3.01.2017

"Pani Einstein" Marie Benedict

     Rzadko sięgam po literaturę zakrawającą na tę z gatunku historycznej czy opartej na prawdziwych wydarzeniach. Nie pałam chęciami czytelniczymi do biografii; zwykle myślałam, iż w tego typu książkach nie znajdę nic dla siebie. Jakże się myliłam. Nie wiem dlaczego, ale odkąd tylko opisywana dziś przeze mnie książka znalazła się w zapowiedziach, dosłownie przez skórę czułam, że prędzej czy później i tak trafi w moje ręce. I nie żałuję. Nie żałuję ani minuty spędzonej przy tej lekturze. 

A o czym mowa? Zapraszam.


"- Jesteś geniuszem, ale nie masz pojęcia o ludzkim sercu".

Zanim jeszcze sięgnęłam po "Panią Einstein", domyślałam się, że ta książka będzie taką, która nie tylko zasłużenie otrzyma moją uwagę, ale również pochłonie ją bez reszty. Historia kobiety, o której nie wspomina świat, nie może przejść niezauważenie.

Alberta Einsteina zna każdy; niesamowicie inteligentny fizyk, któremu zawdzięczamy m.in. teorię względności, ogromny wkład w dziedzinę nauk ścisłych. To zdobywca Nagrody Nobla, profesor wielu światowych uczelni, geniusz, który ciężką pracą zasłużył na wieczną pamięć. Ale czy aby na pewno? No właśnie. Jak sama autorka zaznacza: "celem (...) nie jest umniejszenie znaczenia Alberta Einsteina dla ludzkości i nauki, ale przywrócenie człowieczeństwa naukowym odkryciom". Zaręczam Wam jednak, iż po przeczytaniu owej książki, wszelkie pozytywne uczucia ku osobie pana Einsteina zaczynają się chwiać. Ale po kolei.

Bohaterką książki jest Mileva Marić - pierwsza żona Einsteina; niesamowicie mądra i inteligentna kobieta, zakochana w świecie nauki. Z powodu swojego kalectwa (uszkodzone biodro, które sprawia, iż Mileva kuleje) kobieta nie marzy o niczym innym, niż życiu w świecie wielkich umysłów. Nie wierzy, że jakiś mężczyzna mógłby spojrzeć na nią z uczuciem, wie, że prawdopodobnie nie będzie mogła mieć dzieci, jednak nie chce zostać w domu - czuje, że jest stworzona do czegoś więcej. Nie bez powodu przecież wyróżnia się na tle naukowym swoich rówieśników. Wiek XIX to nietolerancyjny czas dla kobiet, zwłaszcza na uczelniach wyższych. Mitza (bo tak nazywają Milevę bliscy), która pochodzi z Serbii, dotkliwie odczuwa ciężar bycia taką właśnie osobą, jaką po prostu jest. Nie poddaje się jednak i cierpliwie dąży do celu. Znosi uszczypliwe uwagi i brak szacunku okazywany przez mężczyzn. Wiedza jednak broni się sama i wkrótce kobieta się o tym przekonuje. Zakochuje się w niej kolega z grupy, Albert Einstein, który za wszelką cenę pragnie pozyskać jej uwagę i zainteresowanie. Mileva broni się przed tym uczuciem; ucieka przed nim nawet na semestr studiów do innego kraju, jednak przeznaczenie zawsze znajdzie drogę do spełnienia się. Albert nie ustępuje w staraniach o wybrankę, aż w końcu ona mu ulega i pozwala się porwać w oszałamiający świat nauki, mężczyzn dyskutujących o nowych teoriach, wynalazkach i eksperymentach, poszukiwań nowych materii, wyjaśniania problematycznych kwestii, opiniowania w światowych dysputach. Jednak każdy kij ma przecież dwa końce i Mileva boleśnie się o tym przekonuje. Pierwszoosobowa narracja pomaga Czytelnikowi bardziej zagłębić się w umysł tej interesującej postaci, która mogła wstrząsnąć światem nauki. Zabrakło jej jednak szczęścia i odwagi.

Świat zna Alberta Einsteina jako genialnego fizyka, który na swojej wiedzy, intelekcie i uporze zbudował sobie pomnik pamięci na zawsze. Pewne przesłanki jednak wskazują na to, iż jego pierwsza żona znacząco mu pomogła w jego dokonaniach, jednak została brutalnie pominięta, chociażby w podpisach pod słynnymi teoriami. Albert w powieści jawi się jako egoistyczny mężczyzna, myślący tylko o sobie i swojej karierze; żądny coraz bardziej napływającej popularności, kompletnie nie panuje nad swoim despotycznym zachowaniem. Obwinia Milevę o każde niepowodzenie, zarzuca jej absurdalne rzeczy, chociażby to, iż zaszła w ciążę w najmniej korzystnym dla niego okresie. Wykorzystuje ją, traktuje z lekceważeniem, nie zwracając uwagi na jej problemy oraz chęć chłonięcia nauki, powrotu do świata uniwersyteckiego, gdzie czuła się jak ryba w wodzie. Einstein nie docenia swojej żony, co jawnie jej okazuje, nie tylko twarzą w twarz, ale przy jego kolegach czy bliskich kobiety. Mileva, niesamowicie stłamszona, dopiero po rozmowie z podziwianą Marią Curie - Skłodowską zaczyna rozumieć, jak bardzo dała się omotać. Żadna kobieta nie powinna zgadzać się na takie zachowania męża, liczne zdrady, pretensje i wymówki. Nie wiem, ile w książce jest prawdy, jednak autorka nie wyssała sobie na pewno tej historii z palca. Opierała się na listach małżonków, skąd jasno wynika, iż pisywali do siebie o "ich wspólnej" pracy nad teorią względności, co daje podstawy do stwierdzenia, iż Albert nie wymyślił jej całkowicie sam. Ja również nie chcę teraz umniejszać jego dokonaniom, jednak jako mężczyzna w żaden sposób mnie nie zachwycił. Wręcz przeciwnie. Odrzuca każdym swoim słowem czy gestem. Jest zarozumiały do granic możliwości, samolubny i dwulicowy. Ale to historia Milevy, więc dalsze wnioski zostawiam do otwartej dyskusji.

"Pani Einstein" to hołd okazany kobiecie, która była geniuszem, jednak nie dane jej było zaistnieć w pełni na naukowej scenie świata. To opowieść o człowieku, który znalazł się w cieniu drugiej połowy; gdzie znalazł się w niewłaściwym czasie i w niewłaściwym miejscu. To historia, która pokazuje, iż kobiety również mają głos w wielu sprawach i że nie należy go lekceważyć; nie zawsze każda jest powołana do powszechnie uznawanej roli żony i mamy - czasem stworzona jest do bycia kobietą nauki. I taka właśnie była Mileva, choć w każdej płaszczyźnie życia odnajdywała sens i cel. Takie postaci należy podziwiać i w żadnym wypadku nie można o nich zapomnieć. 

Polecam, polecam bardzo!

OCENIAM: 5/6!

Autor: Marie Benedict
Tytuł: Pani Einstein
Wydawnictwo: Znak (Horyzont)
Ilość stron: 320
Tłumaczenie: Natalia Mętrak - Ruda

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Księgarni internetowej Taniaksiazka.pl
Polecam nowości!

*

Prawie trzy tygodnie mojej nieobecności, ale wracam, powoli wracam, cierpliwości :) ...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz