nie zawsze zaliczam publikacje do "drobnostek" ;).

6. Czym zajmujesz się obecnie? 
Studiuję w Krakowie pedagogikę przedszkolno - wczesnoszkolną (mgr!), zajmuję się małą Tosią i ciągle piję za dużo piwa.

7. Najśmieszniejsza sytuacja, o której w tej chwili pomyślałaś? 
Do głowy przychodzi mi tylko ostatnia wyprawa na grzyby z moim chłopakiem, jego bratem i bratową... Jak zaryłam głową i ciałem w wąwozie a oni to wszystko nagrali na telefon. Nogi mam tak posiniaczone, że jak pójdę na basen to ratownicy pomyślą chyba, że jestem bita w domu. Ale film z owej sytuacji jest tak zabawny (taaak, jestem gwiazdą!), że mogę go oglądać bez końca, i ryczę ze śmiechu. Tak jak wszyscy inni. Moje nieszczęście stało się powodem mega zabawy :P

8. Książka, która wywarła na Tobie ogromne wrażenie i dlaczego? 
Hmm... Naprawdę ciężko mi stwierdzić, bo cały czas coś czytam i ciągle coś wywiera na mnie wrażenie... Ale chyba pozostanę przy moim ukochanym klasyku: Duma i uprzedzenie. Bo to totalnie mój klimat, moja wyśniona bajka, emocje i styl.

9. Film na jesienne wieczory, który polecasz, to... 
Ostatnio oglądałam z koleżanką "San Andreas" i bardzo mi się podobał, choć był mega przewidywalny. Na zimne wieczory polecam coś na podstawie prozy pana Sparksa, choć wiem, że niektórych nudzą takie romansidła (pozdrawiam mojego chłopaka właśnie w tym miejscu!)  

10. W ilu językach obcych mówisz? Jakie to są? 
Wiadomo, po polsku, trochę po angielsku, a ostatnio powtarzam niemiecki, bo mój M. szprecha jak opętany. Nie chcę odstawać, muszę być mega dobrą dziewczyną pod każdym względem!

*

Chyba tyle, Patrycja dziękuję za nominację!
Czekam na Wasze odpowiedzi na owe pytania w komentarzach ;).

I tak, dalej trwa LOSOWANIE, gdzie można wygrać naprawdę fajne książki z mojej osobistej biblioteki ;). Zasady są banalnie proste, więc ogromnie zachęcam!

10.02.2015

ZACHCIANKI października!

   Wybaczcie dłuższą nieobecność, ale powrót do Krakowa - mojego ukochanego miasta lekko mnie pochłonął. Mieszkanie, znajomi, praca magisterska i kilka innych spraw ;). Ale już wracam, tym razem ponownie prezentując Wam wybrane przeze mnie TRZY książki, na które ostrzę ząbki w tym miesiącu.

A więc na pierwszy ogień idzie... Tajemny ogień ;).




Szczerze mówiąc, nie przeczytałam sagi Wybrani, a głównie w ten sposób jest reklamowana ta książka; że napisała ją ta sama autorka - C. J. Daugherty. Ale akurat w tym wypadku i okładka i opis treści mnie bardzo zaintrygowały.

Taylor Montclair (Anglia)
Pewnego dnia wybuch złości Taylor powoduje, że przedmioty wokół niej zmieniają swoje położenie, a silne emocje zakłócają przepływ elektryczności. Dziewczyna poznaje szokującą prawdę o swoim pochodzeniu. Dowiaduje się, że drzemie w niej tajemny ogień.

Sacha Winters (Francja)
Setki lat temu na stosie spłonęła alchemiczka, która rzuciła klątwę na trzynaście pokoleń pierworodnych synów z rodu jej zabójców. Sacha jest trzynasty – za osiem tygodni ma umrzeć. Na świecie jest tylko jedna osoba, która może mu pomóc.

Dzielą ich setki kilometrów, łączy przeznaczenie.
Czy zdążą się odnaleźć, nim Sacha zginie, a świat pochłonie ogień?

Premiera: 21 października!
Wydawnictwo: Otwarte

*

Następna w kolejności jest perełka od Wydawnictwa Prószyński i S-ka, Zanim będzie za późno.



Uwielbiam takie psychologiczne motywy, gdzie niczego nie jest się pewnym do samego końca, a psychika bohatera spędza sen z powiek.

Doskonała debiutancka powieść Lauren Frankel. Historia dziewczynki na skraju załamania nerwowego i matki, która za wszelką cenę usiłuje jej pomóc, zanim będzie za późno.

Pod adresem trzynastoletniej Callie pada oskarżenie o agresywne zachowanie. Doskonale znając łagodne usposobienie córki, Rebecca jest przekonana o jej niewinności. Callie zostaje oczyszczona z podejrzeń, ale koleżanka, która ją oskarżyła, zaczyna przysyłać wiadomości z pogróżkami o coraz bardziej rozpaczliwej treści. Rebecca postanawia interweniować. Próbując pomóc niezrównoważonej dziewczynie, wspomina własne nastoletnie dramaty i przyjaźnie. Wraca pamięcią do czasów, gdy jej brak zrozumienia wobec najbliższych doprowadził do tragedii. Postanawia uczynić wszystko, aby ta historia zakończyła się inaczej. Jednak Rebecca nie wie wszystkiego, nie rozumie, kto jest prawdziwą ofiarą, i nie zdaje sobie sprawy, w jak wielkim niebezpieczeństwie znalazła się Callie.

Przejmująca, piękna opowieść o intensywnych emocjach wieku dojrzewania, złożonej naturze nastolatek oraz okrucieństwie, nieobcym żadnemu z nas. Odważne spojrzenie na najgorsze ludzkie instynkty, które oddalają nas od siebie samych – co czasem bywa wybawieniem.

Premiera: 29 października!

*

I na koniec największe szaleństwo. KLASYK, który pokochały miliony, m. in. za wspaniałą ekranizację. Ja na punkcie tego wydania oszalałam za sprawą przepięknej, przewspaniałej, przeidealnej okładki. No i wiadomo samej treści. To jest książka, która koniecznie musi stanąć na mojej półce na honorowym miejscu ;).

Chyba wiecie o czym mówię. Oczywiście o pomyśle od Wydawnictwa Albatros!




Książka - legenda, której niesłabnącą popularność przyniosła doskonała ekranizacja oraz niezapomniana postać głównej bohaterki, która nie ma sobie równych w całej historii literatury. Rok 1861. Czas wojny secesyjnej - Ameryka przechodzi głębokie wewnętrzne przemiany, które na zawsze zmienią jej obraz. Świat Południa, wielkich plantacji, możnych panów i czarnoskórych niewolników odchodzi w zapomnienie, pochłaniany przez industrialną, nastawioną na przemysł rzeczywistość. Scarlett O`Hara, córka zamożnego plantatora bawełny z Georgii, ma zaledwie szesnaście lat, jednak jej duma, upór i energia wydają się nie znać granic. Kiedy jej ukochany Ashley Wilkes zaręcza się z inną kobietą, Melanią, dziewczyna na złość jemu i sobie wychodzi za mąż za jej brata. Jej małżeństwo nie trwa jednak długo, małżonek rychło umiera, zaś Scarlett sama musi dać sobie radę z przytłaczającą rzeczywistością...

Premiera: 7 października! (Czyli już za tydzień ;))

*

Dopiero teraz zauważyłam, że wszystkie trzy skarbki, które zamierzam przygarnąć i przeczytać w najbliższym czasie, są w podobnej gamie kolorystycznej. Przypadek?

A wy co będziecie czytać teraz, gdy zaczynają się studia i coraz zimniejsze wieczory?

I wciąż przypominam o LOSOWANIU.