1.06.2017

Postanowienie noworoczne!

     Co roku zasiadam do pisania tego postu z wielkimi ambicjami; zawsze marzę o tym, że znajdę tyle wolnego czasu, iż nie będę robić żywcem nic, tylko czytać i czytać. Rok ma przecież 365 dni; jest tyle publikacji do przeczytania, że powinno się chłonąć jedną książkę za drugą. Najśmieszniejsze jest to, że jeszcze kilka miesięcy temu dokładnie tak myślałam, łudząc się, że kompletnie nie rozumiem ludzi, którzy twierdzą, że nie czytają, bo po prostu nie mają czasu. Bo nie rozumiem. Ale już nie kompletnie. I nie mówię, że przesadzają. Bo każdy kij ma przecież dwa końce. Fakt, mam kilka postanowień na TEN rok, jednak podchodzę już do tego bez żadnego ciśnienia; nie biorę udziału (jakoś nigdy nie brałam) w żadnych wyzwaniach czytelniczych, nie ścigam się z ludźmi typu "Przeczytam 100 książek w tym roku", nie preferuję gniotów tylko dlatego, by chwalić się, iż jestem na bieżąco z głupotami w świecie dzisiejszej literatury. Bo tej niestety nie brakuje. A szkoda. Plany mam - jak uda się je zrealizować to świetnie, ale jak nie podołam - no cóż, bywa, może uda się w przyszłym roku. Bo przez minione 365 dni wiele się pozmieniało. Moje podejście do pewnych spraw również.

Wracając do zamierzeń na rok 2017, jest ich niewiele, niektóre powtarzają się z roku poprzedniego, gdzie nie udało mi się ich zrealizować; mam nadzieję, że będę się starać na tyle, by powiodło się teraz ;).

1. KLASYKA


W poprzednim roku zdołałam się porwać jedynie któryś raz z rzędu na "Wichrowe Wzgórza" i "Rozważną i romantyczną". Teraz pragnę przeczytać w końcu moją część kolekcji Kwiatowej ze Świata Książki + "Przeminęło z wiatrem", które otrzymałam na 23. urodziny. Powzięłam postanowienie, iż za tego typu literaturę będę zabierać się w weekendy, albo czas (np. urlop), gdzie mogę poświęcić go po prostu więcej na czytanie. Przekonałam się bowiem, iż takie czytanie rozdziałów z tzw. "doskoku" w przypadku klasyki nie działa. Ta literatura wymaga bardziej skupionej uwagi, zatrzymania się w pewnym momencie na chwilę dłużej. Nie bez powodu bowiem stała się klasyką.

2. ZALEGŁOŚCI


Ten problem zna chyba każdy książkoholik. Zamiast czytać to, co mamy na półkach, my wolimy zamawiać z księgarni internetowych kolejne publikacje, włóczyć się niezliczone godziny po księgarniach stacjonarnych przeglądając każdą papierową rzecz, która nam wpadnie w ręce, porównywać ceny, przeliczać rabaty; po czym i tak jedziemy na Targi Książki, by znowu się obkupić w to, czego jeszcze nie mamy (to nic, że stos nieprzeczytanych lektur w domu rośnie), by następnie łowić kolejne okazje i czytać, czytać, czytać... Akurat to, czego w danej chwili kompletnie nie planowaliśmy. Rokrocznie postanawiam, że przeczytam właśnie TO, co zalega mi na półce, bym mogła móc trzymać na niej książki i mówić, że przeczytałam wszystkie, które się tam znajdują. Bo póki co mam jeden wielki misz - masz, przez co czasem sama się w swojej biblioteczce gubię. A tak, byłoby jasne; półka: przeczytane i półka: nieprzeczytane. W całości. 

3. TOMISZCZA


To z kolei kłopot ludzi, którzy czytają wszędzie. Ja jeszcze do niedawna czytywałam z drodze do pracy, w autobusie, ale odkąd mieszkam dużo bliżej niej, nie opłaca mi się po prostu wrzucać książki do torby. Czasem jednak jadę pociągiem do domu i wtedy zawsze coś podczytuję, jednak z racji dodatkowej walizki, nie obciążam jeszcze zbytnio swojej podręcznej torby. A szkoda. Bo tyle wspaniałych tomów bym mogła rozpocząć... Plany są, by zaczytywać się w takich lekturach podobnie jak z klasyką; podczas weekendów albo chwil, gdzie będę mogła siedzieć z nosem w książce i nie wyściubiać go poza moje cztery ściany mieszkania. Najlepiej pod ciepłym kocem, z kubkiem gorącej herbaty w dłoni. Chciałabym przeczytać w tym roku chociaż dwie lektury, które zapadną mi w pamięć chociażby swoim rozmiarem, jak za dawnych lat, gdy chłonęłam najbardziej obszerną część potterowskiej sagi w jedną noc.


4. SYSTEMATYCZNOŚĆ

Boże, daj mi moc do pisania co najmniej dwóch postów w tygodniu, w mniej więcej stałych porach. Amen.

Tyle.

Wiadomo, że chciałabym mieć tych postanowień więcej, czegoś w rodzaju "Przeczytam pięć książek w tygodniu", jednak po prostu wiem, iż jest to dla mnie fizycznie niemożliwe. Nie da się, przy codziennych obowiązkach, pełnoetatowej pracy, zajęciach dodatkowych. No i oczywiście każdy potrzebuje snu, ja co najmniej 7h. Ale nie odpuszczę i przynajmniej te pół godziny dziennie poświęcać będę na moją największą pasję, bo bez niej nie byłabym tym, kim jestem dzisiaj. ;) Bo można BARDZIEJ, MOCNIEJ, WIĘCEJ. Trzeba tylko chcieć. 

A Wy? Macie jakieś książkowe postanowienia na nowy rok? Podzielcie się nimi ze mną. Chętnie poczytam! :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz