1.29.2016

"Marsjanin" Andy Weir

     Dziś będzie o książce, którą wręcz pochłonęłam z dwóch powodów. Po pierwsze, przepłynęłam przez nią niesamowicie szybko, co jest zasługą stylu autora i pomysłu tematyki. Ale więcej o tym za chwilkę. Po drugie, niezmiernie bardzo chcę zobaczyć film, który powstał na podstawie tejże publikacji, a u mnie króluje zasada: najpierw książka, później ekranizacja.




Obydwie okładki robią wrażenie; ja otrzymałam książkę z tą filmową. Matt <3!

"Oczywiście nie mam planu na przetrwanie czterech lat, bo żywności starczy jedynie na rok. Ale po kolei. Na razie jestem najedzony i mam cel: naprawić to cholerne radio".

 Mark Watney jest jednym z członków załogi misji Ares 3, której zadaniem było wyruszyć na Marsa i odpowiednio zbadać tę planetę. Może powinnam napisać, że Mark był członkiem owej załogi... Gdyż w wyniku niespodziewanych komplikacji w postaci burzy piaskowej, astronauci podejmują decyzję ewakuacji z nieprzewidywalnej planety. Bez Marka. W czasie przeprawy z Haba (czyli stacji na Marsie) do MAV-a (statku, który miał pomóc w dostaniu się na statek kosmiczny Hermes, w celu opuszczenia planety) Mark zostaje ranny. Zdezorientowana i zaskoczona reszta załogi uznaje go za zmarłego, po czym wyrusza z powrotem na ziemię. 

Mark budzi się jednak i... Zaczyna prowadzić pamiętnik. Jak udaje mu się przeżyć z dnia na dzień na Czerwonej Planecie.

Nasz bohater nie może połączyć się z Ziemią czy Hermesem; jest w niemożliwie ciężkiej sytuacji. Sam na Marsie, z myślami o czekającym go końcu, próbuje zrobić wszystko, by przeżyć jak najdłużej. Jeśli myślicie, że Mark się poddaje, to grubo się mylicie. Botanik z wykształcenia tworzy ogródek, hoduje ziemniaki, tworzy wodę, a wszystko to w oparciu o naukowe stwierdzenia, tezy i doświadczenie, które teraz mogą uratować mu życie. 

Gdy tylko otworzyłam książkę i zobaczyłam styl narracji (jak i samą narrację!), z miejsca się poddałam urokowi tej lektury. Relację pobytu na Marsie poznajemy wprost z pamiętnika głównego bohatera, który aż ciska sarkazmem, ironią, dystansem do siebie; przeklina raz dobitnie, raz dużo lżej, sprawia wrażenie niemożliwie wyluzowanego człowieka, który... Jest w danej chwili jedyną żywą istotą na obcej planecie. Mark zwraca się prosto do czytelników; liczy, że kiedyś może ktoś odnajdzie jego pamiętnik i cały świat będzie mógł się dowiedzieć, jak wyglądała cała sytuacja. Pamiętnik jest prowadzony w formie sielskiej pogawędki, która naprawdę ujmie serce każdego. Ale, żeby nie było, że jesteśmy tylko na Marsie i towarzyszymy Markowi w jego trudach i znojach dnia codziennego: autor zadbał też o to, by było wiadomo, co dzieje się na Ziemi. Przeplatanie pamiętnika Marka z narracją trzecioosobową, wprowadzającą czytelnika w świat technicznych nowości, (nie)skomplikowanych teorii NASA, wzorów matematycznych, zagadek informatycznych - jest totalnym strzałem w dziesiątkę. Najpierw byłam lekko zdezorientowana fachowym słownictwem, tak bardzo dla mnie odległym, ale później... Później poszło szybciutko i gładko - autor bowiem tak prosto i klarownie wszystko wyjaśnia, że nie sposób nie zrozumieć, co nasz bohater, czy jego znajomi z Ziemi mają na myśli.

"Możecie się zastanawiać co (...) robię w wolnym czasie. Dużo czasu siedzę na swojej leniwej dupie i oglądam telewizję. Ale wy też, więc nie osądzajcie".

Marsjanin to jedna z tych książek,  które głęboko zapadają w pamięć; śmiało mogę powiedzieć, że to jedna z lepszych publikacji, jakie dane mi było okazję czytać. Główny bohater kradnie serce - swoim podejściem do świata i siebie, humorem, pomysłem, wolą przetrwania. Bo to zasługuje na ogromną uwagę: SIŁA człowieka, jeśli w gę wchodzi przeżycie. Heroiczna walka o przetrwanie, determinacja, pokłady wytrwałości. Nie będziecie się nudzić.

Andy Weir szturmem zdobył świat ową powieścią. Aż dziw, że najpierw wydawał ją sam, a później na zasadach self - publishingu. Patrząc na rozmach kinowy, z jakim został zrobiony film, naprawdę czekam na jego kolejną powieść. Bo gość powinien kuć żelazo, póki gorące.

Autor: Andy Weir
Tytuł: Marsjanin
Wydawnictwo: Akurat
Ilość stron: 382
Tłumaczenie: Marcin Ring

OCENIAM: 5/6!


Za możliwość przeczytania książki ogromnie dziękuję księgarni taniaksiazka.pl.

*

Życzę Wam udanego weekendu! Mój taki będzie, bo...
Aj, niedługo się dowiecie. Coś wspaniałego :)!

1.27.2016

Liebster Blog Award 2#2016!

     Drugi LBA w tym roku, jest dobrze! Skoro tak bardzo chcecie o mnie wiedzieć więcej i więcej... Proszę bardzo. Świetnie się bawię, odpowiadając na Wasze pytania, czasem nawet i dowiem się czegoś nowego o sobie ;). Tym razem pytania pochodzą od missBOOKs. No to jedziemy!


1. Przy której książce uroniłaś łezkę?

Przy praktycznie każdej, która należy do Sparksa. Niezaprzeczalnie.

2. Która książka przyprawiła Cię o ból brzucha ze śmiechu? 

Przygody ciapowatej blondynki - Bridget Jones. Uwielbiam tę postać, jest taka... Jak ja. Życiowo pechowa, ale urocza na swój sposób. Białą bluzkę zawsze poplamię, a moje włosy nigdy nie będą idealnie ułożone, ale... Kto by się tym przejmował? Życie jest za krótkie na pierdoły!

3. Która książka ma, według Ciebie najładniejszą okładkę?

Ojj, wiele jest takich. Na pewno wszystkie książki z kolekcji kwiatowej od wydawnictwa Świat Książki. Na pewno trylogia Dotyk Julii, Przeminęło z wiatrem, Tajemny ogień.

4. Wolisz książki polskich czy zagranicznych autorów?

Przekonuję się powoli do polskich autorów, jestem szczerze wspaniale zaskoczona! Mamy się czym pochwalić na naszym rynku, nie ma co ;). Chociażby pani Borochowska, której książkę niedawno recenzowałam, pan Grygier. młody Remigiusz Mróz (choć jego książki dopiero mam w planach!) Ale czytam też dużo zagranicznych książek. Ciężko stwierdzić co wolę.

5. Zdarzyło Ci się kiedyś czytać w szkole zamiast słuchać nauczycieli? ;p

Nie. Jestem do bólu uczciwa. Nie przejdę na czerwonym świetle, nie przejadę jednego przystanku bez biletu. Nie ściągałam nigdy na klasówkach, więc i nie czytałam pod ławką ;D. Nawet teraz na studiach, na egzaminie, no nie umiem ściągać. Zaraz robi mi się gorąco, na czole czuję palący napis "OSZUKISTA", drżą mi ręce. Wiem, jestem frajerką, ale cóż no, nie można umieć wszystkiego ;).

6. Jak często starasz się publikować posty?

Różnie. Jeśli mam czas, to kilka razy w tygodniu. Jeśli zbliża się sesja lub zajmuję się po prostu czymś innym... Dwa razy w tygodniu maksymalnie staram się coś opublikować.

7. Jak radzisz sobie z brakiem weny?

Brak weny to ciążka sprawa. Wtedy po prostu wychodzę więcej ze znajomymi, piję więcej kawy, biegam, ćwiczę, chodzę na spacery. Cokolwiek, byleby nie patrzeć w stronę książek. A później to już szybciutko wracam do "normalności" i czytam książkę za książką, oczywiście później je recenzując ;).

8. E-book, audiobook czy tradycyjna książka?

Tradycyjna! Uwielbiam zapach papieru, ciężar trzymany w dłoni, widok tego, ile już stron przeczytałam, a ile mi jeszcze zostało. Jeśli zmusza mnie konieczność - sięgam po e-booka, jednak rzadko. Audiobooki kupuję jednak namiętnie mojej babci, która już nie może czytać, ale bardzo chętnie słucha książek :).

9. Zdarzyło Ci się zarwać noc przez książkę?

Pewnie! Dawniej to był Harry Potter, teraz dobry romans, czy thriller!

10. Wyobraź sobie, że możesz spędzić jeden dzień z bohaterem jakiejś książki. Kogo wybierzesz?

Pana Dary'ego z Dumy i uprzedzenia ;). Bardzo chciałabym się przejść z nim na spacer, posłuchać jego mądrych opowieści, pośmiać się z nim i pożartować. Zabrałabym go na najlepszą mrożoną kawę w Krakowie.

11. Książka, którą czytało Ci się bardzo źle to?

Będę to powtarzać do znudzenia. Nad Niemnem. Umarłam nad tą książką.


Jest zima, to Wam pokażę moją najpiękniejszą zimową zakładkę!
Ręczna robota mojej przyjaciółki, coś pięknego <3

*

Tyle. Nie nominuję nikogo, jeśli jednak ktoś chce odpowiedzieć na te same pytania - proszę bardzo! Chętnie poczytam Wasze odpowiedzi! :)

Pozdrawiam!

1.25.2016

"Dziewczyna z pociągu" Paula Hawkins

     Dziś będzie o książce, której promocja została rozdmuchana do rozmiarów większych niż ludzkie wyobrażenie. Poważnie, miewałam obawy, czy aby publikacja, przez którą Stephen King zarwał noc, nie wyskoczy mi przypadkiem z lodówki... Widziałam ją wszędzie; na plakatach, w telewizji, na portalach, wylewała się z komputera tak namacalnie, że aż i ja - wcześniej ignorantka kryminałów, thrillerów, teraz ich nawet wręcz fanka tolerantka (istnieje w ogóle takie słowo?) - pomyślałam: nie ma to tamto. Nie ma uproś. Siadasz laska i czytasz, skoro to taki bestseller, hicior, megaszokoranyboskie

I co i co?

Poważnie, nie wiem, czemu King nie spał przez tę książkę. I od razu powiem, że wcale nie jest zła, ojj nie. Jest... Zwyczajna, przeciętna, dobra. Ale nie w takim stopniu, w jaki została zareklamowana, a chyba raczej... Przereklamowana.



"Lubię delektować się zwycięstwem w milczeniu. Sprawia mi to niemal taką samą przyjemność jak jego dotyk".

Rachel Watson codziennie rano dojeżdża do pracy (albo raczej jej braku - w celu oszukiwania swojej najlepszej przyjaciółki) tym samym pociągiem. Każdego dnia pociąg zatrzymuje się przed tym samym semaforem, w niedalekiej odległości od szeregu domów, skąd pasażerowie mają doskonały widok na mieszkających w nich ludzi. Rachel wręcz żyje funkcjonowaniem pewnej rodziny spod numeru piętnastego... W każdy ranek obserwuje młode małżeństwo; czy to piją kawę na tarasie, czy spacerują po trawniku.  Pewnego dnia jednak Rachel widzi za dużo. I to zmienia wszystko.

Trzeba zaznaczyć, że główna bohaterka miewa problemy. Nie ma pracy, znajomych, jest nieszczęśliwa, gdyż jej były mąż układa sobie życie z nową żoną i dzieckiem, a na domiar wszystkiego... Rachel jest alkoholiczką; w poważnym znaczeniu tego słowa. Wręcz pije, by żyć i żyje, by pić. Dzień w dzień. Prawdziwa rzeczywistość miesza się jej z pijackimi omamami, przez co, jej wrażenia z tego, co widziała, są dla innych... Po prostu niewiarygodne. Zdesperowana w wielu sferach, postanawia za wszelką cenę wyjaśnić, zrozumieć, pojąć, że to co widziała owego feralnego dnia, nie jest tylko jej ułudą, przywidzeniem, kapryśnym snem. Chce udowodnić prawdę. Na jaw wychodzą nowe fakty, które niepodzielnie łączą Rachel z jej przeszłością, tym, w co do tej pory wierzyła; nikt się nawet nie domyśla, jak bardzo brutalna i nieprzewidywalna jest prawda...

"Kiedy już się zdecyduję, jestem siłą, z którą trzeba się liczyć".

Książkę czyta się nadzwyczaj szybko, nawet nie wiem kiedy ją pochłonęłam; to ogromny plus dla autorki. Na dodatek rozdziały są podzielone osobowo; poznajemy sytuację od strony Rachel, oraz innych bohaterek, które mają niezaprzeczalnie istotny udział w całej historii. Każdy szczegół ma znaczenie, jednak opisy głównej bohaterki, która ciągle błądzi gdzieś w alkoholowym amoku, trochę mnie negatywnie zaskoczyły. Ileż można czytać o tym, że pije się o ósmej rano dżin z tonikiem? No właśnie. Niemniej jednak, cała ta alkoholowa otoczka pomaga tworzyć zamroczony wygląd psychologiczny postaci, przez co trudniej nam się domyśleć, co będzie dalej, jak potoczy się cała sprawa z tym, co Rachel wtedy zobaczyła... Do ostatniej strony nie wiedziałam, jaki będzie finał. Poważnie. Takich zwrotów akcji się nie spodziewałam, byłam totalnie zaskoczona i... Zadowolona. Że sięgnęłam po tę książkę. Bo, że sięgnąć można, nawet z chęcią, nie ulega wątpliwości.

Ale, żeby nie było, że ktoś pomyśli "o, cwaniara, krytykuje TAKĄ książkę!"... Nie, nie. Nie krytykuję, broń Boże. Po prostu moje oczekiwania, po takiej reklamie, były po prostu większe. Spodziewałam się tego BUM, które na przykład otrzymałam chociażby w poprzednim kryminale, który czytałam, naszego rodzimego autora, pana Marcina Grygiera RECENZJA. Dziewczyna z pociągu jest bardzo dobrym thrillerem, trzymającym w napięciu do końca, szczegółowo poprowadzoną obserwacją psychologiczną głównej bohaterki, dowodem, że w życiu nie zawsze wszystko jest tym, na co wygląda, a ludzie, których wydaje nam się, że znamy - nie znamy ich kompletnie. Debiut autorki zaliczam do tych bardzo udanych. Dla czytelników uwielbiających takie klimaty będzie jak znalazł, dla tych, którzy liczą na "coś więcej" - rekomendacja Stephena Kinga na okładce - nie wystarczy.

OCENIAM: 4/6!

Autor: Paula Hawkins
Tytuł: Dziewczyna z pociągu
Wydawnictwo: Świat Książki
Ilość stron: 328
Tłumaczenie: Jan Kraśko

No, a teraz czekam na hejty mojej opinii. Pierwszy raz, tak na poważnie, się tego obawiam ;).




Za możliwość przeczytania książki ogromnie dziękuję księgarni taniaksiazka.pl 

1.23.2016

"Nie patrz w tamtą stronę" Marcin Grygier

     Jestem świeżo po lekturze tej książki i na dzień dobry powiem Wam jedno: jeśli jeszcze kiedykolwiek będę się zapierać przed kryminałami rękami i nogami to... Trzepnijcie mnie mocno w głowę. Proszę. Ta książka dokonała (jak myślałam) niemożliwego. Jestem zaszokowana. Poruszona. Wstrząśnięta. Zachwycona. A to dopiero początek!



"Czy zdarzyło ci się świadomie odwrócić wzrok od ludzkiej krzywdy? A może lubisz patrzeć?"

W Puszczy Kampinoskiej zostają znalezione zwłoki nastolatki. Zbrukane i niekompletne. Taką sytuacją przywitała mnie akcja książki debiutującego rodzimego autora; a później przepadłam. Kompletnie, cała, totalnie. Wiecie jak nie chciałam czytać kryminałów, thrillerów. Jak się wzbraniałam, zasłaniając się sentymentem do klasyki i fantasy. A tu proszę.

Autor zaczyna mocnym uderzeniem, przerażająco prowokująco. Sprawia to, że zostajemy od razu wciągnięci w wir wydarzeń, które jak puzzle powoli zaczynają tworzyć makabryczną układankę. Komisarz Roman Walter - naznaczony osobistą tragedią, ponad czterdziestoletni mężczyzna, skory do alkoholowych uniesień, wraz ze swoją ekipą musi rozwikłać zagadkę, zanim dojdzie do tragicznego finału. Morderca pogrywa powoli, rozmyślnie, nadzwyczaj celnie. Walter, który, jak się okazuje, jest środkiem całego przedsięwzięcia, musi znaleźć w sobie odwagę, by zmierzyć się z powracającymi demonami przeszłości. Jak cień krąży nad nim widmo dzieciństwa, lat młodzieńczych, później szczęśliwego małżeństwa i ojcostwa... To ostatnie zostało mu dwa lata wcześniej brutalnie odebrane, co teraz okazuje się mieć związek z tragedią, której musi się dokładnie przyjrzeć.

Uwielbiam w książkach niezbyt obszerne rozdziały. Ma się wrażenie, że "przeczytam jeszcze jeden i idę spać", przez co książka zostaje wręcz pochłonięta jednym tchem. Autor nie traci czasu na przysłowiowe pierdoły i obfite opisy przyrody. Mamy konkret, który krok po kroku, jak po nitce do kłębka, prowadzi nas do końca, który... Wbija w fotel. Przyznam się szczerze, że czytałam książkę podczas jazdy pociągiem, i miałam wręcz wypieki na twarzy - tak nie mogłam się oderwać i doczekać tego, co będzie dalej, jak to wszystko się powyjaśnia, poukłada. Pan Grygier umie budować napięcie, oj umie. Nie wiedziałam, że mogę być aż tak zapalona do kryminału! Jest dużo brutalności, wstrząsających momentów; ja byłam zaszokowana okrucieństwem bohaterów, ich brakiem skrupułów, wyrzutów sumienia, "bezsercem". Jak wiele zła człowiek może w sobie dusić przez lata, by później zemsta smakowała jeszcze bardziej wybornie? 

Czy patrzyłeś kiedyś na ludzką krzywdę i po prostu udałeś, że jej nie ma?
No właśnie. Ileż w ludziach jest bierności, znieczulenia na tragedię innych... Niemożliwe. Niewiarygodne. Ale tak cholernie prawdziwe. Ta książka uświadamia to tak DOBITNIE, że aż zaczynasz się zastanawiać nad swoim życiem... Komu i w jaki sposób jesteś coś winien... Przyznaję szczerze, że po lekturze długo nie mogłam przejść nad sobą do porządku dziennego. Przeorała mi wnętrze. Naprawdę. 

Z niecierpliwością czekam na kolejną książkę autora, bo jestem pod wrażeniem tego debiutu. Jeśli tak się zaczyna... No podniósł sobie poprzeczkę, bardzo. Polecam! I kryminałom teraz mówię stanowcze TAK!

OCENIAM: 5/6!

Autor: Marcin Grygier
Tytuł: Nie patrz w tamtą stronę
Wydawnictwo: Prószyński i S - ka
Ilość stron: 448


Mój Kindlak dał radę, jak zwykle w podróży!


Dziękuję za tak liczne zainteresowanie moimi odpowiedziami w ramach LBA! Już niedługo kolejne, bo ciągle ktoś mnie nominuje i nominuje, masakra :D!

Zabieram się za kolejny kryminał; sesja i magisterka nie zające, nie uciekną ;). Jeśli ktoś mówi, że nie ma czasu poczytać książki chociażby godziny dziennie... No błagam, wszystko to kwestia przeorganizowania się w taki sposób, by wszystko pogodzić. Bo da się. Naprawdę. Wystarczy odpowiednie podejście i zaangażowanie! 

Pozdrawiam!

1.21.2016

Liebster Blog Award 1#2016!

     W ostatnim czasie zostałam aż dwa razy nominowana do LBA, czyli odpowiedzi na Wasze pytania, w celu dowiedzenia się czegoś więcej na mój temat ;). Macie rozmach, nie powiem, że nie. Uwielbiam dzielić się z Wami trochę moim światem, bo uważam, że im lepiej mnie znacie, tym chętniej tu wpadacie (jakbyście już tego nie robili). Ja mam przerywnik od recenzji, wszyscy są zadowoleni. A więc... Na pierwszy ogień idzie nominacja od Magii słowa. Zapraszam ;).


1. Czy lubisz po pewnym czasie powracać do jakichś książek z różnych powodów? 

Oczywiście. Jednym z moich postanowień noworocznych jest powrót do publikacji, które zajmują w moim sercu ważne miejsce; do serii HP, czy angielskich klasyków. Lubię przypominać sobie, co pokochałam i za co; poza tym uważam, że za każdym razem odnajdzie się coś nowego, mimo, że książkę już się dobrze zna ;).

2. Gdybyś miała polecić jedną, najlepsza książkę, którą przeczytałaś w swoim życiu jaki nosiłaby tytuł? 

Duma i uprzedzenie. Zdecydowanie. 

3. Czy jesteś osobą asertywną? Umiesz odmówić? 

Teraz już tak. Dawniej, gdy jeszcze zabiegałam o pewne znajomości, byłam gotowa zrobić dla danych osób naprawdę dużo. Dopiero, gdy przekonałam się boleśnie na własnej skórze, że jednak nie na wszystkich można liczyć - zmądrzałam. Teraz, gdy mam również dużo na głowie, nie zawsze też mam czas. Często więc muszę odmówić, ale jeśli ktoś mnie zna, to wie, że w razie czego mam serce na dłoni. Oczywiście dla osób tego godnych ;).

4. Ulubiona kreskówka z dzieciństwa? 

Ojej. Szczerze mówiąc, nie pamiętam już kiedy ostatni raz oglądałam jakąś kreskówkę. Ale na pewno Smerfy strasznie namieszały w moim życiu, uwielbiałam tę bajkę! Nawet do dzisiaj mam koszulkę z moim ulubieńcem Smerfem Marudą. Mama się śmiała, że narzekam tak jak on, ale czasem bycie zołzą jest fajne, no nie? 

5. Wolisz Święta Bożego Narodzenia czy Wielkanocne? 

Boże Narodzenie. Uwielbiam klimat, który jest już wprowadzany w listopadzie (wiem, że niektórych to okropnie irytuje, denerwuje itp., ale dla mnie to już jest ta magia!); światełka, piosenki, dekoracje sklepowe... A później już sama Wigilia, spędzanie czasu z rodziną, wszechogarniającą radość płynącą zewsząd... To jest to.

6. Piosenka, która od jakiegoś czasu nie daje Ci spokoju?

Proszę bardzo. Nie mogę przestać jej słuchać od dobrych kilku dni.



7. Czy masz coś, co kolekcjonujesz od dzieciństwa? Bądź kolekcjonowałaś? 

Książki. Tyle mi zostało i niech trwa to jak najdłużej!

8. Chciałabyś ukraść jednej z bohaterek wybranej przez siebie książki partnera? 

No jasne! Z chęcią podkradłabym Elizabeth pana Darcy'ego! Z takim człowiekiem mogłabym iść przez życie. 

9. Nawiązałaś kiedykolwiek znajomość z kimś z wirtualnego świata? 

Pewnie! Blog daje niesamowite możliwości! Poznałam wspaniałe dziewczyny, super chłopaków, którzy tak jak ja mają książkową pasję! Z jedną nawet się umawiam na odwiedziny... (Jeśli to czyta, to wie, że mówię do niej :D). Mam nadzieję, że się spotkamy! Bo mamy już wiele planów, takich o których i Wy się dowiecie!

10. Czy jest takie miejsce, w którym chciałabyś zamieszkać do końca życia? 

Z planów realnych to Kraków, ale oczywiście na stare lata chciałabym przenieść się z powrotem do mojej wioski, która niezaprzeczalnie ma swój urok i czar. Z marzeń to wybrałabym Chorwację lub Hiszpanię, bo uwielbiam ciepłe miejsca i plażę!

11. Czym jest dla Ciebie blog, którego prowadzisz?

WirtualnaKsiążka to dla mnie pasja. Zobowiązanie. Przyjemność. Radość. Satysfakcja. Widoczny zapis tego, co siedzi mi w danym momencie w głowie. Ciężka praca. Ale uwielbiam moją stronę i chcę ją prowadzić dopóki wystarczy mi czasu i chęci (mam nadzieję, że nigdy nie zabraknie mi tych dwóch czynników)!

*

Ja tradycyjnie nie nominuję nikogo, jeśli jednak ktoś chce odpowiedzieć na te same pytania, proszę bardzo :). Chętnie poczytam Wasze odpowiedzi, by dowiedzieć się czegoś więcej na Wasz temat! Poznajmy się lepiej! :)


Jak ktoś jeszcze nie widział, to właśnie takie perełki dostałam znowu na urodziny! :)

1.17.2016

URODZINOWO!

     Dziś będzie krótko. Mam urodziny. 23. Przychodzę tu, żeby się pochwalić moimi prezentami, które w większości są KSIĄŻKOWE! Moje współlokatorki poszły po bandzie i... Dostałam Przeminęło z wiatrem, TO wydanie! Poza tym torebunię, kubeczki takie wspaniałe, zakładki, dwie inne książki... Iii...

Od znajomych z grupy...

SKOK na bungee! Teraz już nie ma wykrętów, muszę spełnić swoje marzenie! 

Nie przedłużając, wstawiam zdjęcie i idę dalej odsypiać wczorajsze świętowanie :).



Mam najwspanialszych przyjaciół na świecie :)!

Buziak!





1.15.2016

Książkowe postanowienia noworoczne!

     Tak, tak, wiem, że Nowy Rok już rozpoczął się na dobre, a ja dopiero teraz przedstawiam Wam swoje postanowienia, przynajmniej te dotyczące książek ;). Ale, jak to mówią, lepiej późno niż później, więc zobaczcie sobie na spokojnie, co w tej mojej blond czuprynie się wykluło. Będzie klasycznie i fantastycznie. Czyli tak jak lubię.

Dziękuję za tak cudowne przyjęcie mojego pierwszego wywiadu z Panem Kasdepke!

A teraz już do rzeczy ;).

Jak wiecie, zresztą, po Waszym entuzjastycznym podejściu do mojej recenzji pierwszej części Harry'ego Pottera, wiem, że MUSZĘ w tym postanowieniu wytrwać... Czyli przeczytać ponownie kolejne tomy przygód o młodym czarodzieju. Nie żebym miała coś przeciwko, magisterka nie zając, wiem, że pochłonę te książki tak rach - ciach, alee... Fajnie wiedzieć, że aż tyle ludzi wychowało się na tej serii. Wow, nie jestem jeszcze taka stara jak myślałam jestem młoda.

W swojej kolekcji książkowej posiadam ową całą kolekcję, ale myślę, że pozostawię ją w spadku bratu (dzięki mnie i HP pokochał czytanie), a ja sama zaopatrzę się w wydanie ilustrowane!





Dobra, następnym postanowieniem przeczytania czegoś ZNOWU, PONOWNIE, jest zrobienie tego z ulubionymi moimi klasycznymi książkami. I oczywiście dorzucę tu chęć posiadania na swojej półce CAŁEJ kolekcji kwiatowej, wydanej przez Świat Książki. Póki co, mam już Wichrowe Wzgórza i Północ i Południe. Do szczęścia brakuje mi ukochanych Dumy i uprzedzenia, Rozważnej i romantycznej, Perswazji, Mansfield Parku, Jane Eyre i całej reszty. I to nic, że już to czytałam. Chcę to zrobić jeszcze raz w tym roku! Zaliczam tu też (ale to już nie kolekcja kwiatowa :D) Annę Kareninę, oraz nieprzeczytane jeszcze: Wojnę i pokój i Przeminęło z wiatrem (nie spocznę dopóki nie będę mieć na półce tego nowego wydania!)





Tyle, jeśli chodzi o przeczytanie czegoś again. No dobra, nie wliczając tych pojedynczych klasyków, ale właśnie te książki muszą być na mojej półce "Przeczytane w 2016" i już.

Teraz przejdźmy do tych nowych, nowiuśkich, których moje czytelnicze oczka nigdy nie widziały, a moje łapki nie dotykały. Och, tych jest zdecydowanie więcej! Ale tak to już jest, jak człowiek chce przeczytać 100 książek w roku... I to nic, że w planach obrona magisterki, ogarnięcie swojego życia. Jak się bawić to się bawić!

MRÓZ. 

Nie, nie ten za oknem, wiem, że każdy ma Internety i nie musi tu wchodzić, by się dowiedzieć, jaka będzie pogoda. Chodzi mi o tego Mroza, o którym się trąbi wzdłuż i wszerz, wszędzie. O tego Mroza, o którym nie usłyszałam jeszcze ani jednego złego słowa. O tego Mroza, który ma rozpalić we mnie chęci i uwielbienie dla kryminałów. Tak, zamierzam przeczytać w najbliższym czasie książki tego pana; jak już się wkręcę, to mam nadzieję tak mi zostanie ;). Poniższe to mus mus. Kompletnie jeszcze nie wiem, która jest która, czy jak to się tam dzielą na części, w każdym razie, będą moje.





Jedziemy dalej. Bez zagłębiania się w szczegóły: saga o Wiedźminie. Tak, nie przeczytałam. Ani jednej książki. Wiem, to zbrodnia wręcz, tym bardziej, że ciągle mówię o tym, jak lubię fantasy... Było wprawdzie jedno podejście, ale... Jakoś tak wyszło, że nie skończyłam, no nie dałam rady. Za dużo imion, akcji, nie wiem. Może to nie był mój czas, ten moment... W tym roku dojrzałam, chcę dać jeszcze jedną szansę swojemu czytelnictwu ;). Tym bardziej, że mąż mojej przyjaciółki pochłania tę serię już chyba siódmy raz, więc nie mogę odstawać.



Następny punkt na mojej liście too... Zaległości z obyczajowości. Tak to ładnie nazwałam, a co! Jak wiecie, uwielbiam Sparksa i Evansa, więc po prostu przeczytam to, co wyszło spod ich piór, a co jeszcze nie trafiło w moje ręce. Jeśli chodzi o pierwszego pana, to jest to tylko jedna książka Dla Ciebie wszystko, bo resztę pochłonęłam już jakiś czas temu, co do Evansa, jest tego więcej. Ale on ma taki styl, tak lekką rękę do swoich powieści... Że coś czuję, szybciutko mi to pójdzie.




Dalej.

Przeczytać zaległości na półce.

Co, śmiejecie się? Nie da się? Ależ da się, musi się udać! Mam trochę dużo nawet sporo książek, które kupiłam pod wpływem książkowego szału, adrenaliny, czy jak to się tam nazywa, takich, które dostałam itp. Ale nigdy nie miałam okazji/czasu/ochoty (właściwe podkreślić) by po nie sięgnąć. Teraz to się zmieni. Przeczytam je. A wiecie co mam na półce? Ho ho. Kilka przykładów.

Np. to. Najbardziej udany zakup na ubiegłorocznych krakowskich Targach Książki. W jednym tomiszczu aż trzy. Po prostu zakochałam się w tym wydaniu, no cóż zrobić.





O, a teraz książki, które jak to mówi moja mama "jakimś cudem" się mnożą na półce w domu rodzinnym ;). Zobaczcie chociaż ich część.



   


To Imię wiatru pożyczył mi mąż mojej przyjaciółki, wcześniej wymieniony fan fantasy. Chyba bym się spaliła ze wstydu, gdybym nie przeczytała w najbliższym czasie tego ciężkiego tomiszcza. Nigdy i na zawsze dostałam na 19. urodziny! A za niedługo już 23... Boże, chroń mnie. W krainie kolibrów wygrałam w jakimś blogowym konkursie, a Wyższe sfery kupiłam nad morzem. A niech to ;D. Jest tego więcej, ale to będę informować przy recenzjach o tym, skąd dana książka się wzięła ;). 

No i ostatnie już postanowienie: czytać książki dobre. Przynajmniej te z założenia. Nie czytać gniotów i zabieraczy czasu. Szkoda życia na to.

No trochę tego wyszło, prawda? Nie mogę przecież zapomnieć o książkach od Wydawnictw, które mi ufają i dostarczają publikacje do recenzji. Nie mogę również pominąć wszelkich nowości, które wchodzą na rynek wydawniczy i które krzyczą "Kuuup mnie!" ;). Znacie to, no nie? Nasze półki biblioteczne wciąż się powiększają, a nam ciągle jest mało i mało, ale to jest cudowne! Pamiętajcie, że gdy macie pasję, nigdy jej nie zatraćcie. A książki to jedna z tych wspanialszych pasji. 

Sama mam plan/cel, by kiedyś (gdy już się ogarnę, czyt. gdy znajdzie się nieszczęśnik chcący mej ręki, co nastąpi w dalekiej może przyszłości, póki co na to się nie zanosi) mieć swój własny, ale taki własny, własny pokój, gdzie poukładam sobie te wszystkie moje książki... Gdzie, mimo wrzeszczących dzieciaków naokoło (moich ale i tych w pracy) będę mogła przyjść, odciąć się chociaż na chwilę od codzienności, usiąść sobie, zrobić pyszną kawunię i udać się w całkowicie inny świat. Chciałabym, mimo wszelkich czekających mnie obowiązków, mieć taki swój azyl, dla którego znajdę czas. Ktoś powie, że nie ma czasu na czytanie książek, bo praca, bo dzieci, bo coś tam. Moja mama ma dzieci (no dobra, jesteśmy już duzi, ale to niczego nie zmienia!), intensywną pracę (szkoła podstawowa wita!), obowiązki (jest niemożliwą pedantką!), ale jednak, gdy coś jej podrzucę, to widzę, że ta książka leży przy łóżku. A gdy przyjeżdżam do domu, to obserwuję "postęp czytania" i on jest! Więc, gdy się tylko chce... Wszystko da się zrobić ;). Podstawa to dobra organizacja czasu. A już jak sama się przekonałam, im więcej mamy na głowie, im lepiej sobie wszystko rozplanujemy - tym więcej jesteśmy w stanie zrobić! Najgorszy błąd to nic nie robić i marnotrawić czas. To takie moje prywatne już postanowienie na Nowy Rok - nie tracić czasu! Tym bardziej, że niedługo skończę 23 lata i cholernie (tak, Ciacho, to słowo specjalnie dla Ciebie :D) mnie to przeraża.

Dobra, kończę te niecne wywody, ale chcieliście więcej moich gadułowych esencji, to proszę bardzo. Kto tu dotarł, wielkie brawa, I'm so proud of you!

A jak już jesteśmy przy prywacie, to mój najlepszy Sylwester wyglądał tak. A wiecie czemu? Bo byłam z moją kumpelą. Z taką, z którą widujemy się raz na ruski rok a i tak ciągle mamy o czym rozmawiać! Pamiętajcie, by w Nowym Roku, cenić te znajomości, które trwają zawsze i na przekór wszystkiemu. Złych ludzi strącajcie w otchłań piekielną. Naprawdę nie ma nic złego w paleniu mostów. Po co otaczać się osobami, które mają na nas zły wpływ? Ja już jestem dużo mądrzejsza w tej kwestii, wierzcie mi ;).


Ombre szał! <3

1.12.2016

WYWIAD#1: GRZEGORZ KASDEPKE

     Jak już wiecie (ci co śledzą mnie i WK na fcb mają dostęp na bieżąco, więc zapraszam do polubienia :)) światło dzienne ujrzało właśnie moje kolejne noworoczne marzenie. Moim idolem książkowym, Autorem, którego niesamowicie cenię, jest Pan Grzegorz Kasdepke. 

Założyłam sobie, że w tamtym roku spotkam się z nim na krakowskich Targach Książki - udało się. Teraz poszłam krok dalej i zadałam 10 pytań, na które Pan Grzegorz Kasdepke odpowiedział... Z czym dziś do Was przychodzę i dzielę się moim szczęściem! To dowód na to, że jeśli czegoś się bardzo chce - trzeba wierzyć, że się uda, a uda się na pewno. To mój pierwszy wywiad, więc proszę o wyrozumiałość. Przepełnia mnie radość, że na pierwszy ogień poszedł ktoś tak dla mnie ważny, jeśli chodzi o literaturę dziecięcą. Dla każdego wielbiciela książek - coś takiego jest ogromnym zaszczytem i wyróżnieniem. Ale nie przedłużam. Zapraszam!


1. WK: Dlaczego akurat literatura dziecięca? Nie chciał być Pan polskim Nicholasem Sparksem, czy Richardem Evansem, chwytającym za kobiece (i nie tylko!) serca powieściami obyczajowymi? Przepełnionymi emocjami?

GK: Nie znam żadnego normalnego młodego mężczyzny, którzy marzyłby o karierze bajkopisarza - ja w każdym razie o niej nie marzyłem. Jako nastolatek chciałem być Markiem Hłasko, Andrzejem Bursą i Edwardem Stachurą swego pokolenia. Pragnienie pisania aż buzowało we mnie, było znacznie większe niż talent, a już na pewno potężniejsze niż życiowe doświadczenie - wskoczyłem więc po uszy w fantastykę! Fantastyka pozwalała wykreować zupełnie nowy świat, od początku do końca, i żaden stary piernik nie mógł mi powiedzieć: "Chłopcze, to nie tak...". Debiutowałem, jeszcze jako uczeń liceum, w piśmie "Mała Fantastyka". Wiedziałem już wtedy, że chcę zostać pisarzem. Wybrałem więc studia dziennikarskie na Uniwersytecie Warszawskim; uciekłem z rodzinnego białostockiego domu do Warszawy, która miała być areną moich pisarskich sukcesów - wiedziałem jednak, że trzeba z czegoś się utrzymywać. Dziennikarstwo pozwalało łączyć potrzebę pisania z koniecznością zarabiania. Jeszcze na pierwszym roku zacząłem współpracę z tygodnikiem "Polityka". Doprowadzało to do gorączki moich zazdrosnych wykładowców, tym bardziej, że szybko zacząłem kaprysić, mówiąc, że dziennikarstwo to jednak nie dla mnie... - a z ich punktu widzenia byłem w dziennikarskim niebie. Długo nie mogli zrozumieć, że gdy zaproponowano mi etat w magazynie dla dzieci "Świerszczyk", bez namysłu zrezygnowałem z "Polityki" - uznałem, że "Świerszczyku" będę bliżej literatury. Wprawdzie dla dzieci, ale jednak literatury. Wówczas nie myślałem jeszcze o niej nazbyt poważnie. Napisałem parę bajek, niezbyt dobrych, prawdę mówiąc, ale dostałem za nie honoraria, więc czułem, że jestem na właściwiej ścieżce do zostania zawodowym literatem. Najważniejsze jednak wydarzyło się w moim życiu prywatnym, a nie zawodowym. Gdy miałem 22 lata dowiedziałem się, że będę tatą... - ha! Nie miałem pojęcia, że na świecie pojawi się człowiek, który wpierw postawi moje życie na głowie. Nie miałem też pojęcia, że pojawi się człowiek, o którym - i dla którego - będę chciał pisać. Ale pojawił się - mój synek, Kacper. Wydawca magazynu dla dzieci "Świerszczyk" wyczuł, że w tak specyficznej chwili swego życia będę skłonny związać się z jakąś redakcją na dłużej i zaproponował mi stanowisko redaktora naczelnego. Zgodziłem się. Gdy po sześciu latach złożyłem wypowiedzenie, byłem już autorem kilkudziesięciu bajek i opowiadań, a także książki "Kacperiada...", za którą zgarnąłem masę nagród. Niespodziewanie, zamiast podążać drogą Marka Hłaski, wskoczyłem na tor wyślizgany przez Niziurskiego i Bahdaja...


2. WK: Kiedy poczuł Pan "to coś" w kierunku pisania? Od zawsze wiedział Pan, co chce robić, czy może przyszło to z czasem? W jakich okolicznościach?

GK: Aaa, to będzie śmieszna historia! Mieszkałem wówczas w Białymstoku, byłem dziewięcio-, może dziesięcioletnim smarkaczem. Wracając ze szkoły lubiłem przeskakiwać przez przecinającą moje rodzinne miasto rzeczkę, Białkę - zwaną wówczas, nie bez powodu, Śmierdziałką. Była wąska, przeskoczenie jej nie wydawało się zbytnim wyczynem, robiłem to tysiące razy, ale pewnego listopadowego dnia pośliznąłem się i zamiast przeskoczyć Śmierdziałkę, wpadłem w nią po same uszy. Gdy wyszedłem na brzeg, ociekający szlamem i cuchnący, zrozumiałem, że nie mogę w takim stanie wejść do autobusu. Poszedłem więc na piechotę. Gdy kilkadziesiąt minut później dotarłem do domu, zziębnięty i szczękający zębami, byłem już, rzecz jasna, przeziębiony. Ciąg dalszy tej opowieści dzieje się następnego dnia. Leżę na kanapie z wysoką gorączką, czytając książkę "Łowca przygód". Jestem już, oczywiście, wykąpany, a pan doktor zdążył sobie pójść - o jego wizycie przypomina jedynie termometr i moja wysoka gorączka. Co i raz zapadam w drzemkę, jak to człowiek z wysoką gorączką... W pewnym momencie, gdy po raz któryś zasnąłem, przyśniło mi się, że nadal czytam "Łowców przygód". Przerzuciłem we śnie ze trzydzieści kartek... Jakież było moje rozczarowanie, gdy naraz obudziłem się, zacząłem szukać straconego wątku i okazało się, że go nie ma! Że pozostał gdzieś w mojej rozgorączkowanej głowie! To, co przeczytałem we śnie było o niebo ciekawsze od tego, co znalazłem w książce - i wtedy zrozumiałem, że skoro potrafię wymyślać takie historie we śnie, mogę w przyszłości zostać pisarzem. Innymi słowy - zostałem nim, bo wpadłem do Śmierdziałki...


3. WK: Widząc Pana rozmowy z dziećmi przy podpisywaniu Pana książek, zobaczyłam, że ma Pan wspaniałe podejście do najmłodszych. Czy właśnie to spowodowało, że pisze Pan głównie dla dzieci?

GK: Lubię dzieci - ale nie tylko lubię, ja je po prostu szanuję. Widzę w nich lepszą wersję człowieka - dobrego, altruistycznego, wrażliwego - i nie mogę pojąć, że z tylu bombowych dzieci wyrasta tak wielu beznadziejnych dorosłych!


4. WK: Którą książkę/historię/ uważa Pan za najważniejszą w swoim dorobku? I dlaczego?

GK: Najważniejszą dopiero napiszę.


5. WK: Którą z pańskich postaci tworzyło się Panu najtrudniej?

GK: Najtrudniej pisać o swoich bliskich; każdy ma przecież jakieś wyobrażenie siebie samego - i rzadko kiedy godzi się z koślawym lustrem proponowanym przez pisarza... Nie zdradzę kto, nie skieruję w tej chwili reflektorów na te problematyczne postaci, bo mam dosyć kłótni, przepraszam.


6. WK: Nad jaką książką Pan teraz pracuje? Czy zdradzi Pan coś więcej na jej temat?

GK: Broń Boże; zauważyłem, że gdy zaczynam mówić o tworzonej właśnie książce, to już jej nie kończę - więc sza!


7. WK: Z obserwacji Pana działalności, chociażby na FB, dowiaduję się, że promuje Pan swoje książki w szkołach, również tych poza granicami kraju. Jak to wygląda? Gdzie najdalej dotarł Pan z przygodami stworzonych przez siebie bohaterów? 

GK: Dzieci są takie same pod Radomiem, jak i w Nowym Yorku - zadają te same pytanie, choć z innym akcentem. Zjechałem kawał świata, a w tej chwili szykuję się na podróż do czytelników w Kazachstanie.


8. WK: Jak dzieci podchodzą do pańskiej twórczości? Wiem, że jest sporo komplementów, wyrazów sympatii. Opowie Pan o tym? Czy zdarzyło się coś zabawnego, zaskakującego?

GK: Lubię rozmawiać z dzieciakami, zwłaszcza odkąd mój syn przestał być dzieckiem - ma już 20 lat. Smarkateria zadaje genialne pytania! Na przykład: "Jak to jest być starym człowiekiem?", albo: "Czy był pan kiedyś przystojny?". Dzięki spotkaniom z dziećmi nabieram do siebie dystansu - a to ważne, jeśli nie chce się zwariować.


9. WK: Jakie pytania zadają najczęściej mali czytelnicy?

GK: Najczęściej? "Ile pan ma lat?", "Ile książek pan napisał?", "Czy lubi się pan całować?"


10. WK: Czego życzyłby Pan czytelnikom na Nowy Rok? I tym najmłodszym, ale i tym trochę starszym.

GK: Żeby byli smarkaczami nawet w najbardziej podeszłym wieku - i żeby zawsze potrafili się śmiać pełną piersią!



Wspomnienia krakowskich Targów Książki 2015! 


Bardzo dziękuję Panu Grzegorzowi za udzielenie tego wywiadu. To był zaszczyt :)

1.10.2016

"Złamane pióro" Małgorzata Borochowska

     Są takie książki, które od razu zapadają w pamięć, reminiscencję, wspomnienie. Są takie publikacje, które wyzwalają emocje; niezapomniane wrażenie, ekscytację, napięcie. Są takie powieści, które wywołują radość, zadowolenie, uciechę, ale i wzruszenie, przejęcie, rozczulenie. Do takich właśnie dzieł należy Złamane pióro.



"Talent to kwestia wyboru. Człowiek musi zrobić w życiu tylko dwie rzeczy: umrzeć i dokonać wyboru".

Nie wiem jak zacząć mówić pisać o tej książce, by nie urazić jej, ani pani Borochowskiej swoim niezgrabnym pisarstwem. Swoim niekompletnym, nieskomplikowanym, nieprofesjonalnym warsztatem. Zapytacie, czemu mam takie obawy? Odpowiem prosto i zwyczajnie: książka to (jak dla mnie) nasze, polskie, własne mistrzostwo świata. Nie spotkałam dotąd literatury tak pięknej, tak subtelnej i tak wyrafinowanej jak powyższa publikacja.

Sam zarys fabuły wydaje się banalny: dwudziestopięcioletnia Emily Crew przyjeżdża na wieś, by zamieszkać w domu odziedziczonym po zmarłych dziadkach. Dziewczyna chce tu znaleźć ukojenie, spokój i ciszę, by zatopić się w swojej pasji - pisarstwie. Zamierza stworzyć powieść, która pozwoli jej uwolnić się od przeszłości. Wydarzyło się bowiem coś, o czym Emily chce zapomnieć, a co usilnie nie daje jej wytchnienia... Już w pierwszy dzień spotyka Jacoba Stuarta - ciemnoskórego architekta - geniusza, którego codzienne kawy w domu (jak się okazuje) sąsiadki stają się rytuałem, zwyczajem, obrzędem. Myli się jednak ten, kto stwierdzi, że historia jest błaha i przewidywalna. 

Emily z Jacobem zaczynają prowadzić dyskusje na wszelkie tematy, których dziś boi się świat: rasizmu, Hitlera, wiary, Boga, ekologii. Czytając ich rozmowy miałam wrażenie, że wraz z nimi siedzę w przytulnym wiejskim domu, przysłuchując się ich rozważaniom, nieświadomie utożsamiając się z ich poglądami. Nieustannie zastanawiałam się "co ja sądzę?", "co ja myślę?", "dlaczego tak jest?" - przez co odczuwałam jeszcze większe napięcie emocjonalne podczas lektury. Podziwiałam zdecydowanego, stanowczego Jacoba, równocześnie kibicując spokojnej, mającej zamiłowanie do synonimów Emily. Tak, synonimów. Właśnie teraz łapię się na tym, jak wspaniałe jest ich używanie, przy jednoczesnym ciągłym odkrywaniu, jak piękny jest nasz rodzimy język! Jak wiele rzeczy można powiedzieć, jak dużo wyrazić emocji za pomocą... Słów.

Na uznanie, pochwałę, aprobatę zasługuje kompozycja szkatułkowa, którą autorka wplotła w historię głównych bohaterów. Pisarska opowieść Emily o Wybranej i Generale stanowi ciekawe oderwanie się od prowadzącego, napędzającego wątku. Wyjaśnia wiele kwestii, ukazuje psychikę dziewczyny w taki sposób, by można ją było zrozumieć. Karty zostają odkryte; dowiadujemy się co oznacza fortepian na okładce książki, jak bardzo dramatyczne wydarzenia mogą zmienić człowieka, jaki wpływ ma uczucie na relację z drugą osobą.

Bałam się tej lektury. Naprawdę. Odkąd tylko ją otrzymałam, liczyłam się z tym, że będzie trudna, nienależąca do gatunku tych łatwych i lekkich; jeśli więc liczycie, że pochłoniecie tę książkę w jeden wieczór - muszę Was rozczarować. Złamane pióro potrzebuje uwagi, oprawy, skupienia, interpretacji. Książkę tę się delektuje, smakuje, próbuje. Wymaga ona od czytelnika, ale to naprawdę wspaniałe wrażenie, czuć, że obcuje się z czymś tak pięknym. Przeczytałam i moją pierwszą myślą było: czy jeszcze kiedyś trafię na TAKĄ literaturę w polskim wydaniu? I czy dane mi będzie kiedyś tak pięknie posługiwać się moim ojczystym językiem? Nie wiem.

Polecam, ogromnie polecam i już mam chęć na drugą część pod tytułem: Trajektoria lotu.

OCENIAM: 6/6!

Autorka: Małgorzata Maria Borochowska
Tytuł: Złamane pióro
Wydawnictwo: Poligraf
Ilość stron: 360





Za możliwość przeczytania książki ogromnie dziękuję Autorce.

1.09.2016

ZIMOWY TAG książkowy 1/2016!

   Hej, hej!

Dziś nie mam dla Was recenzji (spokooojnie, będzie niedługo i to taka jedna z dla mnie tych ważniejszych ;)), mam za to TAG. Pierwszy w tym roku, wyjątkowy, bo zimowy (a zima przyszła i to mroźna), krótki, aczkolwiek konkretny. Za nominację bardzo dziękuję Ciastkowi (dobra, Ciachu, Ciachowi? Jestem po filologii polskiej, a nie umiem tego odmienić, rany...) z bloga Świat bibliofila

No to zaczynamy!


1. Kakao – książka, która rozgrzewa serce:


Mam kilka takich i każda należy do tego samego autora. Pan Nicholas Sparks. On to potrafi rozgrzać moje serce swoimi powieściami. A konkretnie mówię o: Pamiętniku, Najdłuższej podróży, Bezpiecznej przystani, I wciąż ją kocham. Po zakończeniu każdej ryczałam jak bóbr. I to wcale nie dlatego, że jestem bardzo wrażliwa i łatwo się wzruszam, serio. 

2. Śnieg – książka z białą okładką:

I tu mnie macie. Musiałam się sporo namyśleć, aż w końcu wpadłam na to, którą książkę pod to stwierdzenie podpiąć. Bridget Jones, pierwsza część, w tym nowym wydaniu. Przednia zabawa z przygodami roztrzepanej ciamajdki, typowej blondynki, z którą tak często się utożsamiam. Zagryzanie czekoladą  Popijanie dietetycznego koktajlu obowiązkowe!

3. Mikołaj – gruba książka lub długa seria:


O, to to. Tu mogę się rozpisać.
Wiadomo, że Harry Potter, moja ukochana siedmiotomowa seria, dzięki której zakochałam się w fantasy i uwierzyłam, że niemożliwe jest wykonalne! Będę polecać ją KAŻDEMU, do skutku będę zarażać potteromaniactwem. Już niedługo zakupię nową ilustrowaną serię, bo ostrzę sobie na nią zęby już dłuższy czas. Kolejna długa seria, to aż dwanaście części Zwiadowców. Mój brat (MIKOŁAJ, żeby było śmieszniej. Ogarniacie? Gość zawsze dostaje 2x więcej prezentów 6 grudnia ;/) przyniósł kiedyś do domu pierwszą część i oboje ją pochłonęliśmy. Później dostał ode mnie na szesnaste urodziny pozostałe jedenaście (taaak, wiem, jestem super siostrą ;D), i tak sobie czytaliśmy na zmianę. 

4. Rózga – książka, której czytanie było męką:

Już to kiedyś gdzieś pisałam. Nad Niemnem. Sześć dni wędrówki na pole. Cztery strony opisywania księżyca, czy drzew. UMARŁAM nad tą książką. Nie mogłam jej przetrawić, no nie mogłam. I choć wiem, że pani Orzeszkowa należy do grona wybitnych twórców, niczego to nie zmienia. Nudy.

5. Prezent – bardzo dobra książka, którą możesz polecić każdemu!

Ojej! Jak prezent, to książka taka, która spodobałaby się mnie, tak? No to wiadomo, że Duma i uprzedzenie. Biorę w ciemno, to nic, że czytałam to już kilka razy, mogę czytać i czytać ;). No, ale liczę się z tym, że to super publikacja, aczkolwiek raczej dla damskiej strony czytelniczej. Chłopaki, nie czujcie się pokrzywdzeni, już piszę co będzie fajne dla Was. Nie będę oryginalna, jeśli powiem, że Władca Pierścieni, prawda?  

*

Ja tradycyjnie nie nominuję nikogo, lecz jeśli ktoś chce wykonać ów TAG to zapraszam serdecznie! Podrzućcie mi linki z Waszymi odpowiedziami, bardzo chętnie poczytam! ;)

1.07.2016

"Żelazny król" Julie Kagawa

     Na tę książkę miałam ochotę od dawna, ale jakoś po drodze nie składało się mi jej przeczytanie; a to nie było jej w bibliotece, a to z księgarni internetowych wycofywali nagle sprzedaż. Gdy ujrzałam ją w paczce świątecznej od Agnieszki, w ramach bożonarodzeniowej wymiany u Królowej Moli, niezmiernie się ucieszyłam! A że nie miałam w rękach dawno nic z publikacji fantasy... :D



"To Twój brak wiary cię sparaliżuje, jeśli będziesz myśleć w ten sposób (...). Nie możesz wierzyć, że to niemożliwe, bo stanie się niemożliwe".

Meghan Chase właśnie ma skończyć szesnaście lat. Wydawać by się mogło, że jest zwyczajną nastoletnią dziewczyną, jednak (jak to w takich historiach bywa), nic nie jest takie, na jakie z pozoru wygląda... Bo Meghan nie jest rozumiana przez rówieśników; mieszka "na bagnach" z mamą, przybranym ojcem i przyrodnim bratem Ethanem, nie ma najnowszych ubrań, mało tego, nie ma w domu nawet komputera! Marzy o zdaniu prawa jazdy i wyjeździe z miasta, by zacząć normalne życie. Jedyną osobą, która rozumie dziewczynę bez słów, jest jej przyjaciel - Rob - opiekuńczy, troskliwy, gotowy stanąć w jej obronie, gdy sytuacja tego wymaga. Niestety, jak się okazuje, on również nie jest tym, za kogo się podaje...

W dniu urodzin Meghan, zmienia się jej całe życie. Tajemnicze sprawy sprzed lat wychodzą na jaw; między innymi pochodzenie dziewczyny. "Widząca przez mgłę i urok" Meghan jest bowiem... Półkrwi elfem, a raczej elfką, której przeznaczeniem jest wędrówka na dwór władcy swojego magicznego świata. Z pomocą Roba i Grimalkina, kota, który staje się jej przewodnikiem, wyrusza w podróż pełną przygód, obfitującą w wyjaśnianie sekretów dotyczących najbliższych Meghan.

Jeśli ktoś myśli, że Żelazny król jest baśniową opowieścią o słodkich elfiątkach, wyglądających jak bajkowi pomocnicy Świętego z brodą, to jest w dużym błędzie. Podobnie jest z innymi stworzeniami z krainy Nigdynigdy. Jeśli wydaje Wam się, że chochlik to typowy Dzwoneczek, a goblin to sympatyczny odmieniec... Nie zabierajcie się za tę książkę. Odwiecznie konkurujące z sobą dwory: Mroczny i Letni, walki, konflikty, wrogość, zło... To wylewa się praktycznie z każdej strony opowieści. Meghan jest narażona na wiele niebezpieczeństw, śmierć czyha na nią tuż za rogiem; w dodatku sprawę komplikuje wątek uczuciowy, rysa na idealnym szkle przyjaźni wiele innych aspektów. Mnogość postaci pojawiających się w książce jest oszałamiająca; trochę mnie to przygniotło, bo w pewnym momencie nie nadążałam, kto jest kim, ale dałam radę. I bardzo chętnie sięgnę po kolejną część.

"Wiesz co mówią, prawda? Czasami lepiej jest nie widzieć".

Bo Żelazny król to pierwsza część trylogii Żelazny Dwór. Kolejne to Żelazna córka i Żelazna królowa, choć z tych dostępnych widziałam tylko drugą. Trzecia chyba nie ukazała się w języku polskim (przynajmniej ja jej nie widziałam). Nie powiem, autorka spisała się dobrze. Moje pierwsze spotkanie z Julie Kagawą przy okazji Talonu (moja recenzja TUTAJ) należało do bardzo udanych; i tym razem się nie zawiodłam. Chyba nigdy nie wyrosnę z serii młodzieżowych, i, jak się przekonuję ostatnio, również z tych fantastycznych. Wciąż uwielbiam zatapiać się w kręgach baśni, magicznych stworzeń, bajkowości, gdzie wszystko jest możliwe, a dobro zawsze panuje nad złem. Dodatkowo, tutaj, co stawiam na duży plus, urzeka niesamowita OKŁADKA. Idealna. Tajemnicza, wyraźna, zachęcająca. 

"Twoja lojalność to twój słaby punkt, a twoi wrogowie na pewno ją przeciw tobie wykorzystają. Ta słabość (...) to największe niebezpieczeństwo w twoim życiu".

Jeśli lubicie opowieści młodzieżowe, zabarwione magicznym światem - polecam. Ja wyrosłam (jak wiecie, wszak pieję o tym wzdłuż i wszerz) na Harrym Potterze, Władcy Pierścieni, Eragonie... Teraz dorzucam do tego fantastycznego worka i elfy. Warto ;).

OCENIAM: 4/6!

Autor: Julie Kagawa
Tytuł: Żelazny król
Seria/cykl: Żelazny Dwór
Wydawnictwo: Amber
Ilość stron: 352
Tłumaczenie: Joanna Lipińska







Jeszcze raz bardzo dziękuję Agnieszce za tę książkę! 
<3

1.05.2016

"Harry Potter i Kamień Filozoficzny" J. K. Rowling

      No i nadszedł ten moment. Pochwalę się. Jednym z moich książkowych postanowień na Nowy Rok było wrócić do publikacji, które mają stałe miejsce już w moim sercu, tak na wieki wieków, Amen. Zaliczam do tej grupy klasyki wszelkiego kalibru (od Jane Austen, przez siostry B., na Tołstoju skończywszy) oraz... Tak, całe siedem części najwspanialszej serii młodzieżowej na świecie. I teraz, będąc z siebie dumna, przedstawiam Wam fakt, iż pierwszy tom już za mną. A mamy dopiero piątego stycznia!



"Są takie wydarzenia, które - przeżyte wspólnie - muszą się zakończyć przyjaźnią..."

Ciężko recenzować książkę, do której ma się cholerny ogromny sentyment. Pamiętam siebie z okresu, gdy miałam -naście lat i uparcie obstawałam przy twierdzeniu, że ta seria jest okropna, zła, beznadziejna, że w ogóle czym tu się ludzie zachwycają. Pierwszy błąd. NIGDY nie oceniaj książki, jeśli sam/a jej nie przeczytałeś/aś! Ja nie przeczytałam, a wydawałam wszechwiedzące opinie o czymś, czego kompletnie nie znałam, a co mną totalnie zawładnęło. Dopiero, gdy założyłam się z kolegą, że przeczytam pierwszy tom dla ZASADY, przepadłam. W jeden wieczór pochłonęłam trzy książki z serii. I do dziś cały "siedmioksiąg" należy do tych najważniejszych i będę go polecać KAŻDEMU.

Harry jest legendą w świecie czarodziejów. Tak, czarodziejów. W magicznym świecie każde dziecko zna jego imię, jego historia jest opisywana w czarodziejskich księgach, tylko, że... Sam Harry nie ma o niczym pojęcia. Jako dziecko, cudownie ocalały z tragedii, podczas której zginęli jego rodzice zostaje podrzucony wujostwu, które... Szczerze go nienawidzi. W dodatku wokół chłopca zaczynają dziać się tajemnicze rzeczy, i dopiero w wieku 11 lat zostaje uświadomiony przez "swój świat", że do niego należy. 

Nie wierzę, że jest ktoś, kto nie zna zarysu fabuły tej książki. Chłopiec Który Przeżył, słynny Potter, ciapowaty (na początku!), skromny, nieśmiały, przeobrażający się w potężnego czarodzieja, hołdującego zasadzie, że dobro ZAWSZE zwycięża. 

Ale nie tylko tej zasadzie. Każdy, kto mnie pyta, gdzie tkwi fenomen Pottera odpowiadam zawsze tak samo. Uczy wszystkiego, co ma wartość w życiu. Że miłość to największe uczucie, którego boi się nawet śmierć. Że przyjaźń to związek osób, które są w stanie poświęcić dla siebie wiele, jeśli nie wszystko. Że jeśli jesteś dobrym człowiekiem, to dobro do ciebie wróci, ale musisz pamiętać, że to samo dotyczy zła. Wróci, ze zdwojoną siłą. Że magia tli się w każdym z nas, wystarczy w nią tylko uwierzyć (i wcale nie mówię tu o dosłownym znaczeniu tego wyrazu!). Że śmiech jest najlepszym makijażem, a humoru w serii nie brakuje. Że prostota może porwać, szczerość pomóc, skromność ujarzmić lęk, odwaga wynosi się w chmury, męstwo jest nadal wysoko w świecie cenione, spryt depcze ścieżki docelowe... Mogłabym tak wymieniać i wymieniać.

"Prawda to cudowna i straszliwa rzecz, więc trzeba się z nią obchodzić ostrożnie".

Jestem zafascynowana nowym wydaniem, tym ilustrowanym. Gdy tylko ukażą się kolejne części, będę pierwsza w kolejce, choć sama mam w domowej bibliotece cała sagę ;).




Polecam, polecam, polecam!

Jeśli należysz do osób krytykujących cykl, a nie przeczytałeś tej książki... Po prostu milcz. Jeśli przeczytałeś i krytykujesz - widocznie to fantasy nie jest dla Ciebie ;). Ja uwielbiam i będę się trzymać mojego subiektywizmu bardzo mocno, po czym zabieram się za kolejne tomy.

OCENIAM: bez oceny, ogromna wartość sentymentalna!

Autor: J. K. Rowling
Tytuł: Harry Potter i Kamień Filozoficzny
Seria/cykl: Harry Potter
Wydawnictwo: Media Rodzina
Ilość stron: 324










A może oglądałeś/aś tylko filmy?
Czym prędzej więc sięgnij po książki! ;)

1.03.2016

"Czik" Wolfgang Herrndorf

     Książka, o której będę dziś mówić pisać dołączyła do grona moich tych najulubieńszych, najbardziej zostających na dnie serducha, tych wyzwalających w człowieku dobre emocje, świadczące o pierwiastku wrażliwości który gdzieś w nas tkwi. Tak, jest to młodzieżówka. Choć w sumie powinna być obowiązkową lekturą nie tylko dla dzieciaków w szkole, ale dla każdego, kto umie wycisnąć z książki, to co najistotniejsze. Tak, jest to powieść skreślona ręką niemieckiego autora (nigdy nie czytałam nic, co napisał Niemiec!). Ale jest to książka tak wyjątkowa, że wcale nie dziwię się, że w Niemczech staje się już klasykiem.



"(...) bo po pierwsze, da się mówić o wszystkim. A po drugie, kichaj na to, co ludzie sobie pomyślą".

Książka ta tak przypadkowo wpadła mi w ręce, że to aż niemożliwe. Wygrałam ją w jakimś wakacyjnym konkursie na facebook'owej stronie swojej uczelni. Później kompletnie o tym zapomniałam, i gdyby nie wiadomość od dziewczyny z samorządu - pewnie tak by zostało. Ale szczęśliwym trafem publikację pół roku (!) po wygranej odebrałam i... W niej przepadłam.

Tytułowy Czik to czternastoletni chłopiec, Rosjanin o mongolskim wyglądzie, który ma starą ładę i pomysł, jak ją wykorzystać. Po prostu wyruszyć nią w niezapomnianą wakacyjną podróż życia. Ale, jeśli myślicie, że Czik to główny bohater powieści... Jesteście w błędzie. Główną postacią jest Maik. Mama Maika przebywa właśnie na "farmie piękności", czyli po prostu na odwyku, ojciec wyjeżdża w "podróż służbową" wraz ze swoją długonogą "asystentką", a osamotniony chłopak... Zostaje w domu w pierwszy dzień wakacji. I przeżywa. Przeżywa fakt, że jak męska część klasy jest zakochany w Tatjanie - superdziewczynie; przeżywa, że jako jeden z bardzo nielicznych nie został zaproszony na jej imprezę urodzinową; przeżywa, że jest nudziarzem, nielubianym w klasie. Co z tego, że ma dom z basenem, w którym może czuć się jak król, skoro nic nie jest w stanie zastąpić przyjaciół. Do momentu, gdy zjawia się Czik wraz ze swoją ładą.

"Teraz, kiedy wiedziałem, że nie chce mi wlać, natychmiast nabrałem odwagi. Tak jest niestety zawsze. Jeśli ludzie są nieprzyjemni, ze zdenerwowania prawie odejmuje mi nogi. Ale jak tylko zrobią się odrobinę milsi, zaraz zaczynam ich obrażać".

Nagle wszelkiego rodzaju problemy przestają mieć znaczenie, gdy dwoje nastolatków postanawia wybrać się na wycieczkę do Siedmiogrodu (gdzie ponoć Czik ma rodzinę), która staje się jednym z najlepszych życiowych wspomnień. Historia, wydawać by się mogło, banalna, ale nic bardziej mylnego. Zostają tu poruszone chyba wszystkie problemy młodego człowieka; jego samotność wśród tłumu, niezrozumienie, wrażliwość, emocje, które nim targają w nastoletnim wieku, odrzucenie, brak bliskości ze strony najbliższych, motyw bezdomności, przyjmowania pomocy od obcych, czy nawet homoseksualizmu i poszukiwania własnej tożsamości.

A to wszystko biegnie z prędkością 80km/h starą, kradzioną (no dobra, pożyczoną) ładą!

Nie spodziewałam się, że ta tak niepozornie wyglądająca książka okaże się dla mnie tak wartościowa. Był czas, gdy zaczytywałam się jak opętana w młodzieżówkach, czy to tych obyczajowych, czy fantastycznych. Jak wiecie, niekwestionowanym numerem jeden dla mnie jest Harry Potter, ale, ale... Czik zajmuje już teraz stanowisko zaraz za nim. Nie pamiętam, kiedy tak głośno parskałam śmiechem nad książką (a tak się działo w pociągu!), bo teksty bohaterów kładły mnie na łopatki, po prostu. Jest zabawnie, ale i wzruszająco. Jest żartobliwie, ale i melancholijnie. Po tej lekturze każdy z Was zastanowi się nad tym co ważne, doceni to, a przy okazji do uśmiejecie się do łez ;).

PS. Nie wiem jak to wygląda w oryginale, w każdym razie polski tłumacz spisał się lepiej niż rewelacyjnie! No i okładka. Okładka w formie pocztówki... Urzeka od razu!

OCENIAM: 5/6!

Autor: Wolfgang Herrndorf
Tytuł: Czik
Wydawnictwo: W.A.B.
Ilość stron: 230
Tłumaczenie: Agnieszka Kowaluk




*

Jak się czujecie w Nowym Roku? 
Trzymacie się postanowień i wyzwań?
Ja (póki co!) tak! ;)