6.22.2016

"UGLY LOVE" Colleen Hoover

     Są pewne książki, po których można się wiele spodziewać już z samego założenia. Gdy autor wysoko stawia poprzeczkę, ciężko uwierzyć, że kolejna jego publikacja może być równie dobra jak poprzednia, by nie wybiegać w przyszłość i nie stwierdzić, że lepsza. Nazwisko Hoover jest gorące jak obecne słońce; nie schodzi z list bestsellerów, a sama pani Colleen została wykreowana jako pionierka w gatunku New Adult. Nie powiem, bo zachwycałam się sama jej Maybe Someday; ta książka dosłownie mnie zniszczyła emocjonalnie, więc i tym razem, gdy zobaczyłam na półce nową publikację od autorki (tym bardziej TAK reklamowaną), dałam jej szansę. I wiecie co? By podsumować Ugly Love mogę użyć jednego zdania: książka dobra, ale szału niestety nie ma.



"Tak właśnie się dzieje, gdy ktoś zaczyna ci się podobać. Na początku jest jest nikim, a potem nagle staje się wszystkim, czy tego chcesz czy nie".

23 - letnia pielęgniarka Tate przeprowadza się na pewien czas do swojego brata, Corbina, pilota. Z racji owego zawodu chłopaka często nie ma w domu, więc Tate ma mnóstwo czasu na naukę; jednak jak to w takich historiach bywa, nie jest jej to dane. Pierwszego już bowiem dnia spotyka pod drzwiami mieszkania nieznajomego, jak się okazuje - dobrego znajomego Corbina. Miles, bo to o nim mowa, szturmem wkracza w życie Tate, rozbijając je na milion drobnych kawałków. 

Jak wiadomo, kobiety to bardzo emocjonalne istoty i ciężko im rozdzielać głębsze uczucia od zwykłego cielesnego pożądania. Nie inaczej jest i z Tate. Dziewczyna, która najpierw przyznaje się do typowo "luźnej" relacji, później zaczyna jednak dostrzegać w swoim seksualnym partnerze coś więcej, niż tylko dobre ciało. Miles skrywa bowiem wiele tajemnic; jednym z warunków jego znajomości z Tate jest: "nie pytaj o przeszłość i nie żądaj przyszłości", co pozwala wyrobić sobie o nim jednoznaczną opinię. Nic bardziej mylnego. 

Czy można w ogóle zbudować relację, nie pytając o to, co było? O wszelako pojętą przeszłość? Czy jest realne zaangażowanie się w związek bez liczenia na przyszłość; na to co będzie? Ile reguł trzeba złamać, by zrozumieć, że uczucie nie zawsze jest krystalicznie czyste, lecz bywa czasem po prostu brudne? Jak bardzo wydarzenia z przeszłości są w stanie złamać człowieka, nie pozwalając mu ruszyć naprzód? Jak ogromnie toksyczna musi być relacja, skoro po wyjściu z niej nie można żyć normalnie? Ile trzeba przejść, by ponownie zaufać i zaangażować się w drugiego człowieka tak na sto procent, bez żadnych półśrodków? Gdy podane zasady przestają obowiązywać, a w grę zaczyna wchodzić nie tylko rozum, ale i serce, sytuacja się komplikuje. Tego u pani Hoover nie brakuje.

"Różnica pomiędzy czystą a brudną miłością polega na tym, że czysta strona jest o wiele lżejsza. Sprawia, że masz wrażenie, że szybujesz. Unosi cię i niesie".

Książkę pochłonęłam jednym tchem; mimo, że zawiera w sobie rzeczy, które mi się nie podobały (o czym zaraz). Wciągająca historia Tate i Milesa porusza serca, kruszy duszę, a od ich burzliwej relacji nie sposób się oderwać chociaż na moment. Akcja toczy się z dwóch perspektyw - bieżącej, którą opisuje Tate i tej sprzed sześciu lat, widzianej oczami Milesa. Retrospekcja wydarzeń pozwala dokładniej poznać psychikę głównego bohatera, przez co lepiej są rozumiane motywy jego postępowania. Postać Milesa została świetnie skonstruowana; mogłam wręcz wejść w jego głowę i widzieć jego zmagania się z samym sobą, wewnętrzne rozdarcie pomiędzy niedającą się przeskoczyć przeszłością a coraz śmielej walczącą z rozumem przyszłością. Z kolei Tate (to ten moment, gdy zaczyna się wyliczanie mankamentów)... Sama mam tyle lat co ona, i chociaż za dorosłą się w żadnym wypadku nie uważam (pełnoletnią owszem), to naprawdę - denerwowało mnie jej dziecinne zachowanie. Gdy godzisz się na podobny układ, w jaki weszła ona z Milesem - logiczne, jak to może się skończyć i nie można mieć o to do nikogo pretensji. Bohaterka infantylna, przez co szybko wertowałam strony, by czytać o Milesie. Tyle. Kolejna kwestia to spora (OGROMNA!) ilość scen erotycznych. Rozumiem, że już sam tytuł powieści może wiele powiedzieć, jednak nie tego chyba spodziewałam się po książce z serii New Adult. Mając w pamięci Maybe Someday, która była po wskroś wysmakowana pod każdym względem - Ugly Love niestety NIE JEST lepsze. I nie wiem, może jestem jakaś dziwna, ale nie porwała mnie ta lektura aż tak, by się nią zachwycać na prawo i lewo. Po prostu. Ale jak wiecie, opinia biednego książkowego, blogowego recenzenta jest czysto subiektywna i widocznie to nie był TEN moment, by zatracić się tym razem w pani Hoover. Pisze lekko, bardzo przyjemnie, jednak według mnie poprzeczka została obsunięta. Podsumowując: książka świetna na podróż pociągiem (o ile ktoś nie zagląda ci przez ramię!), jednak nie zostaje w pamięci na długo. Lektura dobra na rozluźnienie, jednak nie gruchota serca. Można przeczytać; kto lubi podobne klimaty, polecam, kto się waha, sięgnijcie po Maybe Someday, przygody z Colleen Hoover nie zaczynajcie od Ugly Love. Daję autorce szansę i czekam na kolejne książki ;).

"Nie chcę cię zranić, ale jeśli dalej będziemy to ciągnąć... Na pewno to zrobię".

Autor: Colleen Hoover
Tytuł: Ugly Love
Wydawnictwo: Otwarte
Ilość stron: 344
Tłumaczenie: Piotr Grzegorzewski

OCENIAM: 3/6!


Za publikację ogromnie dziękuję księgarni taniaksiazka.pl

 *

Czekam na hejty, bo ośmieliłam się lekko skrytykować TAKĄ książkę! :)

17 komentarzy:

  1. Mogę zhejtować? Mogę? Mogę? :D
    To buuuu... nieładnie...

    Ale dobra! Niestety nie znam (i nie mam w planach!), ale jestem i tak zaskoczona Twoją oceną :/ (miało być 4 xD) Uznałam, że chyba czas najwyższy żebym się wzięła za "Maybe..." skoro tak chwalisz. Ale tej książce podziękuję ;)

    A tak fakt faktem - jest coś takiego, że człowiek polubił daną powieść autora i liczy, że każda kolejna będzie równie dobra (minimum). I potem taki smutek :(

    Hopeless przeczytaj! Jestem mega ciekawa, czy Ci się spodoba!

    Buźka :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale bym chciała pohejtować, ale nie czytałam... Teraz hejt na mnie? ;)
    Poznam na pewno. niedawno miałam okazję czytać Never Never i uwielbiam styl Hoober, więc poznam. A i Maybe someday czeka na półce, więc pewnie za nie się szybciej zabiorę. ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. ja w Maybe Someday się zakochałam, o Ugly Love też myslę ale chyba poczekam aż ten cały gwar wokół niej ucichnie, i wtedy na spokojnie wyrobię sobie o niej opinię :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Siegnęłam po "Maybe someday" i niestety bardzo się rozczarowałam. Kompletnie nie rozumiem zachwytu wielu kobiet nad tą książką. Z tego też powodu nie sięgnę po kolejne. Co kto lubi ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja w Maybe someday również się zakochałam. Ostatnio miałam okazję czytać November 9 i też było fajne, ale nie tak szałowe jak MS. A co do tej, idzie do mnie w Book Tourze. Wstyd przyznać, ale coraz więcej osób krytykuje tę książkę. Dlatego też nie mogę się doczekać, aż wyrobię swoje własne zdanie na jej temat. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. A mi się bardzo Ugly love podobało i oceniając w Twojej skali dałabym 5/6 :D Nie długo recenzja u mnie ;)
    Pozdrawiam ! Dolina Książek

    OdpowiedzUsuń
  7. To już nie pierwsza taka opinia, lepiej jak jest kilka negatywnych recenzji, wtedy wiemy czego się spodziewać. A co do książki, to moim skromnym zdaniem troszeczkę przereklamowana, ale chętnie bym ją przeczytała :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytałam różne opinie o tej pozycji, lecz muszę chyba sama zweryfikować. Nie miałam jeszcze okazji poznać twórczości autorki. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. ja czytałam kilka książke tej pani i mnie wciągały bardzo;p tej jeszcze nie zaznałam literacko więc muszę to zmienić by porównać do innych

    OdpowiedzUsuń
  10. Colleen Hoover nie powala. Nie jestem miłośniczką romansów i raczej nigdy nią nie będę.

    OdpowiedzUsuń
  11. A ja jeszcze nie znam książek tej autorki. Wszystko przede mną.

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie czytałam i nie mam zamiaru - do takich książek mnie nie ciągnie :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie znam ksiazek tej autorki, czy po nie siegne, tego nie wie nikt....
    zakochana-kobietka.blog.onet.pl lub moj-ksiazek-swiat.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  14. U mnie szału nie było ani z "Hopeless" i "Losing hope", ani z "Maybe someday". Owszem, czytało mi się je całkiem przyjemnie, ale żadna z tych książek nie wywarła na mnie piorunującego wrażenia - podejrzewam, że z "Ugly love" będzie tak samo.

    OdpowiedzUsuń
  15. Zaskoczyłaś mnie tak niską oceną, sama nie czytałam jeszcze nic autorki, ale do tej pory spotykałam się z samymi zachwytami.

    OdpowiedzUsuń
  16. hmmm, sprawia wrażenie, jakby miała potencjał, ale cos poszło nie tak... cóż, nie, dziękuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Jak na razie przeczytałam zaledwie trzy książki tej autorki, ale byłam nimi wręcz zachwycona ;) Zobaczymy, czy ta mi się spodoba, bo ostatnio czytam o niej coraz więcej negatywnych opinii
    Buziaki, >Lunatyczka

    OdpowiedzUsuń