12.28.2016

"Sekretne życie pszczół" Sue Monk Kidd

     To prawdopodobnie moja ostatnia recenzja w tym roku ;). Ale uprzedzając pytania: nie, nie znikam, w żadnym wypadku! Czeka mnie tu jeszcze post podsumowujący rok 2016 i... Zmiany, zmiany! Kolejną recenzję, mam nadzieję, przeczytacie już w innej odsłonie, nie tylko graficznej, ale i adresowej. Pewnie pojawi się osobny post, wyjaśniający to, co się dzieje teraz u mnie w sferze książkowej, (a dzieje się naprawdę wiele!), jednak czas iść do przodu, robić to inaczej, "bardziej", z jeszcze większym zaangażowaniem i pasją, bardziej konkretnie i z nastawieniem czysto recenzyjnym. Ale cierpliwości, już niedługo podam więcej szczegółów (nie mogę się doczekać!) ;).

Tymczasem... 



"Świat ofiarowuje nam czasami coś takiego: krótką przerwę, kiedy nad ringiem rozbrzmiewa gong i idziemy do narożnika, gdzie ktoś opatruje nasze poobijane życie".

Jaka jest Twoja pierwsza myśl, gdy widzisz napis na okładce książki: światowy bestseller? Możliwości są dwie. Albo to faktycznie TAK DOBRA lektura, iż sam/a uznasz po jej przeczytaniu, że w pełni zasługuje na to miano, lub okazuje się ona zwyczajnym gniotem, po którym stwierdzasz, że z rynkiem wydawniczym wcale nie jest dobrze. Skoro tak wielu ludziom się podoba, a Tobie nie, to co z Tobą jest nie tak? No właśnie. Tak to już z tymi bestsellerami jest. Mam to szczęście, że ostatnio trafiam na same dobre książki (bo wraz z moim noworocznym postanowieniem ze stycznia czytam tylko to, co chcę), więc i dobre recenzje innych Czytelników o "Sekretnym życiu pszczół" dały swoje. Pozostaję pod ogromnym urokiem tej książki, zostałam zaklęta czarem autorki; zakochałam się w stylu i lekkości, ale zarazem i odwadze, którą prezentuje pani Sue Monk Kidd.

Lily Owens to czternastoletnia dziewczyna, wychowywana przez despotycznego i skłonnego do agresji ojca. Mężczyzna obwinia córkę o spowodowanie śmierci żony (matki Lily), przez co między ojcem a córką panuje wciąż bardzo napięta atmosfera. Ciągle karana i nierozumiana Lily postanawia znaleźć odpowiedzi na dręczące ją pytania; wyrusza w podróż ku przeszłości, próbując odszukać swoje miejsce w teraźniejszym świecie. Wraz ze swoją opiekunką - czarnoskórą Rosaleen - trafia do Tiburonu w Karolinie Południowej, by dowiedzieć się więcej o swojej mamie i swoim dzieciństwie. Sprawy nie ułatwiają fakty: panujący w Ameryce rasizm, walka o prawa wyborcze Murzynów, wszechobecna znieczulica i brak zrozumienia dla inności. Lily musi odnaleźć się w okrutnym świecie dorosłych; na szczęście pomagają jej w tym trzy czarnoskóre pszczelarki: August, May i June, u których Lily wraz z Rosaleen się zatrzymują. To one przekażą jej wiedzę nie tylko o niesprawiedliwym świecie, ale i o tajemnicach owadów, których ciężka praca w postaci miodu jest tak bardzo pożądana przez ludzi, bez względu na panujące podziały. Pachnie pszczelim pyłem, złotym nektarem, pasieką, kwiecistą łąką; w uszach rozbrzmiewa charakterystyczne bzyczenie, a w głowie kłębi się podziw dla pracy pszczelarza. Lily będzie szukać odpowiedzi na swoje pytania, lecz przy okazji dowie się dlaczego królowa w ulu jest tak ważna, co znaczy pojęcie "żałoby w pasiece", jak wygląda zbieranie miodu oraz dlaczego pszczołom, jak i każdym innym stworzeniom należy posyłać MIŁOŚĆ.

Jestem pod ogromnym wrażeniem "Sekretnego życia pszczół". O książce słyszałam wiele dobrego, podobnie jak o ekranizacji, jednak zawsze jakoś nie po drodze było mi sięgnięcie po ową lekturę; tym bardziej, iż wiedziałam, że porusza temat trudny i okrutny: podział rasowy społeczeństwa w Ameryce lat 60. XX wieku. Ciemna plama w mojej głowie zaczęła się powoli rozjaśniać; w pewnych chwilach nie mogłam pojąć, jak bardzo uprzedzenia i wyższość niektórych ludzi mogą przejąć władzę nad logicznym myśleniem. Przecież wszyscy jesteśmy tacy sami, bez względu na kolor skóry. Żadne cierpienie, popełnione błędy, urodzenie czy przeszłość nie mogą odebrać nam godności oraz szacunku do samego siebie. Każdy człowiek zasługuje na szansę, by móc swobodnie przeżywać swoje życie dokładnie tak, jak tego pragnie. Autorka klimatycznie spina powieść swojego rodzaju klamrą od pierwszych do ostatnich stron; każdy rozdział to cytat z fachowej książki o pszczołach, łączący go z fabułą. Wręcz namacalnie można poczuć ten upał, skwar; spierzchnięte usta pragnące mrożonej herbaty, ciepły wiatr rozwiewający włosy, pragnienie równości dla każdego człowieka. Ale za kartami opowieści o pszczołach, kryje się również drugie dno. Dno licznych przesłań, które mącą w głowie Czytelnikowi i skłaniają go do refleksji. "Sekretne życie pszczół" to urocza opowieść o kobiecej przyjaźni i solidarności, o podziałach, które nie powinny mieć miejsca, o relacjach: biały - czarny, o cierpieniu, dojrzewaniu, poszukiwaniu swojej tożsamości, o uczuciach, które nie powinny być tłamszone i tajone, o odkrywaniu odpowiedzi na pytania z przeszłości; o ulu - porównywanym do społeczeństwa, o roju, którym są ludzie, o rozdzielonych rolach - bo w pasiece, jak i życiu: każdy ma swoje zadanie do spełnienia i za coś odpowiada. 

Wspaniała historia, na zawsze zapadająca w pamięć. Na półce mam już kolejną książkę autorki "Czarne skrzydła" i nie mogę się doczekać, aż po nią sięgnę ;).

Polecam również z całego serca film "Sekretne życie pszczół" - ekranizacja idealna; uwielbiam, gdy twórcy filmu trzymają się najdrobniejszych szczegółów zawartych w książce, nie zmieniając jej sensu oraz wymowy. Do tego gwiazdorska obsada!







OCENIAM: 6/6! (dałabym nawet więcej, książka IDEALNA!)

Autor: Sue Monk Kidd
Tytuł: Sekretne życie pszczół
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Ilość stron: 352
Tłumaczenie: Andrzej Szulc

Książka o kobietach i (nie tylko) dla kobiet, dlatego zapraszam na Portal dla Kobiet :)

12.26.2016

"Love, Rosie" Cecelia Ahern

     To zabawne, jak długo mijałam tę książkę na półkach księgarni; jak bardzo odsuwałam od siebie myśl przeczytania jej, w końcu tak bardzo wszyscy twierdzili, iż film na jej podstawie jest po stokroć lepszy od lektury. Ale, że: u mnie zawsze trwa ta sama zasada - najpierw książka, później film; i gdy publikacja sama wpadła w moje ręce w ramach świątecznego prezentu... Wydarzyło się to, co wydarzyć się musiało. I dziś chcę o tym opowiedzieć, a później pewnie część z Was nie przyzna mi racji.



"Można uciekać i uciekać w nieskończoność, ale prawda jest taka, że wszędzie tam, gdzie się zatrzymasz, dopadnie Cię Twoje życie".

Alex Stewart i Rosie Dunne to para najlepszych przyjaciół od dzieciństwa; zawsze wszędzie przebywają razem, jedno niczego nie może ukryć przed drugim, powierzają sobie sekrety i tajemnice, wspierają się w każdej sprawie, planują przyszłość pod kątem wspólnego studiowania w Bostonie. Alex od zawsze pragnął być lekarzem, Rosie chce założyć swój własny hotel. Niestety, wszelkie zamierzenia psuje informacja, iż Alex przenosi się wcześniej do Stanów wraz ze swoimi rodzicami. Młodzi nie załamują się; wiedzą iż przeprowadzka Rosie to jedynie kwestia czasu. Jednak los bywa przewrotny. Rosie bowiem nigdy do Bostonu nie dotrze... 

"Życie jest zabawne, prawda? Kiedy już myślisz, że wszystko sobie poukładałeś, kiedy zaczynasz snuć plany i cieszyć się tym, że nareszcie wiesz, w którym kierunku zmierzasz, ścieżki stają się kręte, drogowskazy znikają, wiatr zaczyna wiać we wszystkie strony świata, północ staje się południem, wschód zachodem i kompletnie się gubisz. Tak łatwo jest się zgubić".

Cała powieść to zbiór maili, wiadomości z komunikatorów, listów przesyłanych sobie przez bohaterów powieści; nie tylko Rosie i Alexa, ale i ich przyjaciół, rodziny, znajomych. Z tej formy komunikacji dowiadujemy się, jak każde z nich układa sobie życie, jak spełnia swoje marzenia, plany i zamiary, jak podejmuje odpowiednie bądź i nie decyzje,  jak codziennie zmaga się z problemami (i tymi błahymi, jak i tymi większymi). Rosie i Alex utrzymują z sobą kontakt przez prawie pięćdziesiąt lat, nadal, tak jak w dzieciństwie, zwierzając się sobie ze swoich przemyśleń, rozterek, szukając porady i ukojenia w rozmowie z najlepszym przyjacielem. Nie da się jednak ukryć, iż każde z nich chcąc nie chcąc wybrało kompletnie inną życiową drogę od tego drugiego, przez co kłótnie i zawieszenia w kontaktach są nieuniknione. Tym bardziej, iż i jedno i drugie w końcu zaczyna się gubić we własnych uczuciach, dochodząc do wniosku, co by było gdyby...

Nie ukrywam, iż prozę pani Ahern uwielbiam; bardzo chciałabym przeczytać każdą z jej książek, za każdym bowiem razem odnajduję w jej twórczości pierwiastek czegoś innego, nowego. Przepełniająca Czytelnika afirmacja życia i jego codzienności wylewa się z każdej strony, do tego dochodzi tu nowe przesłanie, a właściwie dwa: nie marnuj czasu na rzeczy nieistotne, zacznij żyć, oraz że na pewne rzeczy NIGDY nie jest za późno. Prędzej czy później los się uśmiechnie, płatając figla. "Love, Rosie" to urocza, ciepła opowieść o tym, że pomimo błędów popełnianych każdego dnia, w końcu przyjdzie czas na podjęcie tej dobrej, jedynej, najważniejszej decyzji, ważącej na całokształcie. Że pewnego dnia obudzisz się z myślą, że wygrałeś/aś życie. To historia o tym, jak uważnie trzeba patrzeć, by nie przegapić szczęścia, którego się ciągle szuka, a które jest tuż pod nosem. Czasem to, co najważniejsze, jest tuż obok, wręcz krzyczy, by po nie sięgnąć. 

50 lat. Pięćdziesiąt lat. Tyle czasu czekania. Czy bohaterom się udało przetrwać tę próbę?

Po lekturze, zabrałam się za film; w końcu tyle pozytywnych recenzji się naczytałam, byłam świeżo po książce, główną rolę gra tam sam Sam Claflin (tak, ten z sam z "Me before you"), więc, pełna nadziei i radości zasiadłam wraz z Darcym do seansu. I... Nie powiem, film super, naprawdę z przesłaniem, zabawny, momentami wzruszający, ale... Nie mogę się zgodzić z twierdzeniem, że jest lepszy od książki. Według mnie, nie jest. Nie jest AŻ tak głęboki, poruszający, jak pismo pani Ahern. Rozumiem, że w ekranizacji pominięto kilka wątków, zmieniono je, by uprościć cały scenariusz i finalny efekt, jednak... To nie to samo. Na filmie nie płakałam tak jak nad książką; to ona wyzwoliła we mnie najwrażliwsze struny, to podczas czytania zastanawiałam się, jak bardzo kruche i nietrwałe jest życie, jak przez jedną źle podjętą decyzję może się ono diametralnie zmienić, jak bardzo należy doceniać tych ludzi, których się ma blisko siebie, jak właściwie należy dbać o przyjaciół, pomimo zmiany przez nich miejsca zamieszkania czy nawet cech charakteru, jak wiele może przetrwać prawdziwa przyjaźń i jak szczęście leży wręcz na ulicy. Są liczni, którzy twierdzą, że film jest lepiej zrobiony, ale... To książka niesie z sobą TEN sens, to przesłanie, to drugie dno, na podstawie których właśnie ów film powstał. I nie, nie przeszkadza(ła) mi wcale forma powieści; wręcz przeciwnie. Dzięki tym listom zrozumiałam, że sama również mogę to robić; pisać mailowe listy do przyjaciół, którzy są daleko. Bo chcę być na bieżąco w ich życiu, chcę wiedzieć co się u nich dzieje, w najdrobniejszymi szczegółami. Bo to jest właśnie przyjaźń - niezależnie gdzie jesteśmy, zawsze będziemy trwać w czymś razem...

Oczywiście polecam, bardzo gorąco. To jedna z tych książek, które zapamiętuje się na zawsze. Pełna ciepła, humoru ale i momentami goryczy opowieść o czekaniu, umieraniu z MIŁOŚCI, docenianiu codzienności. Pani Ahern, kolejna świetna robota! :)


Uwielbiam, uwielbiam! 

Cała obsada dobrana idealnie. Film jest uroczy, tętniący tęsknotą, marzeniem o lepszej przyszłości, sensem czekania, bo to, co ma przyjść i tak nadejdzie.








OCENIAM: 6/6!

Autor: Cecelia Ahern
Tytuł: Love, Rosie (pierwotnie: "Na końcu tęczy")
Wydawnictwo: Akurat
Ilość stron: 512
Tłumaczenie: Joanna Grabarek

A po więcej kobiecych spraw do omówienia (i nie tylko!) zapraszam tutaj: KobiecePorady ;)

12.19.2016

"Harry Potter i Przeklęte Dziecko" J. K. Rowling, John Tiffany, Jack Thorne

     Zamiast wstępu powiem jedno: to chyba najcięższa recenzja, jaką dane mi jest opublikować. Każde słowo, którym chciałam Was obdarzyć, poprawiałam kilka razy; nie wiedziałam, jak ubrać sens tego, co chcę przekazać, w kilka zdań oddających moją opinię. Ale sami ocenicie, jak mi to wyszło. Bo wyszło jakoś inaczej, w niecodzienny sposób. Drogi Czytelniku, rozsiądź się wygodnie i poświęć mi te pięć minut ;).



"(...) w tym pogmatwanym, pełnym emocji świecie nie ma idealnych odpowiedzi. Doskonałość jest poza zasięgiem ludzkości, poza zasięgiem magii. W każdej pięknej chwili szczęścia kryje się kropla trucizny: świadomość, że ból powróci. Bądź szczery wobec tych, których kochasz. Pokaż swój ból. Cierpienie jest rzeczą równie ludzką jak oddychanie".

Nie jest żadną tajemnicą, iż wychowałam się na serii pani Rowling; dorastałam wraz z bohaterami opowieści, przeżywałam z nimi przygody w Hogwarcie, z niecierpliwością oczekiwałam każdego kolejnego tomu, uwielbiałam całą tę magiczną otoczkę całym sercem. I nadal uwielbiam. Ale do "Insygniów Śmierci", finalnej części. Nie mogę, no po prostu NIE UMIEM potraktować "Przeklętego Dziecka" jako ciągu dalszego całej sagi, nie potrafię myśleć o niej jako o ósmym tomie - dla mnie to jest i będzie jedynie dodatek, taki gratis dla fanów do całości. Jednak z drugiego punktu widzenia... To wciąż "Harry Potter"; nie sposób przejść obojętnie obok znanych już dobrze, choć starszych o kilkanaście lat postaci, cudowności opiewającej Hogwart i okolice, wydarzeń, które rzucają nowe światło na to, co już znajome... Tak więc stanęłam na rozdrożu; bo z jednej strony ta książka nie była potrzebna, a jednak wspaniałą rzeczą jest móc powrócić do dzieciństwa...

Przedstawię zatem "Harry'ego Pottera i Przeklęte Dziecko" w dwóch odsłonach; w formie ZALET i WAD. Zapraszam i uprzedzam, że jest to tylko i wyłącznie MÓJ punkt widzenia.

Zaleta pierwsza:

To w końcu Harry Potter! Jeśli jesteś fanem przygód młodego czarodzieja - Chłopca, Który Przeżył, jego przyjaciół (ale i wrogów), żyłeś wydarzeniami i sytuacjami, które się im przytrafiały, kibicowałeś dobru a walczyłeś ze złem, czytałeś te historie z wypiekami na policzkach pod kołdrą, przyświecając sobie latarką; jeśli Hermiona była dla Ciebie uosobieniem czystej inteligencji a bracia Weasley cudownego poczucia humoru, oglądałeś ekranizacje kilkanaście razy, a teksty z nich (podobnie jak z książki) znasz już na pamięć - jak tu nie chcieć dowiedzieć się, co było dalej? Jak nie sięgnąć po losy starszych już dobrze znanych postaci? Niemożliwe! Must have i już!

Zaleta druga:

Inna forma wydania, bo toż to scenariusz. Dokładnie. Książka jest scenariuszem teatralnym; przedstawieniem, które swoje miejsce ma na scenie. Mamy tu wszystko, czego spodziewać się po scenariuszu możemy; akty, sceny, dialogi, didaskalia, wszelkie uwagi i zapisy. Z tego też oto powodu książkę niesamowicie szybko się czyta (jakieś 2, 3h).

Zaleta trzecia:

Świeżość, świeżość, świeżość! To niby wciąż to samo, a jednak coś kompletnie innego. To już nie osobna historia Harry'ego Pottera, a jego syna; nacisk nałożony jest na młode pokolenie, które dopiero wkracza w świat Hogwartu. Mamy tu również przyspieszenie akcji, bowiem nie dzieje się ona w jednym roku (jak to bywało w poprzednich tomach), ale na przestrzeni kilku lat, przez co możemy obserwować dojrzewających bohaterów.

Zaleta czwarta:

To scenariusz teatralny! Gdyby to tylko było wystawiane gdzieś w pobliżu, z czystą przyjemnością bym to zobaczyła! To na pewno niesamowite przeżycie zobaczyć swoje dzieciństwo na scenie!

Wada pierwsza:

To już nie to samo. No niestety. Pani Rowling wyrobiła sobie markę sagą o biednym chłopcu, który okazał się najpotężniejszym czarodziejem wszechczasów. Jej styl, lekkość w pisaniu, pomysłowość, oryginalność zjednały sobie serca milionów Czytelników na całym świecie. Nie trzeba czytać o przygodach Harry'ego Pottera - i tak każdy po prostu WIE, kim ta postać jest, stała się swojego rodzaju kultowa. Nic dziwnego zatem, iż za popularnością i pieniędzmi poszła chęć jeszcze większej popularności i jeszcze większych pieniędzy. Ale... Te zaplanowane od początku siedem części jakoś tą siedmiotomową sagą zostaje... Ta ósma może być tylko dodatkiem, gratisem itp.

Wada druga:

Na równi z zaletą - to scenariusz. Kompletnie inna forma pisowni niż w poprzednich tomach; kto nie jest przyzwyczajony do tego typu lektur, będzie się męczył, mimo całej magicznej otoczki. Choć czyta się stokroć szybciej niż inne książki Rowling.

Tyle.

Jak widzicie, są i zalety, są i wady - zalet jest więcej, ja sama książkę zdecydowanie polecam, choć nie byłam do niej stuprocentowo przekonana. To nie to samo, jednak to wciąż Harry Potter! Dla każdego MIŁOŚNIKA pozycja obowiązkowa! ;) Ciężko oceniać coś, co nie powinno podlegać ocenie; sentyment bowiem trwa gdzieś we mnie do dziś, przez co trudno powiedzieć subiektywne złe słowo o takiej lekturze. Mając w głowie całość siedmiotomową nie sposób trafnie i logicznie wypowiedzieć się na temat części ósmej, która może i rozjaśnia niektóre wątki, ale po co? Uważam, że siódma część jest wystarczającym zamknięciem serii, i na tym powinno poprzestać. Ale gdy coś jest tak popularne i pożądane, dlaczego nie dać tego więcej? No właśnie. Dlatego z drugiej strony nie dziwię się autorce, że poszła o ten krok dalej i obdarowała Czytelników ciągiem dalszym, może w nieco innym opakowaniu, ale to wciąż TO opakowanie. Magia, fantazyjność, TEN cudowny świat, w którym można się zatracić, przeżywając wraz z bohaterami ich przygody; czując ich uczucia, wspominając czasy, gdy samemu było się w ich wieku... Marzenie. "Harry Potter i Przeklęte Dziecko" to na pewno już krok dalej w gatunku, coś odmiennego, ale swój urok ma, niezaprzeczalnie.

OCENIAM: 4/6!

Autor: J. K. Rowling, John Tiffany, Jack Thorne
Tytuł: "Harry Potter i Przeklęte Dziecko" 
Seria/cykl: Harry Potter (tom 8)
Wydawnictwo: Media Rodzina
Ilość stron: 368
Tłumaczenie: Małgorzata Hesko - Kołodzińska i Piotr Budkiewicz

Za książkę ogromnie dziękuję księgarni taniaksiazka.pl, gdzie znajdziecie jeszcze więcej nowości.

12.13.2016

"Mimo twoich łez" Tarryn Fisher

     Nie jestem zbytnio przekonana do coraz to nowszych serii, które proponują nam wydawnictwa w ostatnim czasie; wiadomo bowiem, że aby przyciągnąć czytelnika, trzeba go zaskoczyć bardziej niż w pierwszym tomie danej sagi. Coraz trudniej zyskać zainteresowanie na tyle, by z niecierpliwością oczekiwać kolejnych części cyklu; zdecydowanie wolę książki, których treść zamyka się w obrębie jednej książki, jednak... 

Nie mogłam nie czekać na drugą część serii "Love me with lies", którą zauroczyła mnie pani Tarryn Fisher. I pomimo, iż niektórzy ostro skrytykowali historię o niebanalnym romantycznym trójkącie - ja już czekam na część finalną: "Mimo naszych kłamstw", której premiera zaplanowana jest już na styczeń 2017 roku! :)



"Sekrety kobiet kryją się w ich oczach. Jeśli tylko uważnie się przyjrzysz, dostrzeżesz w nich przebłyski silnych emocji".

W pierwszej części serii: "Mimo moich win" poznaliśmy Olivię Kaspen, mocną prawniczkę, która opowiedziała nam historię swojego życia, gdzie ogromną rolę odegrał Caleb Drake. Narracja prowadzona z perspektywy Olivii pozwoliła Czytelnikom poznać sposób patrzenia na świat przez pryzmat nieszczęśliwie zakochanej kobiety, która poprzez sieć kłamstw i intryg zniszczyła to, co długo budowała; utraciła kogoś, na kim jej naprawdę zależało, unieszczęśliwiła siebie i mężczyznę, który zakochał się w niej do szaleństwa, zraniła boleśnie innych, którzy w jakiś sposób chcieli się do niej zbliżyć. Zakończenie pierwszej części serii wbiło mnie w fotel, przez co z jeszcze większą dawką niecierpliwości oczekiwałam ciągu dalszego.

W "Mimo twoich łez" narratorką jest Leah - żona Caleba, mama córeczki Estelli. Tak, córeczki, bo Caleb i Leah doczekali się dziecka, dzięki któremu ich związek miał ponownie wejść w stan scalenia; w kolejną próbę udowodnienia zapomnienia o Olivii i przeszłości, która tak bardzo miesza w teraźniejszym życiu bohaterów. Przeszłość bowiem jest ciągle obecna w życiu Caleba, który trwa na pograniczu nieustannych codziennych wyborów pomiędzy sercem a rozumem, pomiędzy tym, co słuszne a konieczne. W pętli zdarzeń jednak tym razem punktem zapalnym jest Leah, dzięki której odkrywamy kolejne tajemnice; na jaw wychodzą nowe fakty, a niedopowiedziane w pierwszej części sytuacje i motywy teraz mają szansę się poukładać w całość. Nie wszystkie jednak, żeby i tym razem nie było za łatwo.

Leah dostała to, na czym najbardziej jej zależało. Caleba. Poznajemy całą historię poznania tej dwójki bohaterów, śledzimy ich losy; akcja przeplata się z "kiedyś" a "teraz", przez co dostajemy odpowiedzi na pytania postawione po zakończeniu lektury "Mimo moich win". Leah jest typową antybohaterką - to prawdziwa (i nie boję się tego słowa) zimna suka, która gdy wyznaczy sobie cel - zrobi WSZYSTKO, by go osiągnąć. Nie patrząc na środki, życiowe zasady i reguły, nie zważając na konsekwencje, uczucia innych. Zawsze bierze to, co chce, grając z wdziękiem na ludzkich emocjach; doskonale zdaje sobie sprawę ze swojej atrakcyjności, co zawzięcie wykorzystuje w swoich poczynaniach, tonie we własnym morzu kłamstw i intryg, jest mściwa, zepsuta do szpiku kości. Jednak gdy opowiada o swoim dzieciństwie i o nieustannej walce o dobre imię - poniekąd zaczyna się ją rozumieć. Mimo pozornej antypatii, jaką powinna wzbudzać, nie mogłam nie poczuć do niej sympatii, wręcz przeciwnie - uważam, że dzięki tak mocno wykreowanej postaci, o tak ostrym charakterze, ta część dużo więcej zyskuje niż poprzednia; pochłania, pociąga za sobą. Uwielbiam tę bohaterkę; wzbudza tyle emocji, tyle uczuć, iż nie sposób tego wyrazić. Nienawiść do niej przeplatała się z gloryfikacją jej każdego czynu; bezwzględna, wredna, ale i walcząca jak lwica o to, co przypadło jej w udziale. Gdy Caleb wybrał ją, Leah nie może zrozumieć dlaczego tak naprawdę wcale nie wygrała. Czemu mężczyzna jej życia ciągle myśli o innej? Co ma Olivia, a czego nie ma ona? W czym jest lepsza? Jak bardzo musiał ją kochać, skoro po tylu krzywdach i ranach, które zadała, on wciąż pragnąłby jej, a nie idealnej kobiety, którą na pozór jest Leah? Czy pojawienie się dziecka i kolejny szereg kłamstw cokolwiek zmieni? Czy jest szansa na bezpowrotne pozbycie się skazy, jaką jest prawniczka Kaspen?

Od książki dosłownie nie można się oderwać; szarpie emocjonalnie Czytelnikiem, sprawia, iż raz rzuca się lekturę ze złością, by za chwilę móc znowu się w niej zatopić, chcąc poznać dalsze losy bohaterów. To prawdziwy rollercoaster, który pokazuje jak cienka jest granica pomiędzy nienawiścią a obsesją, między złością a okrutną zemstą; prawdziwa MIŁOŚĆ to tak naprawdę toksyczna trucizna, od której nie sposób się uwolnić, przeszywa na wskroś i nie daje o sobie zapomnieć. Co to znaczy kochać? Czy w imię tego uczucia można posuwać się do manipulacji, intryg i oszustw? Czy można niszczyć uczucia innych wokoło, byleby tylko samemu poczuć się zadowolonym? Jak daleko można się posunąć, by osiągnąć swój cel? I czy należy pozwolić odejść ukochanej osobie, pomimo tego, iż samemu się będzie zranionym? Jak przedkładać szczęście drugiej osoby nad swoje? I czy serce naprawdę można oddać tylko raz?

Kocham i nienawidzę, tęsknię i odtrącam... Granica postępowania głównych bohaterów przesuwa się z każdym kolejnym słowem; autorka pokazała, iż MIŁOŚĆ to nie tylko lukrowane teksty, czułe spojrzenia i trzymanie za rękę, a nieustanna walka o drugiego człowieka, swojego rodzaju obsesja, czasem krzyk i rozpacz. Leah, pomimo swojego charakteru "zimnej królowej" zdobyła moją pełną aprobatę, bo po poznaniu jej historii, moje wszelkie pozytywne uczucia do Caleba czy Olivii zniknęły momentalnie, a ja zaczęłam życzyć Rudej szczęścia, na jakie naprawdę zasłużyła. Tarryn Fisher celnie zagrała na moich najczulszych strunach, udowadniając, że potrafi dogłębnie poruszyć, wyzwolić skrywane emocje. Jeśli będzie tak dalej - nie mogę się doczekać kolejnych książek autorki! I czekam na finał serii, choć domyślam się zakończenia, czuję iż autorka zaskoczy mnie jeszcze niejeden raz. Pierwsza część cyklu była dobra, ale ta jest dużo lepsza. Polecam!

OCENIAM: +5/6!

Autor: Tarryn Fisher
Tytuł: Mimo twoich łez
Seria/cykl: Love me with lies (tom 2)
Wydawnictwo: Otwarte
Ilość stron: 320
Tłumaczenie: Piotr Grzegorzewski

12.10.2016

"Skaza" Cecelia Ahern

     Ahern, Ahern! Chcę więcej! ;)



"Kiedy byłam mała, zawsze uważałam, że aby uciec, trzeba wstać i zacząć biec, jak robią dzieci w filmach. Nienawistny krzyk, trzaśnięcie drzwiami, potem bieg. Dowiedziałam się jednak, że wielu ludzi ucieka, choć nigdzie się nie rusza".

Styl i pomysłowość pani Ahern pokochałam już od momentu "Pory na życie" - książki, którą dostałam na urodziny i która dała mi niezły motor do działania. Autorka ma niewyobrażalną zdolność postrzegania świata i uświadamiania tego, co na pozór niewidoczne; małe codzienne radości, każdy nowy dzień, szczęście mieszczące się w uśmiechu drugiego człowieka. Moje pierwsze spotkanie z twórczością pani Cecelii owocowało chęcią do poznawania kolejnych perełek; po "Porze..." przyszła kolej na "Pamiętnik z przyszłości", "Zakochać się", a teraz na kompletną nowość, nie tylko na rynku wydawniczym, ale i w dorobku autorki: "Skazę". Po oryginalności charakteryzującej powieści obyczajowe Ahern, nagle przyszedł u niej czas na dystopię? Na powieść w stylu Young Adult? Dlaczego? Skąd taki pomysł? Nikt nie spodziewał się takiej niespodzianki, patrząc po niejako już lekko utartym charakterze pisarskim autorki, więc...

Trzeba było się zmierzyć i z tym!

Celestine North to siedemnastoletnia dziewczyna, która żyje w perfekcyjnym świecie. Tu nie ma mowy o jakiejkolwiek pomyłce, wykroczeniu, "skazie", która mogłaby rzutować jakimś sposobem na kimkolwiek z lokalnej społeczności. Każdy tu dąży do bycia idealnym; idealny wygląd, idealne rodziny, idealne życia - bez kłamstw, przestępstw, łamania praw. Najdrobniejsze wyszeregowanie się z przyjętego schematu karane jest Naznaczeniem; wypaleniem Skazy na skórze, przez co obywatel staje się wykluczony z "perfekcyjnego" społeczeństwa. Naznaczonych obowiązują inne prawa (a raczej ich brak), normy i zasady, niejednokrotnie są wyszydzani, izolowani, kontrolowani na każdym kroku, stają się widocznym wyrzutem sumienia idealnego miasta i jego mieszkańców. Trybunał, który sprawuje władzę, jest bezwzględny w swoich działaniach; nie ma mowy o najdrobniejszej pomyłce, czy przejęzyczeniu. Jeśli w jakikolwiek sposób wyłamałeś się z ciągu reguł - zostajesz Naznaczonym. Każda Twoja decyzja, każde Twoje słowo, każdy Twój gest jest śledzony i jeden fałszywy ruch podlega karze. 

Cecelia Ahern w typowo sobie znany, oryginalny sposób, przeszmuglowała w powieści dużo głębsze dno niż na pozór zwykłą, kolejną dystopijną opowieść. Opowieść o buncie dziewczyny, która niesłusznie została oskarżona o coś, co powinno być rzeczą normalną, jednak w świecie ideałów zostało to źle odczytane - bo każdy czasem popełni jakiś błąd. Ale istnieje coś takiego jak druga szansa, prawda? Autorka w iście perfekcyjny sposób ów perfekcjonizm poddała krytyce. Nikt ideałem nie jest i nigdy nie będzie. Pomyłki popełniają wszyscy; jednak od każdego indywidualnie zależy, jakie wnioski z tego wyciągnie. Czy będzie owe pomyłki popełniał dalej, czy to świadomie czy zupełnie przypadkowo, czy wręcz przeciwnie - staną się one jednoznaczną lekcją, uświadamiającą iż w życiu należy kierować się czymś innym. Celestine była jedną z tych osób, które w Trybunał wierzyły całym sercem; nie poddawała w wątpliwość żadnego z jego działań, do czasu, gdy to ona, niesłusznie oskarżona stała się jego ofiarą; Naznaczona, na dodatek dotkliwiej niż inni, wykluczona ze społeczeństwa; staje się symbolem walki o odzyskanie tego, czego nigdy nie powinno się tracić wraz z jedną pomyłką - o godność. I mimo, iż książka jest lekko przewidywalna; wiadomo jakie będzie zakończenie, to płynie się przez nią niemożliwie lekko, oczekując każdej kolejnej strony z napięciem i niecierpliwością. 

Na pewno na uwagę zasługuje postać głównej bohaterki, która została wykreowana w bardzo wyrazisty sposób; Celestine jest silną, młodą dziewczyną, która wraz z postępem powieści sama się rozwija i dojrzewa. Zaczyna dostrzegać panującą wkoło niesprawiedliwość i zakłamanie, pomimo całej moralnej otoczki, która jest wyznacznikiem decyzji podejmowanych przez Trybunał. Tak naprawdę nikt tu nie jest idealny; autorka udowadnia, że prawdziwe piękno przejawia się w drobnych skazach i niedoskonałościach, od których żaden człowiek nie jest wolny, każdy ma bowiem w sobie drobną rysę, która nie powinna ważyć na jego dalszych losach. Podczas czytania książki miałam wiele pytań dotyczących samej fabuły i pomysłu, gdyż pojawiały się drobne nieścisłości, jednak niebanalność i oryginalność przejmują dowodzenie nad całą historią. Podsumowując: "Skaza" to bardzo dobra dystopijna opowieść skierowana do młodzieży, która otwiera oczy na pozornie błahe sprawy; dążenie do perfekcji nigdy nie kończy się dobrze, bo sztuką jest odnaleźć siebie w niedoskonałości. I mimo, iż to nie jest najlepsza książka autorki to z niecierpliwością czekam na drugi tom serii! ;)


Kolejne już czekają na przeczytanie! ;)

OCENIAM: +4/6!

Autor: Cecelia Ahern
Tytuł: Skaza
Seria/cykl: Skaza (tom 1)
Wydawnictwo: Akurat
Ilość stron: 448
Tłumaczenie: Joanna Dziubińska

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję księgarni taniaksiazka.pl, gdzie oprócz "Skazy" znajdziecie również mnóstwo innych nowości. 

Szykują się zmiany na blogu i to poważne. Ale o tym więcej już niedługo, powiem tylko, że sama już nie mogę się doczekać... Będzie... Całkiem inaczej! ;) Pozdrawiam!

12.03.2016

"Behawiorysta" Remigiusz Mróz

     Jednym z moich postanowień na rok 2016 było "sięgnięcie w końcu po coś Mroza, bo aż wstyd, że nadal nie znam tego autora". Rok powoli się kończy, a ja mogę z dumą stwierdzić, że książki pana Remigiusza nie przeczytałam; ja ją po prostu pochłonęłam! Nigdy tak nie żałowałam, że mam blisko do pracy (odpadło mi czytanie w środkach komunikacji), bo nie mogłam się od lektury wręcz oderwać; na pewno na tej jednej publikacji nie skończę. Przeciwnie. Moja mroźna przygoda dopiero się zaczyna i aż nie mogę się doczekać sięgnięcia po kolejne książki autora.



"Sztuka manipulowania ludźmi polegała nie tylko na tym, by poznać odpowiednie narzędzia, ale też na tym, by używać ich oszczędnie".

Nie wiem dlaczego sięgnęłam po Mroza tak późno. Może to moja niechęć do kryminałów czy thrillerów - człowiek, który żyje w klimatach klasyki i XVIII - wiecznych romansów nie zabiera się zbyt często za krwawe historie, po których boi się spać. Może to przekonanie, że Mróz pisze seriami - żeby przeczytać daną książkę, wcześniej muszę sięgnąć po inne - darzyłam taki zabieg dużą dozą nieufności, tym bardziej, że to autor rodzimy i młody. O ja nieszczęsna! Gdybym wiedziała, co ucieka mi sprzed nosa, co mam tuż przed oczyma, nigdy nie pozwoliłabym sobie na taki nietakt. Dopiero gdy ukazał się "Behawiorysta", uznałam, że czas przełamać swoją nieśmiałość, nieuzasadniony lęk i dać mroźną szansę. Nie żałuję. Wciąż się składam z rozrzuconych części w całość.

Przebiegły szaleniec zajmuje opolskie przedszkole, grożąc śmiercią dzieciom i wychowawcom. Następnie przenosi się do opuszczonego domu, gdzie okrutnie torturuje kolejne osoby. Okalecza, i zabija z premedytacją, śmiejąc się w twarz służbom bezpieczeństwa. Całości dopełnia fakt, iż każde wystąpienie Kompozytora (jak później zaczyna morderca być nazywany z racji nieustannych odniesień do muzycznych terminów) jest nagrywane i relacjonowane na żywo. Widzowie muszą dokonywać tragicznych wyborów, na pozór władając życiem występujących w filmach osób. Każdy "Koncert krwi" niesie z sobą ból, porażkę policji; przesuwa granicę za jaką jest w stanie się posunąć morderca, kieruje do widzów brutalne słowa poczucia złudnej sprawiedliwości, władzy nad losem innych osób, sprawdza prawdziwość "efektu wagonika". Do pomocy policji i prokuratury zostaje zaangażowany Gerard Edling - specjalista od kinezyki, który na mowie ciała zna się jak nikt. To właśnie on ma interpretować nagrania Kompozytora, w celu zrozumienia motywów jego postępowania. Sytuacja niestety wymyka się spod kontroli...

Z każdym zdaniem chłonęłam historię coraz bardziej. Nie mogłam doczekać się finału, gdyż koniecznie chciałam poznać zakończenie opowieści o szaleńcu, który sterroryzował zarówno kraj, jak i świat za pomocą brutalności przedstawianej na ekranach komputerów. "Behawiorysta" to nieustanny rollercoaster; gdy już wydaje Ci się, że wiesz co wydarzy się dalej, autor puszcza do Ciebie oko, uświadamiając, jak bardzo się mylisz. Postać Edlinga została wykreowana tak realnie, iż można wręcz poczuć, jakby się go znało od lat. Jego przemyślenia dotyczące kinezyki uzupełniają wiedzę, nastręczają mnóstwo pytań, poszerzają horyzont widzenia. Pojawiają się dylematy moralne, gdyż wraz z internetowym głosowaniem widzów w książce, Czytelnik sam zaczyna się zastanawiać, jakby postąpił, które zło (bo nie ma mowy o dobrym wyjściu z sytuacji) by wybrał, z jakich pobudek; odsłonięte zostają najbardziej skrywane ludzkie instynkty, wynaturzenia, do głosu dochodzi chęć przetrwania za wszelką cenę. Jeśli komuś się wydaje, iż zna tajemnice ludzkiego umysłu, to bardzo się myli. Psychologia wciąż może się pochwalić szerokim zakresem działania, gdzie chociażby manipulacja odgrywa znaczącą rolę. Kto kim manipuluje w powieści? Kto jest ofiarą, a kto katem? Kto kogo ściga? Czy aby na pewno każda decyzja została/zostałaby podjęta słusznie? Emocje targają nami z każdej strony, nie sposób w żaden sposób przewidzieć, co będzie dalej. I mimo, iż niektórzy twierdzą, że książka ta posiada jakieś niedociągnięcia, ja twierdzę, że jest świetna. Nie mogłam jej odłożyć aż do ostatniego zdania, dokładnie tak jak reklamuje ją Tess Gerritsen.

Niedługo sięgam po poprzednie książki pana Mroza i aż się boję, bo podobno są lepsze od "Behawiorysty". Wtedy to chyba braknie mi skali żeby je ocenić. Wyrasta mi kolejny ulubiony polski autor i tego się trzymajmy.

OCENIAM: +5/6!

Autor: Remigiusz Mróz
Tytuł: Behawiorysta
Seria: Mroczna Strona
Wydawnictwo: Filia
Ilość stron: 495

Za możliwość przeczytania książki ogromnie dziękuję księgarni taniaksiazka.pl, gdzie oprócz "Behawiorysty" znajdziecie mnóstwo innych książek Remigiusza Mroza! ;)