9.10.2016

"NEVER NEVER" Colleen Hoover&Tarryn Fisher

     Zastanawialiście się kiedyś, co by było gdybyście nagle stracili pamięć? Tak po prostu; jakby to było obudzić się pewnego dnia, z pustą, białą kartą w głowie, zamiast wspomnień, przeszłości, podjętych decyzji? Dla jednych pewnie byłby to dobry krok do rozpoczęcia życia od nowa, bez analizowania tego, co było; dla innych załamałby się świat, bo jak żyć bez szczęścia, którym się otaczało swoje cztery ściany? No właśnie. Mogłabym wymieniać i wymieniać całe "gdybanie", nawiązując do przeczytanej właśnie przeze mnie książki, ale nie chcę. Bo to, o co pytam, przydarzyło się dwójce głównych bohaterów najnowszej powieści dwóch ostatnio bardzo poczytnych autorek, które złączyły szeregi.

"Do tego czasu nigdy nie trać nadziei. I nigdy nie przestawaj mnie kochać. Nigdy, przenigdy nie zapominaj. Nigdy, przenigdy". 

Moja ostatnia przygoda z panią Hoover nie była za bardzo udana; pani Fisher jednak swoim debiutem na moim koncie czytelniczym przeważyła szalę wahania "brać tę książkę, czy nie brać, oto jest pytanie". Głośne nazwiska na okładce, oraz niezliczona ilość fragmentów recenzji na pierwszych stronach książki przywiodły mnie do miejsca, gdzie stanowczo mówię: czytam! Pełna jednak obaw, gdyż czasem nadziewałam się na przerost formy nad treścią, zagłębiłam się w historię dwójki młodych ludzi, którym przytrafiła się nieprawdopodobna rzecz, i wiecie co? Nigdy, przenigdy nie daruję sobie, że przeczytałam tę książkę tak późno.

Charlie i Silas. Dwójka młodych ludzi, wkraczająca powoli w dorosłe życie; para, która ponoć była sobie przeznaczona. Była. No właśnie. Bo pewnego dnia oboje budzą się i... Niczego nie pamiętają. Nie pamiętają, jak mają na imię, kim dla siebie są, co robią w życiu, co lubią jeść, czy mają rodziny, rodzeństwo, do jakiej szkoły chodzą, gdzie mieszkają. Według znajomych byli dla siebie wszystkim, teraz są całkiem obcy, zupełnie nie rozumiejąc absurdalnej sytuacji, jaką nagle stworzyła utrata pamięci. Co się stało? Dlaczego? Co miało wpływ na taką ingerencję przeznaczenia w życie dwójki nastolatków? I jakie tajemnice muszą wyjść na jaw, by Charlie i Silas zaczęli na nowo odbudowywać od początku swoją rzeczywistość?

Powiem, że pomysł na fabułę szalenie intrygujący, nieszablonowy, niebanalny. Kusi, pociąga, trzyma w napięciu; nie sposób odłożyć książki na chwilę, by zająć umysł czymś innym. Myśl o losach bohaterów nieustannie błąka się po głowie, powodując ponowne powolne uzależnianie się od twórczości zarówno i Hoover, jak i Fisher. Książka to idealne połączenie tych dwóch charakterów i niby pozornie odrębnych specjalności pisarskich. Motyw uczucia i ogromu emocji, które towarzyszą Czytelnikowi na każdej stronie, to z pewnością zasługa Colleen, która w opisywaniu magii MIŁOŚCI jest po prostu bezsprzecznie perfekcyjna. Z kolei szereg tajemnic i powoli wychodzących na jaw sekretów, intryg, które splatają się z sobą, tworząc w końcu jeden wyraźny obraz, to dzieło Tarryn, która w swojej serii "Love me with lies" nie przebiera w środkach doboru fabuły czy słownictwa, by wyrazić dokładnie to, co chce. Ta wybuchowa mieszanka to idealne połączenie i dla fanów romansu, ale i historii nie do końca jasnych,. wyklarowanych, przewidywalnych.

Bezsprzecznym atutem powieści jest MIŁOŚĆ, przez którą serce drży niejednokrotnie, a gęsia skórka pojawia się raz za razem. To niewiarygodne, jak autorki potrafią oddać falę emocji, która przelewa się przez Charlie i Silasa; ich przypominanie sobie fragmentów przeszłości, sklejanie w jedność tego co było, odkrywanie swoich dawnych natur, budowanie tego, co nowe. 

"(...) trzeba ufać instynktowi. Nie sercu, bo bywa, że oszukuje, i nie głowie, bo za bardzo opiera się na logice".

Historie rozpoczynające się od utraty pamięci, zawsze bywały interesujące; po kolei odkrywane karty nowych faktów, puzzle tworzące momentami całkowicie odmienny obraz tego, co wydawało się oczywiste, seria często niechronologicznych wydarzeń, która prowadzi do spojrzenia głębiej niż zwykle. I to nieustanne poczucie "co będzie dalej?", które wzmaga się wraz z każdą przewracaną stroną. Muszę powiedzieć, że Colleen Hoover i Tarryn Fisher zrobiły kawał naprawdę dobrej roboty, łącząc swoje moce ;). Dodajmy do tego jeszcze narrację z perspektywy głównych bohaterów, przez co możemy zagnieździć się w ich umysłach, ich myśleniu; nie ma nic bardziej wciągającego w lekturze, niż możliwość psychologicznej analizy postaci, utożsamienia się z nią w jak najbardziej ścisły sposób. Fragmenty pamiętników, urywki filmów, listy... Z poszarpanych szczątków dziwnej historii wyjawia się jeden widowiskowy obraz. Którego nigdy, przenigdy nie zapomnę. Spróbuj. Zaręczam, że na pewno Ci się to nie uda. 



OCENIAM: 5/6!

Autor: Colleen Hoover&Tarryn Fisher
Tytuł: Never never
Seria/Cykl: Never never (part 1)
Wydawnictwo: Moondrive (Otwarte)
Ilość stron: 392 
Tłumaczenie: Piotr Grzegorzewski


Za książkę ogromnie dziękuję księgarni taniaksiazka.pl

15 komentarzy:

  1. O rany, rany, rany! Cóż to za recenzja przepełniona po brzegi emocjami!! :D Miłość, miłość, i jeszcze raz - MIŁOŚĆ! Przynajmniej wiadomo, że WARTO poświęcić czas tej książce! :D Jestem ciekawa, co byś powiedziała o "Hopeless", bo jak dobrze kojarzę, dalej jej nie przeczytałaś, no nie? :D

    U mnie teraz królują kryminały... dużooo kryminałów i jakoś tak mam przerwę w romansach. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie "Hopeless" nie przeczytałam. Hoover ma u mnie miejsce szczególne za "Maybe Someday" - ta książka jest wprost rewelacyjna ;).

      Usuń
    2. To dostaniesz ode mnie, bo skoro u mnie ma ten egzemplarz tylko leżeć, to bez sensu... Jestem ciekawa, jak Ty odbierzesz tę powieść. Mnie rozczarowała swoją przewidywalnością :/

      Usuń
  2. Mam dużą ochotę na tę pozycję :) Oby udało mi się w końcu ją przeczytać :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Faktycznie pomysł na powieść bardzo oryginalny, ale w moim odczuciu nie do końca wykorzystany. Nie lubię aż takich niedomówień w książkach, a to zakończenie było delikatnie pisząc kiepskie :/
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie dlatego nie mogę się doczekać aż sięgnę po kolejną część! :) o co tam chodzi, co się stało, rośnie apetyt na więcej. Ale rozumiem, mogły to w sumie troszkę inaczej rozegrać :)

      Usuń
  4. Twórczość Tarryn Fisher znam częściowo, ale powieści Colleen Hoover nadal są przede mną. Przyznaję, że fabuła tej książki kusi mnie bardzo i mam nadzieję, że niedługo będę miała okazję ją przeczytać. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jakoś nigdy nie ciągnęło mnie do Hoover, ale fabuła tej książki zapowiada się interesująco. Może kiedyś przeczytam...

    OdpowiedzUsuń
  6. Czekam aż przyjdzie do mnie z Book Touru. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Książka zbiera dość dobre recenzje, a ja jestem jej bardzo, bardzo ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
  8. zczerze powiedziawszy, nie znam osoby, która po przeczytaniu tej lektury nie byłaby zachwycona. Pozostaje mi samemu teraz się z nią zapoznać, bo, jak rozumiem, wiele tracę. :)
    Optymista

    OdpowiedzUsuń
  9. okładka taka sobie. treść hm muszę podumać czy bym się zaczytała

    OdpowiedzUsuń
  10. Książka mnie zainteresowała. Słyszałam, że stylem bardzo różni się od typowych książek Collen Hoover, więc może to być coś zupełnie innego- zarówno fabułą jak i stylem.
    Pozdrawiam!
    http://sunny-snowflake.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń