6.27.2016

"ZANIM SIĘ POJAWIŁEŚ" Jojo Moyes

     Są takie książki, których miejsce już zawsze będzie gdzieś w głębinach Twojego serducha. Są takie publikacje, które zostają w Twojej pamięci na wieki. Są takie lektury, na których samo wspomnienie kręci Ci się łza na powiece, nie dająca powstrzymać nadchodzących uczuć wzruszenia i budzącej się wrażliwości. Jeśli dodasz jeszcze do tego cudowne wspomnienia związane z ową książką... Sukces jej trwałości w Twoim życiu - murowany. 

Nie wiem, czy ktokolwiek byłby w stanie powiedzieć złe słowo o TEJ historii. Kto nie czytał książki, na pewno oglądał film - ja osobiście polecam i jedno i drugie; twórcy ekranizacji bardzo skrupulatnie trzymali się książkowej wersji, przez co złamanie mojej złotej zasady "najpierw książka, potem film" tak bardzo nie bolało. Mało tego. Wcale nie bolało. Ale do rzeczy.



"Człowiek ma tylko jedno życie. I właściwie ma obowiązek wykorzystać je najlepiej, jak się da".

Louisa Clark to 26 - letnia dziewczyna, która właśnie traci pracę w kawiarni Bułka z Masłem, w której pracowała od lat. Dla niej - jako jednej z dwóch osób utrzymujących rodzinę Clarków - to koniec świata. I rodzice, i dziadek, i siostra mająca małe dziecko żyją z pensji Louisy, więc utrata przez nią pracy stawia życie całej familii pod znakiem zapytania. Jednak dziarska, wygadana, prostolinijna dziewczyna się nie załamuje; intensywnie szuka nowego zatrudnienia. I pomimo swojego dziwnego gustu, szeroko pojętego wydumanego stylu ubierania się, braku doświadczenia - dostaje posadę opiekunki w rezydencji państwa Traynorów. Louisa ma zajmować się Willem Traynorem; 35 - letnim mężczyzną z tetraplegią, czyli porażeniem czterokończynowym. Chociaż sytuacja na  początku wydaje się kompletnie beznadziejna - Louisa zaczyna docierać do skrzywdzonego przez los Willa, odkrywając jego naturę.

Will był kiedyś sprawnym człowiekiem z milionem pomysłów na minutę; sport był całym jego życiem - narty, nurkowanie, skoki z wysokości - dokładnie tym żył, dopóki tragiczny wypadek nie zmienił wszystkiego. Sparaliżowany od szyi w dół - zaczyna być totalnie zależny od najbliższych, przez co jego powierzchowność staje się niesamowicie zgorzkniała i nieprzyjemna dla otoczenia. By przedrzeć się przez niedostępny pancerz - Louisa przejdzie niejedno, jednak ta pozytywna dziewczyna ma tyle energii, iż obdarzyłaby ją niejednego człowieka wątpiącego w swój los.

"Pocałowałam go, próbując przywołać go z powrotem. Przez chwilę zatrzymałam wargi na jego ustach, tak że nasze oddechy się zmieszały, zostawiłam słony ślad na jego skórze, a ja powiedziałam sobie, że jakieś jego cząsteczki na zawsze będą częścią mnie, wciąż żywe, wieczne. Chciałam dać mu całą swoją energie i zmusić go żeby żył".

Najpierw zobaczyłam film; poszłam do kina, bo totalnie przepadłam widząc zwiastuny, jak i same plakaty. Filmowa okładka książki ogromnie przyciągała mój wzrok z księgarnianych półek, przez co jeszcze bardziej ciągnęło mnie do ekranizacji. I mimo, że chciałam najpierw przeczytać, o czym dokładnie to będzie, zrezygnowałam. I zastosowałam nową zasadę: FILM, a później książka.  Nie żałuję. Broń Boże, nie żałuję. Bo gdyby nie film, krzyczące zewsząd reklamy, pewnie po książkę bym nie sięgnęła, gdyż w pierwotnej okładkowej wersji jakoś do mnie nie przemawiała. A tu proszę... :)

Płakałam na filmie, płakałam podczas czytania książki. Najlepsze jest to, że ekranizacja wiernie oddaje lekturę; przez samą książkę się wręcz płynie. Pani Moyes wykreowała cudowne postaci, mające swoje charaktery, poglądy, wnętrze, które niejeden raz jest rozdzierane na kawałki. Autorka ukazała złożoność ludzkiego myślenia; jak bardzo się ono zmienia, gdy tragedia dotyka nas osobiście, a nasze życie staje się zależne od innych osób. Zostaje poruszony bardzo ważny problem społeczny - prawo do eutanazji; przeciwności napotykane na drodze decydowania o swoim losie, oraz motywy przemawiające za ową kwestią. Mimo, że temat jest kontrowersyjny i po prostu ciężki, historia Louisy i Willa niesie z sobą również mnóstwo humoru i entuzjastycznego podejścia do wielu spraw. Motto jest jedno: PO PROSTU ŻYJ.

To jedna z tych książek, które zostają w głowie na zawsze. Publikacja, do której na pewno kiedyś będę chciała wrócić, by roześmiać się przez łzy. Lektura, dzięki której wciąż mam serduszko w kawałkach, ale jakoś wcale nie chcę go sklejać. To niezawodny znak, iż ta pozycja po prostu zasługuje na polecenie, definitywne, jednoznaczne, pewne na 100%. Coś wspaniałego, coś pięknego, coś... Dobrego. Przygotujcie chusteczki i czas na refleksje nad własnym życiem. I doceńcie je, bo w jednej chwili można stracić wszystko. Tyle.




POLECAM! 

Autor: Jojo Moyes
Tytuł: Zanim się pojawiłeś
Cykl: Zanim się pojawiłeś (tom 1)
Wydawnictwo: Świat Książki
Ilość stron: 384
Tłumaczenie: Dominika Cieśla - Szymańska

OCENIAM: 6/6! (Wręcz bezcenna lektura!)

PS Nie mogę się doczekać przeczytania drugiego tomu z cyklu Kiedy odszedłeś.

A za książkę jeszcze raz dziękuję mojej wspaniałej Marcie z Gdańska, którą tak dobrze znacie! :)

6.26.2016

"Przyjaźń czy kochanie" czyli Jane Austen na ekranie!

     Gdy tylko zobaczyłam w zapowiedziach kinowych zwiastun filmu na podstawie noweli Jane Austen Lady Susan, wiedziałam, że to mój must have. No bo któż, kto uwielbia ową brytyjską pisarkę, nie chciałby zobaczyć interpretacji jej dzieła na ekranie? GRATKA dla fanów nie tylko Austen, ale i aktorki Kate Beckinsale, która jest tutaj... Rewelacyjna!




Nie przypuszczałam, że powstanie film na podstawie NOWELI, którą przeczytać można dosłownie w jeden wieczór. Do tego Austen napisała Lady Susan w formie epistolarnej, czyli listownej. Głównie były to listy Susan do jej przyjaciółki, a także jej szwagierki Lady Vernon do matki. Na podstawie owych wzajemnych opowieści można wykreować sobie obraz głównej bohaterki, jak i postaci pobocznych. Susan jest wredną intrygantką, ale przy okazji niesamowitą kobietą, pod której urokiem pozostają wszyscy mężczyźni, jacy tylko staną na jej drodze. 

Film idealnie oddał klimat nowelki; ja jestem po prostu zachwycona. Szalenie inteligentny humor, ale i przedstawienie klimatu XVIII - wiecznej Anglii - no coś wspaniałego. Obsada trafiona idealnie w punkt; i główna aktorka jak i cała reszta odnalazła się świetnie w swoich rolach. Ironia, ociekający zewsząd sarkazm, intrygi, dworskie plotki, flirty, uwodzenie, konszachty... Dla wielbicieli klasyki pozycja obowiązkowa! :)






IDEALNA <3



*

Pomyślałam, że może czasem opiszę Wam króciutko film, jaki zobaczyłam w kinie? Nie będą to typowe recenzje, bo nie chcę iść w opinie o filmach, ale właśnie takie "short story" o danej kinowej perełce? Co myślicie? :)

6.22.2016

"UGLY LOVE" Colleen Hoover

     Są pewne książki, po których można się wiele spodziewać już z samego założenia. Gdy autor wysoko stawia poprzeczkę, ciężko uwierzyć, że kolejna jego publikacja może być równie dobra jak poprzednia, by nie wybiegać w przyszłość i nie stwierdzić, że lepsza. Nazwisko Hoover jest gorące jak obecne słońce; nie schodzi z list bestsellerów, a sama pani Colleen została wykreowana jako pionierka w gatunku New Adult. Nie powiem, bo zachwycałam się sama jej Maybe Someday; ta książka dosłownie mnie zniszczyła emocjonalnie, więc i tym razem, gdy zobaczyłam na półce nową publikację od autorki (tym bardziej TAK reklamowaną), dałam jej szansę. I wiecie co? By podsumować Ugly Love mogę użyć jednego zdania: książka dobra, ale szału niestety nie ma.



"Tak właśnie się dzieje, gdy ktoś zaczyna ci się podobać. Na początku jest jest nikim, a potem nagle staje się wszystkim, czy tego chcesz czy nie".

23 - letnia pielęgniarka Tate przeprowadza się na pewien czas do swojego brata, Corbina, pilota. Z racji owego zawodu chłopaka często nie ma w domu, więc Tate ma mnóstwo czasu na naukę; jednak jak to w takich historiach bywa, nie jest jej to dane. Pierwszego już bowiem dnia spotyka pod drzwiami mieszkania nieznajomego, jak się okazuje - dobrego znajomego Corbina. Miles, bo to o nim mowa, szturmem wkracza w życie Tate, rozbijając je na milion drobnych kawałków. 

Jak wiadomo, kobiety to bardzo emocjonalne istoty i ciężko im rozdzielać głębsze uczucia od zwykłego cielesnego pożądania. Nie inaczej jest i z Tate. Dziewczyna, która najpierw przyznaje się do typowo "luźnej" relacji, później zaczyna jednak dostrzegać w swoim seksualnym partnerze coś więcej, niż tylko dobre ciało. Miles skrywa bowiem wiele tajemnic; jednym z warunków jego znajomości z Tate jest: "nie pytaj o przeszłość i nie żądaj przyszłości", co pozwala wyrobić sobie o nim jednoznaczną opinię. Nic bardziej mylnego. 

Czy można w ogóle zbudować relację, nie pytając o to, co było? O wszelako pojętą przeszłość? Czy jest realne zaangażowanie się w związek bez liczenia na przyszłość; na to co będzie? Ile reguł trzeba złamać, by zrozumieć, że uczucie nie zawsze jest krystalicznie czyste, lecz bywa czasem po prostu brudne? Jak bardzo wydarzenia z przeszłości są w stanie złamać człowieka, nie pozwalając mu ruszyć naprzód? Jak ogromnie toksyczna musi być relacja, skoro po wyjściu z niej nie można żyć normalnie? Ile trzeba przejść, by ponownie zaufać i zaangażować się w drugiego człowieka tak na sto procent, bez żadnych półśrodków? Gdy podane zasady przestają obowiązywać, a w grę zaczyna wchodzić nie tylko rozum, ale i serce, sytuacja się komplikuje. Tego u pani Hoover nie brakuje.

"Różnica pomiędzy czystą a brudną miłością polega na tym, że czysta strona jest o wiele lżejsza. Sprawia, że masz wrażenie, że szybujesz. Unosi cię i niesie".

Książkę pochłonęłam jednym tchem; mimo, że zawiera w sobie rzeczy, które mi się nie podobały (o czym zaraz). Wciągająca historia Tate i Milesa porusza serca, kruszy duszę, a od ich burzliwej relacji nie sposób się oderwać chociaż na moment. Akcja toczy się z dwóch perspektyw - bieżącej, którą opisuje Tate i tej sprzed sześciu lat, widzianej oczami Milesa. Retrospekcja wydarzeń pozwala dokładniej poznać psychikę głównego bohatera, przez co lepiej są rozumiane motywy jego postępowania. Postać Milesa została świetnie skonstruowana; mogłam wręcz wejść w jego głowę i widzieć jego zmagania się z samym sobą, wewnętrzne rozdarcie pomiędzy niedającą się przeskoczyć przeszłością a coraz śmielej walczącą z rozumem przyszłością. Z kolei Tate (to ten moment, gdy zaczyna się wyliczanie mankamentów)... Sama mam tyle lat co ona, i chociaż za dorosłą się w żadnym wypadku nie uważam (pełnoletnią owszem), to naprawdę - denerwowało mnie jej dziecinne zachowanie. Gdy godzisz się na podobny układ, w jaki weszła ona z Milesem - logiczne, jak to może się skończyć i nie można mieć o to do nikogo pretensji. Bohaterka infantylna, przez co szybko wertowałam strony, by czytać o Milesie. Tyle. Kolejna kwestia to spora (OGROMNA!) ilość scen erotycznych. Rozumiem, że już sam tytuł powieści może wiele powiedzieć, jednak nie tego chyba spodziewałam się po książce z serii New Adult. Mając w pamięci Maybe Someday, która była po wskroś wysmakowana pod każdym względem - Ugly Love niestety NIE JEST lepsze. I nie wiem, może jestem jakaś dziwna, ale nie porwała mnie ta lektura aż tak, by się nią zachwycać na prawo i lewo. Po prostu. Ale jak wiecie, opinia biednego książkowego, blogowego recenzenta jest czysto subiektywna i widocznie to nie był TEN moment, by zatracić się tym razem w pani Hoover. Pisze lekko, bardzo przyjemnie, jednak według mnie poprzeczka została obsunięta. Podsumowując: książka świetna na podróż pociągiem (o ile ktoś nie zagląda ci przez ramię!), jednak nie zostaje w pamięci na długo. Lektura dobra na rozluźnienie, jednak nie gruchota serca. Można przeczytać; kto lubi podobne klimaty, polecam, kto się waha, sięgnijcie po Maybe Someday, przygody z Colleen Hoover nie zaczynajcie od Ugly Love. Daję autorce szansę i czekam na kolejne książki ;).

"Nie chcę cię zranić, ale jeśli dalej będziemy to ciągnąć... Na pewno to zrobię".

Autor: Colleen Hoover
Tytuł: Ugly Love
Wydawnictwo: Otwarte
Ilość stron: 344
Tłumaczenie: Piotr Grzegorzewski

OCENIAM: 3/6!


Za publikację ogromnie dziękuję księgarni taniaksiazka.pl

 *

Czekam na hejty, bo ośmieliłam się lekko skrytykować TAKĄ książkę! :)

6.19.2016

50 faktów o mnie

     Nie spodziewałam się, że i u mnie na blogu nadejdzie TEN moment, jednak, jak to mówią, los lubi płatać figle. Najbardziej obawiałam się tego, iż zwyczajnie nie sklecę opisu 50 rzeczy na swój temat, ale udało się. A czemu w ogóle starałam się to zrobić? Bo zaimponowali mi i pomysłodawczyni tej idei - Ami, oraz Łukasz i amp H. Skoro im się udało, to i mnie się uda, a co! Tych, którzy nie chcą czytać, zapraszam do wyjścia, a tych, którzy jednak się już rozsiadają - bierzcie kubek dobrej kawy i zostańcie ze mną (może być na dłużej).

1. Data mojego urodzenia pokrywa się z urodzinami Anne Brontë, Jima Carrey'a, Tiësto i Calvina Harrisa. Zbieżność tych nazwisk w przekroju całkowicie ukazuje mój charakter. W jaki sposób? Wyjaśnię w kolejnym punkcie ;).

2. Jestem romantyczką zamkniętą w ramach XXI wieku. Niezmiernie nad tym ubolewam, gdyż chciałabym przeżywać swoje życie w klimacie powieści Jane Austen i sióstr Brontë (wciąż czekam chyba znalazłam Pana Darcy'ego!); do życia podchodzę z dystansem i uśmiechem, czasem aż za bardzo, no i uwielbiam muzykę wszelkiego kalibru. 

3. Za bardzo się jednak przejmuję nawet bardzo błahymi sprawami; chciałam sobie nawet kiedyś wytatuować napis "My weakness is that I care too much".

4. Wciąż chcę sobie wytatuować na ciele cytat, jednak teraz brzmiałby on nieco inaczej. Muszę znaleźć również odpowiednie miejsce, najlepiej widoczne tylko latem w bikini, gdyż mama (oby się nigdy o tym nie dowiedziała!) wyrzuciłaby mnie prawdopodobnie z domu za ten niecny czyn. Myślę nad "I am stronger than you'll ever know", ale może to ulec zmianie.

5. Zaczynam dzień od kawy. ZAWSZE.

6. Od niedawna pracuję w zawodzie, w którym zamarzyłam sobie pracować, przez co studia magisterskie kończę na innym kierunku niż licencjackie. 

7. Obronę mam 6 lipca, dlatego trzymajcie kciuki najlepiej już od teraz ;).

8. Poszłam rok wcześniej do szkoły, przez co lekko zaginam czasoprzestrzeń; w każdej klasie i na studiach wciąż byłam/jestem najmłodsza, wszyscy inni są starsi co najmniej o rok. Ale wcale nie czuję się z tym źle!

9. Całe życie sobie wmawiam, że dostałam imię na cześć Jane Austen, jednak prawda jest bardziej prozaiczna: po prostu to imię spodobało się mojej mamie, a ona sama do dziś nie umie mi wyjaśnić dlaczego.

10. Nienawidzę jak się do mnie mówi przez JO. JOaśka, JOanna, JOasia. Wiem, że tak mi dali na chrzcie, że to moje poważne imię, które będzie mi towarzyszyć do końca dni, jednak zdecydowanie bardziej wolę zwyczajne Aśka!

11. Mieszkam w Krakowie i zamierzam tu trwać aż do emerytury. Dopiero później jestem w stanie wrócić do swojej rodzinnej miejscowości, by tam na starość odpoczywać w ogrodzie, w otoczeniu drzew zasadzonych przez moich rodziców i babcię.

12. Uwielbiam ziemniaki. W każdej postaci, formie, o każdej porze dnia i nocy. Inne jedzenie mogłoby dla mnie nie istnieć. Ktoś kiedyś nazwał mnie kartoflarą i to przezwisko wspominam najmilej na świecie. Marzyła mi się dawniej knajpa marzeń, coś w stylu "KartofLove" ;). Wcinam ziemniaki stare, młode, ubite, całe, frytki, placki ziemniaczane, na gorąco, na zimno, pierogi ruskie itp. No uwieeelbiam, uwielbiam niemożliwie. Zawsze jak przyjeżdżam do domu, to babcia z mamusią gotują mi świeże, "co by Asia zjadła, jak lubi".

13. Nie jem ryb. W ogóle. No może czasem taką panierowaną, co wygląda jak kotlet. I tylko na Wigilię. Nie lubię, po prostu.

14. Nie lubię też flaczków i wątróbki (fuj!), poza tym jem wszelkie inne dobroci.

15. Bardzo lubię tańczyć. Żałuję, że w dzieciństwie nie chodziłam na żadne profesjonalne zajęcia w tej materii. Może dlatego teraz tak bardzo uwielbiam zajęcia zumby, przez co mam namiastkę marzeń w zasięgu ręki. 

16. Lubię chodzić na kluby, by właśnie potańczyć ze znajomymi. 

17. Gram na pianinie, gitarze i flecie. 

18. Jestem typową blondynką. Poważnie. Białą bluzkę zawsze poplamię, moje włosy nigdy nie są dobrze ułożone, potykam się o własne nogi. Ale nigdy nie zmienię koloru włosów, bo dzięki niemu mam wytłumaczenie na wiele okoliczności ;).

19. Odkąd mam ombre na głowie (panowie wiecie co to jest? :D), jeszcze bardziej lubię swoje włosy!

20. Jestem TOTALNYM nieogarem w terenie. Serio. Gubię się na przejściu dla pieszych.

21. Moimi ideałami kobiecości są Marylin Monroe i Audrey Hepburn.

22. Wracając jeszcze na chwilę do muzyki: mimo, iż po mnie tego nie widać, uwielbieniem darzę rockowe kapele i namiętnie ich słucham (Papa Roach <3, Black Veil Brides, Slipknot, Avenged Sevenfold, Sum 41, Simple Plan, Green Day), oraz rytmy latino, które niepodzielnie mi w duszy grają. Żeby było śmieszniej zakochana jestem w rock' and rollu i Elvisie. Ale nie myślcie, że słucham wszystkiego jak leci, o nie. Dubstepu nie zdzierżę.

23. Nie wiem skąd u mnie taka pasja czytania; po rodzicach raczej nie, choć moja mama książki lubi. Podejrzewam, że to ukochana babcia Hela (często będę ją tu przywoływać, bo jestem z nią mega związana) przekazała mi to w genach.

24. Nienawidzę jak ktoś się spóźnia! Szczerze, to chyba najgorsza rzecz, jaka może być! Sama wolę być na miejscu godzinę wcześniej niż chociażby pięć minut się spóźnić. A jak już mam to zrobić, to zawsze uprzedzam osobę, z którą mam się spotkać. Punktualności często też oczekuję od innych, przez co jestem może dziwnie przez nich później postrzegana.

25. Moim marzeniem jest zawsze dużo podróżować; z rodzicami zwiedziliśmy prawie całą Europę, teraz z racji mojej przeprowadzki do Krakowa i życia tutaj, ciężej z tym. Chciałabym jednak w przyszłości, gdy założę swoją rodzinę, jeździć z nią po świecie i zobaczyć jak najwięcej!

26. Z każdego odwiedzonego miejsca przywożę magnes na lodówkę. Teraz mam je w pudle na strychu, ale może niedługo nadejdzie czas ich bytności.

27. Uwielbiam bajki Disney'a.

28. Mało tego. Uwielbiam PIOSENKI z Disney'owskich bajek. Śmiejcie się, ale dzieciaki w przedszkolu (odkąd zaczęłam im śpiewać przy obiedzie, by były cicho) proszą o daną piosenkę. Przez co jestem zmuszona do odświeżania wciąż repertuaru. W zanadrzu mam Pocahontas, Mulan, Króla Lwa, Herkulesa, Krainę Lodu itp. POWAŻNIE. 

29. Tak, pracuję w przedszkolu. I tak, chcę to robić (póki co) do końca życia. 

30. Większość moich ubrań jest w kolorach: czarnym, białym i szarym.

31. Kocham jeść. Uważam, że to jedna z lepszych rozrywek na świecie.

32. Niedługo spełniam marzenie i skaczę na bungee.

33. Noszę soczewki kontaktowe; według mnie to jeden z najlepszych wynalazków ludzkości! I choć niektórzy mówią, że ładnie mi w okularach, ja wiem swoje. 

34. Kilka lat temu złamałam rękę w dwóch miejscach. Na nartach. Nie, nie podczas zjazdu. Przy wypinaniu się z orczyka... Wspominałam, że jestem typową blondynką, prawda?

35. Latem noszę praktycznie tylko sukienki i spódnice. W innych miesiącach paraduję w dziurawych dżinsach (mój tata się śmieje, że wyglądam jak lump, ale co mi tam!); bardzo lubię sportowy styl. Elegancja nigdy nie była moją mocną stroną, ale jak jest mus, to wiem, co ubrać.

36. Jak na swój wiek młodo wyglądam; często pytają mnie w sklepie o dowód osobisty. Ostatnio kupowałam piwo Somersby, bez makijażu, w dresie, w kieszeni uciułane kilka złotych. Pani uprzejmie poinformowała, że nie sprzeda mi towaru jeśli nie okażę dokumentu tożsamości. Dobrze, że miałam przy sobie legitymację studencką, bo bym chyba padła ze śmiechu.

37. Jestem nałogowym "gubicielem". Gubię dosłownie wszystko, zawsze i wszędzie. Powinnam mieć na czole napisane ROZTRZEPANA, no tragejszyn.

38. Mogłabym chodzić w trampkach non stop, dzień i noc.

39. Mam słabość do groszków. Kropki, grochy, generalnie klimat lat '80 to moje alter ego. Mogłabym mieć wszyyystko w ten wzór. Począwszy od tapet w pokoju, skończywszy na skarpetach!

40. Strasznie przywiązuję się do ludzi. I za bardzo im ufam... Dostałam przez to po dupie już tyle razy w życiu, że głowa mała! I wcale w tej kwestii nie uczę się na błędach. Chociaż nie. Jestem mądrzejsza, ostrożnie dobieram teraz przyjaciół. A jeśli coś mi nie pasuje, nie zawracam sobie głowy kolejną przelotną znajomością, po której wiem, że za jakiś czas nie zostanie nawet ślad. Jestem mistrzynią w paleniu mostów. Może to zbyt radykalne podejście do życia, ale już nie traktuję ludzi, tak jak sama bym chciała być traktowana... Po prostu postępuję z nimi tak jak oni ze mną. Dla jednych mam serce na dłoni, dla innych środkowy palec.

41. Nie mam problemów z nawiązywaniem nowych znajomości, kontaktów. Uśmiech zawsze był moją mocną stroną, mimo iż w dzieciństwie rozwaliłam koncertowo dwie jedynki :D. Na szczęście stomatologia i odpowiednie aparaty czynią cuda!

42. Posiadam kilka ukrytych talentów, jednak nigdy z niczym się nie ujawniam. Przynajmniej na początku znajomości. Wolę najpierw wybadać teren, sprawdzić, na co mogę sobie pozwolić, dopiero później się otwieram. Uwielbiam zdziwienie na twarzy ludzi, którzy przysłowiowo "srają wyżej niż dupę mają", mając mnie za nic, a później... Jednak się okazuje, że jest troszkę inaczej ;).

43. Nie cierpię obłudy, kłamstwa i dwulicowości. Podobnie jak narzucania mi czegoś. Wtedy zwijam żagle, jak pisałam wcześniej, palę definitywnie mosty i zaczynam od podstaw.

44. Uwielbiam inteligentną ironię i cięty sarkazm.

45. Jednym z moich ulubionych zajęć jest oglądanie kabaretów z tatą. 

46. Moja mama nie może przeżyć, że nie jestem taką pedantką jak ona. Nie lubię żyć w bałaganie, jednak nie zamierzam trwać w sterylnym porządku. Nie umiem też megasuperświetnie gotować. Jestem mistrzynią zup (najbardziej ziemniaczanych :D) i to mi wystarczy. Zakładam, że mój Pan Darcy będzie mnie wyręczał w tej czynności. Podobnie jak w prasowaniu i odkurzaniu, bo tego nie znoszę. Uwielbiam za to myć naczynia, okna i ścierać kurze. Seriooo.

47. Uważam, że najpiękniejsza wschody i zachody słońca są nad polskim Bałtykiem; kocham to morze, plażę, klimat. Jestem człowiekiem niesamowicie ciepłolubnym, dlatego mogłabym leżeć na piachu non stop. Co nie oznacza, że jestem leniuszkiem, nie nie. Zwiedzanie też ubóstwiam. Jak gdzieś jechać to po to, by wyciągnąć z danego miejsca jak najwięcej! 

48. Nigdy nie leciałam samolotem.

49. Zachwycam się zawsze jak oszalała Bożym Narodzeniem. Niektórzy tak strasznie narzekają, że już w listopadzie słychać w radiach świąteczne piosenki, ja jednak tylko na to czekam. Uwielbiam ten przedświąteczny czas! Mógłby dla mnie trwać nieprzerwanie, byleby tylko nie było zimy, bo tej nie znoszę. Mogłabym mieć cały czas lato. 

50. Jestem specyficznym człowiekiem; albo się mnie uwielbia, albo nienawidzi, przez co krąg moich znajomych to ludzie o stalowych nerwach, anielskiej cierpliwości, wielkim zaangażowaniu do wszystkiego co robią, mający marzenia, jasno określone cele w życiu, do których dążą, podchodzący z dystansem do siebie i życia, w razie potrzeby stojący za mną murem. Od pewnego czasu ogromnie stawiam na JAKOŚĆ, a nie na ILOŚĆ.

*

Myślałam, że nie wyskrobię aż 50 faktów o sobie, jednak z każdym kolejnym zdaniem zdawałam sobie sprawę, że mogłabym napisać jeszcze więcej! Dlatego myślę, że za jakiś czas sprawię Wam kolejne "50 faktów o mnie!" ;), jeśli oczywiście będziecie chcieli. Kto dotrwał do końca - szczere gratulacje.




Jadąc do Marty Cecelskiej z bloga www.wymarzona-ksiazka.blogspot.com - akurat natknęłam się na znaną już Wam aferę z Panią Augustą Docher. Marta bardzo przeżywała ową sytuację, ale umiejętnie wybiłam jej z głowy przejmowanie się takimi głupotkami :). Dziękujemy Wam za wsparcie, udowadniacie, że SIŁA BLOGERÓW jest niesamowita! I nie, nie zamierzamy chwalić każdej książki tylko dlatego, żeby nie narazić się autorom. Dalej będziemy robić swoje, bo jesteśmy przede wszystkim CZYTELNIKAMI, którzy mają SWOJE ZDANIE i GUST. Dzięki ludzie, jesteście cudowni! :)

Pozdrawiamy Kochani! :)

6.15.2016

"Bez słów" Mia Sheridan

     Są takie książki, po których refleksje nad własnym życiem stają się bardziej namacalne; bliższe sercu i dotykające fragmentów duszy. Przewracasz ostatnią stronę i... I zastanawiasz się nad tym, jak wiele masz; jak bardzo szczęśliwym człowiekiem jesteś i jak bardzo powinieneś to docenić. Doznajesz uczucia tzw. "kaca książkowego", czyli stanu, w którym nie masz możliwości sięgnięcia po inną lekturę. Bo ta dopiero co przeczytana TKWI w Twoim wnętrzu, nie dając o sobie zapomnieć.

Do takich właśnie publikacji należy Bez słów Mii Sheridan, o której dziś nakreślę kilka słów. 



"(...) walczyłam, by się nie rozsypać. Cóż, pewnie każdy radzi sobie z tym inaczej - cierpienie i sposoby, żeby je złagodzić, są tak różne jak ludzie, którzy go doświadczają".

Bree przyjeżdża do Pelion, by zaznać spokoju i w samotności poszukać ukojenia; tragedie, których zaznała właśnie w życiu są wystarczającym powodem do ucieczki. Dziewczyna pragnie wyciszenia, mającego przynieść jej nadzieję na lepsze jutro. Bree nie ma pojęcia, jak wiele zmian szykuje dla niej przyszłość.

Archer jest młodym, bo 23 - letnim mężczyzną okrutnie doświadczonym przez los. Odizolowany od społeczności miasteczka, osamotniony, żyje w pobliżu lasu, myśląc, że jedyne co mu pozostało, to właśnie taka wegetacja. W najśmielszych snach nie liczy na uśmiech od życia, coraz bardziej zamykając się w swojej samotni. Do momentu, gdy pojawia się Bree.

Zacznę od wizualnej kwestii, czyli okładki. Powiem szczerze, że obawiałam się, iż treść książki będzie jej odpowiednikiem; że będzie dużo erotyki. Komukolwiek bym nie pokazywała tej lektury - odnosił takie właśnie wrażenie. I mimo, że scen erotycznych tutaj nie brakuje, to są one ukazane w sposób naprawdę przyzwoity (jeśli mogę użyć takiego słowa w owej sytuacji :)). Jednak okładka to coś więcej; przyciąga wzrok i daje do zrozumienia, że książkę należy oceniać przede wszystkim po treści. A ta jest... Bardzo dobra. 

Młodzi ludzie, Bree i Archer. Wydawać by się mogło, na pierwszy rzut oka, że więcej ich dzieli niż łączy. Nic jednak bardziej mylnego. Oboje przeżyli w swojej przeszłości tragedie, jakimi obdarować by można spokojnie kilkoro ludzi; i jedno i drugie zamyka się w swoich rozmyślaniach o życiu, stracie bliskich osób i nadziei na odmianę kapryśnego losu. Nigdy bym nie pomyślała, że ta książka pochłonie mnie tak bez reszty. Przeczytałam ją w dwa dni, nie mogąc się oderwać od przejmującej historii, która wywarła ślad w mojej psychice. Bez słów kruszy na kawałki serce, kroi duszę, wgryzając się w najbardziej zapomniane elementy myśli. Lektura ta przynosi ukojenie, udowadniając, że czasem nie potrzeba zbyt wielu słów, by wyrazić uczucia; że momentami wystarczy cisza, by usłyszeć to, co najważniejsze - dźwięk własnego serca. 

"(...) wystarczy na chwilę zamilknąć, zamiast wciąż napawać się brzmieniem własnego głosu".

Autorka bardzo wyraźnie nakreśliła postaci; niesamowicie zżyłam się z głównymi bohaterami, kibicując ich decyzjom, złoszcząc się momentami z powodu ich zachowania, płacząc nad nieustępliwością ludzkiego życia, wzruszając się. Nie wiem, co mogę więcej powiedzieć, ta książka odcisnęła swojego rodzaju piętno w mojej głowie; jestem pewna, że o niej nie zapomnę. To cudowna opowieść o cierpieniu, bólu, sile do ich przezwyciężenia; o MIŁOŚCI, która jest w stanie pokonać odrzucenie, wyrok społeczeństwa, samotność, brak zaufania, nietolerancję. Bo czasem najbardziej potrzebujemy tylko tego, by ktoś nas wysłuchał. Po prostu.  

Autor: Mia Sheridan
Tytuł: Bez słów
Wydawnictwo: Otwarte
Ilość stron: 384
Tłumaczenie: Martyna Tomczak

OCENIAM: +5/6!

Za książkę ogromnie dziękuję księgarni taniaksiazka.pl

*

Jadę na weekend wiecie gdzie? Tak, na III gdańską przygodę! <3

6.13.2016

ZACHCIANKI czerwca!

     Wiem, że mija prawie połowa miesiąca, a ja dopiero się ogarniam z tematem, jednak lepiej późno niż wcale, prawda? Studia, praca w przedszkolu i pisanie pracy magisterskiej naprawdę nie ułatwiają śledzenia nowinek w świecie wydawniczym, przez co czuję się lekko wypchnięta z obiegu. Człowiek żyje w ciągłym stresie, nerwach, zabieganiu, a powinien cieszyć się życiem, tak w całości, doceniać KAŻDY dzień, każdy moment, zatrzymać się i czasem spojrzeć z boku na sprawy, które teraz wydają się ważne, a za kilka dni odejdą w zapomnienie. W przerwie między tymi pierdołami, które, póki co, zatruwają mi codzienność (mam nadzieję, że niedługo się to skończy!) biegnę do Was z publikacjami, które baaardzo chciałabym mieć na swojej półeczce, licząc, że znajdę czas na ich przeczytanie. 

Czerwiec i nieuchronnie zbliżające się wakacje (kto ma, ten niech docenia!) powodują, iż coraz częściej marzy nam się czytanie w zaciszu słonecznego balkonu/tarasu/ogrodu, ze szklanką zimnej lemoniady (lub innego napoju, do wyboru do koloru), z wyłożonymi na całą długość kończynami dolnymi (jak już siedzę, to niech mnie przynajmniej opali, któż tego nie zna? ;)). Ja teraz najczęściej czytam w środkach komunikacji miejskiej, lecz mam nadzieję, iż nadejdzie w końcu moment, gdy i ja się rozsiądę jak hrabina, mając na głowie tylko jedno zmartwienie: za którą książkę najpierw się zabrać? :)

Ale do rzeczy.

Zaczynamy.




12 autorów powieści dla młodzieży, między innymi Veronica Roth i Cassandra Clare, sprawi, że poczujesz zapach lata i ciepło miłości.

Geek filmowy podkochuje się w koleżance z pracy. Do zrobienia pierwszego kroku popycha go… zombie. Mark i Margaret utknęli w czasie. W kółko przeżywają ten sam dzień, 4 sierpnia. Chłopak w śpiączce i jego najlepsza przyjaciółka mają szansę powrócić do przeszłości i na nowo przeżyć najlepsze wspólne chwile. Co się stanie, jeśli jedno z nich postanowi zmienić bieg wydarzeń?

Przejażdżki na motorze, skoki z klifu, seanse filmowe, szalone spiski animatorów w ośrodkach wczasowych, ogniska na campingu i zapach morza – w tych opowiadaniach jest wszystko, czego oczekujesz od wakacji życia.

Odważ się zrobić pierwszy krok do spełnienia marzeń. Kto wie, może miłość czeka na Ciebie tuż za rogiem? Przecież wszyscy pragniemy tego samego: by ktoś nas pokochał.

Bardzo chciałabym mieć tę książkę, tym bardziej, że posiadam już zbiór 12 opowiadań świątecznych "Podaruj mi miłość". I okładka i tematyka niesamowicie mnie intrygują, a poza tym na wakacje to chyba idealna lektura. Lekka, przyjemna, wciągająca. 

Premiera: 15 czerwca!




"Nie, nie jestem bez winy, ale zanim mnie osądzisz, pozwól, że coś Ci powiem. Pomyśl o mężczyźnie, którego kochasz najbardziej. Pomyśl o każdej wspólnej chwili wypełnionej rozmowami i milczeniem, o lepszych i gorszych dniach, o budzeniu się u jego boku. A teraz wyobraź sobie, że go tracisz. Ktoś wyszarpał, wydarł ukochanego z Twojego życia i zostawił pustkę. Cholernie niesprawiedliwe, prawda? Mogłabym odpuścić, zapomnieć, wyjechać… Jednak czy zrobiłabyś to samo, gdyby w grę wchodziło odzyskanie każdego wspólnego dnia z ukochanym? Do tej pory cierpiałam. Teraz postanowiłam zawalczyć, nawet jeśli to oznacza, że inni też będą cierpieć. Bo miłość zawsze boli i nadszedł czas, by przygotować się na rany i blizny. A Ty, mimo moich win, nie potępisz mnie. Widzę, że już się wahasz, patrzysz w stronę ukochanego i myślisz, ile byłabyś w stanie poświęcić, by go odzyskać..."

„Mimo moich win” to pierwsza część historii Olivii, Caleba i Leah. Powieść o tym, że serce można oddać tylko raz, a pozostałe związki są jedynie echem pierwszej miłości.

Kolejna perełka od Wydawnictwa Otwartego, która niesamowicie mnie intryguje i do siebie przyciąga. Mimo brylowania już w księgarniach, wstawiam ją tu, bo należy do czerwca. Na pewno będę się starać zdobyć tę książkę, bo czuję, że warto, tym bardziej, iż już króluje na innych blogach. I jest bardzo wysoko oceniana! 

Premiera: 2 czerwca!

Teraz przedstawiam publikację od Filii:




Odkąd sięgam pamięcią, Beau Bennett był moim najlepszym przyjacielem. Kochałam się w nim, zanim wszystko się zawaliło. Teraz chłopak chce ode mnie czegoś więcej, ale nie jestem w stanie mu tego dać. Wszystko się zmieniło. Chciałabym móc powiedzieć mu dlaczego, ale nie potrafię. Nie wiedziałam, jak bardzo go potrzebuję, póki nie wyjechał na studia, a ja zostałam kompletnie sama.

Pewnego dnia do miasta zawitał Asher Hunt.

Chłopak z ciemnymi, urzekającymi oczyma i zarozumiałym uśmieszkiem tchnął życie w to, co ze mnie pozostało. Pomógł mi zapomnieć o bólu, który więził mnie już od tak dawna. 

Byłam zraniona.
Zostałam ocalona.
Odzyskałam nadzieję.
Tamtej nocy myślałam, że to koniec mojej historii, jednak teraz wiem, że był to jej nowy początek. Przynajmniej dopóki pewien sekret nie wywrócił mojego świata do góry nogami… Ponownie.

Dawno żadna książka nie zaintrygowała mnie AŻ tak fabułą. Muszę, no muszę mieć.

Premiera: 22 czerwca!

*

Tyle. Wiem, że nowości na rynku jest dużo więcej, jednak tylko te trzy pozycje zainteresowały mnie tak bardzo, by wiedzieć, że koniecznie muszą się znaleźć na mojej półce. I nie spocznę dopóki do tego nie dojdzie! :)

Pozdrawiam!

6.11.2016

Dan Brown "Inferno"

     Są takie książki, które, gdy tylko widzi się je na księgarnianej półce, krzyczą: KUP MNIE, bo po prostu musisz mnie mieć. Odkąd rozpoczęłam przygodę z serią "Robert Langdon" Dana Browna, wiedziałam, że prędzej czy później nastąpi ów moment, gdy w moje ręce wpadnie i Inferno. Kto raz się zaczyta w brownowskim (jest w ogóle takie słowo? Jeśli nie, to trudno, właśnie je wymyśliłam) stylu, przepada. Dosłownie. I nieważne, że niektórzy uznają powtarzający się utarty schemat za niezbyt zaciekawiającą lekturę - książka ma porwać i nie pozwolić przez siebie spać. A tego Brownowi odmówić nie wolno. 



"Nigdy nie składaj obietnic, których nie możesz dotrzymać".

Światowej sławy profesor od symboli - Robert Langdon - budzi się w szpitalnym łóżku z kompletną dezorientacją. Mężczyzna bowiem nie wie gdzie jest,  dlaczego znalazł się w owym miejscu, co się stało, oraz czemu na jego potylicy widnieje rana postrzałowa. Zdziwienia dopełnia fakt, iż jeszcze kilka godzin wcześniej przebywał na swoim Harvardzie, a teraz znajduje się we... Florencji. Nikt nie chce udzielić mu szczegółowych wyjaśnień, próby rozmowy z opiekującą się nim lekarką spełzają na niczym (do czasu!), do momentu, gdy w szpitalnej placówce pojawia się kobieta z bronią, mająca jednoznaczny cel: zlikwidować Langdona. Profesor wraz z młodą panią doktor - Sienną Brooks - dokonują ucieczki, jednak gdyby udało im się to zrobić skutecznie, sprawa oczywiście byłaby zbyt prosta. Sienna bowiem wie więcej niż się wydaje, przez co oboje rozpoczynają rozwiązywanie zagadki, mającej związek z... Boską komedią Dantego.

Włoski poeta Dante Alighieri w swoim dziele wędruje przez Piekło, Czyściec, by w końcu dotrzeć do Raju. Wędrówka ta naznaczona jest licznym cierpieniem, poświęceniem, ale przede wszystkim barwnością opisów miejsc, w których bywa bohater. Akcja powieści Browna skupia się na Infernie - Piekle; składa się ono z dziewięciu kręgów stożka, który zwęża się ku dołowi. Na każdym kręgu piekielnym osadzeni są coraz więksi grzesznicy, a na samym dnie czeka Lucyfer. Nie bez powodu wzięło się powiedzenie "sceny dantejskie" - opis okropności znajdujących się w piekle naprawdę przeraża, Dante nie oszczędza czytelnika w tej kwestii, w żadnym wypadku. 

Profesor Langdon nie ma łatwego zadania. Musi jak najszybciej rozwikłać zagadkę, mającą ścisłe powiązanie z dantejskim Piekłem oraz jego wizualizacją w postaci obrazu "Mapy Piekieł" Botticellego. Jeśli nie zdąży na czas, świat opanuje masowa zagłada, której skutki będą nieodwracalne. 

"Dusza łaknie emocji i dlatego nie przestaje szukać paliwa dla nich bez względu na to, czy są dobre czy złe".

Ja osobiście jestem twórczością pana Browna zachwycona; nie wiem co jest ze mną nie tak, bo czytając negatywne opinie w internecie, naprawdę się poważnie nad tym zastanawiam. Wiadomo, czego się można było spodziewać: 

- akcji,
- pięknej kobiety, towarzyszącej Langdonowi,
- zagadki mającej światowe znaczenie,
- ciągłego trzymania w napięciu,
- kraju, po którym będziemy się poruszać z fotograficzną dokładnością,
- teorii, od których włos się jeży na głowie.

WSZYSTKO to otrzymałam i jestem niezmiernie z tego zadowolona; krótkie rozdziały pochłania się jeden za drugim, nie wiedząc nawet kiedy. Jestem pełna podziwu dla autora, za rzetelne przygotowywanie się do napisania każdej książki; jego znajomość danych miejsc, zabytków, dzieł, miast, krajów - biją na głowę, zachwycając swoją wiarygodnością. Szczerze mówiąc, to marzy mi się podróż według jego książkowych wskazówek; może być to Watykan, jak w Aniołach i demonach, ale może być i Florencja. Nie przesadzę, jeśli powiem również, że według mnie, jest to najlepsza książka z serii; tylu zwrotów akcji się nie spodziewałam. Uwielbiam moment, gdy czytam dany rozdział, by za chwilę wracać do poprzedniego, w celu upewnienia się, czy aby na pewno wszystko dobrze zrozumiałam. Tutaj siedziałam i oczom nie wierzyłam, jak można zacnie skonstruować tak fabułę, by czytelnika wbić w fotel. Powiem więc tyle: polecam, polecam!

"(...) bo decyzje podjęte w przeszłości kształtują naszą teraźniejszość".

Przede mną jeszcze dwie książki autora: Cyfrowa twierdza i Zwodniczy punkt. Już teraz nie mogę się doczekać, aż po nie sięgnę. Takie lektury to czysta przyjemność. Brown wie jak dawkować emocje; jak trzymać w napięciu, jak zaintrygować do granic możliwości, jak zainteresować na tyle mocno, by przewracać kolejne strony z wypiekami na twarzy, jak zapewnić sensację, mącącą w niejednym umyśle, jak wysnuć teorię, dającą do myślenia. Ogromny podziw i szacunek.

Autor: Dan Brown
Tytuł: Inferno
Seria: Robert Langdon (tom 4)
Wydawnictwo: Sonia Draga
Ilość stron: 688
Tłumaczenie: Robert J. Szmidt

OCENIAM: 6/6!

6.04.2016

Porozmawiajmy o... Grzegorzu Kasdepke!

     Kolejna odsłona mojego własnego, osobistego cyklu o MOICH ulubionych autorach ;). Był już Szekspir, były już siostry B., była Jane Austen... Czas najwyższy na kogoś z naszego kraju, kogo darzę ogromnym szacunkiem, uwielbieniem; pierwszą osobę, która udzieliła mi wywiadu (kto nie widział jak się cieszyłam: zapraszam TU). Pan Grzegorz to postać nietuzinkowa, roześmiana, wesoła, przesympatyczna, z podejściem do swoich czytelników, najmłodszych, a wiadomo, że ci są najbardziej wymagający. Czym się tu tak ekscytować? Już tłumaczę!

Jeśli ktoś kocha dzieci (ja kocham, od pewnego czasu nawet pracuję w przedszkolu!), studiuje coś w tym kierunku (nadal studiuję, mam nadzieję, że niedługo skończę ;D), chce pracować z dziećmi (mam to, mam to!), poświęca im czas, uwagę, uwielbia czytać, to zwróci również swoje oczka na coś takiego jak literatura dziecięca, chcąc, by była jak najlepsza dla milusińskich. Dla mnie pan Kasdepke jest mistrzem w swojej dziedzinie i NIKT nie przekona mnie do zmiany zdania. Recenzowałam już kilka książek pana Grzegorza i każda z nich jest wspaniała, idealna, trafiająca w sedno. Prosto do serc dzieciaków. I dorosłych. Mówcie, co chcecie, uwielbiam i już; planuję mieć całą kolekcję na półce. Patrzcie, jak to się przedstawia w Internetach! (To i tak nie wszystko; wybrałam część, którą koniecznie muszę mieć).

Miasteczko Misiów.
Kacperiada. Opowiadania dla łobuzów i nie tylko, cz.1.
Niegrzeczniaki.
Wakacje Potworaka.
Dziwne przypadki bajkopisarza.
Irwing Miś Czarodziej.
Kuba i Buba, czyli awantura do kwadratu.
Bon czy ton: Savoir-vivre dla dzieci.
Przyjaciele.
Najpiękniejsze mity dla dzieci.
Detektyw Pozytywka.
Z piaskownicy w świat.
Słodki rok Kuby i Buby.
Ostrożnie.
Mam prawo.
Kocha, lubi, szanuje.
Horror! Czyli skąd się biorą dzieci.
Kacper z szuflady.
Bodzio i pulpet.
Zaskórniaki i inne dziwadła z krainy portfela.
Inżynier Ciućma.
A ja nie chcę być księżniczką.
Sama. Listy z piwnicy.
45 puknięć w głowę.
Kuba i Buba w szpitalu.

Imponujące, prawda? <3

Pan Grzegorz za swoją twórczość otrzymał wiele nagród; jest uwielbiany przez swoich czytelników. Wiem, bo sama widziałam, co się dzieje, gdy na Targach Książki w Krakowie stałam ze stosem jego publikacji do podpisania ;). Coś niesamowitego. Polecam z całego serca, spotkanie z tak sympatyczną postacią, otwartą, uśmiechniętą, to naprawdę świetne doświadczenie dla każdego. Mam nadzieję, że i na tegorocznych Targach w Krakowie również się spotkamy i zamienimy kilka słów :).


Żywy dowód na to, że MARZENIA SIĘ SPEŁNIAJĄ!

Znacie, lubicie?

Porozmawiajcie ze mną o Grzegorzu Kasdepke!

*

Wiem, że szalenie długo mnie tutaj nie było, ale praca magisterska nie daje mi spać. Nie wspominając o kończeniu studiów i pracy, która pomimo, iż daje mi ogrom radości, to jednak przez nią mam mniej czasu. Ale byle do obrony, byle do obrony, trzymajcie kciuki! :) 

Nadrobię WSZYSTKO, obiecuję! 

Damsko - męskim okiem o: "Harry Potter i Więzień Azkabanu" J. K. Rowling [WSPÓLNIE]

     Wiem, że minęło już sporo czasu, odkąd cokolwiek opublikowałam, czy zawitałam do Waszych blogowych światów, jednak zbyt wiele rzeczy wzięłam sobie na głowę, przez co doba niestety wydaje się być zbyt krótka ;). Obiecałam jednak kolejny post z cyklu o HP, gdzie wraz z Kamilem z bloga: Świat Bibliofila kłócimy się wzajemnie oceniamy poszczególne książki z serii. Ja okiem starego wyjadacza, który całą sagę ma już dawno za sobą (kilka razy!), a Ciacho dopiero rozpoczyna swoją potterowską przygodę. Kto nie czytał jeszcze tego, co umiemy razem "wymodzić", zapraszam do siebie TUTAJ, a całą resztę do następnych akapitów. Mamy nadzieję, że będziecie się dobrze bawić, czytając nasze damsko - męskie spojrzenie rzucone w magiczny świat ;). 

Zatem do lektury!




ZARYS FABUŁY

Fantastyczna trójka - Harry, Ron i Hermiona rozpoczynają trzeci rok nauki w Hogwarcie. Od samego początku jednak towarzyszy nam aura tajemnic i sekretów z przeszłości; z najbardziej strzeżonego więzienia na świecie - Azkabanu - ucieka szalony morderca, niejaki Syriusz Black, skazany kilkanaście lat wcześniej za morderstwo 12 osób. Z bliżej nieznanych przyczyn Black za wszelką cenę chce odnaleźć Harry'ego oraz... Rona. By chronić Wybrańca, Ministerstwo Magii wysyła do Szkoły Magii i Czarodziejstwa azkabańskich strażników - dementorów, których obecność nie sprawia jednak nikomu żadnej przyjemności. Pojawia się nowy nauczyciel obrony przed czarną magią, niejaki Lupin, skrywający tajemnicę, mającą swoje początki w czasach, gdy on, Black, Snape i... Ojciec Harry'ego uczęszczali wspólnie do Hogwartu... 


OGÓLNE WRAŻENIE

Asia: Zawsze powtarzam, że III tom jest moim NAULUBIEŃSZYM! Bo pojawia się w nim postać, którą pokochałam od pierwszych stron: główny azkabański bohater ;). Nawet mój pies wabi się Syriusz, no nie było innej opcji! No, ale żeby nie było tak czysto o jednym człowieku, to zdecydowanie ta część jest poważniejsza, wydaje mi się, że bardziej przemyślana, dopracowana; pojawia się jeszcze więcej sekretów, spraw z przeszłości, wyjaśnia się wiele rzeczy, zostaje pewne niedopowiedzenie, po którym można spodziewać się więcej i więcej w kolejnych częściach z serii. Wiem, co będzie dalej, ale Kamil, który przeżywa swój potterowski pierwszy raz, pewnie nie będzie mógł się oderwać od następnych książek! :)

Kamil: Zdecydowanie lepszy tom od pozostałych. Poprzednie czytało mi się przyjemnie i dobrze, ale bez większego udziału emocji. Można w zasadzie oba potraktować jako taki wstępniak, bo w 3 tomie mamy już takie konkretne rozwinięcie tego cyklu. Większa ilość wątków i tajemnic, które powoli odkrywane tworzą jedną całość. I w zasadzie zakończenie wychodzi całkiem nieźle, ale z niedomkniętą furtką dotyczącą pewnej postaci, która najprawdopodobniej wróci lada moment, bo nie wierzę, żeby kluczowy (anty)bohater tak po prostu uciekł i już nie wrócił. :)

Asia: No właśnie o tym wspomniałam, dokładnie!


NAJCIEKAWSZA SCENA

Asia: Jak dla mnie, to zdecydowanie scena, gdy Hermiona przyłożyła w pyszczek Malfoy'owi! Sto punktów dla Gryffindoru :D! Uważam, że w tym tomie było najwięcej momentów, gdy buzia sama drgała mi w uśmiechu (a książkę czytałam w autobusie w drodze do pracy, więc czasem ludzie mieli ciekawe miny na mój widok :D); zaskoczenie Ślizgonów, gdy Harry dostał Błyskawicę, lekcje wróżbiarstwa, czy opieki nad magicznymi stworzeniami. No i oczywiście tajemnicze wyprawy Harry'ego do Hogsmeade,

Kamil: Kurde, ja tutaj mam zdecydowanie problem, bo akcji było sporo i tak naprawdę nie potrafię wskazać jednej konkretnej. Mi osobiście bardzo podobały się wątki nauki z Lupinem dotyczące zwalczania bogina i nauka Hagrida z hipogryfami. Bardzo fajna też byłą scena z pojawieniem się w grupie dementorów na boisku. Także, sorry, ale nie potrafię jednej sceny. :)

Asia: No i znowu się zgadzamy, coś mi się tu nie podoba :D!

Kamil: Masz pod łóżkiem mojego chochlika, który Ci podpowiada, co masz pisać, ale oczywiście nie jesteś tego świadoma... :D


NAJLEPSZA I NAJGORSZA POSTAĆ Z KSIĄŻKI

Asia: No oczywiście Syriusz! Chyba nie muszę tego mówić; odważny, wierny, męski, szlachetny, dobry, ale też żartobliwy i z charakterkiem! Człowiek, który gdy jak raz coś rozpocznie, to doprowadzi sprawę do końca :D! Nie wiem, może Gary Oldman dodał coś tej postaci, bo ją uwielbiam i już, totalnie bez dwóch zdań. Druga super postać w książce to Lupin, najlepszy nauczyciel obrony przed czarną magią (tak Kamil, od razu Ci mówię, że lepszego nie będzie... No może w IV tomie, ale to już sam ocenisz ;D), również dobra osobowość, która zapada w pamięć na długo. 

Co do najgorszej postaci, to oczywiście Malfoy, którego szczerze nie znoszę (choć Toma Feltona wprost uwielbiam; dali zdecydowanie za przystojnego aktora do ekranizacji książek), za to wszelkie knucie, intrygi, wyśmiewanie, mądrzenie się na każdym kroku. Generalnie nie lubię ludzi, którzy obnoszą się ze swoją pozycją, wykorzystując wpływy innych (w tym przypadku Draco posługiwał się znajomościami ojca). Irytował mnie też Snape, jednak przez wzgląd na dalsze części sagi, nie mogę powiedzieć o nim złego słowa, oprócz tego, że chciał uniemożliwić Lupinowi otrzymanie posady.

Kamil: Najlepszy zdecydowanie był Remus Lupin. Po Dumbledorze bez wątpienia najfajniejszy nauczyciel. Dobry, przyjacielski, szlachetny, sprawiedliwy.

Najgorsza to Snape. Szalenie mnie denerwuje jego knucie i przeinaczanie faktów. Bardzo się ucieszyłem jak dostał wciry. Denerwowała mnie jeszcze "wróżbitka" Sybilla. W sumie to nie wiem, które z nich bardziej. 

Asia: Co to za określenie "dostać wciry?" Chyba jakieś śląskie? :D

Kamil: A powiem Ci, że nawet nie wiem. Gdzieś kiedyś usłyszałem. :)


PLUSY I MINUSY

Asia: Serio? No Syriusz :D! A tak poważnie, to moim zdaniem ta książka ma same plusy. Za postaci: oprócz Syriusza to i Lupin, za więcej magicznych spraw (typu boginy, wilkołaki, więcej ukazanych lekcji, meczy Quidditcha), za to przemyślane doprowadzenie spraw do końca :). Co do minusów, to przyznaję, motyw tajemniczego łańcuszka Hermiony trochę namieszał mi w głowie, no bo jak to tak się cofać w czasie, ciut to przekombinowane lekko było ;).

Kamil: Minus, który odpowiada za to, że nie wystawiłem pełnej oceny, dotyczy w zasadzie tylko jednego - przewidywalności. Nie zawsze dało się przewidzieć, ale jakoś specjalnie zaskoczony nie byłem. Wątek z "czarnym bohaterem" Blackiem od początku był dla mnie jasny. I to w zasadzie tyle. Jeśli chodzi o plusy to punktuję:

- nowe postaci (Lupin, Black);
- nowe postaci zwierzęce/fantasy (bogin, dementor, hipogryf);
- więcej tajemnicy;
- ostatnie 100 stron ciągłej akcji.


ULUBIONE CYTATY

Asia: 
"Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego!"  
"Uśmiech losu można zobaczyć nawet w tych najciemniejszych chwilach, jeżeli pamięta się żeby zapalić światło".
"Ja nie szukam żadnych kłopotów. To kłopoty zwykle znajdują mnie".

Kamil:  
"Przysięgam uroczyście, że knuję coś niedobrego!"
"Lepiej zginąć niż zdradzić swoich przyjaciół". 


PODSUMOWANIE 

Asia: Tak jak wspomniałam raz czy dwa (albo i ciągle o tym gadam), TA część jest moją ulubioną i do niej wracałam chyba najwięcej razy. Od IV tomu zaczyna się robić dużo poważniej i mroczniej, skończy się zabawa ;). Jest Syriusz, jest Lupin, jest dużo akcji. Poziom utrzymany.

Kamil: Możliwe, że również i moją będzie, bo to naprawdę kawał fajnej książki, w której dzieje się wiele ciekawego, pojawiają się ciekawe postaci, cykl nabiera ogólnie takiego większego rozpędu i wyraźniejszego kształtu. Dwie poprzednie książki to taki wstępniak do tej historii i wiele z osób, które mówiły lub pisały mi, że od tego tomu dopiero zaczyna się zabawa, miały zdecydowanie rację. Jak do tej pory brałem cykl na chłodno, tak teraz jestem naprawdę ciekaw, co wydarzy się dalej. Przede wszystkim z Syriuszem. A patrząc na "Czarę Ognia", która jest ponad 700-stronicową cegłą, liczę że będzie się działo jeszcze więcej. :) 


OCENIAMY: 

Asia: 6/6!
Kamil: +5/6!

Autor: Joanne Kathleen Rowling
Tytuł: Harry Potter i Więzień Azkabanu
Seria: Harry Potter
Wydawnictwo: Media Rodzina
Tłumaczenie: Andrzej Polkowski
Ilość stron: 450

*

Na dziś z naszej strony to tyle ;). Podobało się? Chcecie więcej? :D

No i oficjalnie: Ciastek, strasznie Cię przepraszam za moją zwłokę w tym aspekcie; wiesz jak było, trochę mi się pokomplikowało w moim blond życiu. Dziękuję Ci za niesamowitą cierpliwość i wyrozumiałość; że poczekałeś na mnie z recenzją tej książki, że się nie denerwowałeś tak często :P. Że chciałeś to dalej robić ze mną, pisać, konsultować i że nadal chcesz! Dziękuję, współpraca z Tobą to czysta przyjemność. Mam nadzieję, że nie dasz mi "wciry" :D! <3