9.20.2016

"PIERWSZA PRZYCHODZI MIŁOŚĆ" Emily Giffin

     Na nową książkę Emily Giffin czekałam z niecierpliwością. Mimo, iż do tej pory przeczytałam tylko dwie jej powieści (Coś pożyczonego i Coś niebieskiego), to wystarczyło, bym zakochała się w prostocie stylu tej autorki, w jej lekkości pióra, mocy przekazywania codziennej obyczajowości w magiczny i wciągający sposób, w takim kreowaniu bohaterów, by mogli zagnieździć się w głowie Czytelnika na długo, w obrazowych historiach, które mogłyby przydarzyć się każdemu/każdej z nas. Jeśli jesteś kobietą, Giffin jest zdecydowanie dla Ciebie. W ciemno. Bo nikt nie zrozumie Cię, tak jak właśnie ona.



"Według Einsteina właśnie na tym polega definicja szaleństwa (...). Powtarzasz te same błędy, oczekując innych rezultatów".

Stwarzanie pozorów to jeden z głównych elementów dzisiejszego świata. Pozornie idealne, rodzinne szczęście, pozornie nadzwyczaj poprawne, ludzkie relacje. Wymieniać można bez końca; ważne, żeby pozory zostały zachowane, a wtedy wykreowanych zostaje mnóstwo perfekcyjnych ludzi, sytuacji, przypadków. Jednak to tylko błaha otoczka, nie mająca nic wspólnego z realnością, bowiem wszelako pojęta codzienność jest poraniona, naznaczona ułomnościami, zahartowana nieustającą walką o zbliżenie się do wyolbrzymionego ideału. Podobnie i w najnowszej powieści pani Giffin, wspólny mianownik losów głównych bohaterów stanowi tu gra pozorów.

Meredith i Josie to siostry, którym do rewelacyjnych siostrzanych relacji niestety daleko. Pierwsza z nich to pozornie szczęśliwa żona Nolana i mama czteroletniej Harper. Poukładana pani prawnik, z maniakalną wręcz obsesją na punkcie czystości gubi się jednak w swoim życiu, gdyż nie do końca wie, czy decyzje podjęte w przeszłości, oraz te podejmowane na bieżąco były/są słuszne. Josie to panna po trzydziestce, nauczycielka w szkole podstawowej, która uważa, iż zaczyna przegrywać życie z powodu nieposiadania męża ani dziecka, o czym marzy od lat. Obie siostry wmawiają sobie i innym, iż sytuacje życiowe, w jakich się znajdują im odpowiadają, jednak prawda jest zupełnie inna; bardziej prozaiczna, a może nawet brutalna? W kręgu owego rodzeństwa był jeszcze Daniel, najstarszy brat, wpatrzony w swoje siostry, zawsze ich broniący i strzegący ich dobrego imienia, zwłaszcza Josie, której do spokojnego ducha było daleko. Jednak pewnego dnia Daniel ginie w wypadku samochodowych i od tego czasu nic już nie jest takie, jakie było wcześniej. Akcja powieści zaczyna się piętnaście lat po tragicznych wydarzeniach w rodzinie, udowadniając, jakie może mieć znaczenie tłumiony żal, ból, oraz smutek po stracie najukochańszej osoby.

Tragiczne wydarzenia sprzed lat odcisnęły się piętnem na życiu każdego członka rodziny; rodzice Meredith i Josie się rozwiedli, nie mogąc poradzić sobie ze śmiercią dziecka, oraz z alkoholizmem ojca, Meredith zaczyna dostrzegać pochopność podjęcia decyzji o małżeństwie, a Josie żyje po swojemu, nie bardzo przejmując się opinią kogokolwiek. Dwuosobowa narracja, prowadzona raz z perspektywy Meredith, a raz z punktu widzenia Josie, zagłębia się w przeszłość, rozdzierająco opisuje czas bieżący, by zaczynać nawet spekulacje na przyszłość. Gdzie jest granica wewnętrznej krzywdy? Jak bardzo trzeba cierpieć, by w końcu pozbyć się bólu, o ile jest to w ogóle możliwe? Ile trzeba znieść, by zrozumieć, kto jest w życiu najważniejszy i jakie sprawy naprawdę mają znaczenie? Czy warto uszczęśliwiać innych, zamiast pomyśleć o sobie? Albo czy warto być totalnym egoistą, nie przejmując się kompletnie losem najbliższych osób? Czy jest sens walczyć o swoje marzenia, nie raniąc przy tym innych? 

"Obrazy, które wolelibyśmy wyrzucić z pamięci, wracają z uporem i brutalną wyrazistością, a szczegóły, które pragniemy zatrzymać, wymykają nam się niczym sen tuż po przebudzeniu".

Powieść Emily Giffin zjednuje sobie serca Czytelników swoją prostotą, oraz wyczerpaniem tematu w jednej zasadniczej kwestii: że najważniejsza w życiu jest MIŁOŚĆ; i to niekoniecznie ta między kobietą a mężczyzną. Uczucie to może obezwładnić matkę, która oddałaby życie za swoje dziecko, siostrę, która zrobiłaby wiele dla rodzeństwa, mężczyznę, który jest gotów poświęcić się dla swojej przyjaciółki, byleby ona była szczęśliwa. Prawdziwa MIŁOŚĆ ma wiele twarzy i nie zawsze przychodzi pierwsza; czasem najpierw pojawiają się przywiązanie, ogrom zaufania, nabieranie pewności, stateczność, by dopiero później właściwa magia mogła znaleźć ujście. Niezaprzeczalnie jednak ta potęga, najmocniejsza z uczuć jest NAJWAŻNIEJSZA, bo dzięki niej istnieje ów świat; dzięki niej znamy cel życia, a widząc go, chcemy jakoś funkcjonować. Pani Giffin poprzez swoje klarowne przesłania trafia prosto w serca Czytelników, zwłaszcza Czytelniczek, które idealnie mogą się utożsamiać z bohaterkami powieści; zobaczyć siebie poprzez pryzmat ich zachowań czy odczuwania emocji, zawirowań, wahań, konieczności podejmowania decyzji niejednokrotnie ciężkich i trudnych do zrozumienia. Jednak zawsze wypływa esencja, iż nie wolno się nigdy poddawać, bo tym co umiera ostatnie, jest nadzieja. Dopóki ona i prawdziwa MIŁOŚĆ trwają, trwa i cały świat.

Polecam, może nie jest to najlepsza książka Emily Giffin w jej dorobku, jednak klimat został zachowany; płynie się przez nią z niebywałą lekkością, kończąc z właściwym przeświadczeniem. Że teraz już wiadomo, co tak naprawdę liczy się w życiu.

OCENIAM: 5/6!

Autor: Emily Giffin
Wydawnictwo: Otwarte
Ilość stron: 448
Tłumaczenie: Martyna Tomczak


Za książkę ogromnie dziękuję Księgarni internetowej taniaksiazkagdzie oprócz najnowszej Giffin znaleźć można też inne świetne książki dla kobiet ;)

9 komentarzy:

  1. Interesująca :) zwróciłam na nią uwage, a że nie czytałam nic autorki może się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam na swojej półce książkę tej autorki, jednakże jeszcze się nie zdecydowałam, by ją przeczytać. Jakiś czas temu czytałam akurat o tej co i Ty pisałaś recenzje opinie nizbyt pochlebne... więc jeszcze dam sobie czas. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak najbardziej chętnie poznam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja za sobą mam dopiero "Sto dni po ślubie" Giffin, a na półce czeka "Coś niebieskiego". Muszę sięgnąć po "Coś pożyczonego" oraz resztę twórczości pisarki.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja jeszcze nic autorki nie czytałam, ale tak bardzo podobają mi się okładki tego wydania, że moja wewnętrzna okładkowa blachara nie daje mi spokoju :(

    OdpowiedzUsuń
  6. no ja nie lubię takich historii;p

    OdpowiedzUsuń
  7. nie dla mnie, a przynajmniej nie na teraz. za dużo krzywdy i smutnych zdarzeń. maltańskie słońce nie współgra z takimi lekturami :D

    OdpowiedzUsuń
  8. PIĘKNA RECENZJA... po prostu. Co do samej książki - mam ją w planach. Giffin pisze niesamowicie, kobieco i prawdziwie. Za mną dwie powieści jej autorstwa - "Ten jedyny" oraz "Pewnego dnia" - obie ogromnie mi się podobały... cieszę się, że "Dziecioodporna" i "Coś pożyczonego" czekają na półce :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam książki tej autorki w planach. Mam nadzieję, że mnie także urzeknie swoim stylem.

    OdpowiedzUsuń