8.18.2017

"Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć" J. K. Rowling (Newt Skamander)



Autor: J. K. Rowling (Newt Skamander)
Tytuł: Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć
Seria/cykl: Harry Potter
Wydawnictwo: Media Rodzina
Ilość stron: 152
Tłumaczenie: Andrzej Polkowski 


Zdecydowanie UWIELBIAM i jestem zwolenniczką wszelkich DODATKÓW, bonusów, gratisów do do fantastycznej serii, jaką jest Harry Potter. To niesamowicie cudowne, iż po zakończeniu cyklu, po siedmiu (no dobra, ośmiu) częściach przygód Chłopca, Który Przeżył, cała historia żyje, nie daje o sobie zapomnieć, że wciąż powstaje coś nowego. I mimo, iż niektórzy mogą twierdzić, że Rowling robi to tylko dla korzyści finansowych, bo przecież "to się musi zgadzać", to ja uważam, że autorka oprócz tego, że zarabia krocie na swoim pomyśle (co się jej zdecydowanie należy), to również wciąż zaskakuje, daje coś nowego, innego od siebie, wykazuje się niebywałą kreatywnością i zaangażowaniem w całą otoczkę magicznego świata. Po "Baśniach Barda Beedle'a" i "Quidditchu przez wieki" przyszła pora na "Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć". Kolejny podręcznik - pozycja obowiązkowa dla każdego ucznia Hogwartu, zresztą dobrze każdemu czarodziejowi znana, opatrzona odpowiednim komentarzem dla mugolskich czytelników. 

Gdy byłam mała, uwielbiałam przeglądać wszelkie katalogi, atlasy i albumy ze zwierzętami; szczerze interesowałam się informacjami na temat drapieżników, gadów czy płazów, ich wymiarami, tym, co lubią jeść, w jakich warunkach żyją. Marzyłam o wycieczkach do zoo, by zobaczyć na żywo to, co przeczytałam wcześniej w książkach. Dlatego, gdy tylko zobaczyłam nowe wydanie "Fantastycznych zwierząt..." - oczywiście nie mogłam przejść obojętnie. W książeczce, pięknie oprawionej, z eleganckimi ilustracjami zawartych jest 75 opisów magicznych zwierząt. Przy każdym z nich znajdziemy odpowiedni stopień klasyfikacji, czy dany gatunek należy do uległych, czy może bardziej niebezpiecznych. Wszystko opatrzone przedmową Albusa Dumbledore'a, komentarzem naszego świetnego tłumacza - Pana Polkowskiego i ilustracjami, których... Mogłoby być więcej! Wyborna uczta dla każdego zagorzałego fana serii; świetne źródło wiedzy dla uczniów Szkoły Magii i Czarodziejstwa i niezastąpiony przewodnik po zwierzęcym magicznym świecie dla każdego mugolaka ;). Ach, gdyby takie podręczniki i takie przedmioty istniały w naszym ludzkim świecie! 

Polecam bardzo serdecznie, nie mogę się doczekać innych bonusów do serii, na pewno przeczytam!

8.17.2017

"Nigdy nie zapomnę" Kerry Lonsdale



Autor: Kerry Lonsdale
Tytuł: Nigdy nie zapomnę
Wydawnictwo: Znak
Ilość stron: 400
Tłumaczenie: Aleksandra Kamińska

"(...) był silny tam, gdzie ja byłam słaba. Był moim przyjacielem i pragnęłam go kochać".

W najśmielszych przypuszczeniach (bo powiedzieć "w snach" to byłoby niedopatrzenie) nie jestem w stanie sobie wyobrazić, co musiała przeżyć główna bohaterka powieści "Nigdy nie zapomnę" - Aimee. Zaczyna się tragicznie. Dziewczyna w dniu swojego wymarzonego, zaplanowanego najdokładniej jak się tylko da ślubu - uczestniczy w pogrzebie swojego narzeczonego. Mężczyzna, który miał być jej mężem, iść z nią przez życie na dobre i na złe, teraz leży w zamkniętej trumnie. Zamiast być najszczęśliwszym dniem w jej życiu, pamiętna chwila staje się tą najgorszą i najsmutniejszą. Na domiar wszystkiego, po ceremonii do Aimee podchodzi nieznajoma kobieta ze stwierdzeniem, że James żyje, a ona sama ciekawa jest, co zostało pochowane w grobie... Chyba nikt nigdy nie zastanawiał się nad tym, co by zrobił w takiej sytuacji; to coś wręcz niemożliwego, absurdalnego, wzbudzającego szereg kontrowersji, pytań bez odpowiedzi. Ale również nikt nie machnąłby ręką na coś podobnego, całkowicie ignorując słowa nieznajomego. No właśnie. Aimee nie spocznie, dopóki nie odkryje prawdy, która zaczyna okazywać się bardzo niewygodna...

Aimee i James to para, o których mówi się, że są z sobą od zawsze. Wiecznie nierozłączni, od najmłodszych lat, najpierw jako najlepsi przyjaciele, później jako zakochani w sobie ludzie. Zawsze razem, bez względu na wszelkie przeszkody.Dlatego tym bardziej nie sposób wyobrazić sobie dramatu, przez jaki przechodzi Aimee. Zamiast sukni ślubnej musi przywdziać żałobną czerń i nauczyć się żyć z ogromnym ciężarem straty najukochańszej osoby na świecie. I może by się jej to nawet zaczęło udawać, gdyby nie dziwna kobieta, zasiewająca w jej sercu plon niepewności i wątpliwości. Od tego momentu zaczyna się walka z czasem, gdzie nic nie jest pewne, a nierozwiązane zagadki i skrywane tajemnice zaczynają wychodzić na jaw.

Książka reklamowana jest jako ta "od której nie można się oderwać", ta "którą polecisz najlepszej przyjaciółce", oraz ta "która nie daje zasnąć do ostatniej strony". Muszę się zgodzić. Mimo, iż jest to debiut, gdzie jak wiadomo, trochę do ideału brakuje (o ile ideały istnieją!), faktycznie, lektura przyciąga uwagę. Pojawiają się sekrety, niewyjaśnione sprawy z przeszłości, nowe okoliczności, które rzucają na całą sytuację inne światło. Autorka ma bardzo lekkie pióro, całą powieść czyta się niewiarygodnie płynnie, szybko; strona za stroną chce się wiedzieć, co będzie dalej. Powiedzenie "jeszcze jeden rozdział i idę spać" - sprawdza się perfekcyjnie; ciągle wmawiałam sobie, że jeszcze ten jeden rozdział... Aż skończyłam czytać całą książkę ;). Było kilka drobnych niedociągnięć; momentami płytkie dialogi, brak wyrazistości postaci, z którymi do końca jakoś nie mogłam się utożsamić, czasem zbyt szybkie przeskoki czasowe, ale takie błędy w debiucie są jak najbardziej do przeżycia. Kerry Lonsdale poruszyła kilka kontrowersyjnych tematów: utracone uczucie, pamięć o nim, walkę do samego końca, ale i chwilę zastanowienia, gdy trzeba po prostu odpuścić. Jak daleko można się posunąć, żeby chronić rodzinę? Czy naprawdę niektóre sekrety są tak niewygodne, by zamiast je wyjawić i problemy rozwiązać, należy uciekać się do coraz bardziej licznych kłamstw? Bardzo dobrze udało się tu połączyć wątek uczuciowy z tym kryminalnym, akcję w Kalifornii i w Meksyku, rozdarcie serca między jednym mężczyzną a drugim... Książka zdecydowanie na lato, dla osób lubiących motywy MIŁOSNE, nuty tajemnicy, gdzie finał okazuje się tak zaskakujący, iż dosłownie wbija w fotel. Jeśli mam być szczera, lektura była przyjemna, ale ostatnie pięć stron to zdecydowanie najmocniejszy punkt całej historii. Doczytywałam koniec powieści z wypiekami na twarzach i sama sobie zadawałam pytanie: jak to tak? MUSI być kolejna część, ja chcę poznać dalsze losy Jamesa i Aimee, autorka powinna jakoś to ogarnąć i zadowolić Czytelników, takich jak ja, którzy chcą więcej i więcej. 

Polecam nie tylko swojej najlepszej przyjaciółce. Polecam każdej kobiecie, oraz każdej osobie, która szuka czegoś lekkiego, ale i ciężkiego (pod względem tematyki) zarazem, czegoś ciepłego, niosącego nadzieję, iż każdy problem da się rozwiązać, czegoś przejawiającego wiarę, iż istnieje kilka rodzajów prawdziwej MIŁOŚCI, że trzeba po prostu się jej poddać i iść za głosem serca. Czegoś dającego podpowiedź, kiedy walczyć do samego końca, a kiedy odpuścić, czegoś co daje wskazówkę, czym jest prawdziwe szczęście i że należy je docenić, zanim się je straci. Z niecierpliwością czekam na kolejną książkę autorki.

Za egzemplarz do recenzji bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak ;)


8.15.2017

"Początek wszystkiego" Robyn Schneider



Autor: Robyn Schneider
Wydawnictwo: Moondrive (Otwarte)
Ilość stron: 352
Tłumaczenie: Aga Zano

"(...) Wilde powiedział kiedyś, że umieć żyć to najrzadsza rzecz na świecie, bo większość ludzi jedynie egzystuje i to wszystko. Nie wiem, czy miał rację, ale wiem, że ja bardzo długo tylko egzystowałem. A teraz zamierzam żyć".

Za każdym razem, gdy przyrzekam sobie, że w najbliższym czasie nie sięgnę po literaturę młodzieżową, wpada mi w ręce typowa z owego gatunku powieść; bestseller, głośno reklamowany hit, wołający o uwagę. Jako, że nie ukrywam, iż jestem książkową sroką, interesuję się tym, co błyszczy, wychyla się z tłumu innych podobnych rzeczy; dobra reklama przyciąga oko, nie ma co ukrywać. A jeśli dotyczy czegoś tak ważnego jak życie i motoru napędowego, by je zmienić... Nie było innego wyjścia, MUSIAŁAM przeczytać "Początek wszystkiego".

Ezra Faulkner to typowy amerykański idealny nastolatek; przystojny gwiazdor tenisa, uwielbiany przez znajomych, zawsze otoczony wianuszkiem dziewcząt (oczywiście zajęty przez tę najpopularniejszą), zamożny, mający wszelkie zachcianki i pragnienia na wyciągnięcie ręki. Jest szczęśliwy, kariera sportowa stoi przed nim otworem, zatem czego chcieć więcej? Chłopak nie ma pojęcia, jak w jednym momencie całe jego dotychczasowe życie może runąć, niczym przysłowiowy domek z kart. Jeden wypadek; roztrzaskane kolano, zdrada dziewczyny, długi pobyt w szpitalu, skomplikowana rehabilitacja i psychoterapia, brak zrozumienia ze strony najbliższych - wystarczy, by całkowicie zmienić bieg wydarzeń. Ezra nie może odnaleźć się w nowym świecie, do którego przecież nie należał. Nie tak miało być; miał inne plany i marzenia, z innymi ludźmi wiązał swoją przyszłość. Do czasu.

Cassidy Thorpe to dziewczyna pełna tajemnic. Nigdy nie zaprasza nikogo domu, jest mistrzynią w konkursach debatowych, zna naprawdę dziwne słowa w różnych językach, żyje chwilą. Gdy na jej drodze całkiem przypadkiem staje Ezra, Cassidy zaczyna zauważać, że są bardzo podobni. Wciąga chłopaka w swój świat, pokazując mu, że jeden nieszczęśliwy wypadek nie jest w stanie przekreślić jego życia, które dopiero może się rozpoczynać, przynosząc dobro.

"Słowa mogą cię zdradzić, jeśli wybierzesz niewłaściwe, albo wyrazić mniej niż powinny, jeśli jest ich zbyt wiele".

Powieść jest szumnie reklamowana jako taka "na lato", jednak otwarcie mogę przyznać, że czytać ją można o każdej porze. Owszem, jest bardzo ciepła, wciągająca, otulająca swoją taką "przytulnością", jednak jeśli ktoś spodziewa się ckliwego romansu, to niestety muszę taką osobę rozczarować. Autorka zaskakuje; każda rozmowa głównych czy pobocznych bohaterów jest przemyślana, akcja rozwija się powoli, by na końcu przyspieszyć i przygnieść swoim finałem. Lubię, gdy książki mają nieoczywiste zakończenia; czasem powoduje to we mnie łzy, jednak doceniam, iż autor nie idzie na łatwiznę, dając Czytelnikowi banał do ręki. Tutaj na pewno nie jest banalnie. Nie jest słodko, choć tak mogłoby się wydawać, mając do czynienia z uczuciem rodzącym się między młodymi osobami. Nic nie jest przerysowane, sztuczne, ubarwione, wyolbrzymione; pomysł fabuły i jej potencjał został wykorzystany w pełni. Czytelnik może się zmierzyć ze wspomnieniami Ezry i Cassidy; zobaczyć, jak pomimo swojego młodego wieku wiele przeszli, dzielnie stawiając czoła teraźniejszości i temu, co ma się dopiero wydarzyć. Ich historia wywołuje szereg skrajnych emocji; z jednej strony kibicowałam im, cieszyłam się ich każdym najmniejszym gestem, by za chwilę zostać brutalnie sprowadzoną na ziemię przez panią Schneider, co skutkowało żalem, wręcz smutkiem i uczuciem, że czegoś mi będzie brakowało po zakończeniu lektury. Autorka w ciekawy sposób ukazuje, jak jedno zdarzenie, jedna chwila, jeden moment może zaważyć na całym naszym dalszym życiu. Jak jedna decyzja może zmienić to, co budowało się do tej pory. Jak konsekwencje danych wyborów mogą znaleźć ujście w przyszłości, krusząc całkowicie jej zaplanowany bieg. "Początek wszystkiego" to nieprzewidywalna opowieść o nadziei, która zawsze powinna towarzyszyć człowiekowi, w tych najlepszych i najgorszych momentach jego życia. To historia o wierze w lepsze jutro; o nieustannym dążeniu do celu, o zmianach, które wciąż ewoluują, by ten cel osiągnąć. To nie jest słodka lektura. To kawał dobrej młodzieżowej literatury, która wiele uświadamia, jednocześnie pokazując, jak wiele można mieć, jak bardzo tego nie doceniać, by później z przykrą łatwością to utracić. Robyn Schneider bezceremonialne obnażyła prawdę krążącą w świecie; że dopiero te przykre wydarzenia otwierają człowiekowi oczy na jego najbliższe otoczenie. I choć czasem bywa to okrutnie bolesne, należy wierzyć, iż nic się tak naprawdę nie kończy. Lecz dopiero pozornie smutny epizod z życia staje się motorem napędowym, będącym początkiem wszystkiego.

Za książkę dziękuję Księgarni TaniaKsiążka.pl, gdzie znajdziecie również inne nowości!
;) 

8.14.2017

"Bad mommy. Zła mama" Tarryn Fisher



Autor: Tarryn Fisher
Wydawnictwo: SQN
Ilość stron: 320
Tłumaczenie: Agnieszka Brodzik

"(...) lepiej nam jest bez ludzi, którzy ciągną nas w dół i nie dają wsparcia".

Tarryn Fisher należy do grupy moich ulubionych pisarek; zaraz obok Cecelii Ahern, Colleen Hoover czy J. K. Rowling. I pomimo, iż każda z nich pisze zupełnie inaczej, mając swój odrębny, charakterystyczny styl, łączy je jedno: bezceremonialne trafienie w sam emocjonalny środek Czytelnika. Tarryn ma to do siebie, że powoli buduje napięcie, doprowadzając w pewnej chwili do wybuchowego finału; nie jest przewidywalna czy prostolinijna, krok po kroku buduje ścieżkę do wytyczonego celu, przyciągając swojego rodzaju magnetyzmem - nie sposób przejść obojętnie obok żadnej z jej powieści. Dlatego, gdy zobaczyłam, że pani Fisher ukazała się w gatunku, który z reguły jest wyzwaniem - thrillerze - nie wahałam się ani chwili. Wiedziałam, że to może być coś dobrego; coś zasługującego na uwagę, coś, od czego się nie oderwę. Udało się.

Takich ludzi, jak Jolene Avery jest wiele. Ładna, zadbana, pozornie szczęśliwa; mająca przystojnego męża Dariusa, śliczną córeczkę Mercy Moon, dobrą freelancerską pracę, wyszykowany dom i uwielbienie znajomych. Każdy z tych aspektów znajduje swoje ujście na portalach społecznościowych w postaci zdjęć czy opisów. Idealne życie w każdym calu, które można śledzić na bieżąco, i wcale nie trzeba zaglądać do okien pięknej Jolene - wystarczy wejść na jej profil na Facebook'u czy Instagramie, by wiedzieć, co właśnie zjadła, lub jakiego koloru wino podała do kolacji. Fig Coxbury, która wprowadza się do domu obok, postanawia pójść krok dalej i jednak zaglądnąć do perfekcyjnego domu perfekcyjnej Jolene. Po co? By lepiej poznać Jolene. By zaskarbić sobie to, do czego tylko Jolene ma dostęp. By się NIĄ stać. 

Powieść podzielona jest na trzy części; w każdej narratorem jest jedna z głównych postaci: Fig, Jolene i Darius - jej mąż. Dzięki temu zabiegowi Czytelnik może głębiej wejść w głowy każdego z bohaterów, poznać lepiej pobudki ich działań, motywów postępowania, przyglądnąć się podejmowanym przez nich decyzjom i ich niewątpliwym konsekwencjom. Każdy rozdział odkrywa odpowiedzi na piętrzące się zagadki, rodząc nowe pytania, które nie pozwalają oderwać się od lektury chociaż na moment. I mimo, iż w całej owej historii nie ma szokującego finału, to sama opowieść sieje swojego rodzaju grozę; od tej pory zaręczam, że zaczniesz się zastanawiać, czy aby na pewno każdy element Twojego życia jest godny pokazania całemu światu. 

Jolene i Darius to na swój sposób udane małżeństwo (pozory mylą!); znajomi uważają tę parę za dobrze dobraną, zapatrzoną w swoją córeczkę. Sielanka trwa. Do czasu, gdy poznają Fig, swoją nową sąsiadkę. Rozpoczyna się zatrważająca gra pozorów; każdy ma swoją wersję wydarzeń i swoje zdanie na każdy temat. Intryga goni intrygę, tajemnica tajemnicę, skrzętnie chowane w czeluściach pamięci sekrety z ogromną mocą wychodzą na jaw, a pozornie przypadkowe upodabnianie się Fig do Jolene zaczyna przybierać na sile. Zaczyna się jak zwykle - bardzo niewinnie. Dzika fascynacja życiem drugiej osoby, odwieczna zazdrość o cudze szczęście, śledzenie każdego kroku, przejmowanie tożsamości - robi się inaczej: niebezpieczniej i mroczniej. Tarryn Fisher ma smykałkę do rewelacyjnego konstruowania postaci; ich psychologiczny charakter jest wprost niebywały. Każdy z bohaterów jest wyraźny, otoczony swojego rodzaju aurą, Czytelnik może mu kibicować, potępiać, obserwować zmiany, jakie w nim zachodzą, oceniać każdy jego krok, budować przewidywania co do finału powieści. I Fig, i Jolene, i Darius to osoby mocno zarysowane, czarne lub białe, bez żadnych odcieni szarości, może nie do końca przejrzyste w danym momencie, jednak z tą dziwną aurą, którą tak się uwielbia w tego typu powieściach. Wydawać się może, że pewne sytuacje należeć mogą do tych przewidywalnych... Nic bardziej mylnego. Autorka nie należy do grona ludzi, których postępowanie, czy daną decyzję można przewidzieć, w żadnym wypadku. Tu zaskoczenie goni zaskoczenie, kolejne karty powoli odkrywane - budują napięcie, a niepewność tego, co wydarzy się na kolejnej stronie zwiększa apetyt na więcej. 

Na uwagę zasługuje fakt, iż Tarryn bezbłędnie opisuje zjawiska manipulacji, obsesji czy postaci socjopaty. Krętactwa, kłamstwa, fałszywe (lub nie) oskarżenia, negatywne emocje zwiększające się z każdą chwilą, fałsz, dwulicowość, hipokryzja... Widok pięknej bańki mydlanej, która atrakcyjna jest tylko na zewnątrz, gdyż w środku kryje niezbyt przychylne wnętrze. Dobry thriller psychologiczny, obok którego nie sposób przejść obojętnie. Chcesz się dowiedzieć, jaka naprawdę jest Bad Mommy i jak bardzo można skraść komuś tożsamość? Sięgnij po tę powieść! ;)
 
Za książkę bardzo dziękuję Księgarni TaniaKsiążka.pl, 
gdzie znajdziecie również inne bestsellery! ;)

*

Od pewnego czasu znajdziecie mnie także na Instagramie, wystarczy wpisać w wyszukiwarkę "książkolubna93" ;) 

Zapraszam!

8.04.2017

DLACZEMU.PL


Dziś będzie może nierecenzyjnie, jednak również książkowo - tak jak lubię najbardziej ;). Uznałam, że nie samymi recenzjami człowiek żyje; dlatego od czasu do czasu pojawiać się tu będą nowinki z literackiego świata, którymi baaardzo chcę się z Wami dzielić, pokazać, wyjaśnić. Od pewnego czasu zaczynają krążyć mi po głowie różne ciekawe (a może nawet trochę dziwne) pomysły. Jednym z nich jest spełnienia w końcu swoich marzeń i wydanie czegoś SWOJEGO. Do tej pory pisanego do szuflady. I wiecie co? Naprawdę ciężko odnaleźć się w zalewie propozycji od Wydawnictw, portali; gdzie uderzyć, by odnieść skutek i jak to zrobić by osiągnąć sukces? I zupełnie przypadkiem znalazłam DLACZEMU.PL! :)

Czym jest dlaczemu.pl?

Dlaczemu.pl to swoista hybryda; połączenie kilku wspaniałych rzeczy w jedną spójną całość. Jeśli szukacie wsparcia w literackim świecie - nie wahajcie się tam zajrzeć :). 

Polecam wejść ten link:


Co tam znajdziemy?

Dlaczemu.pl to WYDAWNICTWO, które czeka na kreatywnych autorów, by pomóc im rozwinąć skrzydła, dobrze poprowadzić swój debiut, a co za tym idzie - karierę literacką. Serwis zapewnia wszelkie elementy potrzebne do wydania tego, co było pisane do tej pory do szuflady. Dlaczemu.pl to RECENZJE książek; niezmierzona ilość opinii, dzięki którym możemy znaleźć naprawdę ciekawą książkę, poznać może coś nowego, spróbować intrygująco i intuicyjnie tego, o czym jeszcze nie wiedzieliśmy. Dlaczemu.pl to LUDZIE, którzy służą dobrą radą i pomocą, wsparciem, o które tak trudno w dzisiejszym świecie. Jeśli masz ciekawy pomysł, który pragniesz zrealizować, chcesz się podzielić swoim zdaniem na temat danej książki (lub nie tylko), wypić pyszną kawę w cudownym towarzystwie ludzi takich jak Ty - nie pytaj "dlaczemu?", tylko zatrzymaj się na chwilę właśnie tutaj ;). 

Mam nadzieję, że zajrzycie, ja już tam siedzę od rana!

Polecam bardzo.

8.03.2017

"Trzy i pół sekundy" Amanda Prowse



Autor: Amanda Prowse
Wydawnictwo: Kobiece
Ilość stron: 312
Tłumaczenie: Edyta Świerczyńska

"(...) to zawsze będzie bolało, bez względu na to, ile czasu upłynie".

Książkę przeczytałam jakiś czas temu, jednak długo nie mogłam napisać o niej kilku konkretnych zdań. Wciąż moje palce zastygały nad klawiaturą, myśli uciekały gdzieś w dal, a w oczach momentalnie szkliły się łzy na samo jej wspomnienie. Ciężko napisać recenzję lektury, która w jednej sekundzie niszczy wielkie wyobrażenia o idealnym świecie; do tej pory starałam się żyć na przysłowiowe sto procent, jednak nie do końca widziałam najprostsze rzeczy, które natychmiast mogą odejść do przeszłości. Niezwykle trudno powiedzieć o takiej książce, że jest "dobra", czy wręcz "rewelacyjna", jeśli się wie, co znajduje się w środku. Bo pomimo tego, że według mnie publikacja ta jest naprawdę godna uwagi, to muszę od razu ostrzec: jest brutalna w swojej prostocie, smutna, uświadamiająca wiele ważnych spraw, kipiąca emocjonalnością ludzi w niej występujących. Ta lektura nie przysporzy Wam radości, uśmiechu; przy niej się nie odprężycie, nie zrelaksujecie. To nie jest czytadło na jeden wieczór, przy winie czy dobrym drinku. To nie taka książka, o której będziecie mówić "Wow, świetna, polecam" z radością towarzyszącą przeczytanej pozycji. Owszem, polecicie ją - tak jak ja teraz - ale z zastrzeżeniem, że książka ta to przede wszystkim ból, ogrom cierpienia, krzywda i poczucie braku sensu życia. Jednak jest też nadzieja. I to właśnie o tym Wam opowiem.

Grace i Tom to para idealna. Ona pracuje w dużej firmie, on zajmuje się domem i trzyletnią córeczką Chloe. Wspólne posiłki, wzajemny roznoszący się po domu śmiech, ogólna radość i szczęście łączące się w cudowną rodzinę. Nic nie zwiastuje nadchodzącej tragedii. Chloe ma przejść rutynowy zabieg wycięcia migdałków. Nocne chrapanie, coraz częstsze bóle gardła, angina - tych problemów chcą pozbyć się dla dziewczynki jej rodzice, nie przeczuwając, jak ciężkie konsekwencje poniosą...

Tak, Chloe umiera. Nie ma tu czego ukrywać; spodziewałam się może czegoś trochę innego. Myślałam, że w pewien sposób zostanie ukazana walka dziewczynki z chorobą, ale... Sepsa to nie choroba, z którą można walczyć w nieskończoność. Poza tym autorka miała inny zamysł na tę książkę i bardzo dobrze. Cholernie wyciska z Czytelnika całą emocjonalność; chyba po raz pierwszy tyle płakałam nad książką, naprawdę. Cele są dwa: ukazać tragedię małżeństwa i rodziny, która traci najważniejszą osobę w życiu, oraz ukazać sepsę jako podstępną chorobę, o której ludzie wciąż wiedzą za mało. Każdy rozdział rozpoczyna się istotną informacją na ów temat, sama autorka jest ambasadorką fundacji zajmującej się szerzeniem wiedzy o sepsie. Przyznam szczerze, że sama do tej pory nie wiedziałam wielu rzeczy, np. że sepsa zabija więcej ludzi niż rak piersi, prostaty i jelita grubego łącznie! Jeśli ktoś sądzi, że sepsa to tylko niegroźne powikłanie po jakimś zabiegu, grubo się myli. To coś zupełnie innego. Poważnego. Groźnego. Niebezpiecznego. Śmiertelnego. Amanda Prowse nie bawi się z Czytelnikiem; bez zbędnego owijania w bawełnę uświadamia tragizm sytuacji. Grace i Tom - jeszcze niedawno małżeństwo perfekcyjne - teraz dwa wraki, zaczynające dryfować w dwie zupełnie przeciwne strony. Dawniej jeden wspólny front, a teraz... Wzajemnie obwinianie się, wypominanie, zadawanie ran, oddalanie się, by jakoś przeżyć niewyobrażalny ból po stracie dziecka. Każde z nich próbuje odnaleźć się w nowej sytuacji, jednak wciąż się gubią, napotykają opór swojej psychiki i fizyczności. Zamykają się w swoich kokonach, nie dopuszczając nikogo ani niczego do siebie, koncentrując się na żałobie i wspominaniu małej Chloe. Rozpoczyna się szukanie winnego, pretensje do siebie nawzajem, jak bardzo każda chwila z córką bywała czasem niedoceniona, dlaczego ich wiedza o sepsie była znikoma; czy było cokolwiek, co mogło zapobiec tragedii. Nie sposób wyrazić cierpienia po stracie dziecka; cierpią nie tylko rodzice Chloe, ale również jej dziadkowie, ciocia, wujek, rodzina. Tragedia przytłacza wszystkich, odbierając szansę na normalne życie.

Gdy Grace w końcu wyjeżdża, by w samotności mierzyć się z bólem, zaczyna dostrzegać, że świat nie kręci się wokół niej. Że są inni, których przeżycia również odciskają się bolesnym piętnem na duszy. I wtedy kobieta zaczyna widzieć światełko w tunelu. Iskrzącą się nadzieję na lepsze jutro. Trzeba tylko zwalczyć pierwotne instynkty, mówiące o kompletnym zapadnięciu się. Trzeba chcieć i mocno wierzyć, że doświadczenia wzmacniają, nie osłabiają. Bardzo mnie poruszyła ta książka; po lekturze naprawdę nie jest się w stanie wykrztusić słowa. Wzruszenie i potrzaskane serce odbierają dech. Uwierzcie, zaczniecie rozglądać się dookoła i dostrzegać to, czego wcześniej nie widzieliście. Doceniać to, na co nie zwracaliście uwagi. Warto chociaż na chwilę się zatrzymać. Bo co trzy i pół sekundy na świecie ktoś umiera na sepsę. Wiedziałeś/aś o tym?

Za książkę dziękuję Księgarni TaniaKsiążka.pl :)   

7.25.2017

"MMA Fighter. Szansa" Vi Keeland



Autor: Vi Keeland
Seria/cykl: MMA Fighter (tom 2)
Wydawnictwo: Kobiece
Ilość stron: 368
Tłumaczenie: Sylwia Chojnacka

"To zabawne, co się dzieje, gdy czujesz, że nie masz już nic do stracenia. Wszystko, co mówisz, jest prawdą. Nie zastanawiasz się, nie owijasz w bawełnę. Gówno cię obchodzi, co ktoś myśli".

Gdy ktoś przeczytał pierwszą część owej trylogii - nie ma opcji, by nie sięgnął po kolejną. Tym bardziej, że tom drugi (moim zdaniem) jest po prostu lepszy. Do tej pory jeszcze dokładnie nie wiem, na czym polega fenomen całej serii. Czy to za sprawą piórka autorki, które jest niesamowicie lekkie, pochłaniające całą uwagę, proste i jednocześnie klarowne; emocji, od których nie sposób tu uciec; historii, której fabuła urzeka już od pierwszych zdań, wzmagając wciąż apetyt na więcej i więcej; czy może okładki, która sprawia, iż nawet najbardziej porządne i prawe kobiety dostają wypieków na policzkach ;).

I jeśli sądzisz, że literatura zaliczana do tej z gatunku erotycznej - nie jest dla Ciebie... Uwierz mi, grubo się mylisz. Wiem, co mówię, bo sama nie byłam przekonana, lecz jednak! Jednak i do mnie przemówił motyw połączenia walk w klatkach z kobiecą esencją spokoju. Jest męsko, odważnie, czasem wręcz barbarzyńsko i nieokrzesanie, ale i delikatnie, uczuciowo, i przede wszystkim emocjonalnie. Bo emocje aż się wylewają z każdej strony, nie pozwalając przerwać czytania ani na chwilę. Ta seria zawojowała rynek wydawniczy (i miejsce mojej pracy: każda z moich koleżanek czyta Vi Keeland z rumieńcami na twarzy, polecając szerszemu gronu całą trylogię ;)).

W drugiej części mamy do czynienia z uczniem głównego bohatera z "Walki". Nico i Vince to nierozłączny duet: pierwszy to stary weteran walk MMA, dawniej podrywacz i łamacz kobiecych serc, teraz przykładny mąż i przyszły ojciec, udzielający lekcji chłopcu, którego przygarnął z nizin społecznych. Drugi to ów chłopiec, choć może należy wyjaśnić, iż z chłopca w sumie niewiele pozostało. Teraz to niesamowicie przystojny mężczyzna, który zażarcie oddaje się swojej pasji - MMA, przy czym nie omieszka wykorzystywać swojego uroku w podbijaniu damskich serc. Czy raczej łóżek. 

Do czasu.

Gdy spotyka Olivię Michaels, dawną koleżanką z lat szkolnych. Dziewczynę spokojną, poukładaną, mającą cele w życiu. W jej planach nie ma miejsca na przygody, nieprzewidywalne romanse niczym rollercoaster, czy bolesne powroty do przeszłości. Liv twardo walczy o swoje, uparcie chroniąc swoje serce przed uczuciami. Jednak czy jest w stanie się obronić, gdy Vince "Niepokooonany" Stone wkracza do akcji? Aj, aj, aj, jakże to emocjonujące. Dosłownie. Do ostatniej strony. Vi Keeland buduje napięcie, tworzy całą otoczkę historii, ciekawą i wciągającą fabułę - i nie mam tu wcale na myśli licznych scen erotycznych. Poważnie. Owszem są mocne, odważne, powodujące dreszcze. Jednak jest i rozbudowane tło, które stanowi motor wydarzeń, kwestionując poszczególne decyzje bohaterów powieści. Nie sposób przejść obojętnie obok całkiem dobrze wykreowanych postaci. Niemal można wejść do ich głów, poznać ich motywy działań, przeżywać z nimi dane sytuacje, kibicować albo czekać na ich upadek. Publikację pochłania się w jeden wieczór, nabierając niemożliwej ochoty na zwieńczenie serii: "Przebaczenie". Już się czaję na ową książkę, nie mogąc się doczekać tej lektury. Bardzo podobało mi się to, że każda książka jest o innej parze, a mimo wszystko te trzy książki w płynny sposób się z sobą łączą. Udany zabieg, dobra robota Vi! ;)

Nie jest to lektura najwyższych lotów, na liście arcydzieł literackich jej nie znajdziecie. Jednak uważam, iż wieczór z taką/takimi książką/książkami wcale nie będzie stracony.

A kto nie chce czytać, niech chociaż popodziwia okładki!


Za książkę ogromnie dziękuję Księgarni TaniaKsiążka.pl,
gdzie znajdziecie mnóstwo innych bestsellerów ;)!

7.17.2017

"MMA Fighter. Walka" Vi Keeland



Autor: Vi Keeland
Seria/cykl: MMA Fighter (tom 1)
Wydawnictwo: Kobiece
Ilość stron: 342
Tłumaczenie: Sylwia Chojnacka

"Nie czuję rąk, bo przytulam ją tak mocno, ale nie zamierzam puścić. Nigdy".

Nie przepadam za literaturą erotyczną od kiedy przeczytałam całą trylogię o Grey'u. Tak, przeczytałam. Tak, wszystkie trzy części. Tak, moje oczy umarły. Niestety. A może i dobrze, bo nie wstydzę się swojej niechęci do owego "bestsellera"; zatem gdy tylko widziałam gdzieś książki podobne w pokroju do słynnej serii - od razu odwracałam wzrok. Kompletnie nie porywała mnie literatura, która może i jest lekka, ale, jak myślałam, nic nie wnosi ona do moich literackich wrażeń. Zła passa trwała aż do teraz. Bo gdy tylko otrzymałam cykl "MMA Fighter" do zrecenzowania (czego zresztą sama chciałam!)... Ajj, musiałam się złamać. Zresztą, która kobieta by się nie złamała, widząc chociażby same okładki? I nie, nie jestem stronnicza, zawsze piszę szczerze. I pomimo, iż wciąż za emanującą erotyką w literaturze nie przepadam - już nie traktuję jej jako swojego największego czytelniczego wroga ;).

Elle to młoda prawniczka, mająca poukładane życie; stabilną pracę, stały związek, zero komplikacji. Pozornie każdy z tych elementów jest we właściwym miejscu, jednak dziewczyna ma sekret, o którym woli nie mówić. Każdej nocy bowiem walczy z koszmarami, złymi wspomnieniami z okresu dzieciństwa. Dzieciństwa, które boleśnie odbija się do tej pory na jej osobowości. Nico Hunter to gwiazda w świecie mieszanych sztuk walki. Niepokonany zawodnik MMA, dla którego znokautowanie przeciwnika to żaden problem. "Pogromca kobiet", do którego wzdychają niezliczone ilości dziewcząt w każdym wieku. Chłopak, który do sukcesu doszedł ciężką pracą i nieustępliwością charakteru. Niestety, również i na tym perfekcyjnym obrazie tli się rysa. Pamiętna walka, gdzie doszło do niespodziewanych komplikacji, pomimo czystości zagrania, odcisnęła na psychice Nico trwałe piętno. Od tamtej pory, pomimo zachęty ze strony trenera, wiary najbliższych i nieprzerwanych kilkugodzinnych treningów - Nico wciąż trwa w zastoju i nie potrafi wrócić do walk w klatce. 

Wydawać by się mogło, że fabuła jest równie banalna co przewidywalna. I... Faktycznie tak jest. Jednak... Jest coś w tej książce takiego, iż nie sposób się od niej oderwać, pomimo świadomości wiedzy następstwa kolejnych wydarzeń. Pochłaniałam stronę za stroną, zagłębiając się w burzliwą relację Nico i Elle; chcąc wciąż dowiedzieć się więcej i więcej. I chociaż uważam, iż w historii tej wiele rzeczy dzieje się po prostu zbyt szybko, nie sposób odmówić jej pewnego uroku. Ona - pewna siebie, wyglądająca zawsze profesjonalnie, mająca pozornie poukładane idealnie życie. I on - buntownik, dobrze zbudowany, wytatuowany, nieokrzesany, mający pięści i nerwy ze stali. Niby nic ich nie łączy. Jednak gdy w grę wchodzi pożądanie i pierwotne instynkty... Nic nie jest w stanie zatrzymać tej relacji. Sceny erotyczne oczywiście są, liczne, przecież to jest główną mocą napędową tej serii. Ale... No właśnie, mam ale! Jest też bolesna przeszłość obojga, wola przetrwania, chęć zbudowania czegoś nowego na ruinach dawnych czasów. Każdy z tych elementów dodaje tej historii EMOCJI, na których tak zawsze bazuję. Uwielbiam, gdy książka powoduje u mnie wypieki na policzkach, niemożność oderwania się od niej chociaż na chwilę, ciekawość dalszych losów bohaterów, którzy tutaj zostali poprawnie skonstruowani. Brakowało mi, owszem, większej precyzji w kreśleniu ich osobowości, zwolnienia tempa w tej szybko nawiązanej znajomości - jednak ogólnie całość wywarła na mnie pozytywne wrażenia. Aż sama nie wierzę, iż moje dwa wieczory znalazły ujście w tej lekturze; która pozornie powinna być stratą czasu. A tutaj - nie mam absolutnie takiego odczucia. Wręcz przeciwnie. Od razu zabrałam się za drugą część. Doszłam do wniosku, że czasem po prostu POTRZEBA takich książek, mających za cel być tylko i wyłączanie rozrywką, niepozostającą na dłużej w głowie. I jeśli chcecie właśnie takiej lektury - polecam (zamiast Grey'a oczywiście!) właśnie "MMA Fighter" ;)!

*

Za książkę dziękuję Księgarni TaniaKsiążka.pl!

7.08.2017

"Książki. Magazyn do Czytania" - SZÓSTE urodziny!



      Gdy tylko znajdę chwilę czasu wolnego - oczywiście poświęcam go na swoje pasje. Mam ich obecnie kilka (ale o tym innym razem); do najważniejszych z nich należą, jak wiadomo, książki. Czy to wieczorem przed pójściem spać, czy rano, przed pracą, zawsze staram się znaleźć choć moment na jeden rozdział, fragment, cytat, by móc oddać się dniu codziennemu ze świadomością, iż litery już poukładały się w mojej głowie. Tematycznie bądź nie. Kolorowo, lub wręcz przeciwnie. Zawsze bowiem mam książkę (albo kilka!) pod ręką. Rzadko jednak sięgam po magazyny i czasopisma; z tych światowych informacji, wybieram te internetowe - szybki przegląd wydarzeń rozgrywających się w kraju czy poza nim, wybrane ploty na temat showbiznesu czy reklamy najnowszych urządzeń. Kiedyś czytywałam magazyny dotyczące nauki języków; teraz jednak zaniechałam tego (w sumie nie wiem czemu, chyba z braku czasu). Dlatego, gdy w moje ręce wpadł magazyn - dodatek do Gazety Wyborczej, na domiar wszystkiego dotyczący książek... Nie wahałam się ani chwili! :)

"Książki. Magazyn do Czytania" dnia czternastego czerwca obchodził swoje szóste urodziny.  Aż wstyd się przyznać, jednak jest to moje pierwsze spotkanie z ową publikacją, jestem jednak pewna, iż nie ostatnie. W bieżącym wydaniu na lato, znajdziemy mnóstwo artykułów, ciekawostek, dodatków z praktycznie każdej literackiej dziedziny. A co konkretnie zwróciło moją uwagę? 

Artykuł Pana Wojciecha Orlińskiego o Stanisławie Lemie. Do tej pory nie przepadałam za gatunkiem science fiction, stroniłam od futurystycznych dzieł (mimo, iż właśnie były to dzieła), mimo popularności Lema i obowiązkowości przeczytania w pewnym momencie życia "Bajek robotów" - nie umiałam się do tego przekonać. Fragmenty biografii i opis poszczególnych publikacji Lema otworzyły mi oczy na kilka spraw. Na pewno przeczytam coś autorstwa tego Pana w tym roku, obiecuję! :)

Artykuły o seksie. Tak. Mimo, iż jestem nauczycielką (a może właśnie dlatego!), uważam, że takie rzeczy są potrzebne w każdym magazynie. A już zwłaszcza w literackim, gdzie dowiadujemy się, jaki zmieniała się seksedukacja na przestrzeni lat, oraz jakie najciekawsze sceny erotyczne znajdziemy w książkach. 

I nie sposób zapomnieć o wywiadzie z Arturo Perez - Reverte! Co w nim takiego niesłychanego? Zajrzyjcie do "Książki. Magazyn do Czytania" i przekonajcie się sami. Zapewniam, że każdy znajdzie tu coś dla siebie. Co kupić, a czego nie kupić w księgarni, jakie nowości na nas czekają, jakie długo wyczekiwane premiery, dlaczego tukan został zamieszczony w tym magazynie, kim jest tatrzańska Wanda, o co chodzi z popularnością Dana Browna oraz jak to było z przekładami Stanisława Barańczaka. Mnogość autorów i artykułów sprawia, że aż Czytelnikowi kręci się w głowie, uświadamia, jak wiele nie wiedział i jak dużo jeszcze przed nim. Oczywiście nie mogło również zabraknąć literackiego kalendarium - gdzie, co i kiedy - nie przegapcie! :)

Wszelkie ważniejsze informacje znajdziecie tu: Książki. Magazyn do Czytania.

10 złotych to chyba niedużo? Bo właśnie tyle (dokładnie 9,99!) kosztuje literackie cudo, dzięki któremu szybciej upłynie Wam czas, czy to na wakacyjnym wyjeździe, czy po prostu w domu. Polecam bardzo serdecznie! :)

6.24.2017

"Pocałunek na pożegnanie" Tasmina Perry



Autor: Tasmina Perry
Tytuł oryginału: The last kiss goodbye
Wydawnictwo: Kobiece
Ilość stron: 488
Tłumaczenie: Małgorzata Bortnowska

"MIŁOŚĆ nie polega na tym, że serce ci trzepocze na widok obiektu twego uczucia, ani na tym, że rozmowa z ukochaną sprawia, że czujesz się żywy, ani na tym, że jej nieobecność sprawia, że rozpaczasz z tęsknoty. Nie. Prawdziwa MIŁOŚĆ to po prostu pragnienie, by ta osoba była szczęśliwa, bez względu na to, ile cię to będzie kosztowało".

Ileż może zmienić jedna fotografia...


Abby Gordon to archiwistka, przygotowująca wystawę "Wielcy brytyjscy odkrywcy" dla Królewskiego Instytutu Kartograficznego. Dysponuje sporą liczbą zdjęć, jednak jedno szczególnie zapada jej w pamięć. Fotografia przedstawiająca żegnającą się parę, z dopiskiem "Peru, Amazonia, 1961 rok" wywołuje lawinę późniejszych wydarzeń...

Dawno nie czytałam powieści obyczajowej, z motywami romansu czy historii; w tej najpierw urzekła mnie cudownie klimatyczna okładka, od której nie sposób oderwać wzorku. A gdy poznałam treść... Zauroczył mnie lekki styl autorki, która posiada niebywałą zdolność do hipnotyzowania Czytelnika swoim przekazem. "Pocałunek na pożegnanie" to dwie płaszczyzny czasowe, jedna obecna, druga przedstawiająca akcję sprzed 50 lat. Dwie kobiety, dwie silne osobowości, które, jak się okazuje, połączy jedno zdjęcie... 

"Oddaję ci serce na zawsze".

Czasy współczesne to Abby, jej praca w muzeum i zaangażowanie w wystawę, której oddaje się bez reszty, próbując uciec od zdrady męża i planowanego rozwodu. Znajdując zdjęcie zakochanej pary, żegnającej się przed wyprawą mężczyzny ze zdjęcia na wyprawę w dżunglę Amazonii - Abby postanawia podrążyć temat, by znaleźć odpowiedź na dręczące ją pytania, ale i pomóc przeczekać ból złamanego serca. Czasy z lat sześćdziesiątych to Rosamund i Dominic. Ona to zagorzała aktywistka, dziennikarka, walcząca ze złem całego świata, niebojąca się własnego twardego zdania. On - dziennikarz, redaktor popularnego czasopisma, podróżnik, bywalec salonów, światowiec, skrywający kilka tajemnic. Rosamund i Dominic zakochują się w sobie do szaleństwa, poświęcając sobie każdą wolną chwilę. Do momentu, gdy on postanawia wyruszyć samotnie do Amazonii...

Wyciągnięta fotografia z przeszłości łączy Abby i Rosamund, które wspomagając się wzajemnie, próbują osiągnąć jeden wytyczony cel: dowiedzieć się, co stało się z zakochanym mężczyzną ze zdjęcia - po wkroczeniu do dżungli. Telefony, wywiady, szukanie informacji, research dawnych lat - każdy element układanki jest ważny, a Ros w końcu zaczynają otwierać się oczy.

Zwykle nie lubię, gdy w powieściach panuje podział na "kiedyś" i "teraz", jednak tutaj nie wyobrażam sobie, by został pominięty ten zabieg. Z jednej strony Czytelnik poznaje historię Abby, jej kontakty z przyjaciółkami, trudną sytuację małżeńską, gdzie sprawa opiera się o rozwód, jednak serce podpowiada coś innego. Niesamowicie ciężko wybaczyć zdradę, nie tylko fizyczną, ale i tę emocjonalną, która chyba boli bardziej. Abby, starając się uwolnić od rozmyślań o życiu osobistym, namiętnie angażuje się w wyjaśnienie zagadki sprzed 50 lat, dochodząc do kojących wniosków. Z drugiej perspektywy mamy Rosamund - kiedyś młodą, pewną siebie kobietę, ostro stawiającą na swoim, walczącą o swoje przekonania i ideały, zakochaną bez pamięci, teraz już starszą kobietę, która żyje wspomnieniami z dawnych lat. Emocje targające głównymi bohaterami powieściami mają ogromny wpływ na Czytelnika, który nie może się doczekać finału, który okazuje się... Mocno zaskakujący. Wywierający wrażenie. Dający nadzieję. Wyraźnie skonstruowane postaci, które są bardzo ludzkie, ze skazami, gdyż jak wiadomo, ideałów nie ma. Mamy tu rozpacz, smutek, rozczarowanie, ale i pewność siebie, upór i przywiązanie, jakiego można tylko pozazdrościć. Dodajmy do tego podróże, zalążek historii lat sześćdziesiątych, ważne wydarzenia z tamtego okresu, fabułę wciągającą niczym dobry kryminał i mamy bestseller. Autorka bardzo niebanalnie skonstruowała swoją powieść, dając Czytelnikowi to, czego najbardziej oczekuje. Polecam serdecznie, nie tylko kobietom! ;)

*

Za książkę bardzo dziękuję Księgarni TaniaKsiążka, gdzie znajdziecie również mnóstwo innych książek dla kobiet.

6.18.2017

"Confess" Colleen Hoover



Autor: Colleen Hoover
Tytuł: Confess
Wydawnictwo: Otwarte
Ilość stron: 304
Tłumaczenie: Matylda Biernacka

"Czasami, żeby ocalić jakiś związek, musisz go najpierw poświęcić".

Oto pani Hoover w całej swojej krasie.

Autorka ta szczyci się nie lada popularnością; szturmem podbiła serca czytelników na całym świecie swoim mistrzowskim piórem w gatunkach New Adult i Young Adult. Jak nikt umie ona pisać o emocjach targających głównych bohaterów swoich powieści; kruszyć skały oporów nawet tych najzagorzalszych krytyków. Ja pokochałam ją za powieść "Maybe Someday", którą uwiodła mnie w całości; począwszy od fabuły, poprzez motyw obyczajowy, po MIŁOŚĆ - długo nie mogłam dojść do siebie po zakończeniu owej lektury. Później owszem, wpadały mi w ręce inne książki pani Hoover, w tym jedna napisana wspólnie z Tarryn Fisher (którą też bardzo lubię!), jednak wolę jak każda z nich pisze swoje powieści osobno, a duet niech sobie raczej odpuszczą ;). Wracając do Colleen - żadna z innych książek nie wywarła na mnie takiego wrażenia jak właśnie "Maybe Someday". DO TERAZ...

"Confess" to jej autorski szczyt. Wizytówka. Swoisty hymn. Powieść, po której nie można spokojnie zasnąć. Lektura, która wywołuje łzy już samym prologiem. Nie wspominając o części dalszej. Coś niemożliwego, pięknego, wzruszającego i dającego nadzieję. Chcę więcej!

"Zawsze będę cię kochał. Nawet jeśli już nie będę mógł".

Auburn Reed ma w pewien sposób zaplanowaną przyszłość od szesnastego roku życia. Powinna twardo stanąć na ziemi, spojrzeć z odwagą w przyszłość, nie bać się tego, co szykuje dla niej los. Oraz, bardziej przyziemnie - musi koniecznie zdobyć pieniądze. By osiągnąć zamierzony cel, co wydaje się cholernie trudne w jej sytuacji. Owen Gantry - to dwudziestojednoletni malarz, artysta, wystawiający swoje dzieła tylko raz w miesiącu, skrywający bolesny sekret z przeszłości, z którym do tej pory ciężko mu się uporać. Jak ta dwójka młodych ludzi może pomóc sobie nawzajem? No właśnie. Parzące tajemnice, niedopowiedzenia, ale i przeznaczenie, to tylko niektóre z wykładników, mających wpływ na ową parę. 

Tak jak wspomniałam wcześniej, wzruszenie wywołuje już sam prolog. Autorka nie oszczędza Czytelnika; funduje mu rollercoaster emocji już na samym wstępie przedstawianej historii. Auburn i Owen zostali wykreowani tak wyraziście, iż nie sposób nie utożsamić się z nimi w jak najmocniejszym tego słowa znaczeniu. Ona - zraniona przez życie, walcząca o lepsze jutro, skryta i wycofana, marząca o szczęściu, którego tak bardzo jej zabrakło. On - naznaczony przez przeszłość i tragiczne wydarzenia, ukojenia szuka w malarstwie; z otrzymanych od anonimowych ludzi wyznań - tworzy obrazy, z których się utrzymuje. Każdy element farby i płótna to dla niego swojego rodzaju odkupienie, dzięki któremu codziennie stawia nowy krok. Emocje aż kipią; do tej pory nie wiem, w czym upatrywać fenomenu autorki pod tym względem. Jak nikt umie ona poruszyć nawet najtwardsze serca; mało tego! Zniszczyć je, zgnieść, pogruchotać na drobne kawałki. Po lekturze jej książek nic już nie wydaje się takie samo. Ogrom uczuć i sprzecznych wrażeń nakłada się na siebie, tworząc nieprzejednaną mieszaninę. Jest tu strach, odwaga, ból, cierpienie, łzy, bezsilność, MIŁOŚĆ, wiara, nadzieja, sprawiedliwość, złość, bunt... I długo by wymieniać co jeszcze. Jest tu po prostu WSZYSTKO. Książkę pochłania się jednym tchem, a apetyt na więcej wciąż rośnie. Chciałabym móc poznać dalsze losy Auburn i Owena, bo ta historia zasługuje na ciąg dalszy, zdecydowanie. 

Nie sposób przejść obojętnie również obok samego pomysłu autorki na książkę. W "Maybe Someday" mieliśmy, oprócz walorów tych czytelniczych, również inne, muzyczne. W "Confess" mamy obrazy brytyjskiego malarza, które w lekturze są własnością Owena. Każdy obraz posiada wyznanie, na podstawie którego został namalowany, a jak zapewnia sama autorka: każde wyznanie jest prawdziwe. Bardzo udany zabieg, dodający wiarygodności, oraz poczuciu utożsamiania się nie tylko z bohaterami powieści, ale i z każdą osobą, która odważyła się dane wyznanie napisać. Ja jestem zachwycona tą książką pod każdym względem: fabuły, okładki (która jest fenomenalna!), kreacji postaci, obrazów, zamieszczonych wewnątrz, emocji, które towarzyszą od pierwszej do ostatniej strony. Coś niesamowitego, ileż reakcji może wywołać jedna książka. 

Oto pani Hoover, na którą czekałam. I której wciąż oczekuję.

POLECAM. POLECAM. POLECAM.

W Polsce książka ta dostępna jest także w drugiej wersji okładkowej (choć moim skromnym zdaniem ta biała jest dużo lepsza):


A oto dwa obrazy, które znajdują się w historii, jest ich więcej...


Ta książka niekwestionowanie dołącza do grona moich najulubieńszych ;)!


A za możliwość jej przeczytania ogromnie dziękuję Księgarni TaniaKsiążka, gdzie znajdziecie mnóstwo innych bestsellerów.

6.16.2017

"Tysiąc pięter" Katharine McGee



Autor: Katharine McGee
Seria/cykl: Tysiąc pięter (tom 1)
Wydawnictwo: Otwarte (Moondrive)
Ilość stron: 416
Tłumaczenie: Mariusz Gądek

"Czuła, jak wewnątrz niej coś się łamie i rozpada. Może była to jej głupia, uparta duma. A może jej serce".

Rzadko sięgam po książki reklamowane jako te z gatunku science fiction; nigdy nie interesowała mnie nowoczesna, technologiczna przyszłość. Czasem jednak mi się zdarzy, tak jak było w przypadku pani Ahern i jej "Skazy", oraz właśnie teraz, przy głośnej książce od Moondrive: "Tysiąc pięter". Chwytliwe hasło, że im wyżej jesteś, tym niżej możesz upaść, porównanie do uwielbianego przeze mnie serialu "Gossip girl", wizja luksusowego świata bogaczy za sto lat... I tak oto w moich rękach znalazła się owa historia. Historia na pozór banalna, jednak skrywająca głębsze dno. A właściwie kilka...

Avery. Leda. Eris. Rylin. Watt.

Pięcioro głównych bohaterów powieści; poznajemy punkt widzenia każdego z nich.  Dzieli ich sporo, łączy równie wiele, w tym jedna i najważniejsza rzecz: WIEŻA.

Wieża to tytułowe tysiąc pięter, gdzie toczy się życie Nowego Jorku. Elita mieszka najwyżej; biedota najniżej, podział jest prosty. Wieża zawiera w sobie wszelkie potrzebne rzeczy; są tu szkoły, place zabaw, wykreowane hologramowo parki, zalewy wodne, ścieżki spacerowe, ludzi podwożą nie taksówki a hovery, każdy element egzystencji jest tu skomputeryzowany. Do mieszkania wpuszczają specjalne boty, które przeprowadzają od razu skan ciała, w celu aktualizacji np. jego wagi, kluczem do pokoju jest potwierdzenie danych z siatkówki oka, co bogatsi posiadają soczewki kontaktowe, których używają zamiast telefonów komórkowych. Wystarczy napisać "flika" i kiwnięciem głowy wysłać go w świat. Operacje plastyczne są na porządku dziennym, można ustawić sobie każdy element mieszkania w taki sposób, by kontrolować to co się chce, na bieżąco. Np. ilość spożywanych kalorii, gdzie ich przekroczenie powoduje zamknięcie lodówki; alkohole na imprezach podawane są w wielkich bąbelkowych kulach, z których każdy może swobodnie się napić, ubrań nie trzeba mierzyć, gdyż specjalne maszyny robią wizualizację 4D dostosowaną do indywidualnych potrzeb klienta, komputerowo zdejmując z niego miarę w chwili przekroczenia przez niego progu sklepu. Gdy Czytelnik zaczyna pochłaniać z coraz większym zapałem nowości technologiczne, w które wyposażony jest świat z 2118 roku, zaczyna się łapać za głowę, jak bardzo możliwie logicznie to brzmi. Niemożliwa kontrola maszyn, otaczających nas z każdej strony jest miażdżąca. 

Wieża to również naturalny świat naszych postaci. Avery - zaprojektowanej genetycznie dziewczyny, której widok zapiera dech w piersiach, jest bowiem idealnie piękna, bez najdrobniejszej skazy; Ledy - przyjaciółki Avery, zakochanej beznadziejnie w jej bracie Atlasie, uzależnionej od narkotyków; Eris - dziewczyny z niższego piętra, której w jednym momencie rozsypuje się świat; Rylin - biednej, wychowującej siostrę nastolatki, która, by przetrwać, musi podejmować ciężkie decyzje; Watta - jedynego chłopca w tym zestawieniu, który nie rozstaje się z Nadią, swoją zmechanizowaną przyjaciółką. Każda z tych głównych postaci skrywa potężny sekret, drżąc o to, by nigdy nie ujrzał on światła dziennego. W kompilacji w innymi bohaterami tej futurystycznej historii - powstaje nam konkretna mieszanka wybuchowa. Już sam prolog wbija w fotel; kompletnie nie spodziewałam się czegoś takiego. Każda strona jest później tylko coraz bardziej gorączkowym dochodzeniem do finału. Finału, który i tak zaostrza apetytu na więcej, już wiem, że nie mogę się doczekać kolejnej części serii. 

Wydawać by się mogło, iż "Tysiąc pięter" to kolejna w swoim gatunku powieść młodzieżowa, płytka i niezbyt wymagająca. No bo o czym może być książka, której motywem przewodnim jest przepych, ekskluzywność, nowoczesność, bogactwo i problemy młodych ludzi? No właśnie. Nic bardziej mylnego. Pomimo młodego wieku bohaterów, są oni wykreowani bardzo wyraziście, widać, że autorka miała "mocną kreskę" przy tworzeniu postaci. Każda z nich jest inna, złożona, wyróżniająca się na podanym tle. Wszyscy, mimo życia w Wieży, która w założeniu nie powinna przysparzać żadnych problemów - posiadają swoje rozterki, kłopoty, z którymi się na co dzień zmagają. Mimo skomputeryzowanego świata, to wciąż ludzie z krwi i kości, uciekający przed przeszłością, walczący z teraźniejszością, bojący się przyszłości. Nie powiem, pierwsze kilkadziesiąt stron nie robiło na mnie wrażenia, wręcz wiało nudą. Jednak później... Dosłownie nie mogłam się oderwać, na moich policzkach kwitły rumieńce zaciekawienia i przeżywanych wraz z bohaterami emocji, kibicowanie podejmowanym przez nich dobrym decyzjom, piętnowanie tych niewłaściwych, ciągle wprowadzane elementy zaskoczenia i zwroty akcji... Aż do końca, gdzie w momencie skończenia czytania książki, usiadłam z uczuciem: ALE JAK TO? JUŻ? Jezu, gdzie jest kolejna część? Co będzie dalej? Przecież to nie mogło się po prostu tak skończyć!

Autorka bardzo zgrabnie wykreowała spójną wizję przyszłości, łącząc futuryzm, science fiction z młodzieżówką, obok której nie sposób przejść obojętnie. Podstępy, intrygi, tajemnice - zaczynają stanowić rysy na pozornie idealnej tafli szkła, jaką ma być Wieża i życie w niej. Postaci wzbudzają wiele uczuć u Czytelnika, mącąc mu w głowie swoim zachowaniem. Jak wspomniałam wcześniej to: idealna Avery, która wzbudza zazdrość u innych ludzi, nieszczęśliwie zakochana w chłopaku, do którego nie powinna żywić takich uczuć. Mściwa Leda, która idąc po trupach do celu, zawsze dostaje to, czego chce. Wyrazista Eris, zraniona przez najbliższych, zmuszona do degradacji z wyższych sfer na 130 piętro. Uboga Rylin, podejmująca decyzje chroniące jej siostrę. Watt - geniusz haker, który odkrywa przypadkiem to, czego nigdy miał się nie dowiedzieć. Dodajmy do tego poczciwego Corda (jestem nim totalnie zauroczona!), wrednego Brice'a, twardo stąpającą po ziemi Mariel i... Mamy dobrą powieść. Nawet bardzo dobrą. Bo to nie tylko ckliwa historyjka o podziale społecznym. To opowieść o tym, że nawet największe pieniądze nie są w stanie zapewnić MIŁOŚCI, przyjaźni, czy jakichkolwiek innych wartości; bowiem nie da się kupić wszystkiego. To opowieść o tym, iż w jednej chwili z wyżyn można znaleźć się na najniższym szczeblu, nigdy nie wolno zapominać, że jest się tylko (a może i AŻ) człowiekiem. To opowieść o tym, jak sekrety i tajemnice mogą niszczyć życie, odbierając z niego to, co najcenniejsze, jak intrygi i negatywne uczucia mącą, mieszają, burząc budowane konstrukcje swoimi konsekwencjami. To w końcu opowieść o tym, iż żadna podjęta decyzja nie przechodzi bez echa, a z każdej sytuacji jest wyjście. ZAWSZE JEST WYJŚCIE. Nieważne, czy mieszkasz na tysięcznym czy setnym piętrze. 

Polecam. I czekam na kolejną część.

Za książkę ogromnie dziękuję Księgarni TaniaKsiążka, gdzie znajdziecie również inne bestsellery.   

6.15.2017

"Quidditch przez wieki" J. K. Rowling (Kenneworthy Whisp)



Autor: J. K. Rowling (K. Whisp)
Tytuł: Quidditch przez wieki
Seria/cykl: Harry Potter
Wydawnictwo: Media Rodzina
Ilość stron: 144
Tłumaczenie: Andrzej Polkowski


Gdy tylko przeczytałam "Baśnie Barda Beedle'a" - od razu wiedziałam, iż prędzej czy później sięgnę po kolejne magiczne bonusy z serii o Harrym Potterze. Okazja nadarzyła się prędko, gdyż przyjaciel Darcy'ego dysponował akurat i powyższą książką, jak i "Fantastycznymi zwierzętami..." (o których innym razem), zatem co było do przewidzenia: trafiły idealnie w moje chciwe łapki. I muszę przyznać, iż ponownie (co chyba nie jest żadnym odkryciem) jestem zauroczona. Media Rodzina: strzał w dziesiątkę! ;)

Przyznam się od razu: owszem, jestem fanką całej sagi, jednak nigdy specjalnego wrażenia nie robił na mnie Quidditch. Ot, dyscyplina sportowa; zrozumiałe, że autorka musiała wynaleźć coś innego, magicznego, nieznanego dotąd w normalnym, mugolskim świecie. Do tej pory jestem pod wrażeniem ogromnej wyobraźni pani Rowling; to jest wręcz coś niemożliwego - każdy detal w całej historii jest dopracowany, doszlifowany, dopieszczony pod wszelkimi względami. Podobnie jest z każdą książeczką dodaną do serii. Twarda okładka, dość spora czcionka, no i najważniejsze: zawartość. W "Quidditchu przez wieki" mamy podane na tacy WSZYSTKIE najważniejsze informacje (a właściwie wszelkie informacje) na temat tej magicznej gry. Dowiadujemy się skąd to się wzięło, jak Quidditch ewoluował przez całe lata; jakie zmiany następowały w grze, jej wymiarze, wyglądzie piłek, zasadach i regułach. Czytelnik może prześledzić historię tego magicznego sportu, zobaczyć, jakie miotły były sprzedawane, a jakie są obecnie na topie, poznać każdą quidditchową drużynę, jej symbole oraz cechy charakterystyczne. Jeśli czytając którąkolwiek z części o Harrym Potterze czułaś/czułeś coś w rodzaju niedopowiedzenia, braku wyjaśnienia czegoś związanego z Quidditchem - ta maleńka książka rozwiewa wszelkie wątpliwości. Gra czarodziejów zostaje tutaj rozebrana na części pierwsze, rozpracowana od podstaw do obecnego jej wyglądu. Do tego dołóżmy kilka ilustracji... I mamy kolejny gotowy przepis na sukces.

I niech sobie mówią, że Rowling pisze pod wpływem popularności, że wykorzystuje okazję, że robi co może, by być wciąż na fali, że Potter to studnia bez dna... Ona robi to świetnie, genialnie! Każda z książeczek to cudowna perełka do kolekcji dla każdego fana Harry'ego Pottera, bez dwóch zdań. 

Już nie mogę się doczekać napisania kilku zdań o "Fantastycznych zwierzętach..." - teraz w końcu mogę obejrzeć film, bo tak, wciąż kieruję zasadą, iż nie oglądam nic stworzonego na podstawie książki, dopóki nie zapoznam się najpierw z pierwowzorem ;).

O tym już się tutaj ukazało:



A o tym już niedługo...



Zakochałam się w tych nowych wydaniach; postawione obok siebie wyglądają cudownie. Co myślicie o takich DODATKACH? Warto, nie warto? Dobry pomysł czy jednak reklamowy chwyt? ;)

6.13.2017

"Zapisane w wodzie" Paula Hawkins



Autor: Paula Hawkins
Wydawnictwo: Świat Książki
Ilość stron: 368
Tłumaczenie: Jan Kraśko

"Nie pamiętam tego, co chcę pamiętać, a to, o czym chcę zapomnieć, wciąż do mnie wraca".

Ta książka jest idealnym przykładem dawania drugiej szansy. Po prostu. 

Gdy wszędzie słyszałam zachwyty nad "Dziewczyną z pociągu" zastanawiałam się, co ze mną jest nie tak... Poważnie. Kompletnie nie porwał mnie debiut Pauli Hawkins. Mało tego; uznałam tę książkę za lekką stratę czasu, nie pojmowałam, jak Stephen King mógł wystawić jej aż tak dobra rekomendację. Publikacja owa miała tak rozdmuchaną kampanię reklamową, że obawiałam się, iż niedługo wręcz wyskoczy mi z lodówki, zwolennicy mnożyli się jak grzyby po deszczu, a ja - zagubiona, z odmiennym zdaniem, przyglądałam się temu z boku i z niecierpliwością czekałam na kolejne słowo od autorki. Żeby zobaczyć, czy to jej styl, pomysły, czy może jeszcze coś innego miało taki, a nie inny wpływ na moją opinię o "Dziewczynie z pociągu". I udało się. W moich rękach oto znalazło się "Zapisane w wodzie". I mogę teraz śmiało przyznać, iż to chyba tematyka poprzedniej lektury, jej specyfika nie odnalazła we mnie swojego sprzymierzeńca. Gdyż obecna książka robi wrażenie. Oj, robi.

Od pierwszych stron zaczyna nas otaczać aura tajemniczości. Mrok, sekrety, symbolika wody, jako mętnego źródła wszelkich problemów. I ani się obejrzysz, a jesteś w połowie ponurej historii, od której nie sposób się oderwać.

Dwie siostry. Jules i Nel. Niby łączą je więzy krwi, a jednak tak naprawdę dzieli WSZYSTKO. Jules pragnie nigdy nie wracać do rodzinnego miasta; z dzieciństwa ma jedynie złe wspomnienia, trauma, którą do tej pory przeżywa, nie pozwala jej normalnie funkcjonować. Chce żyć po swojemu, z dala od przeszłości, o której pomimo usilnych prób - nie da się zapomnieć. Nel to kompletne przeciwieństwo siostry. Ona nie ma powodów do ucieczki od dawnych spraw; wręcz przeciwnie. Lubi się zagłębiać w rodzinne tragedie, czytać i pisać o historii miasta, fascynuje ją woda w każdej postaci - zwłaszcza słynne Topielisko, gdzie od lat spoczywają ciała "problemowych" kobiet. Nel pragnie dowiedzieć się, gdzie leży prawda, co było, i co jest nadal powodem skrywania dawnych tajemnic, dlaczego rzeka jest odpowiedzią na tak wiele pytań... 

Gdy Jules dostaje wiadomość, iż Nel utonęła w wyniku samobójstwa, musi odłożyć na bok dawne urazy, by wyrównać rachunki z przeszłości i odnaleźć prawdę, która wydaje się leżeć na samym dnie.

"Obserwowanie kogoś pogrążonego w bólu to straszna rzecz.To naruszenie, brutalne pogwałcenie prywatności".

Gdy zaczyna czytać się "Zapisane w wodzie" można mieć niejasne poczucie zagubienia. Narracja prowadzona jest z perspektywy praktycznie każdego bohatera powieści; zdarza się jednoosobowa bądź trzecioosobowa, co może wprowadzać lekki chaos. Muszę jednak przyznać, iż im dalej w las, tym lepiej. Najpierw irytowałam się tym zamieszaniem, które wprowadza autorka, co chwilę zmieniając narratora, jego postrzeganie świata; myślałam, że totalnie się w tym pogubię. A tu proszę, powoli, każda kwestia zostaje wyjaśniona, prowadząc do końca, którego nie spodziewałam się do ostatniej strony! Byłam pod wrażeniem swojego poziomu zainteresowania tą lekturą; po prostu nie mogłam przestać jej czytać. I nawet jeśli nie jest to jakaś moja ulubiona książka z tego gatunku (do którego cały czas powoli się przekonuję), to jest naprawdę dobra, napisana z rozmysłem, przemyślana pod każdym względem, spajająca się w jedną kompletną całość. Jestem naprawdę pod wrażeniem i polecam każdemu, kto chce pomyśleć nad lekturą, zastanowić się, co może być motorem do podejmowania pewnych decyzji. Czym jest prawda, co łączy ją z historią, dlaczego niektórym tak bardzo zależy na ukryciu istotnych faktów, oraz jak wiele czasu zajmuje dochodzenie do konkluzji, iż nic nie jest takie, jakim się wydaje. Niewątpliwym plusem całej powieści jest mroczna otoczka; małe miasteczko, miejscowe legendy, tajemnie, swojego rodzaju fantastyczność pewnych wydarzeń, dawne wierzenia, zabobony, magiczne przekleństwa. Jeśli kogoś interesują podobne klimaty, to ta książka idealnie się mieści w takim zakresie. Czas nad nią upłynął mi niemożliwie szybko, teraz pozostaje tylko czekać na kolejną powieść pani Hawkins. Oby była jeszcze lepsza!

Za książkę ogromnie dziękuję Księgarni TaniaKsiążka, gdzie znajdziecie jeszcze mnóstwo innych bestsellerów!