8.31.2016

ZACHCIANKI września

     Jak co miesiąc, przychodzę do Was z zapowiedziami wydawniczymi; nowościami, które przesegregowałam i wybrałam takie, które sama chciałabym mieć na swojej półce. Zazwyczaj jest to cztery czy pięć książek, które w jakiś sposób zaintrygowały mnie swoją fabułą, okładką, promocją na tyle, by ogromnie móc chcieć je przeczytać! Nie przedłużają, zapraszam ;).

Na pierwszy ogień idzie Wydawnictwo Otwarte.



Kira nie ma grosza przy duszy, za to mnóstwo kłopotów. W przeszłości odebrano jej to, co najważniejsze. Teraz musi postawić wszystko na jedną kartę, aby odmienić swój los. 

Grayson walczy o przerwanie pasma życiowych niepowodzeń, ale przytłaczający ciężar wyrzutów sumienia kruszy resztki jego nadziei na lepsze jutro. Kira składa mu propozycję, która może go ocalić. Wystarczy tylko, że złoży przysięgę, nawet jeśli nie zamierza jej dotrzymać... 

Obiecali sobie wieczność, nie wiedząc, że jedna chwila może odmienić całe życie. Czy miłość da im kolejną szansę, choć żadne z nich nie jest bez winy?

Premiera: 28 września 2016! 



Teraz pora na Filię:



Zero podejrzanych. Zero zamieszanych. Tylko dziewczyna, która jednego dnia żyła, a drugiego była już martwa.

Niektóre miejsca wydają się zbyt piękne, by mogło tam dojść do tragedii. Takie są właśnie okolice jeziora Summit położone w Paśmie Błękitnym Appalachów, gdzie wokół nieskazitelnych wód rozsypane są przytulne domki. Ale właśnie w tej okolicy dwa tygodnie temu brutalnie zamordowano Bekkę Eckersley, córkę wpływowego prawnika, osobę niezwykle pracowitą i ambitną. Mieszkańcy miasteczka, pogrążeni w żalu i niedowierzaniu, snują własne teorie. Prace policji utkwiły w martwym punkcie. 

Początkowo dziennikarka Kelsey Castle bagatelizuje tę historię. Z czasem jednak na jaw wychodzą detale odnośnie wyjątkowego bestialstwa, z jakim je popełniono, i starania, których niektórzy dokładają, by sprawa ucichła. Wszystko wskazuje na coś więcej niż tylko przypadkowe zabójstwo. Castle docieka i drąży na przekór niebezpieczeństwu i ostrzeżeniom, z czasem czując coraz większą więź z martwą dziewczyną. Im więcej dowiaduje się na temat przyjaźni, miłości i sekretów Bekki, tym bardziej jest przekonana, że prawda na temat tragedii okolic jeziora Summit może pomóc jej w walce z własnymi demonami.

Premiera: 14 września 2016! 

Oszustwo. Szantaż. Morderstwo. Dla Eddiego Flynna to po prostu kolejny dzień pracy.

Przez lata duża nowojorska firma Harland & Sinton zajmowała się przekrętami finansowymi na światową skalę. Agenci FBI szukają na nich haka, ale żeby poważnie zaszkodzić oszustom, muszą zgromadzić wiarygodnych świadków. Kiedy David Child, duży klient firmy Harland & Sinston, zostaje zatrzymany jako podejrzany o morderstwo, FBI zwraca się do Eddiego Flynna, by ten zajął się Childem i zmusił go do zeznawania przeciwko firmie. 

Eddie nieszczególnie lubi, gdy ktoś zmusza go do reprezentowania winnego klienta, ale FBI jest w posiadaniu dokumentów poważnie obciążających jego żonę, Christine. Jeżeli Eddie im nie pomoże, Christine słono za to zapłaci. Wkrótce Eddie dowiaduje się, że Child jest niewinny, choć dowody świadczą przeciw niemu. FBI naciska, a Eddie musi jakoś dowieść niewinności Childa, a jednocześnie zapewnić bezpieczeństwo swojej żonie.

Premiera: 7 września 2016!

Teraz zapraszam do Prószyńskiego:


Ktoś porywa małego chłopca. 

Prowadzone w tej sprawie śledztwo utknęło w martwym punkcie. Cztery lata później w lesie znaleziono ludzki szkielet. Posterunkowa Sanela Beara ma przekazać ojcu chłopca straszną wiadomość. Jednak spotkanie z przystojnym Darko Tudorem, który pracuje w leśnej stacji badawczej zajmującej się życiem wilków, rodzi w niej wątpliwości. Czy to rzeczywiście było porwanie? A może doszło do niego przez pomyłkę? Niestety, wszystkie osoby związane z tą sprawą milczą. Beara dochodzi do wniosku, że tylko w jeden sposób może dojść do prawdy: pod przybraną postacią zatrudnia się w willi zamożnej rodziny Reinartzów, w której matka porwanego chłopca pracowała wcześniej jako pomoc domowa. 

Beara zostaje wciągnięta w gmatwaninę nienawiści, pożądania i pogardy, co doprowadza ją do granic wytrzymałości…

Premiera: 6 września 2016!

Albatros:


Collin nie miał szczęśliwego dzieciństwa. Brak zainteresowania rodziców, dorastanie w szkołach wojskowych, potem problemy z agresją i zatargi z policją. Maria natomiast zawsze czuła wsparcie rodziny – jako mała dziewczynka, a także później, podczas studiów prawniczych i na początku kariery zawodowej. Pewnie trudno byłoby znaleźć dwie bardziej różniące się historie. I dwa tak niepodobne do siebie charaktery.

A jednak przeciwieństwa najwyraźniej się przyciągają. Maria i Colin zostają parą. Wszystko świetnie się zapowiada, dopóki ona nie zaczyna otrzymywać dziwnych wiadomości od anonimowego prześladowcy.

Nowa powieść króla prozy obyczajowej, który tym razem umiejętnie myli tropy, a zakończenia nie domyśli się nawet wielbicielka powieści detektywistycznych!

Premiera: 28 września 2016!

I na koniec perełka od Naszej Księgarni, pan Kasdepke! <3


Dlaczego Jutro wciąż się spóźnia i jest szare i przygarbione? Czy Wczoraj musi przepadać jak kamień w wodę, a Dzisiaj zostawiać po sobie tak wielki bałagan? I kto go posprząta? Wczoraj, Dzisiaj, a może Jutro? Trudna decyzja, szczególnie gdy nie wiadomo, jak które wygląda i gdzie ich szukać...

Przezabawny i mądry tekst o dziewczynce, która nie lubi sprzątać, ma za to wielką wyobraźnię. Najpopularniejszy współczesny pisarz dla dzieci tym razem opowiada o tajemnicy czasu i o tym, że warto uśmiechnąć się do swojego Dzisiaj.

Premiera: 14 września 2016!

*

Z mojej strony to tyle. Bardzo chciałabym przeczytać powyższe książki; zwłaszcza pozycję ostatnią, gdyż jak wiecie, pan Kasdepke jest moim ulubionym autorem literatury dziecięcej. Na pewno z jego książką będę stać w kolejce na Targach Książki w Krakowie z oczekiwaniem na kolejny autograf ;). A Wy upatrzyliście coś dla siebie? A może czekacie na coś kompletnie innego? Z chęcią poczytam o Waszych miesięcznych chciejkach! ;)

8.24.2016

"POWIETRZE, KTÓRYM ODDYCHA" Brittainy C. Cherry

     Odkąd tylko ujrzałam okładkę tej książki oraz nazwisko autorki, które ją sygnuje, wiedziałam, że to mój MUST read na sierpień. Pierwsza książka Brittainy C. Cherry, Kochając pana Danielsa, porwała moje serce; stawiając sobie poprzeczkę aż tak wysoko, autorka miała nie lada zadanie - utrzymać poziom, lub jeszcze go podnieść. Po drodze było Art&Soul - niedługo i ta publikacja wpadnie w moje ręce, póki co jednak jestem świeżo po lekturze pierwszego tomu z nowej serii "Elements. Żywioły" i wciąż nie wiem, jak ubrać w słowa to, co dzieje się w mojej głowie.



"Warto mieć złamane serce dla tych kilku chwil szczęścia, a okruchy w naszej piersi można na nowo połączyć".

Pierwsze, co przyciąga wzrok, to oczywiście okładka; sama autorka na końcu książki dziękuje modelowi, który uświetnia swoją osobą owo wydanie (dla zainteresowanych pań - to Franggy ;)). Nie sposób przejść obojętnie obok chmurnego "drwala"; jak wiadomo kobiety wolą łobuzów, a to określenie idealnie oddaje charakter głównego bohatera. Jednak, nic nie jest takie, jakim się wydaje. Do czasu. Bo okładka to jedno, a historia to drugie...

Dwoje ludzi; dwoje tak bardzo doświadczonych przez los, że nie sposób oddać głębi bólu, z jakim muszą się zmagać. ONA - Elizabeth - mieszka u swojej mamy wraz z córeczką Emmą, po tragicznej śmierci męża, Stevena. Kobieta nie jest w stanie poradzić sobie z cierpieniem, które stało się jej cieniem i towarzyszem codzienności. Wola walki by żyć dla dziecka, to jedyny motor jej życiowych działań; dlatego gdy tylko pojawia się lepszy czas - Lizzie, bo tak nazywają ją przyjaciele - wraca do miasta, by na nowo nauczyć się jak funkcjonować w normalności. ON - Tristan - widzie samotny żywot; nie przejmując się przypiętą mu przez społeczność łatą łajdaka, gnojka, miejscowego potwora. Łagodności nie dodaje jego wygląd - burza nieokiełznanych włosów i gęsta broda, spod której nie widać uśmiechu. Na domiar złego mężczyzna pracuje w pogardzanym sklepie pana , co potęguje niechęć mieszkańców miasta. Tristan ma jednak w ogromnym poważaniu wszelkie zdanie innych ludzi, bo to, co wydarzyło się w jego życiu rok wcześniej odcisnęło krwawe piętno w jego przeszłości, mając wpływ na teraźniejszość. 

Każdy ostrzegał Lizzie przed niebezpiecznym sąsiadem; wszyscy odradzali jej jakikolwiek kontakt z tajemniczym monstrum, które według niektórych stanowi tylko zagrożenie dla niej i Emmy. Jednak los bywa przekorny, a wspólne cierpienie zbliża. 

"Magia zawarta jest w chwilach. W delikatnym dotyku, lekkich uśmiechach, cichych słowach. Magia jest w życiu dniem dzisiejszym, w oddechu, w szczęściu. (...) magia jest w MIŁOŚCI".

Nie umiem wyrazić słowami, jak wielki ładunek emocjonalny niesie z sobą ta lektura. Mamy tu ogrom cierpienia, bólu, żalu, straty, ale i radości, humoru, uśmiechu przez łzy, codziennej walki z demonami przeszłości, erotyki, bliskości, próby udawania, iż można oszukać los, by zapamiętać to, co było. Autorka gra na uczuciach; raz wprawia Czytelnika w rozbawienie tekstami małej Emmy, wprawia go w zakłopotanie wprowadzając specyfikę rozmów Lizzie z przyjaciółką, by za chwilę spowodować u niego łzy wzruszenia nad falą nieszczęścia, spotykającego dwójkę głównych bohaterów. Nie brakuje też komplikacji, które w finale powieści przybierają obrót wręcz sensacyjny, trzymając napięcie do ostatniej strony. I mimo, iż zakończenie jest przewidywalne, to nie wyobrażałam sobie innego, po prostu. Historia ta poraża swojego rodzaju pięknem, bo niesie nadzieję na lepsze jutro, bez względu na ogrom bólu, z którym musi zmagać się człowiek. Daje żywy dowód na to, iż "co nas nie zabije to nas wzmocni"; że nie ma mocy, która załamałaby każdego z nas.

Przyznam się szczerze, że miewałam momenty zwątpienia w historię Lizzie i Tristana; łapałam się na tym, iż chwilami ich postępowanie wzbudzało we mnie swojego rodzaju kontrowersje, nie rozumiałam ich zachowania w niektórych sytuacjach, jednak późniejszy rozwój akcji zweryfikował moje mieszane odczucia. Nigdy nie wiadomo, jak tragedia wpływa na psychikę drugiego człowieka i jak argumentuje ona jego dalsze funkcjonowanie. Czasem należy zaakceptować spustoszenie w najbliższej osobie, by nauczyć ją ponownie oddychać.

Czekam z niecierpliwością na drugi tom serii; ciekawa jestem, jaki tym razem żywioł zostanie wzięty pod lupę. Powietrze póki co, spisało się perfekcyjnie. 




OCENIAM: 4/6!

Autor: Brittainy C. Cherry
Tytuł: Powietrze, którym oddycha
Seria/cykl: Elements. Żywioły
Wydawnictwo: Filia
Ilość stron: 400
Tłumaczenie: Katarzyna Agnieszka Dyrek


Za książkę ogromnie dziękuję księgarni taniaksiazka.pl

8.21.2016

"BAŚNIE BRACI GRIMM DLA DOROSŁYCH I MŁODZIEŻY [bez cenzury]" Philip Pullman

     Bywają lektury, które po prostu powinny znaleźć się na domowej półce. Klasyka nigdy się nie zestarzeje; zarówno ta dla dorosłych, jak i dziecięca. Dlatego, gdy tylko ujrzałam przecenioną książkę, którą już jakiś czas pragnęłam mieć u siebie - nie zastanawiałam się ani chwili i tak oto owa cudowność znalazła się u mnie. O czym mowa? No właśnie. Chodźcie i sami się przekonajcie ;).



"Góry i doliny nigdy się nie spotykają, ale ludzie, dobrzy i źli spotykają się stale".

Jak wiecie, studiowałam filologię polską (kto nie wiedział, to dzień dobry! ;)); kierunek specyficzny, niektórzy powiedzieliby, że bezużyteczny w dzisiejszym świecie. Może trochę prawdy w tym jest, po swoich studiach spodziewałam się czegoś więcej (przez to magisterkę kończyłam już z całkowicie innej profesji), jednak jedno jest pewne: uwielbienie do książek nie przeminęło (do polskich mistrzów niestety nie powrócę, no, może kiedyś...); mało tego. Pasja do literatury dziecięcej wzmogła się dużo bardziej, gdy szanowana pani profesor od tak samo nazwanego przedmiotu zaczęła lekko burzyć mój dziecięcy świat i zapamiętany z niego system wartości.  Na każdych zajęciach opowiadała nam o baśniach, Grimmowskich, Perraulta czy Andersena, uświadamiając, że nie znamy ich dostatecznie dokładnie; że autorzy wcale nie mieli tego na myśli, co znamy z opowieści przekazywanym nam przez rodziców. Przykład, który niesamowicie zapamiętałam: baśń o Roszpunce. Wszyscy znają, wiadomo. Tylko, że w oficjalnej wersji, gdy Roszpunka "wygadała się" czarownicy o odwiedzinach księcia jest: "Babciu, co ty tak wolno wspinasz się po tym moim warkoczu, książę robi to raz dwa", podczas gdy w oryginale brzmi to mniej więcej następująco: "Babciu, czemu moje suknie robią się na mnie za ciasne?"

No nie runąłby Wam świat?

Mnie runął.

Ale zainteresowanie i zaintrygowanie resztą Baśni Braci Grimm pozostało.  Dlatego, gdy zobaczyłam zebraną ich część w formie oryginalnej; takiej, w jakiej naprawdę występują... Musiałam je mieć. Pan Philip Pullman wybrał 50 opowieści Grimmów, trochę pododawał, trochę powyjaśniał, pod każdym tekstem dopisał coś od siebie. Jednym słowem - jest co czytać.

Odkąd pamiętam zawsze wolałam Grimmów niż np. Andersena, pomimo iż baśnie niemieckich braci, jak i Hansa są równie piękne i cudowne. Grimmowie jednak przejawiają charakterystyczną dla siebie tendencję; ich bajki są często brutalne, okrutne, ale zakończone happy endem. Jeśli ma się ktoś w nich smucić, to tylko człowiek zły, bo za jego zachowanie zawsze spotyka go zasłużona kara. U Andersena zaś można wypłakiwać łzy nad losem biednych dzieci, zwierząt, często niesprawiedliwie skrzywdzonych przez los. Ale mam mówić o Grimmach, więc mówię. Mimo, iż w bajkach dla dzieci owa wspomniana wcześniej przeze mnie brutalność występuje - jest ona dawkowana w odpowiednich ilościach, nie drażni, wręcz przeciwnie - wydawać się może, że naprawdę jest potrzebna. W publikacji dla dorosłych, bez cenzury - okrucieństwa, mordów, seksu, nawet aktów kanibalizmu (tak tak, mówię wciąż o baśniach Braci Grimm!) - jest dużo więcej. Pod każdą baśnią autor książki wyjaśnia, w jaki sposób dana opowieść znalazła się w rękach Jacoba i Wilhelma, co o tym sądzi Freud (który, jak wiemy dopatruje się seksualności, gotowości do seksualnej dojrzałości dosłownie wszędzie), oraz jakie są angielskie, rosyjskie czy francuskie odpowiedniki baśni. Philip Pullman starał się jak najmniej odejść od oryginalnej wersji każdej historii; wybrał do owego zbioru baśnie i te najbardziej znane jak "Kopciuszek", "Czerwony Kapturek" (choć i tak najbardziej popularną wersję tej bajki znamy dzięki Perraultowi), "Śpiąca Królewna", jak i zarówno te ginące gdzieś w tle klasyki: np. "Jałowiec", "Skaczący skowronek" itp. Nie zgodzę się z opiniami, iż mimo, że "bez cenzury" - baśnie są i tak mało brutalne. Nieprawda; wystarczy umieć tylko czytać między wierszami, a odnajdziemy tam szokujące wcześniej wspomniane elementy. Pullman i tak dostosował wszelkie szczegóły pod dorosłego czytelnika, likwidując niektóre błędy logiczne, jednak nie oszczędzając na łagodności. Łagodność owa przeznaczona była tylko w okrojonych, znanych wersjach, dla młodych czytelników.

Jeśli ktoś chce dalej żyć w przeświadczeniu, iż cudowne baśnie od zawsze były przeznaczone tylko i wyłącznie dla dzieci, niech nigdy nie sięga po tę lekturę. Kto jednak chce wiedzieć, jak było naprawdę - gorąco polecam! Czyta się lekko, szybko, chłonie się słowo za słowem; a dodane autorskie komentarze wyjaśniają na bieżąco sens czy niektóre elementy danej baśni. Nie wspominając o wydaniu, które jest po prostu cudowne. Twarda oprawa, piękna okładka, z pewnością przykują uwagę niejednej osoby. Dobry motyw na prezent.




OCENIAM: 5/6!

Autor: Philip Pullman
Tytuł: Baśnie Braci Grimm dla dorosłych i młodzieży [bez cenzury]
Wydawnictwo: Albatros
Ilość stron: 464
Tłumaczenie: Tomasz Wyżyński

8.19.2016

"PRAWDA O DZIEWCZYNIE" T. R. Richmond

     Do kryminałów czy thrillerów, jak wiecie, podchodzę bardzo sceptycznie. Nie jest to gatunek, który uwielbiam; być może dlatego, że od zawsze zaczytywałam się w innych kategoriach książkowych, te trzymające w napięciu lekko pomijając. W moim sercu niepodzielnie królują klasyka i romans obyczajowy (historyczny też). Jednak jak to w życiu bywa, przypadki chodzą po ludziach, i gdy całkiem przypadkiem w moje ręce wpadł kryminał - nie mogłam już się wycofać. Spodobało mi się to tak bardzo, iż od pewnego czasu, co pewien moment czytuję thrillery, powieści sensacyjne; takie, gdzie każda kolejna strona powoduje szybsze bicie serca. Pomimo zawodu na chociażby Nieznajomym Cobena czy Dziewczynie z pociągu Hawkins wiem, że kryminały mogą być nieziemskie, tak jak np. trylogia Larssona. Dlatego od owego gatunku się nie odwracam i ciągle daję mu szansę. Tak właśnie było z omawianą dziś tutaj książką; zarys fabuły zaintrygował mnie na tyle, by ponownie sięgnąć po literaturę sensacyjną.



"Pomyśleć tylko, że kiedyś byliśmy tylko kilkoma papierowymi i obiektywnymi dokumentami: aktem urodzenia, prawem jazdy, aktem małżeństwa, aktem zgonu. Teraz jesteśmy w tysiącach miejsc: rozbieżni, ale kompletni, efemeryczni, ale stali, cyfrowi, ale prawdziwi. Ta ogromna skarbnica informacji gdzieś tam jest".

Pominę fakt, iż książka ta na okładce reklamowana jest zdaniem: dla fanów Dziewczyny z pociągu. Jak wspomniałam wcześniej,  na lekturze pani Hawkins się zawiodłam, a tutaj fabuła wydawała się dużo bardziej interesująca, dlatego dałam tej publikacji szansę. Jak to wypadło? Już wyjaśniam ;).

Zacznę może od konstrukcji książki. Nie jest to typowy thriller; końcowego rozwiązania zagadki nie poznajemy w tradycyjny sposób, nic nie nakłada się w próbę wyjaśnienia tajemnicy. Ciąg zdarzeń to zapisy z smsów, maili, rozmów telefonicznych, listów, postów na blogach, przesłuchań policyjnych, komentarzy na portalach społecznościowych, biogramów z Twittera czy Facebooka. Jeśli spodziewacie się jednolitej opowieści, prowadzonej od podstaw do samego końca - muszę Was niestety zmartwić - jesteście w błędzie.

Punktem wyjściowym całej historii jest fakt, iż ginie młoda dziennikarka, zaledwie dwudziestopięcioletnia Alice Salmon. Makabryczna informacja o wyłowieniu jej zwłok z rzeki, w środku zimy, natychmiast obiega miasto, jak i wszelkie media. Rodzina dziewczyny oraz policja próbują dowiedzieć się, co było powodem śmierci Alice; poszlaki wskazują na samobójstwo, morderstwo lub nieszczęśliwy wypadek. Kim tak naprawdę była Salmon? Wydawać by się mogło, że odpowiedź jest prosta, jednak okazuje się, że dziewczyna miała wiele twarzy, przez co całe jej życie trzeba rozpatrywać w innych kontekstach. Sprawą postanawia zatem zająć się uniwersytecki profesor - Jeremy Cooke, były wykładowca Alice. Mężczyzna za cel stawia sobie sprawdzenie wszelkich faktów, dojście do najmroczniejszych tajemnic z życia dziewczyny, odkrycie sekretów nie tylko jej, ale i jej rodziny oraz przyjaciół. Co kryje się za aż tak bezwzględnym zaangażowaniem Cooke'a w śmierć młodej dziennikarki? Jakie pobudki kierują nim do tego stopnia, by ze swojego prywatnego śledztwa uczynić książkę? Szczerość ma wiele twarzy, jednak która to ta najprawdziwsza?

Książka ta, to nie tylko sedno tego, co tak naprawdę wydarzyło się nad rzeką. To dowód na to, iż wszelkie znaki naszego istnienia, w dzisiejszych czasach, zostają gdzieś zapisane. Wiadomości, komentarze, listy - w XXI wieku nikt nie jest już anonimowy; jedna posłana w świat informacja, zostaje tam na zawsze. To niewiarygodne, jak wiele twarzy może mieć jedna osoba; w realnym świecie przy znajomych, przy rodzinie, oraz w świecie wirtualnym, gdzie tak naprawdę można być kim się dosłownie chce. Przy rozkładaniu osobowości na czynniki pierwsze, można nieźle się pomylić, bo nic nie jest takie, na jakie wygląda. Jeśli wydaje Ci się, że kogoś dobrze znasz... Masz rację - tylko Ci się wydaje. Lektura nie powiem, wciągająca; jednak nie ma szału, zachwytów wyrazić nie mogę. Postać profesorka, który mając swoje sekreciki wciąga się w kolejne tajemnice, ukradła całe show. Przygniatała mnie jego postawa, osobiste wynurzenia, które zazwyczaj niewiele wnosiły do całej sprawy. Cooke to bohater, którego nie da się lubić, jednak gdyby nie jego wręcz maniakalny upór i obsesja na punkcie Alice, prawda pewnie nigdy nie ujrzałaby światła dziennego. Kolejna kwestia to główna bohaterka. Panny Salmon również lubić się nie da; może przez momentami infantylne jej zachowanie, może przez jej szereg oblicz, którymi się posługiwała; a może to tylko mój prywatny odbiór tej dziewczyny, gdyż zachowaniem takim jak jej się po prostu brzydzę. Ocenicie sami. 

Bardzo się cieszę, iż w zalewie literatury sensacyjnej, Richmond zaproponował coś innego; coś świeżego w konstrukcji, coś aktualnego do dzisiejszych czasów. Poskładać historię jednej osoby ze szczątków informacji na jej temat - to ciężkie zadanie. I mimo tego, iż książka nie zostanie w mojej pamięci na długo, czytało się ją dobrze i szybko, dlatego polecam fanom gatunku - np. do podróży. 

OCENIAM: +3/6!

Autor: T. R. Richmond
Tytuł: Prawda o dziewczynie
Wydawnictwo: Otwarte
Ilość stron: 400
Tłumaczenie: Joanna Dziubińska

8.17.2016

Zasłuchana WK! [cz. 1]

     Zaczynam nowy cykl; jako, że zapowiedziałam kilka zmian, to i oto mamy. Uwielbiam coś podobnego na Waszych blogach, bo często odkrywam piosenki, których wcześniej pewnie bym nie usłyszała - a o czym dokładnie mowa? O muzyce. A dokładniej o tym, że raz w miesiącu będę chciała podzielić się z Wami swoim gustem muzycznym; a że jest on specyficzny... Nawet bardzo, to... 

Niejeden raz różne piosenki po prostu zapętlają mi się na 'jutubach', przez co czasem wychodzą z tego naprawdę ciekawe efekty. Idealnie kompletne 10 utworów, które są męczone przeze mnie w jednym miesiącu. Czyli zapraszam na odsłonę number one z cyklu "Zasłuchana WirtualnaKsiążka"! ;)



Rumuńskie hity pokochałam dzięki pani Innej (którą na pewno znacie); powyższy "Condimente" zapętlam i zapętlam - jak już raz wejdzie w głowę, nie chce wyjść.

*

Teraz na tapetę pójdzie kilka piosenek, które poznałam dzięki zajęciom z zumby <3! Bardzo żałuję, że od połowy sierpnia nie będę już chodzić na siłkę, do której uczęszczałam - minusy przeprowadzki w inną dzielnicę Krakowa. Zapisuję się jednak na nowy fitness, gdzie mam nadzieję, zajęcia będą prowadzone równie profesjonalnie i z PASJĄ! Zobaczcie, do czego tańczę!









*

Teraz utwór, który chodzi za mną od momentu pojawienia się w radiu; uwielbiam Seana Paul'a, miałam kiedyś na jego punkcie lekką obsesję. W połączeniu z wokalem Sii daje niesamowity rezultat. 



*

Teraz posłuchajcie piosenki, którą pokazała mi koleżanka w pracy. Podobnej muzyki słucha mój brat - dawniej bardzo krytykowałam jego gust muzyczny; ale teraz, po odsłuchaniu tegoż oto utworu... Biję się w pierś i przepraszam! Słowa, słowa, słowa!

"Wszystko siedzi w Twojej głowie!"



*

Teraz moja słabość do Pitbulla. No nic nie poradzę, że uwieeelbiam takie muzyczne klimaty!



*

No i na koniec, z racji tego, iż wyjechałam na wakacje w najcudowniejsze miejsce na świecie... To zapodaję Wam kilka kawałków, dzięki którym zakochałam się jeszcze bardziej w Chorwacji. Ujęła mnie tymi rytmami i klimatem imprez... <3





*

No i to by było na tyle z mojego lipca, uwierzcie, chyba nikt nie nabił tyle wyświetleń tym piosenkom co ja w zaciszu mojego domostwa ;). Pętla za pętlą; łapcie i słuchajcie ile się da, zamierzam serwować tu tylko pozytywną i naładowaną optymizmem muzykę! 

Trzymajcie się ciepło!

8.13.2016

"PAMIĘTNIK Z PRZYSZŁOŚCI" Cecelia Ahern

     Zauroczenie powieściami pani Ahern trwa; odkąd przeczytałam Porę na życie, doszłam do wniosku, że każda z książek owej autorki musi trafić w moje ręce. Zdaję sobie sprawę, że bywają powieści lepsze, jak i słabsze, w końcu pisarz też człowiek i gorsze momenty w swoim dorobku miewa - jednak co by nie mówić, styl bądź co bądź pozostaje ten sam, charakter książek również,. Z miejsca zatem dałam szansę Pamiętnikowi z przyszłości, by przekonać się, jak to z tą Ahern jest. Zapraszam ;).



"A jeśli, jeśli, jeśli... Jeśli wiedzielibyśmy, jakie będzie nasze jutro, czy naprawilibyśmy je? Czy potrafilibyśmy to zrobić?"

Tamara to szesnastoletnia dziewczyna; rozpuszczona, mająca od dziecka życie bez granic - przepych, bogactwo, spełnione wszelkie zachcianki. Kochający rodzice, będący na każde jej zawołanie, ulubione koleżanki, imprezy, brak rozwagi - któż nie chciałby żyć na podobnej stopie, gdzie największym problemem jest wybór miejsca na wakacje? No właśnie. Ale jak to w takich przekolorowanych bajkach bywa: ojciec Tamary z powodu niemocy poradzenia sobie z zaciągniętymi długami popełnia samobójstwo, a mama wpada w depresyjną otchłań. Tamara traci dosłownie wszystko, co zmusza ją i jej rodzicielkę do przeprowadzki. Wuj Arthur i ciocia Rosaleen przyjmują pod swój dach obie kobiety; dla każdego z bohaterów sytuacja jest niesamowicie trudna, nowa, wnosząca wiele zmian w dotychczasowe życie. Pewnego dnia do miasta przyjeżdża objazdowa biblioteka; jedyna rozrywka dla nastoletniej dziewczyny. Tamara znajduje tajemniczą książkę, które okazuje się... Jej własnym pamiętnikiem, tylko, że z przyszłości. Dziewczyna ma możliwość zapoznania się z jutrem; dowiaduje się, co się wydarzy, co zrobi, jak postąpi w danej sytuacji, co budzi w niej chęć zmienienia kilku przyszłościowych kwestii. Przy okazji na  jaw zaczynają wychodzić coraz mroczniejsze rodzinne tajemnice, co nie ułatwia dostosowania się do nowej życiowej sytuacji Tamary. Podążając za zgłębianiem pamiętnika i odkrywaniem sekretów, dziewczyna pakuje się w niemałe tarapaty...

"Nie powinno się dążyć do stworzenia idealnej przeszłości. Czasem człowiek powinien poczuć się dziwnie, obnażyć duszę przed drugim człowiekiem. To wszystko droga do poznania siebie. Droga do następnego dnia".

Moja druga styczność z panią Ahern wypadła bardzo pozytywnie. Mimo, że przez książkę najpierw brnie się ciężko, z każdą kolejną stroną akcja nabiera tempa. Jest intrygująco, tajemniczo, ciekawie. Czytelnik nie może się doczekać ciągu dalszego; smaku dodaje tytułowy pamiętnik z przyszłości, który niejako weryfikuje zachowanie głównej bohaterki. Te fantastyczne elementy w twórczości Ahern mają swój nieodzowny klimat; jest momentami mrocznie, kolejne fragmenty układanki zaczynają składać się w całość, Tamara zaczyna rozumieć, że w życiu nie liczą się tylko pieniądze, ale inne wartości mają sens, że nie zawsze każdy jest tym, za kogo się podaje, oraz, że czasem nasi najwięksi wrogowie, w obliczu niebezpieczeństwa, wyciągną do nas pomocną dłoń. Ta zmiana dziewczyny jest mocą napędową powieści; to książka o niełatwych wyborach, o poszukiwaniu samego siebie, o sile charakteru, który tworzymy tylko my sami, o stłamszonych uczuciach, które uaktywniają się po latach... To opowieść o cienkim pograniczu baśni, bajki, a realnego życia, o magii życia codziennego, która bywa tak często niedoceniana; o emocjach, które zbyt długo skrywane w końcu znaleźć muszą ujście, o tym, że koniec nierzadko bywa początkiem. Autorka po raz kolejny pokazała klasę; wciąż jestem pod jej niebywałym urokiem i nie mogę się doczekać sięgnięcia po następną jej książkę. Trzyma w napięciu, buduje wrażenia, otula swoją cudownością. Polecam, polecam serdecznie każdemu! 


A tak prezentuje się okładka ze Świata Książki ;)
Do wyboru do koloru.

OCENIAM: 5/6!

Autor: Cecelia Ahern
Tytuł: Pamiętnik z przyszłości
Wydawnictwo: Akurat
Ilość stron: 430
Tłumaczenie: Joanna Grabarek


Za książkę ogromnie dziękuję księgarni taniaksiazka.pl

Wczasy skończone, urlop dobiega końca, niedługo trochę Wam o tym poopowiadam ;)!

8.10.2016

"PORA NA ŻYCIE" Cecelia Ahern

     Ogromnie się cieszę, że mam znajomych, którzy nie tylko rozumieją moją książkową pasję, ale i starają się mnie w niej "wspomagać". Bo znać dobrze kogoś, to wiedzieć, co lubi, prawda? Mam to szczęście, że moi najbliżsi idealnie celują w mój wydawniczy gust - książki, które dostałam np. na urodziny są dla mnie niekwestionowanym HITEM, nie tylko pod względem bycia na topie, ale i idealnego trafienia w moje życiowe momenty, w których akurat danej literatury potrzebowałam, po prostu. Fakt, że niektóre lektury czytam dopiero teraz, ale chyba nie mogłam znaleźć na to lepszego czasu. Zwłaszcza, jeśli chodzi o omawianą dziś przeze mnie Porę na życie, bo to dosłownie jest TEN moment, TA chwila, gdy naprawdę chcę żyć.



"(...) drobiazgi podsycają ogień niechęci, choć czasami to, czego nienawidzimy w kimś najbardziej (...) staje się potem najmocniejszym zarzewiem tęsknoty".

Lucy Silchester ma  prawie trzydzieści lat, mieszka z kotem Pan Panem w wynajętej kawalerce, pracuje jako tłumaczka instrukcji sprzętu AGD, praktycznie nie dogaduje się z ojcem i ciągle kłamie. W praktycznie każdej sprawie, czy to ważnej, czy kompletnie błahej; Lucy jest mistrzynią zatajania prawdy, mijania się z nią, niedopowiedzeń, przemilczenia. Wynikają z tego mniejsze lub większe konsekwencje, jednak dziewczyna ani myśli zmienić swojego postępowania. Jednak do czasu. W momencie gdy dostaje któryś już z kolei list z... Życiowej Agencji, zapraszającej na spotkanie z jej własnym Życiem, zmienia się... WSZYSTKO. Okazuje się bowiem, że Życie jest bardzo zaniepokojone swoją podopieczną; zaniedbywane przez nią czuje się w obowiązku w końcu wkroczyć do akcji, by uratować Lucy od totalnego pogrążania się w bezmiernym chaosie. I tak Życie zaczyna towarzyszyć dziewczynie w każdym momencie jej funkcjonowania, obnażając bezlitośnie wiele faktów, przysparzając jej niemało kłopotów, kontrolując naginanie prawdy, prostując życiowe ścieżki... Dzieje się. Oj, dzieje!

"(...) z życiem natomiast... Podejmujesz jakieś złe decyzje, parę razy masz pecha czy coś w tym stylu, ale bez względu na wszystko, musisz iść naprzód, czyż nie? I nikt nie widzi twojego wnętrza, a w naszych czasach, coś czego nie widać (...), nie istnieje. Tyle, że teraz ja tu jestem: twoje wnętrze, twój rentgen, podstawione pod twoją twarz lustro i zarazem malujące się w nim odbicie. Dzięki mnie, we mnie zobaczysz, jak bardzo cierpisz, jak bardzo jesteś nieszczęśliwa. Logiczne?"

Pora na życie to moja pierwsza styczność z Cecelią Ahern; teraz wiem, że na pewno nie ostatnia, mało tego. Zamierzam mieć jej WSZYSTKIE książki na swojej półce, styl autorki po prostu mną zawładnął; jest lekko, treściwie, przyjemnie, zabawnie, życiowo, refleksyjnie. Postać Lucy została wykreowana z perfekcyjną dokładnością, równie mocno odsłaniając jej wszelkie defekty, oczekujące na zmianę. Bardzo dotknęła mnie realność fabuły. Samotna kobieta, szukająca swojego celu w życiu, robiąca coś, za czym nie przepada, byleby egzystować, a nie brać ze świata garściami. Książkę odebrałam dość osobiście; sama niedawno stanęłam na swojego rodzaju rozdrożu - skończyłam studia, rozpoczęłam pracę w zawodzie - coś się sfinalizowało, coś nowego rozpoczęło, sama do końca w pewnym momencie nie wiedziałam czego tak naprawdę chcę i oczekuję. Od siebie, bo to od tego powinnam zacząć. Jak przestawić się na inny tryb życia; jak doceniać to, co mam wokół siebie, jak czerpać z życia, jak wyciskać je do granic możliwości. I wiecie co? Ta książka mi w tym pomogła. 

To bardzo ciepła, poruszająca opowieść o tym, co może się zdarzyć, gdy człowiek przestanie zwracać uwagę na swoje życie, nie będzie go doceniać w każdym aspekcie, pozwoli mu przeciekać przez palce. To historia zawierająca morał, iż kłamstwo ma bardzo króciutkie nóżki, oraz że jedno pociąga za sobą lawinę kolejnych. A prawda, wypływająca na wierzch, jest niejednokrotnie ostrzejsza niż nóż. Żałuję, że w naszym świecie nie ma Agencji Życia, która DOBITNIE uświadamiałaby, że każdy ma tylko jedno Życie, które w pewnym momencie zaczyna się o siebie dopominać, pragnąc zostać przeżytym jak najlepiej. 

Polecam tę książkę każdemu; i tym, którzy pani Ahern jeszcze nie znają i tym, którzy czytali już jej niejedną publikację. Polecam tym, którzy żyją całkowicie i tym, którzy lekko się w życiu zagubili. Polecam tym, którzy szukają w swoim funkcjonowaniu sensu, zrozumienia, celu, wartości. Polecam tym, którzy życie doceniają, i tym, którzy kompletnie nie wiedzą, jakie mają szczęście, że oddychają. To jedna z tych książek, która zapada w pamięć na długo i odsłania klapki z oczu. Bo żeby zobaczyć, najpierw trzeba chcieć widzieć. Po prostu.

OCENIAM: 6/6!

Autor: Cecelia Ahern
Tytuł: Pora na życie
Wydawnictwo: Świat Książki
Ilość stron: 424
Tłumaczenie: Barbara Jaroszuk


Patrycja, dziękuję jeszcze raz! :)

8.01.2016

KIEDY TY MASZ CZAS NA BLOGA? Czyli blogosfera kontra codzienne życie

     Ponieważ (tak tak wiem, nie powinno zaczynać się zdania od tego słowa) stuknęła mi liczba ponad 200 (!!!) napisanych postów - doszłam do wniosku, że opowiem kilka słów o tym, jak to po prostu się stało. Coraz więcej bowiem osób pyta mnie, jak godzę pisanie bloga z codziennością życia; kiedy znajduję czas nie tylko na czytanie (bo według niektórych to już jest mega wyczyn), ale i na opisywanie przeczytanych publikacji, czy przez swoją stronę zaniedbuję obowiązki, jak przy tym wygląda moje życie towarzyskie, rodzinne, oraz dlaczego w ogóle piszę, przecież to kompletna strata czasu. 

Dlaczego prowadzę bloga, opisywałam dużo wcześniej, teraz chciałabym się skupić na tym, KIEDY to robię, oraz JAK znajduję czas na przeczytanie książki/gazety/magazynu.

Niech punktem wyjściowym będzie zdanie pewnej mojej koleżanki, która skomentowała moją "pisaninę" zdaniem:

Zazdroszczę ci, ja nie mam czasu na czytanie książek, a co dopiero na prowadzenie bloga, strony; moja doba musiałaby mieć co najmniej dwa razy tyle co teraz... Ale jak TY masz czas, cieszy cię to, to super, naprawdę.

Podejrzewam, że wszyscy wielbiciele książek teraz zbierają szczęki z ziemi, unikając przewrócenia się ze śmiechu.  Tak, tak właśnie usłyszałam; że mam szczęście, bo JA mam czas na coś takiego, jak prowadzenie bloga; co więcej, dowiedziałam się, że i tak w sumie nie mam nic do roboty, to chociaż sobie popiszę. Bo przecież pisać można też z nudów, prawda? ;)

Otóż nie.

Nie piszę z nudów. Nie piszę z powodu nadmiaru wolnego czasu; wręcz przeciwnie, mam go coraz mniej. Nie piszę, żeby pisać. Nie piszę, żeby coś udowodnić; choć może trochę się staram pokazać, że jak się za coś zabrałam, to podołam. Nie piszę, żeby dostawać książki za darmo (bo również słyszałam takie opinie). Nie piszę z przymusu. Nie piszę, żeby się z tym obnosić. Nie piszę, bo blogowanie jest modne. Nie piszę, żeby się komuś przypodobać. 

Ale tak, mam szczęście. Bo POTRAFIĘ zagospodarować swój czas w taki sposób, by znaleźć go trochę na to, co uwielbiam; na moją pasję, sprawiając, że nie cierpi na tym moje życie. Że oprócz tego wypełniam swoje obowiązki; godzę wiele rzeczy, a mimo to, nie czuję, żeby coś przeciekało mi przez palce. Znacie to, prawda? 

Może moi niektórzy znajomi będą zdziwieni, ale oprócz prowadzenia bloga, pracuję. Pracuję w zawodzie, 8h dziennie, 40h tygodniowo. Do niedawna jeszcze studiowałam DZIENNIE (tak, pracując) i gdyby nie dobroć moich przyjaciół, mogłoby być różnie. Ale studia ukończyłam, mało tego, w międzyczasie zdobyłam ten pożądany tytuł magistra. Czasem pojadę do domu, spędzę czas z najbliższą rodziną, poza tym, tutaj w Krakowie też nie jestem typem pustelnicy, która z nosem w książkach spędza weekendy. Wychodzę do ludzi; spotykam się ze znajomymi, przyjaciółmi, wyskakujemy sobie to tu, to tam, bardzo doceniam ten czas, gdyż nauczyłam się pielęgnować znajomości mające wartość w moim życiu. Jak wiecie, niejeden raz wyskakiwałam sobie do Gdańska na weekend; ktoś powie, Boooże, 5h w pociągu (żeby tylko w sobotę posiedzieć na plaży) to kompletna strata czasu. Ale to MÓJ czas i mam prawo zrobić z nim, co chcę.

W sumie wychodzi mi z tego lekko przydługawy post, ale zmierzam już do meritum. Otóż: WSZYSTKO jest kwestią odpowiedniej organizacji czasu. Jeśli tylko się chce, naprawdę można zrobić wiele. Ale wystarczy właśnie ta odrobina chęci. Owszem, chodzę do pracy, po powrocie poświęcam godzinkę na nadrobienie zaległości na innych blogach; tyle naprawdę wystarczy. Czytam wszędzie, w komunikacji miejskiej, chwilę przed spaniem, moment rano. Jeśli postanowisz sobie, że codziennie godzinę oddasz książce - uwierz mi, przeczytasz dużo ;). Jak ktoś mówi, że nie ma czasu - niech go po prostu przeorganizuje. Punkt po punkcie; godzina za godziną. Moja babcia mówi, że im więcej człowiek ma na głowie, tym jest bardziej zorganizowany, bo ma poukładane puzzle codzienności do perfekcji. I ja się z tym kompletnie zgadzam. Odkąd zaczęłam kontrolować swój czas w ciągu każdego dnia, zostaje mi go coraz więcej, pomimo codziennych obowiązków. 

Czasem wstanę wcześniej (uwierzcie, 7h snu przeciętnemu człowiekowi wystarczy), czasem położę się później (bo akurat trafia się dobra impreza ;D), czasem wypiję kubek kawy więcej, czasem pobiegnę od razu z zumby na randkę, ale zawsze znajdę kilka minut na kolejny rozdział książki, która akurat leży na moim stoliku/w torbie/na półce. 

Zapamiętaj: NIGDY nie mów, że nie masz czasu! 


 

Przedstawiam Wam mojego brata - MIKOŁAJA - moje serce i nieodłączne wsparcie w każdej sytuacji. Kolejny żywy dowód na to, że czas można znaleźć na WSZYSTKO. Na rodzinę, dziewczynę, sport, siłkę, naukę do matury, czytanie (taaak, czyta, sam podbiera mi książki!), podwożenie siostry na nocne wypady ze znajomymi. A na tym zdjęciu jesteśmy tak wystrojeni, bo właśnie wychodziliśmy na imprezę urodzinową naszej babci. Bo na to czas musi być zawsze! ;)