2.29.2016

Na co aktualnie czekam? ZACHCIANKI marca

     Muszę Was przeprosić za moją dłuższą niż zwykle absencję na blogu, ale... Miałam kilka ważnych spraw na głowie; poza tym chyba potrzebowałam oddechu, odpoczynku od... Książek. Wiem, że ciężko w to uwierzyć, ale chyba pewien przesyt czytaniem notatek do egzaminów spowodował ową wszelką niechęć pochłaniania literatury. Na szczęście jednak okres ten mam już za sobą i ponownie pożeram książkę za książką. Wiem też, że ani w styczniu, ani w lutym nie pokazałam Wam moich ZACHCIANEK, ale... Nadrabiam to teraz, przedstawiając Wam trzy skarbki, na które mam ochotę w najbliższym czasie (a ile jeszcze do przeczytania na półce!)

No to lecimy!




Bohaterowie, których łączy wspólny wątek − poczęcie człowieka. 
Każda z tych historii wychodzi poza wszelkie akceptowalne społecznie schematy, a zdarzenia zaskakują ich samych.

Poznajcie pacjentki różowego gabinetu na Chmielnej: Gretę, która desperacko pragnie macierzyństwa, Michalinę, która posuwa się bardzo daleko, aby mieć dziecko, Adrianę, która maksymalnie medykalizuje proces poczęcia córki, Beatę, tradycyjną katoliczkę, która musi zmierzyć się z niebożymi realiami, Honoratę − ofiarę − oraz Agatę, która zachodząc w ciążę, bardzo wiele ryzykuje. Początki życia absolutnie niezgodne z wyobrażeniem ideału. Ciąże, które nie zawsze biorą się z obopólnej decyzji partnerów, nawarstwiają problemy, wiążą się z dużym ryzykiem albo obnażają dodatkowe okoliczności relacji przyszłych rodziców.

A jednak z tych historii wynika coś dobrego – nowy start, nowe możliwości, nowa perspektywa, a przede wszystkim – nowe, kiełkujące życie.

Bardzo pragnę poznać historie tych kobiet, czuję, że nie zawiodę się na tej lekturze! Prószyński wie, co dobre, zwłaszcza jeśli chodzi o cykl "Kobiety to czytają!"

Premiera: 22 marca 2016!

Teraz dwie perełki od Filii:




W szkole średniej byłam młodą, niepozorną artystką.
Nie zauważano mnie. Pomijano. Olewano.
Teraz jestem Arią Watson... „Tą” dziewczyną.
Jedna zła decyzja i zostałam zauważona – przypięto mi etykietkę puszczalskiej. Zostałam zdzirą. Śmieciem. I już nigdy nie będę niewidzialna. Szczególnie dla Leviego Myersa. Był dziwnym chłopakiem o pięknej duszy, który zaakceptował i zrozumiał ukrytą w moim wnętrzu zbolałą dziewczynę. Nie planowałam się zakochać. Jednak czy mogłam oprzeć się jego obietnicom? Przebaczeniu? Przyszłości, o której już prawie przestałam marzyć? Byliśmy rozbici. Poznaczeni bliznami. Byliśmy dziwni i piękni zarazem.

Byliśmy dwiema zagubionymi duszami, które trzymały się jedynej rzeczy mogącej je spoić.

Siebie nawzajem.

Jestem ogromnie ciekawa tej książki, zwłaszcza, że pokochałam autorkę za Kochając pana Danielsa ;). Mam nadzieję, że się nie zawiodę; no i okładka chwyta za serducho, trzeba przyznać!

Premiera: 16 marca 2016!




Eddie, niegdyś zawodowy oszust, po latach został prawnikiem. Uznał, że między tymi dwoma zawodami nie ma wielkiej różnicy.

Minął ponad rok od czasu, gdy Eddie przysiągł sobie, że jego noga nie postanie więcej w sali sądowej. Teraz jednak nie ma wyboru. Oleg Wołczek, osławiony szef nowojorskiej mafii rosyjskiej, kazał założyć na plecy Eddiego bombę i uprowadził jego dziesięcioletnią córkę, Amy. Eddie ma 48 godzin, żeby wybronić Wołczeka w niemożliwym do obrony procesie o morderstwo - musi wygrać i ocalić życie córki.

Działając pod okiem mediów i nadzorem FBI, Eddie musi wykazać maksimum sprytu i wykorzystać dawno nabyte i nie do końca legalne umiejętności. Czy z tykającym na plecach zegarem detonatora uda mu się przekonać sędziów przysięgłych? 

Przegrać proces to stracić wszystko. 

Wiecie jak delikatnie przekonywałam się do thrillerów i kryminałów. Ojj, teraz to się zmienia! Uwielbiam ten dreszczyk grozy, gdy jadę pociągiem i nie mogę się oderwać od książki, a później boję się zasnąć... Koniecznie muszę poznać tę historię!

Premiera: 2 marca 2016!

*

Wiem, że marzec przedstawia się bardziej imponująco, jeśli chodzi o zapowiedzi i nowości, jednak te trzy książki szczególnie przyciągnęły mój wzrok i chęci, jeśli chodzi o zapoznanie się z nimi. Może się uda! Będę wypatrywać! A Wy? Na co czekacie? Pewnie na W ramionach gwiazd od Moondrive'a, co? :D Też oczekuję, ale na powyższe trzy to dosłownie ostrzę ząbki! 

:)

Niedługo recenzja... Thrillera... A tymczasem...

Udanego tygodnia Wam życzę! :)

2.22.2016

"Kupić dym, sprzedać mgłę" Magda Dygat

      Dziś będzie o książce, którą otrzymałam na urodziny, od przyjaciółki. Od dziewczyny, która tak jak ja, kocha książki, mało tego... Doskonale zna mój gust i niesamowicie celnie w niego trafia! Wyłapuje takie perełki, po które pewnie bym nie sięgnęła, z racji... Tego, iż nawet nie wiedziałam, że istnieją. A tak... Oto jest ;). Nie dość, że skarbek, to jeszcze polskiej autorki! 

Zapraszam!



"(...) uciec do iluzji, magii, mistrzostwa w udawaniu. Jak najdalej od codziennej rutyny".

Do polskiej literatury zawsze podchodziłam "na palcach", z pewną dozą dystansu. Nie wiem czemu, skoro coraz częściej przekonuję się, że nasze jest wspaniałe. Dobre. Warte i godne uwagi. Tym bardziej teraz, gdy dostałam takową książkę w ramach urodzinowego prezentu, musiałam dać jej szansę... I przepadłam ;). 

Kupić dym, sprzedać mgłę to opowieść o losach trzech kobiet; przedstawicielkach jednego rodu. W skrócie: babka, matka i córka. Niby jedna krew, a jednak osobowości tak różne... 

Urodzona we Lwowie Dunia; słynna i utalentowana aktorka, zakochana do szaleństwa w chłopcu, który z utęsknieniem wyczekiwał jej każdego spektaklu, niestety przewrotny los poukładał inaczej im obojgu życie. Zagubiona Julia - córka Duni, która nie może odnaleźć z mamą normalnej relacji... Oraz Honorata - córka Julii; zbuntowana dwudziestolatka, żyjąca za oceanem, kompletnie odcinająca się od swojej rodziny.

"Nie wolno żądać od losu więcej (...). Krótki epizod, młodość, naiwność i romantyczność muszą wystarczyć na całe życie".

Jestem pod wrażeniem kreacji psychologicznych postaci, jakie stworzyła autorka. Czytelnik ma możliwość, poprzez nietypową narrację (pierwszoosobową Julii i przedstawioną w trzeciej osobie historię Duni), dostać się do głów bohaterek i nie wychodzić z nich przez całą lekturę książki. Poprzez publikację się wręcz płynie; najpierw myślałam, że pogubię się troszkę w chaosie chronologicznym, jednak... Nic bardziej mylnego! Ta bardzo kobieca opowieść chwyta za serce; uświadamiając jak wiele można w życiu stracić, jak dużo można poświęcić, jak bardzo można kogoś pokochać... Że nie zawsze ma się to, czego się chce, ale czasem o wiele więcej warte jest to, czego się w danym momencie potrzebuje. Tak po prostu. Książka może nie jest spora objętościowo (zaledwie ponad 200 stron), ale ma się wrażenie, że każde, dosłownie KAŻDE zdanie jest mistrzowsko przemyślane; coś wnosi, daje do myślenia. To swoista opowieść o poszukiwaniu własnej drogi w życiu, zbaczaniu ze ścieżek, ale i odnajdywaniu odpowiedniego szlaku, dążeniu do celów, spełnianiu marzeń. Ja jestem zachwycona stylem autorki i na pewno sięgnę po inne jej książki. Kto lubi historie rodzinne, wzruszające, skłaniające do refleksji - na pewno się nie zawiedzie ;). Jedna z lepszych książek, jakie przeczytałam już w tym roku!

"Wszyscy umrzemy, ważne jest tylko, w jaki sposób dojdziemy do końca. Czy zostawiliśmy po sobie coś cennego. Czy możemy bez wstydu i strachu obejrzeć się do tyłu..."

OCENIAM: 6/6! 

Autor: Magda Dygat
Tytuł: Kupić dym, sprzedać mgłę
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Ilość stron: 228


Kubeczek też urodzinowy, od najlepszego kumpla! ;)

*

Chwilę mnie nie było, co?
Ale już wracam, po prostu potrzebowałam chwili wytchnienia i wyciszenia ;)!

2.13.2016

"Dla Ciebie wszystko" Nicholas Sparks

   O tym, że wielbię pana Sparksa, nie muszę chyba mówić. Na osiemnaście wydanych jego książek, przeczytałam... Właśnie wszystkie ;). Dla Ciebie wszystko była ostatnią publikacją, która została mi do pochłonięcia. Ale dałam radę, choć jak wiem, Nicholas Sparks właśnie wydał kolejną swoją powieść: See me. Już nie mogę się doczekać wydania polskiego!  

Dla Ciebie wszystko miała niedawno swoją premierę w kinach (2014); praktycznie każda książka tego autora ląduje na kinowych ekranach (mam koleżankę, która nie czytała książek, ale oglądała każdy z filmów Sparksa, o którym jej wspomniałam i była w szoku, że filmy te zostały nakręcone właśnie na podstawie powieści tego pana ;)). Żeby nie było, nie oglądałam Dla Ciebie wszystko, bo uważam, że najpierw książka a później film.

No i opowiadam o powieści, już, już!


 

"A wierz mi, wspomnienia to dziwna rzecz. Czasami są całkiem realne, ale czasami stają się tym, czym chcemy, żeby były (...)".

 Dawson Cole i Amanda Collier. Dwoje ludzi tak różnych, a jednak tak podobnych...

Dawson pochodzi z rodziny o bardzo złej reputacji; niziny społeczne, mściwość, nieustanne pragnienie zemsty, handel narkotykami, bójki, rozboje, próby zabójstwa, pijaństwo - to wszystko wśród Cole'ów panuje na porządku dziennym, rządząc się swoimi prawami. Brak tu obowiązujących powszechnie zasad, wyznaczonych norm; najgorsze z najgorszych - to piętno wisi nad Dawsonem już od pierwszych chwil.

Amanda z kolei jest ukochaną córeczką swoich rodziców; pokładane są w niej wielkie nadzieje, wykształcenie, studia, dobra praca, poważany mąż - to priorytety nakładane na dziewczynę od najmłodszych lat. Ale jak to w życiu bywa, los bywa bardzo przekorny i w przeciwieństwach znajduje jedność porozumienia. 

Choć bardzo w sobie zakochani, Amanda i Dawson muszą się rozstać; ona idzie na studia, on, odbywa karę w więzieniu za nieumyślne spowodowanie śmierci. Później dziewczyna wychodzi za mąż, układa sobie życie, chłopak natomiast trafia na platformy wiertnicze, gdzie wiedzie samotne życie, wciąż pokutując za swoje domniemane winy. Gdy oboje otrzymują wiadomość o śmierci bliskiego wspólnego przyjaciela, przyjeżdżają do miasteczka na pogrzeb. Żadne z nich nie wie, jak bardzo dawne uczucie odżyje...

"Proszę... Nie żądaj ode mnie, żebym z tobą odeszła, bo jeśli to zrobisz, odejdę. Proszę, nie żądaj (...). Kocham cię i jeśli ty też mnie kochasz, to nie oczekuj ode mnie tego wszystkiego. Bo nie ręczę już za siebie i mogłabym ci nie odmówić".

Wciąż nie mogę wyjść z podziwu, jak mężczyzna może tak pisać o uczuciach; o emocjach, o tych wszystkich rzeczach, które bardziej przystoją kobietom... Nicholas Sparks ma niewiarygodnie dobrą rękę do przelewania na papier kotłujących się myśli, rozważań, problemów. Przez książkę się płynie; zaczynasz i nawet nie wiesz, kiedy płaczesz ze wzruszenia, po czym kończysz, odkładasz lekturę na półkę i... Nie masz pojęcia co zrobić ze swoim życiem. Autor miewał słabsze momenty w swojej twórczości, ale Dla Ciebie wszystko zdecydowanie do nich nie należy. Mało tego; uważam, że to jedna z najlepszych jego książek! 

Pojawiający się motyw powiedzenia "stara miłość nie rdzewieje" może i jest troszkę oklepany, ale w tym wypadku został przedstawiony w sposób wręcz niepowtarzalny. Twoje serce zostaje rozdzielone na kilka części, a ty nie wiesz, jak je pozbierać, jak posklejać, by wciąż było tym jednym, twoim. Ludzie potrzebują takich historii. By zrozumieć jak wiele można w życiu stracić, i nie zawsze jest dana druga szansa, by to odzyskać. By uświadomić sobie, że aby osiągnąć ogromne szczęście w życiu, czasem trzeba coś poświęcić. Że zawsze trzeba podążać za sercem, bo tylko decyzje podejmowane pod jego wpływem, okazują się dla nas czymś kojącym, uspokajającym, dającym poczucie bezpieczeństwa. I choć często nie jest to możliwe, bo coraz częściej rozsądek bierze górę nad uczuciowością - trzeba walczyć do końca. Ponadto, warto dostrzec, że na zmianę swojego życia NIGDY nie jest za późno; że zawsze można postąpić inaczej, że "iść pod prąd" wcale nie znaczy "poddać się". Sparks porusza wszelkie kwestie, otwierając oczy na wiele spraw. Obok tej książki nie można przejść obojętnie.

Teraz z niecierpliwością wyczekuję momentu na obejrzenie filmu!




OCENIAM: 6/6!

Autor: Nicholas Sparks
Tytuł: Dla Ciebie wszystko
Wydawnictwo: Albatros
Ilość stron: 400
Tłumaczenie: Magdalena Słysz

2.06.2016

Liebster Blog Award 4#2016

     I znowu zostałam nominowana do LBA; ludzie, zwolnijcie! Już nie nadążam z odpowiedziami na pytania ;D. Jest dopiero drugi miesiąc Nowego Roku (no, już takiego nie nowego, ale co tam), a to już moje czwarte LBA! Jej. Cieszę się, że chcecie wiedzieć o mnie więcej i więcej; ja sama super się bawię odpowiadając na Wasze pytania. Dziękuję Zawsze uśmiechniętej za ciekawy zestaw pytań!

Lecimy.

1. Kolekcjonujesz coś?

No pewnie! Książki! :D. I zdjęcia; uwielbiam patrzeć na stare fotografie z dzieciństwa, sama chciałabym kiedyś pokazać swoim dzieciom, jak to ich mama wyglądała za młodu. Ale nie na komputerze, czy w telefonie. Tylko na normalnym, "papierowym" zdjęciu, które można trzymać w dłoni lub podziwiać w ramce.

2. Masz jakąś ulubioną ekranizację książki?

Krótko. Nie.

3. Jesteś introwertykiem czy ekstrawertykiem?

Zdecydowanie ekstrawertykiem! Uwielbiam przebywać z ludźmi, rozmawiać z nimi, słuchać ich! Zawsze najpierw robię/mówię, później myślę, ale co tam, raz się żyje. Czerpię energię z innych ludzi (ale nie odbieram im jej :D); staram się być aktywna w wielu płaszczyznach, żywa, czuję się zmęczona, gdy długo się "obijam", nic nie robiąc. Czasem odbija się to wszystko na moim układzie nerwowym; tłumaczę to swoim poniekąd troszkę góralskim charakterem, alee... Nie zamieniłabym swojego życia, siebie, swojego optymizmu za nic w świecie! :)

4. Jakie są Twoje mocne strony?

Otwartość, szczery uśmiech, czasem cięty humor, specyficzny żart, zaangażowanie (jak w coś wchodzę to na 100%, albo wcale!), odwaga, ambicja, asertywność... Zawsze dotrzymuję słowa (bardzo się staram!), chęć działania... Nie wiem co jeszcze, trochę tego wyszło, aż dziwnie się czuję ;).

5. Brałaś/brałeś kiedyś udział w spotkaniu autorskim? Jeśli tak, to z kim?

Nie, wszystko przede mną ;).

6. Jakiej muzyki słuchasz?

Teraz to wszystkiego, co leci w radiu. Ale jeśli mam wybierać, to zdecydowanie wybiorę coś mocnego, rock'owego; Papa Roach, Sum 41, Red Hot Chilli Peppers. Uwielbiam też staaarocie, więc Elvis czy Abba w sercu mi grają. A jak mam ochotę się rozluźnić to Taylor Swift i Ed Sheeran, zdecydowanie.

7. Jaka jest Twoja ulubiona komedia?

I tu Was zmartwię, bo nie mam takowej. W ogóle bardzo rzadko oglądam komedie.

8. Czy jest jakiś książkowy bohater, z którym się utożsamiasz?

Tak tak! Elizabeth Bennet z Dumy i uprzedzenia. To cała ja :D.

9. Którą z książek przeczytanych w 2015 roku pokochałaś/pokochałeś najbardziej?

W minionym roku przeczytałam mnóstwo wspaniałych książek. Ciężko wybrać taką, którą pokochało się najbardziej. Nie wiem, naprawdę nie wiem. Każda książka miała dla mnie znaczenie; żadnej nie przeczytałam bez powodu. Na pewno w pamięci zapadło mi Maybe Someday Colleen Hoover.

10. Czy masz jakieś czytelnicze plany, postanowienia na 2016 rok? Może bierzesz udział w jakimś wyzwaniu?

W wyzwaniach żadnych nie biorę udziału, ale sama zorganizowałam sobie planowo książkowy rok. Wracam do klasyków, do serii HP, mam zamiar przeczytać Wiedźmina, więcej fantastyki, czytać tylko to, CO CHCĘ, a nie to, co muszę (np. w ramach współpracy z wydawnictwami); przekonać się do kryminałów (póki co, mi to nieźle wychodzi ;)), przeczytać 100 książek w tym roku, bardziej udzielać się tu, na blogu, dodawać więcej postów okołoksiążkowych, może pójść w recenzje filmów, w coś tematycznego... Nie wiem, pomysłów mam milion na minutę; ciężko mi teraz cokolwiek powiedzieć ;D. Będę się bardzo starać, mimo, że powinnam się w tym roku magistersko obronić. Ale jak to mówią, magisterka nie zając! :D

11. Co zmieniłabyś/zmieniłbyś w moim blogu, a co Ci się podoba? (Zarówno strona wizualna, jak i wstawiane przeze mnie treści).

Zawsze uśmiechnięta, naprawdę podoba mi się Twój blog; począwszy od nagłówka, który wprost zawładnął moim sercem, po treści. Piszesz naprawdę świetnie; bardzo się starasz, zawsze znajdę u Ciebie nie tylko recenzje, ale i dobrą muzykę, czy coś bardziej osobistego. Tak trzymaj i nie zmieniaj się w żadnym aspekcie, po prostu rozwijaj się i rozwijaj! To najważniejsze ;).


*

Tradycyjnie nikogo nie nominuję!
Ale jeśli ktoś chce odpowiedzieć na pytania...
Proszę bardzo, chętnie poczytam! :)

Pozdrawiam!

2.04.2016

"Sekret w ich oczach" Eduardo Sacheri

     Po raz pierwszy nie wiem jak zacząć pisanie recenzji; tu, u siebie, na WirtualnejKsiążce. Ciężko mi sformułować jakiekolwiek słowa, które oddałyby moje pierwsze wrażenia po lekturze; do tej pory zbieram szczękę z podłogi, kleję swoje wnętrze i takie tam. Szok, niedowierzanie. Nie wiedziałam, że argentyńska literatura tak mnie przeora na wskroś. A jednak ;).

Pamiętacie, jak wspominałam, że nie przepadam za kryminałami, thrillerami, sensacyjnymi powieściami? Uznajmy, że cofam czas i nigdy nie wypowiadam tych słów. Zwłaszcza, gdy mam pod ręką chociażby omawianego dziś pana Sacheri.



"Jak człowiek może wyrazić przerażający ból własnej duszy? Płacząc jak bóbr i lamentując? Bełkocząc słowa bez związku? Jęcząc? Lejąc łzy?"

Benjamín Chaparro jest urzędnikiem sądowym, właśnie przechodzącym na emeryturę. Nie byłoby w tym w sumie nic dziwnego, gdyby nie fakt, iż Chaparro postanawia w owym czasie spisać pewną historię... Historię, która wydarzyła się dwadzieścia pięć lat wcześniej. Historię, która nie daje mu spokoju. Historię, którą tylko on może doprowadzić do końca, bo tylko on zna jej całkowity przebieg. Ale od początku!

Buenos Aires. Rok 1971. Liliana Colotto, żona Ricardo Moralesa, zostaje brutalnie zgwałcona i zamordowana. Sprawca zostaje schwytany i osadzony w więzieniu, jednak w wyniku pewnego zbiegu okoliczności - wychodzi na wolność w ramach amnestii dla więźniów politycznych. Teoretycznie sprawa zostaje przysłowiowo "zamieciona pod dywan", dalsze śledztwo zostaje umorzone na wszelkich frontach, i pomimo oburzenia argentyńskiego wydziału śledczego - nic już z tym nie można zrobić. Chaparro, jako jeden z ludzi najbardziej zaangażowanych w sprawę, nie może pojąć, co wpłynęło na taki obrót całej sytuacji. Dopiero, gdy po dwudziestu pięciu latach otrzymuje list od umierającego Moralesa, wszelkie puzzle zaczynają tworzyć pełen obraz...

Obraz, od którego sam Benjamín długo nie będzie w stanie się uwolnić...

"ALE (...) to najbardziej kurewskie słowo, jakie znam. "Kocham Cię, ALE...", "mogłoby być, ALE...", "to nic poważnego, ALE...". Zdaje pan sobie sprawę? Gówniane słowo, które służy do wysadzenia w powietrze tego, co było, albo tego, co mogłoby być, ale czego nie ma".

Nie powiem, na początku książki panowała nuda, ale wraz z rozwojem sytuacji... Przepadałam w lekturę coraz bardziej. Narracja jest prowadzona dwutorowo; w pierwszej osobie - młody Chaparro sprzed dwudziestu pięciu lat, na bieżąco informuje o wydarzeniach, w trzeciej osobie - "właściwy" Chaparro, człowiek już prawie sześćdziesięcioletni, pisze książkę o umorzonej sprawie. Myślałam, że nie ogarnę tego lekkiego chaosu, ale teraz stwierdzam, że ta narracja to był strzał w dziesiątkę! Czytelnik poznaje historię z każdej możliwej strony, do samego końca nie domyślając się finału. A ten wbija w fotel, serio.

Zgrabnie skonstruowane postaci; każda z nich na swój sposób pozwalająca się Czytelnikowi z nią utożsamić, gładko ciągnięta akcja, wyjaśnianie po kolei tajemnic, szczegółów, motywów... Naprawdę, nie myślałam, że przepadnę tak kompletnie w tej lekturze. Autor umie budować napięcie, trzeba mu to przyznać. Do głównego wątku dołóżmy jeszcze tło Argentyny i zgrabnie przeplatające się długo skrywane uczucie (choć bardzo nieoczywiste i powściągliwe). Sacheri porusza ważne, moralnie kontrowersyjne tematy: ile jest człowiek w stanie poświęcić, by dokonać zemsty? Jak bardzo można kochać, by później równie mocno znienawidzić? Ile można dusić w sobie gniew i żądzę odwetu?

Nie wiedziałam, że książka została wcześniej wydana pod tytułem Sekret jej oczu i zekranizowana; została nawet okrzyknięta jedną z najgłośniejszych argentyńskich adaptacji filmowych, zdobywając Oscara! Teraz do kin wchodzi remake tej historii, właśnie pod obecnym tytułem Sekret ich oczu, z Julią Roberts i Nicole Kidman w rolach głównych. Muszę to koniecznie zobaczyć i Wam szczerze, z całego serducha polecam! :)

OCENIAM: 5/6!

Autor: Eduardo Sacheri
Tytuł: Sekret w ich oczach
Wydawnictwo: Świat Książki
Ilość stron: 271



Za możliwość przeczytania książki, ogromnie dziękuję księgarni taniaksiazka.pl

2.03.2016

Liebster Blog Award 3#2016

     No to lecimy z trzecią nominacją w tym roku; dziękuję serdecznie Łukaszowi za pytania skierowane w moją stronę! Mam nadzieję, że i Ciebie Łuki (mam przyjaciela Łukasza i jakiś dziwny sentyment do tego imienia ;D), i innych, moje odpowiedzi nie rozczarują. Łapcie i bawcie się dobrze, poznając mnie jeszcze lepiej!

1. Trzy książki, bez których nie wyobrażasz sobie życia?

Ojej. Już na dzień dobry takie ciężkie wybory. Ale nikt nie wspominał, że będzie łatwo, prawda? Na pewno Duma i uprzedzenie! Moja najukochańsza książka, klasyk, za którym przepadam... Później pewnie coś z HP, bo to ta seria ukształtowała mnie od podstaw. I jakaś pozycja kucharska, bo jeśli chodzi o gotowanie, to jestem straszną ciamajdą. Ale uczę się!

2. Oglądasz ekranizacje książek i porównujesz je z pierwowzorem?

Zależy. Ale zazwyczaj tak; najpierw książka, później film! Wściekam się zawsze, gdy istotne szczegóły z książek zostały pominięte, albo "zrobione" inaczej. I czuję wtedy taki jakiś niedosyt. Ale dobrze zobaczyć filmową wersję lektur, które się przeczytało.

3. W jakich wyzwaniach bierzesz udział? 

Ale książkowych, czy innych w ogóle? Bo w książkowych żadnych (sama sobie wymyśliłam, że przeczytam 100 książek w 2016 roku!), ale w takich innych... Jak np. 30 dni z Mel B... To tak ;).

4. Jakie masz plany czytelnicze na 2016 rok?

Przeczytać 100 książek, wrócić do klasyków, serii HP, przekonać się do kryminałów i Wiedźmina!

5. Jaki jest Twój ulubiony autor?

Nie mam jednego takiego ulubionego. To znaczy mam, ale nie mogę pominąć innych, ważnych również dla mnie :). Uwielbiam Jane Austen, siostry Bronte, panią Rowling, Jolantę Kaletę, wspaniałego Grzegorza Kasdepke, Johna Flanagana, Matthew Quicka... Długo by wymieniać.

6. Pięć książek, które zabrałbyś/abyś na bezludną wyspę? 

Zakładając, że jestem w czepku urodzona, nie potrzebuję specjalistycznych książek z zakresu "Jak przetrwać na bezludnej wyspie". Brałabym jakieś tomiszcza, by móc co czytać non stop. Przeminęło z wiatrem, Czasomierze, sagę Eragona, czy coś w tym stylu ;).

7. Twarda, czy miękka oprawa?

Teraz to różnie. Parę lat temu uznawałam tylko miękką okładkę, teraz chyba jednak wolę twardą. Jakoś tak... Ładniej to na półce wygląda (wiem wiem, płytkie to jak łyżeczka od herbaty). Cała kolekcja klasyków, czy trylogie pięknie się prezentują w twardych oprawach.

8. Film, który mógłbyś/mogłabyś oglądać wiele razy i wciąż Ci się nie nudzi?

"Szkoła uczuć"! Zdecydowanie! Film oczywiście na podstawie powieści Sparksa, wyciskacz łez, ale z mega przesłaniem. Znam na pamięć, a i tak oglądałabym i oglądałabym... 

9. Wśród przeczytanych książek przeważają książki posiadane, czy te pożyczone?

Posiadane. Wciąż kupuję i dostaję, praktycznie zapomniałam, jak wygląda miejska biblioteka...

10. Ulubiony gatunek literacki to...?

Klasyka, romans, romans historyczny, fantasy, teraz kryminały... Zmienia się, często.

11. Jakiej muzyki najczęściej słuchasz?

O rany, teraz wyjdzie. Wiem, że nie wyglądam, ale szaleję (tak, szaleję! Pojechałam na ich koncert nawet na Węgry na Strand Festival - coś jak polski Woodstock) za Papa Roach :D. Najlepsza kapela na świecie, których teksty orają moje serce nieziemsko. Był nawet moment, gdy cytaty z ich piosenek chciałam sobie gdzieś wydziarać. Poważnie. A teraz dołóżcie do tego rocka Taylor Swift, którą też wielbię. I macie mnie, mieszankę wybuchową.

*

Dzięki jeszcze raz Łukasz za super pytania! 
Tradycyjnie nikogo nie nominuję, ale jeśli chcecie na te same pytania odpowiedzieć u siebie - podeślijcie mi tylko link; na pewno zajrzę!
Pozdrawiam ciepło! ;)

2.01.2016

Moja I gdańska przygoda! [fotorelacja]

     Jak wiecie, byłam w Gdańsku. Ale jak, po co, dlaczego, z kim, i czemu Wam o tym mówię? Bo to dzięki WirtualnejKsiążce poznałam wspaniałą dziewczynę, z którą nadajemy na niesamowicie tych samych falach! I niech mi ktoś powie, że to, co tutaj robię nie ma sensu. Że książki nie łączą ludzi. Że blogi nic nie dają. Ojoj. Będę krzyczeć.

Z Martą (którą Wy szerzej znacie jak Małą Pisareczkę) - autorką bloga wymarzona-ksiazka - poznałyśmy się jakoś pół roku temu. Zaczęło się od tego, że napisałam do niej, by pomogła mi coś tam ogarnąć z Google+, gdyż ja, jako typowe dziewczę wersji blond, kompletnie nie umiałam sobie z tym poradzić. Marta nie dość, że mi pomogła, to jeszcze zaczęłyśmy wymieniać maile. Później przeniosłyśmy się na facebook'a i... Tak to się zaczęło. 

Coraz częściej w naszych rozmowach przewijał się motyw odwiedzin; że trzeba się poznać "na żywo", iść na kawę, czy browara, pogadać o książkach, trzymać kontakt, co naprawdę super nam się rozmawiało. Ale... Był jeden mały szczególik... 

Marta mieszka w Gdańsku. A ja w Krakowie.




Nie ukrywam, należę do osób spontanicznych, wesołych, otwartych, więc... Gdy Marta zaczęła podsycać we mnie pomysł rzucenia wszystkiego i odwiedzenia jej nad morzem... Zapytałam tylko, kiedy ma czas i czy serio mogę przyjechać. Wiecie, jak jest. Ktoś mówi "przyjadę, przyjadę, pewnie", a później nic z tego nie wynika. Gdy obiecanki cacanki popadają w nicość. Życie, bywa, tacy są ludzie. Ale nie my!

Marta bardzo pozytywnie (!!!) nakopała mi do tyłka; że mam przyjeżdżać, że ona czeka. Ustaliłyśmy termin, wsiadłam w Pendolino (z Krakowa do Gdańska jedzie się 5h!) iii... To co się działo, przeszło nasze wszelkie oczekiwania. Powiem tak; wiedziałam, że będzie fajnie. Wiedziałam, że z kimś, kto kocha książki nie może być nudno. Że jak już pojadę, to spędzimy dużo czasu razem, więc możemy sobie nie przypaść do gustu face to face. Mogło być różnie. Ale było... REWELACYJNIE! Pod każdym względem!




Gdy tylko wysiadłam z pociągu (pomijając fakt, że nie mogłyśmy się odnaleźć :D) i zaczęłyśmy rozmawiać... Tak nie mogłyśmy skończyć. Szok! Marta jest mega zorganizowanym człowiekiem; strasznie się przygotowała na mój przyjazd. Tyle co zobaczyłam w ciągu dwóch dni, to naprawdę, z profesjonalnym przewodnikiem pewnie bym nie ogarnęła. Widziałam nocą ratusz, Stare Miasto, słynną ulicę Długą, fontannę Neptuna, Dwór Artusa, wszelkie muzea, a za dnia Park Oliwski, słynne molo w Sopocie <3. Mało tego. Marta jest świetnym fotografem. Uznała, że muszę mieć zdjęcie z dosłownie każdego miejsca, więc napstrykała ich ogrom! Telefonem, aparatem... Nie mogę się na nie napatrzeć. Zakochałam się w Gdańsku i spotkałam swoją bratnią duszę. Kolejny wymiar szczęścia :).

Tak ciepłej, otwartej, sympatycznej, kontaktowej osoby baaardzo dawno nie spotkałam! Rozmawiałyśmy o wszystkim, długo spacerując, zwiedzając, moknąc w deszczu, marznąc na plaży. Już umawiamy się na kolejne spotkanie; teraz ona musi przyjechać do mnie do Krakowa. Przeżywamy fakt, że mamy siebie nawzajem w dwóch różnych kątach kraju. Coś wspaniałego!

Już Was nie zanudzam, tylko wrzucam zdjęcia z tej przygody. Robię to po to, by uświadomić Wam, że blogi książkowe (choć nie tylko książkowe) łączą! Nawiązuje się nić porozumienia, cudowna znajomość. Gdyby nie nasze recenzje, pewnie nigdy byśmy się nie odnalazły, a tak... Wiemy, że ta relacja przetrwa. Na pewno. MUSI. 







Taaakie dobre winko było!



UPAŁ! <3






















MARTA!

Dziękuję jeszcze raz za tak cudowny weekend i liczę, że już niedługo wdziejemy bikini, zabierzemy ręczniczki, klapeczki i uderzymy na plażę. Albo nad Wisłę w Krakowie. WK&WK cooperation musi trwać!

Wybaczcie za taki rodzaj prywaty, ale MUSIAŁAM się pochwalić. Musiałam.

Kto chętny się z nami spotkać?! :D