11.30.2016

"Słoń w autobusie?" Patricia Cleveland - Peck

   Bardzo często sięgam po literaturę dziecięcą z racji wykonywanego zawodu ale i nie tylko. Lubię być na bieżąco z nowinkami literackimi w każdym gatunku, a że technika i postęp mkną wciąż do przodu, to i zdobyć zainteresowanie najmłodszych czytelników jest coraz trudniej.




Uwielbiam książki dla dzieci w twardych oprawach; są stabilne oraz dużo ciężej małemu szkrabowi pomiąć od razu okładkę ;). Co za tym idzie, na pewno taka książka posłuży dziecku dłużej, więc warto zwrócić uwagę na ten aspekt przy wyborze odpowiedniej lektury. Gdy publikacja się dziecku spodoba, będzie sięgało po nią częściej; im częściej, tym więcej śladów użytkowania książka będzie nosić, zatem twarda oprawa sprawdzi się świetnie!

Lubię, gdy szczególną uwagę w książce dla dzieci zwrócono na ilustracje; dobrze jest, gdy są one przejrzyste, nakreślone wyraźną, charakterystyczną kreską, stonowane w kolorach (mocny misz-masz jaskrawych barw nigdy się nie sprawdza, a dziecko podobnie jak rodzic/opiekun dostaje oczopląsu), tematyczne, zabawne, przykuwające uwagę. Żadne dziecko nie przeczyta książki bez ilustracji; sama wiem z doświadczenia jak jest gdy czytam w przedszkolu bajkę. Praktycznie nikt jej nie słucha, bo każdy chce zobaczyć obrazki w książce ;). Ważne, by ilustracje cieszyły oko za każdym razem, gdy się zagląda do publikacji, by się nie "opatrzyły", by nie wiało nudą. Dbałość o szczegóły; zgodność z treścią, ciekawa i niebanalna konstrukcja - to jest to!

Doceniam, gdy książka zapada w pamięć po przeczytaniu jej pierwszy raz; gdy będę chciała otworzyć ją ponownie z różnych powodów. A to żeby przeczytać jeszcze raz dany fragment, a to żeby zobaczyć konkretną ilustrację, a to żeby wykorzystać ją w kawałku bądź w całości do zajęć/rozmowy/przeczytania na dobranoc. Jeszcze ciekawiej jest, gdy książka zawiera rymy, bowiem wtedy wpada do pamięci bardziej niż proza... 

"Słoń w autobusie" ma WSZYSTKO, czego szukam w dobrej książce dla dzieci!

Oryginalny pomysł na treść łączy się z wspaniałymi ilustracjami, a to tworzy naprawdę dobrą kompozycję, zapadającą w pamięć na dłużej. Kilkuwersowe wierszyki, opowiadające o przygodach zwierząt, pragnących jechać danym środkiem lokomocji (w każdym przypadku zupełnie niedostosowanym do pasażera z różnych powodów) tworzą całkiem zabawną opowieść dla każdego. Dziecko będzie chciało dowiedzieć się, jakie rozwiązanie znalazła autorka, rodzic będzie chciał uśmiechnąć się do siebie za każdym razem otwierając tę niezbyt obszerną, ale jakże bogatą książeczkę. Jeśli dziecko jest znudzone długimi baśniami i bajkami, ta lektura z pewnością będzie wspaniałą odmianą, okraszoną dobrym humorem i zabawną aurą samą w sobie. Polecam i trzymam na półce na honorowym miejscu ;).

OCENIAM: 5/6!

Autor: Patricia Cleveland - Peck
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 32
Tłumaczenie: Lucyna Wierzbowska
Ilustracje: David Tazzyman

Za możliwość przeczytania książki dziękuję bardzo księgarni taniaksiazka.pl, gdzie oprócz tej książki znajdziecie też mnóstwo innych nowości.

11.26.2016

"Ocalenie Callie i Kaydena" Jessica Sorensen

     Z kontynuacjami bestsellerów jest często tak, iż okazują się słabsze niż poprzednie części; tutaj jednak od razu możemy chłonąć lekturę spokojnie, gdyż poziom pozostaje utrzymany, (jeśli nie zaryzykować stwierdzenia, iż jest podniesiony!) Na szczęście mam już na półce trzeci tom z serii, przez co nie czuję tak bardzo braku stylu pani Sorensen ;).



"Muszę się obudzić i naprawdę uwierzyć, że wszystko będzie dobrze, zamiast mieć tylko taką nadzieję. Chcę być jedną z tych szczęściar, które wiodą wspaniałe życie".

Zdecydowanie ciężko ocenić książkę, po której ma się pogruchotane emocjonalnie wnętrze. Koniec pierwszej części wbijał w fotel; człowiek zastygał nad lekturą i dosłownie nie wiedział, co z sobą począć.  Z niecierpliwością oczekiwał dalszego rozwoju wypadków, bacznie kibicując dwójce głównych bohaterów w ich zmaganiach z przeszłością. Z przeszłością, która w młodych ludziach wyryła swojego rodzaju piętno, zatrzymując ich niebezpiecznie w jednym miejscu, nie pozwalając ruszyć naprzód. 

Mija pewien czas od finałowej sceny z "Przypadków Callie i Kaydena"; sekret chłopaka wychodzi na jaw. Zraniony fizycznie i niemożliwie poharatany fizycznie Kayden nie umie poradzić sobie ze świadomością, iż cały świat drwi z niego - nie odnajduje pocieszenia w osobie mamy, nie wspominając o ojcu, myśląc cały czas o Callie. Ta z kolei poznawszy prawdę, jest jeszcze bardziej zaniepokojona o los Kaydena, któremu demony przeszłości nie pozwalają normalnie funkcjonować. By mogło do tego dojść, musiałby światło dzienne ujrzeć sekret Callie. A do tego Kayden za wszelką cenę nie chce dopuścić.

"Czasem najlepsze rzeczy to te niezaplanowane; decyzje podjęte pod wpływem chwili".

Już od pierwszych stron zostajemy porwani przez burzliwe losy dwójki młodych bohaterów, którzy dźwigają na swoich barkach rzeczy cięższe niejednokrotnie od trzykrotnie starszych od siebie ludzi. Bolesne doświadczenia, którymi zostało naznaczone ich dzieciństwo i wczesne lata dorastania nie dają o sobie zapomnieć, zostawiając nieodzowny ślad w ich ciałach oraz głowach. Ponowne spotkanie, po incydencie z udziałem chłopaka nie należy do najłatwiejszych. Oboje poszarpani przez uczucia, których może i są pewni, jednak nie wiedzą jak to okazać, boleśnie zranieni przez los i najbliższych ludzi, samotni w walce ze złem świata, skrywający swoje tajemnice, muszą odnaleźć na nowo wspólny język, by w końcu zrozumieć, ile dla siebie znaczą. Nie mogę przestać zachwycać się stylem i językowym doborem słów, którymi posługuje się autorka. Żaden wyraz nie jest tu przypadkowy, każde zdanie jest przemyślane do samego końca; mnogość emocjonalnego wachlarza uczuć po prostu poraża. Książka ta jest przesiąknięta bólem, cierpieniem, krzywdą, ale i nadzieją, wiarą w lepsze jutro. Niesie z sobą przesłanie, iż prawdziwe MIŁOŚĆ i PRZYJAŹŃ potrafią uleczyć z niejednej tragedii; jeśli ma się przy sobie osobę, która jest w stanie zrobić wiele, poświęcić się w całości dla drugiego człowieka, zadrzeć z całym światem, by kogoś uszczęśliwić - można śmiało powiedzieć, że wygrało się życie. Piękne przesłanie, okraszone tak jak w poprzedniej części tytułami rozdziałów w formie zadań do wykonania przed śmiercią, jak np. Staw czoła nieznanemu i nie wycofaj się z tego; narracja ponownie w podwójnej formie, z perspektywy Callie i z punktu widzenia Kaydena pozwala jeszcze głębiej wejść w głowy bohaterów, którzy otwierają się przed Czytelnikiem, na uznanie zasługuje rozbudowanie postaci dziewczyny - jej progres, wzrastająca wciąż odwaga, Callie staje się silniejsza z każdą stroną lektury. Kayden z kolei obnaża przed nami najbardziej mroczną stronę swojej duszy, co wyzwala szereg uczuć, począwszy od wzruszenia, poprzez złość, na współczuciu skończywszy. Oj, pani Sorensen doskonale wie, jak zawładnąć sercem Czytelników! Nie możecie przejść obok tej serii obojętnie. Polecam bardzo. Przygotujcie się na emocjonalny rollercoaster! ;)

OCENIAM: +5/6!


Niedługo napiszę Wam o wrażeniach po lekturze trzeciej części z serii ;)!


Autor: Jessica Sorensen
Tytuł: Ocalenie Callie i Kaydena
Seria/cykl: The Coincidence (tom 2)
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Ilość stron: 384
Tłumaczenie: Ewa Helińska

11.20.2016

"45 puknięć w głowę. Słowa i pojęcia, które warto znać" Grzegorz Kasdepke

     Blogowe urodziny za nami, bierzemy się dalej do pracy, przed nami tyle czasu! Ileż wspaniałych książek czeka na przeczytanie; nowości, bestsellerów, starszych, do których chcę powrócić po latach, itp. Szykuje się kilka zmian na WK, ale to będę Was informować na bieżąco, co i jak ;). Teraz ruszamy dalej z recenzjami.

A dziś nie będzie obiektywnie (praktycznie nigdy nie jest) pod żadnym pozorem, bo opisywana przeze mnie książka już znalazła się na mojej osobistej półce ulubieńców, wielbionych perełek, które zajmować będą szczególne miejsce w mojej życiowej (i nie tylko) bibliotece. O czym mówię? Oczywiście o tekście popełnionym przez mojego ulubionego polskiego autora piszącego dla dzieci i rodziców.




Nie jest żadną tajemnicą, iż Pan Grzegorz Kasdepke jest obecnie najpopularniejszym polskim autorem tworzącym dla dzieci, młodzieży oraz rodziców i nauczycieli. Nie jest tajemnicą również to, że świetnie wychodzi mu docieranie do zakamarków dziecięcych umysłów, za pomocą swoich osobistych doświadczeń (gdy przygodę swą z pisarstwem rozpoczął od zabawnych tekstów dla swojego syna), dużej dozy dystansu w podejściu do codzienności, niebywałego poczucia humoru, żartów, prostego przekazu trafiającego celnie w zamierzony punkt. Gdy nie wiesz, co poczytać swojemu (lub nieswojemu ;)) dziecku, pragniesz mu coś wartościowego przekazać, sam/a szukasz odpowiedzi na pozornie błahe pytania - sięgnij w ciemno po twórczość Pana Kasdepke. 

Ja mam za sobą już kilka jego książek, dzięki którym o wiele łatwiej jest mi rozmawiać z dziećmi (co w przedszkolu bardzo się przydaje!), dowiedziałam się, jak wyjaśnić pewne niby oczywistości, zrozumiałam, jak ważny jest przekaz - w stronę najmłodszych ludzi. Nie ukrywam, iż "45 puknięć w głowę" chciałam mieć na swojej półce od momentu ukazania się tej książki na wydawniczym rynku. Czterdzieści pięć pojęć, trudnych do zrozumienia dla dziecka, wyjaśnionych w niekonwencjonalny sposób? Liczba niemała, rzecz ciężka do wykonania, ale nie dla autora! Jak sam kiedyś powiedział, pomysłów mu nie brakuje, co chyba najdokładniej widać właśnie w tej książce. Trudne słowa są bowiem wyjaśnione w formie... Gatunków literackich! Książka jest podzielona na trzy rozdziały, noszące tytuły: ludzie, abstrakcje i cechy. W każdym znajdziemy pojęcia, które i niejednemu dorosłemu mogłyby sprawić kłopot z wytłumaczeniem drugiemu dorosłemu, co znaczą; a co dopiero dziecku. Na szczęście geniusz Kasdepke rusza na pomoc i tłoczy to tak, że zrozumie to każdy, przy okazji dowiadując się ileż mamy użytkowych tekstów pod ręką na co dzień! Bo i tych autor nie żałuje; któż nie używa w obecnych czasach zapisków, smsów czy ściąg! Mało tego: dostajemy upieczonych kilka pieczeni na jednym ogniu; oprócz wyjaśnień, prezentacji poszczególnych literackich gatunków, mamy na domiar tego wplecione wskazówki, jak poprawnie się nimi posługiwać. Czysty majstersztyk, po prostu.

Nie sposób odmówić Panu Grzegorzowi oryginalności, wypływającej z każdego zdania zawartego w książce, powiewu świeżości w i tak już opanowanym przez siebie nurcie, jakim jest dziecięca literatura, nieustannie powiększającej się ilości pomysłów; aż strach się bać, na jak wiele jeszcze stać tego autora - szczerze nie mogę się doczekać kolejnych perełek, które z dumą postawię na swojej półce, by codziennie cieszyły moje oko. Jeśli dodamy do tego jeszcze przepiękne i nowatorskie ilustracje, w tym wypadku stworzone przez Pana Tomasza Kozłowskiego - mamy przepis na sukces.

Polecam ogromnie! I stwierdzam, że jest to najlepsza książka autora, jaką przeczytałam do tej pory!




Nowe zdjęciowe tło - 1000 puzzli, które układa Pan Darcy.

OCENIAM: 6/6!

Autor: Grzegorz Kasdepke
Tytuł: 45 puknięć w głowę
Wydawnictwo: Tamaryn, Agora SA
Ilustracje: Tomasz Kozłowski
Ilość stron: 140

11.18.2016

DRUGIE urodziny WirtualnejKsiążki! :)

     Nawet nie wiem kiedy ten czas tak szybko upłynął! Moja WK; moje ukochane internetowe dziecko, mój kontakt z Wami, najcudowniejszymi ludźmi to już pełne DWA lata wyjęte z życia! :) Nie sposób wyrazić słowami (choć głównie w ten sposób się z Wami komunikuję) tego, ile dla mnie znaczy ten czas; czas wypełniony recenzjami, postami bardziej osobistymi, sukcesami (jak wywiad z Panem Kasdepke), nowymi znajomościami i przyjaźniami (Marta!, Ciacho!), rozmowami, emocjami włożonymi w każdy wpis, współpracami, których jest coraz więcej... 

Chciałabym móc podziękować każdemu z osobna za obecność tu u mnie, jednak ta ilość jest zbyt duża, by mogło się to udać, dlatego pozwólcie, że zrobię to zbiorowo: DZIĘKUJĘ za to, że byliście, za to, że jesteście i za to, że niektórzy z Was nadal będą. Fajnie mieć świadomość, że gdzieś w kraju są ludzie, którzy czytają moje wypociny, że czasem skomentują, wymienią poglądy, dadzą wsparcie, podniosą na duchu. 

A teraz garść wspomnień sprzed dwóch lat... Kto nie chce, niech nie czyta.

Pamiętam, jak dwa lata temu w okolicach września, powstała ta myśl, o założeniu swojego miejsca w głębinach internetu, by móc spisać to, co w duszy siedziało; to, co musiało znaleźć ujście emocji po lekturze danej książki. Pamiętam, jak człowiek, któremu wtedy wierzyłam, powiedział, że nie mam szans, że porywam się z motyką na słońce, że cechuje mnie słomiany zapał, że nikt nawet nie dostrzeże mnie, małej Asi w zalewie podobnych blogów czy stron. Pamiętam, że człowiek ów wyśmiewał mnie każdego dnia, sabotował każdą moją próbę napisania czegoś, dążył do tego, bym zaprzestała czytania książek, twierdząc, iż na nic mi się to przyda, bo jestem taka a taka, siaka, owaka. Długo by wymieniać epitetów. Na szczęście to już przeszłość. Ja się nie poddałam; nadal robię swoje, do ideału mi daleko, ale jednak... WK istnieje! I ma się całkiem dobrze! :) Pamiętam jak rozpoczęłam pierwszą współpracę, później drugą... Teraz jest już ich kilka, wciąż kiełkują nowe, pojawił się portal, dla którego również piszę, księgarnia, która mi ufa... Nie wspominając o moim ulubionym autorze, który we mnie wierzy i docenia. Rozwinęłam się; jestem bardziej zorganizowana, mam inne podejście do pewnych spraw, bardziej dojrzałe, zwracam uwagę na istotne rzeczy, pomijam te nieważne, robię tylko to, co lubię, spełniam marzenia. Poznałam wspaniałych ludzi, autorów, na mojej półce przybywa książek, słów wsparcia i życzliwości. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że jestem z siebie dumna. Ale nie osiadam na laurach. Wciąż będę czytać, opisywać swoje wrażenia; planuję wraz z Rejem, autorem strony graficznej WK przekształcić ją w coś jeszcze lepszego, sama chcę iść tylko do przodu. Tylko.

I na koniec coś ze statystyk:

150.

Tyle recenzji ukazało się na blogu i wciąż ich przybywa. DZIĘKUJĘ.

Dziękuję za wsparcie, dziękuję za odwiedziny, dziękuję za każdy komentarz, dziękuję za każde dobre słowo, dziękuję za konstruktywną krytykę, dziękuję za polecanie, dziękuję za zaufanie, po prostu. I proszę o jeszcze więcej: w końcu poprzeczka spaść nie może.

I już Was nie zanudzam ;).



PS Nigdy nie byłam dobra w jakichkolwiek podsumowaniach, więc to skromne musi Wam na razie wystarczyć. Pozdrawiam ciepło! ;)

11.16.2016

"Idealna" Magda Stachula

     Z dużą dozą nieśmiałości podchodzę do polskich autorów; rodzima literatura jakoś nie grzeje mocno w moim sercu miejsca - zupełnie nie wiem dlaczego. Od miesięcy czaję się na popularnego w ostatnim czasie Pana Mroza; jego nową książkę mam już w domu, więc niedługo pojawi się pewnie o niej kilka moich słów. Tym razem jednak, w moje ręce wpadł podobnego gatunku materiał: thriller psychologiczny z kryminalnym wręcz zacięciem. Budząca zaciekawienie okładka i rekomendacja, jakoby "takiej autorki jeszcze w Polsce nie było". I całkowicie muszę się zgodzić.



"Gdy przekracza się pewne granice, łamie normy, które dotychczas wskazywały nam drogę, otwiera się nowy rozdział w życiu, zeszyt z czystymi kartkami, który będzie zapisywany nowymi historiami, ręką innego już człowieka".

Anita i Adam to pozornie szczęśliwe małżeństwo, któremu do idealnego obrazka wspaniałej rodziny brakuje jedynie dziecka. Starają się o nie rok, starają i drugi; w momencie pojawienia się na ich drodze zdrowotnych przeszkód - atmosfera staje się bardzo napięta. Anita z pewnej siebie, radosnej i ambitnej -  zmienia się w pretensjonalną, wiecznie szukającą powodu do kłótni kobietę, Adam z kolei stawiany coraz bardziej pod presją "tych" dni, ciągłego liczenia w kalendarzyku zaczyna unikać domu. Zaniedbywana i zraniona żona praktycznie z niego nie wychodzi, oddając się ulubionemu zajęciu: śledzeniu praskiego tramwaju poprzez miejskie kamery monitorujące. Do czasu, gdy zaczynają wokół niej i jej małżeństwa dziać się dziwnie niepokojące rzeczy...

Powiedzieć można, iż thrillerów, których akcja zapętla się wokół rodzinnych tragedii - było wiele. Chociażby słynna "Dziewczyna z pociągu"; żeby było zabawniej, powieść pani Pauli Hawkins nie pochłonęła mnie ani na sekundę. Przeczytałam ją, owszem, ale zachwytów na nią nie wylałam, wręcz przeciwnie. Do dziś nie rozumiem jej fenomenu. A tutaj, przy Pani Magdzie Stachuli... Zachwyty będą, a i owszem! Rodzinnych opowieści sensacyjnych, z tajemnicami w tle, może i było sporo, jednak tutaj mamy pomysł, do tego bardzo niebanalny, który został poprowadzony od pierwszych stron do samego końca.

Gdyby nie polskie nazwisko autorki, polskie imiona w powieści i akcja w niej osadzona w moim ukochanym Krakowie - nigdy bym nie powiedziała, że tę książkę wypuściło nasze rodzime wydawnictwo! Poziom światowy, cóż więcej mogę powiedzieć. Narracja zgrabnie prowadzona z pozycji czterech osób, rozdziały zwięzłe, nieobszerne, przez co czyta się szybko, lekko, z nieustanną myślą "jeszcze jeden rozdział i naprawdę pójdę spać!"; przedstawiona historia wciąga, pochłania, plastycznie zobrazowany Kraków tylko dodaje uroku i wiarygodności. Swobodnie mogłam wyobrażać sobie mieszkanie Anity i Adama, okolicę w której mieszkają, knajpę, w której kupują sushi oraz teatr, obok którego zawsze czeka kwiaciarka. Każdy z bohaterów opowiada o sobie w pierwszej osobie, przez co jeszcze bardziej możemy wniknąć w ich głowy, utożsamić się z nimi, z ich sposobem myślenia, postępowania, ocenić bardzo dokładnie ich motywy postępowania, oraz wynikające z nich następstwa. Czytelnik od pierwszych słów historii chce wiedzieć, co będzie dalej; co zrobi rozhisteryzowana kobieta, której jedynym życiowym celem od pewnego czasu staje się zajście w ciążę? Kiedy pęknie magiczna nić porozumienia między żoną i mężem, który może zbliżyć się do ukochanej tylko w określone dni, bo w innym wypadku ona go do siebie nie dopuszcza? Ile może znieść odrzucony mężczyzna, zanim zacznie uciekać od swojej kobiety do kochanki? Jak długo można planować zemstę? Do czego zdolna jest zraniona kobieta, która żyje przeszłością? I jak to się dzieje, że można obserwować życie innych ludzi, w obcym państwie, tylko za pomocą miejskich kamer? 

Szczególnie zapadły mi w pamięć dwie bohaterki: Anita i Marta; obie wykreowane niesamowicie realnie; dosłownie możemy śledzić ich galopujące myśli, zrozumieć (lub nie) podjęte przez nie decyzje, ocenić każdy ruch. Nie mogę uwierzyć, że "Idealna" jest debiutem; miałam wrażenie, że żadne słowo nie jest tu przypadkowe, że każde ma jakieś znaczenie, a autorka ma za sobą co najmniej kilka książek. A tu taka niespodzianka ;). Poszczególne elementy może najpierw nie są z sobą jakoś powiązane, jednak później, gdy akcja zaczyna nabierać tempa... Dzieje się! Kraków, Praga, podejrzane nowe rzeczy w torebce czy w szafie, fałszowane dokumenty... 

Polecam, naprawdę.

Bo rzeczywiście ogromnie podobała mi się ta książka, nie mogłam się od niej oderwać.

I chciałam Was tylko ostrzec, że będziecie mieć tak samo. I zapamiętajcie jedno: zawsze jest ktoś, kto Was obserwuje.

OCENIAM: +5/6!

Autor: Magda Stachula
Tytuł: Idealna
Wydawnictwo: Znak (Literanova)
Ilość stron: 384

Książka głównie dla kobiet, gdyż motyw przewodni to macierzyństwo i usilna chęć dążenia do niego, ale podejrzewam, że niejeden mężczyzna znalazłby tu i coś dla siebie. A jak kobieco, to zerknijcie przy okazji na Portal dla Kobiet.

11.07.2016

Damsko - męskim okiem o: "Harry Potter i Czara Ognia" J. K. Rowling [WSPÓLNIE]

     Wraz z Ciachem ze Świata Bibliofila powracamy z nową mocą! A właściwie z czwartą (a wspólnie recenzowaną trzecią) częścią magicznej potterowskiej sagi :). Nie mogliśmy się nagadać. Chodźcie! 


Zarys fabuły

Harry Potter wraz ze swoją nieodłączną parą przyjaciół rozpoczyna czwarty rok nauki w Szkole Magii i Czarodziejstwa. Zło jednak nie śpi, czając się w najmniej oczekiwanych miejscach: m. in. przy ogólnoszkolnym Turnieju Trójmagicznym, do którego całkiem "przypadkiem" zostaje wciągnięty Harry. Intrygi, tajemnice; nowe postaci, tragiczne przygody - i o wiele więcej... Potter będzie musiał zmierzyć się ponownie ze swoim największym wrogiem. Czy mu się uda odnieść zwycięstwo? No cóż... ;)
Ogólne wrażenie

Kamil: Zaczyna się bardzo tajemniczo i zachęcająco. Od początku też tworzona jest taka enigmatyczna i nieco mroczna (głównie dla samych bohaterów) aura wokół owego Turnieju, w którym rzekomo kilka czarodziejów zginęło we wcześniejszych latach. I w sumie bez trupów się nie obędzie w tym tomie, co mnie ucieszyło, bo pierwsze dwa tomy były nieco zbyt dziecinne i mocno przewidywalne. Od trzeciego tomu bohaterowie wyraźnie dojrzewają, muszą podejmować cięższe decyzje, wychodzić cało z opresji, nie raz też dostają po tyłku, a niektórzy nawet się muszą pożegnać z nami na stałe, bo giną. To mi się podoba i tak powinno być.

Asia: Dokładnie; zaczyna się robić poważniej, mroczniej, pojawia się coraz więcej tajemnic, trupów, żarty się skończyły, ostrzegałam Cię! ;) Poprzednie części miały swój taki dziecięcy urok, czuło się tę magiczną aurę, że dobro zawsze zwycięża, że w książce są dzieciaki więc nic im się nie powinno stać, a tutaj... Tutaj już mamy młodzież, która dojrzewa na naszych oczach.

Kamil: Dokładnie tak. Od początku mamy walkę dobra ze złem, ale tylko w 2 pierwszych tomach to zło było zmasakrowane. Od "Więźnia z Azkabanu" zło zaczyna być coraz bardziej aktywne, wymagające i wnosi coraz więcej spustoszenia, co powoduje, że Harry'emu i pozostałym czarodziejom jest coraz trudniej je pokonać i coraz więcej trupów się pojawia. Nie ma lekko, ale podejrzewam, że gdyby było, to tak wielu dorosłym czytelnikom by się ten cykl nie spodobał. :)

Asia: Właśnie właśnie! Nie można zapominać, że Harry Potter to uniwersalna historia, za którą przepadają nie tylko dzieci, ale i dorośli! A na pewno nie byłoby tak, gdyby kolejne części z serii nie robiły się bardziej poważne i przesiąknięte swojego rodzaju metaforami i przesłaniami.

Najciekawsza scena

Kamil: Hmmm... Najciekawsza chyba była dla mnie z drugim zadaniem, kiedy Harry miał uwolnić jedną osobę, a chciał wszystkie, mimo że nie było czasu. Bardzo to bohaterskie i myślę, że postąpiłbym podobnie, bo jeszcze zanim jemu to do głowy wpadło, sam pomyślałem "No nie pier**** mi, że resztę zostawisz?!". No i nie zostawił. :D
Asia: Dla mnie najciekawsza scena to oczywiście bardziej "babska" sytuacja, mam na myśli tu Bal ;D. Gdy Hermiona wkracza z Krumem na imprezę a całej reszcie opadają szczęki z wrażenia ;). No i tak urocza zazdrość Rona! Bardzo mi się to podobało, bo wszyscy robili z tej dziewczyny kujonicę, nie patrząc na to, że ona faktycznie jest piękna i może mieć powodzenie. Ale nie powiem, Harry w frugim zadaniu jak zwykle wykazał się bohaterstwem, czasem i jemu zdarzało się myśleć ;D.

Kamil: Mnie bal szczególnie nie zachwycił, ale uśmiechnąłem się jak bohaterowie szukali partnerek, bo przypomniały mi się moje młodzieńcze lata, kiedy sam z kolegami musieliśmy zaprosić dziewczyny na bal czy do tańca i wszystko to na początku było takie nieśmiałe, ale wielce emocjonujące (chociaż my, faceci, wtedy się do tego przyznać nie chcieliśmy). 

Asia: Haha,  te pierwsze Wasze (facetów) podrygi w naszą stronę są zawsze zabawne! A tu wystarczy prosto: przyjść, zapytać i już ;D. Ale wiadomo, każdy musiał to przeżyć i każdy zawsze się czymś takim stresował. Ja też pamiętam, jak chciałam by chłopak, który mi się podobał w podstawówce chociaż raz na mnie spojrzał. Dopiero później, jak zobaczyłam, jaki z niego gamoń - dałam sobie spokój ;). Scena, jak Fred zaprasza Angelinę na Bal jest jedną chyba z tych zabawniejszych w całej serii! :)

Kamil: Hehehe, racja, z Fredem i Angeliną była niezła. Czyli jak widać czytanie HP w tym wieku w moim przypadku, ma też swój urok, bo przywołuje na myśl własne młodzieńcze lata i pewne zachowania. U Ciebie z kolei można porównać poprzednie emocje związane z czytaniem w młodszym wieku z tymi teraz.

Asia: Tak, teraz więcej rzeczy mnie śmieszy :D; nie no, no sam pomyśl jak Fred z Georgem chcieli dostać się do Turnieju poprzez zaklęcia postarzające! :)

Kamil: Zgadza się, to też było zabawne. :)

Najlepsza i najgorsza postać z książki

Kamil: Kurdę, ciężko mi jednoznacznie. Z najlepszych wymieniłbym i Syriusza, i Harry'ego, i Cedrika. Ale że dwóch pierwszych już znałem, więc niech będzie Cedrik - niby na początku przeciwko Hary'emu razem z ojcem, ale okazał się bardzo ludzki, pomocny i jest zdecydowanie najbardziej dramatyczną jednostką w tym tomie, co porusza. Szkoda mi było go na końcu. Z najgorszych Malfoy i Snape (jak wcześniej), ale Rita Skeeter dała mi się we znaki najbardziej - szalenie irytująca. Ale jeszcze Korneliusz Knot, który wydawał się być "normalny",zaczął się zachowywać tak, że ostro mnie denerwował. Jak widać wiele mnie denerwuje, więc nie potrafię tylko jednej postaci podać. :P 

Asia: Ciastuś spokojnie! Nie nerwowo! I tu się chyba poważnie pokłócimy. Jak możesz lubić Harry'ego! Przecież to taka fajtłapa była, że niech mnie drzwi ścisną! Zawsze więcej szczęścia niż rozumu. A to ktoś mu pomógł, a to niby "przypadkiem" coś mu się udało... Denerwował mnie w każdej części tak samo, byli i są ludzie dużo mądrzejsi od niego i tyle. Syriusza uwielbiam, to wiesz, Cedrik... Spoko chłopaczek, ale mojej sympatii jakoś nie zdobył szczególnie, tym bardziej, że kochały się w nim dziewczyny, że niby przystojniakiem był. Ekranizacja zepsuła to bardziej (uwierzysz?!) więc... Niestety. No nie. Podobał mi się Krum - bo mimo, że laski za nim szalały, on miał całkowity zlew na nie i w sumie zaskoczył wszystkich wybierając Hermionę na swoją partnerkę. Niby taki mruk, ale jednak gust chłopak miał ;D.

Kamil: Czyli u Ciebie najgorsza to Harry. Wiesz, coś jest w tym co piszesz, ale z drugiej strony trzeba wziąć pod uwagę, że ten chłopak jest mimo wszystko ciągle zagubiony przez swoją tragiczną przeszłość i burzliwą teraźniejszość, a w dodatku nader skromny. Wyobrażasz sobie siebie w jego sytuacji? Nie masz nic, a tu nagle okazuje się, że jest świat, w którym Ty jesteś naj, naj, naj i wszyscy na Ciebie liczą, wszyscy zerkają z każdej strony. No nie ma opcji, żeby być przy tym na sto procent pewnym siebie i się nie potykać. I myślę też, że każdemu w życiu potrzeba trochę szczęścia, dzięki czemu coś "się udaje zrobić". No ale to moje odczucia, bo jakoś tak temu po cichu chłopakowi kibicuję. :)

Asia: Masz rację, nie mogę się nie zgodzić. Nigdy nie patrzyłam na to w ten sposób. Przy inteligencji Hermiony, która często była przyćmiewana właśnie przez osiągnięcia Harry'ego, prostoduszności Rona, który biedny zawsze był w jakiś tam sposób zazdrosny o popularność Harry'ego, umknęło mi, że Harry może być ogromnie w tej całej sytuacji zagubiony... A przecież nigdy nie dał po sobie poznać, że on jest wielkim Potterem, znanym na cały magiczny świat. Dzięki Ciastuś! :)

Kamil: Cała trójka bardzo fajnie się uzupełnia tworząc modelowy przykład przyjaźni. Co do samego Harry'ego jeszcze, zauważyłem, że w filmie jednak ta postać jest wykreowana nieco inaczej. Dostrzegasz tam tą fajtłapowatość? Bo ja nie, bardziej pewny siebie i stanowczy tam jest, nawet nieco ostrzejszy. A tego w książkach nie ma.

Asia: No akurat z tym muszę się ponownie zgodzić; w filmach Radcliffe bardzo przekonująco oddaje swoją postać.

Kamil: Zagrać zagrał dobrze, ale wyraźnie twórcy filmu zdecydowali, żeby Potter był mniej ślamazarny niż w książce. Ale o filmie kiedy indziej. W każdym razie na ten moment podoba mi się i literatura, i film.

Asia: Może weźmiemy się za recenzje filmów? (Niekoniecznie Pottera!) - co myślisz? :)

Kamil: Dokończymy to z HP i pomyślimy ;).

Plusy i minusy

Kamil:

+Turniej Trójmagiczny,
+Nowe postaci (np. Moddy, Cedrik),
+Zaskoczenie (we wcześniejszych tomach więcej umiałem przewidzieć, w tym autorka i jej bohaterowie zaskoczyli mnie kilka razy),
- W sumie to irytowała mnie Hermiona z tym klubem WESZ i usilnym nakłanianiem wszystkich do przynależności.

Chyba tyle.

Asia: 

+BAL!,
+Poważniejsze podejście do tematu,
+Przyjazd innych szkół na Turniej,
- Ciamajdowatość Pottera i jego "fuks" w każdym zadaniu.


Ulubione cytaty:

Kamil: Kurde, prawdę mówiąc byłem porządnie wkręcony i nawet nie zwróciłem uwagi na konkretne cytaty i żeby je zanotować. Chodzi mi po głowie jeden, ale nie pamiętam dokładnie jak brzmiał. Może to będzie coś, co Tobie się rzuciło w oczy i zapisało w głowie. :)

Asia: A ja mam, ja mam!

"Jeśli chcesz poznać człowieka, patrz jak traktuje podwładnych, a nie równych sobie".

"To dziwne, ale kiedy człowiek się czegoś boi i oddałby wszystko, byle tylko spowolnić upływ czasu, czas ma okropny zwyczaj przyspieszania swego biegu".

 Kamil: Ten pierwszy dobry. A ja znalazłem jeden:

"Nadejdzie czas, w którym będziecie musieli wybierać między tym, co słuszne, a tym, co łatwe".

Podsumowanie

Kamil: W sumie to jest bardzo dobrze i niech będzie tak dalej. Czwarty tom upewnił mnie, że to bardzo fajny cykl i muszę koniecznie dotrwać do końca, żeby wiedzieć, co dalej, bo chcę więcej. I nie mam absolutnie żadnych pomysłów, co się tam jeszcze może wydarzyć. Dużo się działo, sporo nieprzewidzianych akcji, nowe fajne postaci. Mimo że "Więzień Azkabanu" podobał mi się ciut bardziej, nie nudziłem się ani trochę. Nie mogę się doczekać kolejnego tomu, po który myślę, że sięgniemy na początku przyszłego roku. Co Ty na to? :)

Asia: Tak, zdecydowanie pani Rowling trzyma poziom i aż nie mogę się doczekać Twojego zdania na temat piątej części, która zaraz po właśnie "Więźniu Azkabanu" jest moją ulubioną! Mimo jednego TRAGICZNEGO faktu, po którym nie mogłam dojść do siebie, ale to będziesz musiał sam przeczytać. A dopiero tam sporo się dzieje, serio. I tak, początek nowego roku to wydaje mi się będzie dobry moment.

Kamil: Cholibka, przy takiej rekomendacji będę spoglądał na półkę i myślał o tym początku roku częściej. Widzę, że to najgrubszy tom serii, więc już zachodzę w głowę, ile tam się musi dziać ciekawego?! Dobra, czekamy do przyszłego roku. :)

Asia: Ja pamiętam, iż tą część pochłonęłam w jedną noc, a ma ponad 1000 stron! Szczyty genialności Rowling, mówię Ci! :)

Kamil: Hehehe, aż chciałbym Cię zobaczyć na drugi dzień! Pewnie już sama umiałabyś coś drobnego wyczarować. :P

Asia: Tak, z podkrążonymi oczami, i ogólnym zmęczeniem, ale i szczęściem na twarzy! :D

Kamil: Liczę, że "Zakon Feniksa" przypadnie mi do gustu, podobnie jak Tobie ;).


Oceniamy:

Kamil: 5/6
Asia: 5/6

Autor: J. K. Rowling
Tytuł: Harry Potter i Czara Ognia
Seria/cykl: Harry Potter
Wydawnictwo: Media Rodzina
Ilość stron: 768
Tłumaczenie: Andrzej Polkowski
 

11.06.2016

"Razem będzie lepiej" Jojo Moyes

     Są książki, które nie zachwycają mnie od pierwszych stron; zaczynam je, by później odłożyć na półkę i z pewną dozą niepewności ponownie po nie sięgać. Nie rozpocznę czytania kolejnej książki dopóki nie skończę poprzedniej, więc jest to swojego rodzaju motywacja, by jednak publikację zakończyć, oraz wydać o niej daną opinię. Gdy zamawiałam "Razem będzie lepiej" - kierowałam się głównie sympatią do autorki za rewelacyjne "Me before you", które zawładnęło całym światem, a ekranizacja przekroczyła wszelkie możliwe rekordy. I mimo, iż druga część cyklu (według mnie) nigdy nie powinna powstać, ja chciałam dać pani Moyes szansę. Dałam. I tak jak wspomniałam wcześniej, długo trwało to moje czytanie jej najnowszej książki... Dlaczego? Zapraszam! :)



"Prawdziwi przyjaciele to tacy, z którymi zawsze zaczyna się dokładnie tam, gdzie się ostatnio skończyło, nieważne, czy nie widzieliście się przez tydzień, czy dwa lata".

Główna bohaterka - Jess, to typowa kobieca złota rączka; ta dziewczyna mogłaby z powodzeniem prowadzić portal na kształt KobiecychPorad. Praca na dwa etaty (jako barmanka i sprzątaczka), wychowywanie samotnie dwójki dzieci (w tym syna byłego), gdzie nie może liczyć na żadne alimenty, opieka nad psem, wiązanie końca z końcem, nieustanne oszczędzanie, odmawianie sobie wszelkich przyjemności, wieczny uśmiech na twarzy i ciągłe "będzie dobrze"! Przybrany syn Nicky jest szykanowany przez okoliczną bandę rozrabiaków ze względu na swój charakterystyczny wygląd, córka jest nierozumiana przez środowisko z powodu swoich nadzwyczajnych matematycznych możliwości. Jak tu nieustannie i wciąż mieć uśmiech na twarzy, spokój w sercu i niewyobrażalną SIŁĘ, by walczyć o lepsze jutro? Otóż Jess ma, bo wie, że nie ma innego wyjścia. Ktoś MUSI być ostoją rodziny.

Ed popełnił w życiu kilka błędów. Biznesmen, który zaufał niewłaściwej osobie w najmniej odpowiednim momencie. I teraz przychodzi mu słono za to zapłacić. Dopóki nie poznaje Jess, która surowo płaci za swoją dobroć całe życie, nie żądając niczego w zamian. Do czasu...

Gdy w jednej chwili kobiecie spada stos nieszczęść, ale pojawia się cień szansy, by córka Tanzie mogła uczęszczać do specjalnej szkoły dla utalentowanych dzieci, Jess nie cofnie się przed niczym, by jej pomóc. W końcu każda mama skoczy w ogień dla swoich dzieci. I właśnie tak rozpoczyna się emocjonująca podróż; podróż do Szwajcarii z Edem, psem Normanem, Nickym, nierozumianym przez świat i Tanzie, która cierpi na chorobę lokomocyjną. Ale dla Jess nie ma przeszkód do pokonania...

Najpierw nie mogłam przejść przez tę książkę. Nudy, nudy, dokładnie tak myślałam... Ale później... Wraz z biegiem losów i wypadków w niej zachodzących... Zaczęłam coraz bardziej interesować się tym, co stanie się dalej. Co zrobi Jess, jak wyjdzie z kolejnych tarapatów piętrzących się na drodze, jak zachowa się Ed w niektórych sytuacjach, jak rozwiążą się ich osobiste konflikty, jak poradzi sobie biedny Nicky, jak ogarnie wiele rzeczy mała dziewczynka, no i na sam koniec pies, który był powodem do mojego płaczu nad tą lekturą! Dawno nie czytałam takiego rodzaju "poradnika", jak docenić swoje życie. Mam dach na głową, mam pieniądze, mogę kupić co chcę, nie muszę jakoś zaciskać pasa by przeżyć do tego pierwszego danego miesiąca... Nie mam dzieci - na razie, ale w tym momencie nie muszę być za kogoś AŻ tak odpowiedzialna. Ale są ludzie, którzy nie mają tyle szczęścia. I jak w takich sytuacjach być ciągle uśmiechniętym i mieć gotową receptę na wszelkie troski? Szok! Nie mogłam się nadziwić, jaka z Jess jest silna kobieta, pełna energii, mocy, ale i czułości, potrzeby opiekuńczości, bliskości, tak bardzo skrzywdzona przez los, ale tak pełna życia, by tego po sobie nie pokazywać. Wie, że musi wstać, by zatroszczyć się o dzieci, o ich byt, przyszłość, bo jest MATKĄ, a to do czegoś zobowiązuje. 

"Czasem życie składa się z serii przeszkód, które po prostu trzeba pokonać, niekiedy samą siłą woli".

Nie zawsze ma się w życiu to, o czym się marzy. Nie zawsze ma się nawet te marzenia, bo z góry przesądzony jest pewien los. Kiedy trafiasz ciągle na życiowe rozczarowania, ciężko jest uśmiechać się do swojej przyszłości. Ale czasem zdarza się coś, co sprawia, że zaczynasz rozumieć, iż nic nie dzieje się bez powodu, a wszystko ma swój sens.  

Zwracam honor pani Moyes. Może na pierwszych stronach nie poczułam się porwana przez historię Jess, ale później diametralnie się to zmieniło. Nie sztuką jest bowiem wyjść z tarapatów, gdy ma się kilka opcji do wyboru. Sztuką jest ocaleć, gdy nie ma się ku temu żadnej możliwości.



Polecam.

Autor: Jojo Moyes
Tytuł: Razem będzie lepiej
Wydawnictwo: Między Słowami (Znak Literanova)
Ilość stron: 464
Tłumaczenie: Nina Dzierżawska

OCENIAM: 5/6! 


Za egzemplarz książki bardzo dziękuję księgarni taniaksiazka.pl, gdzie oprócz owej publikacji znajdziecie też inne książki pani Moyes.

Btw jak Wam żyje z moim Disqusem? Dopiero zaczynam to ogarniać i gdyby nie ampH (vel Emil z zpiorem), pewnie dalej bym nad tym siedziała ;D. Emil, dziękuję jeszcze raz! :)

11.04.2016

Kraków + Targi Książki = najwspanialsze święto książkoholika :)

     Ostatnio wszędzie widzę wpisy z krakowskich Targów Książki - cudownie, bardzo dobrze, cieszę się, że AŻ tyle nas tam było (mimo, iż gdzieś musieliśmy sobie wzajemnie mignąć), więc i sama uznałam, że skrobnę parę słów na ten temat. Tym bardziej, iż wrażeń było mnóstwo, a taka impreza powinna mieć zdecydowanie częściej miejsce niż tylko raz w roku. 

Nie ukrywałam nigdy i nie ukrywam, iż od trzech lat, na Targi Książki w Krakowie chodzę właściwie tylko w jednym celu: by zamienić kilka słów z moim ulubionym polskim pisarzem, jakim jest genialny pan Grzegorz Kasdepke. Wiadomo, po co są TARGI - a no właśnie po to, by bliżej zetknąć się z kimś, kogo powieści, utwory czytamy; by stanąć twarzą w twarz z realną osobą, a nie rzędem liter poskładanych w jedną całość. By móc uścisnąc dłoń, spojrzeć w oczy, zapytać o kilka rzeczy, uśmiechnąć się i pójść dalej. Do kolejnych cenionych autorów, zakupić następne książki, gadżety, poczuć niewyobrażalny klimat całego wydarzenia, zobaczyć tłum ludzi, którzy przyszli tu w tym samym celu. I jeśli ktoś jeszcze raz powie, że Polacy nie czytają, to zabiję śmiechem, przysięgam.

Ja na Targach bywam raczej tylko w sobotę, poświęcam na to z reguły cały dzień; ma to już swój pewien rytuał, przyjeżdża bowiem do mnie moja mama. Przed 10.00 jesteśmy już zwykle na miejscu, wcześniej każda ma swojego rodzaju zamiary zakupów czy odwiedzin na konkretnych stoiskach. Ja tradycyjnie stanęłam w kolejce do Wydawnictwa Nasza Księgarnia, gdzie swoje książki miał podpisywać pan Kasdepke; zaopatrzona w najnowszą jego powieść + dopiero co zakupione wymarzone "45 puknięć w głowę" (które, jak mówią niektórzy, mnie by się przydało ;D). Tym razem towarzyszyła mi nie tylko mama, ale i Pan Darcy, którego szał targowy pochłonął nawet bardziej niż mnie. Sama rozmowa z panem Grzegorzem - niezwykła, roześmiana, wesoła, sympatyczna - ten człowiek jest tak ciepłą osobą, iż nie sposób tego opisać. Nie dość, że mnie rozpoznał, porozmawiał dłuższą chwilę, to... Ten pan spełnia marzenia, tylko tyle powiem; coś wspaniałego. Jeśli to się uda, to na pewno podzielę się tą informacją ze światem, obiecuję!





Gdy tylko odeszłam od stosiska NK, od razu natknęłam się na Zysk, gdzie... Wzięłam ostatnią kolejną książkę pana Grzegorza, po czym pobiegłam na jego następne spotkanie, by zdążył mi ją jeszcze podpisać. Udało się. Biedny pewnie pomyślał, że jestem jakaś nawiedzona i... To racja; jestem nawiedzona, nic nie poradzę, że UWIELBIAM twórczość tego pana! :) I jak przeglądam zdjęcia, to aż nie mogę uwierzyć, że marzenia mogą się tak łatwo spełniać!





Wesołki :D


A później...

Później już samo poszło. Książki, gadżety, ciężkie torby, zakładki, uśmiech nieschodzący z twarzy, kawy w Matrasie, radość ze szczęścia! Wielbię te chwile, gdy zamierzone cele się osiąga, a plany się wręcz same realizują. Jeśli dodamy do tego PASJĘ - mamy prosty przepis na sukces.

Kto nie był na krakowskich Targach Książki, niech żałuje - ja do tej pory nie mogę ochłonąć. I pomimo, iż organizacja znów dała się oszukać, bo ludzi było mnóstwo a miejsca trochę mniej - to i tak wiem, że cokolwiek by się nie działo - ja na taką imprezę pójdę znów i znów! :) Nie sposób nie wspomnieć o moich zakupach: zamieszczam zdjęcie, bo musiałabym za dużo pisać. Zapraszam Was za rok do mojego Krakowa! :)




Takie zakupy!

Zmęczona, ale przeszczęśliwa! :)



Może moja relacja jest trochę inna od pozostałych, bo obracam się tylko w jednym klimacie: zakupów i rozmowy z moim idolem, ale... Cóż, jeśli chcecie zobaczyć szczęście na kilku zdjęciach, to to jest właśnie ten post :).

Kto jeszcze z Was był na krakowskich Targach i się podobnie obłowił?

11.01.2016

"Spójrz na mnie" Nicholas Sparks

     Są autorzy, na których kolejne książki czeka się z nieukrywaną przyjemnością i ekscytującą niecierpliwością. Nieważne, ile publikacji już zostało wydanych - każda następna jest przyjmowana entuzjastycznie przez tłumy fanów; istotne, by stało za nią konkretne, rozchwytywane nazwisko. Jak wiadomo jednak, każdy miewa swoje wzloty i upadki; warto więc, by pozostał trzymany pewien poziom, który autor wyznaczył sobie na starcie swojej pisarskiej drogi. Nicholas Sparks szturmem zdobył serca Czytelników, zwłaszcza kobiet, swoim debiutem - "Pamiętnik" do dziś stoi na szczycie listy światowych bestsellerów, a kolejne dzieła autora dzielnie plasują się tuż za nim. Cokolwiek wyjdzie spod pióra Sparksa okazuje się niekwestionowanym HITEM; wszak mistrz jest jeden, a skoro wena dopisuje... Nie mogę się nie zgodzić. Sama jestem wierną fanką tegoż oto pana i kupuję w ciemno dosłownie WSZYSTKO, pod czym się on podpisze. Przeczytałam wszystkie jego książki; obejrzałam wszystkie ekranizacje owych książek. Tak, jestem sparksomaniaczką ;). Ale która kobieta nie jest? 



"Sądzę, że bardzo przejmujesz się tym, jak cię odbierają inni, co moim zdaniem jest błędem. W końcu jedyną osobą, którą naprawdę możesz zadowolić, jesteś ty sama. To, co czują inni, zależy od nich".

Maria jest zdolną prawniczką. Colin to mężczyzna z ciężką przeszłością. Ona nie może znaleźć prawdziwego uczucia; wciąż za to dosięgają jej nieciekawe emocjonalne sytuacje. On nigdy emocji w sferze damsko - męskiej nie szukał; twarde wychowanie, ciągłe ucieczki ze szkół, od rodziców, bójki - to był jego świat, w którym miejsca nie było na nic innego. Maria - poważnie podchodzi do życia, profesjonalnie zawodowo, nieśmiało prywatnie. Colin pragnie wielkich zmian; z wzgardzonego przez rodzinę, chce na nowo zacząć budować swoją przyszłość, w szkole, jako nauczyciel. Przypadkowe spotkanie tych dwojga ludzi robi spore zamieszanie w ich planach... Zwłaszcza, gdy Marię zaczyna prześladować pewien stalker, a niedomknięte sprawy z przeszłości niepokojąco dają o sobie znać...

Historię Marii i Colina pochłonęłam dosłownie jednym tchem; dwa wieczory i już byłam po. Nie wiem, jak Sparks to robi, że jego pióro jest tak niesamowicie lekkie, proste, klarowne; czyta się niewiarygodnie szybko, sprawnie, wciąż chce się więcej i więcej. Typowe "jeszcze jeden rozdział i pójdę spać"? Nic bardziej mylnego. Poszłam spać dopiero jak skończyłam całą książkę ;). Tym bardziej, iż autor poszedł krok dalej, podobnie jak w przypadku "Bezpiecznej przystani" czy "Anioła Stróża"; mianowicie wniósł do swojej powieści wątek sensacyjny, trzymający w napięciu. Momentami miałam wrażenie, że nie czytam powieści kobiecej, romantycznej, gdzie głównym motywem jest MIŁOŚĆ; tylko że pochłania mnie thriller, stalking jest obecny w obecnym życiu w coraz większej mierze. Kto prześladuje Marię i dlaczego? Do czego chce doprowadzić, jaki ma cel? Czy Colin zdoła ją ochronić? Do ostatnich stron nie wiedziałam, co się zdarzy. I chyba lepszej  rekomendacji "Spójrz na mnie" tutaj nie potrzeba ;). 

Sparks trzyma poziom; poprzeczka ustawiona przed laty nie spada. Kompletnie można zakochać się w wykreowanych przez niego postaciach; są realne, prawdziwe do granic możliwości, poranione przez los i życie, przepełnione bólem, ale i szczęściem, są każdym z nas, można poczuć się każdą z nich. To tak, jakby mieć dobrego sąsiada, po prostu. I nie zgodzę się z opiniami ludzi, którzy twierdzą, że każda książka autora jest zrobiona według takiego samego schematu. To tak jak z Danem Brownem - ma swoje pewne odnośniki co do powieści, tak samo jest i ze Sparksem. Zawsze jest śmierć, choroba, smutne wydarzenie, ogromna MIŁOŚĆ, poświęcenie, może trochę wyidealizowane życie niektórych bohaterów. Jeśli komuś nie odpowiada ów schemat, niech sięga po inne książki i już; oszczędzi czasu i sobie i innym, naprawdę zainteresowanym Sparksem. Mnie się działanie autora podoba pod każdym względem; ma być dużo emocji i jest. Uprzedzenia, niepewność, duma, zmiana, kultura, wychowanie, rodzina, podejście do życia - konfliktów na każdej z tych płaszczyzn nie brakuje, ale najważniejsze to, żeby owe konflikty rozwiązywać, prawda?

"Doświadczenie jest najsurowszym nauczycielem".

Podsumowując: król pozostaje królem. Moje serce po raz kolejny zdobyte, pomimo iż Sparks pokazał nowe oblicze. Bardziej mroczne, jednak wciąż hipnotyzujące i niepozwalające oderwać się od książki chociażby na chwilę. Jeśli jednak będę musiała znowu czekać dwa lata na następną jego książkę... Ale ponoć apetyt rośnie w miarę oczekiwania na jedzenie ;). 

Polecam każdej kobiecie, każdej osobie, która uwielbia obyczajówki, ale też każdemu, kto lubi thrillery i dreszczyk gęsiej skórki na szyi; polecam na prezent, polecam do podróży. Po prostu będę Wam zachwalać tę książkę i zachwalać, nie poradzę nic!

OCENIAM: 6/6! 

Autor: Nicholas Sparks
Tytuł: Spójrz na mnie
Wydawnictwo: Albatros
Ilość stron: 512
Tłumaczenie: Maria Gębicka - Frąc

Za egzemplarz tak dobrej książki bardzo dziękuję księgarni taniaksiazka.pl, gdzie oprócz najnowszego Sparksa znajdziecie także mnóstwo innych nowości

Jest tutaj kobieco, więc zapraszam również na KobiecePorady ;)!