6.16.2017

"Tysiąc pięter" Katharine McGee



Autor: Katharine McGee
Seria/cykl: Tysiąc pięter (tom 1)
Wydawnictwo: Otwarte (Moondrive)
Ilość stron: 416
Tłumaczenie: Mariusz Gądek

"Czuła, jak wewnątrz niej coś się łamie i rozpada. Może była to jej głupia, uparta duma. A może jej serce".

Rzadko sięgam po książki reklamowane jako te z gatunku science fiction; nigdy nie interesowała mnie nowoczesna, technologiczna przyszłość. Czasem jednak mi się zdarzy, tak jak było w przypadku pani Ahern i jej "Skazy", oraz właśnie teraz, przy głośnej książce od Moondrive: "Tysiąc pięter". Chwytliwe hasło, że im wyżej jesteś, tym niżej możesz upaść, porównanie do uwielbianego przeze mnie serialu "Gossip girl", wizja luksusowego świata bogaczy za sto lat... I tak oto w moich rękach znalazła się owa historia. Historia na pozór banalna, jednak skrywająca głębsze dno. A właściwie kilka...

Avery. Leda. Eris. Rylin. Watt.

Pięcioro głównych bohaterów powieści; poznajemy punkt widzenia każdego z nich.  Dzieli ich sporo, łączy równie wiele, w tym jedna i najważniejsza rzecz: WIEŻA.

Wieża to tytułowe tysiąc pięter, gdzie toczy się życie Nowego Jorku. Elita mieszka najwyżej; biedota najniżej, podział jest prosty. Wieża zawiera w sobie wszelkie potrzebne rzeczy; są tu szkoły, place zabaw, wykreowane hologramowo parki, zalewy wodne, ścieżki spacerowe, ludzi podwożą nie taksówki a hovery, każdy element egzystencji jest tu skomputeryzowany. Do mieszkania wpuszczają specjalne boty, które przeprowadzają od razu skan ciała, w celu aktualizacji np. jego wagi, kluczem do pokoju jest potwierdzenie danych z siatkówki oka, co bogatsi posiadają soczewki kontaktowe, których używają zamiast telefonów komórkowych. Wystarczy napisać "flika" i kiwnięciem głowy wysłać go w świat. Operacje plastyczne są na porządku dziennym, można ustawić sobie każdy element mieszkania w taki sposób, by kontrolować to co się chce, na bieżąco. Np. ilość spożywanych kalorii, gdzie ich przekroczenie powoduje zamknięcie lodówki; alkohole na imprezach podawane są w wielkich bąbelkowych kulach, z których każdy może swobodnie się napić, ubrań nie trzeba mierzyć, gdyż specjalne maszyny robią wizualizację 4D dostosowaną do indywidualnych potrzeb klienta, komputerowo zdejmując z niego miarę w chwili przekroczenia przez niego progu sklepu. Gdy Czytelnik zaczyna pochłaniać z coraz większym zapałem nowości technologiczne, w które wyposażony jest świat z 2118 roku, zaczyna się łapać za głowę, jak bardzo możliwie logicznie to brzmi. Niemożliwa kontrola maszyn, otaczających nas z każdej strony jest miażdżąca. 

Wieża to również naturalny świat naszych postaci. Avery - zaprojektowanej genetycznie dziewczyny, której widok zapiera dech w piersiach, jest bowiem idealnie piękna, bez najdrobniejszej skazy; Ledy - przyjaciółki Avery, zakochanej beznadziejnie w jej bracie Atlasie, uzależnionej od narkotyków; Eris - dziewczyny z niższego piętra, której w jednym momencie rozsypuje się świat; Rylin - biednej, wychowującej siostrę nastolatki, która, by przetrwać, musi podejmować ciężkie decyzje; Watta - jedynego chłopca w tym zestawieniu, który nie rozstaje się z Nadią, swoją zmechanizowaną przyjaciółką. Każda z tych głównych postaci skrywa potężny sekret, drżąc o to, by nigdy nie ujrzał on światła dziennego. W kompilacji w innymi bohaterami tej futurystycznej historii - powstaje nam konkretna mieszanka wybuchowa. Już sam prolog wbija w fotel; kompletnie nie spodziewałam się czegoś takiego. Każda strona jest później tylko coraz bardziej gorączkowym dochodzeniem do finału. Finału, który i tak zaostrza apetytu na więcej, już wiem, że nie mogę się doczekać kolejnej części serii. 

Wydawać by się mogło, iż "Tysiąc pięter" to kolejna w swoim gatunku powieść młodzieżowa, płytka i niezbyt wymagająca. No bo o czym może być książka, której motywem przewodnim jest przepych, ekskluzywność, nowoczesność, bogactwo i problemy młodych ludzi? No właśnie. Nic bardziej mylnego. Pomimo młodego wieku bohaterów, są oni wykreowani bardzo wyraziście, widać, że autorka miała "mocną kreskę" przy tworzeniu postaci. Każda z nich jest inna, złożona, wyróżniająca się na podanym tle. Wszyscy, mimo życia w Wieży, która w założeniu nie powinna przysparzać żadnych problemów - posiadają swoje rozterki, kłopoty, z którymi się na co dzień zmagają. Mimo skomputeryzowanego świata, to wciąż ludzie z krwi i kości, uciekający przed przeszłością, walczący z teraźniejszością, bojący się przyszłości. Nie powiem, pierwsze kilkadziesiąt stron nie robiło na mnie wrażenia, wręcz wiało nudą. Jednak później... Dosłownie nie mogłam się oderwać, na moich policzkach kwitły rumieńce zaciekawienia i przeżywanych wraz z bohaterami emocji, kibicowanie podejmowanym przez nich dobrym decyzjom, piętnowanie tych niewłaściwych, ciągle wprowadzane elementy zaskoczenia i zwroty akcji... Aż do końca, gdzie w momencie skończenia czytania książki, usiadłam z uczuciem: ALE JAK TO? JUŻ? Jezu, gdzie jest kolejna część? Co będzie dalej? Przecież to nie mogło się po prostu tak skończyć!

Autorka bardzo zgrabnie wykreowała spójną wizję przyszłości, łącząc futuryzm, science fiction z młodzieżówką, obok której nie sposób przejść obojętnie. Podstępy, intrygi, tajemnice - zaczynają stanowić rysy na pozornie idealnej tafli szkła, jaką ma być Wieża i życie w niej. Postaci wzbudzają wiele uczuć u Czytelnika, mącąc mu w głowie swoim zachowaniem. Jak wspomniałam wcześniej to: idealna Avery, która wzbudza zazdrość u innych ludzi, nieszczęśliwie zakochana w chłopaku, do którego nie powinna żywić takich uczuć. Mściwa Leda, która idąc po trupach do celu, zawsze dostaje to, czego chce. Wyrazista Eris, zraniona przez najbliższych, zmuszona do degradacji z wyższych sfer na 130 piętro. Uboga Rylin, podejmująca decyzje chroniące jej siostrę. Watt - geniusz haker, który odkrywa przypadkiem to, czego nigdy miał się nie dowiedzieć. Dodajmy do tego poczciwego Corda (jestem nim totalnie zauroczona!), wrednego Brice'a, twardo stąpającą po ziemi Mariel i... Mamy dobrą powieść. Nawet bardzo dobrą. Bo to nie tylko ckliwa historyjka o podziale społecznym. To opowieść o tym, że nawet największe pieniądze nie są w stanie zapewnić MIŁOŚCI, przyjaźni, czy jakichkolwiek innych wartości; bowiem nie da się kupić wszystkiego. To opowieść o tym, iż w jednej chwili z wyżyn można znaleźć się na najniższym szczeblu, nigdy nie wolno zapominać, że jest się tylko (a może i AŻ) człowiekiem. To opowieść o tym, jak sekrety i tajemnice mogą niszczyć życie, odbierając z niego to, co najcenniejsze, jak intrygi i negatywne uczucia mącą, mieszają, burząc budowane konstrukcje swoimi konsekwencjami. To w końcu opowieść o tym, iż żadna podjęta decyzja nie przechodzi bez echa, a z każdej sytuacji jest wyjście. ZAWSZE JEST WYJŚCIE. Nieważne, czy mieszkasz na tysięcznym czy setnym piętrze. 

Polecam. I czekam na kolejną część.

Za książkę ogromnie dziękuję Księgarni TaniaKsiążka, gdzie znajdziecie również inne bestsellery.   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz