4.27.2016

"W ramionach gwiazd" Amie Kaufman&Meagan Spooner

   

"Kiedy pozostało tak niewiele do stracenia, nawet najmniejsza strata może być druzgocącym ciosem".

Temat kosmosu nierzadko pojawia się w literaturze; sama osobiście niezbyt przepadam przepadałam za gatunkiem science fiction, jednak żeby wskazać jakieś konkretne książki - jeśli chodzi o mnie - byłoby ciężko. Nowoczesne technologie, (nie)daleka przyszłość, ogrom wynalazków, powolne przechodzenie w niepamięć ludzkich odruchów i uczuć... Tak być może będzie wyglądał nasz ziemski los, który nieprzerwanie i niemożliwie szybko pędzi do przodu, nierozerwalnie pociągając nas za sobą. Trzymając w dłoniach W ramionach gwiazd, pierwszą część trylogii Starbound - naprawdę nie wiem, czego się spodziewałam. Nie wiedziałam jednak, że połączenie literatury młodzieżowej z tematyką science fiction może być tak udane.

Ikar to największy prom w galaktyce. Przebywa na nim pięćdziesiąt tysięcy ludzi; w tym córka najbogatszego człowieka, nastoletnia Lilac LaRoux, oraz Tarver Merendsen - młody major, wojenny bohater, który dzięki odwadze zyskał sławę, popularność, a tym samym przepustkę do "lepszego", prestiżowego świata wyższych sfer. Wydawać by się mogło, że tych dwoje pochodzi z kompletnie różnych bajek, jednak w obliczu wspólnego wroga, niejedna okoliczność jest w stanie zbliżyć ludzi... Pokład Ikara bowiem ulega katastrofie, z której uchodzą cało właśnie Lilac i Tarver. Dwójka nastolatków ląduje na obcej planecie; nieznajomej, sekretnej, skrywającej wiele tajemnic, momentami podstępnej oraz... Zapomnianej przez resztę świata. Lilac i Tarver postanawiają odnaleźć wrak rozbitego promu kosmicznego by nadać sygnał ratunkowy, dający jedyną możliwą nadzieję na ocalenie. Muszą jednak zmierzyć się z własnymi słabościami oraz (a może na pewno!) nowymi faktami, które, wcześniej skrzętnie zatajane, teraz wypływają na światło dzienne.

"Zamykam oczy i opieram się ręką o ścianę. Nie stać mnie na to, by stracić nadzieję".

Lilac zaczyna mieć wizje, które, wraz z tajemniczymi "szeptami" kładą się cieniem na kryształowym obrazie ojca dziewczyny. Podobnym omamom zaczyna ulegać i Tarver; wszelkie próby pozyskania prawdy nie są łatwe, jednak dwójka rozbitków nie daje za wygraną. 

Przyznam szczerze, że do samego końca nie wiedziałam, jak skończy się przedstawiona historia; nie jest to z pewnością kolejna banalna i przewidywalna historyjka dla nastoletnich czytelników. Jest akcja, są emocje, niepewność, wahanie, strach; uwielbiana przeze mnie narracja pierwszoosobowa (raz z perspektywy Lilac, raz z punktu widzenia Tarvera) dodaje tylko walorów powieści. Jeśli liczycie na coś niespodziewanego w literaturze młodzieżowej, to polecam ;). Sama z niecierpliwością wyczekuję już kolejnego tomu z serii; podobno cała trylogia ma się ukazać jeszcze w tym roku! 

OCENIAM: +4/6!

Autor: Amie Kaufman&Meagan Spooner 
Tytuł: W ramionach gwiazd
Seria: Starbound
Wydawnictwo: Moondrive (Otwarte)
Ilość stron: 485
Tłumaczenie: Martyna Tomczak


Za książkę bardzo dziękuję księgarni taniaksiazka.pl

*

Życzę Wam niesamowicie udanej majówki! Ja będę w Gdańsku, wiecie z kim ;)!

4.24.2016

Co Ci daje bycie blogerem książkowym? Część pierwsza!

     Och, pomyślicie, ależ post, będzie się rozwodzić na temat popularności w sieci, rozpoznawalności, korzyści płynących ze stukania w klawiaturę od czasu do czasu. Bla, bla, bla, nic bardziej mylnego.

Post powinnam zatytułować może inaczej. Co daje MI bycie blogerem książkowym. Bo dla niektórych może właśnie wyżej wymienione aspekty są docelowym zamiarem założenia swojej własnej strony. Jednak u mnie było i jest nadal troszkę inaczej. Obalę Wam tu teraz wszelkie mity dotyczące mojej działalności, a może i przybliżę siebie bardziej osobiście. Nie wiem czy tego postu nie rozciągnę w kilka części, póki co jednak, jedziemy. 

Zacznę od tego, iż wiem, kim jesteś mój Czytelniku. Bez względu na to, czy prowadzisz również książkowego bloga, czy dopiero zaczynasz swoją przygodę z blogerskim światem - jesteś MIŁOŚNIKIEM książek - inaczej nie byłoby Cię tutaj wraz ze mną. Rozsiądź się wygodnie i spójrz jak tu bywa w życiu, gdy swoje serce oddało się literaturze. 

Odkąd pamiętam, zawsze uwielbiałam czytać; ponoć dlatego poszłam rok wcześniej do szkoły - bo w wieku 5 lat już składałam literki, później zaczynałam pochłaniać pierwsze książeczki, a w momencie przekroczenia progu pierwszej klasy (gdzie de facto uczyła mnie mama!) biegle posługiwałam się już naszym językiem i pożerałam wszelkie lektury w zasięgu wzroku ;). Później poszło gładko; gimnazjum, liceum z profilem humanistycznym, studia, jakżeby inaczej, polonistyczne. I mimo, że właśnie studia ZABIŁY mnie we mnie jakiekolwiek wyższe uczucia do rodzimych autorów (oprócz Prusa, Prus zawsze będzie w moim sercu gościem specjalnym, na wieki ;)), to uwielbienie do książek zostało i trwa do dziś. Tylko teraz to troszkę inaczej wygląda...

Gdy dużo czytasz, pamięć bywa zawodna, wiadomo. Nie wszystko da się spamiętać, nie każdy cytat wkręca Ci się w głowę, mała ilość bohaterów porywa Cię bezpowrotnie. Ale czytasz, czytasz i czytasz i przestać nie możesz. Aż dochodzisz do wniosku, że wróciłabyś/wróciłbyś do danej książki, bo "coś tam fajnego było, ale dokładnie nie pamiętasz teraz co". Więc? Robisz to co ja, zakładasz coś swojego, by móc w każdej chwili powrócić do swoich wspomnień. To coś jak zdjęcia, tylko, że w formie pisanej. Czysta magia.

Jak to było z moją WirtualnąKsiążką - wiecie, kto nie słyszał, niech zajrzy do wcześniejszych postów mówiących o tym, jak to się tutaj znalazłam, kto mi pomógł, kto wspierał, kto dołował; przegląd wzlotów i upadków - do wglądu ;). Dziś o tym, co MI dało i wciąż daje bycie tutaj. U siebie.

Jak wspomniałam wcześniej, z racji iż czytam sporo, nie ufam w stu procentach swojej blond główce, z której myśli ulatują niesamowicie szybko ;). Dlatego wymyśliłam sobie, że tutaj będę zapisywać SWOJE, OSOBISTE, SUBIEKTYWNE myśli dotyczące danej książki, by później móc tu wrócić i przypomnieć sobie co nieco. Zobaczyć, na co WTEDY zwracałam uwagę, co wpadło mi w oko, co zapadło w pamięć, oraz też... Jak się prezentuje mój pisarski styl, czy w ogóle jest do czego wracać ;D. Lekka ironia mi w duszy gra, co i widać tutaj, więc czasem bywa zabawnie, gdy czytam swoje wypociny np. sprzed kilku miesięcy. Fakt możliwości powrotu do swoich myśli, odszukania ich w księgozbiorze wspomnień, skatalogowania ich według jakiegoś klucza, wyciągnięcie najważniejszych wniosków z publikacji, zaznaczenie ważnych cytatów - to dla mnie najważniejsza korzyść płynąca z bloga. To jest moje i nikt mi tego nie zabierze, a jak ktoś nie chce tego czytać... No cóż, to są Internety, zawsze możesz je zmienić, droga wolna ;). Kto zostaje na dłużej - niesamowicie mi przyjemnie, gdyż uwielbiam poznawać Wasze opinie, dyskutować na temat książek (oraz inne tematy też :D), wymieniać poglądy, polecać to i owo, albo coś sobie kompletnie darować. I tu płynnie przechodzę do kolejnej rzeczy, którą dał mi blog...

Poznawanie nowych osób. To druga korzyść. Wspaniała. Człowiek, który zakłada bloga, musi zdawać sobie sprawę (jeśli jeszcze tego nie wiesz, właśnie uzupełniam Twoją podstawową wiedzę!), iż przestaje być w pewnym stopniu anonimowy. O Twoim blogu może nie wiedzieć rodzina, mogą nie wiedzieć znajomi, ale wiedzą o nim inni ludzie ;). I co z tego, że ich osobiście nie znasz; zawsze jest tam ktoś po tej drugiej stronie, kto czyta to, co masz do powiedzenia, komentuje to, zgadza się z Tobą, bądź nie - a Ty musisz się z tym pogodzić. Przestajesz być całkowicie anonimowy - masz swój nick, pseudonim, po którym zaczynają rozpoznawać Cię inni. Zresztą, nie ukrywajmy. Jeśli nie chciałbyś, by ktokolwiek Cię odwiedzał na blogu - pisałbyś do szuflady, nic nikomu nie wspominając, prawda? Ale coś Cię popchnęło do kroku "Załóż bloga" i jesteś blogerem. Teraz od Ciebie zależy, w jakim kierunku pójdziesz. Czy będziesz pisać raz na miesiąc, czy codziennie, czy będziesz wdawać się w dyskusje z innymi blogerami, czy zdecydujesz się wyjść z nimi poza ramy komputerowego ekranu, czy wręcz przeciwnie. Ja wyszłam i wiesz co? Nie żałuję. I nigdy nie będę. Jeśli nie masz pojęcia o czym mówię - zapraszam na moją fotorelację z wyprawy do Gdańska, na drugi koniec Polski, po to, by osobiście spotkać dziewczynę, którą poznałam właśnie dzięki WirtualnejKsiążce. Dzięki blogowi poznałam też super gościa, z którym zaczynam tworzyć cykl wspólnych, potterowskich recenzji. Mam nadzieję, że niedługo również pójdziemy na kawę, by pogadać o tym, o czym piszemy milion maili. Bo warto. A wiesz czemu? Bo ludzie, którzy mają pasję, zawsze będą mieć temat do rozmów. I nieważne, czy są to książki, sport, czy coś kompletnie innego. Bratnią duszę możesz znaleźć wszędzie, nawet właśnie za pomocą bloga ;). I mówi Ci to osoba, która na własnym przykładzie przekonuje się, że można i, że to coś cudownego. Bo gdyby nie blog, nawet nie wiedziałabym, że tacy ludzie istnieją. A to, już uważam, byłaby dla mnie strata, gdyż sądzę, że są to znajomości z tych godnych utrzymania :).

*

Chyba jednak podzielę ten post ;). Jeśli będziecie chcieć dalszy ciąg korzyści (a później i może minusów) bycia blogerem książkowym - dacie mi znać. Kto dotrwał do końca - szacunek i pozdrowienia ślę z deszczowego Krakowa! :)

Do napisania!

Moja JEDNA półka w domu ;D!

4.21.2016

Porozmawiajmy o... Siostrach Brontë!

     Trzeci post z mojego osobistego cyklu "Porozmawiajmy o...", mający na celu rozpoczęcie dyskusji na temat wybranego (należącego do moich ulubieńców) autora; poprzednie wpisy o Szekspirze, czy Jane Austen zainteresowały Was na tyle, że decyduję się kontynuować ową moją serię ;). Dziś na głęboką wodę rzucam nie jedną, nie dwie autorki, a od razu TRZY! I to w dodatku o tym samym nazwisku! 

Przedstawiam Wam słynne siostry B.

Brontë! 

Czy jeszcze kogoś dziwi fakt, że pisarki te należą do grona brytyjskiego świata literatury? Nie wiem co jest w tym, że tamten świat, tamten klimat, tamten styl siedzą w mojej głowie od dłuższego czasu; i jestem pewna, że nieprędko się to zmieni... Przekonuję się do innych literackich gatunków, jednak angielska klasyka to moje niebo, mój raj. Zapraszam, drzwi otwarte!


Charlotte!

Na pierwszy ogień idzie najstarsza z sióstr - Charlotte. Urodzona w 1816 roku; autorka kilku powieści (pisała najwięcej z całej trójki!), ponoć przypisuje się jej autorstwo dzieł sióstr. Żeby niby zabezpieczyć je przed egzystencją w trudach ówczesnego świata, na wypadek śmierci ojca. Ja osobiście w to nie wierzę; może Emily i Anne były mniej utalentowane od Lotty, ale na pewno nie przywłaszczyłyby sobie jej powieści ;). Poza tym, w świecie literackiego świata Wielkiej Brytanii nie brakuje kontrowersji, podobnie jak to jest z Szekspirem, więc to tylko podsyca domniemane posądzenia o autorstwo światowych bestsellerów. Trzymajmy się wersji, że Charlotte napisała:

Dziwne losy Jane Eyre.
Shirley.
Villette.
Profesor.
Niedokończone opowieści.

Przykre, że pisarka zmarła młodo, i to jeszcze będąc w ciąży. Oficjalnie przegrała walkę z gruźlicą, jednak mówi się też, że to dolegliwości związane ze stanem błogosławionym po prostu osiągnęły niewyobrażalne rozmiary, doprowadzając do śmierci. Faktem jest, że po Charlotte został nam niemały dorobek, i to TAK dobry! Polecam każdą z książek (mimo, że przede mną jeszcze Shirley) w ciemno! 


Emily!

Druga w kolejności była Emily. Autorka jednej powieści, która tak wbija się w głowę, że to aż niewiarygodne! Kto chociażby mimochodem nie słyszał o Wichrowych Wzgórzach? Ręka w górę. No błagam! Klasyka, klasyka, klasyka, wielokrotnie filmowana, wielbiona pod niebiosa, ale żeby było zabawniej, doceniona późno. Zarzucano jej bowiem brutalność i wszelkie aspekty kontrowersji. Oj tam! Emily była bardzo związana ze swoją starszą siostrą, z którą wyjechała do Brukseli w celach zarobkowych; Chalortte uczyła angielskiego, a Emily muzyki. Mimo, że sama Emily o sobie wspominała, iż kompletnie nie ma talentu do pisania czy mówienia, to jej przypisuje się autorstwo Wichrowych Wzgórz i wierzmy w to. Po co komplikować sobie zdobyte informacje? ;) Emily zmarła na gruźlicę w wieku zaledwie trzydziestu lat. 

I na koniec najmłodsza z sióstr.


Anne, chyba najładniejsza? :D

Anne. Od wczesnej młodości pisała, wraz z siostrami; najpierw były to pojedyncze wiersze, później zabrała się za powieści. W jej dorobku odnajdziemy dwie:

Agnes Grey.
Lokatorka Wildfell Hall.

O Anne wiadomo w sumie najmniej. Była guwernantką, pisarką, poetką. Zmarła również na gruźlicę; choroba ta w XIX wieku opanowała świat. Podobno nagrobek najmłodszej siostry zaprojektowała sama Charlotte; przypisując jej autorstwo wyżej wymienionych powieści z podanego wcześniej powodu. Jeśli to prawda, Charlotte była wspaniałą, kochającą siostrą, ale i niesamowicie utalentowaną osobą. Co tylko wzmaga mój szacunek do tej kobiety ;).

Nic nie poradzę, że uwielbiam klimat XVIII i XIX - wiecznej Anglii; ma to taki swój niepodważalny urok, wprost "marzeniowy". Chciałabym kiedyś spotkać podobnego mężczyznę, jakiego model występuje w brytyjskich klasykach... Wiem, że to bajkowe mrzonki, ale może akurat? Warto wierzyć w szczęście, prawda? Zdaję sobie sprawę, że może nie każdemu podchodzą typowe romanse, idealne uczucia, nierzadko czysto platoniczne, takie... Niewinne, piękne, z innego świata, dosłownie z innej epoki. Wielbiciele krwistych thrillerów będą zawiedzeni, jednak uważam, że klasykę, światowe bestsellery, włączone do kanonu najlepszej angielskiej literatury warto znać ;). Tyle z mojej strony, oddaję Wam głos.

Co myślicie o siostrach Brontë? Czytaliście coś autorstwa którejś z nich? Lubicie, cenicie? Czy może wręcz przeciwnie? Czekam na Wasze opinie.

Porozmawiajcie ze mną o siostrach Brontë!

4.16.2016

"Nieznajomy" Harlan Coben

      Zdecydowanie zbyt długo mnie tutaj nie było. 
Patrząc na ilość blogowych spraw do nadrobienia - ogarnia mnie przerażenie, aczkolwiek sama sobie nawarzyłam piwa, więc je wypiję. Jak można tak zaniedbać coś, w co wkłada się serce? Nie wiem, biję się w pierś i biorę do roboty. Dosyć użalania się nad sobą, koniec zasłaniania się brakiem czasu. Żyję, mam się dobrze, nawet bardzo, więc zapraszam na kolejne odsłony moich wypocin ;).



"Ty tylko burzysz ludziom życie. Jego odbudowywanie to już nie twoja sprawa".

Adam Price to świetny prawnik, idealny mąż pięknej Corinne i wspaniały ojciec dwóch dorastających synów.  Życiowa sielanka trwa w najlepsze. Magiczny, typowy amerykański sen, wydawać się może, istnieje naprawdę. Pozornie nic nie jest w stanie go zakłócić, bo przecież TAK dobrych ludzi nic nie niepokoi, prawda? Jednak do czasu. Pewnego dnia na meczu starszego syna, Adam spotyka jego. Nieznajomego. 

Kim jest owa postać? Tajemniczy gość, w charakterystycznej bejsbolówce bez ceregieli informuje Adama, że jego żona, Corinne, dwa lata temu udawała ciążę. Nieznajomy poleca nawet zdezorientowanemu mężczyźnie sprawdzenie odpowiednich kont i adresów internetowych, w celu uwiarygodnienia swoich informacji. Później, jak gdyby nic, znika. Zostawiając Adama i jego perfekcyjnie ułożony świat w kawałkach. Kawałkach nie do pozbierania...

"Sny są ulotne. Nietrwałe. Pewnego dnia budzisz się i znikają. Wiercisz się i czujesz, jak się od ciebie oddalają, gdy bezsilnie usiłujesz pochwycić ich rozwiewające się resztki. Jednak to bezcelowe. Sen się rozprasza, znika na zawsze".

Adam nie jest jedyną osobą, której rozpada się życie przez Nieznajomego. Wraz z postępem historii, poznajemy kolejnych bohaterów, którzy są ofiarami paskudnego szantażu, nie tylko finansowego, ale i emocjonalnego, bo tym posługuje się tytułowa postać. Wkrada się w bajkowe otoczki ludzi, by przekłuć je jak bańki mydlane.  Dosłownie bez mrugnięcia okiem, ot tak, po prostu, bez owijania w bawełnę wyjawia wszelkie wstydliwe i bolesne tajemnice. Wszystko idzie sprawnie do momentu, gdy sytuacja wymyka się spod kontroli. Ginie bowiem jedna z szantażowanych kobiet, później ofiarą staje się wspólniczka Nieznajomego... Kto jest w drużynie, a kto przeciw niej? 

Nie powiem, jako osoba nieznająca twórczości Cobena (tak, powinnam się tu teraz biczować i okładać pokrzywami) spodziewałam się czegoś w stylu wielkiego WOW. Tym bardziej, że ta powieść była/jest tak właśnie reklamowana. Jako wielki HIT, bestseller, najlepszy thriller od dawien dawna... No cóż... Jak wiecie, nie jestem wielką znawczynią gatunku, ale na pewno mogę stwierdzić, że ta książka mnie nie porwała. Pochłonęła, owszem, bo czyta się naprawdę szybko i sprawnie, ale... Ale... Właśnie. Za dużo ALE. Podczas gdy naczytałam się tekstów wielbiących pana Cobena, podczas czytania tej lektury, miałam wrażenie, że napisał ją lekko na kolanie. Jest taka jakby... Niedopracowana, nieprzemyślana, niedociągnięta. Zbyt wiele imion, niedomówień; postać głównego bohatera nie intryguje, nie zmusza do refleksji. Czytasz, kończysz i zostajesz z pewnego rodzaju niedosytem; że mogło to zostać zrobione inaczej, bo sam pomysł i zamysł sytuacji wydaje się znakomity. Coś zawiodło. Niestety. Mimo, że nie znam się na kryminałach i thrillerach, gdyż dopiero od niedawna się do nich przekonuję - wiem, że spodziewałam się czegoś więcej po tak osławionym pisarzu. Nie dostałam swoich oczekiwań, co, jak wiadomo, nieźle człowieka frustruje i zniechęca. Nie skreślam jednak autora ze swojej listy "must have" i w dalszym ciągu dam mu szansę. Ale tym razem sięgnę po jego pierwsze powieści; te, dzięki którym jest teraz tym, kim jest ;). Po raz kolejny jednak się przekonałam, że nie zawsze to, co jest rozdmuchane do niewyobrażalnych rozmiarów, jest godne polecenia. Wystarczy chociażby spojrzeć na Dziewczynę z pociągu. To dokładnie coś takiego, z tą jednak różnicą, że Paula Hawkins to debiutantka, a Coben to bądź co bądź, stary wyjadacz.

"Ludzie nie są obiektywni. Zawsze kierujemy się uprzedzeniami. Zawsze chronimy własne interesy".

Autor: Harlan Coben
Tytuł: Nieznajomy
Wydawnictwo: Albatros
Ilość stron: 416
Tłumaczenie:  Robert Waliś

OCENIAM: 3/6!

Za udostępnienie książki do recenzji bardzo dziękuję księgarni taniaksiazka.pl

*

A u Was jak to z tym Cobenem jest? Czytaliście? 

4.01.2016

Liebster Blog Award 5#2016

      To już piąty raz w tym roku, gdy ktoś chce się dowiedzieć czegoś więcej o mnie. Nie powiem, sama osobiście uwielbiam czytać LBA, gdyż poznawanie Was to super sprawa! Człowiek niejako wychodzi spoza ram bloga, dając się ujrzeć od tej bardziej osobistej strony. Chyba o to chodzi, prawda? Dziś odpowiadam na pytania od Wiktora z MyBookTown!

Lecimy.

1. Miewasz "kace książkowe?" Jak sobie z nimi radzisz?

Miewam, choć rzadko. Książka musi być niemożliwie dobra, bym jakiś czas po przeczytaniu jej nie mogła dojść do siebie. Miałam tak z klasykami, oraz z ostatnią częścią Pottera, gdy w swoje miejsca powskakiwały wszelkie puzzle tworząc całość. 

2. Bywa tak, że zmuszasz się do czytania?

Wiadomo, że uwielbiam czytać, ale czasami każdy książkoholik ma coś takiego, że nie przyswaja po prostu żadnej lektury. Ale jak to bywa z zobowiązaniami wobec wydawnictw, niejeden raz gonią mnie terminy, więc tak, zmuszam się ;). Ale to rzadko, gdyż teraz już nie recenzuję książek, które dostałam w wszelako pojętych "gratisach". Zamawiam to co chcę i tylko to później omawiam. Szkoda mi ochoty i wzroku (a ten szanuję, bo noszę soczewki!) na książki, które mają tylko zapchać czas.

3. Twoja ulubiona lektura szkolna?

Oczywiście LALKA Prusa! Jedna z najwspanialszych polskich książek, jakie dane mi było przeczytać. Praktycznie co roku do niej wracam, gdyż Prusa uwielbiam, a Lalka to według mnie jego najlepsza książka! Za każdym razem wyciągam z niej coś nowego; innego, pasującego do mnie, uniwersalnego, klasycznego. Wiem, że większość narzeka na tę lekturę, ale uwierzcie mi, w liceum przejrzałam ją tak pobieżnie i... Dopiero w trakcie omawiania doszłam do wniosku, że jest kompletnie w moim guście, idealna dla mnie. Byliśmy już z polonistką w trakcie analizowania innej książki, gdy ja po powrocie do domu ślęczałam nad Prusem, bo (jak się okazało!) moja babcia ma cały zbiór jego książek w pięknym jednotomowym wydaniu. I tak pochłonęłam Lalkę, nowelki, część Faraona... Wiele jeszcze przede mną, ale Lalki będę bronić całą sobą! :)

4. Umysł ścisły czy humanista?

Humanistka na 100%! Choć w liceum w pierwszej klasie polonistka powiedziała mi, że nie powinnam zdawać matury rozszerzonej z polskiego... I miałam 3 na zakończenie roku ;). Ale ja się zaparłam i powiedziałam sobie, że udowodnię jej, że DAM RADĘ. W ostatniej klasie zmienili nam babeczkę od przedmiotu ii... Okazało się nagle, że mogę. Że przy omawianiu Ferdydurke Gombrowicza można jednak ostro dyskutować, a nawet wiele zrozumieć! Pojawił się stos lektur nadobowiązkowych do matury rozszerzonej, bo, jednak do niej podeszłam ii... Napisałam ją lepiej niż podstawę :D. Wystarczyło, by dostać się na filologię polską na kilku krakowskich uniwerkach bez mrugnięcia okiem! No i tak sobie jestem dalej humanistką... O cyferkach, różniczkach ze mną nie porozmawiasz. No chyba że tych dotyczących książek ;D.

5. Najpiękniejsze miejsce, jakie miałaś okazję odwiedzić. 

Mogłabym wymieniać wiele europejskich miejsc, w których byłam; do jednych z tych najcudowniejszych, gdzie mogłabym zamieszkać, należy bezsprzecznie Chorwacja. Jednak to polskie morze, nasz rodzimy Bałtyk i towarzyszące mu zachody słońca wielbię nad wszystko. Staram się chociaż raz w roku zanurzyć stópki w nagrzanym słońcem piasku i lodowatej wodzie, która mimo wszystko ma swój urok!

6. Czytasz w komunikacji miejskiej? 

No jasne! Zawsze mam w torbie jakąś książkę, albo chociaż mojego Kindle'a! 

7. Jak ludzie reagują na Twoją pasję do literatury?

Różnie. Niektórzy się śmieją, że to strata czasu, a posiadanie bloga to już w ogóle kompletna porażka; że skoro nie zarabiam na tym pieniędzy, to po co to robię? Nie rozumieją, że dla mnie możliwość czytania książek przed ich premierą, otrzymywanie ich na własność, publikowanie moich słów na stronach wydawnictw czy autorów, podziękowania od autorów, rozmowy z nimi - to jest już duży sukces i ogromna radość, a bloga prowadzę przede wszystkim dla siebie. Dlaczego? By za kilka lat móc zobaczyć, jakie wrażenie wywarła na mnie dana książka, co o niej myślałam zaraz po lekturze, ile z niej wyniosłam, jakie cytaty zapadły mi w pamięć. A fakt, że widzi to kilka osób więcej... Czemu nie? :) Mam jednak to szczęście, że większość moich znajomych śledzi bloga, niektórzy chętnie sięgają po dane książki, mówiąc mi potem, że dzięki mnie zwrócili na coś uwagę. Pożyczam im książki, rozmawiam, dyskutuję, generalnie wszystko wychodzi na plus. No i gdyby nie blog, nie poznałabym kilku wspaniałych osób! Reasumując: większość ludzi reaguje mniej więcej tak "Łooo, jak można tyle czytać?!" :D

8. Bywasz na Targach Książki?

Co roku jestem na tych w Krakowie. Łażę tam, czując, że jestem w niebie ;).

9. Słuchasz muzyki podczas czytania?

Nie.

10. Rzecz, która Cię denerwuje u innych osób?

Ojej, wiele by wymieniać! Nienawidzę dwulicowości, fałszywości, hipokryzji. Jeśli ktoś mówi jedno, robi drugie, a myśli jeszcze o czymś innym - to jest spalony od razu. Nie lubię też nieszczerości i kłamstwa, krzywych akcji, kręcenia, kombinowania. Ale najbardziej mnie denerwuje ta wszechobecna powaga! Życie jest za krótkie by się nie śmiać! :)

11. Co Cię motywuje do działania? 

Ja sama. Po prostu. No i najbliżsi, którzy wiem, że skoczyliby za mną w ogień (z wzajemnością), o czym niejeden raz już mogłam się przekonać ;).



*

Tradycyjnie nie nominuję nikogo. 
Dziękuję Wiktor za ciekawe pytania! :)
Pozdrawiam!