5.13.2017

"Przeznaczenie Violet i Luke'a" Jessica Sorensen



Autor: Jessica Sorensen
Tytuł: Przeznaczenie Violet i Luke'a
Seria/cykl: THE COINCIDENCE (tom 3)
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Ilość stron: 368
Tłumaczenie: Ewa Helińska

"Rozdarta pomiędzy obawą, że i tak kogoś zranię, a ciągłym bólem w środku, postanowiłam przestać cokolwiek czuć. Wyłączę to. Zamknę. Sama wzbudzę w sobie obojętność. Z początku było trudno, zwłaszcza nocą, kiedy mój mózg upierał się, by wszystko pamiętać".

Mam ostatnio szczęście do dobrych książek; do lektur, które zostawiają moje serce w strzępach - rozdarte, potłuczone, połamane w drobny mak. Uwielbiam ten stan, gdy w momencie odłożenia książki na półkę mam chaos w głowie, mówiący: dlaczego to już koniec? Ja chcę więcej! Więcej i więcej. Nie wiem czym to idzie, chyba lubię rozklejać się nad papierem, aż za bardzo wczuwając się w role głównych bohaterów. Razem z nimi przeżywam, cierpię, przyjmuję zewnętrzne ciosy, ale i śmieję się, kibicuję postaciom, zastanawiam się, co ja bym uczyniła w danej sytuacji. Sięgając po publikację autorstwa pani Sorensen - miałam to szczęście, że wiedziałam, czego się spodziewać. W końcu to już trzecia część jednej z moich ulubionych młodzieżowych serii, która wyciska serducho jak cytrynę, nie patyczkując się z niczym. Jeśli chcesz się przy tej lekturze odprężyć - natychmiast ją odłóż. Lecz może oczekujesz tego, czego oczekuję ja biorąc emocjonalny rollercoaster do ręki: wrażeń, sprzecznych uczuć, wielkiego bum! spadającego na głowę z prędkością błyskawicy. I właśnie dla takiego odbiorcy jest pani Jessica Sorensen.

W pierwszych dwóch częściach serii bliżej poznaliśmy Callie i Kaydena; ich historię, przeszłość, która swoje odzwierciedlenie miała w teraźniejszości, ból i cierpienie, z jakim musieli się zmierzyć ci młodzi ludzie, wkraczający w dorosłość. W trzecim tomie cyklu "The Coincidence" akcja toczy się wokół Violet - współlokatorki Callie, i Luke'a - najlepszego przyjaciela Kaydena. Bohaterowie pozornie znani z "Przypadków Callie i Kaydena" oraz "Ocalenia Callie i Kaydena", tak naprawdę teraz mają okazję dojść do głosu, opowiadając swoją historię, jedyną i niepowtarzalną, która momentalnie chwyta za serce. Autorka wciąż udowadnia, że miejsce na podium dotyczącego gatunku New Adult/young adult jest niezaprzeczalnie jej. Violet i Luke to bowiem kolejna para pełna sprzeczności, brutalnych myśli, toksycznej i uzależniającej przeszłości wlokącej się wciąż za nimi, gdzie nic nie jest oczywiste i pewne. 

 "(...) ja nie chcę aby ani on, ani ktokolwiek inny mnie poznał. To strata czasu. W końcu i tak mnie zostawi. Jak wszyscy".

Akcja powieści, podobnie jak w poprzednich tomach, toczy się z dwóch punktów widzenia; poznajemy myśli samej Violet oraz Luke'a. I nie są to myśli czy odczucia przyjemne. Oj, do przyjemności w tej książce daleko. Przesycona jest za to bólem, cierpieniem, wciąż na nowo otwierającymi się ranami z przeszłości, ucieczką od tragicznych wspomnień, próbą zapomnienia o ogromie nieszczęścia, które ukształtowało dwójkę bohaterów. Każde z nich jest inne, jednak łączy ich jedno: emocjonalna obojętność, pod której fasadami pragną ukryć swoje prawdziwe oblicza. 

 O Violet wiemy (z poprzednich części), że jest panną lekkich obyczajów. Luke to natomiast swawolny chłoptaś, który oprócz bycia gwiazdą futbolu, uwielbia pić na umór i w amoku zaliczać kolejne dziewczyny, nie zważając na konsekwencje. Dopiero, gdy poznajemy bliżej owe postaci, możemy dojść do wniosku, jak niewiele trzeba, by rzucać fałszywe oskarżenia, jak łatwo łata raz przypięta może zranić do granic oraz że nigdy nie należy ufać pozorom. Violet skrywa tajemnicę; rany z dzieciństwa wciąż się nie zabliźniły, bolesne wspomnienia wciąż nawiedzają ją w snach, utrata najbliższych osób nadal ma swoje odbicie w podejmowanych przez dziewczynę decyzjach. Odrzucona, błąkająca się z kąta w kąt, nareszcie znajduje ukojenie w handlu narkotykami. Luke pragnie zapomnieć. Pragnie zapomnieć o toksycznej relacji z mamą, która wykańczała go psychicznie od najmłodszych lat. Pragnie zapomnieć o samobójczej śmierci siostry, o ojcu, którego nigdy nie było, o negatywnych uczuciach, które w nim wzbierają. Gdy spotyka Violet, jeszcze się nie spodziewa, że to zderzenie z górą lodową, mające nieodwracalne skutki. Czy MIŁOŚĆ zawsze musi być piękna i czysta? Niekoniecznie. Uczucie to może być przepełnione bólem, rozterkami przy podejmowaniu decyzji, toksycznością, spod kontroli której bardzo ciężko się uwolnić, brudem postępowania. MIŁOŚĆ to nierzadko brak hamulców, żałowanie podjętych postanowień, nieustanna walka serca z rozumem, pożądanie, docieranie do kolejnych granic. Relacja Violet i Luke'a to ciągła sprzeczność, przyciąganie się i odpychanie dwóch na pozór tak różnych biegunów, rozstania i powroty, wspólne dzielenie bólu, odnajdywanie ukojenia w podobnym widzeniu świata, pocieszanie, iż "jutro będzie lepiej". Violet i Luke to okaleczone przez życie jednostki, które wcześniej wpuszczone w dorosłość, muszą sobie z nią jakoś radzić. Wydawać się może, że książek o podobnej tematyce jest wiele, jednak nie sposób odmówić autorce wyjątkowości przedstawiania zdarzeń i unikalnego kreowania bohaterów. Są oni bowiem tak wyraźni, tak ludzcy, tak pełni bólu, że aż nie sposób tego wyrazić. Ich historia ściska serce, porusza najczulsze struny uczuć. Nieobcy jest im sarkazm, ironia, cyniczna ucieczka od świata, który tylko ich rani, jedyne wyjście znajdują w obojętności, która staje się ich drugim "ja". 

Jak wiele jest w stanie znieść człowiek, byleby tylko uwolnić się od traumatycznej przeszłości, która codziennie zatruwa mu życie? W jaki poziom stagnacji można popaść, żeby tylko nie czuć nic, co mogłoby wprowadzić jakąkolwiek zmianę? Jak nisko można upaść, by chwycić wyciągniętą dłoń, która wyciągnie na powierzchnię? Jak dużo można wybaczyć najbliższej osobie? Jak zapomnieć o ogromnej krzywdzie, której się doświadczyło? Jak ponownie zaufać bez lęku, że ponownie się zostanie zranionym? I czy czas na pewno leczy rany? No właśnie. 

Niektórzy powiedzą, że ta książka jest przesadzona, że autorka wyzbierała wszelkie nieszczęścia świata i włożyła je w karty swoich powieści. Ja uważam, że takie historie są potrzebne; nigdy nie wiemy, co kryje się w środku drugiego człowieka, co przeżył, z jakimi wspomnieniami musi się zmagać, co spędza mu sen z powiek, ile wycierpiał, by znaleźć się w danym miejscu. Nie należy oceniać nikogo po pozorach, bo te lubią mylić i wprowadzać w krzywdzący błąd. Moje serce niezaprzeczalnie należy do pani Sorensen, nie mogę się doczekać sięgnięcia po kolejną część z serii, i choć wiem, że będę się zbierać po lekturze z części, na jakie mnie połamie, to warto. Polecam całą sobą. 


 *

Jak możecie zauważyć, na blogu pojawiły się drobne zmiany w pisaniu recenzji - przestałam oceniać. Uznałam, że nigdy nie byłoby to sprawiedliwe, porównywanie gatunków nie wychodzi mi na dobre. Po prostu będę polecać lub nie daną książkę. I wciąż zapewniam, że czytam Wasze blogi, mimo, że nie zawsze się na nich udzielam. 

:) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz