4.27.2017

"Piękna i Bestia" Elizabeth Rudnick



Autor: Elizabeth Rudnick
Scenariusz filmowy: E. Spiliotopoulos, S. Chbosky, B. Condon
Wydawnictwo: Egmont
Ilość stron: 272
Tłumaczenie: Miłosz Urban

"Miała wiele rzeczy do zrobienia, mnóstwo spraw do załatwienia oraz - spojrzała na trzymaną w dłoni książkę - nową przygodę do odkrycia".

Każdy z nas posiada chyba w sobie coś z dziecka. Nie wiem, nie chcę generalizować, jednak nie da się ukryć, iż w moim przypadku pierwiastek bajkowego dzieciństwa tkwi bardzo mocno zakorzeniony. W okresie dorastania zaczytywałam się w baśniach Braci Grimm czy Andersena, wyobrażając sobie magiczny świat dookoła siebie. Uwielbiałam poznawać nowych bohaterów, czy to tych ludzkich, czy zwierzęcych, nieustannie wierzyłam (i nadal wierzę), że dobro zawsze zwycięży w walce ze złem, odnajdywałam uniwersalizm tych opowieści w codziennym życiu. Klasyka nigdy nie wyjdzie z mody, dlatego wszelkie baśnie i bajki cieszą się do dziś tak niesłabnącą popularnością. Walt Disney'a zna każde dziecko, coraz nowsze adaptacje jego pomysłów biją rekordy popularności, dlatego nic dziwnego, że znana na całym świecie baśń o Pięknej Belli i Bestii została na swój sposób odświeżona w wersji filmowej. Tak, byłam na filmie i szczerze mówiąc poszliśmy na niego z Darcym w wyniku zbiegu okoliczności. Nie wiedzieliśmy, że będzie to musical, oraz że zostanie AŻ tak pięknie przedstawiony. Nie wspominając już o rewelacyjnej Emmie Watson, którą oboje uwielbiamy, a która wykonała tutaj kawał dobrej roboty.
Historię Belli i Księcia - Bestii znają wszyscy; film to jednak wersja nieco rozszerzona, co powoduje mocniejsze zagłębienie się w ową baśń. Nierozumiana przez otoczenie Bella uwielbia czytać książki, marzyć o dalekich podróżach i spacerować po francuskiej wiosce, w której mieszka wraz z ojcem Maurycym. Sąsiedzi oraz cała wiejska społeczność nie rozumieją nastoletniej dziewczyny, uważają bowiem, że nauka czytania należy się tylko chłopcom, ona zaś powinna zejść na ziemię z obłoków i zająć się szukaniem odpowiedniego kandydata na męża. Pojawia się nawet jeden a konkretny - Gaston - zarozumiały i zapatrzony w siebie żołnierz, do którego wzdycha każda panna w Villeneuve. Upatruje sobie on Bellę jako małżonkę i nie może przyjąć do wiadomości, że dziewczyna ani myśli się z nim wiązać. Pragnie ona kogoś, z kim mogłaby jeździć po świecie oraz porozmawiać o literaturze. Niestety, w wiosce nie ma nikogo takiego, ludzie patrzą na nią jak na dziwaczkę, która nie pasuje do całości obrazu, rozumie ją tylko ojciec. Ale jak się okazuje, nie tylko on... Gdy w wyniku fatalnych wydarzeń Bella trafia na dwór Bestii, zaczyna dostrzegać, że pozorne i zewnętrzne powłoki kłamią, a prawdziwe piękno kryje się w sercu...
Morał historii jest powszechnie znany; nie liczy się wygląd człowieka, a jego zachowanie i stosunek do innych, a wyświadczana dobroć zawsze się obroni, powracając ze zdwojoną mocą. Za dobre uczynki otrzymuje się nagrodę, za złe - karę. 

Uwielbiam powroty do czasów dzieciństwa, dlatego tak bardzo się ucieszyłam z możliwości obejrzenia filmu, a teraz, z przeczytania książki na podstawie kinowego scenariusza. Choć historię już dobrze znałam z ekranu, czymś niesamowicie cudownym było ponowne zagłębienie się w baśniowości uczucia rodzącego się między Bestią i Bellą. Piękne wydanie, lekkość i prostota pióra autorki, spora czcionka - to atuty, dzięki którym książkę pochłania się w dosłownie godzinę lub dwie. Bardzo mile spędzony czas - aż zawsze chciałoby się powracać do takiej czytelniczej błogości. Mimo, że to baśń - nie posiada ona żadnych ilustracji. Ktoś może pomyśleć, że nie zainteresuje taka książka młodszego Czytelnika, dla którego obraz jest wyznacznikiem jakości dzieła. Nic bardziej mylnego. Młodzi są dziś zakochani w ekranie, dlatego warto najpierw pokazać im film, a później przejść do literackiej jego adaptacji, gdzie można zauroczyć się słowami, perfekcyjnym wykreowaniem zarówno głównych, jak i pobocznych postaci (Płomyk, Trybik, pani Imbryk, Bryczek). Gdy będziemy czytać dzieciom takie baśnie, szybciej zrozumieją, iż prawdziwe  piękno książek kryje się w naszych głowach, gdzie nasza wyobraźnia nie ma żadnych granic. Możemy do woli wyobrażać sobie bohaterów, ich magiczny świat, utożsamiać się z nimi, dopowiadać to, co dopowiedziane nie zostało... Warto wracać do klasyki, która nigdy się nie zestarzeje. A jak lepiej uświadamiać młodym ludziom uniwersalne i moralne życiowe prawdy, jeśli nie z pomocą bajek? No właśnie.

Polecam, polecam!








Warto czasem zatonąć w magicznym świecie...
Chociaż na chwilę! :) 

Za możliwość przeczytania książki ogromnie dziękuję Księgarni TaniaKsiążka, gdzie znajdziecie również inne książki dla dzieci.

4.26.2017

"Mimo naszych kłamstw" Tarryn Fisher



 Autor:
Tarryn Fisher
Tytuł: Mimo naszych kłamstw
Cykl/seria:
LOVE ME WITH LIES (tom 3)
Wydawnictwo:
Otwarte
Ilość stron:
320
Tłumaczenie:
Piotr Grzegorzewski

"Prawda boli. Obraca Tobą kilka razy, aż jesteś całkowicie skołowany, a wtedy wali Cię mocno w brzuch. Nie chcesz w to wierzyć, ale nie bolałoby tak bardzo, gdybyś w gruncie rzeczy nie wiedział, że to prawda".

No i nadszedł czas na finał!

Nie mogłam się doczekać sięgnięcia po ostatni tom trzyczęściowej serii "Love me with lies" autorstwa Tarryn Fisher, która zawładnęła moim sercem poprzez gruchotanie go praktycznie każdym zdaniem. Jeśli ktoś jeszcze nie słyszał o powyższym cyklu - niech szybko nadrabia zaległości. Nie sposób bowiem przejść obojętnie obok historii trójkąta MIŁOSNEGO, tworzonego przez Olivię, Caleba i Leah. W pierwszej części mogliśmy poznać zdanie Olivii na każdy temat, w drugim tomie głos zabrała Leah, zatem finalnie dowiadujemy się, jaki punkt widzenia na wiele spraw ma mężczyzna, o którego tyle zamieszania - Caleb. I jeśli zaczynaliście darzyć któregokolwiek bohatera sympatią lub wręcz przeciwnie - zaręczam, akcja zmienia się o tysiąc stopni. Tarryn Fisher mówiąc kolokwialnie: jedzie po bandzie, fundując swoim Czytelnikom rollercoaster emocji. Tu nigdy nic nie jest pewne, tu zawsze rzeka płynie pod prąd.

"Nie chodzi o to, żeby zaczynać z czystą kartą, ale zaakceptować przeszłość i na niej zbudować coś nowego".

Jaka powinna być prawdziwa MIŁOŚĆ? Krystaliczna, czysta, prawdziwa, pełna jasności? Czy może wybrukowana przeszkodami, by móc w pełni doceniać jej moc? No właśnie. Uczucie to, najmocniejsze ze wszystkich bywa niejednokrotnie zdradliwe i nieprzewidywalne. I jeśli wydawać się może, że droga serca to jedyna ze słusznych dróg, do akcji wkracza rozum i "to, co słuszne" - a wtedy komplikacje piętrzą się niewiarygodnie szybko... Każdy z bohaterów serii popełnił w swoim życiu tyle błędów, ile można sobie tylko wyobrazić. Źle podjęte decyzje swoje skutki wykazywały przez kolejne dziesięć lat, dając dowód, że każdy w pełni odpowiada za swoje życie. Oczywiście, nie licząc złośliwego losu, który nieustannie drwi sobie z największych nawet uczuć, śmiejąc się w twarz najbardziej zainteresowanym. Główna myśl, która towarzyszyła mi przy lekturze, to taka, iż jak niewiele trzeba, by zniszczyć to, co budowane było od dawna, i jak przewrotne bywa życia w najmniej sprzyjających mu okolicznościach. Jak łatwo jest stracić czyjeś zaufanie, jak cholernie trudno je odbudować; jak wielkiego wysiłku trzeba, by odbudować ruiny szczęścia i jedynej dobrej drogi, gdzie każda alternatywa jest po prostu toksyczna i druzgocząca. Człowiek z wypiekami na twarzy przewraca kolejne strony, nie wierząc, jak bardzo można się pomylić w ocenie drugiej osoby, jak dobre wrażenie w ciągu sekundy przekształca się w totalną antypatię i jak wielką niszczącą siłę ma zemsta.

Tarryn Fisher otwiera w "Mimo naszych kłamstw" wnętrze Caleba; możemy wejść w jego głowę, poczuć targające nim emocje, zrozumieć motywy postępowania oraz zobaczyć, jak bardzo można kogoś kochać, pomimo jego wad. Ile tak naprawdę byłbyś/byłabyś w stanie znieść, by uszczęśliwić osobę, na której Ci zależy najmocniej? Czy trwałbyś/trwałabyś w tej relacji mimo jej toksycznej wymowy; pomimo ran, zadawanych codziennie, pomimo bólu, sprawianego bez powodu, pomimo kłód nieustannie rzucanych pod nogi przez życie, które bezlitośnie wystawia na próbę? Jak bardzo można się zaangażować, by później równie mocno dać za wygraną? Chyba, że nigdy nie przestaje się wierzyć w dobre zakończenia i przeznaczenie. I wtedy co dalej? 

Jeśli myślicie, że głównych bohaterów dobrze poznaliście w poprzednich częściach, wybaczcie, ale wyprowadzę Was z błędu. W drugim tomie ocierałam się o współczucie dla Leah, teraz diametralnie zmieniam zdanie twierdząc, że wychodzi z niej największa suka na ziemi. Niszczący pomiot zła, który nie cofnie się przed niczym, byleby tylko dopiąć swojego, zobaczyć ogrom nieszczęścia i by cieszyć się uczuciem zemsty. Absurdalne sytuacje, ścieżka "po trupach do celu", kłamstwa - to drugie imię rudowłosej wiedźmy. Ale nie wyobrażajcie sobie, że pozostała dwójka bohaterów zostaje wykreowana na świętych. W żadnym wypadku. To ludzie z krwi i kości, którym popełnianie błędów nie jest obce, ba! Wręcz wychodzi im nadzwyczaj koncertowo. Autorka nie cofa się przed niczym, chcąc wywołać w Czytelniku jak najwięcej sprzecznych uczuć; z jednej strony gorąco kibicowałam Olivii i Calebowi, z drugiego punktu widzenia ileż razy myślałam: dajcie sobie już spokój, każdy ma swoje życie, ileż można? Olivia wyszła za mąż, zmieniają się jej priorytety, jest mocno zaangażowana w swój prawniczy zawód, Caleb z kolei się rozwiódł, na jaw wychodzą nowe fakty dotyczące jego ojcostwa, kontakt z Olivią się urywa. Oczywiście do czasu. Okazuje się bowiem, że długo tłumione uczucia mogą wybuchnąć ze zdwojoną mocą, pokazując swoje nieprzewidywalne oblicza w najmniej oczekiwanym momencie. MIŁOŚĆ nie musi być jednoznaczna. Może być pełna bólu i wieloletniego cierpienia, może niepokojąco niszczyć, zabierając po drodze to, co wydawało się najcenniejsze; wiele spraw zaczyna być tymi "na opak". Toksyczna relacja staje się tą pożądaną, rozłąka zaczyna zbliżać, tęsknota wyzwala otwierające się wciąż na nowo rany, brak fizycznego kontaktu zaczyna wręcz namacalnie boleć. Pojawiają się rozterki, burzące dopiero co poukładany w głowie porządek; serce staje przeciwko rozumowi, konieczność podjęcia trudnych decyzji spędza sen z powiek... Tarryn Fisher odważnie traktuje całą historię, nie boi się trudnych tematów, doskonale zdaje sobie sprawę, iż o całej serii po prostu nie da się zapomnieć. 

Jeśli szukacie czegoś lekkiego na rozerwanie się przed snem, odradzam. Cała seria nie dość, że uzależnia, to porywa całą mocą, nie daje spać, dopóki się jej nie skończy. I mimo, iż trzecia część nie wnosi wiele do całej fabuły, można w końcu poznać zdanie mężczyzny, który nie wstydzi się swojego człowieczeństwa. Bohaterowie są wykreowani perfekcyjnie, ma się wrażenie, jakby stali tuż obok. Jeśli szukacie czegoś spokojnego, co pozwoli Wam się odprężyć - odradzam. Tu nie ma czasu na spokój, akcja goni akcję, każda strona to zaskoczenie i wydawane westchnienie niedowierzania. Jestem zauroczona tą serią, pozostaję pod ogromnym wrażeniem grania na emocjach; w tym autorka jest naprawdę mistrzynią. Oby tak dalej! Polecam z całego serca, pomimo, iż po tej lekturze jest całe w częściach. 



Za możliwość przeczytania finalnej części serii "Love me with lies" bardzo dziękuję Księgarni Taniaksiazka.pl, gdzie znajdziecie mnóstwo romansów i nie tylko ;)!

4.24.2017

"Osaczona" Tess Gerritsen

     Już od dawna przymierzałam się do jakiejś książki Tess Gerritsen, mając na uwadze dobre zdanie naszego Remigiusza Mroza na jej temat, oraz umiejscowienie autorki w ścisłej czołówce tematyki kryminalnej/thrillerowej. Jak tu przejść obojętnie obok takiej książki, która niemalże sama wpadła mi w ręce? No nie da się. Dlatego czym prędzej śpieszę donieść o swoich wrażeniach po lekturze.

 "Szczęśliwe zakończenia nie wydarzają się same z siebie. Czasem trzeba na nie zapracować".



Jak sama autorka przyznaje w przedmowie skierowanej do Czytelników, jest to jedna z jej pierwszych książek, gdzie jedną z głównych ról grał wątek romansowy na tle kryminalnym. Nie wiem, jak jest teraz, pewnie przeważa już jednak motyw sensacji i trzymania w napięciu do samego końca, bo kolejne książki Tess przede mną. Ważne, że pierwsze koty już za płoty. Ale jak to było?

W życiu różnie bywa. Nie zawsze układa się tak, jakbyśmy sobie tego życzyli, czasem los stawia przed człowiekiem przeszkody, które nie pozwalają mu podejmować dobrych dla siebie decyzji. Ale jesteśmy tylko ludźmi, zatem błędy są rzeczą zwyczajną, normalną i zdarzającą się codziennie. Ważne, żeby w odpowiednim momencie złapać się za głowę i powiedzieć sobie "Co ja robię?" i zacząć naprawiać to, co zostało popsute. Główna bohaterka "Osaczonej" to Miranda Wood, która właśnie dochodzi do podobnych wniosków. Zaczyna zauważać, że romans z żonatym, posiadającym dwójkę dorosłych dzieci mężczyzną, na domiar wszystkiego jej szefem - to jednak niezbyt dobra opcja na życie. Postanawia definitywnie i ostatecznie zakończyć ów "związek", dając jasno do zrozumienia Richardowi, że nie chce mieć już z nim nic wspólnego. Richard jednak nie może się pogodzić z decyzją kobiety; zaczyna ją nachodzić, napastować telefonami, wymagać zobaczenia się z nią chociaż na chwilę. Pewnego razu Miranda zastaje mężczyznę w swoim mieszkaniu. W swoim łóżku. Ale... 

Martwego. 

Rozpoczyna się walka z oskarżeniami o morderstwo; na jaw wychodzą kolejne, niezbyt przychylne rodzinie Richarda fakty, w sprawę mieszają się osoby, które chcą zaszkodzić, jak się okazuje, nie tylko Mirandzie... Znikąd pojawia się Chase, wyrodny brat Richarda, który również ma coś do powiedzenia; między nim a Mirandą nawiązuje się nić porozumienia. I co teraz? Kto jest odpowiedzialny za zabójstwo, kto chce wrobić kobietę, której jedyną winą było nieszczęśliwe ulokowanie uczuć? I tu się zaczyna gra niedomówień, dziwnych przypadków i tajemnic, wcześniej skrzętnie skrywanych. Dzieje się!

Tak jak wspomniałam, było to moje pierwsze podejście do pióra pani Tess Gerritsen, jednak z całą pewnością mogę powiedzieć, że na pewno nie ostatnie. Forma wydania książki; spora czcionka (czasem mi to przeszkadza, jednak w tym wypadku było w sam raz!), mała obszerność rozdziałów (przez co ciągle miałam w głowie pojawiające się zdanie: jeszcze jeden rozdział i NAPRAWDĘ idę spać), lekkość stylu, fakt, iż autorka nie rozdmuchuje niepotrzebnie innych wątków, tylko skupia się na jednym czy dwóch, co pozwala Czytelnikowi na szybkie orientowanie się w akcji i samodzielnemu dochodzeniu do odpowiednich wniosków - przy jednoczesnym zaskoczeniu. Nie powiem, do samego końca nie wiedziałam, jak cała akcja się zakończy, wypatrywałam finału z niecierpliwością. I pomimo, iż momentami miałam wrażenie czytania aż za bardzo prostolinijnych tekstów, czy dialogów, to jednak moje odczucia po lekturze są wyłącznie pozytywne. Książka ta jest idealna na jeden czy dwa wieczory; skrupulatnie oderwie Was od rzeczywistości, pochłaniając bez reszty. Widać niedociągnięcia autorki, jednak skoro jest to jej jedna z pierwszych książek, można wybaczyć takie drobnostki. Czyta się naprawdę lekko i przyjemnie, polecam.

Przy jednoczesnym dreszczu emocji i niecierpliwości, które towarzyszą czytaniu książki, nie można się oprzeć wrażeniu, że autorka próbuje przeszmuglować do naszych głów pewne mądrości i życiowe wartości. Otóż... Należy pamiętać, iż każdy błąd da się naprawić, nawet jeśli nic na to początkowo nie wskazuje. Wystarczy tylko mocno walczyć o swoje i się nie poddawać!

Autorka: Tess Gerritsen
Tytuł: Osaczona
Wydawnictwo: Harlequin&Mira
Ilość stron: 304
Tłumaczenie: Elżbieta Smoleńska

OCENIAM: +4/5!

4.09.2017

"Outliersi" Kimberly McCreight

     Tę książkę skończyłam czytać już jakiś czas temu, jednak długo zajęło mi napisanie paru zdań, mogących oddać moją opinię na jej temat. Dlaczego? Bo publikacja ta dostarcza mieszanych odczuć; z jednej strony jest sporym zaskoczeniem i powiewem świeżości, z drugiego zaś punktu widzenia lekko się rozczarowałam. Ale jak to było po kolei?


"Coś w życiu musi mieć znaczenie. Inaczej nic nie jest ważne".  

Wyobraź sobie następującą rzecz...

Dostajesz wiadomość od przyjaciółki/przyjaciela mniej więcej o następującej treści: "Pomóż mi, ale nie mów nikomu, że potrzebuję pomocy. Przyjedź do mnie, ale nie kontaktuj się z nikim więcej w tej sprawie. Czekaj na moje wskazówki. Potrzebuję cię" - i co? Dobrze się zastanów, co mógłbyś/mogłabyś wtedy zrobić. Jest ktoś, kto ci ufa, jednak wymaga, byś ty nie ufał nikomu. Masz rzucić natychmiast WSZYSTKO i podjąć decyzję, nie licząc się z jakimikolwiek jej efektami. Tylko ty, twoja ukochana osoba i twój wybór.  Co postanowisz? Czy naprawdę dostosujesz się do wskazówek z wiadomości? Weźmiesz z sobą tylko swój telefon, który jest jedyną liną kontaktu z osobą oczekującą pomocy, samochód, który ci będzie służył za transport, po czym nie mówiąc nic nikomu wyruszysz w nieznane chcąc uratować przyjaciela/przyjaciółkę? Czy może zaczekasz na kogoś innego, u kogo mógłbyś uzyskać poradę, cóż zrobić, jakie przedsięwzięcia podjąć, do kogo się zwrócić, czy może zawiadomić policję...? No właśnie. Wybór potencjalnie wydaje się prosty, jednak wcale tak nie jest, wręcz przeciwnie. Zwłaszcza, gdy niechcący uruchomi się niebezpieczną lawinę wydarzeń...

O tym właśnie jest historia nosząca tytuł "Outliersi" - o konsekwencjach podjętych decyzji. Wylie Lang otrzymuje sms-a od swojej przyjaciółki Cassie, w którym prosi ona ją o pomoc. Wylie jest zaskoczona i zdezorientowana. Przecież ona i Cassie od pewnego czasu z sobą nie rozmawiają, wręcz przeciwnie: kłócą się, chyba przestały się rozumieć, nie szukały już z sobą kontaktu. Jedna wiadomość, na domiar wszystkiego - dziwna wiadomość - stawia pod znakiem zapytania całą znajomość dwójki nastoletnich dziewcząt. Co robi w tej sytuacji Wylie? No właśnie. 

Nie mów mamie. 
Nie zawiadamiaj policji.
Nie zawiedź mnie.

Nie chcę zdradzać za bardzo fabuły, gdyż zepsułabym niespodziankę z samodzielnego jej poznania. Faktem jest, iż pomysł na powieść dla młodzieży, bo tym ta książka jest - przejawia oryginalność i niebanalność. Nie słyszałam jeszcze o motywie przedstawianym właśnie tutaj, o ludziach zwanych "outlierami" (nic więcej nie zdradzę, jak chcecie wiedzieć więcej to sięgnijcie po książkę ;)), dlatego brawa dla autorki za pomysł i działanie w jego realizacji. Jednak nie ukrywam, iż mogła to zrobić po prostu lepiej. Bardziej dopracować całą otoczkę z naukowego punktu widzenia, mocniej wykreować głównych bohaterów, którzy jak dla mnie nie są kimś ważnym i zapadającym w pamięć, są po prostu tak mdli, by wraz z zamknięciem książki natychmiast o nich zapomnieć. Dlatego jestem tak bardzo rozdarta w ocenie tej książki. Z jednej strony jest ciekawa i interesująca, rozwija w głowie wiele myśli na tematy, których na pewno bym nie poruszała, wzmaga apetyt na więcej, bo rodzi się wiele pytań i domysłów, a samo zakończenie po prostu wbija w fotel i sprawia, że człowiek nie może doczekać się drugiej części z serii. Narracja prowadzona w pierwszej osobie pozwala jeszcze bardziej zagłębić się w emocje targane główną bohaterką; autorka ukazuje, jak wiele można zyskać, ale również jak wiele można stracić, podejmując pewne życiowe decyzje. Zwraca uwagę, jakie niebezpieczeństwa niesie z sobą chęć naukowych doświadczeń za wszelką cenę, wysokie ambicje, oraz ogromne pieniądze. Z drugiego punktu widzenia - myślałam, że może akurat ta młodzieżówka jakoś bardziej mnie pochłonie, gdyż na to  się zapowiadało (pierwsze 150 stron przeczytałam z zapartym tchem), ale... Później trochę się zmuszałam do skończenia tej powieści, by nie odłożyć jej nieprzeczytanej na półkę. Lekko się zawiodłam, bo Wylie mogła być bardziej wyrazista; autorka jednak przestawiała ją ciągle jako depresyjną, niepewną siebie dziewczynę, posiadającą mnóstwo lęków, które nagle znikały w pewnych okolicznościach. Mało wiarygodne. Cassie natomiast nie wzbudzała ani przez moment moich pozytywnych uczuć, wręcz przeciwnie, były momenty, że miałam ochotę rzucić książką, bo już nie mogłam słuchać (czytać) bełkotu tej dziewczyny. Jedynym plusem jest postać Jaspera; fajny chłopak, twardo stąpający po ziemi, wiedzący czego chce. I jeśli sięgnę po kolejną część tej historii, to zrobię to tylko dla niego.

"Zabawne, jak człowiekowi czasem się zdaje, że chce tylko poznać prawdę, ale potem się okazuje, że aby cokolwiek zrozumieć, musi się zapuścić w dużo głębsze i mroczniejsze obszary, niż sobie kiedykolwiek wyobrażał".

Jeśli macie ochotę na coś totalnie innego niż do tej pory, coś, co cechuje się oryginalnością i świeżością w młodzieżowych gatunkach literackich - zachęcam. Na pewno się nie zawiedziecie.  Jeśli jednak szukacie wyraziście wykreowanych postaci, niesztampowych zwrotów akcji i nieustannego uczucia chęci sięgania po więcej... Ja się lekko zawiodłam. Przekonuję się do thrillerów, jednak ten kompletnie mnie nie porwał. Serio. Oczekiwałam czegoś bardziej trafionego w dzisiejsze młodzieżowe gusta. Ale ilu czytelników, tyle opinii, każdy musi wyrobić sobie swoje zdanie na temat danej książki. Do tego usilnie namawiam.

OCENIAM: 3/6!

Autor: Kimberly McCreight
Tytuł: Outliersi
Wydawnictwo: Czarna Owca
Ilość stron: 384
Tłumaczenie: Piotr Kaliński

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Księgarni taniaksiazka.pl, gdzie znajdziecie mnóstwo interesujących nowości.

3.26.2017

"Jak gdybyś tańczyła" Diane Chamberlain

     O istnieniu klubu "Kobiety to czytają!", stworzonego przez Wydawnictwo Prószyński i S-ka wiedziałam od dawna, jednak bardzo rzadko sięgałam po nowości owego zgrupowania. Wiedziałam też, że jedną z sztandarowych pisarek tam jest niejaka Diane Chamberlain, której tytuły powieści niejeden raz zatrzymały mój wzrok w pobliskich księgarniach. Nie poświęcałam im jednak zbyt dużo uwagi i... To był mój błąd. Bo zauroczona piórem Nicholasa Sparksa, Richarda Paula Evansa, mężczyznami piszącymi typowo dla kobiet, nie dałam szansy... Kobiecie! Pani Diane - obiecuję poprawę, bo teraz wiem, że nigdy nie powinnam przejść obojętnie obok tylu Pani wspaniałości. Każdy tytuł już zapisałam na liście "do przeczytania" - co od razu i Wam polecam.


"Szkoda, że wspomnień nie można pozbyć się tak łatwo".
      Molly ma to, czego zapragnąć może każda kobieta: wspaniałego męża, dobrą pracę, piękny dom. Do szczęścia brakuje jej tylko jednego: dziecka. Wraz z Aidanem starają się o adopcję otwartą; rzecz cały czas kontrowersyjną, niepewną, wzbudzającą wiele wątpliwości i nachodzących refleksji. Para jednak bardzo pragnie maleństwa do kochania, dlatego jest w stanie pokonać wiele przeszkód, byleby tylko zrealizować swój cel. Adopcja otwarta polega na ciągłym kontakcie z biologicznym rodzicem, czy rodzicami dziecka - to właśnie oni wybierają osobę czy parę, której je zawierzą. Potencjalna para przyszłych rodziców musi wykazać się zaangażowaniem, warunkami nie tylko materialnymi, ale i ciepłem, wrażliwością, prawdomównością. Molly brakuje tylko tego ostatniego... Do tej pory bowiem nie powiedziała mężowi, jak to było z jej przeszłością. Aidan jest przekonany, że rodzice jego żony nie żyją, a ona sama doszła już do siebie w związku z ich stratą. Nic bardziej mylnego. Molly ma mamę. Mało tego. Mianowicie... Molly ma... Dwie mamy: biologiczną i tę, która ją adoptowała. Jak przyznać się przed mężem i całym światem do niezmierzonej ilości kłamstw, którymi ich karmiła od dwudziestu lat? Jak pogodzić się z przeszłością i uwierzyć w lepsze jutro? Jak żyć z odkrytymi tajemnicami z dzieciństwa, które boleśnie wpływają na teraźniejszość?

      W powieści otrzymujemy dwie narracje od głównej bohaterki. Obie pierwszoosobowe, jednak różne czasowo. Pierwsza to czas obecny - czyli walka młodego małżeństwa o adopcję dziecka, druga to moment dojrzewania Molly - zapis jej życia z okresu, gdy dziewczyna miała czternaście lat. Przez ten zabieg możemy poznać dojrzałą kobietę, jej ukształtowany charakter, motywy postępowania, oraz młodą dziewczynę wkraczającą w dorosły świat, podobnie jak powody jej późniejszych decyzji. Mimo, iż książka ma około pięciuset stron - Czytelnik w ogóle tego nie odczuwa; przez kolejne rozdziały po prostu się płynie. Naprawdę nie wiem czemu sięgnęłam po prozę Diane Chamberlain dopiero teraz. Autorka porusza ważne problemy społeczne: w tej powieści są to adopcja otwarta, konflikty moralne z nią związane, brak posiadania własnego dziecka i dramatyczna walka o spełnienie marzeń, choroba, którą jest stwardnienie rozsiane i utrudnienia życiowe, jakie z sobą niesie. Pani Chamberlain nie ucieka od trudnych tematów; wręcz przeciwnie - zagłębia się w nie jak tylko się da najbardziej. Pragnie (co jej się zdecydowanie udaje!) sprawić, by Czytelnik czuł mnogość emocji; by nie mógł się oderwać od lektury, cały czas chcąc więcej i więcej. Nie mogłam się doczekać wyjaśnienia tajemnicy Molly sprzed lat; tej, którą tak długo ukrywała przed mężem. Chciałam się dowiedzieć, co się stało, co kierowało bohaterką przy podejmowaniu ważnych życiowych decyzji, co ukształtowało jej postać, jej charakter, jej postawę. Autorka mnie nie zawiodła.

To na pewno nie jest książka, którą po przeczytaniu po prostu odkłada się na półkę; która pozostaje bez echa. To nie lektura, o której można szybko zapomnieć; wyzwala ona szereg wrażeń od współczucia, poprzez utożsamianie się z postawą głównych bohaterów, po złość, niezrozumienie ich postępowania. Zaręczam Ci, że ta publikacja wyzwoli w Tobie skrajności, o które nigdy siebie nie podejrzewałeś. To postawienie się w sytuacji innych osób, nie ma znaczenia, że fikcyjnych. Tacy ludzie są wśród nas, może to Twoi znajomi. Dobrze jest odkryć w sobie pewne pokłady tolerancji, zrozumienia, wrażliwości, empatii. Czy kłamstwo w tzw. dobrej wierze usprawiedliwia oszukiwanie najbliższej osoby? No właśnie. Nigdy nie wiesz, jak byś postąpił, gdybyś znalazł się w podobnej sytuacji. Diane Chamberlain odkrywa najskrytsze zakamarki ludzkiego serca; wyzwala to, co było do tej pory niewidoczne, zwraca uwagę na kwestie mogące wzbudzać wątpliwości - by pozwolić Czytelnikowi na osobiste ich pokonanie. Może i jest to moja pierwsza książka autorki, ale z pewnością nie ostatnia. Polecam. Polecam z całego serca, nie tylko kobieto, choć głównie jest kobietom adresowana.

OCENIAM: 5/5!

Autor: Diane Chamberlain
Seria/cykl: Kobiety to czytają!
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 504
Tłumaczenie: Michał Juszkiewicz

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Księgarni Taniaksiazka.pl, gdzie zapraszam po więcej nowości!

3.19.2017

"Życie po śmierci" Damien Echols

     Uwielbiam momenty, gdy na daną książkę trafię zupełnie przypadkiem, a okaże się ona naprawdę dobra. O poniżej opisywanej lekturze na pewno rzec nie można jednak, że jest "dobra". Nie można powiedzieć, że jest "bardzo dobra", albo po prostu "zła". Tego typu bowiem literatury nie da się nigdzie zaklasyfikować, po prostu tak się nie godzi. Do tej pory (a jestem już kilka miesięcy po przeczytaniu) nie mogę przejść ot tak do porządku dziennego po wydarzeniach rozgrywających się w książce. "Takie rzeczy się nie zdarzają, nie w dzisiejszych czasach", myślałam. No cóż, byłam w błędzie. Bo rzeczy, o których zaraz Wam opowiem, nie tylko zdarzyły się naprawdę, ale i zupełnie niedawno. Szok, niedowierzanie. I bolesne współczucie.


"Zło triumfuje wtedy, gdy dobrzy ludzie nie podejmują działania".
     Damien Echols, główny bohater powieści, a zarazem jej autor i narrator, już na samym wstępie zaznacza, iż niniejsza książka nie jest tą z gatunku brutalnych i krwawych opisów życia za więziennymi murami. To opis tego, co przeżył; włączając początek jego życia, staranne rozliczenie z każdym słowem czy gestem, mające na celu uświadomienie Czytelnikowi, jak okrutna sprawiedliwość, a raczej jej brak - panuje na świecie. To swoisty pamiętnik i zapis dni w ciasnej celi, ze świadomością, iż następny dzień może być tym ostatnim. 

Nigdy wcześniej nie słyszałam, jak się okazuje o "słynnej" trójce z West Memphis. Troje przyjaciół, jeszcze właściwie dzieci, znalazło się pośrednio w nieodpowiednim miejscu, w nieodpowiednim czasie. Wszyscy oskarżeni o zbrodnię, której nie popełnili, jednak tylko Echols był sądzony jako pełnoletni. Wyrok - kara śmierci. Wydawać by się mogło, że skoro mamy XXI wiek, moc adwokacką, sprawiedliwe sądy, wszelkiego kalibru pomoc skazanym, podobne rzeczy dziać mogą się jeszcze tylko w starych filmach. Nic bardziej mylnego. Kolejna rzecz, można pomyśleć: w porządku, zamordował, jest winny, niech doczeka tego samego. Ale i tu pojawia się szereg wątpliwość i brak jednoznacznych dowodów mających świadczyć o winie Damiena. I co teraz? Okazuje się, że nic. Wyrok jest wyrokiem, niewinny człowiek ma umrzeć, by dać dowód iż amerykański sąd zawsze postawi na swoim, a znajomości "na górze" odniosą sukces. Błędy policji przecież można zamieść pod dywan, a pasujące do Damiena oskarżenia, ze względu na jego przeszłość, dzieciństwo, życiorys - stanowią idealną sprawę. Po prostu. Damien nie ukrywa niczego w swojej opowieści; powoli snuje się wraz z Czytelnikiem poprzez najmłodsze lata, poprzez sam proces oskarżenia, pobyty w więzieniach, poznanie swojej żony Lorri, pomoc okazaną przez całkiem obcych ludzi, ale i znane osobistości ze świata showbiznesu, jak np. Johnny'ego Deppa czy Marylina Mansona. Dzieciństwo nie opływało w luksusy; Damien sam przyznaje, że należał do dzieci posiadających trudności. Jego czarny ubiór, słuchanie zespołów metalowych nie przysparzały mu sympatii sąsiadów. To było głównym powodem oskarżenia w czasach, gdy panicznie bano się satanistów. Gdy więc doszło do mordu na tle rytualnym, pierwszym podejrzanym automatycznie stał się Damien, wraz ze swoimi kolegami. Można odnieść wrażenie, iż autor nie okazuje żadnych emocji, pisząc każde słowo, jednak pomiędzy wierszami nietrudno się domyślić, jak bardzo boli go świadomość, iż padł ofiarą bezdusznego systemu. Policjant, który uwziął się na niego, nie odpuszczał do końca, więc walka była tym cięższa. Na szczęście Echols miał wokół siebie osoby, którym na nim zależało, i wciąż zależy, przez co nie oszalał zaszczuty niesłusznymi oskarżeniami w amerykańskim więzieniu. 
"Dla stada nie ma rzeczy zbyt banalnych. Nijakich ludzi ciągnie do nijakości".
Jeśli spodziewacie się krwawych opisów więziennej rzeczywistości, to niestety muszę Was wyprowadzić z błędu; niczego takiego tu nie ma. Jest jednak ból, rozczarowanie, niepewność, niemożliwe oczekiwanie na to, co nieuniknione. Jest ogromna walka o prawdę, o udowodnienie kłamstw i niewinności bezbronnego człowieka. Są ogromne pieniądze, za którymi kryje się wyjście z niejednej sytuacji; biedny Echols bowiem nie mógł liczyć na porządną obronę za wszelką cenę - dopiero przy pomocy obecnej żony, jej determinacji, zaangażowaniu i wierze w słuszne działanie, nagłośnieniu sprawy, pociągnięciu za sobą zainteresowania mediów, gwiazd znanych ze szklanego ekranu - udało się mu zobaczyć w końcu słońce. Nie zdradzę kompletnego zakończenia, bo mimo, iż jest jasne ze względu na tytuł historii - nie jest do końca takim, jakim się może wydawać. Ostatnie strony to aneksy do sprawy; Damien wyszedł na wolność w 2011 roku, zaledwie 6 lat temu. 

"Życie po śmierci" to swoisty zapis przeżyć człowieka przebywającego w więzieniu; któremu najbardziej brakowało zieleni trawy czy promieni słońca. Który był pomiatany przez strażników i innych współwięźniów, nierozumiany przez świat, niewysłuchany przez nikogo. Gdyby nie ludzie, którzy postawili wiele na jedną kartę, byleby tylko Damien mógł wyjść na wolność - on pewnie nadal oglądałby tylko cztery ściany celi. To opowieść o bezdusznej niesprawiedliwości, nieustannym czekaniu w trwodze na kolejny dzień, lękach, strachu towarzyszących na każdym kroku, braku zwykłej codzienności, której my tak często nie doceniamy. To pamiętnik, obok którego nie można, NIE WOLNO przejść obojętnie. 

Polecam, bo warto znać tę pozycję wydawniczą, jednak nie oceniam, gdyż takich rzeczy ocenić się po prostu nie da.

Autor: Damien Echols
Tytuł: Życie po śmierci
Wydawnictwo: Znak Literanova
Ilość stron: 496
Tłumaczenie: Maciej Prusator

3.09.2017

"Margo" Tarryn Fisher

    Tarryn Fisher kojarzę z trylogii "Love me with lies" i powieści "Never never" napisanej wraz z Colleen Hoover. Nic dziwnego więc, że gdy w moich rękach znalazła się "Margo" pomyślałam po prostu: ot, kolejna młodzieżówka, przeczytam raz dwa co tam ciekawego autorka zmalowała. Zmalowała. Oj, tak; pozamiatała równo, bez dwóch zdań.


"(...) marzenia nigdy nie są bez sensu. Marzenia to plany, dzięki nim twoje serce zaczyna bić, a kiedy zacznie, zaraz za nim podąża głowa".

Bone to ponure miasteczko, w którym nietrudno o depresję czy popadnięcie w melancholię w najgorszym tego słowa znaczeniu. W Bone nic nie jest kolorowe; miejsce to spowija szarość. Ludzie żyją, ale jakby nie żyli; na każdym kroku czai się smutek, ponury nastrój, otępienie. Wśród takiej stagnacji żyje tytułowa bohaterka powieści - Margo. Dziewczyna pracuje w sklepie z używaną odzieżą, jest na usługach mamy, która traktuje ją jak najgorsze zło, kalając swe imię najstarszym zawodem świata. Margo pragnie zmian, chce od życia czegoś więcej niż smutnej wizji przyszłości, bez emocji i osób, którym naprawdę by na niej zależało. Wiele zmienia się, gdy dziewczyna zaprzyjaźnia się z Judahem - niepełnosprawnym sąsiadem. Ich wspólne rozmowy, przebywanie w swoim towarzystwie wiele dla Margo znaczą. Czuje, że jej dotychczas nędzna egzystencja nabiera barw; gdy jest ktoś, komu może się wyżalić, poskarżyć, powierzyć swoje problemy i rozterki. Judah doskonale ją rozumie, sam bardzo docenia obecność przyjaciółki. 

Do czasu, gdy w mieście ginie dziewczynka...
"Smutek to emocja, której możesz zaufać. Jest silniejszy niż wszystkie inne. Przy smutku radość wydaje się chwilowa i niepewna (...)"
Główna bohaterka żyje w mieście bez perspektyw; bez marzeń i radości buduje swój mały świat. W Bone, gdzie Twoim sąsiadem może być diler narkotyków, sadysta albo złodziej, dziewczyna odnajduje przyjaźń, która staje się osią napędową jej życia. Postanawia je diametralnie zmienić; wyjeżdża, jednak... Z Bone nie da się tak po prostu wyjść. Ono zawsze pozostanie w Tobie. Pożeracz, bo tak na swój dom mówi Margo, jest świadkiem wydarzeń rozgrywających się w Bone. Najpierw dochodzi do morderstwa Neveah - siedmioletniej dziewczynki, następnie giną kolejne osoby. Gdzie w tym wszystkim jest główna bohaterka? No właśnie. Margo to nadzieja na lepsze jutro, promień wiary w sprawiedliwość. I pomimo, iż zło staje się jej drugim imieniem, ona sama jest przekonana, że warto. Bez względu na resztę świata. 

"Margo" to opowieść o nieszczęśliwym dzieciństwie, gdzie mała dziewczynka pragnie zainteresowania ze strony najbliższej osoby; o potrzebie bycia zrozumianym i dostrzeżonym wśród innych. To historia o przetrwaniu w najbardziej kryzysowych momentach życia; o poszukiwaniu zmian i wyciągnięciu wniosków, że nie zawsze są one lepsze. To książka o niemożliwie silnej woli zemsty i odegraniu się za całe zło, nawet w imieniu nieznanych sobie ludzi, którzy nigdy nie będą w stanie się o tym dowiedzieć. To powieść wciągająca, zaskakująca i dające wiele do myślenia. To poszukiwanie samego siebie w niezgłębionych przestrzeniach swojego umysłu, który, jak się okazuje, może płatać nam niebezpieczne figle. To walka z samym sobą o zrozumienie siebie i swojego postępowania, gdzie motywy wydają się niejednokrotnie przewrotne. Kompletnie nie tego się spodziewałam. Myślałam, że Fisher nakreśliła kolejną młodzieżową historię, dla określonej grupy wiekowej - dobrą, aczkolwiek przechodzącą bez większego echa. Tymczasem dostałam obuchem w głowę tematem nieprzeciętnie trudnym i ciężkim do zniesienia. Nie wiedziałam, że Tarryn może pisać AŻ tak dobrze o tak niebezpiecznym motywie. Pełen szacunek i podziw; choć książkę czyta się świetnie, nie sposób nie rozmyślać intensywnie nad każdym jej rozdziałem. Autorka wprowadza Czytelnika w stan kompletnego rozbicia; ostatnie strony pochłania się wręcz jednym tchem, oczekując finału. To niesamowite, jaką zagadką jest ludzki umysł. Wydaje się nam, że znamy siebie na wylot, że jesteśmy pewni każdego swojego ruchu, myśli; że jesteśmy w stanie przewidzieć każdy swój czyn. Nic bardziej mylnego. W pewnym odniesieniu wszelkie nasze decyzje mogą okazać się jednym wielkim złudzeniem, niemającym nic wspólnego z normalnością. 

Jak bardzo znasz samego siebie? 
Czy na pewno Twój ruch jest tym, jaki zaplanowałeś? 
Czy brzydzisz się zemstą? 
A co, jeśli pragnąłbyś się zemścić za krzywdę kogoś innego?
Co, jeśli został zraniony ktoś Ci najbliższy i najdroższy?
No właśnie. Dobrze się zastanów. 

Powieść przerażająca, ale uświadamiająca wiele spraw. Polecam, choć to publikacja na raz. Drugi raz po prostu nie będziesz w stanie tego czytać; za pierwszym razem wryje się w głowę i serce DOBITNIE. Warto.

OCENIAM: 5/6!

Autor: Tarryn Fisher
Tytuł: Margo
Wydawnictwo: SQN
Ilość stron: 320
Tłumaczenie: Agnieszka Brodzik

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Księgarni Taniaksiazka.pl, gdzie znajdziecie również mnóstwo bestsellerów.

3.04.2017

"Dziewczyna z Summit Lake" Charlie Donlea

     Nie jest żadną tajemnicą, iż thrillery i kryminały nie były (i nadal nie są, mimo, że sięgam po nie coraz częściej) moim ulubionym gatunkiem literackim. Nie będę zatem spierać się ze znawcami i sympatykami powyższego; a tłumaczę się dlatego, gdyż od razu powiem, że mnie się "Dziewczyna z Summit Lake" bardzo podobała, w sieci zaś aż roi się od niepochlebnych opinii. Nie wiem, nie znam się, ale się wypowiem. A jakże.


"(...) Tylko dziewczyna - jednego dnia żywa, kolejnego już martwa".

Zarys fabuły powyższej książki zainteresował mnie na tyle mocno, że jeszcze w tamtym roku dodałam ową publikację do listy moich książkowych zachcianek. I gdy tylko otrzymałam ją w prezencie... Musiała swoje odczekać, jednak... Warto było, gdyż z każdą stroną smakowała bardziej. Mimo, iż jest tak nisko oceniana.

Summit Lake to urocze małe miasteczko, gdzie mieszkańcy wstają wcześnie rano by pooglądać bajeczny wschód słońca przy wodospadzie; uwagę zwracają charakterystyczne domy na palach, poza tym nie dzieje się tu nic tajemniczego, intrygującego, szczególnego. Do czasu. Gdy w niewyjaśnionych okolicznościach ginie młoda dziewczyna, a śledztwo owiane jest mrokiem sekretów nawet przed miejscową policją - każdy zaczyna zastanawiać się, co takiego mogło się wydarzyć w tej pozornie nietykalnej mieścinie. I dlaczego właśnie ofiarą jest córka zamożnego mieszkańca, Becca Eckersley. Dziennikarka Kelsey Castle, która sama musi uporać się ze swoimi demonami przeszłości, przyjeżdża do Summit Lake, by napisać artykuł o śmierci dziewczyny. A gdy na jaw wychodzą kolejne fakty... Nic już nie będzie takie samo jak wcześniej.

Becca jest obiecującą studentką prawa, ma ścisły krąg bliskich znajomych, kochającego ją chłopaka, plany na przyszłość, które na bieżąco są weryfikowane poprzez niespodziewane wydarzenia i decyzje głównej bohaterki. Pewnego dnia Becca przyjeżdża do domu, by w spokoju pouczyć się do egzaminów. Wieczorem ginie w niewyjaśnionych okolicznościach, gdzie nic nie wskazuje na ślady włamania, czy bójki. Dziewczyna żyła, a nagle zostaje znaleziona martwa. Co się tak naprawdę stało? Nikt nic nie wie, wszyscy milczą, sekret goni sekret...

Książkę pochłania się jednym tchem; równolegle poznajemy dwie perspektywy czasowe: tę za życia Bekki i moment, w którym Kelsey prowadzi swoje własne śledztwo. Pośrednio zgadzam się z niektórymi opiniami w Internecie, że to dziwne, iż wszelkie poszlaki i dowody są utajnione nawet przed miejscową policją, że jest to niedopatrzone, niedoprowadzone do końca, jednak dla mnie: czytelnika - laika (w zakresie kryminałów czy thrillerów) takie rzeczy naprawdę mają drugorzędne znaczenie. Liczy się postęp akcji i gwałtowne jej zwroty, przez które nic nie jest takim jakim się wydaje. Autor świadomie wprowadza Czytelnika w błąd; jest się przekonanym o kompletnie innym zarysie sytuacji, a finał wbija w fotel. Dzięki mało obszernym rozdziałom, ciągle myśli się tylko o jednym: jeszcze jeden i idę spać. Nieprawda. Z jednego robi się kilka, aż w końcu jesteśmy na ostatnich stronach, z wypiekami na policzkach. Postaci zostały wyraźnie wykreowane; można się z nimi utożsamiać - czy to z główną postacią Beccą i jej życiem studenckim, czy to z Kelsey i jej pogonią za prawdą. Zagłębiając się w powieść, nieustannie towarzyszy nam uczucie niedopowiedzenia, czegoś ulotnego, czego nie da się uchwycić w jednej chwili. Motywem przewodnim jest myśl, iż należy chwytać dzień, cieszyć się nim w danym momencie, gdyż podobna chwila może się już po prostu nie zdarzyć. 

Mnie się książkę czytało bardzo lekko; zanim się zorientowałam, już był jej koniec, a ja zostałam z poczuciem niedowierzania, że autor poprowadził akcję właśnie w taki sposób. Totalne zaskoczenie. Polecam, naprawdę. Dajcie tej książce szansę.

OCENIAM: +4/6!

Autor: Charlie Donlea
Tytuł: Dziewczyna z Summit Lake
Wydawnictwo: Filia
Seria/cykl: Mroczna Strona 
Ilość stron: 416
Tłumaczenie: Anna Rogulska

3.01.2017

"Pani Einstein" Marie Benedict

     Rzadko sięgam po literaturę zakrawającą na tę z gatunku historycznej czy opartej na prawdziwych wydarzeniach. Nie pałam chęciami czytelniczymi do biografii; zwykle myślałam, iż w tego typu książkach nie znajdę nic dla siebie. Jakże się myliłam. Nie wiem dlaczego, ale odkąd tylko opisywana dziś przeze mnie książka znalazła się w zapowiedziach, dosłownie przez skórę czułam, że prędzej czy później i tak trafi w moje ręce. I nie żałuję. Nie żałuję ani minuty spędzonej przy tej lekturze. 

A o czym mowa? Zapraszam.


"- Jesteś geniuszem, ale nie masz pojęcia o ludzkim sercu".

Zanim jeszcze sięgnęłam po "Panią Einstein", domyślałam się, że ta książka będzie taką, która nie tylko zasłużenie otrzyma moją uwagę, ale również pochłonie ją bez reszty. Historia kobiety, o której nie wspomina świat, nie może przejść niezauważenie.

Alberta Einsteina zna każdy; niesamowicie inteligentny fizyk, któremu zawdzięczamy m.in. teorię względności, ogromny wkład w dziedzinę nauk ścisłych. To zdobywca Nagrody Nobla, profesor wielu światowych uczelni, geniusz, który ciężką pracą zasłużył na wieczną pamięć. Ale czy aby na pewno? No właśnie. Jak sama autorka zaznacza: "celem (...) nie jest umniejszenie znaczenia Alberta Einsteina dla ludzkości i nauki, ale przywrócenie człowieczeństwa naukowym odkryciom". Zaręczam Wam jednak, iż po przeczytaniu owej książki, wszelkie pozytywne uczucia ku osobie pana Einsteina zaczynają się chwiać. Ale po kolei.

Bohaterką książki jest Mileva Marić - pierwsza żona Einsteina; niesamowicie mądra i inteligentna kobieta, zakochana w świecie nauki. Z powodu swojego kalectwa (uszkodzone biodro, które sprawia, iż Mileva kuleje) kobieta nie marzy o niczym innym, niż życiu w świecie wielkich umysłów. Nie wierzy, że jakiś mężczyzna mógłby spojrzeć na nią z uczuciem, wie, że prawdopodobnie nie będzie mogła mieć dzieci, jednak nie chce zostać w domu - czuje, że jest stworzona do czegoś więcej. Nie bez powodu przecież wyróżnia się na tle naukowym swoich rówieśników. Wiek XIX to nietolerancyjny czas dla kobiet, zwłaszcza na uczelniach wyższych. Mitza (bo tak nazywają Milevę bliscy), która pochodzi z Serbii, dotkliwie odczuwa ciężar bycia taką właśnie osobą, jaką po prostu jest. Nie poddaje się jednak i cierpliwie dąży do celu. Znosi uszczypliwe uwagi i brak szacunku okazywany przez mężczyzn. Wiedza jednak broni się sama i wkrótce kobieta się o tym przekonuje. Zakochuje się w niej kolega z grupy, Albert Einstein, który za wszelką cenę pragnie pozyskać jej uwagę i zainteresowanie. Mileva broni się przed tym uczuciem; ucieka przed nim nawet na semestr studiów do innego kraju, jednak przeznaczenie zawsze znajdzie drogę do spełnienia się. Albert nie ustępuje w staraniach o wybrankę, aż w końcu ona mu ulega i pozwala się porwać w oszałamiający świat nauki, mężczyzn dyskutujących o nowych teoriach, wynalazkach i eksperymentach, poszukiwań nowych materii, wyjaśniania problematycznych kwestii, opiniowania w światowych dysputach. Jednak każdy kij ma przecież dwa końce i Mileva boleśnie się o tym przekonuje. Pierwszoosobowa narracja pomaga Czytelnikowi bardziej zagłębić się w umysł tej interesującej postaci, która mogła wstrząsnąć światem nauki. Zabrakło jej jednak szczęścia i odwagi.

Świat zna Alberta Einsteina jako genialnego fizyka, który na swojej wiedzy, intelekcie i uporze zbudował sobie pomnik pamięci na zawsze. Pewne przesłanki jednak wskazują na to, iż jego pierwsza żona znacząco mu pomogła w jego dokonaniach, jednak została brutalnie pominięta, chociażby w podpisach pod słynnymi teoriami. Albert w powieści jawi się jako egoistyczny mężczyzna, myślący tylko o sobie i swojej karierze; żądny coraz bardziej napływającej popularności, kompletnie nie panuje nad swoim despotycznym zachowaniem. Obwinia Milevę o każde niepowodzenie, zarzuca jej absurdalne rzeczy, chociażby to, iż zaszła w ciążę w najmniej korzystnym dla niego okresie. Wykorzystuje ją, traktuje z lekceważeniem, nie zwracając uwagi na jej problemy oraz chęć chłonięcia nauki, powrotu do świata uniwersyteckiego, gdzie czuła się jak ryba w wodzie. Einstein nie docenia swojej żony, co jawnie jej okazuje, nie tylko twarzą w twarz, ale przy jego kolegach czy bliskich kobiety. Mileva, niesamowicie stłamszona, dopiero po rozmowie z podziwianą Marią Curie - Skłodowską zaczyna rozumieć, jak bardzo dała się omotać. Żadna kobieta nie powinna zgadzać się na takie zachowania męża, liczne zdrady, pretensje i wymówki. Nie wiem, ile w książce jest prawdy, jednak autorka nie wyssała sobie na pewno tej historii z palca. Opierała się na listach małżonków, skąd jasno wynika, iż pisywali do siebie o "ich wspólnej" pracy nad teorią względności, co daje podstawy do stwierdzenia, iż Albert nie wymyślił jej całkowicie sam. Ja również nie chcę teraz umniejszać jego dokonaniom, jednak jako mężczyzna w żaden sposób mnie nie zachwycił. Wręcz przeciwnie. Odrzuca każdym swoim słowem czy gestem. Jest zarozumiały do granic możliwości, samolubny i dwulicowy. Ale to historia Milevy, więc dalsze wnioski zostawiam do otwartej dyskusji.

"Pani Einstein" to hołd okazany kobiecie, która była geniuszem, jednak nie dane jej było zaistnieć w pełni na naukowej scenie świata. To opowieść o człowieku, który znalazł się w cieniu drugiej połowy; gdzie znalazł się w niewłaściwym czasie i w niewłaściwym miejscu. To historia, która pokazuje, iż kobiety również mają głos w wielu sprawach i że nie należy go lekceważyć; nie zawsze każda jest powołana do powszechnie uznawanej roli żony i mamy - czasem stworzona jest do bycia kobietą nauki. I taka właśnie była Mileva, choć w każdej płaszczyźnie życia odnajdywała sens i cel. Takie postaci należy podziwiać i w żadnym wypadku nie można o nich zapomnieć. 

Polecam, polecam bardzo!

OCENIAM: 5/6!

Autor: Marie Benedict
Tytuł: Pani Einstein
Wydawnictwo: Znak (Horyzont)
Ilość stron: 320
Tłumaczenie: Natalia Mętrak - Ruda

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Księgarni internetowej Taniaksiazka.pl
Polecam nowości!

*

Prawie trzy tygodnie mojej nieobecności, ale wracam, powoli wracam, cierpliwości :) ...

2.06.2017

"Być jak Audrey Hepburn" Mitchell Kriegman

     Któż nie kojarzy ikon stylu, życia, filmu, zachowania jakimi są Marylin Monroe, czy Audrey Hepburn


"Czasem dobre rzeczy nie są takie wspaniałe, a złe rzeczy wychodzą ci na dobre".

     Lisbeth ma 19 lat i niedługo kończy liceum. Marzeniem jej mamy jest, by dziewczyna dostała się do college'u i została pielęgniarką. Niestety, marzenia rodzicielki nie pokrywają się z tym, czego chciałaby sama Lizzy. Zresztą, ona sama wciąż tego nie wie. Póki co, nadal się uczy, dorywczo pracuje w knajpie o nazwie "Dziura", wzdycha do współpracownika Jake'a i przyjaźni się z Jess - aspirującą przyszłą projektantką. Odskocznią dla Lisbeth jest totalne uwielbienie Audrey Hepburn; której chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Lizzy ogląda wszelkie filmy, w których zagrała jej idolka (głównie "Śniadanie u Tiffany'ego", "Rzymskie wakacje" i "Sabrinę"), pragnie naśladować jej styl wypowiadania się (z charakterystycznym "złotko"), ubierania (sznur pereł i minimalizm to podstawa!), zachowania (klasa, szyk). Dziewczyna pragnie nawet wyglądać jak Audrey, w charakterystycznym koku, z przymrużonymi oczyma. Dlatego, gdy Lizzy ma niepowtarzalną okazję, by przymierzyć oryginalną suknię Givenchy'ego, którą miała na sobie Audrey w filmie "Śniadanie u Tiffany'ego", dziewczyna nie zastanawia się ani chwili. Nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji działania; nie wie, że jednym ruchem uruchomi lawinę wydarzeń... 

Wydarzeń, które bardzo wiele zmienią.

"Kiedy nie masz nic do stracenia, możesz zyskać wszystko".

Bardzo podobał mi się pomysł na fabułę powieści; wiedza autora na temat Audrey Hepburn, jej życia, ciekawostek z życia osobistego, stylu i zachowania - naprawdę robi wrażenie. Można mieć poczucie, że słynna aktorka i modelka w jednym, jest nam jeszcze bliższa, a świat wyższych sfer to nasza codzienność. Kto lubi seriale w klimacie "Plotkary", czy filmy podobne do "Diabeł ubiera się u Prady" w książce "Być jak Audrey Hepburn" odnajdzie dobrze znany nowojorski blichtr, bogactwo lejące się z każdej strony, niemożliwie wybrednych ludzi, wydawanie tysięcy dolarów na zakupach, ciemne strony sławy, podobnie jak fałsz i zakłamanie towarzyszące pozorom przychylności. Lisbeth, wskutek przypadku, będzie musiała wkroczyć w ów świat; świat pełen tajemnic, układów, wycieczek do Hamptons, lejących się strumieniami drinków, by móc nietrzeźwo spojrzeć na otaczającą ją rzeczywistość. Jak bardzo Lizzy wejdzie w sferę do tej pory dla niej, zwyczajnej dziewczyny z New Jersey niedostępną? Ile będzie w stanie poświęcić, by spełnić swoje marzenia? I czy pieniądze naprawdę dają szczęście? Sięgnijcie po książkę, a na pewno znajdziecie odpowiedzi na te, jak i inne, kłębiące się w głowie pytania.

"Być jak Audrey Hepburn" to współczesna historia Kopciuszka. Biedna dziewczyna wchodzi z hukiem w świat bogaczy, zmieniając diametralnie swoje dotychczasowe życie. Tutaj pieniądz rządzi się swoimi prawami; Lizzy zaczyna zdawać sobie sprawę, iż nie zawsze każdy element układanki jest jednoznaczny, że nie ma rzeczy czarnych i białych, oraz, że ludzie potrafią się zmieniać. Narracja pierwszoosobowa pozwala jeszcze dogłębniej wejść w głowę głównej bohaterki, dając poczucie zrozumienia jej działań, podejmowanych decyzji, emocji towarzyszących przy każdym wkładaniu eleganckiej sukienki. Lisbeth jest młodą kobietą, która dopiero zaczyna poznawać świat; mniej lub bardziej brutalnie, jednak prawdziwie i namacalnie. Jej historia mogłaby zdarzyć się każdemu z nas; cały czas pojawiają się ludzie, którzy pragnęliby sławy, manhattańskiego życia w elicie, wydawania pieniędzy bez powodu. Ludzie, dla których liczy się "tu i teraz", intrygi i sekrety napędzające rzeczywistość, dwulicowość jako wyraz codzienności, elegancja, szyk - bo bez wyglądu zewnętrznego nie ma po co istnieć. Ale czy na pewno warto dziwne fascynacje tzw. wyższą sferą przekształcać w coś innego, mającego mniejsze znaczenie? Czy poświęcenie marzeń i zaufania bliskich osób w celu zaspokojenia płytkich pragnień naprawdę ma sens? No właśnie. Jeśli chodzi o wady książki, bo do tej pory wspominałam raczej o zaletach, na pewno należy do nich swojego rodzaju łatwość, z jaką wiele rzeczy przychodzi głównej bohaterce. Trochę jak w baśni, tylko takiej odświeżonej, osadzonej w naszych czasach, w naszej rzeczywistości. Zamiast bajkowej krainy, którą znamy z dziecięcych książek, mamy tutaj Nowy Jork i Manhattan, zamiast przygód ulubionych bohaterów - fashion weeki, zakupy na Piątej Alei i niekończące się imprezy, a w zamian smoków i potworów czających się za drzewami, pojawiają się po prostu fałszywi ludzie, niemający dobrych zamiarów. A naszą księżniczką jest Lizzy, która na swój sposób staje się prawdziwą królewną, zupełnie przypadkiem.

Polecam z powodu Audrey.

OCENIAM: 4/6!

Autor: Mitchell Kriegman
Wydawnictwo: Kobiece
Ilość stron: 432
Tłumaczenie: Barbara Kardel - Piątkowska

Za możliwość przeczytania książki ogromnie dziękuję Księgarni internetowej taniaksiazka.pl oraz zapraszam po inne książki dla kobiet.