7.25.2016

"DZIEWCZYNA, KTÓRA IGRAŁA Z OGNIEM" Stieg Larsson

     Są takie książki, które same z siebie stają się czymś w kategorii must have; przykuwające uwagę nazwisko autora, pochwały na wszelkich frontach, genialność fabuły, konstrukcja postaci, emocje ujawniające się z każdą stroną, odkrywanie kolejnych powieściowych puzzli, stanowiących jedną, wspaniałą całość. Takie książki stają się wyznacznikami gustów; bo po prostu je TRZEBA przeczytać. 

Jakiś czas temu zachwycałam się pierwszą częścią kontynuowanej dziś tu trylogii Millennium; teraz wiem, że to był błąd. Bo skoro piałam z zachwytów nad tamtą, to co mam w takim razie powiedzieć o tej? Bo... Drugi tom jest po stokroć lepszy. Pod każdym względem. Najpierw, gdy zobaczyłam te prawie 700 stron, uznałam, że to już lekka przesada; bo o czym można tak kryminalnie pisać i pisać? Otóż można, i to nawet całkiem nieźle, ba! Wręcz genialnie. 

Gdyby Larsson żył... 

Ale do meritum. Na tapetę obieram dziś Dziewczynę, która igrała z ogniem, drugą część sagi Millenium, dotyczącą przygód dziennikarza Mikaela Blomkvista i nieprzeciętnej researcherki Lisbeth Salander. Zapraszam! :)



"Obserwowała go przez całą minutę i postanowiła, że nie ma już w sobie ani odrobiny uczucia, bo inaczej musiałaby wykrwawić się na śmierć. Fuck you".

W wyniku tragicznego zbiegu okoliczności Lisbeth Salander zostaje posądzona o potrójne morderstwo. Mikael Blomkvist nie wierzy w winę dziewczyny; mężczyzna postanawia więc przeprowadzić samodzielne śledztwo, mające na celu udowodnienie prawdy.  A ta okazuje się nadzwyczaj nieobliczalna i szokująca... 

Nie nakreślę ani słowa fabuły więcej, bo zepsułabym całą frajdę z czytania książki, choć zdaję sobie sprawę, że na świecie istnieje niewiele osób, które jeszcze jej nie znają. Jak wspomniałam wcześniej, seria jest już tak kultowa, iż wstyd chyba się przyznać do niewiedzy na temat osoby Larssona, czy chociażby nieznajomości tematyki jaką wykreował w swoich powieściach. Jak wskazuje sam tytuł, druga część Millennium opiera się na głównej kobiecej postaci (jednej z najlepszych takowych w całym świecie literackim!) - Lisbeth Salander. Dziewczyna jest totalną zagadką; rewelacyjny researcher, tajemnicza osobowość, człowiek z fotograficzną pamięcią, znajomością sztuk walki, z nieprzeciętnym umysłem i sposobem myślenia, z trudnym nieprzewidywalnym charakterem, własnym kodeksem postępowania, zazwyczaj moralnym tylko dla niej. Nie sposób przejść obojętnie obok tak koronkowo wręcz skonstruowanej postaci; dopracowana w każdym calu, przyciąga czytelnika jak magnes, nie dając prędko o sobie zapomnieć. Lisbeth to silna kobieta, uparcie dążąca do celu, rzadko przebierająca w środkach. Darzę uwielbieniem tę drobną istotę wykreowaną na potrzeby książki; odważna, bezkompromisowa, bezlitosna, aczkolwiek wrażliwa, ukształtowana przez bolesne doświadczenia. Choć wchodzimy w jej przeszłość, wciąż jest nam jej mało i mało. Ale, żeby nie było, że tylko na Salander opiera się Dziewczyna, która igrała z ogniem. Jest oczywiście opiekuńczy Blomkvist, którego nie można nie lubić; jego bezbłędna intuicja prowadzi nas przez dziennikarski świat, otwierając kolejne wieczka z pudełek tajemnic. Stieg Larsson poszedł jednak o krok dalej. Oprócz dwójki głównych bohaterów powołał do życia masę innych osób; perfekcyjnie wtapiających się w tło wydarzeń. 

"Napomniała samą siebie, by za bardzo się nie przywiązywać. Mogło to skończyć się tym, że któreś z nich zostanie zranione".

Idealnie skomponowana intryga, ciągły element zaskoczenia, lekki, poruszający styl, klarowność wydarzeń, przejrzystość sytuacji, nieprzewidywalność, niebanalność - to tylko kilka ZALET, (bo wad nie zauważyłam) cechujących pióro Larssona. Nie wiem, co więcej napisać, bo wniosek jest jeden - kto nie czytał, niech czym prędzej nadrabia! Ja jestem zachwycona i już nie mogę się doczekać sięgnięcia po trzeci tom ;). Zabierałam ze sobą tę "cegłę" (700 stron!) dosłownie wszędzie; czytałam na przystankach, w środkach komunikacji miejskiej, w pociągu, na ławce w parku, czasem nawet w pracy. Wciąga nieprzeciętnie, wkręcając się w głowę; chce się tylko więcej i więcej, a gdy lektura dobiegnie końca... Aż dziw bierze, jak to szybko minęło. Bez dwóch zdań pan Stieg Larsson wędruje do grona moich ulubionych autorów, podsycając apetyt na szwedzką literaturę kryminalną. Polecam baaardzo! :)




OCENIAM: 6/6!

Autor: Stieg Larsson
Tytuł: Dziewczyna, która igrała z ogniem
Cykl: Millennium (tom 2)
Wydawnictwo: Czarna Owca
Ilość stron: 704
Tłumaczenie: Paulina Rosińska

24 komentarze:

  1. Człowiek patrzy na to zdjęcie... i w sumie już chce tę powieść zgarnąć!
    A tak serio (hehe)... ja oczywiście o autorze słyszałam, ale powieści żadnej nie czytałam - pewnie się to w końcu zmieni ;)
    Ostatecznie na Chorwację zabiorę to, co mi tam w rękę dasz! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Sama nie wiem, która z części najbardziej mi się spodobała. Każda niewątpliwie potwierdza kunszt autora. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo zaintrygowała mnie ta książka, ale stało się to za sprawą Twojej bardzo interesującej recenzji :D Lubię takie tajemnicze klimaty no i kryminał to mój ulubiony gatunek literacki :)
    Pozdrawiam! Dolina Książek

    OdpowiedzUsuń
  4. Millennium ciągle na mnie czeka:) Uwielbiam, kiedy kolejna część jest lepsza od poprzedniej:)

    OdpowiedzUsuń
  5. kocham wielbię Millenium nie mogłam się odeń oderwać podczas czytania:)

    OdpowiedzUsuń
  6. A wiesz, że cała seria dopiero przede mną? Na szczęście mam już ją w domu 😊

    OdpowiedzUsuń
  7. super! cała saga jest na mojej liście do przeczytania, słyszałam mnóstwo dobrego, a Twoja recenzja jeszcze mnie w tym utwierdziła :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Niedawno skończyłam pierwszy tom i dwójka czeka na swoją kolej ;) Strasznie ubolewam nad tym, że nie powstaną już kolejne tomy. Saga Millennium jest naprawdę wyjątkowa :)
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam całą sagę, która wyszła spod pióra Larssona, na czwartą część jakoś jeszcze nie mogę się przemóc, chociaż stoi na półce i grzecznie czeka na swoją kolej ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Przeczytane dawno temu! Ale lato to taki czas, kiedy wracam chętnie do ulubionych książek... Może czas odświeżyć sobie Millennium?;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Najlepszy tom z trylogii, chyba dlatego, że najlepszej bohaterki, Lisbeth, jest tu jeszcze więcej niż poprzednio. Cała trylogia kapitalna, ale ten tom szczególnie. Zobaczymy, jak Ci się spodoba ostatni. :)

    PS: Patrząc na Twoje foto mam nadzieję, że Ci ta cegła nie wyleciało z dłoni, bo jakby ktoś przechodził pod oknem to "Larsson by mu spadł na głowę" i śmierć na miejscu. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie, nic mi nie spadło ;D
      A co do tego tomu - no rewelacja, ta postać unaoczniona jeszcze bardziej, wręcz namacalnie. Coś wspaniałego ;)!

      Usuń
    2. I nawet przez myśl Ci nie przeszło, że mogłoby przypadkiem spaść na jakiegoś niedobrego sąsiada? :P

      Usuń
    3. Ja mam samych dobrych sąsiadów, a na tych niedobrych to szkoda taaakiej książki! ;p

      Usuń
    4. No tak, lepszy byłby wazon. :D

      Usuń
  12. Mam w planach lekturę tego autora. ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Mnie ta trylogia wciąż kusi mocno - moja dziewczyna ją ma u siebie i ciągle słyszę pozytywne opinie, więc trzeba by ją przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ślicznie wyglądasz w tej sukience i z dobrą książką w dłoni. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo lubię całą trylogię :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja też zakochałem się w trylogii i powiem Ci, że mam teraz wielkiego stracha, bo został mi ostatni tom. Z jednej stronie bardzo mnie do niego ciągnie, z drugiej zaś boję się kończyć tę przygodę. No i co tu zrobić? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, to straszne ze Larsson już nic nie napisze ;c

      Usuń
  17. ja w końcu mam czas na książki! ale wzięłam się za coś bardzo lekkiego - moja grecka przygoda :)

    OdpowiedzUsuń
  18. te książki pana stiega strasznie wciągają:D

    OdpowiedzUsuń