12.28.2016

"Sekretne życie pszczół" Sue Monk Kidd

     To prawdopodobnie moja ostatnia recenzja w tym roku ;). Ale uprzedzając pytania: nie, nie znikam, w żadnym wypadku! Czeka mnie tu jeszcze post podsumowujący rok 2016 i... Zmiany, zmiany! Kolejną recenzję, mam nadzieję, przeczytacie już w innej odsłonie, nie tylko graficznej, ale i adresowej. Pewnie pojawi się osobny post, wyjaśniający to, co się dzieje teraz u mnie w sferze książkowej, (a dzieje się naprawdę wiele!), jednak czas iść do przodu, robić to inaczej, "bardziej", z jeszcze większym zaangażowaniem i pasją, bardziej konkretnie i z nastawieniem czysto recenzyjnym. Ale cierpliwości, już niedługo podam więcej szczegółów (nie mogę się doczekać!) ;).

Tymczasem... 



"Świat ofiarowuje nam czasami coś takiego: krótką przerwę, kiedy nad ringiem rozbrzmiewa gong i idziemy do narożnika, gdzie ktoś opatruje nasze poobijane życie".

Jaka jest Twoja pierwsza myśl, gdy widzisz napis na okładce książki: światowy bestseller? Możliwości są dwie. Albo to faktycznie TAK DOBRA lektura, iż sam/a uznasz po jej przeczytaniu, że w pełni zasługuje na to miano, lub okazuje się ona zwyczajnym gniotem, po którym stwierdzasz, że z rynkiem wydawniczym wcale nie jest dobrze. Skoro tak wielu ludziom się podoba, a Tobie nie, to co z Tobą jest nie tak? No właśnie. Tak to już z tymi bestsellerami jest. Mam to szczęście, że ostatnio trafiam na same dobre książki (bo wraz z moim noworocznym postanowieniem ze stycznia czytam tylko to, co chcę), więc i dobre recenzje innych Czytelników o "Sekretnym życiu pszczół" dały swoje. Pozostaję pod ogromnym urokiem tej książki, zostałam zaklęta czarem autorki; zakochałam się w stylu i lekkości, ale zarazem i odwadze, którą prezentuje pani Sue Monk Kidd.

Lily Owens to czternastoletnia dziewczyna, wychowywana przez despotycznego i skłonnego do agresji ojca. Mężczyzna obwinia córkę o spowodowanie śmierci żony (matki Lily), przez co między ojcem a córką panuje wciąż bardzo napięta atmosfera. Ciągle karana i nierozumiana Lily postanawia znaleźć odpowiedzi na dręczące ją pytania; wyrusza w podróż ku przeszłości, próbując odszukać swoje miejsce w teraźniejszym świecie. Wraz ze swoją opiekunką - czarnoskórą Rosaleen - trafia do Tiburonu w Karolinie Południowej, by dowiedzieć się więcej o swojej mamie i swoim dzieciństwie. Sprawy nie ułatwiają fakty: panujący w Ameryce rasizm, walka o prawa wyborcze Murzynów, wszechobecna znieczulica i brak zrozumienia dla inności. Lily musi odnaleźć się w okrutnym świecie dorosłych; na szczęście pomagają jej w tym trzy czarnoskóre pszczelarki: August, May i June, u których Lily wraz z Rosaleen się zatrzymują. To one przekażą jej wiedzę nie tylko o niesprawiedliwym świecie, ale i o tajemnicach owadów, których ciężka praca w postaci miodu jest tak bardzo pożądana przez ludzi, bez względu na panujące podziały. Pachnie pszczelim pyłem, złotym nektarem, pasieką, kwiecistą łąką; w uszach rozbrzmiewa charakterystyczne bzyczenie, a w głowie kłębi się podziw dla pracy pszczelarza. Lily będzie szukać odpowiedzi na swoje pytania, lecz przy okazji dowie się dlaczego królowa w ulu jest tak ważna, co znaczy pojęcie "żałoby w pasiece", jak wygląda zbieranie miodu oraz dlaczego pszczołom, jak i każdym innym stworzeniom należy posyłać MIŁOŚĆ.

Jestem pod ogromnym wrażeniem "Sekretnego życia pszczół". O książce słyszałam wiele dobrego, podobnie jak o ekranizacji, jednak zawsze jakoś nie po drodze było mi sięgnięcie po ową lekturę; tym bardziej, iż wiedziałam, że porusza temat trudny i okrutny: podział rasowy społeczeństwa w Ameryce lat 60. XX wieku. Ciemna plama w mojej głowie zaczęła się powoli rozjaśniać; w pewnych chwilach nie mogłam pojąć, jak bardzo uprzedzenia i wyższość niektórych ludzi mogą przejąć władzę nad logicznym myśleniem. Przecież wszyscy jesteśmy tacy sami, bez względu na kolor skóry. Żadne cierpienie, popełnione błędy, urodzenie czy przeszłość nie mogą odebrać nam godności oraz szacunku do samego siebie. Każdy człowiek zasługuje na szansę, by móc swobodnie przeżywać swoje życie dokładnie tak, jak tego pragnie. Autorka klimatycznie spina powieść swojego rodzaju klamrą od pierwszych do ostatnich stron; każdy rozdział to cytat z fachowej książki o pszczołach, łączący go z fabułą. Wręcz namacalnie można poczuć ten upał, skwar; spierzchnięte usta pragnące mrożonej herbaty, ciepły wiatr rozwiewający włosy, pragnienie równości dla każdego człowieka. Ale za kartami opowieści o pszczołach, kryje się również drugie dno. Dno licznych przesłań, które mącą w głowie Czytelnikowi i skłaniają go do refleksji. "Sekretne życie pszczół" to urocza opowieść o kobiecej przyjaźni i solidarności, o podziałach, które nie powinny mieć miejsca, o relacjach: biały - czarny, o cierpieniu, dojrzewaniu, poszukiwaniu swojej tożsamości, o uczuciach, które nie powinny być tłamszone i tajone, o odkrywaniu odpowiedzi na pytania z przeszłości; o ulu - porównywanym do społeczeństwa, o roju, którym są ludzie, o rozdzielonych rolach - bo w pasiece, jak i życiu: każdy ma swoje zadanie do spełnienia i za coś odpowiada. 

Wspaniała historia, na zawsze zapadająca w pamięć. Na półce mam już kolejną książkę autorki "Czarne skrzydła" i nie mogę się doczekać, aż po nią sięgnę ;).

Polecam również z całego serca film "Sekretne życie pszczół" - ekranizacja idealna; uwielbiam, gdy twórcy filmu trzymają się najdrobniejszych szczegółów zawartych w książce, nie zmieniając jej sensu oraz wymowy. Do tego gwiazdorska obsada!







OCENIAM: 6/6! (dałabym nawet więcej, książka IDEALNA!)

Autor: Sue Monk Kidd
Tytuł: Sekretne życie pszczół
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Ilość stron: 352
Tłumaczenie: Andrzej Szulc

Książka o kobietach i (nie tylko) dla kobiet, dlatego zapraszam na Portal dla Kobiet :)

12.26.2016

"Love, Rosie" Cecelia Ahern

     To zabawne, jak długo mijałam tę książkę na półkach księgarni; jak bardzo odsuwałam od siebie myśl przeczytania jej, w końcu tak bardzo wszyscy twierdzili, iż film na jej podstawie jest po stokroć lepszy od lektury. Ale, że: u mnie zawsze trwa ta sama zasada - najpierw książka, później film; i gdy publikacja sama wpadła w moje ręce w ramach świątecznego prezentu... Wydarzyło się to, co wydarzyć się musiało. I dziś chcę o tym opowiedzieć, a później pewnie część z Was nie przyzna mi racji.



"Można uciekać i uciekać w nieskończoność, ale prawda jest taka, że wszędzie tam, gdzie się zatrzymasz, dopadnie Cię Twoje życie".

Alex Stewart i Rosie Dunne to para najlepszych przyjaciół od dzieciństwa; zawsze wszędzie przebywają razem, jedno niczego nie może ukryć przed drugim, powierzają sobie sekrety i tajemnice, wspierają się w każdej sprawie, planują przyszłość pod kątem wspólnego studiowania w Bostonie. Alex od zawsze pragnął być lekarzem, Rosie chce założyć swój własny hotel. Niestety, wszelkie zamierzenia psuje informacja, iż Alex przenosi się wcześniej do Stanów wraz ze swoimi rodzicami. Młodzi nie załamują się; wiedzą iż przeprowadzka Rosie to jedynie kwestia czasu. Jednak los bywa przewrotny. Rosie bowiem nigdy do Bostonu nie dotrze... 

"Życie jest zabawne, prawda? Kiedy już myślisz, że wszystko sobie poukładałeś, kiedy zaczynasz snuć plany i cieszyć się tym, że nareszcie wiesz, w którym kierunku zmierzasz, ścieżki stają się kręte, drogowskazy znikają, wiatr zaczyna wiać we wszystkie strony świata, północ staje się południem, wschód zachodem i kompletnie się gubisz. Tak łatwo jest się zgubić".

Cała powieść to zbiór maili, wiadomości z komunikatorów, listów przesyłanych sobie przez bohaterów powieści; nie tylko Rosie i Alexa, ale i ich przyjaciół, rodziny, znajomych. Z tej formy komunikacji dowiadujemy się, jak każde z nich układa sobie życie, jak spełnia swoje marzenia, plany i zamiary, jak podejmuje odpowiednie bądź i nie decyzje,  jak codziennie zmaga się z problemami (i tymi błahymi, jak i tymi większymi). Rosie i Alex utrzymują z sobą kontakt przez prawie pięćdziesiąt lat, nadal, tak jak w dzieciństwie, zwierzając się sobie ze swoich przemyśleń, rozterek, szukając porady i ukojenia w rozmowie z najlepszym przyjacielem. Nie da się jednak ukryć, iż każde z nich chcąc nie chcąc wybrało kompletnie inną życiową drogę od tego drugiego, przez co kłótnie i zawieszenia w kontaktach są nieuniknione. Tym bardziej, iż i jedno i drugie w końcu zaczyna się gubić we własnych uczuciach, dochodząc do wniosku, co by było gdyby...

Nie ukrywam, iż prozę pani Ahern uwielbiam; bardzo chciałabym przeczytać każdą z jej książek, za każdym bowiem razem odnajduję w jej twórczości pierwiastek czegoś innego, nowego. Przepełniająca Czytelnika afirmacja życia i jego codzienności wylewa się z każdej strony, do tego dochodzi tu nowe przesłanie, a właściwie dwa: nie marnuj czasu na rzeczy nieistotne, zacznij żyć, oraz że na pewne rzeczy NIGDY nie jest za późno. Prędzej czy później los się uśmiechnie, płatając figla. "Love, Rosie" to urocza, ciepła opowieść o tym, że pomimo błędów popełnianych każdego dnia, w końcu przyjdzie czas na podjęcie tej dobrej, jedynej, najważniejszej decyzji, ważącej na całokształcie. Że pewnego dnia obudzisz się z myślą, że wygrałeś/aś życie. To historia o tym, jak uważnie trzeba patrzeć, by nie przegapić szczęścia, którego się ciągle szuka, a które jest tuż pod nosem. Czasem to, co najważniejsze, jest tuż obok, wręcz krzyczy, by po nie sięgnąć. 

50 lat. Pięćdziesiąt lat. Tyle czasu czekania. Czy bohaterom się udało przetrwać tę próbę?

Po lekturze, zabrałam się za film; w końcu tyle pozytywnych recenzji się naczytałam, byłam świeżo po książce, główną rolę gra tam sam Sam Claflin (tak, ten z sam z "Me before you"), więc, pełna nadziei i radości zasiadłam wraz z Darcym do seansu. I... Nie powiem, film super, naprawdę z przesłaniem, zabawny, momentami wzruszający, ale... Nie mogę się zgodzić z twierdzeniem, że jest lepszy od książki. Według mnie, nie jest. Nie jest AŻ tak głęboki, poruszający, jak pismo pani Ahern. Rozumiem, że w ekranizacji pominięto kilka wątków, zmieniono je, by uprościć cały scenariusz i finalny efekt, jednak... To nie to samo. Na filmie nie płakałam tak jak nad książką; to ona wyzwoliła we mnie najwrażliwsze struny, to podczas czytania zastanawiałam się, jak bardzo kruche i nietrwałe jest życie, jak przez jedną źle podjętą decyzję może się ono diametralnie zmienić, jak bardzo należy doceniać tych ludzi, których się ma blisko siebie, jak właściwie należy dbać o przyjaciół, pomimo zmiany przez nich miejsca zamieszkania czy nawet cech charakteru, jak wiele może przetrwać prawdziwa przyjaźń i jak szczęście leży wręcz na ulicy. Są liczni, którzy twierdzą, że film jest lepiej zrobiony, ale... To książka niesie z sobą TEN sens, to przesłanie, to drugie dno, na podstawie których właśnie ów film powstał. I nie, nie przeszkadza(ła) mi wcale forma powieści; wręcz przeciwnie. Dzięki tym listom zrozumiałam, że sama również mogę to robić; pisać mailowe listy do przyjaciół, którzy są daleko. Bo chcę być na bieżąco w ich życiu, chcę wiedzieć co się u nich dzieje, w najdrobniejszymi szczegółami. Bo to jest właśnie przyjaźń - niezależnie gdzie jesteśmy, zawsze będziemy trwać w czymś razem...

Oczywiście polecam, bardzo gorąco. To jedna z tych książek, które zapamiętuje się na zawsze. Pełna ciepła, humoru ale i momentami goryczy opowieść o czekaniu, umieraniu z MIŁOŚCI, docenianiu codzienności. Pani Ahern, kolejna świetna robota! :)


Uwielbiam, uwielbiam! 

Cała obsada dobrana idealnie. Film jest uroczy, tętniący tęsknotą, marzeniem o lepszej przyszłości, sensem czekania, bo to, co ma przyjść i tak nadejdzie.








OCENIAM: 6/6!

Autor: Cecelia Ahern
Tytuł: Love, Rosie (pierwotnie: "Na końcu tęczy")
Wydawnictwo: Akurat
Ilość stron: 512
Tłumaczenie: Joanna Grabarek

A po więcej kobiecych spraw do omówienia (i nie tylko!) zapraszam tutaj: KobiecePorady ;)

12.19.2016

"Harry Potter i Przeklęte Dziecko" J. K. Rowling, John Tiffany, Jack Thorne

     Zamiast wstępu powiem jedno: to chyba najcięższa recenzja, jaką dane mi jest opublikować. Każde słowo, którym chciałam Was obdarzyć, poprawiałam kilka razy; nie wiedziałam, jak ubrać sens tego, co chcę przekazać, w kilka zdań oddających moją opinię. Ale sami ocenicie, jak mi to wyszło. Bo wyszło jakoś inaczej, w niecodzienny sposób. Drogi Czytelniku, rozsiądź się wygodnie i poświęć mi te pięć minut ;).



"(...) w tym pogmatwanym, pełnym emocji świecie nie ma idealnych odpowiedzi. Doskonałość jest poza zasięgiem ludzkości, poza zasięgiem magii. W każdej pięknej chwili szczęścia kryje się kropla trucizny: świadomość, że ból powróci. Bądź szczery wobec tych, których kochasz. Pokaż swój ból. Cierpienie jest rzeczą równie ludzką jak oddychanie".

Nie jest żadną tajemnicą, iż wychowałam się na serii pani Rowling; dorastałam wraz z bohaterami opowieści, przeżywałam z nimi przygody w Hogwarcie, z niecierpliwością oczekiwałam każdego kolejnego tomu, uwielbiałam całą tę magiczną otoczkę całym sercem. I nadal uwielbiam. Ale do "Insygniów Śmierci", finalnej części. Nie mogę, no po prostu NIE UMIEM potraktować "Przeklętego Dziecka" jako ciągu dalszego całej sagi, nie potrafię myśleć o niej jako o ósmym tomie - dla mnie to jest i będzie jedynie dodatek, taki gratis dla fanów do całości. Jednak z drugiego punktu widzenia... To wciąż "Harry Potter"; nie sposób przejść obojętnie obok znanych już dobrze, choć starszych o kilkanaście lat postaci, cudowności opiewającej Hogwart i okolice, wydarzeń, które rzucają nowe światło na to, co już znajome... Tak więc stanęłam na rozdrożu; bo z jednej strony ta książka nie była potrzebna, a jednak wspaniałą rzeczą jest móc powrócić do dzieciństwa...

Przedstawię zatem "Harry'ego Pottera i Przeklęte Dziecko" w dwóch odsłonach; w formie ZALET i WAD. Zapraszam i uprzedzam, że jest to tylko i wyłącznie MÓJ punkt widzenia.

Zaleta pierwsza:

To w końcu Harry Potter! Jeśli jesteś fanem przygód młodego czarodzieja - Chłopca, Który Przeżył, jego przyjaciół (ale i wrogów), żyłeś wydarzeniami i sytuacjami, które się im przytrafiały, kibicowałeś dobru a walczyłeś ze złem, czytałeś te historie z wypiekami na policzkach pod kołdrą, przyświecając sobie latarką; jeśli Hermiona była dla Ciebie uosobieniem czystej inteligencji a bracia Weasley cudownego poczucia humoru, oglądałeś ekranizacje kilkanaście razy, a teksty z nich (podobnie jak z książki) znasz już na pamięć - jak tu nie chcieć dowiedzieć się, co było dalej? Jak nie sięgnąć po losy starszych już dobrze znanych postaci? Niemożliwe! Must have i już!

Zaleta druga:

Inna forma wydania, bo toż to scenariusz. Dokładnie. Książka jest scenariuszem teatralnym; przedstawieniem, które swoje miejsce ma na scenie. Mamy tu wszystko, czego spodziewać się po scenariuszu możemy; akty, sceny, dialogi, didaskalia, wszelkie uwagi i zapisy. Z tego też oto powodu książkę niesamowicie szybko się czyta (jakieś 2, 3h).

Zaleta trzecia:

Świeżość, świeżość, świeżość! To niby wciąż to samo, a jednak coś kompletnie innego. To już nie osobna historia Harry'ego Pottera, a jego syna; nacisk nałożony jest na młode pokolenie, które dopiero wkracza w świat Hogwartu. Mamy tu również przyspieszenie akcji, bowiem nie dzieje się ona w jednym roku (jak to bywało w poprzednich tomach), ale na przestrzeni kilku lat, przez co możemy obserwować dojrzewających bohaterów.

Zaleta czwarta:

To scenariusz teatralny! Gdyby to tylko było wystawiane gdzieś w pobliżu, z czystą przyjemnością bym to zobaczyła! To na pewno niesamowite przeżycie zobaczyć swoje dzieciństwo na scenie!

Wada pierwsza:

To już nie to samo. No niestety. Pani Rowling wyrobiła sobie markę sagą o biednym chłopcu, który okazał się najpotężniejszym czarodziejem wszechczasów. Jej styl, lekkość w pisaniu, pomysłowość, oryginalność zjednały sobie serca milionów Czytelników na całym świecie. Nie trzeba czytać o przygodach Harry'ego Pottera - i tak każdy po prostu WIE, kim ta postać jest, stała się swojego rodzaju kultowa. Nic dziwnego zatem, iż za popularnością i pieniędzmi poszła chęć jeszcze większej popularności i jeszcze większych pieniędzy. Ale... Te zaplanowane od początku siedem części jakoś tą siedmiotomową sagą zostaje... Ta ósma może być tylko dodatkiem, gratisem itp.

Wada druga:

Na równi z zaletą - to scenariusz. Kompletnie inna forma pisowni niż w poprzednich tomach; kto nie jest przyzwyczajony do tego typu lektur, będzie się męczył, mimo całej magicznej otoczki. Choć czyta się stokroć szybciej niż inne książki Rowling.

Tyle.

Jak widzicie, są i zalety, są i wady - zalet jest więcej, ja sama książkę zdecydowanie polecam, choć nie byłam do niej stuprocentowo przekonana. To nie to samo, jednak to wciąż Harry Potter! Dla każdego MIŁOŚNIKA pozycja obowiązkowa! ;) Ciężko oceniać coś, co nie powinno podlegać ocenie; sentyment bowiem trwa gdzieś we mnie do dziś, przez co trudno powiedzieć subiektywne złe słowo o takiej lekturze. Mając w głowie całość siedmiotomową nie sposób trafnie i logicznie wypowiedzieć się na temat części ósmej, która może i rozjaśnia niektóre wątki, ale po co? Uważam, że siódma część jest wystarczającym zamknięciem serii, i na tym powinno poprzestać. Ale gdy coś jest tak popularne i pożądane, dlaczego nie dać tego więcej? No właśnie. Dlatego z drugiej strony nie dziwię się autorce, że poszła o ten krok dalej i obdarowała Czytelników ciągiem dalszym, może w nieco innym opakowaniu, ale to wciąż TO opakowanie. Magia, fantazyjność, TEN cudowny świat, w którym można się zatracić, przeżywając wraz z bohaterami ich przygody; czując ich uczucia, wspominając czasy, gdy samemu było się w ich wieku... Marzenie. "Harry Potter i Przeklęte Dziecko" to na pewno już krok dalej w gatunku, coś odmiennego, ale swój urok ma, niezaprzeczalnie.

OCENIAM: 4/6!

Autor: J. K. Rowling, John Tiffany, Jack Thorne
Tytuł: "Harry Potter i Przeklęte Dziecko" 
Seria/cykl: Harry Potter (tom 8)
Wydawnictwo: Media Rodzina
Ilość stron: 368
Tłumaczenie: Małgorzata Hesko - Kołodzińska i Piotr Budkiewicz

Za książkę ogromnie dziękuję księgarni taniaksiazka.pl, gdzie znajdziecie jeszcze więcej nowości.

12.13.2016

"Mimo twoich łez" Tarryn Fisher

     Nie jestem zbytnio przekonana do coraz to nowszych serii, które proponują nam wydawnictwa w ostatnim czasie; wiadomo bowiem, że aby przyciągnąć czytelnika, trzeba go zaskoczyć bardziej niż w pierwszym tomie danej sagi. Coraz trudniej zyskać zainteresowanie na tyle, by z niecierpliwością oczekiwać kolejnych części cyklu; zdecydowanie wolę książki, których treść zamyka się w obrębie jednej książki, jednak... 

Nie mogłam nie czekać na drugą część serii "Love me with lies", którą zauroczyła mnie pani Tarryn Fisher. I pomimo, iż niektórzy ostro skrytykowali historię o niebanalnym romantycznym trójkącie - ja już czekam na część finalną: "Mimo naszych kłamstw", której premiera zaplanowana jest już na styczeń 2017 roku! :)



"Sekrety kobiet kryją się w ich oczach. Jeśli tylko uważnie się przyjrzysz, dostrzeżesz w nich przebłyski silnych emocji".

W pierwszej części serii: "Mimo moich win" poznaliśmy Olivię Kaspen, mocną prawniczkę, która opowiedziała nam historię swojego życia, gdzie ogromną rolę odegrał Caleb Drake. Narracja prowadzona z perspektywy Olivii pozwoliła Czytelnikom poznać sposób patrzenia na świat przez pryzmat nieszczęśliwie zakochanej kobiety, która poprzez sieć kłamstw i intryg zniszczyła to, co długo budowała; utraciła kogoś, na kim jej naprawdę zależało, unieszczęśliwiła siebie i mężczyznę, który zakochał się w niej do szaleństwa, zraniła boleśnie innych, którzy w jakiś sposób chcieli się do niej zbliżyć. Zakończenie pierwszej części serii wbiło mnie w fotel, przez co z jeszcze większą dawką niecierpliwości oczekiwałam ciągu dalszego.

W "Mimo twoich łez" narratorką jest Leah - żona Caleba, mama córeczki Estelli. Tak, córeczki, bo Caleb i Leah doczekali się dziecka, dzięki któremu ich związek miał ponownie wejść w stan scalenia; w kolejną próbę udowodnienia zapomnienia o Olivii i przeszłości, która tak bardzo miesza w teraźniejszym życiu bohaterów. Przeszłość bowiem jest ciągle obecna w życiu Caleba, który trwa na pograniczu nieustannych codziennych wyborów pomiędzy sercem a rozumem, pomiędzy tym, co słuszne a konieczne. W pętli zdarzeń jednak tym razem punktem zapalnym jest Leah, dzięki której odkrywamy kolejne tajemnice; na jaw wychodzą nowe fakty, a niedopowiedziane w pierwszej części sytuacje i motywy teraz mają szansę się poukładać w całość. Nie wszystkie jednak, żeby i tym razem nie było za łatwo.

Leah dostała to, na czym najbardziej jej zależało. Caleba. Poznajemy całą historię poznania tej dwójki bohaterów, śledzimy ich losy; akcja przeplata się z "kiedyś" a "teraz", przez co dostajemy odpowiedzi na pytania postawione po zakończeniu lektury "Mimo moich win". Leah jest typową antybohaterką - to prawdziwa (i nie boję się tego słowa) zimna suka, która gdy wyznaczy sobie cel - zrobi WSZYSTKO, by go osiągnąć. Nie patrząc na środki, życiowe zasady i reguły, nie zważając na konsekwencje, uczucia innych. Zawsze bierze to, co chce, grając z wdziękiem na ludzkich emocjach; doskonale zdaje sobie sprawę ze swojej atrakcyjności, co zawzięcie wykorzystuje w swoich poczynaniach, tonie we własnym morzu kłamstw i intryg, jest mściwa, zepsuta do szpiku kości. Jednak gdy opowiada o swoim dzieciństwie i o nieustannej walce o dobre imię - poniekąd zaczyna się ją rozumieć. Mimo pozornej antypatii, jaką powinna wzbudzać, nie mogłam nie poczuć do niej sympatii, wręcz przeciwnie - uważam, że dzięki tak mocno wykreowanej postaci, o tak ostrym charakterze, ta część dużo więcej zyskuje niż poprzednia; pochłania, pociąga za sobą. Uwielbiam tę bohaterkę; wzbudza tyle emocji, tyle uczuć, iż nie sposób tego wyrazić. Nienawiść do niej przeplatała się z gloryfikacją jej każdego czynu; bezwzględna, wredna, ale i walcząca jak lwica o to, co przypadło jej w udziale. Gdy Caleb wybrał ją, Leah nie może zrozumieć dlaczego tak naprawdę wcale nie wygrała. Czemu mężczyzna jej życia ciągle myśli o innej? Co ma Olivia, a czego nie ma ona? W czym jest lepsza? Jak bardzo musiał ją kochać, skoro po tylu krzywdach i ranach, które zadała, on wciąż pragnąłby jej, a nie idealnej kobiety, którą na pozór jest Leah? Czy pojawienie się dziecka i kolejny szereg kłamstw cokolwiek zmieni? Czy jest szansa na bezpowrotne pozbycie się skazy, jaką jest prawniczka Kaspen?

Od książki dosłownie nie można się oderwać; szarpie emocjonalnie Czytelnikiem, sprawia, iż raz rzuca się lekturę ze złością, by za chwilę móc znowu się w niej zatopić, chcąc poznać dalsze losy bohaterów. To prawdziwy rollercoaster, który pokazuje jak cienka jest granica pomiędzy nienawiścią a obsesją, między złością a okrutną zemstą; prawdziwa MIŁOŚĆ to tak naprawdę toksyczna trucizna, od której nie sposób się uwolnić, przeszywa na wskroś i nie daje o sobie zapomnieć. Co to znaczy kochać? Czy w imię tego uczucia można posuwać się do manipulacji, intryg i oszustw? Czy można niszczyć uczucia innych wokoło, byleby tylko samemu poczuć się zadowolonym? Jak daleko można się posunąć, by osiągnąć swój cel? I czy należy pozwolić odejść ukochanej osobie, pomimo tego, iż samemu się będzie zranionym? Jak przedkładać szczęście drugiej osoby nad swoje? I czy serce naprawdę można oddać tylko raz?

Kocham i nienawidzę, tęsknię i odtrącam... Granica postępowania głównych bohaterów przesuwa się z każdym kolejnym słowem; autorka pokazała, iż MIŁOŚĆ to nie tylko lukrowane teksty, czułe spojrzenia i trzymanie za rękę, a nieustanna walka o drugiego człowieka, swojego rodzaju obsesja, czasem krzyk i rozpacz. Leah, pomimo swojego charakteru "zimnej królowej" zdobyła moją pełną aprobatę, bo po poznaniu jej historii, moje wszelkie pozytywne uczucia do Caleba czy Olivii zniknęły momentalnie, a ja zaczęłam życzyć Rudej szczęścia, na jakie naprawdę zasłużyła. Tarryn Fisher celnie zagrała na moich najczulszych strunach, udowadniając, że potrafi dogłębnie poruszyć, wyzwolić skrywane emocje. Jeśli będzie tak dalej - nie mogę się doczekać kolejnych książek autorki! I czekam na finał serii, choć domyślam się zakończenia, czuję iż autorka zaskoczy mnie jeszcze niejeden raz. Pierwsza część cyklu była dobra, ale ta jest dużo lepsza. Polecam!

OCENIAM: +5/6!

Autor: Tarryn Fisher
Tytuł: Mimo twoich łez
Seria/cykl: Love me with lies (tom 2)
Wydawnictwo: Otwarte
Ilość stron: 320
Tłumaczenie: Piotr Grzegorzewski

12.10.2016

"Skaza" Cecelia Ahern

     Ahern, Ahern! Chcę więcej! ;)



"Kiedy byłam mała, zawsze uważałam, że aby uciec, trzeba wstać i zacząć biec, jak robią dzieci w filmach. Nienawistny krzyk, trzaśnięcie drzwiami, potem bieg. Dowiedziałam się jednak, że wielu ludzi ucieka, choć nigdzie się nie rusza".

Styl i pomysłowość pani Ahern pokochałam już od momentu "Pory na życie" - książki, którą dostałam na urodziny i która dała mi niezły motor do działania. Autorka ma niewyobrażalną zdolność postrzegania świata i uświadamiania tego, co na pozór niewidoczne; małe codzienne radości, każdy nowy dzień, szczęście mieszczące się w uśmiechu drugiego człowieka. Moje pierwsze spotkanie z twórczością pani Cecelii owocowało chęcią do poznawania kolejnych perełek; po "Porze..." przyszła kolej na "Pamiętnik z przyszłości", "Zakochać się", a teraz na kompletną nowość, nie tylko na rynku wydawniczym, ale i w dorobku autorki: "Skazę". Po oryginalności charakteryzującej powieści obyczajowe Ahern, nagle przyszedł u niej czas na dystopię? Na powieść w stylu Young Adult? Dlaczego? Skąd taki pomysł? Nikt nie spodziewał się takiej niespodzianki, patrząc po niejako już lekko utartym charakterze pisarskim autorki, więc...

Trzeba było się zmierzyć i z tym!

Celestine North to siedemnastoletnia dziewczyna, która żyje w perfekcyjnym świecie. Tu nie ma mowy o jakiejkolwiek pomyłce, wykroczeniu, "skazie", która mogłaby rzutować jakimś sposobem na kimkolwiek z lokalnej społeczności. Każdy tu dąży do bycia idealnym; idealny wygląd, idealne rodziny, idealne życia - bez kłamstw, przestępstw, łamania praw. Najdrobniejsze wyszeregowanie się z przyjętego schematu karane jest Naznaczeniem; wypaleniem Skazy na skórze, przez co obywatel staje się wykluczony z "perfekcyjnego" społeczeństwa. Naznaczonych obowiązują inne prawa (a raczej ich brak), normy i zasady, niejednokrotnie są wyszydzani, izolowani, kontrolowani na każdym kroku, stają się widocznym wyrzutem sumienia idealnego miasta i jego mieszkańców. Trybunał, który sprawuje władzę, jest bezwzględny w swoich działaniach; nie ma mowy o najdrobniejszej pomyłce, czy przejęzyczeniu. Jeśli w jakikolwiek sposób wyłamałeś się z ciągu reguł - zostajesz Naznaczonym. Każda Twoja decyzja, każde Twoje słowo, każdy Twój gest jest śledzony i jeden fałszywy ruch podlega karze. 

Cecelia Ahern w typowo sobie znany, oryginalny sposób, przeszmuglowała w powieści dużo głębsze dno niż na pozór zwykłą, kolejną dystopijną opowieść. Opowieść o buncie dziewczyny, która niesłusznie została oskarżona o coś, co powinno być rzeczą normalną, jednak w świecie ideałów zostało to źle odczytane - bo każdy czasem popełni jakiś błąd. Ale istnieje coś takiego jak druga szansa, prawda? Autorka w iście perfekcyjny sposób ów perfekcjonizm poddała krytyce. Nikt ideałem nie jest i nigdy nie będzie. Pomyłki popełniają wszyscy; jednak od każdego indywidualnie zależy, jakie wnioski z tego wyciągnie. Czy będzie owe pomyłki popełniał dalej, czy to świadomie czy zupełnie przypadkowo, czy wręcz przeciwnie - staną się one jednoznaczną lekcją, uświadamiającą iż w życiu należy kierować się czymś innym. Celestine była jedną z tych osób, które w Trybunał wierzyły całym sercem; nie poddawała w wątpliwość żadnego z jego działań, do czasu, gdy to ona, niesłusznie oskarżona stała się jego ofiarą; Naznaczona, na dodatek dotkliwiej niż inni, wykluczona ze społeczeństwa; staje się symbolem walki o odzyskanie tego, czego nigdy nie powinno się tracić wraz z jedną pomyłką - o godność. I mimo, iż książka jest lekko przewidywalna; wiadomo jakie będzie zakończenie, to płynie się przez nią niemożliwie lekko, oczekując każdej kolejnej strony z napięciem i niecierpliwością. 

Na pewno na uwagę zasługuje postać głównej bohaterki, która została wykreowana w bardzo wyrazisty sposób; Celestine jest silną, młodą dziewczyną, która wraz z postępem powieści sama się rozwija i dojrzewa. Zaczyna dostrzegać panującą wkoło niesprawiedliwość i zakłamanie, pomimo całej moralnej otoczki, która jest wyznacznikiem decyzji podejmowanych przez Trybunał. Tak naprawdę nikt tu nie jest idealny; autorka udowadnia, że prawdziwe piękno przejawia się w drobnych skazach i niedoskonałościach, od których żaden człowiek nie jest wolny, każdy ma bowiem w sobie drobną rysę, która nie powinna ważyć na jego dalszych losach. Podczas czytania książki miałam wiele pytań dotyczących samej fabuły i pomysłu, gdyż pojawiały się drobne nieścisłości, jednak niebanalność i oryginalność przejmują dowodzenie nad całą historią. Podsumowując: "Skaza" to bardzo dobra dystopijna opowieść skierowana do młodzieży, która otwiera oczy na pozornie błahe sprawy; dążenie do perfekcji nigdy nie kończy się dobrze, bo sztuką jest odnaleźć siebie w niedoskonałości. I mimo, iż to nie jest najlepsza książka autorki to z niecierpliwością czekam na drugi tom serii! ;)


Kolejne już czekają na przeczytanie! ;)

OCENIAM: +4/6!

Autor: Cecelia Ahern
Tytuł: Skaza
Seria/cykl: Skaza (tom 1)
Wydawnictwo: Akurat
Ilość stron: 448
Tłumaczenie: Joanna Dziubińska

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję księgarni taniaksiazka.pl, gdzie oprócz "Skazy" znajdziecie również mnóstwo innych nowości. 

Szykują się zmiany na blogu i to poważne. Ale o tym więcej już niedługo, powiem tylko, że sama już nie mogę się doczekać... Będzie... Całkiem inaczej! ;) Pozdrawiam!

12.03.2016

"Behawiorysta" Remigiusz Mróz

     Jednym z moich postanowień na rok 2016 było "sięgnięcie w końcu po coś Mroza, bo aż wstyd, że nadal nie znam tego autora". Rok powoli się kończy, a ja mogę z dumą stwierdzić, że książki pana Remigiusza nie przeczytałam; ja ją po prostu pochłonęłam! Nigdy tak nie żałowałam, że mam blisko do pracy (odpadło mi czytanie w środkach komunikacji), bo nie mogłam się od lektury wręcz oderwać; na pewno na tej jednej publikacji nie skończę. Przeciwnie. Moja mroźna przygoda dopiero się zaczyna i aż nie mogę się doczekać sięgnięcia po kolejne książki autora.



"Sztuka manipulowania ludźmi polegała nie tylko na tym, by poznać odpowiednie narzędzia, ale też na tym, by używać ich oszczędnie".

Nie wiem dlaczego sięgnęłam po Mroza tak późno. Może to moja niechęć do kryminałów czy thrillerów - człowiek, który żyje w klimatach klasyki i XVIII - wiecznych romansów nie zabiera się zbyt często za krwawe historie, po których boi się spać. Może to przekonanie, że Mróz pisze seriami - żeby przeczytać daną książkę, wcześniej muszę sięgnąć po inne - darzyłam taki zabieg dużą dozą nieufności, tym bardziej, że to autor rodzimy i młody. O ja nieszczęsna! Gdybym wiedziała, co ucieka mi sprzed nosa, co mam tuż przed oczyma, nigdy nie pozwoliłabym sobie na taki nietakt. Dopiero gdy ukazał się "Behawiorysta", uznałam, że czas przełamać swoją nieśmiałość, nieuzasadniony lęk i dać mroźną szansę. Nie żałuję. Wciąż się składam z rozrzuconych części w całość.

Przebiegły szaleniec zajmuje opolskie przedszkole, grożąc śmiercią dzieciom i wychowawcom. Następnie przenosi się do opuszczonego domu, gdzie okrutnie torturuje kolejne osoby. Okalecza, i zabija z premedytacją, śmiejąc się w twarz służbom bezpieczeństwa. Całości dopełnia fakt, iż każde wystąpienie Kompozytora (jak później zaczyna morderca być nazywany z racji nieustannych odniesień do muzycznych terminów) jest nagrywane i relacjonowane na żywo. Widzowie muszą dokonywać tragicznych wyborów, na pozór władając życiem występujących w filmach osób. Każdy "Koncert krwi" niesie z sobą ból, porażkę policji; przesuwa granicę za jaką jest w stanie się posunąć morderca, kieruje do widzów brutalne słowa poczucia złudnej sprawiedliwości, władzy nad losem innych osób, sprawdza prawdziwość "efektu wagonika". Do pomocy policji i prokuratury zostaje zaangażowany Gerard Edling - specjalista od kinezyki, który na mowie ciała zna się jak nikt. To właśnie on ma interpretować nagrania Kompozytora, w celu zrozumienia motywów jego postępowania. Sytuacja niestety wymyka się spod kontroli...

Z każdym zdaniem chłonęłam historię coraz bardziej. Nie mogłam doczekać się finału, gdyż koniecznie chciałam poznać zakończenie opowieści o szaleńcu, który sterroryzował zarówno kraj, jak i świat za pomocą brutalności przedstawianej na ekranach komputerów. "Behawiorysta" to nieustanny rollercoaster; gdy już wydaje Ci się, że wiesz co wydarzy się dalej, autor puszcza do Ciebie oko, uświadamiając, jak bardzo się mylisz. Postać Edlinga została wykreowana tak realnie, iż można wręcz poczuć, jakby się go znało od lat. Jego przemyślenia dotyczące kinezyki uzupełniają wiedzę, nastręczają mnóstwo pytań, poszerzają horyzont widzenia. Pojawiają się dylematy moralne, gdyż wraz z internetowym głosowaniem widzów w książce, Czytelnik sam zaczyna się zastanawiać, jakby postąpił, które zło (bo nie ma mowy o dobrym wyjściu z sytuacji) by wybrał, z jakich pobudek; odsłonięte zostają najbardziej skrywane ludzkie instynkty, wynaturzenia, do głosu dochodzi chęć przetrwania za wszelką cenę. Jeśli komuś się wydaje, iż zna tajemnice ludzkiego umysłu, to bardzo się myli. Psychologia wciąż może się pochwalić szerokim zakresem działania, gdzie chociażby manipulacja odgrywa znaczącą rolę. Kto kim manipuluje w powieści? Kto jest ofiarą, a kto katem? Kto kogo ściga? Czy aby na pewno każda decyzja została/zostałaby podjęta słusznie? Emocje targają nami z każdej strony, nie sposób w żaden sposób przewidzieć, co będzie dalej. I mimo, iż niektórzy twierdzą, że książka ta posiada jakieś niedociągnięcia, ja twierdzę, że jest świetna. Nie mogłam jej odłożyć aż do ostatniego zdania, dokładnie tak jak reklamuje ją Tess Gerritsen.

Niedługo sięgam po poprzednie książki pana Mroza i aż się boję, bo podobno są lepsze od "Behawiorysty". Wtedy to chyba braknie mi skali żeby je ocenić. Wyrasta mi kolejny ulubiony polski autor i tego się trzymajmy.

OCENIAM: +5/6!

Autor: Remigiusz Mróz
Tytuł: Behawiorysta
Seria: Mroczna Strona
Wydawnictwo: Filia
Ilość stron: 495

Za możliwość przeczytania książki ogromnie dziękuję księgarni taniaksiazka.pl, gdzie oprócz "Behawiorysty" znajdziecie mnóstwo innych książek Remigiusza Mroza! ;)

11.30.2016

"Słoń w autobusie?" Patricia Cleveland - Peck

   Bardzo często sięgam po literaturę dziecięcą z racji wykonywanego zawodu ale i nie tylko. Lubię być na bieżąco z nowinkami literackimi w każdym gatunku, a że technika i postęp mkną wciąż do przodu, to i zdobyć zainteresowanie najmłodszych czytelników jest coraz trudniej.




Uwielbiam książki dla dzieci w twardych oprawach; są stabilne oraz dużo ciężej małemu szkrabowi pomiąć od razu okładkę ;). Co za tym idzie, na pewno taka książka posłuży dziecku dłużej, więc warto zwrócić uwagę na ten aspekt przy wyborze odpowiedniej lektury. Gdy publikacja się dziecku spodoba, będzie sięgało po nią częściej; im częściej, tym więcej śladów użytkowania książka będzie nosić, zatem twarda oprawa sprawdzi się świetnie!

Lubię, gdy szczególną uwagę w książce dla dzieci zwrócono na ilustracje; dobrze jest, gdy są one przejrzyste, nakreślone wyraźną, charakterystyczną kreską, stonowane w kolorach (mocny misz-masz jaskrawych barw nigdy się nie sprawdza, a dziecko podobnie jak rodzic/opiekun dostaje oczopląsu), tematyczne, zabawne, przykuwające uwagę. Żadne dziecko nie przeczyta książki bez ilustracji; sama wiem z doświadczenia jak jest gdy czytam w przedszkolu bajkę. Praktycznie nikt jej nie słucha, bo każdy chce zobaczyć obrazki w książce ;). Ważne, by ilustracje cieszyły oko za każdym razem, gdy się zagląda do publikacji, by się nie "opatrzyły", by nie wiało nudą. Dbałość o szczegóły; zgodność z treścią, ciekawa i niebanalna konstrukcja - to jest to!

Doceniam, gdy książka zapada w pamięć po przeczytaniu jej pierwszy raz; gdy będę chciała otworzyć ją ponownie z różnych powodów. A to żeby przeczytać jeszcze raz dany fragment, a to żeby zobaczyć konkretną ilustrację, a to żeby wykorzystać ją w kawałku bądź w całości do zajęć/rozmowy/przeczytania na dobranoc. Jeszcze ciekawiej jest, gdy książka zawiera rymy, bowiem wtedy wpada do pamięci bardziej niż proza... 

"Słoń w autobusie" ma WSZYSTKO, czego szukam w dobrej książce dla dzieci!

Oryginalny pomysł na treść łączy się z wspaniałymi ilustracjami, a to tworzy naprawdę dobrą kompozycję, zapadającą w pamięć na dłużej. Kilkuwersowe wierszyki, opowiadające o przygodach zwierząt, pragnących jechać danym środkiem lokomocji (w każdym przypadku zupełnie niedostosowanym do pasażera z różnych powodów) tworzą całkiem zabawną opowieść dla każdego. Dziecko będzie chciało dowiedzieć się, jakie rozwiązanie znalazła autorka, rodzic będzie chciał uśmiechnąć się do siebie za każdym razem otwierając tę niezbyt obszerną, ale jakże bogatą książeczkę. Jeśli dziecko jest znudzone długimi baśniami i bajkami, ta lektura z pewnością będzie wspaniałą odmianą, okraszoną dobrym humorem i zabawną aurą samą w sobie. Polecam i trzymam na półce na honorowym miejscu ;).

OCENIAM: 5/6!

Autor: Patricia Cleveland - Peck
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 32
Tłumaczenie: Lucyna Wierzbowska
Ilustracje: David Tazzyman

Za możliwość przeczytania książki dziękuję bardzo księgarni taniaksiazka.pl, gdzie oprócz tej książki znajdziecie też mnóstwo innych nowości.

11.26.2016

"Ocalenie Callie i Kaydena" Jessica Sorensen

     Z kontynuacjami bestsellerów jest często tak, iż okazują się słabsze niż poprzednie części; tutaj jednak od razu możemy chłonąć lekturę spokojnie, gdyż poziom pozostaje utrzymany, (jeśli nie zaryzykować stwierdzenia, iż jest podniesiony!) Na szczęście mam już na półce trzeci tom z serii, przez co nie czuję tak bardzo braku stylu pani Sorensen ;).



"Muszę się obudzić i naprawdę uwierzyć, że wszystko będzie dobrze, zamiast mieć tylko taką nadzieję. Chcę być jedną z tych szczęściar, które wiodą wspaniałe życie".

Zdecydowanie ciężko ocenić książkę, po której ma się pogruchotane emocjonalnie wnętrze. Koniec pierwszej części wbijał w fotel; człowiek zastygał nad lekturą i dosłownie nie wiedział, co z sobą począć.  Z niecierpliwością oczekiwał dalszego rozwoju wypadków, bacznie kibicując dwójce głównych bohaterów w ich zmaganiach z przeszłością. Z przeszłością, która w młodych ludziach wyryła swojego rodzaju piętno, zatrzymując ich niebezpiecznie w jednym miejscu, nie pozwalając ruszyć naprzód. 

Mija pewien czas od finałowej sceny z "Przypadków Callie i Kaydena"; sekret chłopaka wychodzi na jaw. Zraniony fizycznie i niemożliwie poharatany fizycznie Kayden nie umie poradzić sobie ze świadomością, iż cały świat drwi z niego - nie odnajduje pocieszenia w osobie mamy, nie wspominając o ojcu, myśląc cały czas o Callie. Ta z kolei poznawszy prawdę, jest jeszcze bardziej zaniepokojona o los Kaydena, któremu demony przeszłości nie pozwalają normalnie funkcjonować. By mogło do tego dojść, musiałby światło dzienne ujrzeć sekret Callie. A do tego Kayden za wszelką cenę nie chce dopuścić.

"Czasem najlepsze rzeczy to te niezaplanowane; decyzje podjęte pod wpływem chwili".

Już od pierwszych stron zostajemy porwani przez burzliwe losy dwójki młodych bohaterów, którzy dźwigają na swoich barkach rzeczy cięższe niejednokrotnie od trzykrotnie starszych od siebie ludzi. Bolesne doświadczenia, którymi zostało naznaczone ich dzieciństwo i wczesne lata dorastania nie dają o sobie zapomnieć, zostawiając nieodzowny ślad w ich ciałach oraz głowach. Ponowne spotkanie, po incydencie z udziałem chłopaka nie należy do najłatwiejszych. Oboje poszarpani przez uczucia, których może i są pewni, jednak nie wiedzą jak to okazać, boleśnie zranieni przez los i najbliższych ludzi, samotni w walce ze złem świata, skrywający swoje tajemnice, muszą odnaleźć na nowo wspólny język, by w końcu zrozumieć, ile dla siebie znaczą. Nie mogę przestać zachwycać się stylem i językowym doborem słów, którymi posługuje się autorka. Żaden wyraz nie jest tu przypadkowy, każde zdanie jest przemyślane do samego końca; mnogość emocjonalnego wachlarza uczuć po prostu poraża. Książka ta jest przesiąknięta bólem, cierpieniem, krzywdą, ale i nadzieją, wiarą w lepsze jutro. Niesie z sobą przesłanie, iż prawdziwe MIŁOŚĆ i PRZYJAŹŃ potrafią uleczyć z niejednej tragedii; jeśli ma się przy sobie osobę, która jest w stanie zrobić wiele, poświęcić się w całości dla drugiego człowieka, zadrzeć z całym światem, by kogoś uszczęśliwić - można śmiało powiedzieć, że wygrało się życie. Piękne przesłanie, okraszone tak jak w poprzedniej części tytułami rozdziałów w formie zadań do wykonania przed śmiercią, jak np. Staw czoła nieznanemu i nie wycofaj się z tego; narracja ponownie w podwójnej formie, z perspektywy Callie i z punktu widzenia Kaydena pozwala jeszcze głębiej wejść w głowy bohaterów, którzy otwierają się przed Czytelnikiem, na uznanie zasługuje rozbudowanie postaci dziewczyny - jej progres, wzrastająca wciąż odwaga, Callie staje się silniejsza z każdą stroną lektury. Kayden z kolei obnaża przed nami najbardziej mroczną stronę swojej duszy, co wyzwala szereg uczuć, począwszy od wzruszenia, poprzez złość, na współczuciu skończywszy. Oj, pani Sorensen doskonale wie, jak zawładnąć sercem Czytelników! Nie możecie przejść obok tej serii obojętnie. Polecam bardzo. Przygotujcie się na emocjonalny rollercoaster! ;)

OCENIAM: +5/6!


Niedługo napiszę Wam o wrażeniach po lekturze trzeciej części z serii ;)!


Autor: Jessica Sorensen
Tytuł: Ocalenie Callie i Kaydena
Seria/cykl: The Coincidence (tom 2)
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Ilość stron: 384
Tłumaczenie: Ewa Helińska

11.20.2016

"45 puknięć w głowę. Słowa i pojęcia, które warto znać" Grzegorz Kasdepke

     Blogowe urodziny za nami, bierzemy się dalej do pracy, przed nami tyle czasu! Ileż wspaniałych książek czeka na przeczytanie; nowości, bestsellerów, starszych, do których chcę powrócić po latach, itp. Szykuje się kilka zmian na WK, ale to będę Was informować na bieżąco, co i jak ;). Teraz ruszamy dalej z recenzjami.

A dziś nie będzie obiektywnie (praktycznie nigdy nie jest) pod żadnym pozorem, bo opisywana przeze mnie książka już znalazła się na mojej osobistej półce ulubieńców, wielbionych perełek, które zajmować będą szczególne miejsce w mojej życiowej (i nie tylko) bibliotece. O czym mówię? Oczywiście o tekście popełnionym przez mojego ulubionego polskiego autora piszącego dla dzieci i rodziców.




Nie jest żadną tajemnicą, iż Pan Grzegorz Kasdepke jest obecnie najpopularniejszym polskim autorem tworzącym dla dzieci, młodzieży oraz rodziców i nauczycieli. Nie jest tajemnicą również to, że świetnie wychodzi mu docieranie do zakamarków dziecięcych umysłów, za pomocą swoich osobistych doświadczeń (gdy przygodę swą z pisarstwem rozpoczął od zabawnych tekstów dla swojego syna), dużej dozy dystansu w podejściu do codzienności, niebywałego poczucia humoru, żartów, prostego przekazu trafiającego celnie w zamierzony punkt. Gdy nie wiesz, co poczytać swojemu (lub nieswojemu ;)) dziecku, pragniesz mu coś wartościowego przekazać, sam/a szukasz odpowiedzi na pozornie błahe pytania - sięgnij w ciemno po twórczość Pana Kasdepke. 

Ja mam za sobą już kilka jego książek, dzięki którym o wiele łatwiej jest mi rozmawiać z dziećmi (co w przedszkolu bardzo się przydaje!), dowiedziałam się, jak wyjaśnić pewne niby oczywistości, zrozumiałam, jak ważny jest przekaz - w stronę najmłodszych ludzi. Nie ukrywam, iż "45 puknięć w głowę" chciałam mieć na swojej półce od momentu ukazania się tej książki na wydawniczym rynku. Czterdzieści pięć pojęć, trudnych do zrozumienia dla dziecka, wyjaśnionych w niekonwencjonalny sposób? Liczba niemała, rzecz ciężka do wykonania, ale nie dla autora! Jak sam kiedyś powiedział, pomysłów mu nie brakuje, co chyba najdokładniej widać właśnie w tej książce. Trudne słowa są bowiem wyjaśnione w formie... Gatunków literackich! Książka jest podzielona na trzy rozdziały, noszące tytuły: ludzie, abstrakcje i cechy. W każdym znajdziemy pojęcia, które i niejednemu dorosłemu mogłyby sprawić kłopot z wytłumaczeniem drugiemu dorosłemu, co znaczą; a co dopiero dziecku. Na szczęście geniusz Kasdepke rusza na pomoc i tłoczy to tak, że zrozumie to każdy, przy okazji dowiadując się ileż mamy użytkowych tekstów pod ręką na co dzień! Bo i tych autor nie żałuje; któż nie używa w obecnych czasach zapisków, smsów czy ściąg! Mało tego: dostajemy upieczonych kilka pieczeni na jednym ogniu; oprócz wyjaśnień, prezentacji poszczególnych literackich gatunków, mamy na domiar tego wplecione wskazówki, jak poprawnie się nimi posługiwać. Czysty majstersztyk, po prostu.

Nie sposób odmówić Panu Grzegorzowi oryginalności, wypływającej z każdego zdania zawartego w książce, powiewu świeżości w i tak już opanowanym przez siebie nurcie, jakim jest dziecięca literatura, nieustannie powiększającej się ilości pomysłów; aż strach się bać, na jak wiele jeszcze stać tego autora - szczerze nie mogę się doczekać kolejnych perełek, które z dumą postawię na swojej półce, by codziennie cieszyły moje oko. Jeśli dodamy do tego jeszcze przepiękne i nowatorskie ilustracje, w tym wypadku stworzone przez Pana Tomasza Kozłowskiego - mamy przepis na sukces.

Polecam ogromnie! I stwierdzam, że jest to najlepsza książka autora, jaką przeczytałam do tej pory!




Nowe zdjęciowe tło - 1000 puzzli, które układa Pan Darcy.

OCENIAM: 6/6!

Autor: Grzegorz Kasdepke
Tytuł: 45 puknięć w głowę
Wydawnictwo: Tamaryn, Agora SA
Ilustracje: Tomasz Kozłowski
Ilość stron: 140

11.18.2016

DRUGIE urodziny WirtualnejKsiążki! :)

     Nawet nie wiem kiedy ten czas tak szybko upłynął! Moja WK; moje ukochane internetowe dziecko, mój kontakt z Wami, najcudowniejszymi ludźmi to już pełne DWA lata wyjęte z życia! :) Nie sposób wyrazić słowami (choć głównie w ten sposób się z Wami komunikuję) tego, ile dla mnie znaczy ten czas; czas wypełniony recenzjami, postami bardziej osobistymi, sukcesami (jak wywiad z Panem Kasdepke), nowymi znajomościami i przyjaźniami (Marta!, Ciacho!), rozmowami, emocjami włożonymi w każdy wpis, współpracami, których jest coraz więcej... 

Chciałabym móc podziękować każdemu z osobna za obecność tu u mnie, jednak ta ilość jest zbyt duża, by mogło się to udać, dlatego pozwólcie, że zrobię to zbiorowo: DZIĘKUJĘ za to, że byliście, za to, że jesteście i za to, że niektórzy z Was nadal będą. Fajnie mieć świadomość, że gdzieś w kraju są ludzie, którzy czytają moje wypociny, że czasem skomentują, wymienią poglądy, dadzą wsparcie, podniosą na duchu. 

A teraz garść wspomnień sprzed dwóch lat... Kto nie chce, niech nie czyta.

Pamiętam, jak dwa lata temu w okolicach września, powstała ta myśl, o założeniu swojego miejsca w głębinach internetu, by móc spisać to, co w duszy siedziało; to, co musiało znaleźć ujście emocji po lekturze danej książki. Pamiętam, jak człowiek, któremu wtedy wierzyłam, powiedział, że nie mam szans, że porywam się z motyką na słońce, że cechuje mnie słomiany zapał, że nikt nawet nie dostrzeże mnie, małej Asi w zalewie podobnych blogów czy stron. Pamiętam, że człowiek ów wyśmiewał mnie każdego dnia, sabotował każdą moją próbę napisania czegoś, dążył do tego, bym zaprzestała czytania książek, twierdząc, iż na nic mi się to przyda, bo jestem taka a taka, siaka, owaka. Długo by wymieniać epitetów. Na szczęście to już przeszłość. Ja się nie poddałam; nadal robię swoje, do ideału mi daleko, ale jednak... WK istnieje! I ma się całkiem dobrze! :) Pamiętam jak rozpoczęłam pierwszą współpracę, później drugą... Teraz jest już ich kilka, wciąż kiełkują nowe, pojawił się portal, dla którego również piszę, księgarnia, która mi ufa... Nie wspominając o moim ulubionym autorze, który we mnie wierzy i docenia. Rozwinęłam się; jestem bardziej zorganizowana, mam inne podejście do pewnych spraw, bardziej dojrzałe, zwracam uwagę na istotne rzeczy, pomijam te nieważne, robię tylko to, co lubię, spełniam marzenia. Poznałam wspaniałych ludzi, autorów, na mojej półce przybywa książek, słów wsparcia i życzliwości. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że jestem z siebie dumna. Ale nie osiadam na laurach. Wciąż będę czytać, opisywać swoje wrażenia; planuję wraz z Rejem, autorem strony graficznej WK przekształcić ją w coś jeszcze lepszego, sama chcę iść tylko do przodu. Tylko.

I na koniec coś ze statystyk:

150.

Tyle recenzji ukazało się na blogu i wciąż ich przybywa. DZIĘKUJĘ.

Dziękuję za wsparcie, dziękuję za odwiedziny, dziękuję za każdy komentarz, dziękuję za każde dobre słowo, dziękuję za konstruktywną krytykę, dziękuję za polecanie, dziękuję za zaufanie, po prostu. I proszę o jeszcze więcej: w końcu poprzeczka spaść nie może.

I już Was nie zanudzam ;).



PS Nigdy nie byłam dobra w jakichkolwiek podsumowaniach, więc to skromne musi Wam na razie wystarczyć. Pozdrawiam ciepło! ;)

11.16.2016

"Idealna" Magda Stachula

     Z dużą dozą nieśmiałości podchodzę do polskich autorów; rodzima literatura jakoś nie grzeje mocno w moim sercu miejsca - zupełnie nie wiem dlaczego. Od miesięcy czaję się na popularnego w ostatnim czasie Pana Mroza; jego nową książkę mam już w domu, więc niedługo pojawi się pewnie o niej kilka moich słów. Tym razem jednak, w moje ręce wpadł podobnego gatunku materiał: thriller psychologiczny z kryminalnym wręcz zacięciem. Budząca zaciekawienie okładka i rekomendacja, jakoby "takiej autorki jeszcze w Polsce nie było". I całkowicie muszę się zgodzić.



"Gdy przekracza się pewne granice, łamie normy, które dotychczas wskazywały nam drogę, otwiera się nowy rozdział w życiu, zeszyt z czystymi kartkami, który będzie zapisywany nowymi historiami, ręką innego już człowieka".

Anita i Adam to pozornie szczęśliwe małżeństwo, któremu do idealnego obrazka wspaniałej rodziny brakuje jedynie dziecka. Starają się o nie rok, starają i drugi; w momencie pojawienia się na ich drodze zdrowotnych przeszkód - atmosfera staje się bardzo napięta. Anita z pewnej siebie, radosnej i ambitnej -  zmienia się w pretensjonalną, wiecznie szukającą powodu do kłótni kobietę, Adam z kolei stawiany coraz bardziej pod presją "tych" dni, ciągłego liczenia w kalendarzyku zaczyna unikać domu. Zaniedbywana i zraniona żona praktycznie z niego nie wychodzi, oddając się ulubionemu zajęciu: śledzeniu praskiego tramwaju poprzez miejskie kamery monitorujące. Do czasu, gdy zaczynają wokół niej i jej małżeństwa dziać się dziwnie niepokojące rzeczy...

Powiedzieć można, iż thrillerów, których akcja zapętla się wokół rodzinnych tragedii - było wiele. Chociażby słynna "Dziewczyna z pociągu"; żeby było zabawniej, powieść pani Pauli Hawkins nie pochłonęła mnie ani na sekundę. Przeczytałam ją, owszem, ale zachwytów na nią nie wylałam, wręcz przeciwnie. Do dziś nie rozumiem jej fenomenu. A tutaj, przy Pani Magdzie Stachuli... Zachwyty będą, a i owszem! Rodzinnych opowieści sensacyjnych, z tajemnicami w tle, może i było sporo, jednak tutaj mamy pomysł, do tego bardzo niebanalny, który został poprowadzony od pierwszych stron do samego końca.

Gdyby nie polskie nazwisko autorki, polskie imiona w powieści i akcja w niej osadzona w moim ukochanym Krakowie - nigdy bym nie powiedziała, że tę książkę wypuściło nasze rodzime wydawnictwo! Poziom światowy, cóż więcej mogę powiedzieć. Narracja zgrabnie prowadzona z pozycji czterech osób, rozdziały zwięzłe, nieobszerne, przez co czyta się szybko, lekko, z nieustanną myślą "jeszcze jeden rozdział i naprawdę pójdę spać!"; przedstawiona historia wciąga, pochłania, plastycznie zobrazowany Kraków tylko dodaje uroku i wiarygodności. Swobodnie mogłam wyobrażać sobie mieszkanie Anity i Adama, okolicę w której mieszkają, knajpę, w której kupują sushi oraz teatr, obok którego zawsze czeka kwiaciarka. Każdy z bohaterów opowiada o sobie w pierwszej osobie, przez co jeszcze bardziej możemy wniknąć w ich głowy, utożsamić się z nimi, z ich sposobem myślenia, postępowania, ocenić bardzo dokładnie ich motywy postępowania, oraz wynikające z nich następstwa. Czytelnik od pierwszych słów historii chce wiedzieć, co będzie dalej; co zrobi rozhisteryzowana kobieta, której jedynym życiowym celem od pewnego czasu staje się zajście w ciążę? Kiedy pęknie magiczna nić porozumienia między żoną i mężem, który może zbliżyć się do ukochanej tylko w określone dni, bo w innym wypadku ona go do siebie nie dopuszcza? Ile może znieść odrzucony mężczyzna, zanim zacznie uciekać od swojej kobiety do kochanki? Jak długo można planować zemstę? Do czego zdolna jest zraniona kobieta, która żyje przeszłością? I jak to się dzieje, że można obserwować życie innych ludzi, w obcym państwie, tylko za pomocą miejskich kamer? 

Szczególnie zapadły mi w pamięć dwie bohaterki: Anita i Marta; obie wykreowane niesamowicie realnie; dosłownie możemy śledzić ich galopujące myśli, zrozumieć (lub nie) podjęte przez nie decyzje, ocenić każdy ruch. Nie mogę uwierzyć, że "Idealna" jest debiutem; miałam wrażenie, że żadne słowo nie jest tu przypadkowe, że każde ma jakieś znaczenie, a autorka ma za sobą co najmniej kilka książek. A tu taka niespodzianka ;). Poszczególne elementy może najpierw nie są z sobą jakoś powiązane, jednak później, gdy akcja zaczyna nabierać tempa... Dzieje się! Kraków, Praga, podejrzane nowe rzeczy w torebce czy w szafie, fałszowane dokumenty... 

Polecam, naprawdę.

Bo rzeczywiście ogromnie podobała mi się ta książka, nie mogłam się od niej oderwać.

I chciałam Was tylko ostrzec, że będziecie mieć tak samo. I zapamiętajcie jedno: zawsze jest ktoś, kto Was obserwuje.

OCENIAM: +5/6!

Autor: Magda Stachula
Tytuł: Idealna
Wydawnictwo: Znak (Literanova)
Ilość stron: 384

Książka głównie dla kobiet, gdyż motyw przewodni to macierzyństwo i usilna chęć dążenia do niego, ale podejrzewam, że niejeden mężczyzna znalazłby tu i coś dla siebie. A jak kobieco, to zerknijcie przy okazji na Portal dla Kobiet.

11.07.2016

Damsko - męskim okiem o: "Harry Potter i Czara Ognia" J. K. Rowling [WSPÓLNIE]

     Wraz z Ciachem ze Świata Bibliofila powracamy z nową mocą! A właściwie z czwartą (a wspólnie recenzowaną trzecią) częścią magicznej potterowskiej sagi :). Nie mogliśmy się nagadać. Chodźcie! 


Zarys fabuły

Harry Potter wraz ze swoją nieodłączną parą przyjaciół rozpoczyna czwarty rok nauki w Szkole Magii i Czarodziejstwa. Zło jednak nie śpi, czając się w najmniej oczekiwanych miejscach: m. in. przy ogólnoszkolnym Turnieju Trójmagicznym, do którego całkiem "przypadkiem" zostaje wciągnięty Harry. Intrygi, tajemnice; nowe postaci, tragiczne przygody - i o wiele więcej... Potter będzie musiał zmierzyć się ponownie ze swoim największym wrogiem. Czy mu się uda odnieść zwycięstwo? No cóż... ;)
Ogólne wrażenie

Kamil: Zaczyna się bardzo tajemniczo i zachęcająco. Od początku też tworzona jest taka enigmatyczna i nieco mroczna (głównie dla samych bohaterów) aura wokół owego Turnieju, w którym rzekomo kilka czarodziejów zginęło we wcześniejszych latach. I w sumie bez trupów się nie obędzie w tym tomie, co mnie ucieszyło, bo pierwsze dwa tomy były nieco zbyt dziecinne i mocno przewidywalne. Od trzeciego tomu bohaterowie wyraźnie dojrzewają, muszą podejmować cięższe decyzje, wychodzić cało z opresji, nie raz też dostają po tyłku, a niektórzy nawet się muszą pożegnać z nami na stałe, bo giną. To mi się podoba i tak powinno być.

Asia: Dokładnie; zaczyna się robić poważniej, mroczniej, pojawia się coraz więcej tajemnic, trupów, żarty się skończyły, ostrzegałam Cię! ;) Poprzednie części miały swój taki dziecięcy urok, czuło się tę magiczną aurę, że dobro zawsze zwycięża, że w książce są dzieciaki więc nic im się nie powinno stać, a tutaj... Tutaj już mamy młodzież, która dojrzewa na naszych oczach.

Kamil: Dokładnie tak. Od początku mamy walkę dobra ze złem, ale tylko w 2 pierwszych tomach to zło było zmasakrowane. Od "Więźnia z Azkabanu" zło zaczyna być coraz bardziej aktywne, wymagające i wnosi coraz więcej spustoszenia, co powoduje, że Harry'emu i pozostałym czarodziejom jest coraz trudniej je pokonać i coraz więcej trupów się pojawia. Nie ma lekko, ale podejrzewam, że gdyby było, to tak wielu dorosłym czytelnikom by się ten cykl nie spodobał. :)

Asia: Właśnie właśnie! Nie można zapominać, że Harry Potter to uniwersalna historia, za którą przepadają nie tylko dzieci, ale i dorośli! A na pewno nie byłoby tak, gdyby kolejne części z serii nie robiły się bardziej poważne i przesiąknięte swojego rodzaju metaforami i przesłaniami.

Najciekawsza scena

Kamil: Hmmm... Najciekawsza chyba była dla mnie z drugim zadaniem, kiedy Harry miał uwolnić jedną osobę, a chciał wszystkie, mimo że nie było czasu. Bardzo to bohaterskie i myślę, że postąpiłbym podobnie, bo jeszcze zanim jemu to do głowy wpadło, sam pomyślałem "No nie pier**** mi, że resztę zostawisz?!". No i nie zostawił. :D
Asia: Dla mnie najciekawsza scena to oczywiście bardziej "babska" sytuacja, mam na myśli tu Bal ;D. Gdy Hermiona wkracza z Krumem na imprezę a całej reszcie opadają szczęki z wrażenia ;). No i tak urocza zazdrość Rona! Bardzo mi się to podobało, bo wszyscy robili z tej dziewczyny kujonicę, nie patrząc na to, że ona faktycznie jest piękna i może mieć powodzenie. Ale nie powiem, Harry w frugim zadaniu jak zwykle wykazał się bohaterstwem, czasem i jemu zdarzało się myśleć ;D.

Kamil: Mnie bal szczególnie nie zachwycił, ale uśmiechnąłem się jak bohaterowie szukali partnerek, bo przypomniały mi się moje młodzieńcze lata, kiedy sam z kolegami musieliśmy zaprosić dziewczyny na bal czy do tańca i wszystko to na początku było takie nieśmiałe, ale wielce emocjonujące (chociaż my, faceci, wtedy się do tego przyznać nie chcieliśmy). 

Asia: Haha,  te pierwsze Wasze (facetów) podrygi w naszą stronę są zawsze zabawne! A tu wystarczy prosto: przyjść, zapytać i już ;D. Ale wiadomo, każdy musiał to przeżyć i każdy zawsze się czymś takim stresował. Ja też pamiętam, jak chciałam by chłopak, który mi się podobał w podstawówce chociaż raz na mnie spojrzał. Dopiero później, jak zobaczyłam, jaki z niego gamoń - dałam sobie spokój ;). Scena, jak Fred zaprasza Angelinę na Bal jest jedną chyba z tych zabawniejszych w całej serii! :)

Kamil: Hehehe, racja, z Fredem i Angeliną była niezła. Czyli jak widać czytanie HP w tym wieku w moim przypadku, ma też swój urok, bo przywołuje na myśl własne młodzieńcze lata i pewne zachowania. U Ciebie z kolei można porównać poprzednie emocje związane z czytaniem w młodszym wieku z tymi teraz.

Asia: Tak, teraz więcej rzeczy mnie śmieszy :D; nie no, no sam pomyśl jak Fred z Georgem chcieli dostać się do Turnieju poprzez zaklęcia postarzające! :)

Kamil: Zgadza się, to też było zabawne. :)

Najlepsza i najgorsza postać z książki

Kamil: Kurdę, ciężko mi jednoznacznie. Z najlepszych wymieniłbym i Syriusza, i Harry'ego, i Cedrika. Ale że dwóch pierwszych już znałem, więc niech będzie Cedrik - niby na początku przeciwko Hary'emu razem z ojcem, ale okazał się bardzo ludzki, pomocny i jest zdecydowanie najbardziej dramatyczną jednostką w tym tomie, co porusza. Szkoda mi było go na końcu. Z najgorszych Malfoy i Snape (jak wcześniej), ale Rita Skeeter dała mi się we znaki najbardziej - szalenie irytująca. Ale jeszcze Korneliusz Knot, który wydawał się być "normalny",zaczął się zachowywać tak, że ostro mnie denerwował. Jak widać wiele mnie denerwuje, więc nie potrafię tylko jednej postaci podać. :P 

Asia: Ciastuś spokojnie! Nie nerwowo! I tu się chyba poważnie pokłócimy. Jak możesz lubić Harry'ego! Przecież to taka fajtłapa była, że niech mnie drzwi ścisną! Zawsze więcej szczęścia niż rozumu. A to ktoś mu pomógł, a to niby "przypadkiem" coś mu się udało... Denerwował mnie w każdej części tak samo, byli i są ludzie dużo mądrzejsi od niego i tyle. Syriusza uwielbiam, to wiesz, Cedrik... Spoko chłopaczek, ale mojej sympatii jakoś nie zdobył szczególnie, tym bardziej, że kochały się w nim dziewczyny, że niby przystojniakiem był. Ekranizacja zepsuła to bardziej (uwierzysz?!) więc... Niestety. No nie. Podobał mi się Krum - bo mimo, że laski za nim szalały, on miał całkowity zlew na nie i w sumie zaskoczył wszystkich wybierając Hermionę na swoją partnerkę. Niby taki mruk, ale jednak gust chłopak miał ;D.

Kamil: Czyli u Ciebie najgorsza to Harry. Wiesz, coś jest w tym co piszesz, ale z drugiej strony trzeba wziąć pod uwagę, że ten chłopak jest mimo wszystko ciągle zagubiony przez swoją tragiczną przeszłość i burzliwą teraźniejszość, a w dodatku nader skromny. Wyobrażasz sobie siebie w jego sytuacji? Nie masz nic, a tu nagle okazuje się, że jest świat, w którym Ty jesteś naj, naj, naj i wszyscy na Ciebie liczą, wszyscy zerkają z każdej strony. No nie ma opcji, żeby być przy tym na sto procent pewnym siebie i się nie potykać. I myślę też, że każdemu w życiu potrzeba trochę szczęścia, dzięki czemu coś "się udaje zrobić". No ale to moje odczucia, bo jakoś tak temu po cichu chłopakowi kibicuję. :)

Asia: Masz rację, nie mogę się nie zgodzić. Nigdy nie patrzyłam na to w ten sposób. Przy inteligencji Hermiony, która często była przyćmiewana właśnie przez osiągnięcia Harry'ego, prostoduszności Rona, który biedny zawsze był w jakiś tam sposób zazdrosny o popularność Harry'ego, umknęło mi, że Harry może być ogromnie w tej całej sytuacji zagubiony... A przecież nigdy nie dał po sobie poznać, że on jest wielkim Potterem, znanym na cały magiczny świat. Dzięki Ciastuś! :)

Kamil: Cała trójka bardzo fajnie się uzupełnia tworząc modelowy przykład przyjaźni. Co do samego Harry'ego jeszcze, zauważyłem, że w filmie jednak ta postać jest wykreowana nieco inaczej. Dostrzegasz tam tą fajtłapowatość? Bo ja nie, bardziej pewny siebie i stanowczy tam jest, nawet nieco ostrzejszy. A tego w książkach nie ma.

Asia: No akurat z tym muszę się ponownie zgodzić; w filmach Radcliffe bardzo przekonująco oddaje swoją postać.

Kamil: Zagrać zagrał dobrze, ale wyraźnie twórcy filmu zdecydowali, żeby Potter był mniej ślamazarny niż w książce. Ale o filmie kiedy indziej. W każdym razie na ten moment podoba mi się i literatura, i film.

Asia: Może weźmiemy się za recenzje filmów? (Niekoniecznie Pottera!) - co myślisz? :)

Kamil: Dokończymy to z HP i pomyślimy ;).

Plusy i minusy

Kamil:

+Turniej Trójmagiczny,
+Nowe postaci (np. Moddy, Cedrik),
+Zaskoczenie (we wcześniejszych tomach więcej umiałem przewidzieć, w tym autorka i jej bohaterowie zaskoczyli mnie kilka razy),
- W sumie to irytowała mnie Hermiona z tym klubem WESZ i usilnym nakłanianiem wszystkich do przynależności.

Chyba tyle.

Asia: 

+BAL!,
+Poważniejsze podejście do tematu,
+Przyjazd innych szkół na Turniej,
- Ciamajdowatość Pottera i jego "fuks" w każdym zadaniu.


Ulubione cytaty:

Kamil: Kurde, prawdę mówiąc byłem porządnie wkręcony i nawet nie zwróciłem uwagi na konkretne cytaty i żeby je zanotować. Chodzi mi po głowie jeden, ale nie pamiętam dokładnie jak brzmiał. Może to będzie coś, co Tobie się rzuciło w oczy i zapisało w głowie. :)

Asia: A ja mam, ja mam!

"Jeśli chcesz poznać człowieka, patrz jak traktuje podwładnych, a nie równych sobie".

"To dziwne, ale kiedy człowiek się czegoś boi i oddałby wszystko, byle tylko spowolnić upływ czasu, czas ma okropny zwyczaj przyspieszania swego biegu".

 Kamil: Ten pierwszy dobry. A ja znalazłem jeden:

"Nadejdzie czas, w którym będziecie musieli wybierać między tym, co słuszne, a tym, co łatwe".

Podsumowanie

Kamil: W sumie to jest bardzo dobrze i niech będzie tak dalej. Czwarty tom upewnił mnie, że to bardzo fajny cykl i muszę koniecznie dotrwać do końca, żeby wiedzieć, co dalej, bo chcę więcej. I nie mam absolutnie żadnych pomysłów, co się tam jeszcze może wydarzyć. Dużo się działo, sporo nieprzewidzianych akcji, nowe fajne postaci. Mimo że "Więzień Azkabanu" podobał mi się ciut bardziej, nie nudziłem się ani trochę. Nie mogę się doczekać kolejnego tomu, po który myślę, że sięgniemy na początku przyszłego roku. Co Ty na to? :)

Asia: Tak, zdecydowanie pani Rowling trzyma poziom i aż nie mogę się doczekać Twojego zdania na temat piątej części, która zaraz po właśnie "Więźniu Azkabanu" jest moją ulubioną! Mimo jednego TRAGICZNEGO faktu, po którym nie mogłam dojść do siebie, ale to będziesz musiał sam przeczytać. A dopiero tam sporo się dzieje, serio. I tak, początek nowego roku to wydaje mi się będzie dobry moment.

Kamil: Cholibka, przy takiej rekomendacji będę spoglądał na półkę i myślał o tym początku roku częściej. Widzę, że to najgrubszy tom serii, więc już zachodzę w głowę, ile tam się musi dziać ciekawego?! Dobra, czekamy do przyszłego roku. :)

Asia: Ja pamiętam, iż tą część pochłonęłam w jedną noc, a ma ponad 1000 stron! Szczyty genialności Rowling, mówię Ci! :)

Kamil: Hehehe, aż chciałbym Cię zobaczyć na drugi dzień! Pewnie już sama umiałabyś coś drobnego wyczarować. :P

Asia: Tak, z podkrążonymi oczami, i ogólnym zmęczeniem, ale i szczęściem na twarzy! :D

Kamil: Liczę, że "Zakon Feniksa" przypadnie mi do gustu, podobnie jak Tobie ;).


Oceniamy:

Kamil: 5/6
Asia: 5/6

Autor: J. K. Rowling
Tytuł: Harry Potter i Czara Ognia
Seria/cykl: Harry Potter
Wydawnictwo: Media Rodzina
Ilość stron: 768
Tłumaczenie: Andrzej Polkowski