5.01.2016

Co Ci daje bycie blogerem książkowym? Część druga!

     Do końca nie wiedziałam, jakie reakcje wywoła w Was pierwszy post z tego cyklu; jak zwykle stanęliście na wysokości zadania i... Dziękuję za takie wsparcie i tyle ciepłych słów ;). Żeby jednak nie było, że nie mam już nic do powiedzenia w kwestii korzyści płynących z bycia blogerem książkowym, zapraszam na część drugą!

W poprzednim wpisie (tak osobistym), opowiedziałam Wam, że WirtualnąKsiążkę założyłam głównie z jednego powodu: by móc w każdej chwili wrócić do swoich wrażeń i wspomnień związanych z daną książką; by sprawdzić, co mnie w konkretnej lekturze zaintrygowało, zainteresowało, co poruszyło i porwało, co pogruchotało serce, lub wręcz przeciwnie - odstraszyło je raz na zawsze. To główna kwestia posiadania swojej strony; do zapisków łatwo wrócić. Kolejnym niesamowicie przyjemnym aspektem bycia blogerem książkowym, jest możliwość poznawania nowych ludzi posiadających również taką pasję! Pisałam Wam, kogo poznałam i jak bardzo cieszę się z owych znajomości... Niedługo na blogu pojawi się kolejna fotorelacja z pobytu w Gdańsku u Marty - taaak, tej samej, u której byłam w styczniu, właścicielki Wymarzonej Książki ;)! 

Czas przejść dalej. 

Ciągle spotykam się z pytaniami (głównie od znajomych) typu: czy Ty coś w ogóle z tego masz? Finansowo da się z tego jakoś wyjść z twarzą? Jak to jest z tymi wydawnictwami? Ale jak to Ci przysyłają książki? W ogóle chce Ci się to robić za darmo? Po co? Nie szkoda Ci czasu?

No to Wam teraz, drodzy znajomi pojadę po całości, odpowiadając RAZ, a konkretnie na wyżej wymienione pytania, żeby już nigdy nie musieć tłumaczyć owych rzeczy tysiąckrotnie ;). 

Co z tego mam? Co mam z posiadania WirtulnejKsiążki? Może zabrzmi to górnolotnie, ale mam dziką satysfakcję. Bo lubię czytać, lubię pisać, więc... Czemu nie? A jak jeszcze ktoś to czyta? Tym bardziej! Blog sam w sobie motywuje do działania; niejako wymusza pewnego rodzaju systematyczność, wiesz, że albo dajesz z siebie wszystko, albo nic. Nie można być blogerem od czasu do czasu (to moje zdanie, nie każdy musi się z nim zgadzać ;)). Albo piszesz, albo nie. Albo się w coś angażujesz na 100%, albo nie angażujesz się wcale. I tak tu sobie jestem; nie dążę do "popularności", po prostu robię swoje, dla siebie. Mam z tego swoją internetową bibliotekę, gdzie w każdej chwili mogę wrócić!

No to następne sprostowanie.

Finanse? Jakie finanse? Jak w coś wkładasz serce, to z całą pewnością nie zakładasz od razu, że będziesz mieć z tego pieniężne korzyści. Wiadomo, super by było zarabiać na tym co się uwielbia; jak to powiadają, jak kochasz swoją pracę, to nigdy oficjalnie nie pracujesz, ALE... Nie zawsze tak jest. Ludzie, którzy nie mają pasji, nie rozumieją, że w życiu nie chodzi tylko o pieniądze. Że sama świadomość, iż fragment pasji (w tym przypadku: książki) możesz mieć na własność. To coś wspaniałego móc oglądać swoją wciąż powiększającą się biblioteczkę; patrzeć z dumą na rozrastającą się kolekcję, mieć SWOJE książki... Dlatego, każdy prawdziwy mól książkowy cieszy się, gdy ma możliwość otrzymania publikacji od wydawnictwa - owszem, pisze recenzję, zamieszcza ją tu i ówdzie, ale książka zostaje na zawsze, trafia na półkę i cieszy oko. Bez wychodzenia z domu do księgarni! A jakie są ceny książek? Chyba każdy wie. Na oko - 40zł. Czy to nie wystarczy? Muszę dodawać więcej?

A co do wydawnictw...

No właśnie.

Jeśli myślisz, że "O, założę sobie bloga, będą mi książki przysyłać" to jesteś w błędzie. Przykro mi to mówić, ale muszę Cię lekko sprowadzić na ziemię. Wydawnictwa nie przyślą publikacji komuś, kto napisze dwa zdania o książce i zadowolony czeka na następną. Nie dostaniesz też książki jeśli nie masz czym się obronić w kwestii języka, stylu, dowodów na to, że to właśnie TOBIE warto dostarczyć książkę do recenzji. I nie, nie uważam się za jakąś mega super hiper blogerkę, bo taką nie jestem, wciąż się staram i pracuję nad sobą, poza tym wiem, że baaardzo dużo blogerów współpracuje z różnymi wydawnictwami, autorami i przedstawicielami księgarni. Ale mimo wszystko, by wejść w jakąkolwiek współpracę recenzencką - naprawdę trzeba się postarać. Często jest tak, że to TY musisz odezwać się do wydawnictwa, z prośbą o ewentualną współpracę. Zrób to jednak tylko wtedy, gdy będziesz mieć za sobą już sporo napisanych recenzji, by przedstawiciel wydawnictwa mógł ocenić Twoją pracę. Napisz też co lubisz, ile masz lat, jakie są mniej więcej statystyki wejść na Twoją stronę itp. To nigdy nie zaszkodzi, a zawsze może pomóc ;). Jeśli pozytywnie przejdziesz dalej - nie zawiedź! Dawaj z siebie wszystko! Jeśli to jednak wydawnictwo odezwie się do Ciebie pierwsze... Szacunek, bo to znaczy, że ktoś zobaczył co robisz, jak to robisz, ile z siebie dajesz i postanowił to docenić ;). W zależności od tego jak dalej Twoja współpraca się będzie rozwijać - zaczniesz otrzymywać książki, będziesz mógł/mogła wybierać, zamawiać itp. A nie ma nic piękniejszego niż otrzymanie wymarzonej książki jeszcze przed jej oficjalną premierą! :)

Nie wiem, co jeszcze mogę w tej kwestii napisać - jeśli coś pominęłam, zwróćcie mi na to uwagę, doprostuję ;). Cieszę się, że współpracuję z kilkoma świetnymi wydawnictwami, księgarniami, że te książki napływają i napływają, a moje półki wciąż się rozrastają. Tak jak wspomniałam, dla prawdziwego pochłaniacza książek - ów fakt jest czymś wspaniałym i pięknym!

*

Znowu się rozpisałam; planuję nawet trzeci post z tego osobistego cyklu, by jeszcze bliżej pokazać Wam, co mam z tego bycia Aśką z WirtualnejKsiążki ;). Pozdrawiam ciepło!

26 komentarzy:

  1. Też spotykam się z pytaniami o to, ile zarabiam na blogu, albo ewentualnie o to, kiedy zacznę zarabiać. No cóż, nie wszystko da się zmierzyć miarą pieniądza. Ja jestem zadowolona z tego, że mam swoje miejsce w sieci, bardzo to polubiłam i ciężko byłoby mi sobie wyobrazić teraz, że miałabym zrezygnować. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś mi się wydaje, że każdy bloger, który siedzi w tym światku tak mniej więcej od roku... nie wyobraża sobie od tak zakończyć tę przygodę! No ja przynajmniej sobie nie wyobrażam!

      Co do samego posta - zgadzam się w 100%!
      Kiedyś nawet z Aśką rozmawiałyśmy o tym, że do wielu naszych (moich i jej) znajomych nie dociera to, że można lubić prowadzenie czegoś "tak nudnego" jak pisanie o książkach. I że niby... za książki a nie za czyste pieniądze?! Bo to przecież bez sensu!

      A wcale i nie bez sensu! Ale ja już nie mam sił tego tłumaczyć - oczywista oczywistość, że zrozumieją mnie wszyscy blogerzy... i nieliczni kochającym literaturę! :D

      Usuń
    2. Wiadomo wiadomo :)
      Powiem Ci tak szczerze, że nie sądziłam iż wytrwam w tym blogerskim świecie tak długo (już półtora roku!), teraz mimo czasem zastoju w blogowaniu - nie wyobrażam sobie już życia bez tego :))

      Usuń
  2. Dużo dobrych i właściwych słów padło w Twoim osobistym wpisie :) Dobrze, że wspomniałaś o pasji, bo to ona nadaje wielu żywotom sens :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Najważniejsza jest radość czerpana z tego co się robi :)
    POZDRAWIAM!

    OdpowiedzUsuń
  4. Twoją pasję widać w każdym Twoim wpisie i to jest piękne!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ci, którzy się dziwią, że robi się coś za darmo nie potrafią zrozumieć, że można tak robić coś co się po prostu lubi i nie oczekuje się za to żadnej zapłaty :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ehhh, chyba dużo blogerów spotyka się z takimi pytaniami, bo i mnie nie ominęły. I zawsze odpowiadam tak samo. To moje hobby i mam z kim wymienić o książkach zdania. To mi wystarcza. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie cierpię tego pytania "Co Ty z tego masz?" - gdybym nie miała z tego satysfakcji to raczej bym tego nie robiła. Proste. A jeśli przy okazji od czasu do czasu moja biblioteczka powiększy się o jakąś książkę, to traktuję to jako miły dodatek do blogowania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to. Owszem, trochę czasu zajmuje mi napisanie recenzji itp., ale Tak czy siak bym to robiła. Możliwość otrzymania książki bezpośrednio od wydawnictwa, a nie kupowanie jej w sklepie, to dla mnie wspaniała nagroda :)!

      Usuń
  8. Tak własnie się zastanawiałem jak wybrniesz z kwestii "co Ty z tego masz". Czasem odnoszę wrażenie, że takie pytania mogą zadać tylko osoby, których głównym życiowym celem jest siedzieć na kanapie przez TV i bezmyślnie przełączać kanały. Kompletne zero zainteresowań, hobby, planów innych niż hedonistyczne marnowanie czasu. Równie dobrze ktoś taki mógłby mnie zapytać co ja mam z tego, że ciągle wydaję kasę na te głupie rośliny owadożerne, jak one nawet nie łapią spektakularnie robactwa. Słowo "pasja" nie istnieje w słownikach takich ludzi niestety. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Odnośnie kwestii pieniędzy - kto wie, może pewnego dnia blogerzy książkowi zaczną zarabiać na tym niczym osoby prowadzące blogi modowe czy jakiekolwiek inne ;)
    Sama piszę przede wszystkim z pasji, ponieważ przynosi mi to ogromną satysfakcję i wiele radości. Co niektórzy czasem się dziwią czemu robię to 'tak za darmo' - cóż, tacy raczej nigdy nie zrozumieją mojego punktu widzenia ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Sama prawda i tylko prawda. Tak to wygląda w świecie blogosfery i najważniejszy w tym, żeby trzymać się razem i wspierać, a przede wszystkim nie przejmować negatywnymi objawami z zewnątrz, bo głupie gadanie ludzi, którzy nit znają tematu, nie powinno mieć żadnego wpływu na nas, blogerów. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludzie zawsze gadali i gadać będą, a niektórym nie mieści się w głowach, że można robić coś dla czystej przyjemności, nie oczekując nic w zamian, a już zwłaszcza pieniędzy... :)

      Usuń
  11. mnie też znajomi pytają o korzyści z bloga, oczekując raczej odpowiedzi w formie pieniężnych zarobków. dla mnie to nie ma znaczenia. masz rację, to świetne uczucie kiedy dostaje się książkę od wydawnictwa! pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetnie, że o tym wszystkim napisałaś. Zbyt wielu ludzi myśli, że we współczesnym świecie wszystko robi się tylko dla kasy. Na szczęście istnieją jeszcze inne motywy działań, a jednym z nich jest pasja.
    POZDRAWIAM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że ludzi którzy mają prawdziwą pasję jest już coraz mniej... Ale niesamowicie cieszy fakt, iż pomimo codzienności, tak bardzo czasem zabieganej itp. jest tylu ludzi którzy kochają książki...! :)

      Usuń
  13. Świetne oba wpisy! Wybacz, że poprzedniego nie skomentowałem, ale jakoś umknęło mi to, choć go czytałem :)

    Niesamowita jest radość, gdy wydawnictwo samo z siebie do Ciebie napisze, czy jego przedstawiciel zaproponuje tak po prostu współpracę :D Zakładając bloga nie myślałem o pisaniu do wydawnictw o książki. Ba! Nawet przed dłuższy czas broniłem się przed tym, choć mnie zewsząd namawiali :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję dziękuję dziękuję Łukasz!

      Usuń
  14. Ciepły, ciekawy post.
    Powiedziałaś naprawdę dużo prawdziwych i interesujących słów.
    Pozdrawiam Cię cieplutko i zapraszam do mnie,
    Isabelle West
    Z książkami przy kawie

    OdpowiedzUsuń
  15. Mnie smuci to, że właśnie wydawnictwa nie "wydzielają" swoich pozycji sprawiedliwie. Często te bardzo fajne blogi, godne zaufania, polecenia i powrotów zostają niezauważone i pominięte, a blogereczki, tóre piszą do każdego dostępnego na rynku wydawnictwa w końcu coś tam utrafią, mimo że nie zasługują, a do tego jeszcze zrobią tryliard błędów w recenzji takich, że nie da rady tego czytać. Inna sprawa, że część wydawnictw w ogóle nie czyta recenzji blogerów, którym wysyłają ksiażki (nazw podawać nie będę, ale kto wie ten wie)

    http://ksiegoteka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odnosiłam takie wrażenie ale myślałam że może się myliłam, że może się nie znam, że wydawnictwa na pewno to jakoś weryfikuja a tu jednak niekoniecznie...

      Usuń
    2. Też to zauważam niestety. Nie to, że zazdroszczę, czy uważam się za super recenzenta, tylko niektóre blogi dostają książki tylko dlatego, że mają ogrom polubień na facebooku. A dużo mniej jest ważne, to jak ktoś pisze....

      Usuń
  16. z bloga ciężko wyżyć... bym musiała na zupkach chińskich i wodzie egzystować;p więcej jest w tym satysfakcji niż zarobków:)

    OdpowiedzUsuń