6.24.2017

"Pocałunek na pożegnanie" Tasmina Perry



Autor: Tasmina Perry
Tytuł oryginału: The last kiss goodbye
Wydawnictwo: Kobiece
Ilość stron: 488
Tłumaczenie: Małgorzata Bortnowska

"MIŁOŚĆ nie polega na tym, że serce ci trzepocze na widok obiektu twego uczucia, ani na tym, że rozmowa z ukochaną sprawia, że czujesz się żywy, ani na tym, że jej nieobecność sprawia, że rozpaczasz z tęsknoty. Nie. Prawdziwa MIŁOŚĆ to po prostu pragnienie, by ta osoba była szczęśliwa, bez względu na to, ile cię to będzie kosztowało".

Ileż może zmienić jedna fotografia...


Abby Gordon to archiwistka, przygotowująca wystawę "Wielcy brytyjscy odkrywcy" dla Królewskiego Instytutu Kartograficznego. Dysponuje sporą liczbą zdjęć, jednak jedno szczególnie zapada jej w pamięć. Fotografia przedstawiająca żegnającą się parę, z dopiskiem "Peru, Amazonia, 1961 rok" wywołuje lawinę późniejszych wydarzeń...

Dawno nie czytałam powieści obyczajowej, z motywami romansu czy historii; w tej najpierw urzekła mnie cudownie klimatyczna okładka, od której nie sposób oderwać wzorku. A gdy poznałam treść... Zauroczył mnie lekki styl autorki, która posiada niebywałą zdolność do hipnotyzowania Czytelnika swoim przekazem. "Pocałunek na pożegnanie" to dwie płaszczyzny czasowe, jedna obecna, druga przedstawiająca akcję sprzed 50 lat. Dwie kobiety, dwie silne osobowości, które, jak się okazuje, połączy jedno zdjęcie... 

"Oddaję ci serce na zawsze".

Czasy współczesne to Abby, jej praca w muzeum i zaangażowanie w wystawę, której oddaje się bez reszty, próbując uciec od zdrady męża i planowanego rozwodu. Znajdując zdjęcie zakochanej pary, żegnającej się przed wyprawą mężczyzny ze zdjęcia na wyprawę w dżunglę Amazonii - Abby postanawia podrążyć temat, by znaleźć odpowiedź na dręczące ją pytania, ale i pomóc przeczekać ból złamanego serca. Czasy z lat sześćdziesiątych to Rosamund i Dominic. Ona to zagorzała aktywistka, dziennikarka, walcząca ze złem całego świata, niebojąca się własnego twardego zdania. On - dziennikarz, redaktor popularnego czasopisma, podróżnik, bywalec salonów, światowiec, skrywający kilka tajemnic. Rosamund i Dominic zakochują się w sobie do szaleństwa, poświęcając sobie każdą wolną chwilę. Do momentu, gdy on postanawia wyruszyć samotnie do Amazonii...

Wyciągnięta fotografia z przeszłości łączy Abby i Rosamund, które wspomagając się wzajemnie, próbują osiągnąć jeden wytyczony cel: dowiedzieć się, co stało się z zakochanym mężczyzną ze zdjęcia - po wkroczeniu do dżungli. Telefony, wywiady, szukanie informacji, research dawnych lat - każdy element układanki jest ważny, a Ros w końcu zaczynają otwierać się oczy.

Zwykle nie lubię, gdy w powieściach panuje podział na "kiedyś" i "teraz", jednak tutaj nie wyobrażam sobie, by został pominięty ten zabieg. Z jednej strony Czytelnik poznaje historię Abby, jej kontakty z przyjaciółkami, trudną sytuację małżeńską, gdzie sprawa opiera się o rozwód, jednak serce podpowiada coś innego. Niesamowicie ciężko wybaczyć zdradę, nie tylko fizyczną, ale i tę emocjonalną, która chyba boli bardziej. Abby, starając się uwolnić od rozmyślań o życiu osobistym, namiętnie angażuje się w wyjaśnienie zagadki sprzed 50 lat, dochodząc do kojących wniosków. Z drugiej perspektywy mamy Rosamund - kiedyś młodą, pewną siebie kobietę, ostro stawiającą na swoim, walczącą o swoje przekonania i ideały, zakochaną bez pamięci, teraz już starszą kobietę, która żyje wspomnieniami z dawnych lat. Emocje targające głównymi bohaterami powieściami mają ogromny wpływ na Czytelnika, który nie może się doczekać finału, który okazuje się... Mocno zaskakujący. Wywierający wrażenie. Dający nadzieję. Wyraźnie skonstruowane postaci, które są bardzo ludzkie, ze skazami, gdyż jak wiadomo, ideałów nie ma. Mamy tu rozpacz, smutek, rozczarowanie, ale i pewność siebie, upór i przywiązanie, jakiego można tylko pozazdrościć. Dodajmy do tego podróże, zalążek historii lat sześćdziesiątych, ważne wydarzenia z tamtego okresu, fabułę wciągającą niczym dobry kryminał i mamy bestseller. Autorka bardzo niebanalnie skonstruowała swoją powieść, dając Czytelnikowi to, czego najbardziej oczekuje. Polecam serdecznie, nie tylko kobietom! ;)

*

Za książkę bardzo dziękuję Księgarni TaniaKsiążka, gdzie znajdziecie również mnóstwo innych książek dla kobiet.

6.18.2017

"Confess" Colleen Hoover



Autor: Colleen Hoover
Tytuł: Confess
Wydawnictwo: Otwarte
Ilość stron: 304
Tłumaczenie: Matylda Biernacka

"Czasami, żeby ocalić jakiś związek, musisz go najpierw poświęcić".

Oto pani Hoover w całej swojej krasie.

Autorka ta szczyci się nie lada popularnością; szturmem podbiła serca czytelników na całym świecie swoim mistrzowskim piórem w gatunkach New Adult i Young Adult. Jak nikt umie ona pisać o emocjach targających głównych bohaterów swoich powieści; kruszyć skały oporów nawet tych najzagorzalszych krytyków. Ja pokochałam ją za powieść "Maybe Someday", którą uwiodła mnie w całości; począwszy od fabuły, poprzez motyw obyczajowy, po MIŁOŚĆ - długo nie mogłam dojść do siebie po zakończeniu owej lektury. Później owszem, wpadały mi w ręce inne książki pani Hoover, w tym jedna napisana wspólnie z Tarryn Fisher (którą też bardzo lubię!), jednak wolę jak każda z nich pisze swoje powieści osobno, a duet niech sobie raczej odpuszczą ;). Wracając do Colleen - żadna z innych książek nie wywarła na mnie takiego wrażenia jak właśnie "Maybe Someday". DO TERAZ...

"Confess" to jej autorski szczyt. Wizytówka. Swoisty hymn. Powieść, po której nie można spokojnie zasnąć. Lektura, która wywołuje łzy już samym prologiem. Nie wspominając o części dalszej. Coś niemożliwego, pięknego, wzruszającego i dającego nadzieję. Chcę więcej!

"Zawsze będę cię kochał. Nawet jeśli już nie będę mógł".

Auburn Reed ma w pewien sposób zaplanowaną przyszłość od szesnastego roku życia. Powinna twardo stanąć na ziemi, spojrzeć z odwagą w przyszłość, nie bać się tego, co szykuje dla niej los. Oraz, bardziej przyziemnie - musi koniecznie zdobyć pieniądze. By osiągnąć zamierzony cel, co wydaje się cholernie trudne w jej sytuacji. Owen Gantry - to dwudziestojednoletni malarz, artysta, wystawiający swoje dzieła tylko raz w miesiącu, skrywający bolesny sekret z przeszłości, z którym do tej pory ciężko mu się uporać. Jak ta dwójka młodych ludzi może pomóc sobie nawzajem? No właśnie. Parzące tajemnice, niedopowiedzenia, ale i przeznaczenie, to tylko niektóre z wykładników, mających wpływ na ową parę. 

Tak jak wspomniałam wcześniej, wzruszenie wywołuje już sam prolog. Autorka nie oszczędza Czytelnika; funduje mu rollercoaster emocji już na samym wstępie przedstawianej historii. Auburn i Owen zostali wykreowani tak wyraziście, iż nie sposób nie utożsamić się z nimi w jak najmocniejszym tego słowa znaczeniu. Ona - zraniona przez życie, walcząca o lepsze jutro, skryta i wycofana, marząca o szczęściu, którego tak bardzo jej zabrakło. On - naznaczony przez przeszłość i tragiczne wydarzenia, ukojenia szuka w malarstwie; z otrzymanych od anonimowych ludzi wyznań - tworzy obrazy, z których się utrzymuje. Każdy element farby i płótna to dla niego swojego rodzaju odkupienie, dzięki któremu codziennie stawia nowy krok. Emocje aż kipią; do tej pory nie wiem, w czym upatrywać fenomenu autorki pod tym względem. Jak nikt umie ona poruszyć nawet najtwardsze serca; mało tego! Zniszczyć je, zgnieść, pogruchotać na drobne kawałki. Po lekturze jej książek nic już nie wydaje się takie samo. Ogrom uczuć i sprzecznych wrażeń nakłada się na siebie, tworząc nieprzejednaną mieszaninę. Jest tu strach, odwaga, ból, cierpienie, łzy, bezsilność, MIŁOŚĆ, wiara, nadzieja, sprawiedliwość, złość, bunt... I długo by wymieniać co jeszcze. Jest tu po prostu WSZYSTKO. Książkę pochłania się jednym tchem, a apetyt na więcej wciąż rośnie. Chciałabym móc poznać dalsze losy Auburn i Owena, bo ta historia zasługuje na ciąg dalszy, zdecydowanie. 

Nie sposób przejść obojętnie również obok samego pomysłu autorki na książkę. W "Maybe Someday" mieliśmy, oprócz walorów tych czytelniczych, również inne, muzyczne. W "Confess" mamy obrazy brytyjskiego malarza, które w lekturze są własnością Owena. Każdy obraz posiada wyznanie, na podstawie którego został namalowany, a jak zapewnia sama autorka: każde wyznanie jest prawdziwe. Bardzo udany zabieg, dodający wiarygodności, oraz poczuciu utożsamiania się nie tylko z bohaterami powieści, ale i z każdą osobą, która odważyła się dane wyznanie napisać. Ja jestem zachwycona tą książką pod każdym względem: fabuły, okładki (która jest fenomenalna!), kreacji postaci, obrazów, zamieszczonych wewnątrz, emocji, które towarzyszą od pierwszej do ostatniej strony. Coś niesamowitego, ileż reakcji może wywołać jedna książka. 

Oto pani Hoover, na którą czekałam. I której wciąż oczekuję.

POLECAM. POLECAM. POLECAM.

W Polsce książka ta dostępna jest także w drugiej wersji okładkowej (choć moim skromnym zdaniem ta biała jest dużo lepsza):


A oto dwa obrazy, które znajdują się w historii, jest ich więcej...


Ta książka niekwestionowanie dołącza do grona moich najulubieńszych ;)!


A za możliwość jej przeczytania ogromnie dziękuję Księgarni TaniaKsiążka, gdzie znajdziecie mnóstwo innych bestsellerów.

6.16.2017

"Tysiąc pięter" Katharine McGee



Autor: Katharine McGee
Seria/cykl: Tysiąc pięter (tom 1)
Wydawnictwo: Otwarte (Moondrive)
Ilość stron: 416
Tłumaczenie: Mariusz Gądek

"Czuła, jak wewnątrz niej coś się łamie i rozpada. Może była to jej głupia, uparta duma. A może jej serce".

Rzadko sięgam po książki reklamowane jako te z gatunku science fiction; nigdy nie interesowała mnie nowoczesna, technologiczna przyszłość. Czasem jednak mi się zdarzy, tak jak było w przypadku pani Ahern i jej "Skazy", oraz właśnie teraz, przy głośnej książce od Moondrive: "Tysiąc pięter". Chwytliwe hasło, że im wyżej jesteś, tym niżej możesz upaść, porównanie do uwielbianego przeze mnie serialu "Gossip girl", wizja luksusowego świata bogaczy za sto lat... I tak oto w moich rękach znalazła się owa historia. Historia na pozór banalna, jednak skrywająca głębsze dno. A właściwie kilka...

Avery. Leda. Eris. Rylin. Watt.

Pięcioro głównych bohaterów powieści; poznajemy punkt widzenia każdego z nich.  Dzieli ich sporo, łączy równie wiele, w tym jedna i najważniejsza rzecz: WIEŻA.

Wieża to tytułowe tysiąc pięter, gdzie toczy się życie Nowego Jorku. Elita mieszka najwyżej; biedota najniżej, podział jest prosty. Wieża zawiera w sobie wszelkie potrzebne rzeczy; są tu szkoły, place zabaw, wykreowane hologramowo parki, zalewy wodne, ścieżki spacerowe, ludzi podwożą nie taksówki a hovery, każdy element egzystencji jest tu skomputeryzowany. Do mieszkania wpuszczają specjalne boty, które przeprowadzają od razu skan ciała, w celu aktualizacji np. jego wagi, kluczem do pokoju jest potwierdzenie danych z siatkówki oka, co bogatsi posiadają soczewki kontaktowe, których używają zamiast telefonów komórkowych. Wystarczy napisać "flika" i kiwnięciem głowy wysłać go w świat. Operacje plastyczne są na porządku dziennym, można ustawić sobie każdy element mieszkania w taki sposób, by kontrolować to co się chce, na bieżąco. Np. ilość spożywanych kalorii, gdzie ich przekroczenie powoduje zamknięcie lodówki; alkohole na imprezach podawane są w wielkich bąbelkowych kulach, z których każdy może swobodnie się napić, ubrań nie trzeba mierzyć, gdyż specjalne maszyny robią wizualizację 4D dostosowaną do indywidualnych potrzeb klienta, komputerowo zdejmując z niego miarę w chwili przekroczenia przez niego progu sklepu. Gdy Czytelnik zaczyna pochłaniać z coraz większym zapałem nowości technologiczne, w które wyposażony jest świat z 2118 roku, zaczyna się łapać za głowę, jak bardzo możliwie logicznie to brzmi. Niemożliwa kontrola maszyn, otaczających nas z każdej strony jest miażdżąca. 

Wieża to również naturalny świat naszych postaci. Avery - zaprojektowanej genetycznie dziewczyny, której widok zapiera dech w piersiach, jest bowiem idealnie piękna, bez najdrobniejszej skazy; Ledy - przyjaciółki Avery, zakochanej beznadziejnie w jej bracie Atlasie, uzależnionej od narkotyków; Eris - dziewczyny z niższego piętra, której w jednym momencie rozsypuje się świat; Rylin - biednej, wychowującej siostrę nastolatki, która, by przetrwać, musi podejmować ciężkie decyzje; Watta - jedynego chłopca w tym zestawieniu, który nie rozstaje się z Nadią, swoją zmechanizowaną przyjaciółką. Każda z tych głównych postaci skrywa potężny sekret, drżąc o to, by nigdy nie ujrzał on światła dziennego. W kompilacji w innymi bohaterami tej futurystycznej historii - powstaje nam konkretna mieszanka wybuchowa. Już sam prolog wbija w fotel; kompletnie nie spodziewałam się czegoś takiego. Każda strona jest później tylko coraz bardziej gorączkowym dochodzeniem do finału. Finału, który i tak zaostrza apetytu na więcej, już wiem, że nie mogę się doczekać kolejnej części serii. 

Wydawać by się mogło, iż "Tysiąc pięter" to kolejna w swoim gatunku powieść młodzieżowa, płytka i niezbyt wymagająca. No bo o czym może być książka, której motywem przewodnim jest przepych, ekskluzywność, nowoczesność, bogactwo i problemy młodych ludzi? No właśnie. Nic bardziej mylnego. Pomimo młodego wieku bohaterów, są oni wykreowani bardzo wyraziście, widać, że autorka miała "mocną kreskę" przy tworzeniu postaci. Każda z nich jest inna, złożona, wyróżniająca się na podanym tle. Wszyscy, mimo życia w Wieży, która w założeniu nie powinna przysparzać żadnych problemów - posiadają swoje rozterki, kłopoty, z którymi się na co dzień zmagają. Mimo skomputeryzowanego świata, to wciąż ludzie z krwi i kości, uciekający przed przeszłością, walczący z teraźniejszością, bojący się przyszłości. Nie powiem, pierwsze kilkadziesiąt stron nie robiło na mnie wrażenia, wręcz wiało nudą. Jednak później... Dosłownie nie mogłam się oderwać, na moich policzkach kwitły rumieńce zaciekawienia i przeżywanych wraz z bohaterami emocji, kibicowanie podejmowanym przez nich dobrym decyzjom, piętnowanie tych niewłaściwych, ciągle wprowadzane elementy zaskoczenia i zwroty akcji... Aż do końca, gdzie w momencie skończenia czytania książki, usiadłam z uczuciem: ALE JAK TO? JUŻ? Jezu, gdzie jest kolejna część? Co będzie dalej? Przecież to nie mogło się po prostu tak skończyć!

Autorka bardzo zgrabnie wykreowała spójną wizję przyszłości, łącząc futuryzm, science fiction z młodzieżówką, obok której nie sposób przejść obojętnie. Podstępy, intrygi, tajemnice - zaczynają stanowić rysy na pozornie idealnej tafli szkła, jaką ma być Wieża i życie w niej. Postaci wzbudzają wiele uczuć u Czytelnika, mącąc mu w głowie swoim zachowaniem. Jak wspomniałam wcześniej to: idealna Avery, która wzbudza zazdrość u innych ludzi, nieszczęśliwie zakochana w chłopaku, do którego nie powinna żywić takich uczuć. Mściwa Leda, która idąc po trupach do celu, zawsze dostaje to, czego chce. Wyrazista Eris, zraniona przez najbliższych, zmuszona do degradacji z wyższych sfer na 130 piętro. Uboga Rylin, podejmująca decyzje chroniące jej siostrę. Watt - geniusz haker, który odkrywa przypadkiem to, czego nigdy miał się nie dowiedzieć. Dodajmy do tego poczciwego Corda (jestem nim totalnie zauroczona!), wrednego Brice'a, twardo stąpającą po ziemi Mariel i... Mamy dobrą powieść. Nawet bardzo dobrą. Bo to nie tylko ckliwa historyjka o podziale społecznym. To opowieść o tym, że nawet największe pieniądze nie są w stanie zapewnić MIŁOŚCI, przyjaźni, czy jakichkolwiek innych wartości; bowiem nie da się kupić wszystkiego. To opowieść o tym, iż w jednej chwili z wyżyn można znaleźć się na najniższym szczeblu, nigdy nie wolno zapominać, że jest się tylko (a może i AŻ) człowiekiem. To opowieść o tym, jak sekrety i tajemnice mogą niszczyć życie, odbierając z niego to, co najcenniejsze, jak intrygi i negatywne uczucia mącą, mieszają, burząc budowane konstrukcje swoimi konsekwencjami. To w końcu opowieść o tym, iż żadna podjęta decyzja nie przechodzi bez echa, a z każdej sytuacji jest wyjście. ZAWSZE JEST WYJŚCIE. Nieważne, czy mieszkasz na tysięcznym czy setnym piętrze. 

Polecam. I czekam na kolejną część.

Za książkę ogromnie dziękuję Księgarni TaniaKsiążka, gdzie znajdziecie również inne bestsellery.   

6.15.2017

"Quidditch przez wieki" J. K. Rowling (Kenneworthy Whisp)



Autor: J. K. Rowling (K. Whisp)
Tytuł: Quidditch przez wieki
Seria/cykl: Harry Potter
Wydawnictwo: Media Rodzina
Ilość stron: 144
Tłumaczenie: Andrzej Polkowski


Gdy tylko przeczytałam "Baśnie Barda Beedle'a" - od razu wiedziałam, iż prędzej czy później sięgnę po kolejne magiczne bonusy z serii o Harrym Potterze. Okazja nadarzyła się prędko, gdyż przyjaciel Darcy'ego dysponował akurat i powyższą książką, jak i "Fantastycznymi zwierzętami..." (o których innym razem), zatem co było do przewidzenia: trafiły idealnie w moje chciwe łapki. I muszę przyznać, iż ponownie (co chyba nie jest żadnym odkryciem) jestem zauroczona. Media Rodzina: strzał w dziesiątkę! ;)

Przyznam się od razu: owszem, jestem fanką całej sagi, jednak nigdy specjalnego wrażenia nie robił na mnie Quidditch. Ot, dyscyplina sportowa; zrozumiałe, że autorka musiała wynaleźć coś innego, magicznego, nieznanego dotąd w normalnym, mugolskim świecie. Do tej pory jestem pod wrażeniem ogromnej wyobraźni pani Rowling; to jest wręcz coś niemożliwego - każdy detal w całej historii jest dopracowany, doszlifowany, dopieszczony pod wszelkimi względami. Podobnie jest z każdą książeczką dodaną do serii. Twarda okładka, dość spora czcionka, no i najważniejsze: zawartość. W "Quidditchu przez wieki" mamy podane na tacy WSZYSTKIE najważniejsze informacje (a właściwie wszelkie informacje) na temat tej magicznej gry. Dowiadujemy się skąd to się wzięło, jak Quidditch ewoluował przez całe lata; jakie zmiany następowały w grze, jej wymiarze, wyglądzie piłek, zasadach i regułach. Czytelnik może prześledzić historię tego magicznego sportu, zobaczyć, jakie miotły były sprzedawane, a jakie są obecnie na topie, poznać każdą quidditchową drużynę, jej symbole oraz cechy charakterystyczne. Jeśli czytając którąkolwiek z części o Harrym Potterze czułaś/czułeś coś w rodzaju niedopowiedzenia, braku wyjaśnienia czegoś związanego z Quidditchem - ta maleńka książka rozwiewa wszelkie wątpliwości. Gra czarodziejów zostaje tutaj rozebrana na części pierwsze, rozpracowana od podstaw do obecnego jej wyglądu. Do tego dołóżmy kilka ilustracji... I mamy kolejny gotowy przepis na sukces.

I niech sobie mówią, że Rowling pisze pod wpływem popularności, że wykorzystuje okazję, że robi co może, by być wciąż na fali, że Potter to studnia bez dna... Ona robi to świetnie, genialnie! Każda z książeczek to cudowna perełka do kolekcji dla każdego fana Harry'ego Pottera, bez dwóch zdań. 

Już nie mogę się doczekać napisania kilku zdań o "Fantastycznych zwierzętach..." - teraz w końcu mogę obejrzeć film, bo tak, wciąż kieruję zasadą, iż nie oglądam nic stworzonego na podstawie książki, dopóki nie zapoznam się najpierw z pierwowzorem ;).

O tym już się tutaj ukazało:



A o tym już niedługo...



Zakochałam się w tych nowych wydaniach; postawione obok siebie wyglądają cudownie. Co myślicie o takich DODATKACH? Warto, nie warto? Dobry pomysł czy jednak reklamowy chwyt? ;)

6.13.2017

"Zapisane w wodzie" Paula Hawkins



Autor: Paula Hawkins
Wydawnictwo: Świat Książki
Ilość stron: 368
Tłumaczenie: Jan Kraśko

"Nie pamiętam tego, co chcę pamiętać, a to, o czym chcę zapomnieć, wciąż do mnie wraca".

Ta książka jest idealnym przykładem dawania drugiej szansy. Po prostu. 

Gdy wszędzie słyszałam zachwyty nad "Dziewczyną z pociągu" zastanawiałam się, co ze mną jest nie tak... Poważnie. Kompletnie nie porwał mnie debiut Pauli Hawkins. Mało tego; uznałam tę książkę za lekką stratę czasu, nie pojmowałam, jak Stephen King mógł wystawić jej aż tak dobra rekomendację. Publikacja owa miała tak rozdmuchaną kampanię reklamową, że obawiałam się, iż niedługo wręcz wyskoczy mi z lodówki, zwolennicy mnożyli się jak grzyby po deszczu, a ja - zagubiona, z odmiennym zdaniem, przyglądałam się temu z boku i z niecierpliwością czekałam na kolejne słowo od autorki. Żeby zobaczyć, czy to jej styl, pomysły, czy może jeszcze coś innego miało taki, a nie inny wpływ na moją opinię o "Dziewczynie z pociągu". I udało się. W moich rękach oto znalazło się "Zapisane w wodzie". I mogę teraz śmiało przyznać, iż to chyba tematyka poprzedniej lektury, jej specyfika nie odnalazła we mnie swojego sprzymierzeńca. Gdyż obecna książka robi wrażenie. Oj, robi.

Od pierwszych stron zaczyna nas otaczać aura tajemniczości. Mrok, sekrety, symbolika wody, jako mętnego źródła wszelkich problemów. I ani się obejrzysz, a jesteś w połowie ponurej historii, od której nie sposób się oderwać.

Dwie siostry. Jules i Nel. Niby łączą je więzy krwi, a jednak tak naprawdę dzieli WSZYSTKO. Jules pragnie nigdy nie wracać do rodzinnego miasta; z dzieciństwa ma jedynie złe wspomnienia, trauma, którą do tej pory przeżywa, nie pozwala jej normalnie funkcjonować. Chce żyć po swojemu, z dala od przeszłości, o której pomimo usilnych prób - nie da się zapomnieć. Nel to kompletne przeciwieństwo siostry. Ona nie ma powodów do ucieczki od dawnych spraw; wręcz przeciwnie. Lubi się zagłębiać w rodzinne tragedie, czytać i pisać o historii miasta, fascynuje ją woda w każdej postaci - zwłaszcza słynne Topielisko, gdzie od lat spoczywają ciała "problemowych" kobiet. Nel pragnie dowiedzieć się, gdzie leży prawda, co było, i co jest nadal powodem skrywania dawnych tajemnic, dlaczego rzeka jest odpowiedzią na tak wiele pytań... 

Gdy Jules dostaje wiadomość, iż Nel utonęła w wyniku samobójstwa, musi odłożyć na bok dawne urazy, by wyrównać rachunki z przeszłości i odnaleźć prawdę, która wydaje się leżeć na samym dnie.

"Obserwowanie kogoś pogrążonego w bólu to straszna rzecz.To naruszenie, brutalne pogwałcenie prywatności".

Gdy zaczyna czytać się "Zapisane w wodzie" można mieć niejasne poczucie zagubienia. Narracja prowadzona jest z perspektywy praktycznie każdego bohatera powieści; zdarza się jednoosobowa bądź trzecioosobowa, co może wprowadzać lekki chaos. Muszę jednak przyznać, iż im dalej w las, tym lepiej. Najpierw irytowałam się tym zamieszaniem, które wprowadza autorka, co chwilę zmieniając narratora, jego postrzeganie świata; myślałam, że totalnie się w tym pogubię. A tu proszę, powoli, każda kwestia zostaje wyjaśniona, prowadząc do końca, którego nie spodziewałam się do ostatniej strony! Byłam pod wrażeniem swojego poziomu zainteresowania tą lekturą; po prostu nie mogłam przestać jej czytać. I nawet jeśli nie jest to jakaś moja ulubiona książka z tego gatunku (do którego cały czas powoli się przekonuję), to jest naprawdę dobra, napisana z rozmysłem, przemyślana pod każdym względem, spajająca się w jedną kompletną całość. Jestem naprawdę pod wrażeniem i polecam każdemu, kto chce pomyśleć nad lekturą, zastanowić się, co może być motorem do podejmowania pewnych decyzji. Czym jest prawda, co łączy ją z historią, dlaczego niektórym tak bardzo zależy na ukryciu istotnych faktów, oraz jak wiele czasu zajmuje dochodzenie do konkluzji, iż nic nie jest takie, jakim się wydaje. Niewątpliwym plusem całej powieści jest mroczna otoczka; małe miasteczko, miejscowe legendy, tajemnie, swojego rodzaju fantastyczność pewnych wydarzeń, dawne wierzenia, zabobony, magiczne przekleństwa. Jeśli kogoś interesują podobne klimaty, to ta książka idealnie się mieści w takim zakresie. Czas nad nią upłynął mi niemożliwie szybko, teraz pozostaje tylko czekać na kolejną powieść pani Hawkins. Oby była jeszcze lepsza!

Za książkę ogromnie dziękuję Księgarni TaniaKsiążka, gdzie znajdziecie jeszcze mnóstwo innych bestsellerów!