5.11.2016

Co Ci daje bycie blogerem książkowym? Część trzecia!

     To już trzecia część z tego mojego osobistego cyklu. Ale cieszę się, że spotyka się to z takim pozytywnym odzewem z Waszej strony! Mam jeszcze coś do powiedzenia na temat korzyści płynących z prowadzenia książkowego bloga, a jakże! Dlatego zapraszam Was na ciąg dalszy moich wywodów ;). Dziś może trochę o tych "ciemniejszych barwach".

Odpowiedziałam na najczęściej zadawane mi pytania przez znajomych; jakie to niby korzyści (zwłaszcza te materialne) na mnie spływają. Niektórzy śmieją się, że nie jestem profesjonalną recenzentką - nigdy tego nie ukrywałam i nigdy mi na tym nie zależało. Uważam, że aby wyrazić swoje zdanie na temat jakiejś książki, wcale nie trzeba mieć do tego specjalnych kwalifikacji czy uprawnień. Nawet studia, które skończyłam (filologia polska) nie upoważniają mnie do nazywania siebie recenzentem przez duże R; mogą mi jedynie pomóc przy budowaniu odpowiednich zdań i konstrukcji, tak, żeby nie porazić Was swoją beznadziejnością. To mi chyba jednak nie grozi. Czasem jak czytam niektóre blogi, gdzie autorzy rzadko sprawdzają ortograficzną poprawność danych słów, lub ich "recenzja" ogranicza się do kilku zdań... Zastanawiam się, jaki ma sens nazywanie swojej działalności właśnie "recenzowaniem". Ale o tym może innym razem. Wracając. Tak, śmieją się. Że niby moje zdanie coś zmienia? Nie sądzę. Jednak wydawnictwom zależy na zdaniu blogerów; wystarczy wejść na jakikolwiek portal literacki, wszędzie królują nazwy blogów z linkami do recenzji. Każdy chce mieć swoją podpórkę w sieci, ja również. A to, że ktoś to czyta? To tylko sprawia mi radość, ja to lubię, nikogo więc nie powinno obchodzić, czy robię to profesjonalnie czy nie. Blog należy do mnie i tu rządzi moje zdanie.

Że ci się chce?

Za każdym razem rozbraja mnie to pytanie. Tak, do jasnej cholery, chce mi się! Nie jestem kanapowym leniem, który jedyną rozrywkę odnajduje w przeskakiwaniu po telewizyjnych kanałach, nazywając siebie władcą pilota. Owszem, oglądam seriale, nie jestem telewizyjną ignorantką, ale jeśli chcę robić coś ponad to, to nikomu nic do tego. Mój wolny czas jest moją sprawą i mogę w nim robić co chcę. Ktoś hoduje rośliny i im poświęca czas, ktoś zbiera znaczki i im poświęca czas, ktoś nałogowo uprawia sporty i im poświęca czas, ja prowadzę sobie WK i to jej poświęcam czas, tym bardziej, że lubię wracać do swoich zapisków sprzed kilku miesięcy. Tyle w temacie.

A teraz może o tym, czego sama nie lubię w blogowaniu. Tak, są takie rzeczy ;D. Cześć z Was może mnie za to zhejtuje, ale wiecie jakie mam zdanie... Mój blog, moje rozważania, Wasza decyzja, czy chcecie to czytać i czy się z tym zgodzicie czy nie. Wolny wybór.

Irytuje mnie kilka spraw. Jeśli chodzi o wydawnictwa, jest to wysyłanie mi książek, których nie zamawiałam. Ktoś powie "o co ci chodzi frajerko, tak strasznie kochasz książki, a wściekasz się, że ktoś ci je wysyła? To nic, że są kompletnie nie w twoim guście; powinnaś je przeczytać z pocałowaniem ręki, napisać pochlebną recenzję i cieszyć się, że ktoś w ogóle o tobie pomyślał". Jeszcze jakiś czas temu właśnie sama bym tak pomyślała, że o co tym blogerom chodzi, skoro mogą mieć książkę za darmo, to po co jeszcze narzekają? Otóż właśnie. Dziękuję za książkę, ale jeśli jest ona kompletnie nie dla mnie, raczej moja recenzja nie będzie przychylna, a kłamać nie zamierzam. Wciskać kity, że publikacja jest mega hiper super, mimo, że męczyłam się przy niej niesamowicie? Nie, nie, nie, nie moja bajka. Przykro mi. Wiem czego chcę i jeśli zależy mi na jakiejś konkretnej książce, właśnie o nią proszę przedstawiciela danego wydawnictwa; jeśli przysyłają mi coś innego - grzecznie informuję, że ewentualnie przeczytam, ale w wolnej chwili, bo niestety najpierw wybieram to, co mnie interesuje. Szkoda mi czasu na gnioty - przykro to mówić, ale takie książki wciąż istnieją na naszym rynku. Hejtujcie, ale ulżyło mi. Zawsze chciałam o tym napisać.

Jeśli chodzi o innych blogerów, to nie znoszę historii "obs za obs, kom za kom". Znacie to? Chyba nie muszę tłumaczyć, jak niskie wysokie pokłady zażenowania we mnie to powoduje? Dziękuję za zrozumienie. Mam ochotę tłuc głową w ścianę, gdy widzę coś takiego. Nigdy nie dołączam do obserwacji blogów, które mnie nie interesują. Czasem możecie myśleć, że Was nie czytam. Ale czytam zawsze. Nie zawsze mam po prostu czas by skomentować. Wiem, że komentarze nabijają w jakiś sposób tam statystyki, że to nie zajmuje wiele, ale... Wiecie jak jest... Przepraszam za to, nadrabiam, gdy tylko mogę, ale wierni czytelnicy to tacy, którzy są zawsze, nie tylko w momencie ciągłej działalności, ale i w momencie chwilowego braku weny ;).

Co mi jeszcze czasem przeszkadza... To niemożność bycia ciągle "na bieżąco" w literackim świecie; na rynku wydawniczym. Nie zawsze mogę zapoznać się "na czas" z nowościami, premierami, są dni gdy po prostu muszę odpocząć od książek. Złoszczę się sama na siebie o to, ale nic nie poradzę. Zwłaszcza teraz, gdy dostałam pracę. Czasem obiecuję sobie i wydawnictwom, że recenzja będzie wtedy a wtedy, a później okazuje się, że nie mam JAK ogarnąć tematu... Bywa. Niczego nie da się na 100% przewidzieć. Ale staram się! Staram! :)

Mam nadzieję, że wytrwaliście do końca. Pozdrawiam! <3


Właśnie tak! :)

19 komentarzy:

  1. Bardzo prawdziwy wpis...serio. Tak czytałam go i z pewnymi aspektami się zgadzam jak najbardziej ;D Też nie lubię sytuacji kiedy komentujący mnie osoby zostawiają linki do bloga/ proszą a niemal błagają bym zaobserwowała ich bloga... Przecież ja sama wiem co i jak...
    Pozdrawiam i miłego, słonecznego dnia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No tak, nie jest dobrze, gdy ludzie proponują taką wymianę obserwacji, ale staram się to zrozumieć, każdy chciałby zdobyć czytelników, jedni wybierają bycie sobą a inni kombinowanie :) I też zdarzają mi się dni, kiedy mam chęć odpocząć od książek :)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja Cię podziwiam za to, że robisz naprawdę dobre, wyczerpujące wpisy. Fajnie się to czyta.
    Ja jestem zdziwiona, że tak długo wytrwałam jeśli chodzi o prowadzenie bloga, ale to wciąga, zresztą sama wiesz :D Moich opinii nigdy nie nazywam recenzjami, bo do nich naprawdę mi daleko, ale sprawia mi to radość, a to chyba najważniejsze :D
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadzam się w pełni ;) Sama również bardzo nie lubię komentarzy typu "obs za obs, odwdzięczam się za obserwacje". Mój faworyt w tej kategorii to komentarz "Super blog, jestem początkująca [blablabla wzruszająca historia z chamską reklamą i totalnym olaniem autora bloga na którym się komentarz wrzuca]" na który nawet odpowiedziałam :D Oczywiście był wielki foch ze strony dziewczyny, bo po co przyłaziłam w takim razie? :P Ahh. Opisałam nawet tę sytuację u siebie w poście z grzechami początkujących blogerów ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. No i proszę bardzo!
    W końcu wykrzyczałaś na głos to, co mi mówiłaś! :)

    Co do pierwszego (bo nie pamiętam, czy ci o tym mówiłam) minusa... cóż, swego czasu też nie rozumiałam tej historii blogerów, że oni nie przeczytają czegoś, co zostanie im przesłane bez ich zgody. Myślałam sobie: Co oni sobie myślą?! Bez sensu...
    Ale doskonale teraz rozumiem ;) Cóż, czas to pieniądz i o wiele lepiej zainwestować go w lekturę, która nam się spodoba :)
    Na całe szczęście, jak podobnego problemu nie mam. Bardzo rzadkooo się zdarza, by wydawnictwo wysłało mi jakieś książki, których nie zamawiałam - ale na ogół: są trafione! Np. dostałam egzemplarz Wołania kukułki, o którą i tak zamierzałam się ubiegać! Także no! :D

    Drugie... żenada. Nic na ten temat nie powiem, bo powiedziałaś dosyć.

    Serio nie jesteś na bieżąco? Moim zdaniem każdy bloger wie, co w trawie piszczy. Wiesz, co nowego wychodzi i co warto przeczytać. A że nie zawsze masz czas - no bywa ;) Ale wiesz że podobna książka wychodzi i że warto znaleźć dla niej czas... w przyszłości :D
    Ja w sumie wolę czytać książki, kiedy największe BUM! na nie minie!

    Buźka, kochana! :*
    Ja tam Cię cały czas czytam, odwiedzam (a najchętnie posty o Gdańsku i Krakowie!) <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Ostatnio spotkałam się z sytuacją, w której dziewczyna miała bloga ledwie chyba miesiąc, albo coś koło niego, reklamowała się na jednej z grup blogowych oferując "obs/obs" i miała już prawie 300 obserwatorów, i uwaga 4 WSPÓŁPRACĘ! A jej blog nie prezentował się jakoś szczególnie, ba! wręcz miałam wrażenie, że dziewczyna nie czytała książek, o których pisała. Strasznie przykre. Nie wiem w sumie, czym się kierują wydawnictwa przy wyborze recenzentów, bo cóż, jeszcze nie czuję, żeby mój blog nadawał się do tego typu rzeczy, ale... No kurde, w tym wypadku z pewnością nie kierowano się jakością.
    LeonZabookowiec.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciekawe i bardzo prawdziwe słowa. Ja co prawda zaczynam, ale rodzina też się dziwi, że mi się chce. Ja ciągle słyszę "i tak nic z tego nie masz". Otóż mam, przede wszystkim satysfakcję. Zaczynam współpracę z kilkoma wydawnictwami i biorę te książki, które czuję, że mogą mi się spodobać. Kiedy listonosz coś mi przynosi i ktoś zapyta co przyszło, to zaraz ktoś odpowiada "jak to co, na pewno książki...". Mnie to cieszy. U mnie nie czyta już nikt i jestem jedyna, ale nigdy nie przestanę. Może na chwilę, odczuwając zmęczenie, ale nigdy na dłuższą metę;)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie spodziewałem się trzeciej części! :D
    Nie zdarzyło mi się jeszcze dostać "dodatkowego" egzemplarza, ale książkę która zupełnie mi się nie spodobała to owszem. Wydawnictwo jednak nic nie miało i było Pani przykro tylko, że mi się nie spodobała.
    Obserwuje 30 blogów i sporadycznie zdarzyło mi sie pisać zapraszam do mnie w takim celu, by zobaczyć czy mój blog się podoba itp. Ale wiem o jakim zjawisku piszesz i na kilku grupach na fb jest to mega powszechne...

    Powiem Ci inną rzecz - ja mam czasami wyrzuty sumienia, kiedy ktoś mi komentuje często a ja nie mam czasu, czy nie w mojej tematyce są książki o których pisze :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dotarłam do końca i powiem ci, że bardzo ciekawie piszesz:). Komentarze rzadko zostawiam, bo maturki mam i na razie żyję egzaminami niż blogiem, co zresztą chyba widać, hehe;].
    Dużo hejtów już miałaś? Tak z ciekawości pytam...

    OdpowiedzUsuń
  10. na szczęście jeszcze nie miałam takiej sytuacji, żeby wydawnictwo wysłało mi książkę, o którą nie prosiłam. wyobrażam sobie, jak byłabym zła. próbowałaś kiedyś odesłać im taką niechcianą książkę? :D pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nikt chyba nie lubi obs za obs czy tym podobnych zwrotów... ;/

    OdpowiedzUsuń
  12. podziwiam że znajdujesz czas na recenzję książek:D

    OdpowiedzUsuń
  13. Powiem Ci, że to chyba najlepszy Twój tekst jeśli chodzi o serię "Co Ci daje bycie blogerem książkowym". Zwłaszcza jeśli chodzi o to zjawisko "obs za obs" i te sprawy. Również zgadzam się z tym, że nie zawsze jest czas aby komentować wpisy zwłaszcza jeśli recenzja jest naprawdę dobra i ciężko coś dodać od siebie w komentarzu. Albo po prostu dotyczy książki, która akurat nie leży w kręgu zainteresowań.

    Sam mam duży dylemat czy zacząć starać się o nawiązanie współpracy z jakimś wydawnictwem. Mam dużo swoich książek i nie wiem czy potrafiłbym zmusić się do przeczytania książki, która przyszła a przecież wydawnictwo nie będzie czekało na recenzję pół roku.

    OdpowiedzUsuń
  14. Z tym "obs za obs" się zgadzam, też mnie to irytuje :D Cieszę się, że na moim blogu tego nie spotkałam na razie, ale na innych owszem :)
    Pozdrawiam !
    Dolina Książek

    OdpowiedzUsuń
  15. A ja podziwiam Twój entuzjazm, ilość czytanych przez Ciebie książek i jak już chyba kiedyś wspomniałam, skorzystałam kilkakrotnie z Twoich recenzji :)) I cudownie, że Ci się chce! Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Przecież "obs za obs, kom za kom" to najlepszy rodzaj komentarzy :D :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Też nieraz spotkałam się z "obs/obs, kom/kom". Jedno słowo: ŻENADA. Zmora blogosfery. Jeśli ktoś w ten sposób chce pozyskać "czytelników", a tak naprawdę tylko cyferki, jest po prostu żałosny. Chciałby od razu dostać coś, na co ludzie pracują miesiącami czy nawet latami. Zdarzały się u mnie nawet takie sytuacje – komentarz pod postem na fb "skomentowałam i liczę na rewanż". No już lecę! Olewam takie propozycje totalnie, nawet nie chce mi się tłumaczyć. :)

    OdpowiedzUsuń
  18. O jeja, tak niektóre wydawnictwa potrafią być takie chamskie... Blogerki nie umieją ich wychować, serio bo te wszystkie sztuczne ochy i achy sprawiają, że wydawnictwa są takie rozpuszczone i myślą, że wszystko im wolno. Ja mam sposób taki: niespodzianek nie recenzuję. Czasem tak, ale niekoniecznie, raczej według uznania.

    http://ksiegoteka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  19. "Obs za obs, kom za kom" to najgorszy szit tego świat. Obserwatorów zyskuje się pomalutku, z własnej inicjatywy, a nie z jakichś wymuszonych wymysłów dzisiejszej młodzieży. Mam nadzieję, że pozostaną bloggerzy, którzy zachowają resztki honoru i nie będą bawić się jak dzieci :)
    Pozdrawiam,
    Z książkami przy kawie

    OdpowiedzUsuń