3.28.2016

"Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" Stieg Larsson

     Po raz pierwszy chyba musiałam się chwilę zastanowić, co chcę napisać; jak ująć w kilka zdań moje wrażenia po tej lekturze. Skończyłam ją czytać parę dni temu, a mimo to siadałam do recenzji z pewnego rodzaju "niemocą"; bo co można powiedzieć o publikacji, o której zostało powiedziane już wszystko?



"Wszyscy mają tajemnice (...). Chodzi tylko o to, żeby odgadnąć, na czym polegają".

O autorze słyszałam, owszem, o sławnej serii też, ale nie zaprzątałam sobie nią głowy, gdyż jeszcze jakiś czas temu byłam przekonana, że kryminały i książki trzymające w napięciu nie są dla mnie. Hołdowałam (i dalej hołduję) romansidłom; chwytającym ze serce historiach, które do głębi mnie poruszają i wyznaczają pewien życiowy schemat. Jednak czasem trzeba wyjść poza swoje ramy i sięgnąć po coś innego; po coś, co inni uważają za przełom w pewnej dziedzinie. I dla mnie ów przełom nastąpił; teraz nie mogę się doczekać sięgnięcia po kolejne części cyklu oraz zainteresowania się dobrymi kryminałami na dłużej ;).

Z reguły nie rzucam się na to, na co rzucają się inni. Niedawno było głośno o czwartej części serii Millennium, napisanej niestety nie przez Stiega, czym niezmiernie ekscytował się świat, natomiast ja minęłam półkę w księgarni totalnie bez zainteresowania. Bo i po co? Jakiś kryminał, jakieś coś tam, ja jestem romantyczką, wybieram coś innego. O ja nieszczęsna i głupia! Gdybym wtedy wiedziała z czym mam do czynienia... Podejrzewam, że dziś miałabym na swojej półce komplet. Ale jak to w życiu bywa, pisze ono różne scenariusze i nadszedł w końcu moment bym i ja zaczęła zaczytywać się w kryminałach. I to tych najlepszych!

Ale jak to ze mną było? Bo uważam, że wyjaśnienie Wam się należy ;). Otóż, pewnego zimowego wieczoru rozmawiałam z kolegą na temat książek. Chłop się dowiedział o tym jakże niecnym mym zamiłowaniu; coś tam ze mnie zaczął wyciągać, aż w końcu zapytał "A Stiega Larssona czytałaś?" - patrząc na mnie badawczo. A ja, jako, że kłamać nie umiem, odparłam zgodnie z prawdą i bez niemałego wstydu (no bo jak to?!), że nie, nie czytałam... I otrzymałam od razu solidne pouczenie, że błąd swój muszę naprawić, że on czytał, że ma całą trylogię i że mi pożyczy w razie czego. No to wyzwanie przyjęłam i dzięki owemu kumplowi jestem już po pierwszej części. Czego po stokroć nie żałuję i chcę więcej i więcej!

Fabułę na pewno doskonale znacie lub kojarzycie; okryty dziennikarską porażką i sądową karą, wydawca miesięcznika "Millennium" - Mikael Blomkvist dostaje nietypowe zadanie od słynnego przemysłowca Henrika Vangera. Dziennikarz ma odnaleźć mordercę wnuczki brata Henrika; dziewczyna zaginęła czterdzieści lat wcześniej w tajemniczych okolicznościach. Sprawa wydaje się kompletnie beznadziejna, przedawniona, rozgryziona na wszelkich płaszczyznach przez Vangera, który żyje z założonym sobie celem: za każdą cenę (dosłownie!) doprowadzić ową zagadkę do końca. Wynajmuje więc Mikaela, by z czyjąś pomocą odkryć, jak się okazuje, sprytnie tuszowaną prawdę. Pod pretekstem spisania biografii staruszka oraz kroniki całej rodziny Vangerów, Mikael przybywa do szwedzkiego miasteczka Hedestad, by oddać się powziętym zamiarom. Do pomocy dostaje Lisbeth Salander - młodą, ale genialną researcherkę, która stawia świat Mikaela i rodziny Vangerów na głowie. 

"Gdy tylko cię zobaczyłem, wiedziałem, że jesteś trochę inna (...). I wiesz co? Dawno nie polubiłem nikogo tak bardzo od pierwszego wejrzenia".

Pomijając misternie skonstruowaną intrygę, całą powieść, przez którą wręcz się płynie (o czym za chwilę), to właśnie postać Salander jest niekwestionowanym majstersztykiem literackim. To chyba pierwsza bohaterka książkowa, na której punkcie totalnie oszalałam. Zwykle miewam tak z męskimi postaciami, a tu proszę. Zaskoczenie. Młoda dziewczyna, kompletna alienka, z pozornymi zaburzeniami psychicznymi, wytatuowana, wykolczykowana okazuje się rewelacyjnym geniuszem; mistrzem w swojej dziedzinie. Fotograficzna pamięć, umiejętności informatyczne, nieprzewidywalny sposób bycia i bezwzględność w życiu - mamy wspaniale zarysowany obraz Lisbeth. Bezkompromisowa, cholernie inteligentna, tajemnicza... I kobieta! Coś wspaniałego. Autor oprócz szczegółowo odciśniętej w głowie czytelnika fabuły, psychologicznie kreuje postaci, co osobiście uwielbiam. Jak wspominałam, chcę więcej i więcej i już czuję rozczarowanie faktem, iż Larsson nic więcej nie napisze.

Jestem pod wrażeniem, iż spora objętościowo książka czyta się tak nadzwyczaj szybko. Pochłania się wręcz każde słowo; mimo mnogości opisów miejsc, miejscowości, postaci, historii, wydarzeń wszystko wydaje się wysuwać na pierwszy plan, łapczywie przyciągając uwagę. Skomplikowana tajemnica, rodzinny sekret, miliony szwedzkich koron w tle, zawiłe dochodzenie do prawdy... I mamy kryminale arcydzieło. Mówi się, że skandynawskie kryminały są najlepsze - teraz już wiem dlaczego; mając takiego króla jak Larsson, w swoich szeregach, nie sposób twierdzić inaczej. 

Jestem zachwycona i poruszona; do samego końca nie mogłam przewidzieć jaki będzie finał, co powodowało we mnie nieustanne poczucie napięcia. Z niecierpliwością przewracałam strony, wciągając się coraz bardziej i bardziej w tajemnice szwedzkiego miasteczka. Nie żałuję ani minuty; takie książki powinno się czytać. Tylko takie. Wyśmienite, mistrzowskie, precyzyjne, genialne i zapadające w pamięć na bardzo długo. W najbliższym czasie zabieram się za film! 

Oczywiście polecam całą sobą! :)

OCENIAM: 6/6!

Autor: Stieg Larsson
Tytuł: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet
Cykl: Millennium (tom 1)
Wydawnictwo: Czarna Owca
Ilość stron: 640

*

O rany, dawno się tak nie rozpisałam!

3.27.2016

Porozmawiajmy o... AUSTEN! Jane Austen

     Poprzedni post z serii "Porozmawiajmy o..." przypadł Wam do gustu; mogłam poznać Wasze zdanie na temat człowieka, którego uwielbiam, Szekspir to był jednak spoko gość ;). Dziś zapraszam na pogawędkę o mojej ulubionej autorce; kobiecie, dzięki której pokochałam klasykę. Dzięki niej pluję sobie w brodę, że nie żyłam w czasach XVIII i XIX wieku (tak jakbym miała na to jakikolwiek wpływ, ej Dżoana Dżoana), marzę o prawdziwym BALU, niesamowicie cenię dżentelmenów, których coraz mniej w dzisiejszym świecie, głupi pieprzony wyidealizowany romantyzm mi w duszy gra, przez co mój książę z bajki ma utrudnione zadanie, by zdobyć moje składane już kilka razy z części serduszko.

O kim mowa?

Oczywiście o Jane Austen!

Podobnie jak w przypadku Szekspira, nie będę Was zanudzać jej życiorysem; z takich ciekawszych rzeczy, to Jane była bardzo wnikliwą obserwatorką życia społecznego, wszystkiego co działo się wokół niej, i mimo, że cudownie opisuje w swych książkach instytucję małżeństwa - sama za mąż nigdy nie wyszła ;). Nie znaczy to, że nie doceniała mężczyzn! Wręcz przeciwnie. Miała kilka romansów i... Najlepsze jest to, że trzymała je w niemałej tajemnicy! Mało tego. Gdy miała dwadzieścia siedem lat i została uznana za starą pannę, w jej życiu pojawił się pewien starszy i zamożny mężczyzna, pragnący jej ręki. Jednak Jane mająca swój rozum, nie oddała mu siebie, gdyż... Nie była po prostu w nim zakochana. Do ostatniej chwili serce przejmowało kontrolę nad rozumem i rozsądkiem. Prawidłowo.

Zmarła wcześnie, bo w wieku zaledwie czterdziestu jeden lat; przyczyny śmierci nie są znane, z tego co wiadomo, była to choroba Addisona... Wielka strata; jak sobie pomyślę, ile mogła jeszcze książek napisać, ile chwil podarować czytelnikom, kochającym jej styl, jej wyobraźnię, jej polot... No, ale cóż. Życie bywa okrutne, a my dziś musimy się zadowolić tym, co nam po niej pozostało. A co to jest?

Rozważna i romantyczna.
Duma i uprzedzenie.
Mansfield Park.
Emma.
Opactwo Northanger.
Perswazje.
Watsonowie i Sandition (niedokończone).

Moje serce niepodzielnie należy do Dumy i uprzedzenia, to właśnie po lekturze tej książki uznałam, że muszę znaleźć męża takiego jak pan Darcy; że zawsze będę kierować się głosem serca i nigdy, ale to przenigdy nie dam sobie sercowego wyboru wyperswadować, przez nikogo. Chciałabym kiedyś usiąść sobie w miejscu, w którym siadywała Jane w Winchester, albo pojechać do Bath, gdzie często wysyłała swoich bohaterów, by poczuć TEN klimat, złapać TO powietrze, zrozumieć TO myślenie. 

Jej książki są wręcz już legendarne; nie znam nikogo, kto chociaż nie kojarzyłby filmów, które powstały na podstawie książek Austen ;). Wersja Dumy i uprzedzenia z Colinem Firthem przeszła już do historii kina, a Alan Rickman w Rozważnej i romantycznej... Kradnie serce na długo. Wiem, że nie wszyscy wielbią (tak jak ja!) klasykę, angielską zwłaszcza, ale... Może akurat? Może właśnie po tym poście coś się zmieni? Może ktoś z Was się waha nad przeczytaniem którejś z powyższych książek, ale wciąż nie wie co zrobić? Podpowiadam: brać w ciemno! Dobra, Emma jest może najsłabsza i ledwo przez nią przeszłam, ale każdy ma swoje gusta, o których się nie dyskutuje, poza tym i Austem mogła mieć gorsze dni, gdy pisała tę książkę.

Wydawnictwo Świat Książki wydało niedawno przewspaniałą, przecudowną kolekcję KWIATOWĄ; w skład której wchodzą klasyki literatury brytyjskiej. Mamy tam siostry B., o których mowa tutaj też będzie (jakże by inaczej, gdy Wichrowe Wzgórza chociażby wielbię ponad wszystko!) oraz właśnie Jane Austen. Marzę, by mieć wszystkie owe perełki na swojej półce, w zaszczytnym miejscu; by wracać do nich chociaż raz w roku, by uświadamiać sobie wciąż coś nowego, innego, ale utwierdzającego w przekonaniu, że piękno romantyzmu ciągle we mnie tkwi ;).


Urodziwa nie była... Ale mając TAKI talent, po co być ładnym? :)


A jakie jest Wasze zdanie o tej pani?
Porozmawiajcie ze mną o Austen! Jane Austen!

3.25.2016

ZACHCIANKI kwietnia!

     Marzec mija jak z bicza strzelił; jestem przerażona prędkością upływającego czasu. Moja magisterka leży i kwiczy; w głowie wciąż pstro, robi się coraz cieplej, więc lepiej nie będzie, a tu ryneczek nasz wydawniczy wypuszcza więcej i więcej wspaniałych perełek, na które ostrzę już sobie ząbki! Co bym tu chciała złapać w nadchodzącym miesiącu? Już Wam mówię ;).




Do czego byłabyś w stanie się posunąć, żeby mieć rodzinę?

Czy są takie tajemnice, których nie wolno zdradzić najbliższym?
Zoe McAllister, zagubiona i zrozpaczona młoda kobieta, w środku zimy płynie promem na wyspę Rottnest. Tuli do piersi małe dziecko, umierając ze strachu, że odszuka ją tam jej mąż albo że jej siostra da znać na policję.

Wiele lat później, na tej samej wyspie, młoda dziewczyna imieniem Louise zostaje znaleziona w zaroślach, nieprzytomna i całkiem sama. Helikopter pogotowia ratunkowego zabiera ją na stały ląd. Po wyjściu ze szpitala Louise wraca do domu, gdzie przypadkowo podsłuchuje rodziców rozmawiających o jej przeszłości i o decyzjach, które podjęli. Ich sekrety, które stopniowo wychodzą na jaw, zaszkodzą niejednej rodzinie, a życie Louise zmieni się na zawsze.

Pozwól jej odejść to porywająca, pełna emocji opowieść o więzach rodzinnych, groźnych tajemnicach i krętych ścieżkach miłości. Łączy w sobie elementy literatury sensacyjnej i obyczajowej, a czytelnik jeszcze długo po lekturze zadaje sobie pytanie: co ja bym zrobił w takiej sytuacji?

Chcę, chcę koniecznie! Książki z klubu Prószyńskiego "Kobiety to czytają!" wciąż niepodzielnie chwytają za serce; zmuszają do refleksji, gruchotają od wewnątrz... Nie mogę się doczekać tej książki! :)

Premiera: 14 kwietnia 2016!

Teraz dwa skarbki od Fillii:




Jeden mroczny sekret. Jeden potworny akt zemsty.

Gdy Emma Joseph poznaje swojego przyszłego męża, Davida, to zupełny wrak człowieka. Jego pierwszą żonę zamordowano w jej własnym samochodzie chwilę po tym, jak zjechała z drogi. W tym samym czasie jego córeczka zniknęła z miejsca wypadku. Sześć lat później Emma jest przekonana, że bolesne lata zostały już za nimi. Pomaga Davidowi zbudować życie od nowa – szczególnie pomagają w tym narodziny ich synka, Olliego. W ich życiu pojawia się jednak ktoś jeszcze – dziecko, które bezlitośnie zniszczy tę starannie wypracowaną sielankę. 

Emma nie czuje się już bezpieczna. Czy zna całą prawdę na temat tego, co zdarzyło się tych kilka lat temu? W takim razie dlaczego czuje obezwładniający strach o siebie i synka? Misterna sieć oszustw już wkrótce wyjdzie na jaw. Mówią, że nie należy ufać obcym. Być może mają rację.

Okładka mnie przeraża, ale i zarazem niesamowicie przyciąga! Przekonuję się do thrillerów; uczucie napięcia towarzyszące podczas lektury... Zaczyna mnie powoli uzależniać. MUSZĘ mieć tę książkę, muszę koniecznie!

Premiera: 27 kwietnia 2016!




Ostatnimi czasy Felicity nie może pozbyć się dziwnych wątpliwości. Jej mąż, Quinn, to najwspanialszy człowiek, jakiego zna. Dziewczyna czuje wręcz, że nie zasługuje na uczucie, którym ten ją darzy. Niedługo później Felicity doświadcza czegoś niesamowitego: czuje w powietrzu zapach perfum budzący długo uśpione wspomnienia. Później zdarza się to jeszcze kilka razy – powraca do niej echo minionych dni i widmo mężczyzny, którego nie widziała od dziesięciu lat. Echo niesie ze sobą wspomnienie uczucia głębokiej, wyjątkowej miłości…

Poruszona Felicity stara się oprzeć tej wizji przeszłości, która jednak stopniowo przejmuje nad nią kontrolę. Może coś naprawdę jest nie tak, jak być powinno? Co jeżeli umysł spłatał figla jej sercu? A ty, któremu z nich ty byś zaufała?

Coś czuję, że to będzie piękna opowieść... 

Premiera: 6 kwietnia 2016!

I ostatni skarbek, którego nie mogłam sobie odmówić... To oczywiście książka od Otwartego! :)




Kiedy Tate, początkująca pielęgniarka, wprowadza się do mieszkania swojego brata, nie spodziewa się tak gwałtownych zmian w życiu. Wszystko przez przystojnego pilota Milesa Archera. Miles ustala tylko jedną regułę ich związku: nie pytaj o przeszłość i nie oczekuj przyszłości. Gdy ta sytuacja staje się nie do wytrzymania i prowokuje do pytań, ożywają jego dramatyczne wspomnienia. 

Serca zaczynają szybciej bić, obietnice zostają złamane, reguły przestają obowiązywać… Tej powieści się nie czyta, tylko przeżywa – całą sobą, sercem i duszą, a po zakończeniu nic już nie jest takie samo.

Premiera: 13 kwietnia 2016!

Pani Hoover będzie w Polsce w czterech miastach, w tym w Krakowie! Jeśli tylko mi zdrowie (noga) pozwoli, na pewno będę polować na nią i jej autograf w uwielbianym przeze mnie Maybe Someday! :)

*

Te cztery pozycje bardzo chcę mieć na swojej półce w kwietniu; mam nadzieję, że się uda je złapać i pochłonąć ;). Wydawnictwa nas rozpieszczają; każdy po generalnym przeglądzie na pewno znajdzie coś dla siebie. Ja znalazłam właśnie te perełki! Kto z Was ma gust podobny do mojego? ;)

Pozdrawiam serdecznie!

3.23.2016

Damsko - męskim okiem o: "Harry Potter i Komnata Tajemnic" J. K. Rowling [WSPÓLNIE]

     Hej!

Dziś recenzja inna niż zwykle, gdyż... Widziana oczami dwóch osób ;). Wraz z Ciachem - Kamilem z bloga Świat Bibliofila postanowiliśmy stworzyć cykl recenzji potterowskich, widzianych z naszego punktu widzenia. A właściwie dwóch, kompletnie różnych! Ja, jako kobieta, "stary wyjadacz" HP, osoba, która zna serię praktycznie na pamięć, ale mało generalnie siedzi w fantastyce poopowiadam Wam o tym po swojemu, a Kamil, mężczyzna, który dopiero zaczyna swoją przygodę ze Szkołą Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, jednak jest profesjonalistą, jeśli chodzi o pochłanianie fantasy dorzuci i swoich kilka zdań. Oboje mamy nadzieję, że cykl Wam przypadnie do gustu; chcemy, by każdy znalazł tu coś dla siebie. Więc jeśli nie czytałeś/aś HP, albo jeśli jesteś ogromnym fanem/fanką... Właśnie znajdujesz się pod kompletnie dobrym adresem! Ja już od początku samego pomysłu nie mogłam się doczekać efektu końcowego; chyba wyszło tak, jak chcieliśmy, co nie Ciastek?! :D

Wspólne części składowe, zdania... Sami zobaczycie, czy podobne, czy może kompletnie różne.

ZAPRASZAMY!




ZARYS FABUŁY

Harry i spółka, czyli Ron, Hermiona i cała reszta rozpoczynają drugi rok nauki w Hogwarcie - Szkole Magii i Czarodziejstwa. Ale, ale! Żeby nie było zbyt prosto, nasz główny bohater i jego rudy przyjaciel docierają tam... Na własną rękę, z powodu różnych, nieprzyjemnych okoliczności. Pojawia się nowy nauczyciel Obrony Przed Czarną Magią, na jaw wychodzą kolejne tajemnice, okazuje się, że Harry przejawia rzadką umiejętność, w której mistrzem był Sami Wiecie Kto. Na domiar wszystkiego legendarna Komnata Tajemnic zostaje otwarta...


OGÓLNE WRAŻENIE

Asia: No cóż, nie da się ukryć, że drugi tom z serii jest moim najmniej ulubionym. Jeśli zapytacie czemu, szczerze odpowiem - nie wiem. Po prostu. Sam pomysł na motyw Komnaty Tajemnic jest oczywiście bardzo w porządku, jednak końcowe wydarzenia mnie kompletnie nie porwały. Nie chcę zdradzać za dużo fabuły, bo nie o to chodzi w recenzji (chociaż pewnie KAŻDY z Was oglądał wersję filmową, bo jest chyba najbardziej popularna), jednak postać Bazyliszka według mnie, nigdy w książce nie powinna się znaleźć.

Kamil: Drugi tom zaczyna się całkiem zabawnie z Dursley'ami i rodzinką Rona, czyli Weasley'ami. Ale wydaje się być taką częścią przejściową, mostem między jednym brzegiem, a drugim. Spoiwo, które łączy pierwszą naprawdę fajną część z trzecią, która u wielu osób jest najbardziej lubiana. Ja co prawda dopiero to mam przed sobą, ale mam takie właśnie przeczucie. Także ta część chociaż dobra i poprawna to jednak tylko tyle. Bez szału. Coś się dzieje, towarzyszy mi tu jeszcze silniejsze uczucie niż w Kamieniu Filozoficznym, że kiedyś już coś podobnego czytałem/oglądałem i nie robi to na mnie wrażenia.


NAJCIEKAWSZA SCENA

Asia: Jak dla mnie, to zdecydowanie pościg Harry'ego i Rona za pociągiem! Latający samochód pana Weasley'a; magicznie przerabiany na milion sposobów + dwoje średnio rozgarniętych dwunastolatków... Śmiechu co niemiara, a i wrażeń sporo ;). No i Snape otwierający im wrota Hogwartu... Coś bezcennego, strzał w dziesiątkę.

Kamil: To było fajne i o tym właśnie wspomniałem wyżej, ale moim zdaniem najlepsza była walka Gryfonów ze Ślizgonami, którzy mieli najlepsze miotły. Scena poświęcenia Harry'ego, które się skończyło złapaniem znicza i bolesnym upadkiem na ziemię, co pogruchotało mu kości, bardzo mi się podobało. Co prawda ja bym to na jego miejscu zrobił lepiej i bez upadku, ale Harry to nie Ciastek (mógłby ze mną porobić trochę aerobów), więc się połamał i tyle :D. W każdym razie - poświęcenie jednostki dla dobra ogółu, odwaga, wariactwo, ryzyko, to jest to, co lubię i cenię w książkach.

Asia: Już się tak nie chwal swoją formą fizyczną; Harry to ciapa, na siłkę nie chodzi! Ale fakt, liczy się poświęcenie :D.

Kamil: Hehehe, no fakt, mistrz akrobacji to on nie jest, ale z drugiej strony, gdybym ja z nim stanął w czarodziejskie szranki to pewnie on byłby górą. Chociaż kto wie, może ja też mam w sobie nieodkryty jeszcze talent czarodziejski, mimo iż rodzice to mugole :P.


NAJLEPSZA I NAJGORSZA POSTAĆ Z KSIĄŻKI

Asia: Może zacznę od postaci najgorszej... Lockhart. Wiadomo. Człowiek tak irytujący, że aż brakuje słów; samochwała jakich mało, laluś, cwaniak, lowelasik... Aż momentami miałam ochotę trzepnąć się książką w głowę; co to ja czytam! I jak na te jego przechwałki lecą wszystkie dziewczątka, w tym moja najwspanialsza bogini mądrości - Hermiona! - no szok! Ale swoją drogą, blondwłosy Gilderoy Lockhart ubarwił ten drugi rok nauki, nie można mu tego odmówić, lekcje OPCM były nadzwyczaj zabawne. 

Co do postaci tej najlepszej... W tej części najbardziej zadowolił mnie (Boże, jak to brzmi!) Dumbledore. On i Fawkes zdecydowanie zagrali dla mnie tu pierwsze skrzypce; swoją wiarą w Harry'ego, dobrą radą, oddaniem, pomocą. 

Kamil: No nie gadaj? Nie podobał Ci się Kawaler Orderu Merlina i Najbardziej Czarujący Uśmiech? :D. Mnie też denerwował Gilderoy Lockhart, bo nie lubię takich wymodelowanych i zadufanych w sobie lalusiów, którzy więcej mówią niż robią. Lockhart w istocie mówił dużo o odwadze i samych pozytywnych cnotach czarodzieja, a gdy nadeszła odpowiednia chwila wykazania się to gdzieś nagle to wszystko się ulotniło. Biłbym go laciem po głowie tak, że aż by iskrzyło! Irytował mnie też bardzo młodziutki Colin Creevey, który ciągle naprzykrzał się Harry'emu, prosząc ciągle o fotki, autografy, wypytując co u niego itp. Na miejscu Pottera pewnie zamieniłbym go w kamień i rzucił do jakiegoś głębokiego jeziora...

Mówisz, że zadowolił Cię na oko mający 100 lat dziaduś? Hm... Ciekaw jestem jak to skomentują inne osoby :D. Mi najbardziej odpowiadał Harry. W tym tomie wyraźnie pokazał swoje najważniejsze cnoty jak odwaga, zaradność, zdecydowanie, umiejętność wykorzystywania swoich talentów (np. mowy wężów, którą przypadkiem się posłużył w pierwszej części). Mimo iż niewiele minęło, odkąd pojawił się w szkole czarodziejów, radzi sobie i to całkiem nieźle. Sieroty w książkach ogólnie jakoś radzą sobie lepiej niż bohaterowie z dobrych domów itp. A tu sierota z nie byle jakiej rodziny, bo przecież czarodziejskiej. Ciekaw jestem czy waz z kolejnymi tomami będzie robił na mnie coraz lepsze wrażenie, czy może wręcz przeciwnie zrobi się aż tak bardzo pomocny, dobry i uczynny, że aż mdły. Liczę, że pokaże też pazur ;).

Asia: Ty już o moje gusta nie martw; stary Dumb jest ideałem i koniec!

Kamil: Jest mądry, inteligentny i bardzo doświadczony życiowo - to na pewno. Stary. Ale i tacy coraz częściej pojawiają się w mediach z 20-letnimi pięknościami. No dobra, nie będę się już czepiał, bo prawdę mówiąc sam lubię bardzo tą postać, właśnie za te atrybuty, o których wspomniałem :).


PLUSY I MINUSY

Asia: I znowu zacznę od tych gorszych rzeczy. Minusem jest dla mnie na pewno ten przeklęty Bazyliszek, cała otoczka dziennika Ridle'a, choć z drugiej strony (i teraz płynnie przechodzę do plusów), fakt dowiadywania się przez Czytelnika więcej na temat przeszłości Sami Wiecie Kogo... To naprawdę dobry, udany zabieg. Cała książka jest dobra, choć wiedząc jak wyglądają kolejne części (Ciacho ma to wszystko jeszcze przed sobą, czego naprawdę mu zazdroszczę! Tych emocji, adrenaliny, napięcia, aaaj!), to TA jest jedną z najsłabszych. Pod kątem stylu, akcji; nie wiem, może to przez to, że bohaterowie są jeszcze tacy... Dziecinni?

Kamil: Też bym powiedział, że ta dziecinność, skądinąd u Harry'ego już gdzieś tam zacierająca się, jest jeszcze nadal bardzo widoczna u innych bohaterów. Dlatego ostrze sobie pazur na kolejne tomy, które są podobno bardziej poważne i mroczne. Zobaczymy. Nie podobała mi się też ta akcja z dziennikiem, Ginny, Bazyliszkiem. Komnata Tajemnic też na mnie wrażenia nie zrobiła. Dzieje się niby sporo, ale jakoś to tak przelatuje przez umysł i nie robi wrażenia. Ale za to za plus uważam wątek z dziedzictwem Slytherina. Nie zaskoczyło Cię to trochę? Że ktoś tam ma jakieś powiązania, mimo iż jest Gryfonem itp.

Asia: Ja wiem już z dalszych tomów, ile jeszcze Harry ma powiązań z Lordem Voldemortem, więc nie będę Ci uprzedzać faktów, jednak sam się później przekonasz, że cała seria (jak się okazało) jest przemyślana od początku do samiuteńkiego końca! :)

Kamil: Na to liczę! I oby tom trzeci mnie oczarował. Potem na kolejne tomy to ja już się będę rzucał jak Reksio na szynkę!


ULUBIONE CYTATY

Asia: 
"(...) to nasze wybory ukazują, kim naprawdę jesteśmy, o wiele bardziej, niż nasze zdolności".
"(...) nawet najlepsi z nas powinni czasami liczyć się ze słowami".

Kamil: Oo, ja zanotowałem tylko jeden i to jeszcze pojawił się na samym końcu książki i u Ciebie! :P
"(...) to nasze wybory ukazują, kim naprawdę jesteśmy, o wiele bardziej niż nasze zdolności."
A powiedział to profesor Dumbledore, którego również cytowałem recenzując pierwszą część i tak sobie myślę, że chyba w każdej książce jakaś mądra sentencja czy myśli wyfrunie ze strony tej postaci.

Asia: Wspominałam, że Dumbledore to ideał? No właśnie :D.


PODSUMOWANIE 

Asia: Druga część z serii to ta moja najmniej ulubiona, więc cóż mogę powiedzieć. Jest dobrze, pani Rowling trzyma poziom, jednak wiem, że stać ją na dużo więcej; kolejne tomy są po stokroć lepsze, mocniejsze, dojrzalsze, bardziej mroczne, owocne, intensywne!

Kamil: Krótko i zwięźle. Szału nie ma. Harry Potter i Komnata Tajemnic podobał mi się ciut mniej niż Harry Potter i Kamień Filozoficzny, głównie za ten średni wątek z potworem, dziennikiem i ogólnie mnogością scen, które nie robiły na mnie wrażenia. Jednak kreacje postaci, rozwijający się Harry, coraz więcej tajemnic, które będę odkrywane dalej, i dopracowanie dają powody, aby wierzyć, że w kolejnych tomach będzie lepiej ;).


OCENIAMY:

Asia: +4/6
Kamil: 4/6

Autor: Joanne Kathleen Rowling
Tytuł: Harry Potter i Komnata Tajemnic
Seria: Harry Potter
Wydawnictwo: Media Rodzina
Ilość stron: 364

*

I jak? Czy wyszło nam to w miarę jako tako? Będziecie wpadać po takie podwójne "rozmowne" recenzje kolejnych tomów z serii? :)

3.20.2016

"Pokalane poczęcia" Natalia Rogińska [PRZEDPREMIEROWO]

     Mam wrażenie, że temat macierzyństwa pojawia się na rynku wydawniczym coraz częściej; osobiście się cieszę, im więcej takiej literatury - tym lepiej. Warto wiedzieć co w trawie piszczy; sama mamą jeszcze nie jestem, i choć nie planuję zmieniać tego stanu przez najbliższych kilka lat - bardzo chętnie czytam o tym, jak to wygląda u innych. Bez upiększania, koloryzowania, gloryfikowania. Bo szczerość jest ważna, pamiętajcie. 



"W życiu powinniśmy robić to, do czego jesteśmy stworzeni, co kochamy i co nam dobrze wychodzi".

Myślałam, że to będzie kolejna książka, w której pojawi się motyw ciąży, porodu, macierzyństwa i tyle. Koniec. Że będę żmudnie brnąć przez kolejne strony, nie mogąc doczekać się końca... Ależ się myliłam, biję się w pierś i przepraszam. 

Fakt, końca nie mogłam się doczekać, bo przez książkę się płynie; styl tak prosty, tak jasny, tak przesiąknięty w pewnych momentach dobrą dawką ironii, bohaterowie tak różni, tak liczni, a mimo to, tak wyraźnie zarysowani... Za dużo "tak" tak? I dobrze, bo książce tej mówię TAK po stokroć! 

Pierwszym bohaterem, którego poznajemy jest Ireneusz Skrobak - ginekolog, na co dzień pracujący w miejskim szpitalu, po godzinach urzędujący w prywatnym, różowym gabinecie na ulicy Chmielnej. Jego fachowe, a jednocześnie humorystyczne podejście do swoich pacjentek od razu wzbudza sympatię. Niech Was nie zwiedzie ironia jego nazwiska! Skrobak to lekarz z powołania, który zna swoje pacjentki na wylot (no cóż... ;)), dbający o nie rzetelnie; bardzo się stara pomóc, doradzić, wyeliminować wszelkie zagrożenia, staje na wysokości zadania jako dobry ginekolog. Naprawdę sama chciałabym kiedyś na takiego trafić. Przytulne wnętrze jego prywatnego gabinetu, dyskrecja, możliwość zasypania pana doktora gradem pytań, cierpliwość, dokładność - wszystko to sprawia, że mimo wysokiej ceny za wizytę, Skrobak ma grafik pacjentek wypełniony po brzegi.

A kobiet uwielbiających fotel na Chmielnej jest sporo. Naprawdę.

Najpierw przestraszyłam się trochę mnogości bohaterek pojawiających się w powieści; zaczęłam sobie nawet je zapisywać, rozrysowywać łączące je koligacje, jednak szybko tego zaprzestałam. Autorka tak prosto prowadzi nas przez przedstawione historie, że bardzo łatwo się odnaleźć w pozornym chaosie. I tak oto poznajemy kobiety, które różni praktycznie wszystko: wiek, sytuacja rodzinna, materialna, podejście do życia, sposób codziennego funkcjonowania, pozycja społeczna, ale łączy je jedna rzecz (a właściwie dwie): gabinet na Chmielnej i stan, określany jako BŁOGOSŁAWIONY. Greta, Honorata, Agata, Adriana, Zosia, Beata, Michalina, Hanna... Jedna pragnie dziecka za wszelką cenę i nie cofnie się przed niczym, by zajść w wymarzoną ciążę, druga jest ofiarą męża, który traktuje brzuch żony jako żywy inkubator do rodzenia kolejnych dzieci, które "zsyła im Bóg", trzecia mimo ogromnego ryzyka postanawia mimo wszystko urodzić dziecko, czwarta jest kobietą sukcesu, singielką, która nie wyobraża sobie życia w związku, ale usilnie pragnie córki, która przejmie jej biznes, co powoduje decyzję o zapłodnieniu in vitro... Kolejna "łapie na dziecko" poznanego w klubie dwa miesiące wcześniej mężczyznę, którego uznaje za idealnego kandydata do swej ręki, mimo wielu przeciwwskazań; nieznajomość przeszłości Ksawerego niesie z sobą jednak przykre niespodzianki... Następna pragnie zostać surogatką, gdyż uważa, że wynajęcie macicy to najlepszy sposób na szybki zarobek...

„Czasem sobie myślę, że zupełnie nie kumam kobiet, a im głębiej je studiuję, tym głębsza jest moja niewiedza”.

Mimo dużej liczby przeplatanych z sobą historii, które pozornie odcięte od siebie, łączą się w jakiś sposób, bardzo łatwo przejść przez lekturę. Autorka porusza wiele istotnych problemów, takich jak samotne macierzyństwo, problemy z bezpłodnością, kontrowersje wokół in vitro, podejścia do ciąży; czy wszystko podporządkowywać dziecku, czy wręcz przeciwnie - znaleźć czas dla siebie, kwestie wychowywania dziecka przez pary homoseksualne, trudne relacje w rodzinie, związku, itp. Bohaterowie są nad wyraz ludzcy, popełniający błędy, zwyczajni; każdego z nich można spotkać obok siebie, codziennie mijamy takich ludzi na ulicy, nie zdając sobie nawet z tego sprawy. 

Zakończenie - porodówka spajająca powieść w kompletną całość - dopełniły moich dobrych wrażeń o lekturze. Czuję się emocjonalnie silniejsza, z kłębkiem refleksji dla siebie na przyszłość, wiem więcej na temat macierzyństwa i magii ciąży; bo mimo uciążliwości i trudności, narodziny dziecka to najpiękniejsza chwila w życiu, za którą nie da się nic zamienić i oddać.

To moje pierwsze spotkanie z Natalią Rogińską, jednak na pewno nie ostatnie. Autorka wie, jak chwycić moje serducho i prędko go nie wypuścić ze swoich objęć. POLECAM ;). Klub Prószyńskiego "Kobiety to czytają!" po raz kolejny nie zawiódł!

OCENIAM: 5/6!

Autor: Natalia Rogińska
Tytuł: Pokalane poczęcia
Seria: Kobiety to czytają!
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 304

PREMIERA: 22 marca 2016!


Za możliwość przeczytania książki przed jej premierą, bardzo dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

3.17.2016

Porozmawiajmy o... SZEKSPIRZE!

     Ach, któż by nie kojarzył tego nazwiska... Nazwiska, które na całym świecie cieszy się ogromną popularnością; a ja je wręcz ubóstwiam sercem mym całym, jak duże i gorące ;). Ale to już wiecie, bo niejednokrotnie podkreślałam, że wielbię Anglię właśnie za Williama Sz., czy Jane A. Dlatego, by jeszcze bardziej się Wam uzewnętrznić, stwarzam właśnie na WirtualnejKsiążce cykl (a właściwie kilka postów) moich ulubieńców, o których chciałabym porozmawiać ;).

Na pierwszy ogień idzie William Shakespeare, którego myśli przeszmuglowane w dziełach towarzyszą mi po dziś dzień; utwierdzając mnie w przekonaniu, że człowiek ten był niemożliwie utalentowany, mądry i... Uniwersalny. Klasyczny. Taki totalnie dla mnie.

Nawet prezentację na angielskim w liceum przygotowywałam o nim; ale o tym może innym razem ;).

Jak wiemy, William uznawany jest za jednego z najwybitniejszych poetów, dramaturgów angielskich, według niektórych bardzo też zreformował teatr. My mamy swojego Mickiewicza (którego osobiście nie znoszę, ale to pewnie przez poprzednie studia, które ZABIŁY we mnie jakiekolwiek uczucia do naszych narodowych poetów), Anglia ma Szekspira, po prostu. Mimo, że żył i tworzył na przełomie XVI i XVII wieku, jego teksty, sentencje, WSZYSTKO - znane jest do dnia dzisiejszego i cieszy się powodzeniem. Nic dziwnego. Naprawdę. Geniuszu nie sposób oceniać.

Nie będę Was zanudzać życiorysem Szekspira; każdy może o nim poczytać chociażby na Wikipedii; chciałabym podyskutować na temat tego, czy warto tak go cenić? Czy nie jestem może przewrażliwiona w pozytywny sposób na jego punkcie? Nie ukrywam, że czasem sama sobie w myślach cytuję fragmenty danej sztuki; chciałabym kiedyś mieć wszystkiego jego dzieła zebrane na półce, ułożone w honorowym miejscu. Pozakreślane do granic możliwości, ze znakami ciągłych powrotów do nich, by moje dzieci żartowały, że mamuśka ma fioła na punkcie jakiegoś kolesia, który nie żyje od setek lat ;). Póki co mam swój osobisty zbiór najpiękniejszych cytatów Szekspira, za które ponownie dziękuję Wydawnictwu MG, a które recenzowałam Wam TUTAJ. Wróćcie tam i zobaczcie, które cytaty są dla mnie najwspanialsze ;).

Ciągle wyłapuję nowe sentencje; odnoszę je do swojego życia i choć niejeden raz biorę je bardzo do siebie i osobiście, to tym bardziej przekonuję się, jak bardzo Szekspir jest dostosowany do KAŻDEGO czasu, okresu, zmieniającego się wciąż świata; jak wielkim był pionierem, jak ogromnie wyprzedzał swoje czasy. Moim marzeniem jest podróż do Anglii i pójście na Hamleta w oryginale; zwiedzenie tych wszelkich miejsc, w których bywał William, od poczucia tego klimatu, w którym on się obracał. Mam nadzieję, że kiedyś ów mój sen się spełni ;). A co najbardziej lubię?

Romeo i Julię - wiadomo!
Hamleta.
Króla Leara.
Poskromienie złośnicy.
Wiele hałasu o nic.
Sen nocy letniej.

Polecam ogromnie!


Może nie wyglądał jak grecki bóg, ale kto by się tym przejmował?!


A Wy jakie macie zdanie o tym panu? Lubicie, a może totalnie nie przepadacie?
Chcę poznać Wasze zdanie!
Porozmawiajcie ze mną o Szekspirze!
;)

3.15.2016

"Od urodzenia" Elisa Albert [PRZEDPREMIEROWO]

     Odkąd na nasz rynek weszło nowe wydawnictwo, Wydawnictwo Kobiece, byłam ogromnie ciekawa ich oferty. Wiadomo, kobiety potrzebują książek typowo dla siebie; a mając pod ręką ludzi, którzy spełniają ich oczekiwania, wychodząc naprzeciw z lekturami poruszającymi wiele konkretnie "babskich" tematów... Nic, tylko się zatracić ;). Dlatego czuję się zaszczycona możliwością przedstawienia Wam książki pochodzącej właśnie od Wydawnictwa Kobiecego. Jest to moja pierwsza publikacja od kobiet dla kobiet, która już niedługo ma swoją premierę.



"Jeśli masz jakieś plany, jakieś własne potrzeby albo pragnienia (na przykład wziąć prysznic, wysrać się, pójść gdzieś na konkretną godzinę, usiąść i pomyśleć), to masz przerąbane. Dowcip polega na tym, żeby zupełnie się poddać: łapać chwile, kiedy się zdarzają, i nawet nie marzyć o niczym więcej".

Jak każda kobieta zastanawiam się czasem jak to będzie, gdy kiedyś tam, w przyszłości, zostanę mamą.  Czy kompletnie ogarnę temat, czy dam sobie radę, czy moje dziecko będzie ze mnie dumne, czy będę dobrą wersją mamuśki. Taką wiecie, "cool". Macierzyństwo to temat trudny; dla niektórych być może błahy, bo przecież "tyle kobiet zostaje matkami, to musi być łatwe", dla innych kontrowersyjny z różnych powodów. Od urodzenia kontrowersji dostarcza, i naprawdę, mimo iż mamą bardzo chcę zostać, to inaczej troszkę już do tego będę podchodzić.

Główną bohaterką jest Ari - doktorantka; żona o piętnaście lat starszego Paula, mama rocznego Walkera. Mija rok, od kiedy kobieta urodziła syna, jednak nie cieszy się tym; mało tego, urodziny chłopca są dla niej rocznicą ciężkich przeżyć, którym została poddana w wyniku cesarskiego cięcia. Ari uważa, że dziecko zostało z niej wyjęte; totalnie nie rozumie zafascynowania całą otoczką macierzyństwa... Ból, szycie, długie "dochodzenie do siebie", obolałe ciało, pękające sutki, niewyspanie, brak czasu na podstawowe potrzeby codzienności, jak np. prysznic czy elegancki ciuch, średnie zainteresowanie ze strony męża, nieustanna uwaga poświęcana wyłącznie dziecku, karmienie, przewijanie, nocne wstawanie, krępujące momenty karmienia piersią w publicznych miejscach... To tylko niektóre problemy, z którymi zmaga się każda matka, a które zostały tu przedstawione bardzo obrazowo. O takich rzeczach się nie mówi, gdyż wszędzie panuje przekonanie, że macierzyństwo to błogosławieństwo; że kobieta powinna się cieszyć z możliwości urodzenia nowego człowieka, że powinna mieć dzieci jak najwięcej, że do tego została stworzona. To, jak się czuje zaraz po porodzie, czy później, gdy jej potrzeby schodzą na dalszy plan, przestaje być ważne; najważniejsze jest dziecko i to jemu powinien zostać podporządkowany cały świat. Ale żeby nie było, że macierzyństwo to same cienie! Blasków też jest sporo. Malusi człowiek zdany tylko na ciebie. Jego maluteńkie rączki, nóżki, oczka, patrzące na ciebie z uwielbieniem. Ogrom uczucia, które zalewa cię, gdy tylko na niego spojrzysz... Ta MAGIA, którą rozumieją tylko matki...

"Ale człowiek musi mieć jakąś tożsamość, jakieś zainteresowania i zajęcia poza posiadaniem dziecka, po prostu musi. Inaczej dziecko będzie jedynym zainteresowaniem i zajęciem a wszyscy wiemy, jak kończy się coś takiego".

Ari nie przebiera w słowach; jej opowieść jest pełna kolokwializmów, czasem wulgaryzmów, każdą rzecz nazywa wyraźnie po imieniu, bez sztucznego owijania w bawełnę. Jeśli bolą ją cycki, ponadgryzane od karmienia - dokładnie tak o tym mówi, jeśli ma ochotę pieprzyć się z mężem - w tych słowach informuje o tym czytelnika.  Bardzo podoba mi się ów styl; dzięki niemu można łatwiej zrozumieć bohaterkę, wejść w jej skórę, szybko otwierają się oczy na pewne aspekty stanu jakim jest macierzyństwo. Prosto, klarownie, dosadnie, szczerze. Autorka nie oszczędza swoich czytelniczek; ale wychodzi jej to całkiem dobrze. 

Książkę czyta się niesamowicie szybko; tak jak wspomniałam wcześniej, Ari prowadzi nas przez swoją historię dokładnie, mocno, bez sztuczności i fałszywego wybielania tego, co wcale białe nie jest. Warto zobaczyć, że mimo wszystko, na dziecku świat się nie kończy, a życie toczy się dalej normalnym trybem. Polecam każdej kobiecie; to dobra lektura. Nie tylko dla mam; warto wiedzieć co w macierzyńskiej trawie piszczy ;).

OCENIAM: 4/6!

Autor: Elisa Albert
Tytuł: Od urodzenia
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
Ilość stron: 272
Tłumaczenie: Aleksandra Weksej




Za egzemplarz do recenzji bardzo dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.

3.13.2016

"Zabić drozda" Harper Lee

       Dopiero, gdy człowiek ma nogę w gipsie (dobra, to szyna, ale chodzę o kulach, i generalnie bardzo utrudnia mi to życie) zaczyna doceniać promyczki dnia codziennego. O czym mówię? A o tym, że właśnie teraz, gdy o zwykłe przyniesienie kawy do pokoju muszę prosić współlokatorki, umycie naczyń na jednej nodze naprawdę stanowi WYSIŁEK, a podróż o kulach przez korytarz to wyprawa za jeden uśmiech... Dziękuję Bogu, że potrwa to tylko 10 dni i niedługo znów będę mogła hasać, hulać, biegać (no w porządku, może nie od razu, ale zawsze to jakaś perspektywa!), bo nie doceniałam tego w szarej codzienności. Może napiszę w ogóle o tym osobny post, żeby tu nie zaśmiecać terenu WK przy recenzji, ale musiałam się wyżalić. Zresztą, ci, co śledzą mnie na fcb, to wiedzą, z czym się borykam :P.

Po tym obszernym wstępie, wniosek nasuwa się jeden, bardzo prosty. Jestem uziemiona; przez co mam duuużo czasu. A na co mogę go wykorzystać? No chyba logiczne. Na książki ;). I dziś, chciałam Wam powiedzieć napisać słów kilka o publikacji, która wywarła na mnie tak ogromne wrażenie, że aż nie wiem, jak to zrobić, by nie polec przy ocenianiu jej. 

Harper Lee. To aż dziwne, że nazwisko to jest tak znane, przy skromnym dorobku pisarskim tej autorki. Ale jak to mówią, liczy się jakość, a nie ilość. I tu JAKOŚĆ mamy. Mamy wręcz doskonałą. 

Książka uznawana za arcydzieło.
Bestseller nad bestsellerami.
Nagroda Pulitzera (1961).
Film na podstawie książki nagrodzony Oscarem.

Dobra, może już po prostu przejdę do sedna...




"Nigdy do końca nie zrozumiesz drugiego człowieka, póki nie rozważysz spraw z jego punktu widzenia... (...), dopóki nie wejdziesz w jego skórę i nie pożyjesz w niej trochę". 

Maycomb, małe miasteczko na południu Stanów Zjednoczonych. Wszyscy się tu doskonale znają; każdy wie, czego można się spodziewać po innych, z kim lepiej żyć w zgodzie, a z kim dobrze nie zadzierać. Ludzie mają tutaj swoje określone role społeczne, których się trzymają. Już od pierwszych stron powieści poznajemy jej głównych bohaterów: Atticusa Fincha - prawnika, jego dwoje dzieci Jeremy'ego "Jema" i Jean Louise "Skaut", przyjaciela dzieciaków Dilla, Calpurnię - czarnoskórą kucharkę pracującą w domu Finchów; mamy też wiele postaci drugoplanowych, równie mocno nakreślonych, co oddaje nam bardzo wyraźny obraz Maycomb, oraz zwyczajów w nim panujących. 

Atticus wychowuje dzieci sam, przy pomocy Calpurni; jego żona zmarła kilka lat wcześniej. Finch jest przykładem ojca idealnego; stanowi wzór dla swoich dzieci, nigdy nie ocenia ich zachowań pochopnie, interesuje się ich problemami, uczy wielu prawd, nie tylko tych szkolnych, ale przede wszystkim życiowych, chce, by i Jem i Skaut wyrosły na porządnych, wartościowych ludzi, szanujących zarówno siebie, jak i każdą inną żywą istotę.  Dzieciaki wiodą spokojny żywot; oczywiście psocą (bardziej Skaut, która wyrasta na typową "chłopaczycę", jednak swoją wrażliwością mogłaby obdarować niejedną paniusię), zadają tysiące pytań, są niesamowicie ciekawe świata, tajemniczą zagadkę stanowi dla nich dom sąsiadów, z którego chcą wywabić niewychodzącego z niego od lat niejakiego Boo Radley'a, ogromnie szanują swojego ojca, liczą się z jego zdaniem, stanowi on dla nich przykład dobrego człowieka.

Wiele zmienia się, gdy do tej pory ceniony Atticus; doskonały prawnik, głowa rodziny, nieskazitelnie prawy, postanawia bronić Murzyna, Toma Robinsona, oskarżonego o gwałt Mayelli Ewell. Wszystko wskazuje na to, że oskarżony jest niewinny; padł po prostu ofiarą rasistowskich uprzedzeń, jednak miasto białych woli wierzyć kłamstwom białego - ojcu Mayelli, a zarazem największej szumowinie w okolicy. Spokojne Maycomb, wydawać by się mogło, rozumiejące Atticusa i jego zachowanie - zaczyna porażać swoją bezwzględnością w ocenie, brakiem tolerancji i pochopnym wydawaniem opinii, nie mającej znaczenia, jeśli w grę wchodzi kategoryzowanie ludzi w zakresie "biały" i "kolorowy". Jem i Skaut, stojący murem za ojcem, muszą zmierzyć się z niezrozumieniem, falą nienawiści i uprzedzeń, a pojawiające się wciąż pytanie: gdzie jest granica? przechodzi do porządku dziennego.

"Odważny jest ten, kto wie, że przegra, zanim jeszcze rozpocznie walkę, lecz mimo to zaczyna i prowadzi ją do końca bez względu na wszystko".

Zabić drozda porusza. Od każdej możliwej strony. Uczucia niepokoju, strachu, nerwowości, lęku towarzyszą czytelnikowi cały czas, z każdą przewracaną stroną. Wydawać by się mogło, że skoro książka jest TAKIM hitem, to że będzie się ją ciężko czytało. Nic podobnego. Narratorką powieści jest Skaut, która używa najprostszego języka; opisując wszystko dokładnie, nie pomijając żadnych szczegółów. Klarownie, jasno, wciągająco. Nie czytałam jeszcze nic, co poruszałoby jeden z ważniejszych problemów dzisiejszego świata: motyw rasizmu i towarzyszącej mu tolerancji. Dawniej było z tym ciężej, dziś idzie ku dobremu, jednak wciąż nie można powiedzieć, że tej sprawy nie ma. Bo rasizm występuje po dziś dzień, mimo, że w okrojonej już skali. Tematyka porwała mnie; na pewno będę sięgać po podobną literaturę, by wiedzieć więcej i więcej i więcej.

Książkę będę polecać każdemu, przy każdej możliwej okazji; jest warta czasu, pieniędzy, uwagi, chęci... Jest godna wszystkiego. Śmiało powiedzieć, że to jedna z najlepszych książek (ścisła czołówka!), jakie czytałam w życiu ;). 

Wiecie, czemu grzechem jest zabić drozda? Bo ja już wiem. Teraz pora na Was ;).

OCENIAM: 6/6!

Autor: Harper Lee
Tytuł: Zabić drozda
Wydawnictwo: Rebis
Ilość stron: 421
Tłumaczenie: Maciej Szymański


Tyle wspaniałych cytatów w niej ;).

Ta wersja okładkowa jest zdecydowanie najlepsza!

Za książkę ogromnie dziękuję księgarni TaniaKsiążka.pl

*

Teraz, gdy przez 10 dni mam siedzieć na tyłku, będę się tu aktywnie udzielać, szykujcie się na serię postów "Ojabiednaojabiedna" oraz większą ilość recenzji i postów okołoksiążkowych. Ruszam z nowym cyklem, o którym wspominałam już na fanpage'u, bądźcie czujni :D.

3.07.2016

"Panika" Lauren Oliver

     Panika od początku swojej promocji urzekła mnie okładką; wyrazistą, przykuwającą wzrok, magnetyzującą, hipnotyzującą... Dziewczyna patrząca prosto na czytelnika ma w sobie "to coś", obok czego trudno przejść obojętnie, już zwłaszcza w księgarni. Dziki wzrok przywodzi na myśl kłopoty, problemy, a o te... W Panice nietrudno.



"Panika wdzierała mu się do płuc i utrudniała oddychanie".

Panika, jak powszechnie wiadomo, to uczucie niewyobrażalnego lęku, strachu; psychiczny kataklizm, który może objawiać się na wiele różnych sposobów. Drżenie rąk, szybsze bicie serca, brak tchu... To tylko kilka oznak, tych łagodniejszych. Przy wzmożonej sile, panika potrafi być bardzo niebezpiecznym zjawiskiem.

Ale Panika to także gra, otoczona wielką tajemnicą; nikt nie wie, kto jej sędziuje, kto ustala zasady, reguły, zadania. Jeśli wchodzisz w jej krąg, niepisanie zobowiązujesz się do zachowania absolutnego milczenia; w przeciwnym wypadku - wylatujesz. Stawka jest wysoka, bo ogromna suma pieniędzy piechotą nie chodzi, ale czasem na niej zależy najmniej. Jak daleko jesteś w stanie przesunąć swoje granice? Ile jesteś w stanie poświęcić dla wygranej? Czy wartości takie jak przyjaźń, przywiązanie, rodzina, mają dla ciebie znaczenie? Czy jesteś w stanie je obronić za cenę swojego zdrowia, albo i... Życia? Co jest głównym motorem twoich działań? Nieodwzajemnione uczucie, chęć zemsty, a może próba udowodnienia czegoś sobie i innym? Jak wiele zrobisz, by pozostać w grze?

"Jeśli kogoś naprawdę kochasz, jeśli się o niego troszczysz, musi to być na dobre i na złe. Nie tylko wtedy, gdy jest łatwo i przyjemnie. Rozumiesz?"

Heather mieszka w Carp, dziurze, w której przysłowiowo diabeł mówi dobranoc. Wychowuje siostrę, gdyż mama to nałogowa alkoholiczka, praktycznie niemająca kontaktu z rzeczywistością. Z Heather właśnie zrywa chłopak; dziewczyna załamuje się, ale chęć zmian, podniesienia się ze stanu złamanego serca wyzwala w niej chęć do... Zagrania w legendarną Panikę. Grę, w której nie ma sprawiedliwych zasad, zadania mają na celu sprawdzenie granic wytrzymałości uczestników oraz przekroczenie ich słabości. Dziewczyna nigdy nie myślała, by wejść do gry, by stawić czoła swoim lękom, ale teraz, gdy jej perspektywa postrzegania świata lekko uległa zmianie... Postanawia przyłączyć się do gry i zagrać o najwyższą stawkę, jaką do tej pory udało się ustalić. Mianowicie 67.000 dolarów. 

Ogrom tajemnic, sekretów, milczenia... 
Do końca nie wiesz, kto jest twoim sojusznikiem, a kto rywalem; jedno jest pewne: Panika wyzwala najgorsze instynkty, obnaża ludzkie obawy, wywołuje adrenalinę, graniczącą z brawurą. Jak daleko można się posunąć? 

Z autorką spotykam się pierwszy raz, choć wiem, że słynie z młodzieżowych lektur; jak chociażby 7 razy dziś czy trylogii Delirium. Szczerze mówiąc, najpierw spodziewałam się czegoś innego; przez pierwsze pięćdziesiąt stron poważnie odczuwałam nudę, ale wraz z przewracaniem kolejnych stron... Przepadłam. Prosty, klarowny, lekki styl. Akcja. Coraz więcej emocji, sekretów wychodzących na jaw, prób uczuć, zawahań, wejście w psychikę nastoletnich bohaterów, którym priorytety niezaprzeczalnie szybko się zmieniają. Wartości, o które warto grać, poświęcić się im bez reszty. Porwał mnie sam pomysł - nie wiedziałam, że granice Paniki przesuną się tak daleko. Nie czytałam nigdy podobnej książki; Lauren Oliver wykonała naprawdę kawał dobrej roboty. Może Panika nie będzie należała do moich ulubionych książek, jednak całkowicie polecam ją ludziom, którzy lubią podobne klimaty. Tajemniczość, nastoletni bohaterowie zmagający się z własnymi słabościami, coś wciągającego, ale nie wymagającego. 

Bo wiecie, że...

"Strach nie jest w stanie mnie pokonać".

OCENIAM: 4/5!

Autor: Lauren Oliver
Tytuł: Panika
Wydawnictwo: Moondrive
Ilość stron: 360
Tłumaczenie: Monika Bukowska


Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję księgarni TaniaKsiążka.pl

3.05.2016

"Aż gniew twój przeminie" Åsa Larsson

     Pamiętam, jak jeszcze nie tak dawno wzbraniałam się przed thrillerami i kryminałami; jak uparcie trzymałam się swojego poglądu, że jestem chrzanioną romantyczką i tylko takie powieści (o wzniosłym uczuciu, rycerzach na białych koniach, bezwarunkowym poświęceniu i oddaniu) grzeją stałe miejsce w moim sercu. Nic bardziej mylnego. Romantyczką wciąż jestem i klasykę cenię ponad wszystko, jednak z coraz większą chęcią sięgam po coś, co trzyma w napięciu, a wypieki na moich policzkach pozostają z emocji na dłużej. Dziś chciałabym skrobnąć dla Was parę słów o lekturze, którą otrzymałam w ramach prezentu świątecznego do Agnieszki (którą serdecznie w tym miejscu pozdrawiam!), przez co czytało mi się ją jeszcze lepiej. A mowa o thrillerze, od którego słabo było mnie oderwać ;).



"Wtedy wiem - powiedziała - czy powinnam się bać, czy nie. Wszystko, co musimy wiedzieć o człowieku, jest w jego oczach".

Z zamarzniętej rzeki w północnej Szwecji zostają wyłowione zwłoki nastoletniej Wilmy Persson. Dziewczyna i jej chłopak Simon zaginęli kilka miesięcy wcześniej; wyszli z domu ponurkować, po czym przepadli jak kamień w wodę. Dosłownie. Na skutym lodem brzegu pozostały tylko dwa plecaki, a w pobliskim lesie ich samochód, z którego w tajemniczy sposób została usunięta benzyna. Okoliczna policja i mieszkańcy miasteczka są przekonani, że para zginęła w wyniku nieszczęśliwego wypadku; coś zawiodło i po prostu utonęli. 

Prawda okazuje się jednak kompletnie różna od przesłanek... 

Sprawę prowadzą prokuratorka Rebeca Martinsson i komisarz Anna Maria Mella; pierwszej z kobiet pewnej nocy śni się Wilma, twierdząc, że nie utonęła - że w całej owej historii jest głębsze dno, do którego trzeba się dostać, by odpowiednie puzzle wskoczyły kolejno na swoje miejsce. Rebeca, najpierw nieufna, daje się porwać coraz to nowszym dowodom na to, że zmarła ma rację. Gdy w tajemniczy sposób ginie ostatni świadek, mogący mieć znaczenie dla sprawy - obie kobiety ruszają na łowy...Mordercy.

"Nie musisz wcale wierzyć. Rób tylko to, co w danej chwili wydaje ci się właściwe".

Pamiętam, że książkę zaczęłam czytać na dworcu, gdzie czekałam prawie dwie godziny na pociąg. Gdyby nie ustawiony wcześniej budzik, pewnie bym na ten pociąg nie zdążyła, poważnie! Nie mogłam się oderwać od lektury; wiem, że nie mam doświadczenia w thrillerach czy kryminałach, ale skoro mnie, totalnego laika, wykreowana narracja (trzecioosobowa, oraz pierwszoosobowe wstawki Wilmy) kompletnie porwała, to co dopiero wielbicieli gatunku. I choć mordercę poznajemy bardzo szybko, zarysowana akcja trzyma w napięciu do samego końca! Czyta się lekko, szybko, nie pamiętam kiedy dobrnęłam do finału. Jedyne do czego nie mogłam przywyknąć, to skomplikowane nazwy, nazwiska bohaterów; szwedzki jednak nie zawładnął moim sercem. Ale kto by się tym przejmował! Liczy się akcja, napięcie, poczucie nerwów, co dalej, co się wydarzy na następnej stronie. Niecierpliwie wracałam do opisywanych wcześniej pozornie błahych wątków, by później przekonać się, jak ważne są dla całej sprawy. 

Aż gniew twój przeminie to czwarty tom cyklu o Rebece Martinsson, niesamowicie utalentowanej prokuratorce, która nie spocznie, niejeden raz narażając swoje życie, dopóki nie doprowadzi sprawy do końca... Nie powiem, autorka umie budować napięcie, wyzwalając w człowieku całą gamę emocji; od gniewu, poprzez litość, po ulgę. Jestem pod wrażeniem tej lektury, i choć to, jak wspomniałam, już czwarty tom serii, kompletnie tego nie odczułam. 

Muszę zwrócić uwagę jeszcze na jedną kwestię: psychologiczny obraz przedstawionych postaci. Każdej, szczegółowo. Nigdy nie wiadomo, co się dzieje w cudzych głowach, a tu... Możemy dosłownie się w nich rozsiąść i śledzić po kolei każdy ruch. Uwielbiam takie emocjonalne zagrywki, gdy czytelnik wie, co "szarpie" bohaterem w danej chwili. Polecam każdemu, książka może nie będzie należeć do grona tych moich najulubieńszych, jednak zdecydowanie cieszę się, że mam ją za sobą - będę wypatrywać poprzednich tomów oraz innych powieści pani Larsson ;).

OCENIAM: +4/6!

Autor: Åsa Larsson
Tytuł: Aż gniew twój przeminie
Ilość stron: 351
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Tłumaczenie: Beata Walczak - Larsson

*

Nadrabiam już zaległości na Waszych blogach, cierpliwości! 
Wracam do gry, pamiętajcie ;)!

3.02.2016

Jak to jest, że czasem i KSIĄŻKOHOLIK wymięknie?

      Do napisania tego, bądź co bądź, osobistego postu poruszyłam się mnie... Właśnie ja, sama! Powiedziałam sobie, dziewczyno! Mimo, że zarzekasz się, że nie umiesz żyć bez książek, wiecznie łazisz z jakąś lekturą w torbie; czytasz w autobusie, w parku i w knajpie przy kawie... Czasem też masz ochotę po prostu... Nie czytać nic. 

Zauważyliście, że luty był dla mnie miesiącem mało obfitym, jeśli chodzi o aktywność tu u siebie, na WirtualnejKsiążce, czy u Was. Nie powiem, męczyłam się z tym; nie umiałam patrzeć na tę swoją bierność, mając świadomość, że wypadam z pewnego kręgu, że nie wiem kompletnie co się dzieje na rynku wydawniczym, że nie jestem na bieżąco jak zwykle. Owszem, zawsze weszłam do jakiejś księgarni, która akurat mi się napatoczyła po drodze, nie mogąc oderwać wzroku od przybywających okładek, ale... 

Zwyczajnie nie mogłam się zebrać, by usiąść na tyłku i po prostu przepaść, utonąć, zaczytać się.




Całą winę zwalam na sesję, która w tym semestrze po prostu mnie przygniotła. Nawet nie samą ilością egzaminów, czy zaliczeń, ale krótkim czasem, w którym trzeba było ogarnąć DUŻO materiału, praktycznie z dnia na dzień. Wiem, wiem, jako przykładny student, powinnam była się zacząć uczyć dużo wcześniej, wiadomo, ale... Bez przesady! Ludzie. No więc już sam fakt patrzenia na stos notatek (w tym z edukacji matematycznej, która powodowała we mnie chęć skoku do Wisły), materiałów, kserówek, rzeczy do PRZECZYTANIA sprawiał, że ani myślałam o zatopieniu się w lekturę książki, takiej zwyczajnej, takiej mojej. Zapanował zastój. I niemoc, od której nie mogłam się oderwać. Egzaminy zdałam, nieprzespane noce w końcu odespałam, kawę zaczęłam odstawiać, ale... Chęć wciąż nie pragnęła powrócić. 

Popłynęłam więc w inną stronę. Powrót do biegania, długich spacerów, wyjść ze znajomymi, robienia CZEGOŚ, byleby tylko nie mieć świadomości utraty czasu. Oprócz studiowania pomykam sobie jako niańka, więc "moje" dziecko nie mogło nadążyć za pokładami kreatywności i pomysłów, którymi je zasypywałam... Żeby tylko coś robić, by nie stać w miejscu. I wiecie co? Udało się. Potrzebowałam tej chwili; tego odpoczynku od książek. I wcale się tego nie wstydzę. Absolutnie. Musiałam porobić coś innego, by znowu powrócić do pożerania książki za książką; do bytności na Waszych blogach, życiu nowinkami wydawniczymi, recenzowaniu nie tylko dla Wydawnictw, ale i dla siebie, do maniakalnego zakreślania cytatów, zaznaczania sentencji, aktywności nawet na własnym fanpage'u na fcb. Ktoś może powiedzieć, że nie mieści się mu w głowie takie odstawienie książek na jakiś czas, że ciągle się przecież tym żyje. Otóż nie. Dostrzegłam wiele rzeczy, których wcześniej nie zauważałam; odżyłam towarzysko, jakoś tak... Pochłonęło mnie to lekko, ale dałam radę i teraz się zbieram. WRACAM na dobre; zresztą sami widzicie. Skrobię dla Was ten oto mega osobisty post; muszę się jakoś uzewnętrznić, wybaczcie ;). Na własnym przykładzie przekonałam się, że i od nałogu, nawet tego nieszkodliwego w żadnej ilości, można sobie czasem troszkę odpocząć, wyluzować, odstawić i porobić coś innego. Po co czytać na SIŁĘ, z MUSU, gdy można to robić czysto szczęśliwie, z ogromną frajdą i przyjemnością?

Czasem trzeba tylko ciut swoje odczekać. I przypominam, że zbliża się wiosna, więc czytanie w parku, w ciepłych promieniach słońca jest już coraz bliżej!

Więc reasumując. Jeśli czujesz, że w danej chwili po prostu nie masz chęci na czytanie... WYJDŹ z domu, zrób paznokcie, weź gorącą kąpiel, idź pobiegać, napij się piwa, pogadaj ze znajomymi, zadzwoń do kogoś bliskiego! I nie przejmuj się, że książka leży na półce. Ona cierpliwie poczeka, aż sięgniesz po nią z radością ;).

Ode mnie tyle.

Dziękuję za uwagę.

Pozdrawiam!


Czysty dramat na jednej fotografii! ;)

PS. Lubicie te moje osobiste wynurzenia?