1.04.2017

"Cienie" Amy Meredith

     I jest! Pierwsza recenzja w nowym roku 2017, choć książkę tę skończyłam czytać podczas Bożego Narodzenia. Otrzymałam ją (jako jedną z trzech!, wśród samych słodkości) w prezencie od Gabrysi w ramach świątecznej wymiany u Królowej Moli. Muszę przyznać, że dawno nie czytałam książki fantasy, nie wliczając w to cyklu potterowskiego. Główny motyw wampirów, wilkołaków, czy innych tak nadprzyrodzonych stworzeń już jakoś mnie nie fascynuje, jednak... Coś fantasy w sobie ma, że czasem jednak się po nie sięgnie ;). A, że pretekst - świąteczny prezent - idealny, by to zrobić... Przeczytałam i ja. Zapraszam! 



"Bez paniki (...), pomijając wysokość waszych obcasów, żadna z was nie wykazuje oznak szaleństwa".
     
      Cykle czy sagi fantasy mają to do siebie, że MUSZĄ być albo dobre, albo po prostu nie ma sensu się za nie zabierać. Gdy Czytelnik trafi na te z gatunku "lepszych", istnieje szansa, iż sięgnie po ciąg dalszy. Jeśli jednak przeczyta książkę, byleby tylko ją "odhaczyć", nie ma co liczyć na to, że będzie zainteresowany jej kontynuacją. Od razu powiem, że u mnie występuje ta druga okoliczność. Książkę przeczytałam tylko i wyłącznie dlatego, gdyż otrzymałam ją w prezencie i kiedyś zaczytywałam się w takich opowieściach. Kiedyś, czyli jak miałam jakieś szesnaście lat. Teraz mam trochę więcej i śmiało mogę stwierdzić, że już raczej nie sięgnę po coś podobnego. 

     Eve jest typową nastoletnią dziewczyną, z gatunku tych, które mają mnóstwo pieniędzy; elegancki dom, wystawne przyjęcia, luksusowe ubrania i gadżety, codzienne zakupy w najdroższych sklepach, oczywiście tych najmodniejszych, przerzucanie się wraz z koleżankami nazwami znanych marek, życie w mieście celebrytów, gdzie jedynym zmartwieniem dorastających panien jest przekroczenie wyznaczonego limitu na karcie kredytowej rodziców. Żyć nie umierać. I tak cukierkowo wyglądałaby pewnie cała akcji powieści, gdyby nie jej zawężenie, a mianowicie pojawienie się w okolicy dwóch chłopców; Mala i Luke'a. Pierwszy jest małomówny, drugi wygadany. Obaj jednak są bardzo tajemniczy i wydaje się, iż każdy z nich ukrywa coś przed resztą świata. Jak się okazuje - dokładnie tak jest...

Sam pomysł na motyw przewodni powieści, czyli demony oceniam na jak najbardziej trafiony, jednak już jego realizacja pozostawia wiele do życzenia. W pierwszej połowie powieści jest tak słodko i mdło, że aż boli głowa. Eve z przyjaciółką biegają tylko na zakupy, interesują je tylko ubrania, dobrze wyglądające stopy w sandałkach od Jimmy'ego Choo i perfekcyjnie ułożone włosy. Płytkość ich myślenia po prostu przeraża. Wiele zmienia się, gdy Eve zaczyna widywać się z Lukiem i Malem; okazuje się, że mają, pomimo różnic, tak wiele z sobą wspólnego... Nie rozumiem, jak dalej może potoczyć się akcja powieści; nie sięgnę po jej kolejne części, mimo iż czytało mi się łatwo, szybko i lekko (no ale jak można inaczej czytać opowieść o dorastających dziewczynach martwiących się oklapłymi włosami?) - chyba po prostu wyrosłam z tak młodzieżowych lektur. Temat pociągnięty zbyt pobłażliwie, by chcieć do niego powrócić. Gdyby chociaż postaci jakoś zapadały w pamięć... Ale ja już po kilku chwilach od skończenia książki, nie pamiętałam, kto jak miał na imię, oraz jaki sens wypływa z przeczytanej publikacji. Osobom lubujących się w podobnych klimatach i tym, które mają +/- 15 lat - polecam, dlaczego nie, może akurat im się spodoba, jednak ludziom, którzy od książki oczekują czegoś więcej niż tylko bycia zapychaczem czasu zdecydowanie odradzam. 

OCENIAM: -3/6!

Autor: Amy Meredith
Tytuł: Cienie
Seria/cykl: Dotyk ciemności (tom 1)
Wydawnictwo: Amber
Ilość stron: 247
Tłumaczenie: Alicja Marcinkowska 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz