3.19.2017

"Życie po śmierci" Damien Echols

     Uwielbiam momenty, gdy na daną książkę trafię zupełnie przypadkiem, a okaże się ona naprawdę dobra. O poniżej opisywanej lekturze na pewno rzec nie można jednak, że jest "dobra". Nie można powiedzieć, że jest "bardzo dobra", albo po prostu "zła". Tego typu bowiem literatury nie da się nigdzie zaklasyfikować, po prostu tak się nie godzi. Do tej pory (a jestem już kilka miesięcy po przeczytaniu) nie mogę przejść ot tak do porządku dziennego po wydarzeniach rozgrywających się w książce. "Takie rzeczy się nie zdarzają, nie w dzisiejszych czasach", myślałam. No cóż, byłam w błędzie. Bo rzeczy, o których zaraz Wam opowiem, nie tylko zdarzyły się naprawdę, ale i zupełnie niedawno. Szok, niedowierzanie. I bolesne współczucie.


"Zło triumfuje wtedy, gdy dobrzy ludzie nie podejmują działania".
     Damien Echols, główny bohater powieści, a zarazem jej autor i narrator, już na samym wstępie zaznacza, iż niniejsza książka nie jest tą z gatunku brutalnych i krwawych opisów życia za więziennymi murami. To opis tego, co przeżył; włączając początek jego życia, staranne rozliczenie z każdym słowem czy gestem, mające na celu uświadomienie Czytelnikowi, jak okrutna sprawiedliwość, a raczej jej brak - panuje na świecie. To swoisty pamiętnik i zapis dni w ciasnej celi, ze świadomością, iż następny dzień może być tym ostatnim. 

Nigdy wcześniej nie słyszałam, jak się okazuje o "słynnej" trójce z West Memphis. Troje przyjaciół, jeszcze właściwie dzieci, znalazło się pośrednio w nieodpowiednim miejscu, w nieodpowiednim czasie. Wszyscy oskarżeni o zbrodnię, której nie popełnili, jednak tylko Echols był sądzony jako pełnoletni. Wyrok - kara śmierci. Wydawać by się mogło, że skoro mamy XXI wiek, moc adwokacką, sprawiedliwe sądy, wszelkiego kalibru pomoc skazanym, podobne rzeczy dziać mogą się jeszcze tylko w starych filmach. Nic bardziej mylnego. Kolejna rzecz, można pomyśleć: w porządku, zamordował, jest winny, niech doczeka tego samego. Ale i tu pojawia się szereg wątpliwość i brak jednoznacznych dowodów mających świadczyć o winie Damiena. I co teraz? Okazuje się, że nic. Wyrok jest wyrokiem, niewinny człowiek ma umrzeć, by dać dowód iż amerykański sąd zawsze postawi na swoim, a znajomości "na górze" odniosą sukces. Błędy policji przecież można zamieść pod dywan, a pasujące do Damiena oskarżenia, ze względu na jego przeszłość, dzieciństwo, życiorys - stanowią idealną sprawę. Po prostu. Damien nie ukrywa niczego w swojej opowieści; powoli snuje się wraz z Czytelnikiem poprzez najmłodsze lata, poprzez sam proces oskarżenia, pobyty w więzieniach, poznanie swojej żony Lorri, pomoc okazaną przez całkiem obcych ludzi, ale i znane osobistości ze świata showbiznesu, jak np. Johnny'ego Deppa czy Marylina Mansona. Dzieciństwo nie opływało w luksusy; Damien sam przyznaje, że należał do dzieci posiadających trudności. Jego czarny ubiór, słuchanie zespołów metalowych nie przysparzały mu sympatii sąsiadów. To było głównym powodem oskarżenia w czasach, gdy panicznie bano się satanistów. Gdy więc doszło do mordu na tle rytualnym, pierwszym podejrzanym automatycznie stał się Damien, wraz ze swoimi kolegami. Można odnieść wrażenie, iż autor nie okazuje żadnych emocji, pisząc każde słowo, jednak pomiędzy wierszami nietrudno się domyślić, jak bardzo boli go świadomość, iż padł ofiarą bezdusznego systemu. Policjant, który uwziął się na niego, nie odpuszczał do końca, więc walka była tym cięższa. Na szczęście Echols miał wokół siebie osoby, którym na nim zależało, i wciąż zależy, przez co nie oszalał zaszczuty niesłusznymi oskarżeniami w amerykańskim więzieniu. 
"Dla stada nie ma rzeczy zbyt banalnych. Nijakich ludzi ciągnie do nijakości".
Jeśli spodziewacie się krwawych opisów więziennej rzeczywistości, to niestety muszę Was wyprowadzić z błędu; niczego takiego tu nie ma. Jest jednak ból, rozczarowanie, niepewność, niemożliwe oczekiwanie na to, co nieuniknione. Jest ogromna walka o prawdę, o udowodnienie kłamstw i niewinności bezbronnego człowieka. Są ogromne pieniądze, za którymi kryje się wyjście z niejednej sytuacji; biedny Echols bowiem nie mógł liczyć na porządną obronę za wszelką cenę - dopiero przy pomocy obecnej żony, jej determinacji, zaangażowaniu i wierze w słuszne działanie, nagłośnieniu sprawy, pociągnięciu za sobą zainteresowania mediów, gwiazd znanych ze szklanego ekranu - udało się mu zobaczyć w końcu słońce. Nie zdradzę kompletnego zakończenia, bo mimo, iż jest jasne ze względu na tytuł historii - nie jest do końca takim, jakim się może wydawać. Ostatnie strony to aneksy do sprawy; Damien wyszedł na wolność w 2011 roku, zaledwie 6 lat temu. 

"Życie po śmierci" to swoisty zapis przeżyć człowieka przebywającego w więzieniu; któremu najbardziej brakowało zieleni trawy czy promieni słońca. Który był pomiatany przez strażników i innych współwięźniów, nierozumiany przez świat, niewysłuchany przez nikogo. Gdyby nie ludzie, którzy postawili wiele na jedną kartę, byleby tylko Damien mógł wyjść na wolność - on pewnie nadal oglądałby tylko cztery ściany celi. To opowieść o bezdusznej niesprawiedliwości, nieustannym czekaniu w trwodze na kolejny dzień, lękach, strachu towarzyszących na każdym kroku, braku zwykłej codzienności, której my tak często nie doceniamy. To pamiętnik, obok którego nie można, NIE WOLNO przejść obojętnie. 

Polecam, bo warto znać tę pozycję wydawniczą, jednak nie oceniam, gdyż takich rzeczy ocenić się po prostu nie da.

Autor: Damien Echols
Tytuł: Życie po śmierci
Wydawnictwo: Znak Literanova
Ilość stron: 496
Tłumaczenie: Maciej Prusator

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz