6.18.2017

"Confess" Colleen Hoover



Autor: Colleen Hoover
Tytuł: Confess
Wydawnictwo: Otwarte
Ilość stron: 304
Tłumaczenie: Matylda Biernacka

"Czasami, żeby ocalić jakiś związek, musisz go najpierw poświęcić".

Oto pani Hoover w całej swojej krasie.

Autorka ta szczyci się nie lada popularnością; szturmem podbiła serca czytelników na całym świecie swoim mistrzowskim piórem w gatunkach New Adult i Young Adult. Jak nikt umie ona pisać o emocjach targających głównych bohaterów swoich powieści; kruszyć skały oporów nawet tych najzagorzalszych krytyków. Ja pokochałam ją za powieść "Maybe Someday", którą uwiodła mnie w całości; począwszy od fabuły, poprzez motyw obyczajowy, po MIŁOŚĆ - długo nie mogłam dojść do siebie po zakończeniu owej lektury. Później owszem, wpadały mi w ręce inne książki pani Hoover, w tym jedna napisana wspólnie z Tarryn Fisher (którą też bardzo lubię!), jednak wolę jak każda z nich pisze swoje powieści osobno, a duet niech sobie raczej odpuszczą ;). Wracając do Colleen - żadna z innych książek nie wywarła na mnie takiego wrażenia jak właśnie "Maybe Someday". DO TERAZ...

"Confess" to jej autorski szczyt. Wizytówka. Swoisty hymn. Powieść, po której nie można spokojnie zasnąć. Lektura, która wywołuje łzy już samym prologiem. Nie wspominając o części dalszej. Coś niemożliwego, pięknego, wzruszającego i dającego nadzieję. Chcę więcej!

"Zawsze będę cię kochał. Nawet jeśli już nie będę mógł".

Auburn Reed ma w pewien sposób zaplanowaną przyszłość od szesnastego roku życia. Powinna twardo stanąć na ziemi, spojrzeć z odwagą w przyszłość, nie bać się tego, co szykuje dla niej los. Oraz, bardziej przyziemnie - musi koniecznie zdobyć pieniądze. By osiągnąć zamierzony cel, co wydaje się cholernie trudne w jej sytuacji. Owen Gantry - to dwudziestojednoletni malarz, artysta, wystawiający swoje dzieła tylko raz w miesiącu, skrywający bolesny sekret z przeszłości, z którym do tej pory ciężko mu się uporać. Jak ta dwójka młodych ludzi może pomóc sobie nawzajem? No właśnie. Parzące tajemnice, niedopowiedzenia, ale i przeznaczenie, to tylko niektóre z wykładników, mających wpływ na ową parę. 

Tak jak wspomniałam wcześniej, wzruszenie wywołuje już sam prolog. Autorka nie oszczędza Czytelnika; funduje mu rollercoaster emocji już na samym wstępie przedstawianej historii. Auburn i Owen zostali wykreowani tak wyraziście, iż nie sposób nie utożsamić się z nimi w jak najmocniejszym tego słowa znaczeniu. Ona - zraniona przez życie, walcząca o lepsze jutro, skryta i wycofana, marząca o szczęściu, którego tak bardzo jej zabrakło. On - naznaczony przez przeszłość i tragiczne wydarzenia, ukojenia szuka w malarstwie; z otrzymanych od anonimowych ludzi wyznań - tworzy obrazy, z których się utrzymuje. Każdy element farby i płótna to dla niego swojego rodzaju odkupienie, dzięki któremu codziennie stawia nowy krok. Emocje aż kipią; do tej pory nie wiem, w czym upatrywać fenomenu autorki pod tym względem. Jak nikt umie ona poruszyć nawet najtwardsze serca; mało tego! Zniszczyć je, zgnieść, pogruchotać na drobne kawałki. Po lekturze jej książek nic już nie wydaje się takie samo. Ogrom uczuć i sprzecznych wrażeń nakłada się na siebie, tworząc nieprzejednaną mieszaninę. Jest tu strach, odwaga, ból, cierpienie, łzy, bezsilność, MIŁOŚĆ, wiara, nadzieja, sprawiedliwość, złość, bunt... I długo by wymieniać co jeszcze. Jest tu po prostu WSZYSTKO. Książkę pochłania się jednym tchem, a apetyt na więcej wciąż rośnie. Chciałabym móc poznać dalsze losy Auburn i Owena, bo ta historia zasługuje na ciąg dalszy, zdecydowanie. 

Nie sposób przejść obojętnie również obok samego pomysłu autorki na książkę. W "Maybe Someday" mieliśmy, oprócz walorów tych czytelniczych, również inne, muzyczne. W "Confess" mamy obrazy brytyjskiego malarza, które w lekturze są własnością Owena. Każdy obraz posiada wyznanie, na podstawie którego został namalowany, a jak zapewnia sama autorka: każde wyznanie jest prawdziwe. Bardzo udany zabieg, dodający wiarygodności, oraz poczuciu utożsamiania się nie tylko z bohaterami powieści, ale i z każdą osobą, która odważyła się dane wyznanie napisać. Ja jestem zachwycona tą książką pod każdym względem: fabuły, okładki (która jest fenomenalna!), kreacji postaci, obrazów, zamieszczonych wewnątrz, emocji, które towarzyszą od pierwszej do ostatniej strony. Coś niesamowitego, ileż reakcji może wywołać jedna książka. 

Oto pani Hoover, na którą czekałam. I której wciąż oczekuję.

POLECAM. POLECAM. POLECAM.

W Polsce książka ta dostępna jest także w drugiej wersji okładkowej (choć moim skromnym zdaniem ta biała jest dużo lepsza):


A oto dwa obrazy, które znajdują się w historii, jest ich więcej...


Ta książka niekwestionowanie dołącza do grona moich najulubieńszych ;)!


A za możliwość jej przeczytania ogromnie dziękuję Księgarni TaniaKsiążka, gdzie znajdziecie mnóstwo innych bestsellerów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz