12.31.2015

Sylwestrowo i trochę noworocznie!

     Moi Kochani,

jako, że dziś i ja, jak i pewnie Wy, bawić będziecie w tym czy innym mieście, na takiej czy owakiej imprezie, sami czy z kimś - uważam, że to jest najlepszy moment, by złożyć Wam (w sumie nam, Czytelnikom) życzenia na Nowy Rok 2016.

Ostatni dzień starego roku to moment podsumowań, rozliczeń, bla bla. Nic z tych rzeczy dziś tu się nie pojawi. Jak wspomniałam kiedyś tam, podsumowania robić będę tylko przy okazji rocznicy bloga; w końcu WirtualnaKsiążka też obchodzi urodziny, więc właśnie wtedy wraz z nią będę ogarniać to, co sobie założyłyśmy w roku poprzednim (czy wytrwałyśmy, a co!). Z jedynych podsumowań takich książkowych, to mogę powiedzieć, że w tym roku przysłowiowo "dałam ciała" i nie przeczytałam zamierzonych stu książek, zatrzymałam się na... 71. Istny cyrk. Ale, w sumie, 2016 rok będzie właśnie TYM, w którym pospełniam swoje zachcianki, należy mi się ;).

Co do postanowień... Nie wiem, czy w ogóle jakieś robić, bo ja to zawsze porywam się z motyką na słońce, a później cuda wychodzą, jednak... Spróbuję. Po pierwsze, więcej postów okołoksiążkowych, czyli o tym, co w trawie piszczy (są już ZACHCIANKI miesiąca, ale czas iść krok naprzód), co cenię, a co pasuje mi zbrukać, kim jestem, gdy nie piszę w tym momencie recenzji itp. Pasuje Wam coś takiego? Będę się starać, obiecuję!

Wybacz, moja WirtualnaKsiążko, ale będę wyciskać z Ciebie ile się da!

Dobrze, a teraz życzenia, co by w ten Nowy Rok wejść z pompą! 
W sumie będą to też życzenia trochę dla mnie, ale jak wiecie, jestem troszkę samolubna. A zatem! Moi Drodzy, życzę nam przede wszystkim wytrwałości, w tym co robimy. I wcale nie mam tu na myśli tylko książkowego blogowania (chociaż troszkę tak), ale też inne kwestie, takie jak wszelkiego rodzaju przyjaźnie (doceniajcie wspaniałych ludzi obok siebie!), marzenia (chcesz skoczyć na bungee? Zrób to!), plany i zamiary (chcesz znaleźć fajną pracę? No to bierz swój zgrabny tyłek w obroty i szukaj!). Wiem, że czasem cechuje nas tzw. słomiany zapał, ale sęk w tym, by go pokonać i pokazać, że tym razem się uda. Chcieć to móc, powiedział kiedyś ktoś bardzo mądry. Życzę nam uśmiechu na każdy dzień. Ot tak, bez powodu. Albo z powodem. Nie wiem, byle jaka duperela może być sprawcą uśmiechu na twarzy. Wyszła Ci jajecznica? Jej! Jesteś drugim Miszel Morłeno, gratuluję! Nie rozlałaś/eś kawy na nową bluzkę? Szacun, ja bym rozlała i pewnie jeszcze bym się z tego śmiała (co nie zmienia faktu, że śmiać się będę jak mi się uda nie rozlać). Ktoś pożyczył Ci pięć groszy do biletu? Podaruj mu najpiękniejszy uśmiech świata, bezinteresowność jest w cenie. Uśmiechaj się! To najpiękniejszy makijaż! Dalej. Życzę nam SIŁY, która może wyrażać się w różnych dziedzinach. Coś a'la asertywność. Pomagać to jedna sprawa, ale być asertywnym to osobna kwestia. Nie daj się wykorzystywać. Nie w tym roku. Czytaj! To kolejne moje życzenie dla nas. Każda książka wnosi do Twojego życia coś nowego, pamiętaj. I tak jak głosi cytat w nagłówku WK - kto czyta książki, ten żyje podwójnie, rozumiesz? No, mam nadzieję. I nigdy, ale to NIGDY się nie poddawaj. Poddawanie się wchodzi w nawyk, więc nawet nie dopuść do siebie myśli, że możesz kiedykolwiek odpuścić. Okej? Jak tak patrzę teraz na ten tekst, to aż mam ochotę założyć osobny blog na potrzeby wylewania swoich przemyśleń, tak bardzo ironicznych, w czeluście Internetów. Co myślicie? Ach, co możecie myśleć, jak pewnie nie dobrnęliście nawet do tego fragmentu, tylko pewnie teraz śpicie z głowami na biurkach/ laptopach/ kolanach, klnąc w swoich mózgach na lawinowy słowotok Aśki z WirtualnejKsiążki. Sorry, Winnetou.

Więc tego życzę na Nowy Rok! A teraz wybaczcie, idę się szykować na potańcówkę. W remizie. Ale zabezpieczyłam się na tę oto okoliczność, wiadomo, blond czuprynka pracuje. Przeczytałam już jedną ciekawą książkę i napisałam jej recenzję. I nawet ją opublikuję, jak wstanę. Nie wiem kiedy to nastąpi, ale będzie. Będzie, będzie. 

Tymczasem życzę Wam udanej zabawy sylwestrowej, pożegnajcie godnie 2015 a przywitajcie zacnie 2016 rok! Będę się przyglądać! ;)


Boże, te buty już tyle potańcówek obskoczyły, że szok...
A Żelazny król idzie ze mną! A co! Każda księżniczka musi mieć obstawę ;)!

12.29.2015

Liebster Blog Award ponownie! ;)

     I stało się, znowu zostałam nominowana do wyzwania, dzięki któremu dowiecie się o mnie jeszcze więcej ;)! Uwielbiam LBA, choć sama zwykle nigdy nikogo nie nominuję; po prostu na "moje" pytania niech odpowie ten, kto chce. Tak zwyczajnie. Tym razem nominowała mnie PolaCastairsTreaty z bloga: TEGO.

A więc... Do dzieła! Robię, co mogę, by wyszło dobrze!


Bardziej inteligentnie, w okularach.
Żeby nie było ;D

1. Czy sądzisz, że książki kształtują charakter?

Oczywiście. Dzięki moim książkowym "wychowawcom", takim jak seria o Harrym Potterze, klasyka literatury angielskiej, dobre młodzieżówki, kobiece obyczajowe powieści jestem tym, kim jestem dzisiaj. Może czasem aż za bardzo wrażliwą dziewczyną młodą kobietą, która (już teraz tak!) wie, czego chce, i uparcie do tego dąży. Nie byłabym taka, gdybym tyle w życiu się nie naczytała ;).

2. Jaki jest Twój przepis na dobry dzień?

Na pewno kubek mocnej, czarnej, parzonej kawy o poranku. Jeśli tego nie mam, jestem zła, jak przysłowiowa osa. Jeśli Prima kawa dotrze do mojego żołądka i mózgu zaraz po przebudzeniu, dzień na pewno będzie dobry. Ale nie tylko o to chodzi. Uwielbiam dni, gdy uśmiechają się do mnie obcy ludzie, a ja te uśmiechy odwzajemniam, gdy mogę komuś w czymś pomóc, gdy coś mi się uda. Pod koniec dnia analizuję go i wiecie co? Dochodzę do wniosków, że radość i uprzejmość to całkowite przepisy na sukces.

3. Czy masz jakąś złotą myśl, której się trzymasz? Jeśli tak, to skąd ona pochodzi?

Mam dużo takich. Bardzo lubię wszelkiego rodzaju motywujące cytaty, złote myśli, które nadają jakiś tam sens mojej codziennej wędrówce. Praktycznie każdy z nich pochodzi z książek ;). Przykłady? Proszę bardzo. 3 najważniejsze.

"Zachowuj tylko te wspomnienia, które dają ci radość". 
- J. Austen Duma i uprzedzenie

"Mogę zaakceptować swoją porażkę, ale nie zaakceptuję tego, że nie próbowałem".
- M. Jordan

"Najpierw Cię ignorują. Potem śmieją się z Ciebie. Później z Tobą walczą. Później wygrywasz".

- M. Gandhi

4. Jaka była Twoja pierwsza recenzja? 

Ojej. To było wtedy, gdy zaczęłam prowadzić WirtualnąKsiążkę. Pamiętam, że na pierwszy ogień poszła powieść Nicholasa Sparksa Od pierwszego wejrzenia. Recenzja była krótka, nawet bardzo! Dosłownie kilka zdań... Porażka. Gdy teraz na to patrzę, nie mogę uwierzyć, jak bardzo się rozwinęłam.

5. Wolałabyś spędzić dzień ze swoim ulubionym bohaterem książkowym czy autorem?

Ciężkie pytanie! Ale chyba wolałabym spędzić dzień z Severusem Snape. A co mi tam!

6. Dlaczego założyłaś bloga?

Tak naprawdę uznałam, że czas znaleźć pasję, w której będę się odnajdować; dzięki czemu będę widziała jakieś światełko dla siebie. Nie jestem typem sportowca (choć teraz do sportu wracam!), muzyka (choć gram i śpiewam), plastyka (kompletnie nie umiem rysować/ malować), więc musiałam robić coś, co daje mi radość. No i poszło. Książki.

7. Gdybyś nie mogła żyć w XXI w., to w którym byś chciała?

To chyba oczywiste. W XIX w.! I najlepiej w Anglii...

8. Jakie są Twoje porady dla niedoświadczonych recenzentów?

Rady?
Sama nie uważam się za super doświadczoną w tej kwestii. Recenzuję od ponad roku, ale wciąż się uczę, rozwijam, szukam, dopracowuję. Nie wiem jak mierzyć owo "doświadczenie". Może udzielę kilku wskazówek tym, którzy dopiero zaczynają przygodę z blogowaniem książkowym. Nigdy, ale to NIGDY się nie poddawajcie! Powoli, do przodu, wytrwale. Cierpliwie, spokojnie. Na wszystko przyjdzie czas, nie od razu Rzym zbudowano. Piszcie od serca, rzetelnie, z mocą. Rzeczy, w które wkładamy serce, dobrze procentują. Gdyby nie mój upór, nie wiem, czy wciąż bym tu była. Ale jakoś się trzymam i nigdzie się nie wybieram.

9. Wolisz rysować czy kolorować?

Jak wspomniałam wcześniej - nie umiem ani tego, ani tego. Chociaż nie; kolorować chyba każdy umie? Więc tak, zdecydowanie wolę kolorować.

10. Wolisz czytać czy recenzować?

Czytać! Gdybym nie czytała, nie recenzowałabym!

11. Co musi mieć blog książkowy, aby Cię zainteresował?

Na pewno dobre pierwsze wrażenie, czyli stronę graficzną. Lubię porządek i przejrzystość. Później, gdy czytam recenzję, chciałabym widzieć subiektywizm i emocje, wkładane w pisaną pracę. Tylko swoją osobowością i refleksjami przyciągamy Czytelników. No i stylem. Jeśli robisz masę błędów wszelakiego kalibru, raczej długo u Ciebie nie zostanę, aczkolwiek blogerzy książkowi chyba nie mają problemów z ortografią, prawda? ;)

*

Bardzo dziękuję za nominację, mam nadzieję, że jakoś wypadłam ;).
Każdy, kto chciałby odpowiedzieć na te pytania...
Proszę bardzo! Bardzo chętnie poczytam Wasze odpowiedzi!

Kto jeszcze nie jest na bieżąco na Facebook'u?!


12.27.2015

ZACHCIANKI stycznia!

     Dziś, już trochę poświątecznie mam dla Was kolejnych kilka perełek, w ramach mojego cyklu zachciankowego. Zainteresowanym przypomnę, że prezentuję Wam co miesiąc kilka (z reguły dwie, trzy) książki, które KONIECZNIE chciałabym przeczytać w danym miesiącu. Dobieram je starannie, robiąc przegląd od wielu Wydawnictw. Mój wybór jest bardzo subiektywny; aczkolwiek może ktoś z Was ma podobny gust jak ja? ;)

Zapraszam!

Na pierwszy rzut idzie pozycja od Wydawnictwa Prószyński i S-ka! Książkę tę mam już obiecaną od pani Marty, przedstawicielki ds. z blogerami, więc czekam cierpliwie.




W roku 2005 Jill Anderson stanęła przed sądem w Leeds, oskarżona o zabójstwo męża. Paul Anderson, 43-letni lingwista, od wielu lat cierpiał na zapalenie mózgowo - rdzeniowe oraz zespół ustawicznego zmęczenia, z powodu choroby kilkakrotnie usiłował popełnić samobójstwo. Pewnego dnia, korzystając z nieobecności żony, zażył śmiertelną dawkę leków. Po powrocie Jill powiedział jej, że „tym razem wziął dosyć”, i błagał, żeby nie wzywała pomocy. Uszanowała jego życzenie i - choć trawiona rozpaczą - pozwoliła mu odejść. Wkrótce potem doświadczyła na sobie surowości prawa: wielokrotnie przesłuchiwana, została pozbawiona paszportu i stanęła wobec perspektywy spędzenia nawet 15 lat w więzieniu. Jej historię śledziły media z całego kraju; choć ze względu na stan zdrowia nie mogła uczestniczyć we własnym procesie, ława przysięgłych jednogłośnie uznała ją za niewinną. 

Ta książka to spisana przez Jill opowieść o nadzwyczajnej emocjonalnej wędrówce, elegancka i zarazem wstrząsająca. Suche stenogramy przesłuchań przeplatają się z historią miłości Paula i Jill, oraz z opisami wczesnych, szczęśliwych lat ich związku, kiedy jeszcze nie musieli stawić czoła koszmarowi choroby, na którą medycyna nie zna lekarstwa. Po lekturze tej zaskakująco szczerej książki czytelnik musi zadać sobie pytanie: „Co ja zrobiłbym na jej miejscu?”.

Premiera: 21 stycznia 2016!

*

Kolejna książka, która mnie niesamowicie kusi jest... Następną częścią serii, której jeszcze nie przeczytałam ;). Mówię o słynnym Daringham Hall. Wydawnictwo Otwarte wypuszcza coraz więcej pozycji, które głęboko zapadają mi w pamięć. Czuję, że ta również będzie do takich należeć.




Ben Sterling po konfrontacji z rodziną Camdenów niechętnie zgadza się pozostać w rezydencji Daringham Hall. Za wszelką cenę chce poznać prawdę o związku swojej matki z Ralphem Camdenem. Nie jest to dla niego łatwe, ponieważ skutecznie rozprasza go obecność Kate i pożądanie, jakie dziewczyna w nim budzi. Mury angielskiej rezydencji będą świadkami burzliwych emocji, a przed Benem pojawi się pytanie: czy to on ma ocalić Daringham Hall?

Poznaj dalsze losy Bena i Kate oraz rodu Camdenów w intrygującej powieści o namiętności, zemście i tajemnicach.

Premiera: 13 stycznia 2016!

*

A tę książkę... Przeczytam zaraz po pochłonięciu wszystkich poprzednich tego autora! Ogromnie poleca mi go moja przyjaciółka, więc mam oczywisty zamiar pożyczyć sobie od niej kilka publikacji. A później... Będzie ta. Koniecznie. Sama okładka zniewala!





Podhalem wstrząsa seria wypadków w górach. Początkowo czarna passa wydaje się jedynie ciągiem pechowych zdarzeń, jednak śledczy ostatecznie odkrywają związek między ofiarami. Każe on sądzić, że ktoś morduje turystów na szlakach. Dochodzenie prowadzi komisarz Forst. Szybko zdaje sobie sprawę z tego, że zabójstwa powiązane są ze sprawą, nad którą pracował z Olgą Szrebską. Zaczyna tropić mordercę, zbierając okruchy informacji, które ten zdaje się z premedytacją zostawiać.

Kiedy zbliża się do rozwiązania sprawy, doganiają go upiory z przeszłości. Wiktor Forst będzie musiał stawić czoła nie tylko człowiekowi, którego ściga, ale także ludziom gotowym zrobić wszystko, by go pogrążyć.

Premiera: 13 stycznia 2016!

*

A teraz...

Prawdziwa bomba. Jak nie będę mieć tej książki, to chyba będę chodzić po ścianach. Muszę, muszę, muszę! Perła od Wydawnictwa Feeria Young.




Alexis ucieka w fotografowanie i trzyma się na uboczu, jak niejedna nastolatka. Nie każdy jest urodzoną cheerleaderką. Zresztą jak się żyje z takimi rodzicami, nie ma w tym nic dziwnego. Młodsza siostra Alexis, trzynastoletnia Kasey, też jest specyficzna, z tym swoim zbzikowaniem na punkcie starych lalek. W sumie życie Alexis, choć trochę wyobcowane, nie odbiega od normy. Tak się przynajmniej wydaje…

Nagle sprawy wymykają się spod kontroli. Staje się jasne, że złowróżbne sygnały to był dopiero przedsmak prawdziwej grozy. Kasey zaczyna się zachowywać jeszcze bardziej niepokojąco niż wcześniej: jej błękitne oczy skrzą czasem zielonym blaskiem, pamięć odmawia jej posłuszeństwa, a słowa… słowa, które wypowiada, są żywcem wyjęte z dawnych epok. Kasey z radosnej kolekcjonerki lalek zmienia się uosobienie zła. Dziwne rzeczy dzieją się też w domu. Drzwi otwierają się i zamykają pchane niewidzialną ręką, woda sama się gotuje, klimatyzacja, choć wyłączona, przepełnia całe wnętrze chłodem.

Początkowo Alexis bierze te sytuacje za urojenia, ale wkrótce zdaje sobie sprawę, że wszystko dzieje się naprawdę i tylko ona może podjąć walkę z czającym się zagrożeniem i ratować siostrę. Tylko czy zielonooka potworna dziewczynka to wciąż ta sama osoba co wcześniej?

Premiera: 13 stycznia 2016!

*





Wiadomo, że jest jeszcze kilka książek, których premiery na pewno będą "pompowane" bez wytchnienia (druga część Plagi samobójców, której też jeszcze nie miałam okazji poznać, druga część Pojedynku itp.) Jednak te trzy stanowią mój "must have" w styczniu. A, że właśnie w tym miesiącu (dokładnie 17!) mam urodziny... Zobaczymy, jak to dalej się potoczy ;).

Zbliża się Nowy Rok... Pojawi się tu jeszcze jakieś małe podsumowanie (takie większe będę robić przy rocznicach istnienia bloga) i oczywiście życzenia dla Was. Ja już mam kilkanaście postanowień, przy których obiecuję sobie się nie złamać! A jak jest z Wami? ;)

12.25.2015

"Podaruj mi miłość. 12 świątecznych opowiadań" Stephanie Perkins i inni

     Dziś Boże Narodzenie! Według mnie to najpiękniejszy dzień w roku; i mimo, że nie ma śniegu, to czuję tę ogromną magię, bijącą z każdego miejsca! Najbliżsi, czas z nimi spędzany, radość w ich oczach - chyba o to w tym wszystkim chodzi, prawda? Tym bardziej uznałam, że lekturę książki, którą chcę Wam dziś przedstawić (chociaż chyba każdy wie o czym będę mówić), pozostawię na czas Wigilii, by odczuć ten klimat. Jeszcze bardziej ;).



"(...) nie zawsze można mieć to, czego się chce... (...), ale czasem dostaje się to, czego się potrzebuje".

Tej książki nie muszę reklamować. Została tak rozdmuchana przez wszelkiego rodzaju media, że prawie wyskoczyła mi z lodówki. I słusznie, bo od razu poczułam, że MUSZĘ ją mieć. Dlatego nie posiadałam się z radości, gdy wygrałam ją w konkursie organizowanym przez Wydawnictwo Moondrive na Facebook'u.  Do lektury zachęcało dosłownie wszystko: wspaniała, twarda oprawa, cudowna, klimatyczna okładka, fabuła, a raczej jej aż dwanaście części, świąteczna wstążeczka jako zakładka (ktoś wie, jak to się fachowo nazywa?), fakt, że tylu dobrych autorów miało udział w tej publikacji, bijąca po oczach magia Bożego Narodzenia i chęć poczucia się lepiej. Właśnie dzięki tej książce.

Jedna pozycja wydawnicza. Dwanaście opowiadań. Dwanaście (jak dwanaście miesięcy, dwunastu Apostołów, czy dwanaście dań wigilijnych; do wyboru, do koloru) świątecznych, bożonarodzeniowych historii, które porywają serce. 

Mamy tutaj autorkę serii Zostań Gayle Forman, panią Rainbow Rowell (m. in. od Fangirl), Stephanie Perkins (która zadała sobie trud zebrania tych wszystkich dzieł w jedną książkę!), oraz Kelly Link, Matta de la Penę, Jenny Han, Davida Levithana, Holly Black, Myrę Mcentire, Kiersten White, Ally carter i Laini Taylor. Publikacja jest dedykowana głównie młodzieży, ale uważam, że każdy, dosłownie KAŻDY znajdzie tu coś dla siebie. Nie mogłam odmówić sobie "dawkowania emocji"; wręcz delektowałam się każdym opowiadaniem, między jednym a następnym robiąc sobie przerwę, wyciągając wnioski z przeczytanej treści. Już teraz wiem, że do tej książki będę wracać co roku, w każde Boże Narodzenie. 

Autorzy wykonali naprawdę kawał świetnej roboty. Co znajdziemy w świątecznych opowieściach? M.in. głodującego studenta, który zajmuje się kotem swojego szefa (Anioły na śniegu), przybraną córkę świętego z brodą, która żyje w świecie elfów i balansuje pomiędzy dwoma światami (Gwiazda polarna wskaże Ci drogę), młodocianego przestępcę, zmuszonego do "jasełkowej pracy społecznej" (Jezus Malusieńki leży wśród wojenki), dziewczynę, kręcącą filmy na Youtube, która zrobi wiele, by pomóc mamie (Cud Charliego Browna), legendę o groźnym Krampusie, który wymierza świąteczną sprawiedliwość (Krampuslauf), Żydówkę, nieakceptowaną przez rówieśników (Coś ty narobiła, Sophie Roth?) i wiele innych! Na uwagę i uznanie zasługuje fakt, że w książce znajdziemy ogromną różnorodność owych opowiadań. Mamy tu i obyczajówki i fantasy; historie, które mogą zdarzyć się nam każdego dnia i takie, które przytrafić mogą się tylko i wyłącznie w Boże Narodzenie. Jednak istnieje wspólny ich mianownik: MAGIA, świąteczna otoczka cudowności, wiara, że w tym czasie cuda naprawdę się dzieją, nadzieja, poczucie, że każdy nasz krok ma sens, że nic nie powstanie bez przyczyny. 

"Jeśli nosisz w sobie magię, powinieneś chronić ją przez całe życie, bo kiedy raz pozwolisz jej zniknąć, już nigdy nie powróci".

Ta książka naprawdę jest dobra.  Ktoś może powiedzieć, że jest za bardzo przesłodzona i ckliwa. Ale czego można oczekiwać od świątecznej perełki, jeśli właśnie nie tego? Znajdziemy tu wszystko... Przesłanie, że na prawdziwe uczucie, trzeba zasłużyć i nierzadko wymaga ono poświęceń, dowody na to, że bezinteresowna pomoc potrafi góry przenosić, fakty mówiące o tym, że niemożliwe jest wykonalne! No i to ciągle towarzyszące uczucie zapachu pierników, choinki, ośnieżonych chodników i ulic, kubka gorącej herbaty, jemioły, roznoszącego się wszędzie uczucia, bijącego głośno serca... Wzruszysz się na pewno. Nie powiem Ci, w którym momencie, ale zaręczam, że ta książka to idealny wyciskacz emocji.  

Nie żałuję, że wytrzymałam tyle czasu, żeby się za nią zabrać. Ale nie tylko dlatego. Polecałam ją mojemu znajomemu (autorowi strony graficznej WirtualnejKsiążki!) jako prezent świąteczny dla jego dziewczyny. Posłuchał. Mam nadzieję, że już niedługo doniesie mi, że jego luba była zachwycona. Kto by nie był? ;)

OCENIAM: 6/6!

Autor: praca zbiorowa; zebrała S. Perkins
Tytuł: Podaruj mi miłość. 12 świątecznych opowiadań
Wydawnictwo: Moondrive
Ilość stron: 432
Tłumaczenie: Małgorzata Kafel


Tuż przed Wigilią!

Wigilijny poranek <3

POLECAM! Joanna Rysiewicz.

*

Pochwalcie się, co znaleźliście pod choinką?
Ja uzewnętrzniam się na fanpage'u; kto jeszcze nie lubi, zapraszam!
(Kolumna po prawej stronie, jeden klik!)

Udanego dalszego świętowania,
ja przygotowuję ZACHCIANKI stycznia!

12.23.2015

ŚWIĄTECZNIE!

     Już jutro jedno z najbardziej wzruszających wydarzeń w naszych domach; Wigilia. Choć nie cierpię wręcz łamania się opłatkiem z najbliższymi, bardzo cenię ten dzień. Czemu? Bo wszystko wydaje się takie piękne, cudowne, magiczne, naznaczone swojego rodzaju pierwiastkiem przezwyciężenia wszelkich trudności, jakiekolwiek by one nie były. Siadamy do stołu tylko z domownikami, jest kameralnie, ale radośnie, wesoło, no i smacznie! Później wraz z tatą siadamy do pianina (tak, tak!), czasem biorę gitarę i kolędujemy, ciesząc się czasem spędzanym w swoim gronie. Doceniam każdą sekundę spędzoną z rodziną, za którą skoczyłabym w ogień; mam świadomość, że oni dla mnie uczyniliby to samo.

Później następuje Boże Narodzenie, gdzie po całości wykorzystujemy fakt bycia razem. Nie oddałabym tych chwil za nic innego, są jedyne na świecie! Niepowtarzalne, szczęśliwe. Więc, korzystając z okazji, moi Drodzy Czytelnicy...

     Chciałabym złożyć Wam najserdeczniejsze życzenia, z powodu zbliżających się tych kolejnych w naszych życiach Świąt Bożego Narodzenia! Przede wszystkim czasu (i docenienia go!) spędzonego w gronie najbliższych, spokoju, takiego wewnętrznego, który ukoi wszelkie problemy i żale, radości, aby przepełniała Wasze serduszka już przez kolejny rok każdego dnia ;). Życzę Wam, by szczęście odnajdywało Was w codziennych czynnościach; nie przegapcie ich! Spełniajcie swoje marzenia, nawet te najbardziej szalone, one po to są, bez marzeń nasze życie byłoby cholernie nudne, prawda? Życzę Wam znalezienia pod choinką wymarzonych prezentów, ale pamiętajcie, że to obecność najbliższych jest najlepszym z darów. Bawcie się dobrze w Sylwestra; wypiszcie sobie (jak ja) tryliard postanowień noworocznych i starajcie się spełnić chociaż połowę. Dążcie do postawionych celów, podnosząc poprzeczkę. Pamiętajcie, że im trudniejsza droga, tym większa satysfakcja z pokonania jej ;). Na koniec życzę Wam wszechobecnego ciepła bijącego na kilometr!


A w ramach świątecznej zabawy ze zdjęciami, pokażę Wam kilka ujęć z mojego rodzinnego domu!


"Ściana pamiątek" w salonie. Tutaj rodzice zawieszają wszelkiego rodzaju skarby przywiezione z wycieczek ;)


Widok z okna ;)


"Słownikowa półka" 


Stolik "kawowy"


        


        
A na koniec mój prezent od Agnieszki, w ramach wymianki u Królowej Moli!
Aga! Jeszcze raz ogromnie dziękuję!


I jeszcze jedno słowo.

Chciałabym bardzo podziękować Wam za to, że jesteście ze mną tu już ponad rok. Że wspieracie, że czytacie, że dzielicie się ze mną swoimi przemyśleniami, że polecacie, że dodajecie skrzydeł każdego dnia! Gdyby nie WY, nie byłoby tu mnie i WirtualnejKsiążki. DZIĘKUJĘ! Za każde dobre słowo, uśmiech, tekst, za to, że Was poznałam! Bądźcie, a będę i ja ;).

Dziękuję również wszystkim Wydawnictwom, które mi zaufały i podjęły ze mną współpracę, czy to okazjonalną, czy stałą. Dzięki Wam i Waszym przedstawicielom mam okazję zaczytywać się we wspaniałych książkach i magazynach; mogę pogłębiać i rozwijać swoją pasję. Oby to trwało jak najdłużej! Kłaniam się nisko.

Wesołych Świąt!


<3

12.21.2015

"W amoku" Stefania Jagielnicka - Kamieniecka

     Coś dłuższa przerwa mi się wyklarowała tutaj; nie wiem czemu, intensywność przeżywania przygotowań do Świąt chyba miała w tym swój duży udział. Niemniej jednak zaraz zabieram się za nadrabianie zaległości u Was, tymczasem zapraszam do przeczytania mych kilku słów na temat najnowszej powieści Pani Stefanii Jagielnickiej - Kamienieckiej.



"Nigdy nie zależało mi na długim życiu. Chciałem żyć krótko, ale intensywnie, tak jak mi się podoba. I tak żyłem".

Z publikacjami tej Autorki mam tak, że często nie wiem, co o nich sądzić. Mam jednak to szczęście, że każda kolejna książka (według mnie!) jest lepsza od poprzedniej, więc powiem jedno: czekam na następną. Na pierwszy rzut spodobała mi się okładka; jest kompletnie inna, korzystna. I tytuł. W końcu, amok, jak podaje internetowy słownik to: szał, stan niekontrolowanej emocji połączonej z żądzą mordu. Określenie to pochodzi od malajskiego/indonezyjskiego/filipińskiego słowa amuk, oznaczającego „oszalały z gniewu”. Domyślać się można więc, że dzieło Pani Stefanii będzie pełne emocji, i... Zaskoczenia. Tak, zdecydowanie tak.

Już na pierwszych stronach poznajemy pozornie szczęśliwą parę: Edwarda, studenta politologii i Justynę, uczącą się na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Dziewczynę jednak wciąga "solidarnościowy karnawał", Niezależny Związek Studentów, gdzie niespodziewanie (kompletnie nagle, jak za pstryknięciem palców!) zakochuje się w jednym z jego przywódców - Mateuszu. Justyna w jednym momencie zrywa z Edwardem, po czym przeprowadza się do swojego nowego wybranka; razem zaczynają powoli układać sobie życie. Szczęście nie trwa jednak długo, gdyż Mateusz zostaje internowany, a oszalała z rozpaczy Justyna jest w stanie zrobić wszystko, byleby tylko utrzymać go przy życiu. Zwraca się więc z prośbą o pomoc do Edwarda, który, jako zagorzały komunista, może mieć wpływ na losy jej ukochanego. Zdradzony i upokorzony chłopak, wciąż obsesyjnie zakochany w Justynie, jest w stanie zrobić dosłownie wszystko, żeby tylko zatrzymać ją przy sobie. 

"Tutaj znów była sobą. Oddychała pełną piersią, czując, że wraca z zaświatów do centrum życia, swojego autentycznego życia".

Mateusz jednak wraca do Justyny.

I tu zaczynają się problemy. Edward bowiem nie zamierza tak łatwo dać za wygraną, Justyna kocha do nieprzytomności Mateusza, ten skrywa swoje tajemnice, które powoli zaczynają wychodzić na jaw. Obsesyjne emocje, które targają Edwardem doprowadzają do dramatu. 

Książkę czyta się bardzo lekko i szybko; to lektura dosłownie na wieczór ;). Splecione z sobą historie trzech postaci intensywnie włączają Czytelnika w światy najpierw uroczego (mojego ukochanego) Krakowa, później Monachium. Nieprzewidywalność zdarzeń dodaje elementu zaskoczenia; ciągle chce się wiedzieć co będzie dalej, jak to się wszystko skończy. Nie powiem, powieść bardzo ciekawa, ilustrująca również dokładnie wydarzenia okresu solidarnościowego. Polecam wszystkim fanom twórczości Autorki,wielbicielom historycznych klimatów, oraz tym, którzy lubią niebanalne historie uczuciowe, pełne zwrotów akcji.

OCENIAM: 4/6! 

Autor: Stefania Jagielnicka - Kamieniecka
Tytuł: W amoku
Wydawnictwo: Psychoskok
Ilość stron: 224


Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Psychoskok.

*

Jeszcze dwa dni i będę w domu!
Wpadnę w szał przygotowań już na całego.
Postaram się Was zaskoczyć ;).

12.14.2015

"Złamane serca w sieci" Emma Garcia

     Odczuwaliście kiedyś wciąż pojawiające się wrażenie, że utożsamiacie się tak niemożliwie z bohaterem/bohaterką czytanej przez Was książki? Że niemal siedzicie mu/jej w głowie, spostrzegając co chwilę, jakbyście byli po prostu ową postacią? Przewidujecie każdy jego/jej ruch; dosłownie wiecie co za moment powie, zrobi, zapisze. Cytuje WASZE motta życiowe. Cieszy się z tych samych rzeczy, z których i Wy się cieszycie. Ryczy nad tym samym, nad czym i Wy wylewacie łzy. Jest Waszą drugą skórą. To wrażenie, że książka, którą właśnie czytacie, została napisana o Was i dla Was, samo w sobie robi powoduje w Was spustoszenie szokujące szaleństwo. 

Znacie to?

Ja już wiem, jak to jest. Bo moja przyjaciółka sprezentowała mi książkę, która IDEALNIE wgryzła się w moją obecną życiową sytuację; no dobra, może nie jakoś całkowicie, ale wyciągam sensowne wnioski. 

O poszukiwaniu MIŁOŚCI! I o tym, jak stracić dla niej głowę. I, że przychodzi totalnie niespodziewanie... 

Ale w porządku, już mówię, nad czym tak pieję.



"(...) stąpaj ostrożnie, stąpasz po marzeniach".

Vivienne Summers właśnie rozstała się ze swoim przyszłym mężem, po pięciu latach związku. Rob uznał, że nie jest gotowy na tak ważny krok, po czym... Znalazł sobie nową narzeczoną. Vivienne bardzo przeżywa zaistniałą sytuację, gdyż liczyła na wspaniały ślub, oraz szybko powiększającą się gromadkę słodkich dzieciaczków. Niestety, życie bardzo lubi weryfikować plany. Nasza niesamowicie pozytywna bohaterka musi sprawdzić, jak twardy ma tyłek, by móc bezpiecznie na nim wylądować. Na szczęście ma wokół siebie ludzi, którzy dają jej wsparcie. 

"I dociera do mnie życiowa prawda: w ciężkich czasach uratować mogą cię jedynie ci, na których nigdy byś nie postawił, a życzliwość, jaką ci oferują, potrafi znaczyć tyle, co życie i śmierć".

Vivienne  pracuje w hurtowni prezentowej, gdzie zajmuje się kompletowaniem pakietów dla kobiet, a przy okazji zerwania z narzeczonym... Zakłada stronę internetową www.nevergoogleheartbreak.com, gdzie stara się zrozumieć osoby, które podobnie jak ona, właśnie rozstały się z partnerem czy partnerką. Odpowiada na pytania, doradza, pociesza się tym, że nie jest jedyną, którą spotkał podobny los. W momencie, gdy na horyzoncie postrzegania jej świata staje Max Kelly, długoletni przyjaciel - Vivienne orientuje się, jak wiele spraw można łatwo zepsuć, a jak ciężko je naprawić. Na szczęście ma swoją stronę, która szybko urasta do rangi bestselleru. Sieć, to jednak mega potężne miejsce. Jak zakończą się perypetie przesympatycznej Viv? Koniecznie musicie się sami przekonać ;)!

"Trzy podstawowe fazy 'żałoby' po rozstaniu: zaprzeczenie, wódka i katastrofalna w skutkach wizyta u fryzjera".

Ja od książki wprost nie mogłam się oderwać. Dawno nie czytałam tak zabawnej, pełnej ciętego dowcipu historii, która rozchmurzyła moje ostatnio szare dni. Miałam wrażenie, że powieść napisana została o mnie, dosłownie, moja koleżanka nie mogła lepiej trafić. Viv ma mega ostry język, daje popalić w pracy i w życiu prywatnym. Jej porady; jak żyć są wprost niesamowite nieprzyzwoite! Jest tu wszystko: i trochę erotyki, i przekleństw, i prawdziwego życia, ciekawych mądrości, poważniejszych wątków, spraw, na które warto zwrócić uwagę. No i oczywiste przesłanie. Złamane serca w sieci to niebanalna, lekka powieść (głównie) dla kobiet, która poprawi humor, doda otuchy i być może zmieni patrzenie na dane rzeczy. Polecam z całego serducha! 




OCENIAM: +4/6!

Autor: Emma Garcia
Tytuł: Złamane serca w sieci
Wydawnictwo: Sonia Draga
Tłumaczenie: Monika Wiśniewska
Ilość stron: 400

PS. Idealna świąteczna okładka! ;)

12.13.2015

Disney Book TAG!

   Dziś nie będzie recenzji, ale mam dla Was garść informacji o mnie, jednak w troszkę innym wydaniu ;). Niedawno, na blogu Kasi zobaczyłam ten TAG i ogromnie mi się spodobał. Na tyle, że sama odpowiem na kilka pytań, sformułowanych... Po "disney'owskiemu"

Zaczynamy.



1. Mała Syrenka - bohater, który jest wyobcowany lub czuje się nieswojo w sytuacji, w której się znalazł.

Oczywiście dla mnie jest to Leonard z Wybacz mi, Leonardzie Matthew Quicka! Nastolatek ten jest samotny, niezrozumiany, ponadprzeciętnie wrażliwy i emocjonalnie pokruszony. Zaniedbywany przez najbliższych, postanawia się zabić w dniu swoich osiemnastych urodzin; Czytelnik poznaje wszelkie jego motywy, sekrety, bóle i cierpienie. Mocna młodzieżówka, która wywarła na mnie ogromne wrażenie. Polecam z całego serca!

2. Kopciuszek - bohater, który przechodzi ogromną metamorfozę.

Ostatnio wciągnęłam się w trylogię Niezgodnej, więc postawię na Tris. Z cichej, skromnej, empatycznej dziewczyny, zmieniła się w waleczną, odważną, pewną siebie kobietę. Bardzo podobała mi się ta przemiana, kierowana odruchem serca, a nie tym "co powiedzą ludzie".

3. Królewna Śnieżka - książka, w której bohaterowie diametralnie różnią się od siebie.

Hmm... Tu miałam ciężki orzech do zgryzienia. Nie miałam pojęcia, jakie postaci bym tu postawiła. Ale jestem świeżo po lekturze Tajemnego ognia, więc główna para bohaterów. Tak. Taylor i Sacha. Ona - kujonka, wolontariuszka, angażująca się w ogrom akcji, idealistka. On to buntownik, lekceważący wiele reguł. Dwa ognie. Dosłownie.

4. Śpiąca Królewna - książka, podczas czytania której zasnęłaś.

O, to akurat pamiętam doskonale. Nigdy nie zapomnę momentu, gdy czytałam Nad Niemnem Orzeszkowej. Czytywałam szkolne lektury, nawet je lubiłam, zwłaszcza Lalkę (wielbię, wielbię! <3), ale pani Elizy nie dałam rady przejść, no po prostu nie umiałam... Zabiła mnie opisami przyrody. Przepraszam.

5. Król Lew - bohater, który w dzieciństwie musiał zmierzyć się z traumatycznym przeżyciem.

Mój ukochany Harry Potter. Chyba nie muszę tłumaczyć. Biedak przeżył tragiczną śmierć rodziców, przez co na zawsze już został naznaczony. 

6. Piękna i bestia - książka, której się obawiałaś, a okazała się wspaniała.

Niezgodna. Po wcześniejszym przeczytaniu wielu opinii na jej temat, gdzie pojawiały się pretensje, że to kopia Igrzysk Śmierci, że przereklamowana, że powiela wiele motywów zaczerpniętych z innych publikacji... Na szczęście uznałam, że z innymi książkami akurat ta trylogia nie ma nic wspólnego, oprócz gatunku, jakim jest dystopia ;).

7. Alladyn - bohater, którego życzenie się spełniło.
Ojej. Nie wiem. Kompletnie nie mam pojęcia. Wybaczcie!

8. Mulan - bohater, który udaje kogoś kim nie jest.

Jej. Snape! Moja ulubiona postać z Harry'ego Pottera (zaraz po Syriuszu!). Nieprzewidywalny do samego końca siódmego tomu. Zbierałam szczękę z podłogi, gdy wyszło, kim tak naprawdę jest/był. Jak dzielnie walczył, jak poświęcał siebie, dla uczucia, którym darzył mamę Pottera. Niesamowite. Byłam pod ogromnym wrażeniem jego odwagi, oraz wspaniałomyślności autorki, która postanowiła to rozegrać właśnie w taki sposób ;).

9. Toy Story - książka, której bohaterów chciałabyś ożywić.

Najbardziej na świecie chciałabym ożywić Elizabeth i pana Darcy'ego z Dumy i uprzedzenia Jane Austen! Chciałabym z nimi iść na bal; stosować obowiązującą etykietę, rumienić się przy spojrzeniu mężczyzn, ubierać wspaniałe suknie. No i oczywiście porozmawiać z nimi o książkach <3

10. Disney Descendants - ulubiony czarny charakter.

Powtórzę. Snape.

*

Mam nadzieję, że podołałam wyzwaniu. 
Że dowiedzieliście się trochę o mnie więcej, niż zwykle. 
Kto chce zrobić sobie taki TAG, niech pisze! Polecam! ;)

12.10.2015

"Zbuntowana" Veronica Roth

     Z kontynuacjami danych serii często bywa tak, że są po prostu gorsze od części pierwszej. Jeśli mamy do czynienia z trylogią, oczekujemy, że emocje będą wzrastać wraz w kolejnym tomem, a finał będzie kulminacją wszelkich oczekiwań. Oczywistym wyjątkiem (potwierdzającym ową regułę!) jest (jak dla mnie - to chyba jasne) Harry Potter, który pomimo siedmiu tomów, trzyma poziom do samego końca.

Ale dziś nie o mojej "wychowawczyni dzieciństwa", ale o Niezgodnej, której moją recenzję pierwszego tomu możecie zobaczyć TUTAJ. Będzie... Dwojako. Bo pomimo mojego pełnego zadowolenia z lektury, mam mieszane odczucia, których wyjaśnić do końca chyba nie umiem. Ale będę się starać!



"Odkryłam, że ludzie mają wiele warstw tajemnic. Wydaje ci się, że kogoś znasz, że go rozumiesz, ale jego pobudki zawsze są przed tobą ukryte, schowane w jego sercu. Nigdy ich nie poznasz, ale czasem postanawiasz zaufać".

Po przeczytaniu Niezgodnej, nie mogłam się doczekać sięgnięcia po jej kontynuację. Tym bardziej, że teraz mam więcej czasu na czytanie "swoich" książek; tych, które stoją mi na półce. I gdy w końcu nadszedł ten moment, to... Tak, nie mogłam się oderwać. Ale teraz kompletnie nie wiem, co myśleć o tej książce.

Po zablokowaniu symulacji Tris i Tobias ukrywają się na terenach Serdeczności. Niedługo jednak, gdyż oczywiście do głów wpada im milion planów na uratowanie ludzkości, włącznie z poświęceniem siebie, więc opuszczają schronienie, by walczyć ze zdradziecką Erudycją. Jeanine, przywódczyni inteligencji za wszelką cenę próbuje znaleźć serum symulacji dla Niezgodnych, by byli na nie podatni i nie mogli się mu oprzeć. Testuje Tris, by zobaczyć, jak wiele dziewczyna jest w stanie oddać, by uratować innych, za których czuje się odpowiedzialna. Z kolei Tobias wyrusza w głąb swoich wspomnień z czasów, gdy przebywał we frakcji Altruizmu; gdy musiał znosić despotycznego ojca i fakt, że matka go opuściła...

Jednak nie wszystko jest takie, jakim się wydaje. Bardzo spodobał mi się wątek bezfrakcyjnych, czyli ludzi, którzy nie nadawali się do żadnej z frakcji, lub po prostu nie przeszli testów inicjacyjnych. Historia wyrzutków została dużo bardziej rozbudowana, przez co wychodzi na jaw wiele tajemnic, o których bohaterowie nie mieli pojęcia. 

"- Czasem - mówi Tobias, obejmując mnie ramieniem - ludzie po prostu chcą się czuć szczęśliwi, nawet jeśli to złudzenie".

Tak, Zbuntowana pochłonęła mnie bez reszty.
Tak, podobała mi się bardziej, niż pierwsza część.
Tak, sięgnę po finał trylogii.

Nie, nie należy do moich ulubionych dystopii.
Nie, raczej do niej nie wrócę.
Nie, to nie kolejne Igrzyska śmierci.

Czytając tak wiele opinii, o tym, że to kopia serii Suzanne Collins, muszę się do tego odnieść. Igrzyska śmierci są bezdyskusyjnie lepsze, ależ ile można porównywać? Autorki są dwie, kompletnie różne, trylogie również są dwie, też inne. Nie da się ominąć podobieństw, fakt, ale dajmy spokój głupiemu przekonaniu, że jedna pani kopiuje drugą, bo sama nie ma pomysłów na powieść. Sam motyw serum symulacji, czy podzielenia społeczeństwa na 5 głównych frakcji, uważam jest bardzo oryginalny.

Ale Zbuntowana ma też swoje minusy, całkowicie innej kategorii. Mimo tego, że ciągle coś się dzieje, wciąż toczy się wartka akcja, przez co książkę chłonie się dosłownie jednym tchem, jest to ALE. Za dużo Tris. Zdecydowanie ;). Dziewczyna tak mnie irytowała swoim "muszę się poświęcić, nikt mnie nie kocha, zostałam sama", że aż brak słów. Niedojrzała, totalnie infantylna kobietka, rzucona w wir dorosłych decyzji i trudnych wyborów. Poza tym, za bardzo "przepychała" się z Tobiasem w kwestii zaufania. Ufam, nie ufam, to chyba jest proste, tak? Skoro się kogoś kocha? Tutaj mieliśmy huśtawkę zachowań głównej bohaterki, tak skrajną, że już nie wiedziałam, czy przystopować czytanie, czy może życzyć Tris śmierci w finale. Nie wiem. 

Zostawiam Was z tymi przemyśleniami, po czym zabieram się za Wierną. Mam nadzieję, że będę mogła napisać o niej więcej miłych słów, gdyż teraz jestem po prostu lekko zdezorientowana. 

"Serce to bardzo silny mięsień, pod względem długowieczności najsilniejszy w całym ciele".

OCENIAM: 3/6! 

Autor: Veronica Roth
Tytuł: Zbuntowana
Seria/Cykl: Niezgodna (tom 2)
Wydawnictwo: Amber
Ilość stron: 368
Tłumaczenie: Marta Czub, Ewa Ratajczyk

*

Bardzo Wam dziękuję za tak wspaniałe przyjęcie mojego wystąpienia na Youtube! :)
W Święta postaram się wrzucić coś podobnego. Dziękuję, dziękuję!

12.07.2015

"Tajemny ogień" C. J. Daugherty&Carina Rozenfeld

      Pisałam Wam w piątek na fanpege'u (jeśli ktoś jeszcze nie "polajczył" WirtualnejKsiążki na fcb", zapraszam na prawo, jeden klik!) otrzymałam w ramach Book Touru zorganizowanego przez Wydawnictwo Moondrive, TAJEMNY OGIEŃ, który pochłonęłam w kilka godzin! Biegnę teraz do Was z recenzją, a już za chwilę na pocztę, by posłać tę wspaniałą książkę kolejnej osobie. Przypominam, że jestem w drużynie Klaudii.

Co to jest Book Tour chyba wszyscy wiecie. Jeśli jednak znalazłaby się osóbka, która nie kojarzy tej akcji, już wyjaśniam. Wydawnictwa często organizują "wędrówki książek" po kraju; jeden blogger czyta, zaznacza ważne dla siebie cytaty, wpisuje się do książki, po czym odsyła ją dalej, do kolejnego Czytelnika. Lektura ma zostać zrecenzowana, po czym do danej daty powinna wrócić do organizatorów. W tym wypadku Tajemny ogień powędrował do 4 blogerów; jednym z nich jest Klaudia z bloga Zagubiona w słowach, dzięki której znalazłam się w teamie.

A teraz, nie przedłużając, zapraszam ;).




To moje pierwsze spotkanie z twórczością pani Daugherty, choć wiem, że seria Wybrani robi wciąż szał na świecie; mam ją w planach, nawet jeszcze tegorocznych. Pierwszy raz spotykam się również z panią Rozenfeld, francuską pisarką. Obie kobiety wpadły na siebie podczas paryskich Targów Książek, co zaowocowało właśnie ową powieścią. I powiem jedno, to był baaardzo dobry pomysł!

"Tak to z nami jest, blondyno (...). Nie tkwimy tam, gdzie nie mamy ochoty".

Zastanawialiście się kiedyś, czym jest przeznaczenie? I czy ono w ogóle istnieje? Ja na przykład wierzę, że jest coś takiego. Według mnie, nic nie dzieje się bez przyczyny, wszystko ma swój cel, sens.  Więc gdy tylko zorientowałam się, o czym jest TA książka, wiedziałam, że muszę ją przeczytać.

Dwoje ludzi. I przeznaczenie, które niepodzielnie ich łączy.

Taylor Montclair ma siedemnaście lat, wraz z mamą i młodszą siostrą mieszka w Anglii. Jest typową kujonką, zapatrzoną w książki, a jej największym marzeniem jest przyszła nauka na Oksfordzie. W związku z tym, by zdobyć dodatkowe punkty, angażuje się w wiele pozaszkolnych akcji. Pewnego dnia jednak dziewczyna zaczyna dostrzegać, że dzieje się z nią coś dziwnego. Bardzo dziwnego. Potrafi przesuwać przedmioty, a jej obecność w pomieszczeniach naładowanych elektrycznością totalnie je dezorganizuje. Zauważa, że jej nastrój ma ogromny wpływ na przestrzeń wokół niej, wręcz namacalnie. Nastolatka jest przestraszona i kompletnie nie wie, co to wszystko oznacza. Do czasu, gdy poznaje Sachę...

Sacha Winters ma prawie osiemnaście lat i... Nie, nie całe życie przed sobą. Żyć będzie bowiem jeszcze tylko osiem tygodni, bo... Bo nad jego rodziną ciąży klątwa. Przed laty pewna czarownica płonąc już na stosie, rzuciła zaklęcie na rodzinę swojego oprawcy;  przez trzynaście pokoleń pierworodni synowie będą umierać w dniu swoich osiemnastych urodzin. Do tego czasu nic, ani nikt nie będzie w stanie ich zabić. Sacha nie umie pogodzić się ze swoim losem, tym bardziej, że jest właśnie trzynasty. Chłopak bardzo chce żyć i nie rozumie, dlaczego ma płacić za rodzinne tajemnice i fatalną przeszłość. Nadzieja pojawia się w uroczej Angielce, która, jak się okazuje, jest jedyną osobą na świecie, która może mu pomóc...

Jak tylko usłyszałam hasło: KLĄTWA, wiedziałam, że będzie się działo! Zwroty akcji, ciągła adrenalina, emocje, niepewność, co znajdzie się na kolejnej stronie. Nie mogłam się oderwać; czytałam z zapartym tchem, co będzie dalej, czy Taylor z Sachą się odnajdą, jak sobie (i czy w ogóle) pomogą, jak potoczą się losy ich przeznaczenia... Nie powiem, temat zaklęć, czarnej magii, przedwiecznego sekretu wchłonął mnie bez reszty. Najlepsze jest to, że nie wiadomo, gdzie kończy się pisanie jednej autorki, a zaczyna drugiej. Zgrały się idealnie, tworząc naprawdę dobrą książkę dla młodzieży. I zakończenie...

JAK MOŻNA W TAKIM MOMENCIE ZAKOŃCZYĆ KSIĄŻKĘ?!

Styl lekki, wciągający, typowa młodzieżówka, ale z nutą obecnej wciąż tajemnicy. Bohaterowie główni, ale i poboczni zostali bardzo wyraźnie skonstruowani, czułam się z nimi bardzo zżyta, jakbym im towarzyszyła w codziennym życiu. Polecam tę książkę każdemu, i młodzież odnajdzie tu coś dla siebie; miłość, przyjaźń, wierność, ideały, za które warto wiele poświęcić, i dorosły; dojrzałość głównych bohaterów, ogrom emocji i trzymania w napięciu. Do sklepów marsz!


W moim Krakowie! <3

OCENIAM: 5/6!

Autor: C. J. Daugherty&Carina Rozenfeld
Tytuł: Tajemny ogień
Seria/cykl: Tajemny ogień (tom 1)
Wydawnictwo: Moondrive (Otwarte)
Tłumaczenie: Małgorzata Hesko-Kołodzińska
Ilość stron: 392

*

Jak ktoś nie widział "zachęcajki" to proszę!


Tyle, buziak! ;)

12.06.2015

MIKOŁAJOWO... Pierwsze video!

No i stało się. Zostałam bloggerem gadającym do tragicznej kamery. 

Może nie napiszę już teraz ani słowa, po prostu to zobaczcie, pośmiejcie się, napiszcie, czy w ogóle ogarnęłam temat. Jej! 

Ale zżera mnie stres!




Wiem, jak wiele niedociągnięć ma to video. Że pionowo, że niewyraźnie, że mam złą dykcję, że może się miotam, że mówię niewyraźnie, że... Ale hej, hej. To mój debiut. Przymknijcie na to oko, po prostu, będzie lepiej, obiecuję! 

;)

12.05.2015

"Tylko MIŁOŚĆ się liczy" Jan Twardowski

   Długo zastanawiałam się, czy robić recenzję tej książki. Jest ona moją osobistą perłą na półce; bardzo często do niej wracam, zwłaszcza, gdy jest mi smutno i źle. Gdy czuję, że potrzebuję pocieszenia, ale nie takiego w stylu "wszystko będzie dobrze", ale takiego bardziej duchowego. Niniejszą publikację otrzymałam od dziadków z okazji imienin, bodajże trzy lata temu. Wtedy jeszcze nie doceniałam wartości tej książki, a właściwie zbioru wybranych dzieł księdza Twardowskiego, dziś już nie popełniam tego błędu. Wiem, jak ogromne ma znaczenie ;).




Uznałam, że MUSZĘ napisać recenzję tej książeczki. Nie mogę postąpić inaczej; jest to pozycja, którą zabieram praktycznie wszędzie, to jedyna publikacja, w której podkreślam wciąż na nowo cytaty, powtarzam myśli, szukam ukojenia, spokoju. I jeśli myślicie, że skoro napisał ją ksiądz, to to musi być lektura religijna - to jesteście w dużym błędzie.

"(...) kochać - to być po prostu wszechmogącym bezradnym"
 Książka to zbiór prozy i poezji księdza Jana Twardowskiego, który wybrała i skompletowała w całość Aleksandra Iwanowska, edytorka twórczości pisarza/poety. Znajdziemy tu i złote myśli, i przepiękne wiersze, i fragmenty bardziej obszernych dzieł. Wszystkie wiążą się z MIŁOŚCIĄ, która naprawdę wylewa się z każdej strony. Mamy tu i faktycznie odniesienia do Boga i jego poświęcenia dla człowieka, co według księdza Twardowskiego jest największym dowodem na Jego istnienie, ale i rozważania na temat największych uczuć łączących kobietę i mężczyznę, mamę i dziecko, siostrę i brata. Coś pięknego.

"(...) spróbuj nie chcieć jej wcale, wtedy przyjdzie sama"

Czy wiesz jaka może być MIŁOŚĆ? No właśnie.
Ksiądz Twardowski próbował szukać odpowiedzi na wszelkie pytania, z jakimi musiał się mierzyć; czy miłość w ogóle istnieje, a jeśli tak, to dlaczego Bóg zsyła tyle nieszczęść i cierpień, dlaczego to uczucie jest tak trudne, ciężkie, czemu przez niektórych tak nierozumiane, deptane w codzienności, niedostrzeganie, niedoceniane... Miłość może być nie tylko czysta, cierpliwa i piękna. Może być gorzka, stęskniona, jak sam autor mówi, miłość to "wariatka".

Ja jestem dumna z tej książki, że mogę ją mieć u siebie na półce. Twarda okładka, gruby papier, piękne wydanie. Mój osobisty egzemplarz jest pokreślony, pozaznaczany - ale to chyba dobrze? Wciąż znajduję coś na nowo, coś dostrzegam. Ta publikacja wniosła w moje życie tak wiele nadziei, że sobie nawet sprawy nie zdajecie. Ileż wylewałam łez, siedziałam samotna, by później po prostu po nią sięgnąć i... Wziąć się w garść. Dodaje skrzydeł, wzmacnia nie tylko duchowo, ale i fizycznie. Kształtuje pogląd na pewne sprawy, umacnia, czyni silniejszym. Nie przesadzam. Uważam, że będzie idealnym prezentem dla najbliższej osoby. Jeśli myślałeś, że wiesz co nieco o miłości, to uwierz, myliłeś się. Każde słowo spod pióra księdza Twardowskiego ma znaczenie. KAŻDE. Nawet gdy autor pisze o mrówce, czy ździebełku trawy. Nie masz pojęcia, jaka może być miłość. Ale jestem pewna, że po tej lekturze, otworzą Ci się oczy na wiele rzeczy ;).

Jeszcze się zastanawiasz?

OCENIAM: nie mogę, jest BEZCENNA, wspaniała, jedyna!

Autor: Jan Twardowski
Tytuł: Tylko MIŁOŚĆ się liczy
Wydawnictwo: Święty Wojciech
Ilość stron: 206




Mój ulubiony...
Nie płacz, że (...) los Ciebie kopnął,
bo kiedy Bóg zamyka drzwi, to otwiera okno! <3

12.03.2015

"Kochając pana Danielsa" Brittainy C. Cherry

     Odkąd zobaczyłam tę książkę w zapowiedziach, wiedziałam, że muszę ją mieć. Prędzej czy później i tak jej przeznaczeniem było wpaść w moje ręce. Okładka, zarys fabuły, reklama; patrzyłam na nią głodnym wzrokiem, gdy tylko znalazłam się w pobliżu księgarni, krążyłam jak sęp, wypatrując promocji, wciąż się wahałam... Teraz, po przeczytaniu, pukam się w głowę, jak mogłam nie zgarnąć jej nawet przedpremierowo, ukraść, zwędzić. Wiecie, co to kac książkowy, prawda? Ja wciąż nie mogę dojść do siebie po owej lekturze. Zniszczyła mnie, rozdarła, połamała w środku, obszarpała, obnażyła wszelkie lęki... Chcę więcej. Na świecie powinny istnieć tylko takie książki.




"(...) udawanie szczęścia to niemal jego odczuwanie. Przynajmniej póki nie przypomnisz sobie, że to tylko pozory. Wtedy jest smutno. Naprawdę smutno. Bo noszenie na co dzień maski jest bardzo trudne. A po jakimś czasie jesteś trochę przestraszony, bo maska staje się twoją częścią".

Ashlyn Jennings ma dopiero dziewiętnaście, a już jest ogromnie doświadczoną przez życie dziewczyną. Właśnie zmarła jej ukochana siostra bliźniaczka, mama daje jej do zrozumienia, że to ona powinna nie żyć, a nie jej lepsza kopia, z ojcem praktycznie nie ma kontaktu. Na domiar wszelkich zmartwień i trosk, nikt nie rozumie zapatrzonej w książki Ash, która tylko w nich widzi sens swojego życia; cytuje Szekspira i chce zostać pisarką. Dziewczyna bardzo zamyka się w sobie, widząc brak uczucia ze strony mamy i nagłe zainteresowanie ojca, dlatego, gdy tylko nadarza się okazja, wyjeżdża, by z nim zamieszkać i na nowo układać swoje rozsypane w drobny mak życie. Najpierw przepełniają ją ogromnie negatywne emocje; żal, smutek, wręcz wściekłość na los, który pokrzyżował jej tak wiele planów, odebrał najukochańszą osobę. Ale, gdy w małym miasteczku, w otoczeniu nowych ludzi Ash rozpoczyna kolejny etap swojej życiowej wędrówki, zaczyna delikatnie zmieniać swoje podejście...

Zaraz, delikatnie?

"(...) dlatego, że gdy w sercach tli się ogień, żadne przeciwności nie są w stanie zgasić płomieni".

Wszystko zmienia się diametralnie, i to dosłownie w jednej chwili, gdy Ashlyn poznaje tajemniczego Daniela Danielsa; wokalistę zespołu Misja Romea i... Jak się później okazuje...

Jej nauczyciela literatury.

Wzajemna fascynacja, uwielbienie dla Szekspira, magnetyczne porozumienie dusz bez cienia słów, możliwość bycia sobą w najtrudniejszych chwilach: to wszystko ogromnie zbliża do siebie dwójkę tragicznie naznaczonych przez los ludzi. Ashlyn nawiązuje romans z Danielem, nie zważając na konsekwencje.

Motyw uczucia rodzącego się między nauczycielem i uczennicą nie jest jakoś obcy literaturze. Można go spotkać bardzo często, ale TEN jest kompletnie inny. Powieść urzeka od pierwszych stron. Jeśli spodziewacie się potajemnych randek nastawionych tylko na cielesność, muszę Was rozczarować. Historia Ashlyn i pana Danielsa jest pełna rozterek, bólu, cierpienia, złości, ale i bohaterstwa, ogromnej MIŁOŚCI i PRZYJAŹNI, które napędzają opowieść do granic możliwości. Nie mogłam się oderwać; biegałam z tą książką, bojąc się ją czytać z obawy, że za szybko skończę, że będzie po lekturze, że nie będę się mogła po niej otrząsnąć. Tak jest, niestety. Kochając pana Danielsa; idealnie skrojone w niej postacie, charaktery, emocje długo nie dają o sobie zapomnieć. Plusem są również perfekcyjnie wplecione cytaty z dzieł Szekspira i fragmenty piosenek zespołu Misja Romea ;). Ta książka jest przepełniona takim swojego rodzaju ciepłem, otuchą, mimo, że ocieka w podobnych ilościach melancholią i bólem. Tak jak wspomniałam wcześniej, obdarła mnie z emocji, pokruszyła je, zdławiła. Chcę więcej.

"Dlaczego zawsze pragnęliśmy miłości tych, którzy najbardziej nas ignorowali?"

Tyle w temacie. Jeśli chcecie przeżyć coś naprawdę pięknego... Po prostu sięgnijcie po tę książkę.


OCENIAM: 6/6!


Autor: Brittainy C. Cherry
Tytuł: Kochając pana Danielsa
Wydawnictwo: Filia
Ilość stron: 424
Tłumaczenie: Katarzyna Dyrek

*

Kto z Was czytał tę książkę? 
Jak tam przygotowania do świętowania imienin św. MIKOŁAJA? ;)