7.29.2016

"KIEDY ODSZEDŁEŚ" Jojo Moyes

     Zapewne doskonale znacie to uczucie, gdy czytając daną książkę, okazuje się ona nie tylko pierwszą częścią danej serii (czy to dwutomowej, czy ciągnącej się w nieskończoność), ale i światowym bestsellerem, publikacją, na której temat złego słowa nie wypowie żaden czytelnik; murowanym hitem pod każdą postacią. Logicznym więc jest, że od kontynuacji historii wymagać się będzie dużo. Jeśli nie wyżej postawionej poprzeczki, to przynajmniej równego poziomu, porównywalnego z pierwszą częścią... Mówię od siebie. Ja, po przeczytaniu Me before you wymagałam niesamowicie od After you. Opowieść o prostolinijnej Lou i niepełnosprawnym Willu, który rozkazał jej żyć, zawładnęła całym światem, wzmagając apetyt na więcej. Rozpalając ciekawość na ciąg dalszy. Uruchamiając lawinę pytań w stylu "co było dalej"? Chciałam i ja dowiedzieć się, jak potoczyły się losy panny Clark; tym bardziej, gdy zobaczyłam piękne wydanie drugiej części serii pani Moyes. I co? No właśnie.



"Kiedy człowiek zamieszany jest w tragiczne wydarzenie, które zmienia całe jego życie (...) wydaje mu się, że będzie się musiał zmierzyć tylko z tym (...)".

Mijają prawie dwa lata od wydarzeń opisywanych w poprzedniej części; państwo Traynorowie się rozstali, ojciec Willa układa sobie na nowo życie z rudowłosą Dellą, jego była żona wyjechała z miasta, by wieść samotny, cierpiętniczy żywot, a Lou...  Lou, wróciwszy z Paryża, gdzie miała "po prostu zacząć żyć" zaczyna na powrót popełniać błędy z przeszłości. Pracuje w lotniskowym barze, nosząc codziennie do pracy upokarzający strój, wciąż nie umie urządzić swojego mieszkania, ciągle się nad sobą użala i nie potrafi ruszyć naprzód. Rozpamiętywanie Willa nie pozwala jej normalnie funkcjonować. Wiem, zaczynając pisać tę recenzję aż kipiałam od złości, bo książka już na samym wstępie bardzo mnie rozczarowała. Owo wrażenie niestety pozostało, choć im dalej się w nią zagłębiałam - było lepiej. Naprawdę. Ale minus jest jeden, podstawowy, niezmienny: nie ma tu Willa.

Historia Lou pokazuje, że po śmierci najbliższej osoby, mimo ogromu cierpienia, bólu, niewysłowionego żalu, momentami wyrzutów sumienia, że mogło się zmienić bieg pewnych wydarzeń - życie toczy się dalej. Świat się nie zatrzymał, rzeczywistość nie stanęła w miejscu. Trzeba cały czas iść przed siebie, nie oglądając się wstecz (mając jednak świadomość przeszłości, w końcu to ona kształtuje nasze postawy i charaktery), próbować na nowo poskładać części swojego funkcjonowania w jedność; wymagać od siebie jeszcze więcej, przy jednoczesnym zachowaniu umiaru. Kiedy odszedłeś to ciepła, poruszająca, ale i momentami denerwująca powieść; zachowanie głównej bohaterki czasem irytuje, doprowadza na skraj cierpliwości, to już nie ta sama osoba co dawniej. Motyw z Lily (kim jest owa postać nie zdradzę, bo zepsułabym całą ciekawość czytania) jest (ale to moje zdanie, MOJE) naciągnięty i niemożliwie nieprawdopodobny. Pomimo całej magicznej otoczki pisarstwa autorki, morału wypływającego z książki (o którym za chwilę) - kontynuacja serii nie dorównuje niestety pierwszej części, która tak zawojowała świat. 

"Ale dobrze wiedziałam, jak maska, którą człowiek decyduje się pokazywać światu, może być zupełnie inna od tego, co dzieje się w środku".

Zdaję sobie, że moja opinia na temat tej książki jest skrajna; z jednej strony naprawdę bardzo mi się ona podobała, z drugiego punktu widzenia - jednak coś nie do końca mi tu zagrało. Może oczekiwałam zbyt wiele, może za bardzo wierzyłam w inne prawdopodobieństwo zdarzeń w życiu Lou. Wzruszałam się, śmiałam w głos; ponownie odłożyłam lekturę z przeświadczeniem, że muszę jak najwięcej wyciągnąć od swojego życia, zacząć je naprawdę doceniać, cieszyć się każdą małą przyjemnością dnia codziennego, uśmiechem zarażać innych ludzi, być lepszą pod każdym względem, by później spokojnie sobie spojrzeć w twarz. Wiem, że zawsze można wszystko zacząć od początku, bo nigdy nie jest za późno na szczęście. 

Brak obecności Willa jest chyba największą wadą tej książki; nie wiem czego się spodziewałam, ale na pewno nie tego, co otrzymałam. Książka jest dobra, naprawdę dobra, jednak po lekturze pierwszej części - można wymagać więcej. Dużo więcej. Nie zmienia to faktu, że niedługo sięgnę po kolejne książki pani Moyes i być może ponownie będę nią zachwycona ;). Ocena taka a nie inna - głównie z powodu rozczarowania.

OCENIAM: 3/6!

Autor: Jojo Moyes
Tytuł: Kiedy odszedłeś
Seria: Zanim się pojawiłeś (tom 2)
Wydawnictwo: Między Słowami
Ilość stron: 495
Tłumaczenie: Nina Dzierżawska

Za książkę ogromnie dziękuję Księgarni taniaksiazka.pl ;)

7.28.2016

ZACHCIANKI sierpnia!

        Sierpień zbliża się wielkimi krokami, więc prezentuję dziś kilka ciekawych pozycji literackich, które zaserwują nam wydawnictwa ;). Zawsze wybieram 3, 4 takie, które BARDZO, NIEZMIERNIE, NIEMOŻLIWIE pragnę mieć na swojej domowej półce; powoli dążę do spełnienia marzenia o posiadaniu pokoju przypominającego Empik/Matrasa/jakąkolwiek inną księgarnię (niewłaściwe skreślić). Zostańcie i zobaczcie co dla Was mam, może akurat komuś coś się spodoba ;).

Na pierwszy ogień idzie Wydawnictwo Filia:




Dwudziestoośmioletnia Maggie Sparkes przyjeżdża do Nowego Jorku, by spakować rzeczy przyjaciółki, która popełniła samobójstwo. Policja zgromadziła mocne dowody. Twierdzą, że Celine połknęła całe opakowanie środków psychotropowych, popiła je wódką i już się nie obudziła. W szkatułce ukrytej w mieszkaniu przyjaciółki Maggie odkrywa jednak coś, co stawia wiele niewygodnych pytań. Musi dowiedzieć się czegoś o tajemniczym mężczyźnie, którego Celine kochała, chociaż miał stać się przyczyną jej zguby.

Szukając informacji, Maggie odkrywa nieznane fakty z prywatnego życia przyjaciółki. Przypadkowo stawia się także na celowniku mordercy, który nie cofnie się przed niczym, by jego zbrodnie nie wyszły na jaw.

Ten mężczyzna był moim zbawieniem. Teraz przez niego zginę.

Premiera: 24 sierpnia 2016! 

Teraz MUST HAVE od Moondrive, chyba najgorętsza i najbardziej wyczekiwana premiera miesiąca...





Nie kocham cię. Nic a nic. I nie pokocham. Nigdy, przenigdy.
Czasem wspomnienia mogą być gorsze niż zapomnienie. Charlie i Silas są jak czyste karty. Nie wiedzą, kim są, co do siebie czują, skąd pochodzą ani co wydarzyło się wcześniej w ich życiu. Nie znają swojej przeszłości. Pomięte kartki, tajemnicze notatki i fotografie z nieznanych miejsc muszą im pomóc w odkryciu własnej tożsamości.
Ale czy można odbudować uczucia? Czy można chcieć przypomnieć sobie… Że ma się krew na rękach? A jeśli prawda jest tak szokująca, że tylko zapomnienie chroni przed szaleństwem? Umysły Silasa i Charlie pełne są mrocznych tajemnic.
On zrobi wszystko, by wskrzesić wspomnienia.
Ona za wszelką cenę chce je pogrzebać.
Nigdy nie zapominaj, że to ja jako pierwszy cię pocałowałem.
Nigdy nie zapominaj, że będziesz ostatnią, którą pocałuję.
I nigdy nie przestawaj mnie kochać.
Nigdy…

Premiera: 3 sierpnia 2016!
Prószyński też ma dla nas kilka perełek:




Niektórzy nauczyciele mogą zmienić twoje życie. On je zniszczył…

Czy może być ktoś mniej wiarygodny niż nastoletnia dziewczyna?

(Nie)szczęśliwie zamężna Fiona Palmer przypadkowo spotyka dawnego nauczyciela i bez większego namysłu nawiązuje z nim romans. Wspomina, jak poznała enigmatycznego Henry’ego Morgana jako przedwcześnie dojrzała i samotna czternastolatka, przeplatając to z opisem ich dorosłego związku. Nastoletnie zadurzenie rozwinęło się w intensywną relację, ale Fiona zawsze miała nad nią kontrolę. Czy rzeczywiście?

Premiera: 4 sierpnia 2016!




Lata powojenne, Anglia. Czterdziestoletni doktor Faraday trafia do podupadłej posiadłości, będącej od paru stuleci własnością Ayresów, zubożałej rodziny ziemiańskiej. Dwór, dawniej piękny i okazały, popada w ruinę. Park i ogrody zarosły chwastami, a wskazówki zegara znieruchomiały na godzinie za dwadzieścia dziewiąta. Zdziwaczała pani Ayres, jej niezależna córka i ambitny, zagubiony syn, który nigdy nie doszedł do siebie po katastrofie samolotowej, bezskutecznie próbują iść z duchem czasu.

Mijają dni - i dom Ayresów staje się tłem mrocznych, niepokojących zdarzeń. Faraday nie wie, że los rodziny, której usiłuje przyjść z pomocą, nieodłącznie splecie się z jego własnym. Czy zdoła zapobiec tragedii?

Premiera: 16 sierpnia 2016!




W Halloween roku 1991 popularny gwiazdor licealnej drużyny koszykówki idzie do lasu pod Battle Creek w Pensylwanii, po czym znika bez śladu. Trzy dni później zostaje znaleziony z kulą w głowie i pistoletem w dłoni. Odkrycie to wstrząsa konserwatywną społecznością, i tak już poruszoną coraz donośniejszymi pogłoskami o działającym w okolicy kulcie Szatana. 

W następstwie tego incydentu z bystrą, choć samotną Hannah Dexter zaprzyjaźnia się Lacey Champlain. Charyzmatyczna i uwodzicielska Lacey błyskawicznie zacieśnia intymną więź z podatną na wpływy Hannah i kształtuje ją na swoje podobieństwo. Lacey stopniowo odrywa Dex od jej bezpiecznego życia i wciąga w gorączkową spiralę obsesji i buntu.

Miłość, okrucieństwo, porywające odurzenie dziewczęcą przyjaźnią – ta wstrząsająca opowieść rzucona na niespokojne tło miasteczka ogarniętego moralną histerią jest bezkompromisowym i niemożliwym do zapomnienia wejrzeniem w okres dojrzewania: dziewczyny zagubione i odnajdujące się, dziewczyny silne i słabe, dziewczyny płonące jasno, coraz jaśniej, a także te, którym pisane było stać się jedynie chwilowym rozbłyskiem. Dziewczyny w ogniu.

Premiera: 25 sierpnia 2016!

*

Każda z tych książek prędzej czy później wyląduje w moich dłoniach; najbardziej czekam chyba na "Za wcześnie" i "Dziewczyny w ogniu". Choć "Never never" też kusi, zwłaszcza gdy widzę nazwiska autorek... Zobaczymy, może akurat się uda zdobyć ;).

Powoli zaczynam darzyć uwielbieniem historie niemożliwie trzymające w napięciu, przyprawiające serce o szybsze bicie, sprawiające, że nic już nie będzie wydawało się takim, jak wcześniej; stąd moje zainteresowanie pozycjami od Prószyńskiego. Spośród wszelkich ofert Wydawnictw wybrałam pięć publikacji, które zainteresowały mnie najmocniej, a Wy? Czekacie na coś, co ukaże się w sierpniu? Może to ja coś przeoczyłam? ;)

7.25.2016

"DZIEWCZYNA, KTÓRA IGRAŁA Z OGNIEM" Stieg Larsson

     Są takie książki, które same z siebie stają się czymś w kategorii must have; przykuwające uwagę nazwisko autora, pochwały na wszelkich frontach, genialność fabuły, konstrukcja postaci, emocje ujawniające się z każdą stroną, odkrywanie kolejnych powieściowych puzzli, stanowiących jedną, wspaniałą całość. Takie książki stają się wyznacznikami gustów; bo po prostu je TRZEBA przeczytać. 

Jakiś czas temu zachwycałam się pierwszą częścią kontynuowanej dziś tu trylogii Millennium; teraz wiem, że to był błąd. Bo skoro piałam z zachwytów nad tamtą, to co mam w takim razie powiedzieć o tej? Bo... Drugi tom jest po stokroć lepszy. Pod każdym względem. Najpierw, gdy zobaczyłam te prawie 700 stron, uznałam, że to już lekka przesada; bo o czym można tak kryminalnie pisać i pisać? Otóż można, i to nawet całkiem nieźle, ba! Wręcz genialnie. 

Gdyby Larsson żył... 

Ale do meritum. Na tapetę obieram dziś Dziewczynę, która igrała z ogniem, drugą część sagi Millenium, dotyczącą przygód dziennikarza Mikaela Blomkvista i nieprzeciętnej researcherki Lisbeth Salander. Zapraszam! :)



"Obserwowała go przez całą minutę i postanowiła, że nie ma już w sobie ani odrobiny uczucia, bo inaczej musiałaby wykrwawić się na śmierć. Fuck you".

W wyniku tragicznego zbiegu okoliczności Lisbeth Salander zostaje posądzona o potrójne morderstwo. Mikael Blomkvist nie wierzy w winę dziewczyny; mężczyzna postanawia więc przeprowadzić samodzielne śledztwo, mające na celu udowodnienie prawdy.  A ta okazuje się nadzwyczaj nieobliczalna i szokująca... 

Nie nakreślę ani słowa fabuły więcej, bo zepsułabym całą frajdę z czytania książki, choć zdaję sobie sprawę, że na świecie istnieje niewiele osób, które jeszcze jej nie znają. Jak wspomniałam wcześniej, seria jest już tak kultowa, iż wstyd chyba się przyznać do niewiedzy na temat osoby Larssona, czy chociażby nieznajomości tematyki jaką wykreował w swoich powieściach. Jak wskazuje sam tytuł, druga część Millennium opiera się na głównej kobiecej postaci (jednej z najlepszych takowych w całym świecie literackim!) - Lisbeth Salander. Dziewczyna jest totalną zagadką; rewelacyjny researcher, tajemnicza osobowość, człowiek z fotograficzną pamięcią, znajomością sztuk walki, z nieprzeciętnym umysłem i sposobem myślenia, z trudnym nieprzewidywalnym charakterem, własnym kodeksem postępowania, zazwyczaj moralnym tylko dla niej. Nie sposób przejść obojętnie obok tak koronkowo wręcz skonstruowanej postaci; dopracowana w każdym calu, przyciąga czytelnika jak magnes, nie dając prędko o sobie zapomnieć. Lisbeth to silna kobieta, uparcie dążąca do celu, rzadko przebierająca w środkach. Darzę uwielbieniem tę drobną istotę wykreowaną na potrzeby książki; odważna, bezkompromisowa, bezlitosna, aczkolwiek wrażliwa, ukształtowana przez bolesne doświadczenia. Choć wchodzimy w jej przeszłość, wciąż jest nam jej mało i mało. Ale, żeby nie było, że tylko na Salander opiera się Dziewczyna, która igrała z ogniem. Jest oczywiście opiekuńczy Blomkvist, którego nie można nie lubić; jego bezbłędna intuicja prowadzi nas przez dziennikarski świat, otwierając kolejne wieczka z pudełek tajemnic. Stieg Larsson poszedł jednak o krok dalej. Oprócz dwójki głównych bohaterów powołał do życia masę innych osób; perfekcyjnie wtapiających się w tło wydarzeń. 

"Napomniała samą siebie, by za bardzo się nie przywiązywać. Mogło to skończyć się tym, że któreś z nich zostanie zranione".

Idealnie skomponowana intryga, ciągły element zaskoczenia, lekki, poruszający styl, klarowność wydarzeń, przejrzystość sytuacji, nieprzewidywalność, niebanalność - to tylko kilka ZALET, (bo wad nie zauważyłam) cechujących pióro Larssona. Nie wiem, co więcej napisać, bo wniosek jest jeden - kto nie czytał, niech czym prędzej nadrabia! Ja jestem zachwycona i już nie mogę się doczekać sięgnięcia po trzeci tom ;). Zabierałam ze sobą tę "cegłę" (700 stron!) dosłownie wszędzie; czytałam na przystankach, w środkach komunikacji miejskiej, w pociągu, na ławce w parku, czasem nawet w pracy. Wciąga nieprzeciętnie, wkręcając się w głowę; chce się tylko więcej i więcej, a gdy lektura dobiegnie końca... Aż dziw bierze, jak to szybko minęło. Bez dwóch zdań pan Stieg Larsson wędruje do grona moich ulubionych autorów, podsycając apetyt na szwedzką literaturę kryminalną. Polecam baaardzo! :)




OCENIAM: 6/6!

Autor: Stieg Larsson
Tytuł: Dziewczyna, która igrała z ogniem
Cykl: Millennium (tom 2)
Wydawnictwo: Czarna Owca
Ilość stron: 704
Tłumaczenie: Paulina Rosińska

7.23.2016

"JESTEŚ MOJA, DZIKUSKO" Agnieszka Lingas - Łoniewska [BOOK TOUR]

   Dziś przychodzę do Was z książką, którą otrzymałam w ramach akcji Book Tour, prowadzonej na blogu u Cyrysi. Od momentu zobaczenia bardzo pozytywnych recenzji Jesteś moja, dzikusko nabrałam ochoty na prywatne spotkanie zarówno z publikacją, jak i autorką - którą również wszyscy chwalili, m. in. za Skazanych na ból. Na własnej skórze chciałam się przekonać, w czym tkwi fenomen pani Agnieszki Lingas - Łoniewskiej; i... Teraz już wiem, zdecydowanie. Ale o tym za moment.

Uwielbiam takie akcje, gdzie czytelnicy mogą wpisywać się w książce, zaznaczać swoje ulubione cytaty, komentować poszczególne wypowiedzi bohaterów, dodawać swoje uwagi... To niesamowicie wzmacnia naszą blogowo - książkową więź; oby więcej Book Tour'ów i to z takimi publikacjami! 

A myślałam, że już wyrosłam z New Adult... 



"Chodzi o to, że na świecie jest wiele zła, a ty jesteś taka piękna i bezbronna, dlatego chcę cię chronić i będę to robił, choćbym musiał powybijać tony zębów, zapewniając dożywotni zarobek protetykom na całym świecie".

Anthony Tolland to zbuntowany osiemnastolatek; porywczy, zadziorny, lubiący używać pięści przystojniak, popularny w swojej polsko - amerykańskiej szkole. Zanim coś powie, nie pomyśli, a rzucone słowa często odnajdują swoje konsekwencje w obitych twarzach, łzach i złości. Antek jednak w głębi serca skrywa mnogość pozytywnych emocji; oddany swojej rodzinie, jest pomocny i wierny swoim prawdziwym przyjaciołom. Pewnego dnia mama chłopaka postanawia przygarnąć pod swój dach córkę koleżanki tragiczniej zmarłej w wypadku. Gdy siedemnastoletnia, zielonooka, z włosami czerwonymi jak ogień tytułowa dzikuska pojawia się w domu Tollandów... Nic już nie będzie takie samo jak wcześniej. 

Powiem szczerze, że gdy zabierałam się za lekturę, nie pomyślałabym, że może okazać się AŻ tak dobra. Zwłaszcza, że do polskich autorów mam lekki dystans; sama nie wiem czemu, po prostu nie przepadam za nimi. A tu proszę, jakże wspaniała odmiana. Kolejna sprawa to gatunek... Myślałam, że po moim rozczarowaniu ostatnią powieścią Colleen Hoover nieprędko wrócę do New Adult. A tutaj... Mamy dosadnie odciśnięty ślad. Jedno jest pewne. O pani Lingas - Łoniewskiej szybko nie zapomnę i już zaczynam szukać innych jej powieści, by móc się w nich zatracać. 

Emocje aż kipią, temperatura zostaje doprowadzona do wrzenia. Charaktery Antka i Natalii ścierają się z sobą wzajemnie; raz się niszczą, by za chwilę się odbudować, rollercoaster wrażeń prowadzi nas raz w górę, raz w dół, zapewniając wypieki na twarzy i niecierpliwość wraz z każdą przewracaną stroną. MIŁOŚĆ nie zawsze jest przedstawiona idealnie, krystalicznie, przejrzyście, niewinnie. Ta prawdziwa nierzadko bywa wręcz destrukcyjna, niosąc druzgocącą dzikość, by móc ponownie się odrodzić w najlepszym tego słowa znaczeniu. Autorka sprytnie przypomina, że młodość wciąż rządzi się swoimi prawami; nie zawsze da się nad wszystkim zapanować, a gdy w grę wchodzą burzliwe, gwałtowne uczucia, rozum przegrywa w przedbiegach. Antek i Natalia przeżywają swoje rozterki, niejednokrotnie szkolni znajomi próbują rozdzielić parę, w czym nie pomaga wybuchowa osobowość chłopaka. Intrygi, tajemnice, ale i lawina uczuć - idealny przepis na dobrą powieść New Adult. I mimo, że sama nastoletnie lata mam już za sobą, to równie mocno przeżywałam historię dzikuski jak sami bohaterowie. Zwłaszcza, że narracja jest prowadzona pierwszoosobowo - przez co możemy wniknąć w głowę Antka, rozbierając jego myślenie na czynniki pierwsze. 

"(...) gdzieś we wszechświecie istniały dwie części jakiejś całości. Szukały się, odnalazły, na początku nie mogły się w siebie wpasować, szukając prawidłowego, idealnego układu. Lecz po wielu trudach wreszcie im się to udało i stanowią teraz jedną, dopasowaną całość, której nikt i nic nie pokona ani nigdy nie rozłączy".

 Podsumowując, pani Agnieszka ujęła mnie przedstawioną przez siebie historią, rozbudzając apetyt na więcej. Na pewno obok jej kolejnych książek nie przejdę obojętnie. Książkę bardzo polecam nie tylko młodym czytelnikom, ale i każdemu, kto zechce powrócić w lata młodości by przypomnieć sobie, jak bywają piękne i burzliwe zarazem. 

OCENIAM: 5/6!

Autor: Agnieszka Lingas - Łoniewska
Tytuł: Jesteś moja, dzikusko
Wydawnictwo: Novae Res
Ilość stron: 318






Za książkę bardzo dziękuję  Cyrysi oraz  Autorce. Cały regulamin akcji Book Tour znajdziecie tutaj.

7.17.2016

"MIMO MOICH WIN" Tarryn Fisher

     Jeśli wydaje się Wam, że uczucie, którym określamy MIŁOŚĆ, zawsze jest krystalicznie czyste i piękne, to jesteście w dużym błędzie. Jeśli myślicie, że kochać można tylko w jeden sposób - namiętny, pożądliwy, niewinny - ponownie zastanówcie się dwa razy. Bo Mimo moich win udowadnia, jak bardzo wiele twarzy mogą mieć emocje.



"Byłam emocjonalną debilką. Wykopywałam, wypychałam i wyrzucałam innych ze swojego życia, żeby nie mogli mnie zranić".

Gdy po raz pierwszy zobaczyłam zapowiedź tej książki (jak i całego cyklu), pomyślałam: muszę ją mieć. Później jednak nadeszły refleksje, że przecież ta publikacja jest tak reklamowana, jak swego czasu Dziewczyna z pociągu; że może to po prostu przerost formy nad treścią? Że skoro okładka krzyczy do mnie z każdej możliwej strony, to może nie warto? Ale sam zarys fabuły kusił mnie na tyle mocno, iż dodałam ową pozycję do moich zachcianek czerwcowych i... Dostałam tę książkę w prezencie. Cóż było robić; skoro w końcu sama znalazła się w moich rękach, to jak tu jej nie przeczytać i samej się nie przekonać o co tyle szumu? 

Główną bohaterką i jednocześnie narratorką powieści jest Olivia Kaspen. Dziewczyna na wskroś irytująca i wielu aspektach bezczelna do granic możliwości. Jej zachowania to istny rollercoaster, więc emocji mi nie zabrakło. Olivia opowiada nam o swojej teraźniejszości, gdy w jej życiu pojawia się ponownie Caleb Drake, oraz o przeszłości, gdy spotkała go po raz pierwszy. Ile razy człowiek jest w stanie skłamać, by dopiąć swego? Ile błędów można popełnić, by w końcu wyjść na prostą? Jak daleko można się posunąć, by osiągnąć swój cel? Jak bardzo można skrzywdzić innych ludzi, by zadowolić samego siebie? Jak okrutnie bolesne może być przywiązanie do drugiego człowieka? I czy serce naprawdę można oddać tylko raz?

Co chwilę zmieniałam opinię o tej książce. Najpierw wydawała mi się oszałamiająca, później infantylne zachowanie Olivii doprowadzało mnie do szału, bym później ponownie mogła stwierdzić, że fabuła jest na tyle oryginalna, iż zasługuje naprawdę na słowa uznania. I na tym poprzestańmy. Pomysł tak bardzo inny od tego, co już było; Olivia po trzech latach spotyka Caleba - chłopaka, którego zraniła do granic możliwości. Teraz los stawia go na jej drodze ponownie. Tylko, że Caleb... Cierpi na amnezję po wypadku samochodowym. Co robi Olivia? Sami się domyślcie. Jednak jej zachowania szybko zostają przejrzane przez Leah, obecną partnerkę Caleba, która podobnie jak Olivia, nie cofnie się przed niczym, by walczyć o serce ukochanego. Ja powiem tylko od siebie tyle, że dawno nie czytałam historii o tak wielkiej krzywdzie; o sercu, które nie umiało kochać, albo kochało za bardzo, o ranach, które nie umieją się zabliźnić przez lata, o uczuciu, które nie może odejść, by dać szansę nowemu, o ciągłej pokusie, stającej na drodze bohaterów, o przeszłości, która boleśnie wraca jak bumerang, o przyszłości, która wydaje się jeszcze bardziej raniąca... Mówi się, że kłamstwo ma krótkie nogi; tutaj kłamstw jest tyle, że człowiek się już sam gubi w tym, co jest prawdą, a co oszczerstwem; zwłaszcza, że Olivia ma do siebie krytyczne podejście i nie szczędzi pod swoim adresem złych słów. Co z kolei nie idzie w parze z jej zachowaniem; byle tylko zamącić i postawić na swoim...

"Człowiek jest tak dobry jak osoba, którą kocha najbardziej".

Mimo moich win to pierwsza część trylogii Love me with lies. Mogę powiedzieć już teraz, że z niecierpliwością będę wyczekiwać kolejnych tomów (Mimo twoich łez, Mimo naszych kłamstw), pisanych z perspektywy Leah i  Caleba. Pani Fisher miała niebanalny pomysł na ciekawą historię; oby tak dalej w kontynuacji! Myślałam, że ta książka jest przereklamowana i że będę musiała napisać o niej kilka negatywnych słów. Nic bardziej mylnego. Owszem, swoje wady ma (np. wcześniej wspomniane infantylne zachowanie głównej bohaterki), jednak pozostałe kwestie to same plusy. Oryginalność, powiew świeżości na tle innych historii miłosnych, nieprzewidywalność w opisywaniu uczuciowego trójkąta. Jest ciekawie. Czekam na więcej.

OCENIAM: 5/6!

Autor: Tarryn Fisher
Tytuł: Mimo moich win
Cykl: Mimo moich win (tom 1)
Wydawnictwo: Otwarte
Ilość stron: 308
Tłumaczenie: Piotr Grzegorzewski

Panie Darcy, dziękuję za ów prezent ;).

7.11.2016

Moja III gdańska przygoda!

     Wiem, że to może robi się już nudne, ekscytujące, ale nie mogę przejść obojętnie obok KOLEJNEJ mojej gdańskiej przygody u dobrze Wam znanej Marty z bloga Wymarzona Książka. Wciąż nie mogę uwierzyć, że ot tak po prostu wsiadam w pociąg i w ciągu 5h jestem na drugim końcu Polski, tylko po to, by posiedzieć na plaży z cudowną osobą, równie jak ja kochającą książki. Żeby było zabawniej, widziałyśmy się trzeci raz w życiu, a czujemy się jak... Siostry. Zero dystansu, zero stresu, zero krępującego milczenia (a nawet jeśli trochę milczenia było, to jak sama Marta zauważyła, skoro umiemy siedzieć cicho w swoim towarzystwie bez spinania się, to to tylko wspaniale wróży na przyszłość). 

Zaczęło się jak zwykle. Pendolino w środku nocy powiodło mnie do miejsca przeznaczenia, gdzie Marta już z utęsknieniem (powiedz Martuśka, że nie mogłaś się doczekać, no nie? :D) oczekiwała mojego przybycia. Nieważne było, że zimno, że noc, że może przydałoby się spać, by wstać wyspanym na drugi dzień. Musiałyśmy się nagadać, poopowiadać co u nas nowego (choć kontakt telefoniczny mamy cały czas), wypić herbatkę. Później sen i... Plan był bardzo prosty tym razem. Zero zwiedzania! PLAŻA, PLAŻA, PLAŻA! I mimo, że pogody wcale nie zapowiadali pięknej, to słońce nam się udało... Sun city wręcz! ;)

Jak zwykle mam dla Was kilka zdjęć z tejże oto wyprawy.


Zaczęło się lekkim chłodem, jednak już po chwili słońce zaczęło wyglądać zza chmur; wolnym ale raźnym krokiem ruszyłyśmy na podbój gdańskich plaż ;).



Granita wiśniowa i multiwitamina z kiwi <3! Mistrzostwo świata!
Polecamy serdecznie.

Ach ten plażing! :)

Słońce dopisało i już po chwili było nam niewyobrażalnie gorąco. Dlatego wróciłyśmy do mieszkania Marty, by zmienić lekko ubraniowe dekoracje i z powrotem wylądowałyśmy na plaży. I tak nam upłynął weekend; 2 dni pełnego wyluzowania (no dobra, akcja z panią Docher trochę nas odciągnęła od beztroski, ale kto by się taką osobą przejmował), chillu, odpoczynku...







Niedziela na pełnym luzie. Za takie chwile oddam wszystko.

Wciąż nie mogę uwierzyć, że poznałyśmy się dzięki naszym blogom; że zaczęłyśmy pisać z sobą, później dzwonić, teraz się spotykać i że wyszło z tego coś tak pięknego ;). Jak ktoś kiedyś zapyta mnie jeszcze raz, co mam z prowadzenia swojej strony, że przecież nie mam z tego żadnych pieniędzy, że nic mi to nie daje, że po co to robię, że to nie ma sensu... Po prostu pokażę stos nowych książek w biblioteczce i TE zdjęcia. Gdyby nie moja WK, nigdy nie poznałabym tak wspaniałej przyjaciółki, która zostanie ze mną na zawsze. Bo to jest TAKA znajomość, która, pomimo odległości, trwa i trwa i trwać będzie. A dobrych ludzi wokoło nigdy za wiele. Tym bardziej, jeśli łączy nas wspólna pasja ;). 

Mam nadzieję, że ten prywatny wpis przypadnie Wam do gustu. Planuję trochę zmian tutaj, powolutku... ;)

Chcecie zobaczyć szczęście na jednym zdjęciu? No to proszę:


<3

Weekend spędzony pod hasłem: PO PROSTU ŻYJ. A dlaczego? Wyjaśnione post wcześniej ;).

Tymczasem pozdrawiam!

7.07.2016

Po prostu żyj!

     Dziś post o charakterze bardziej osobistym. Wciąż pozostaję pod urokiem książki "Me before you", oraz nie mogę się doczekać, aż w moje ręce wpadnie druga część serii, Kiedy odszedłeś. Fakt, mogłam więcej się opisać w recenzji tejże publikacji, ale wyszłoby tego dużo więcej, więc uznałam, że po prostu powstanie o tym, co chcę powiedzieć, osobny wpis. Lubię pisać tu o tym, co akurat mi w sercu gra, no to proszę. Tak to już jest.

Są filmy, są książki, które w ogromnej mierze unaoczniają to, czego na co dzień nie dostrzegamy. Ile musi się zdarzyć, byśmy tak naprawdę docenili życie? Do jakiej granicy należy dojść, by ujrzeć to, czego nie widzimy (lub nie chcemy zobaczyć) w szarej rzeczywistości? I film i książka Zanim się pojawiłeś potrafią nieźle sprowadzić człowieka z wyżyn mniemania o sobie i prawie do decydowania o swoim życiu do poziomu parteru, gdzie warto chociaż na chwilę się zatrzymać i nabyć swojego rodzaju refleksji, co tak naprawdę jest ważne. 



Dlaczego jestem pod takim wrażeniem dzieła pani Moyes?
Bo kompletnie mnie zahipnotyzowała.

Wiem, że dużo można powiedzieć o powieściach, które są uznane za genialne. I powiem szczerze, że sama mam ostrożne podejście do takowych publikacji, jednak tutaj muszę w pełni się zgodzić z tą opinią. Książka jest genialna; nie znam nikogo (i nie wyobrażam sobie takiej osoby!) kto mógłby powiedzieć o niej złe słowo. Fabuła, akcja, postacie, styl autorki... Bajka.

Jeśli jeszcze nie wiesz, co zrobić ze swoim życiem, powiem Ci to, to co Will rzekł Lou: PO PROSTU ŻYJ. A co to znaczy? Może uda mi się wyjaśnić; sama bowiem sobie to uświadomiłam, pozwól zatem, że opowiem Ci trochę też o sobie.

Czasem za bardzo się wszystkim przejmuję; naprawdę głupotami, jak teraz sobie o tym pomyślę. A to jakąś rozmową, a to wyjściem gdzieś, a to (dawniej) egzaminem. Nie dopuszczałam do siebie myśli, że przecież to są nic nie warte pierdoły, z którymi na luzie da się żyć; że na świecie są ludzie, którzy mają po stokroć gorzej. Nie zdałabym egzaminu? Świat by się nie zawalił. Nie poszłaby mi jakaś rozmowa z kimś? Trudno, poszłaby inna. Jestem zdrowa, mam sprawne ręce, nogi, otwarty i chłonny umysł, czego chcieć więcej? Skoro powinno się to na maksa wykorzystać? No właśnie. Człowiek za bardzo przykłada wagę do skupiania się na swoich porażkach i niepowodzeniach, nie bacząc na to, że powinien się rozwijać, przeć przed siebie, brać z życia garściami, stawiając sobie nieustannie poprzeczkę. Ale po co, skoro wolimy się skupiać na głupotach nic nie znaczących na dłuższą metę? Historia Lou i Willa DOBITNIE uświadamia, jak w wielkim błędzie jesteśmy, w jak wielkim błędzie byłam, podchodząc do siebie aż tak egoistycznie. Skupiałam się na sobie, zamiast na tym, co mam. A to ważne. Zaczęłam doceniać swoje życie. Mogę przejść przez błotniste podwórko bez problemu (no dobra, może trochę pobrudzę sobie buty), ale zrobię to. Osoby niepełnosprawne nie mogą tak zaszaleć. Zrobię sobie kawę, a moim problemem wciąż będzie to, czy ma być czarna czy z mlekiem. Osoby niepełnosprawne są zależne od innych i to od ich bliskich zależy jaką kawę wypiją. Może to brutalne, ale prawdziwe. Codzienne rzeczy są tak bardzo przez nas niedoceniane. Warto zobaczyć z jakimi problemami boryka się Will, by w jednej chwili nauczyć się żyć.





W jednej sekundzie nauczyłam się doceniać to, co mam. Swoich bliskich, znajomych, otoczenie, pracę, możliwości, którymi obdarza mnie świat. Dawniej też bałam się tego, co nowe, nieznane; teraz wiem, że strach ma zwykle po prostu duże oczy, a diabeł nie jest taki straszny, jakim go malują. Warto próbować nowych rzeczy, zamiast od razu je krytykować; nigdy więcej takich błędów! Najważniejsze to wyciągnąć wnioski i zacząć zauważać życie. Bo mamy je jedno, prawda? Dzięki historii stworzonej przez Jojo Moyes wiem, że podobne sytuacje mogą zdarzyć się i mnie, więc choć trochę się dowiedziałam, jak to wygląda "od tej drugiej strony". I że nie zawsze na końcu opowieści występuje happy end. Bo życie to jednak nie bajka...

Ale warto przeżyć je tak, jakby każdy dzień miał być tym ostatnim.

Dlatego - doceń to, co masz i PO PROSTU ŻYJ.


Till the end.



*

PS.
Tak, jestem tym magistrem na 5! :)

7.04.2016

ZACHCIANKI lipca

     Piszę w stresie, ręce trzęsą mi się jak galareta, jest mi niedobrze, słabo, będę mdleć. Nie no, może nie, ale poważnie, pojutrze OBRONA, a ja... Nie mogę uwierzyć, że tak to szybko minęło. Całe PIĘĆ lat studiowania tylko po to, by mieć te magiczne trzy literki przed nazwiskiem? Przecież nic innego się nie zmieni, wciąż będę taką samą osobą, tylko starszą, bez zniżek studenckich (coś się wykombinuje!), pracującą, nadal cieszącą się życiem, ale... Na pewno będzie mi brakowało wielu rzeczy. Czego konkretnie... Może zrobię o tym osobny osobisty post? Bo teraz pewnie czekacie na moje ZACHCIANKI na wakacyjny miesiąc, jakim jest lipiec. Nie przedłużając, zanim zjedzą mnie nerwy, zapraszam! Kilka pozycji, które bardzo chcę mieć. Bardzo. Baaardzo. ;)

Na pierwszy ogień idzie zatem wspaniałość od Wydawnictwa Filia!




Ostrzegano mnie przed Tristanem Colem.

"Trzymaj się od niego z daleka", mówili. "Jest okrutny", "jest zimny", "życie go nie oszczędzało".

Łatwo skreślić człowieka na podstawie jego przeszłości. Właśnie dlatego łatwo dostrzec w Tristanie potwora. Ale ja nie potrafiłam tego zrobić. Zaakceptowałam spustoszenie, które w nim panowało. Sama czułam się bardzo podobnie.

Oboje wypełnieni pustką.
Oboje szukający czegoś innego. Czegoś więcej.
Oboje pragnęliśmy poskładać roztrzaskane fragmenty naszej przeszłości.

Może wtedy moglibyśmy nareszcie przypomnieć sobie, jak się oddycha.

Nie wiem kto wymyślił okładkę dla tej książki, ale należy mu się jakaś nagroda, poważnie. Wiem, że nie należy po okładce książki osądzać, ale dla samego tego widoku będę chciała mieć ją na półce! Bez dwóch zdań! No i fabuła... Uwielbiam takie historie + autorka, którą bardzo lubię. Must, must, must have. Zdecydowanie. I coś czuję, że cała seria wyląduje w moich rękach ;).

Premiera: 22 lipca!

Teraz nowość od Prószyńskiego:




Do czego jest gotowa posunąć się zdesperowana kobieta?

Roz jest samotną matką, fizjoterapeutką, siostrą, przyjaciółką. I właśnie znalazła się w naprawdę rozpaczliwej sytuacji. Jej gabinet splajtował, niespłacone długi wciąż rosną, a teraz jeszcze będzie musiała wytłumaczyć synkowi, dlaczego ktoś zabrał im wszystkie meble. I nagle praktycznie obcy człowiek składa jej pewną propozycję. Za jedną wspólną noc zapłaci jej tyle, by mogła wreszcie wyjść z finansowego dołka. Roz musi podjąć ważną decyzję. 

Wciągający thriller pióra jednej z najbardziej poczytnych autorek w Wielkiej Brytanii zabierze Was do fascynującego świata seksu, szantażu i zbrodni, rozgrywających się w niewielkiej społeczności, gdzie samotność jest powszechniejsza niż skandale.

Uwieeelbiam takie klimaty, koniecznie ta książka musi znaleźć się na mojej półce.

Premiera: 7 lipca!

I na dopełnienie magicznej mojej trójki, coś od Zysku:




…on lubi zdobywać nie tylko bramki...

John Logan może mieć każdą dziewczynę. Dla gwiazdy hokejowej ligi uniwersyteckiej życie to nieustająca zabawa i szybkie numerki, ale za zabójczym uśmiechem i luzackim wdziękiem kryje się przybierający na sile strach przed nieuchronną przyszłością bez perspektyw, która czeka go po ukończeniu studiów. Spotkanie z seksowną Grace Ivers, studentką pierwszego roku, jest odskocznią, której właśnie tak bardzo potrzebuje… Jednak gdy po bezmyślnym błędzie ona znika z jego horyzontu, Logan postanawia udowodnić, że zasługuje na drugą szansę.

…ale dla niej będzie musiał wejść na wyższy poziom gry…

Po kiepskim pierwszym roku studiów Grace Ivers wraca na uniwerek w Briar starsza, mądrzejsza, a do tego wybiła sobie z głowy aroganckiego hokeistę, któremu niemal oddała dziewictwo. Nie jest już tą naiwną i prostolinijną dziewczyną, która dawała się wodzić za nos, gdy spiknęli się po raz pierwszy. Jeśli John Logan myśli, że ona znów będzie na każde jego skinienie jak wszystkie znane mu hokejowe króliczki, to jest w błędzie. Chce ją odzyskać? Musi się więc mocno postarać. W tej rozgrywce to Grace dyktuje warunki… I ma zamiar dać Loganowi porządny wycisk.

Niby młodzieżówka, niby lekko naiwna, ale mam ochotę ją poczytać, czysto dla relaksu.

Premiera: 3 lipca!

*

A Wy? Wypatrzyliście coś dla siebie w tym miesiącu? :)
Do napisania po mojej obronie, mam nadzieję, że się uda!