3.28.2016

"Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" Stieg Larsson

     Po raz pierwszy chyba musiałam się chwilę zastanowić, co chcę napisać; jak ująć w kilka zdań moje wrażenia po tej lekturze. Skończyłam ją czytać parę dni temu, a mimo to siadałam do recenzji z pewnego rodzaju "niemocą"; bo co można powiedzieć o publikacji, o której zostało powiedziane już wszystko?



"Wszyscy mają tajemnice (...). Chodzi tylko o to, żeby odgadnąć, na czym polegają".

O autorze słyszałam, owszem, o sławnej serii też, ale nie zaprzątałam sobie nią głowy, gdyż jeszcze jakiś czas temu byłam przekonana, że kryminały i książki trzymające w napięciu nie są dla mnie. Hołdowałam (i dalej hołduję) romansidłom; chwytającym ze serce historiach, które do głębi mnie poruszają i wyznaczają pewien życiowy schemat. Jednak czasem trzeba wyjść poza swoje ramy i sięgnąć po coś innego; po coś, co inni uważają za przełom w pewnej dziedzinie. I dla mnie ów przełom nastąpił; teraz nie mogę się doczekać sięgnięcia po kolejne części cyklu oraz zainteresowania się dobrymi kryminałami na dłużej ;).

Z reguły nie rzucam się na to, na co rzucają się inni. Niedawno było głośno o czwartej części serii Millennium, napisanej niestety nie przez Stiega, czym niezmiernie ekscytował się świat, natomiast ja minęłam półkę w księgarni totalnie bez zainteresowania. Bo i po co? Jakiś kryminał, jakieś coś tam, ja jestem romantyczką, wybieram coś innego. O ja nieszczęsna i głupia! Gdybym wtedy wiedziała z czym mam do czynienia... Podejrzewam, że dziś miałabym na swojej półce komplet. Ale jak to w życiu bywa, pisze ono różne scenariusze i nadszedł w końcu moment bym i ja zaczęła zaczytywać się w kryminałach. I to tych najlepszych!

Ale jak to ze mną było? Bo uważam, że wyjaśnienie Wam się należy ;). Otóż, pewnego zimowego wieczoru rozmawiałam z kolegą na temat książek. Chłop się dowiedział o tym jakże niecnym mym zamiłowaniu; coś tam ze mnie zaczął wyciągać, aż w końcu zapytał "A Stiega Larssona czytałaś?" - patrząc na mnie badawczo. A ja, jako, że kłamać nie umiem, odparłam zgodnie z prawdą i bez niemałego wstydu (no bo jak to?!), że nie, nie czytałam... I otrzymałam od razu solidne pouczenie, że błąd swój muszę naprawić, że on czytał, że ma całą trylogię i że mi pożyczy w razie czego. No to wyzwanie przyjęłam i dzięki owemu kumplowi jestem już po pierwszej części. Czego po stokroć nie żałuję i chcę więcej i więcej!

Fabułę na pewno doskonale znacie lub kojarzycie; okryty dziennikarską porażką i sądową karą, wydawca miesięcznika "Millennium" - Mikael Blomkvist dostaje nietypowe zadanie od słynnego przemysłowca Henrika Vangera. Dziennikarz ma odnaleźć mordercę wnuczki brata Henrika; dziewczyna zaginęła czterdzieści lat wcześniej w tajemniczych okolicznościach. Sprawa wydaje się kompletnie beznadziejna, przedawniona, rozgryziona na wszelkich płaszczyznach przez Vangera, który żyje z założonym sobie celem: za każdą cenę (dosłownie!) doprowadzić ową zagadkę do końca. Wynajmuje więc Mikaela, by z czyjąś pomocą odkryć, jak się okazuje, sprytnie tuszowaną prawdę. Pod pretekstem spisania biografii staruszka oraz kroniki całej rodziny Vangerów, Mikael przybywa do szwedzkiego miasteczka Hedestad, by oddać się powziętym zamiarom. Do pomocy dostaje Lisbeth Salander - młodą, ale genialną researcherkę, która stawia świat Mikaela i rodziny Vangerów na głowie. 

"Gdy tylko cię zobaczyłem, wiedziałem, że jesteś trochę inna (...). I wiesz co? Dawno nie polubiłem nikogo tak bardzo od pierwszego wejrzenia".

Pomijając misternie skonstruowaną intrygę, całą powieść, przez którą wręcz się płynie (o czym za chwilę), to właśnie postać Salander jest niekwestionowanym majstersztykiem literackim. To chyba pierwsza bohaterka książkowa, na której punkcie totalnie oszalałam. Zwykle miewam tak z męskimi postaciami, a tu proszę. Zaskoczenie. Młoda dziewczyna, kompletna alienka, z pozornymi zaburzeniami psychicznymi, wytatuowana, wykolczykowana okazuje się rewelacyjnym geniuszem; mistrzem w swojej dziedzinie. Fotograficzna pamięć, umiejętności informatyczne, nieprzewidywalny sposób bycia i bezwzględność w życiu - mamy wspaniale zarysowany obraz Lisbeth. Bezkompromisowa, cholernie inteligentna, tajemnicza... I kobieta! Coś wspaniałego. Autor oprócz szczegółowo odciśniętej w głowie czytelnika fabuły, psychologicznie kreuje postaci, co osobiście uwielbiam. Jak wspominałam, chcę więcej i więcej i już czuję rozczarowanie faktem, iż Larsson nic więcej nie napisze.

Jestem pod wrażeniem, iż spora objętościowo książka czyta się tak nadzwyczaj szybko. Pochłania się wręcz każde słowo; mimo mnogości opisów miejsc, miejscowości, postaci, historii, wydarzeń wszystko wydaje się wysuwać na pierwszy plan, łapczywie przyciągając uwagę. Skomplikowana tajemnica, rodzinny sekret, miliony szwedzkich koron w tle, zawiłe dochodzenie do prawdy... I mamy kryminale arcydzieło. Mówi się, że skandynawskie kryminały są najlepsze - teraz już wiem dlaczego; mając takiego króla jak Larsson, w swoich szeregach, nie sposób twierdzić inaczej. 

Jestem zachwycona i poruszona; do samego końca nie mogłam przewidzieć jaki będzie finał, co powodowało we mnie nieustanne poczucie napięcia. Z niecierpliwością przewracałam strony, wciągając się coraz bardziej i bardziej w tajemnice szwedzkiego miasteczka. Nie żałuję ani minuty; takie książki powinno się czytać. Tylko takie. Wyśmienite, mistrzowskie, precyzyjne, genialne i zapadające w pamięć na bardzo długo. W najbliższym czasie zabieram się za film! 

Oczywiście polecam całą sobą! :)

OCENIAM: 6/6!

Autor: Stieg Larsson
Tytuł: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet
Cykl: Millennium (tom 1)
Wydawnictwo: Czarna Owca
Ilość stron: 640

*

O rany, dawno się tak nie rozpisałam!

36 komentarzy:

  1. Miałam dwa podejścia do tej książki i nie mogę się przemóc. Pierwszy raz przeszkadza mi rozmiar książki i jestem chyba jedyną osobą, która nie czytała tej książki i boi się jej heh.
    Buziaki. :**

    OdpowiedzUsuń
  2. Mój tata się w Larssonie zaczytuje, szczerze mówiąc, podejrzewam, ze niektóre jego książki przeczytał już co najmniej dwa razy ahahah. A skoro jego powieści Larssona tak zafascynowały, że zaczął namiętnie czytać, to... coś jest na rzeczy. I ja na pewno też po Larssona sięgnę, wiem że warto. Nie słyszałam jeszcze ani jednej negatywnej opinii.
    http://ksiegoteka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Od bardzo dawna chcę ją przeczytać, chciałabym również sprawić sobie swoje własne egzemplarze ;)
    Pozdrawiam,
    Kochamy Książki

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie też ta książka niesamowicie porwała i też długo jej nie znałam - z trylogią Millenium zaczęłam przygodę dopiero w styczniu, zaraz się biorę za Dziewczynę, która igrała z ogniem. Twoją fascynację Lisbeth rozumiem jak najbardziej, bo mnie też ta postać zauroczyła i dlatego tym bardziej nie mogę doczekać się drugiej części, któa jest właśnie o niej ;)
    Larsson jest świetny, co tu dużo gadać!

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajnie, że Ci w końcu sięgnęłaś i Ci się spodobało. Millenium Larssona stało się wyjątkowe z kilku powodów. Przede wszystkim postaci - bardzo dobry Mikael i rewelacyjna Lisbeth, która też stałą się moją ulubioną bohaterką i jest nią do dziś. Bez wątpienia najlepsza kobieca postać z jaką się zetknąłem. Druga sprawa to klimat, nie europejski, nie amerykański, a skandynawski. Trzecia to fakt, że śledztwa nie prowadzi ani detektyw, ani policjant, ani nikt z obszaru kryminalno-śledczego, a zwyczajny dziennikarz. :) I książka, chociaż cegła, płynie razem z Tobą cholerni szybko. Tak jest zresztą z całym cyklem. Ale na ekranizacji skandynawskiej przysypiałem, bo jest cholernie nudna.

    PS: W drugim tomie Lisbeth jest znacznie więcej, więc pewnie się ucieszysz. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie niedługo zabieram się za II tom i już nie mogę się doczekać styczności z Lisbeth! :) Ostatni raz tak płynęłam przez cegłę jak czytałam V tom Harry'ego :D

      Usuń
    2. Drugi tom chyba najlepszy. :)

      Usuń
  6. Ja także zawsze byłam bardziej za romansidłami :) Ta powieść czeka jednak na półce i kusi... cóż... to już niedługo w końcu będzie klasyk. Na pewno w końcu po nią sięgnę! :)

    Pozdrawiam
    ksiazki-inna-rzeczywistosc.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Lisbeth jest genialna. Ostatnio próbowałam czytać "Co nas nie zabije", kontynuacje trylogii. Szybko przerwałam by jej sobie nie zepsuć. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja oglądałam film, raz czy dwa, byłam pod niemałym wrażeniem zwłaszcza, że film ten wyreżyserowany jest przez Davida Finchera:).
    Po maturze szykuję się na przeczytanie tych trzech książek. Czwartej może też...;>, znasz może autora? A może jakieś inne ciekawe książki S. Larssona?

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja też byłam książką zachwycona!

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja najpierw widziałam film i to kilka razy ze względu na mojego ukochanego Craiga, którego kocham ^^ potem przeczytałam pierwszą część i jestem tego samego zdania co Ty - ta książka to ideał, doskonała, zaskakująca, wspaniale napisana. Mimo że znałam zakończenie obgryzałam paznokcie ze zdenerwowania czytając, więc co więcej moge dodać - to klasyk i absolutny majstersztyk, który trzeba przeczytać!

    OdpowiedzUsuń
  11. posiadam tą książkę, ale jeszcze jej nie przeczytałam, ale koniecznie muszę to zmienić. ;)
    Twoje recenzja jak zawsze świetna.
    Serdecznie pozdrawiam.
    www.nacpana-ksiazkami.blogspot.de

    OdpowiedzUsuń
  12. również uwielbiam Lisbeth, szkoda tylko że kolejne tomy nie są już tak dobre jak pierwszy. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Twoje zachwyty ani trochę mnie nie dziwią. Od tej książki zaczęła się moja miłość do literatury skandynawskiej, która trwa i trwa. :)

    OdpowiedzUsuń
  14. czytałam całą trylogię. geniusz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dziś pod wpływem impulsu porwałam z półki w Empiku tą czwartą część, ciekawe jak to wyszło ;D.

      Usuń
    2. haha musisz czytnąć i sie przekonać:D

      Usuń
  15. Mam od dawna w planach całą trylogię tego autora. Czuję, że się nie zawiodę, tak jak Ty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koooniecznie, zwłaszcza Ty, taki pożeracz książek <3!

      Usuń
  16. Czyli pora na nowego autora ! ;d

    OdpowiedzUsuń
  17. Dziewczyna mnie wciąż namawia do tych książek i chyba muszę się w końcu się skusić :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie jej posłuchaj, dobrze gada :D!

      Usuń
    2. Nie powiem jej tego, ale kiedyś od niej pożyczę :D

      Usuń
  18. Nie dziwię się tak pozytywnym słowom, mnie trylogia Millenium niesamowicie do siebie przekonała. A czwartą część planuję niebawem przeczytać, właśnie pożyczyłam ją od brata :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  19. W końcu naprawiłaś swój błąd! Millennium to majstersztyk i każdy powinien to przeczytać! Cieszę się że ciebie też oczarował świat Larrsona. Ja mam już całość za sobą, włącznie z czwartym tomem. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że i ja niedługo już będę po całości ;)!

      Usuń
  20. Bardzo lubię skandynawskie kryminały, ale ostatnio ich nie czytałam :( muszę znaleźć czas i do nich wrócić:)
    http://przewodnik-czytelniczy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  21. Bardzo lubię skandynawskie kryminały, ale ostatnio ich nie czytałam :( muszę znaleźć czas i do nich wrócić:)
    http://przewodnik-czytelniczy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  22. Wszyscy zachwalają więc i ja muszę przeczytać :) Pozdrawiam Pośredniczka

    OdpowiedzUsuń
  23. Za parę dni będę w Warszawie to sobie kupię! Po Twojej recenzji nie mogę się doczekać, aż sięgnę po tę książkę. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam! <3
    Przede mną jeszcze tylko ostatnia, czwarta część, ale trochę się jej niestety obawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. Czytałam całe Millenium i mnie również zachwyciło :-)

    OdpowiedzUsuń
  26. Przymierzam się do tej książki od dawna, przymierzam i nic z tego nie wychodzi. Nawet mam ją na swoim czytniku, wszystkie trzy tomy i jakoś wciąż mi z nimi nie po drodze. Słyszałam już tyle pozytywnych opinii. Wciąż powstrzymuje mnie obawa, że mnie nie wciągnie, że mnie nie zachwyci i zostanę z książkowym niedosytem. Muszę się kiedyś przemóc i wziąć się za lekturę

    OdpowiedzUsuń
  27. Już od dawna mam tę serię w planach, ale cały czas odkładam ją na później. Pasowałoby to wreszcie nadrobić. ;)

    OdpowiedzUsuń
  28. Nie przepadam raczej za taką tematyką, ale skoro dostałaś solidne kopy za nieprzeczytanie tej książki, to chyba i ja muszę po nią sięgnąć. Wprawdzie słyszałam o niej, ale mnie nie ciągnęło. Mam nadzieję, że zmienię zdanie.
    Pozdrawiam i zapraszam na recenzję "Hopeless",
    Isabelle West
    Z książkami przy kawie

    OdpowiedzUsuń