5.05.2016

Moja II gdańska przygoda!

     Marta już zdążyła opublikować swoją relację z mojego pobytu w Gdańsku; ja zebrałam się dopiero teraz, musiałam odespać/nadrobić zaległości na uczelni/chodzić do pracy (bo dostałam pracę, hurra ja, koniec laby tak bardzo :)). Jest piątek, świeci słońce, a ja patrząc na zdjęcia, nie mogę uwierzyć, że jeszcze kilka dni temu o tej porze po prostu siedziałam na plaży. Kto nie chce czytać tego osobistego (kolejnego, ale cóż!) wpisu - może właśnie w tym momencie wyjść. Kto woli zostać i popatrzeć jak zacnie bawią się dwie młode damy na weekendach - niech siada wygodnie, bierze kubek z kawą i zazdrości!




Zaczęło się właśnie na tym przystanku. Zdjęcie z miejsca odjazdów i przyjazdów w najróżniejsze zakątki obowiązkowe! Ci co czytali relację Marty, wiedzą, że na miejsce mego przeznaczenia przybyłam dopiero przed trzecią nad ranem - jechałam z koleżanką autem, a z racji korków wyszło tak jak wyszło. Ale Marta nie spała! Cierpliwie czekała, aż w końcu gdy ja, zdjęta trudami podróży wylądowałam na Klonowym przystanku. Myślicie, że poszłyśmy spać? A skąd. Marta łasuch pospolity wyjęła PUDŁO lodów, które zaszczytnie pochłaniałyśmy do prawie piątej, wciąż nie mogąc się nagadać. Wiedziałyśmy, że czekają nas bardzo intensywne dwa dni, więc chciałyśmy wspólny czas wykorzystać do granic możliwości! 

Jaki prezent dostałam rano, zobaczyć mogliście na blogowym fcb; ale ja wciąż nie mogę się nim nacieszyć!




Po takim pięknym poranku nie pozostało nam nic innego jak ruszyć w drogę, by zobaczyć kolejne wspaniałe gdańskie miejsca! Nie będę Wam opisywać szczegółowo w kolejności atrakcji, których dane mi było doświadczyć; bo zwyczajnie nie wystarczyłoby mi czasu i miejsca tutaj, by to wszyyystko spisać! Pokrótce jednak było tak: zaliczyłyśmy Górę Gradową, wzgórze widokowe, pomnik Heweliusza (znanego gdańskiego browarnika, tylko zapamiętałam z obszernej notatki pod jego podobizną :D), moją ulubioną już Bramę Wyżynną (jak zwykłam mawiać Więzienną :D), oraz oczywiście PLAŻĘ! W niedzielę wpadłyśmy też ze znajomymi Marty do EscapeRoomu, gdzie najedliśmy się strachu przy rozwiązywaniu zagadek z cyklu nawiedzonego cmentarza; w ostatnich sekundach udało nam się uwolnić z pokoju, w którym zostaliśmy zamknięci na godzinę. Polecam serdecznie każdemu takie atrakcje :). Wspomnień moc, radości co nie miara, a i pogoda nam niesamowicie dopisała. Słońce i słońce! Sami zobaczcie :).





Mimo, że po sobocie zaczynałam odczuwać już pierwsze objawy zmęczenia i niedospania, wcale nie miałam dość. O ósmej rano w niedzielę zabrałyśmy koc, zimne co nieco, dobre nastroje i pojechałyśmy na plażę (Marta ma do niej dwadzieścia minut tramwajem, co dla mnie jest niewiarygodnym szczęściem; gdybym mieszkała w takim miejscu, leżałabym na piasku CODZIENNIE!) ;D

Po plaży EscapeRoom, kawa i odliczanie minut do mojego odjazdu. Mój pobyt minął zdecydowanie za szybko, jak mgnienie oka. Otrzymałam wspaniałe prezenty, oczywiście nie mogło się obyć bez rozmów o książkach, czyli naszej największej pasji, która połączyła dwie blogerki z dwóch różnych końców kraju ;). Dostałam w ramach rozpoczęcia u Marty BookToura - Niebo nad pustynią pani Anny Łaciny, którą Marta wielbi i coś Agathy Christie. W końcu miałam okazję poznać klasykę kryminału i wiecie co? Zakochałam się! Nie mogłam się od książki oderwać i zdecydowanie powiedziałam: eeej, chcę więcej! I znowu mega nałogowo czytam i czytam. A chyba o to chodzi w pasjach, prawda? 

Łapcie foty z plaży i dzielcie ze mną zdanie, że dla chcącego nie ma nic trudnego; że jeśli czegoś się bardzo pragnie, to nic nie jest w stanie stanąć na przeszkodzie w osiągnięciu celu, że kilometry nie mają znaczenia, odległość to tylko wymówka, sen jest dla słabych a bratnią duszę można odnaleźć w człowieku, którego nie widzi się codziennie. Takie rzeczy nadają naszemu życiu sens i doceńmy to. Dziękuję za uwagę.









Mam nadzieję, że następna fotorelacja będzie brzmieć "Gdańsk w końcu wpadł do Krakowa!", bo i Marta musi w końcu do mnie przyjechać ;). Pozdrawiamy!

11 komentarzy:

  1. Ale fajne fotki, takie emanujące optymizmem obie jesteście!:)
    Mam nadzieję, że po tych przeklętych maturach, od wakacji a konkretniej studiów, zmieni się moje życie na lepsze:). Chciałabym również poznać nowych, wartościowych ludzi, zacząć aktywizować się chociażby na kółkach teatralnych, bo zawsze marzyłam pobawić się aktorsko, cieszyć się życiem, a nie tak jak do tej pory...tylko nauka i nic więcej...owszem, to ważne, ale chcę też czegoś poza tym:). I twój wpis przekonał mnie, że warto też zawalczyć o swoje szczęście:). Gdybyś chciała kiedyś pogadać o czymkolwiek, zapraszam na Vombelkę:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Początek studiów - początek nowej drogi życiowej - to najlepsze zmiany, o jakich możesz zamarzyć! Dobry start na spełnianie wszystkich swoich marzeń! :)
      Wiem, bo sama raptem rok temu (w sumie to rok temu pisałam maturę!) miałam podobne plany - i proszę bardzo! Coś tam jednak robię w zamierzonym kierunku!

      Prowadzisz bloga a to już coś! :D
      Ej ej ej! Gdyby nie te blogi - WK&WK - nie byłoby takich wpisów :*

      Usuń
  2. No i aż nie wiem, co powiedzieć... (taa... jasne, ja się brakiem mowy nie martwię)!

    1. Lodom miałabym odmówić?! No proszę Cię! Ja?! Toć to samo mleko - samo zdrowie! A o trzeciej nad ranem smakują najlepiej :3
    2. Teraz będziesz miała pewność na 10000%, że faktycznie mieszkam przy Klonowej! No... przynajmniej do czerwca, także musisz tę wiedzę jeszcze wykorzystać W CZERWCU!! I nie ma że nie! Plaża czeka!
    3. Agata Christie i Anna Łacina - MUST READ MUST HAVE! Tyle w temacie, pozdrawiam! I się ciesz, że już pokochałaś Agatkę, bo nie wiem, co bym Ci zrobiła :P
    4. Escape Room - idziemy tam znowu! Koniecznie!
    5. Widziałaś morze zimą, wiosną... teraz trza latem a następnie jesienią!

    PS. Kocham Cię, wiesz? :**

    OdpowiedzUsuń
  3. Śliczne zdjęcia. Weekend musiał być bardzo udany.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. prawda jest taka, że jeśli ma się plażę bardzo blisko na co dzień, wcale się z niej tak nie korzysta - ja np przez zimę nie byłam ani razu (też mieszkam w Trójmieście). pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Hehehe, przyjazd o 3 nad ranem? No nieźle. Takiego gościa ja jeszcze nie miałem. Ciekawe, czy Marta tak, ale zgaduję, że jak zwykle Aśka jest ewenementem. :D
    Spoko wyjazd, ale nie mogło być inaczej. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To był pierwszy raz, kiedy przywitałam kogoś o 3 nad ranem ze świadomością, że ta osóbka przyjechała z KRAKOWA po prawie 10 godzinach jazdy samochodem :D

      Usuń
  6. ależ wam się udał majówkowy weekend!pozazdrościć 😊

    OdpowiedzUsuń