8.31.2017

Damsko - męskim okiem o: "Harry Potter i Książę Półkrwi" J. K. Rowling [wspólnie]



Autor: J. K. Rowling
Tytuł: Harry Potter i Książę Półkrwi
Seria/cykl: Harry Potter
Wydawnictwo: Media Rodzina
Ilość stron: 700
Tłumaczenie: Andrzej Polkowski

To już szósty (!) raz, jak wspólnie z Kamilem (Ciachem) z bloga Świat Bibliofila zasiadamy do opowiedzenia Wam swoich wrażeń z przeczytania magicznej sagi o najsłynniejszym czarodzieju na świecie. Kto jeszcze nie wie, o co tutaj chodzi, pośpieszę wyjaśnić: ja czytam "Harry'ego Pottera" już n-ty raz w swoim życiu, Ciastek robi to po raz pierwszy. Ja jestem kobietą, on jest mężczyzną, więc nasze opinie są różne; rzucają inne (fajne!) światło na poszczególne tomy. Czasem się trochę kłócimy, czasem nawet zgadzamy; jedno jest pewno: zawsze dyskutujemy ze sobą, dzieląc się swoimi emocjami na gorąco po lekturze ;). Kto jeszcze nie widział recenzji poprzednich pięciu tomów - na dole posta będzie miał odpowiednie odsyłacze. A teraz już, nie przedłużając, ZAPRASZAMY.
*
Zarys fabuły
Kamil: Harry zaczyna kolejny rok nauki w Hogwarcie. Po wcześniejszej nieudanej próbie Lorda Voldemorta, żeby przechwycić przepowiednię, wiadomo już, że Potter jest Wybrańcem, który skazany jest na ostateczną konfrontację z czarnoksiężnikiem i nie zazna spokoju, dopóki ten żyje. A Czarny Pan nie przestaje atakować i organizuje kolejny zamach, tym razem wykorzystując jednego z uczniów Hogwartu, który ma być jego marionetką i wykonać niecny plan. Tymczasem w szkole Harry wchodzi w posiadanie pewnego podręcznika, który ma dziwne zapiski naniesione przez tajemniczego "Księcia Półkrwi", co czyni z młodego czarodzieja prymusem w tworzeniu eliksirów. Pojawiają się też kolejne zmiany w obsadzie stanowisk nauczycielskich. Korneliusz Knot stracił swoją posadę na rzecz Rufusa Scrimgeoura, Severus Snape nareszcie zostaje nauczycielem od obrony przed czarną magią, zaś na miejsce nauczyciela eliksirów powołany został profesor Horacy Slughorn, powracający z emerytury na prośbę dyrektora Dumbledore'a, który sam zaczął wybierać się na tajemnicze i niebezpieczne wyprawy. Okazuje się, że powołanie Slughorna miało większy cel niż tylko nauczycielski, bo dyrektor ma wobec niego pewne plany, a w ich realizacji ma pomóc Harry. Oboje spotykają się u Dumbledore'a na dodatkowych zajęciach, gdzie Harry dowiaduje od niego o dzieciństwie i początkach kariery młodego Voldemorta, który naprawdę nazywa się Tom Riddle, a w międzyczasie otrzymuje od dyrektora misję i stara się odkryć tajemniczy sekret Czarnego Pana. Na czym polega ten sekret? W czym ma pomóc Slughorn? Gdzie wędruje Dumbledore i jaki jest cel tych wypraw? I kto jest tym tytułowym Księciem Półkrwi i jaką ma w tym wszystkim rolę?
Asia: Kolejna, szósta część przygód Harry'ego Pottera i jego przyjaciół przed nami. Co się wydarzy? Jak będą przebiegać losy młodych czarodziejów; jakim niebezpieczeństwom będą musieli stawić czoła? Rozpoczyna się kolejny rok w Szkole Magii i Czarodziejstwa Hogwart; Harry nagle z okrytego złą sławą kłamcy staje się Wybrańcem, Wybawicielem i głosicielem prawdziwego powrotu Lorda Voldemorta. Czarny Pan nie ustaje w swoich wysiłkach, by w końcu dopiąć swego, pozbyć się raz na zawsze Pottera oraz zdobyć władzę nad światem czarodziejów. Wykorzystuje do tego swoich popleczników - śmierciożerców, a także... Jednego z uczniów. Harry będzie musiał zmierzyć z mnogością tajemnic, ochroną siebie i swoich najbliższych, dziwnym podręcznikiem do eliksirów, których właścicielem jest tytułowy Książę Półkrwi, nowym nauczycielem: Horacym Slughornem, prywatnymi lekcjami z profesorem Dumbledore'm i... Mocniejszym biciem serca. 
Kamil: Wiesz, jak zaczynałem pisać tutaj z Tobą to jeszcze nie obejrzałem filmu. W książce kwestia ze Snape'm jest tajemnicza do końca, chociaż i tak pewne przypuszczenia snułem, ale niedługo, bo obejrzałem film, który daje bardziej jasny obraz i ja już się na 100% domyślam w jakim kierunku to zmierza. Ale samych wydarzeń jako takich nie przewidzę, co on tam nawyczynia, więc jestem ciekaw. :)

Asia: A nawyczynia, oj, nawyczynia! :)
*  
Ogólne wrażenie

Kamil: Muszę przyznać, że odetchnąłem z ulgą, bo po średnim "Zakonie Feniksa" lekko obawiałem się tego, co mnie czeka dalej, i zastanawiałem się czy ta część nie wywoła u mnie znużenia i nudy podobnie jak poprzedni tom. Na szczęście tak się nie stało i już od początku zaczyna być ciekawie. Autorka nie wprowadza większych zmian do cyklu, pojawiają się dwie nowe postaci, kilka nowych zaklęć i tajemnicze przedmioty, w tym tajemniczy egzemplarz Księcia, a reszta jest efektem wydarzeń poprzednich tomów zręcznie i logicznie kontynuowana i rozwijająca wątki. W ogóle to dla mnie tom chyba pozbawiony wad, bo mamy tutaj wszystko, co było dobre poprzednie plus, co szalenie mi się podobało, wprowadzony ten dramat, kolejna śmierć ważnej postaci, złamanie zaufania czy odkrycie przeszłości Voldemorta, która pokazuje, że to jednak była postać już od wczesnego dzieciństwa zła i skazana na bycie takim potworem. No i fajnie, że było też trochę miejsca na miłość kobiecą także dla Harry'ego. Jednak muszę przyznać, że Rowling najbardziej zaskoczyła tym Snape'm i mocno mi zagrała na nosie, bo jednak spodziewałem się bardziej pozytywnego rozwinięcia. 
Asia: Ja tam z ulgą nie odetchnęłam, bo wiedziałam, jaki jest ten tom; zresztą przy Potterze nie sposób się nudzić ;D. Fakt, nie ma tu większych zmian, całość oparta jest o poprzednie tomy, jednak pojawia się sporo nowych zagadek do rozwiązania i tajemnic do odkrycia. Nowe postaci, nowe magiczne przedmioty, cofnięcie się w przeszłość oraz rozbudowa życia osobistego głównych bohaterów. Ja, jako kobieta, jestem bardzo zadowolona, zwłaszcza z tej ostatniej kwestii. Co do Snape'a, to jeszcze się mocno zdziwisz w ostatnim tomie, bo najbardziej szokuje kreowanie właśnie tej postaci w siódmej części: przeczytasz i zaczniesz czytać serię od nowa, bo się okazuje, na jak wiele szczegółów człowiek nie zwracał uwagi. A okazuje się, że Snape był bohaterem przemyślanym od samego początku do samego końca, w perfekcyjnym ujęciu. Ale nie mogę Ci za dużo zdradzać, bo to sam musisz przeczytać. Już się nie mogę doczekać Twoich wrażeń po finale.
 *
 Najciekawsza scena  
Kamil: Jaskinia! Nie mam przy tym najmniejszych wątpliwości. Chociaż ogólnie sceny z wizyt u Dumbledore'a i oglądanie wspomnień dotyczących Voldemorta podobały mi się najbardziej w drugiej kolejności.
Asia: Tak tak! Zgadzam się; według mnie prywatne lekcje u Dumbledore'a to najmocniejszy punkt tej książki. A najbardziej wyczekiwany to ten, gdy Harry'emu w końcu udało się wykonać zadanie domowe i pozyskać najważniejsze wspomnienie dotyczące przeszłości Voldemorta. Ciekawie tak przenieść się w przeszłość, by poznać losy Czarnego Pana; historię tego, jak z osieroconego chłopca stał się najgroźniejszym Czarnoksiężnkiem.
Kamil: Zgadzam się, bardzo fajnie to pokazane. Byłem ciekaw, czy te zło miało podstawę gdzie indziej, jakaś trauma albo po prostu skabaciła go inna postać, jakiś demon czy coś, a tu się okazuje, że jednak nic z tego. Po prostu taki był od dziecka, i tyle. Dość fajne rozwiązanie.

Asia: Jakby coś innego miało na niego aż tak destrukcyjny wpływ, to jeszcze by się nam zaczęło Voldusia robić żal... Podejrzewam, że tego Rowling chciała uniknąć ;D.
Kamil: Bardzo możliwe. Rowling zyskała w moich oczach, bo myślałem, że to będzie serio bardziej młodzieżowe i ułagodzone fantasy. Tak nie jest. I dobrze!

*
 Najlepsza i najgorsza postać z książki
Kamil: Jeśli chodzi o najgorszą to nie mam najmniejszych wątpliwości, bo jest to Hermiona. Jakże mnie ona irytowała! Wścibska, zazdrosna, ciągle strojąca miny i humory; to atakowanie Harry'ego o egzemplarz Księcia normalnie doprowadzała do pojawiania się żyły na czole i myślałem sobie "co Cię to, kurna, obchodzi, że on z tego korzysta?". Powiem Ci, że mega mnie ta postać irytowała, a to rzadkość, bo to w końcu pozytywna postać. N,o ale tak bywa. Najlepszą już mi gorzej jednoznacznie wskazać, ale podobał mi się w sumie nowy profesor, czyli Horacy Slughorn. Taka zabawna jednostka, która musi mieć wygodnie, o konkretnym guście (kandyzowane ananasy), taka pierdoła, która lubi otaczać się ważnymi i mieć na nich wpływ, ale ogólnie dobroduszny i życzliwy. A poza tym bawił mnie, więc było okej. Podobała mi się też Fleur - fajna postać. 
Asia: Nie wytrzymam, cały czas się zgadzamy! Co do najgorszej to tak, Hermiona zdecydowanie! Ta jej okropna zazdrość o to, że ktoś choć raz jest od niej lepszy, w jednym przedmiocie! No nienormalne, sama zawsze perfekcyjna we wszystkim, a tu nagle się Harry'emu trafiło jak ślepej kurze ziarno, to od razu wielkie pretensje. Irytowało mnie także jej rzucanie się o zauroczenie Rona. Kurde, dziewczyno, jak Ci się facet podoba, to mu to jakoś daj do zrozumienia! A nie obrażaj się i nie odzywaj przez kilka tygodni ;D. No i biedny Harry pośrodku tego, jak zwykle. Muszę jednak trochę choć Hermionę obronić, pomimo tego, że bardzo mnie denerwowała... Zakochane baby różnie się zachowują, nic panie nie zrobisz ;D. Ale strasznie irytował mnie też Potter z tą swoją obsesją na punkcie Malfoy'a! Wiadomo, później wyszło jak wyszło, ale przesadzał, nic się nie liczyło, tylko to co Dracon robi, gdzie chodzi i z kim...
Co do najlepszej postaci, to pewnie Cię nie zaskoczę, ale dla mnie jest to Dumbledore. Zawsze go lubiłam, uważałam za dobrodusznego i potężnego czarodzieja, a w tym tomie, poprzez te jego wyprawy, odkrywanie prawdy o Voldemorcie no i poświęcenie... Ukłon w jego stronę.
Kamil: Twórców filmu chyba też za bardzo irytowało i nieco ten wątek złagodzili, bo tam mnie ta Hermiona już tak nie irytowała :D. No to Ty widzę konsekwentnie od początku do końca z tym Dumbledore'm. Ogólnie rzecz biorąc to moja ulubiona postać, więc i sam się pod tym mogę podpisać. Płakałaś na koniec? Dla mnie to mega fajne, że Rowling taki dramat potrafiła wprowadzić. 
Asia: Oczywiście, że płakałam! Rowling szła po bandzie; Cedrik, Syriusz, teraz to... Jak tu nie płakać? 
Kamil: Wcale mnie to nie dziwi. Kobiety coś oszczędziła. Ciekawe czemu, nie? Feministka z tej Rowling czy jak? :D
Asia: W siódmym tomie zobaczysz, że nie taka z niej feministka... 
*
 Plusy i minusy 
  
Kamil: 
- Hermiona i jej humory
+ egzemplarz Księcia
+ pomysł z horkruksami 

+ miłostka Harry'ego
+ dramat i śmierć kluczowej postaci

Asia:
 - postać Lavender Brown
+ horkruksy
+ przeszłość Voldemorta

*
 Ulubione cytaty 

Kamil:  

"To bardzo ważne, mówił mu wtedy Dumbledore, by walczyć, by ciągle walczyć, by nie ustawać w walce, bo tylko wtedy zło można powstrzymać, choć nigdy nie da się go całkowicie wyplenić..."
Asia:

 "(...) ludzie o wiele łatwiej wybaczają innym omyłki, niż to, że mieli rację".
 *
Podsumowanie 

Kamil: Chyba nie muszę pisać, że to najlepsza dla mnie część? Myślałem, że nic nie przebije "Więźnia Azkabanu", a jednak - ku mojej uciesze - stało się inaczej. Szósty tom najbliżej ideału i na tę chwilę najlepszy ze wszystkich. Ma wszystko to, co powinno mieć bardzo dobre i dojrzałe fantasy, chociaż niby to młodzieżówka. Jest świetnie przedstawiona sceneria i ciekawe postaci, magia i przedmioty magiczne - to wszystko w sumie było już wcześniej, ale tutaj jeszcze dodatkowo dramat, dojrzałe problemy i rozwiązania, śmierć kluczowej postaci, miłość pokazująca, że głównie postaci nie są skazane na samotność, no i nieoczekiwane rozwiązanie wywołująca zaskoczenie. Tak, nie mam żadnych problemów z tym tomem. Było świetnie. :)

Asia: Nawet nie wiesz jak się cieszę, że tak Ci się podobało! Ktoś, kto siedzi w fantasy i tak wysoko docenia Harry'ego Pottera... Miód na moje serce :D. Fakt, ten tom jest bardzo udany, dopracowany od początku do końca; jest tu wszystko. Tajemnice, zagadki, uczucie, emocje, śmierć i dramat, tak ma być! ;)

Kamil: No rzeczywiście, tej fantastyki to trochę już przyswoiłem, ale nawet jakbym chciał bardziej rygorystycznie oceniać to się nie da, bo to naprawdę świetny tom fantasy, któremu nie mam co zarzucić. :)

Asia: Ogromnie się z tego powodu cieszę! Taki był poniekąd mój zamiar; sprawić by Ci się Potter spodobał jak nie wiem co! ;)

Kamil: No to niedługo lecimy z ostatnim tomem i zakańczamy tę przygodę! I oby Snape tam się ten, ogarnął, no! ;)

*
Oceniamy

Kamil: 6/6
Asia: +5/6

Poprzednie recenzje z serii "Damsko - męskim okiem o..." dotyczące HP:


8.23.2017

Dlaczemu.pl [jeszcze raz!] ;)


Pewnie pamiętacie, jak kilka tygodni temu napisałam Wam parę słów o portalu Dlaczemu.

Dziś ponownie chciałabym zachęcić Was do zapoznania się z ofertą owego cuda (o którego możliwościach już za moment opowiem), gdyż sama odkrywam tam codziennie coś nowego, kreatywnego i inspirującego. Bo Dlaczemu.pl to właśnie przede wszystkim miejsce inspiracji.


Dlatego wchodzimy na stronę i zagłębiamy się w temat.

Dlaczemu.pl to miejsce, gdzie każdy książkolubny i każda książkolubna znajdą coś dla siebie. Jeśli jesteś wielbicielem i prawdziwym MIŁOŚNIKIEM literatury we wszelkim tego słowa znaczeniu - bardzo dobrze, że jesteś właśnie tutaj. Miejsce to jest idealnym kącikiem dla dwóch barykad: i Czytelników, ale i Autorów. Jeśli piszesz do przysłowiowej szuflady, boisz się wyjść ze swoim talentem poza cztery ściany swojego mieszkania, to ludzie z Dlaczemu.pl pomogą Ci pokonać przeszkody. Stoją murem za rozwojem młodych talentów; ich celem jest promowanie obiecujących debiutów, odkrywanie tego, co jeszcze gdzieś jest ukryte i rozwijanie tego w jak najlepszy sposób. Jeśli jeszcze się wahasz, czy zaufać specjalistom od literatury, dla których rynek wydawniczy nie ma tajemnic - możesz skorzystać z oferty warsztatów i zajęć, dzięki którym przekonasz się, jak wiele jesteś w stanie zdobyć, przede wszystkim dla siebie ;).

Odkryłam, że Dlaczemu.pl - oprócz tego, że jest Wydawnictwem, to jest również Księgarnią, ze swoją własną ofertą. Pod TYM LINKIEM znajdziesz kilka perełek, którymi zachwyci się każdy Czytelnik ;). Przykładowo, i dziecko, i kobieta. Dlaczemu.pl to miejsce inspirujące, niesamowicie kreatywne, na pewno tutaj nie będziesz się nudzić. Osobiście? Jestem zachwycona.


W zalewie treści, tekstów, gdzie w dzisiejszym świecie jest ich nieskończona ilość, ciężko znaleźć coś unikalnego, wyróżniającego się czymś oryginalnym; czymś co przyciągnie uwagę na dłużej niż parę pierwszy sekund. Coś, do czego będzie się wracać; co zostanie w pamięci. Zaprawiony mól książkowy ma już stałe miejsca bywania, wie, gdzie znaleźć najświeższe informacje z zakresu literatury, poczytać ciekawe wywiady z autorami, ale i osobami związanymi z rynkiem wydawniczym, dowiedzieć się, gdzie odbywają się ważne eventy literackie, oraz (w razie czego), że gdyby miał ochotę coś wydać... To wie, gdzie może zapukać do drzwi ;). Polecam bardzo i jeśli ktoś jeszcze nie zajrzał, to niech nie pyta dlaczemu warto to zrobić, tylko do dzieła!

DLACZEMU.PL

8.18.2017

"Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć" J. K. Rowling (Newt Skamander)



Autor: J. K. Rowling (Newt Skamander)
Tytuł: Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć
Seria/cykl: Harry Potter
Wydawnictwo: Media Rodzina
Ilość stron: 152
Tłumaczenie: Andrzej Polkowski 


Zdecydowanie UWIELBIAM i jestem zwolenniczką wszelkich DODATKÓW, bonusów, gratisów do do fantastycznej serii, jaką jest Harry Potter. To niesamowicie cudowne, iż po zakończeniu cyklu, po siedmiu (no dobra, ośmiu) częściach przygód Chłopca, Który Przeżył, cała historia żyje, nie daje o sobie zapomnieć, że wciąż powstaje coś nowego. I mimo, iż niektórzy mogą twierdzić, że Rowling robi to tylko dla korzyści finansowych, bo przecież "to się musi zgadzać", to ja uważam, że autorka oprócz tego, że zarabia krocie na swoim pomyśle (co się jej zdecydowanie należy), to również wciąż zaskakuje, daje coś nowego, innego od siebie, wykazuje się niebywałą kreatywnością i zaangażowaniem w całą otoczkę magicznego świata. Po "Baśniach Barda Beedle'a" i "Quidditchu przez wieki" przyszła pora na "Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć". Kolejny podręcznik - pozycja obowiązkowa dla każdego ucznia Hogwartu, zresztą dobrze każdemu czarodziejowi znana, opatrzona odpowiednim komentarzem dla mugolskich czytelników. 

Gdy byłam mała, uwielbiałam przeglądać wszelkie katalogi, atlasy i albumy ze zwierzętami; szczerze interesowałam się informacjami na temat drapieżników, gadów czy płazów, ich wymiarami, tym, co lubią jeść, w jakich warunkach żyją. Marzyłam o wycieczkach do zoo, by zobaczyć na żywo to, co przeczytałam wcześniej w książkach. Dlatego, gdy tylko zobaczyłam nowe wydanie "Fantastycznych zwierząt..." - oczywiście nie mogłam przejść obojętnie. W książeczce, pięknie oprawionej, z eleganckimi ilustracjami zawartych jest 75 opisów magicznych zwierząt. Przy każdym z nich znajdziemy odpowiedni stopień klasyfikacji, czy dany gatunek należy do uległych, czy może bardziej niebezpiecznych. Wszystko opatrzone przedmową Albusa Dumbledore'a, komentarzem naszego świetnego tłumacza - Pana Polkowskiego i ilustracjami, których... Mogłoby być więcej! Wyborna uczta dla każdego zagorzałego fana serii; świetne źródło wiedzy dla uczniów Szkoły Magii i Czarodziejstwa i niezastąpiony przewodnik po zwierzęcym magicznym świecie dla każdego mugolaka ;). Ach, gdyby takie podręczniki i takie przedmioty istniały w naszym ludzkim świecie! 

Polecam bardzo serdecznie, nie mogę się doczekać innych bonusów do serii, na pewno przeczytam!

8.17.2017

"Nigdy nie zapomnę" Kerry Lonsdale



Autor: Kerry Lonsdale
Tytuł: Nigdy nie zapomnę
Wydawnictwo: Znak
Ilość stron: 400
Tłumaczenie: Aleksandra Kamińska

"(...) był silny tam, gdzie ja byłam słaba. Był moim przyjacielem i pragnęłam go kochać".

W najśmielszych przypuszczeniach (bo powiedzieć "w snach" to byłoby niedopatrzenie) nie jestem w stanie sobie wyobrazić, co musiała przeżyć główna bohaterka powieści "Nigdy nie zapomnę" - Aimee. Zaczyna się tragicznie. Dziewczyna w dniu swojego wymarzonego, zaplanowanego najdokładniej jak się tylko da ślubu - uczestniczy w pogrzebie swojego narzeczonego. Mężczyzna, który miał być jej mężem, iść z nią przez życie na dobre i na złe, teraz leży w zamkniętej trumnie. Zamiast być najszczęśliwszym dniem w jej życiu, pamiętna chwila staje się tą najgorszą i najsmutniejszą. Na domiar wszystkiego, po ceremonii do Aimee podchodzi nieznajoma kobieta ze stwierdzeniem, że James żyje, a ona sama ciekawa jest, co zostało pochowane w grobie... Chyba nikt nigdy nie zastanawiał się nad tym, co by zrobił w takiej sytuacji; to coś wręcz niemożliwego, absurdalnego, wzbudzającego szereg kontrowersji, pytań bez odpowiedzi. Ale również nikt nie machnąłby ręką na coś podobnego, całkowicie ignorując słowa nieznajomego. No właśnie. Aimee nie spocznie, dopóki nie odkryje prawdy, która zaczyna okazywać się bardzo niewygodna...

Aimee i James to para, o których mówi się, że są z sobą od zawsze. Wiecznie nierozłączni, od najmłodszych lat, najpierw jako najlepsi przyjaciele, później jako zakochani w sobie ludzie. Zawsze razem, bez względu na wszelkie przeszkody.Dlatego tym bardziej nie sposób wyobrazić sobie dramatu, przez jaki przechodzi Aimee. Zamiast sukni ślubnej musi przywdziać żałobną czerń i nauczyć się żyć z ogromnym ciężarem straty najukochańszej osoby na świecie. I może by się jej to nawet zaczęło udawać, gdyby nie dziwna kobieta, zasiewająca w jej sercu plon niepewności i wątpliwości. Od tego momentu zaczyna się walka z czasem, gdzie nic nie jest pewne, a nierozwiązane zagadki i skrywane tajemnice zaczynają wychodzić na jaw.

Książka reklamowana jest jako ta "od której nie można się oderwać", ta "którą polecisz najlepszej przyjaciółce", oraz ta "która nie daje zasnąć do ostatniej strony". Muszę się zgodzić. Mimo, iż jest to debiut, gdzie jak wiadomo, trochę do ideału brakuje (o ile ideały istnieją!), faktycznie, lektura przyciąga uwagę. Pojawiają się sekrety, niewyjaśnione sprawy z przeszłości, nowe okoliczności, które rzucają na całą sytuację inne światło. Autorka ma bardzo lekkie pióro, całą powieść czyta się niewiarygodnie płynnie, szybko; strona za stroną chce się wiedzieć, co będzie dalej. Powiedzenie "jeszcze jeden rozdział i idę spać" - sprawdza się perfekcyjnie; ciągle wmawiałam sobie, że jeszcze ten jeden rozdział... Aż skończyłam czytać całą książkę ;). Było kilka drobnych niedociągnięć; momentami płytkie dialogi, brak wyrazistości postaci, z którymi do końca jakoś nie mogłam się utożsamić, czasem zbyt szybkie przeskoki czasowe, ale takie błędy w debiucie są jak najbardziej do przeżycia. Kerry Lonsdale poruszyła kilka kontrowersyjnych tematów: utracone uczucie, pamięć o nim, walkę do samego końca, ale i chwilę zastanowienia, gdy trzeba po prostu odpuścić. Jak daleko można się posunąć, żeby chronić rodzinę? Czy naprawdę niektóre sekrety są tak niewygodne, by zamiast je wyjawić i problemy rozwiązać, należy uciekać się do coraz bardziej licznych kłamstw? Bardzo dobrze udało się tu połączyć wątek uczuciowy z tym kryminalnym, akcję w Kalifornii i w Meksyku, rozdarcie serca między jednym mężczyzną a drugim... Książka zdecydowanie na lato, dla osób lubiących motywy MIŁOSNE, nuty tajemnicy, gdzie finał okazuje się tak zaskakujący, iż dosłownie wbija w fotel. Jeśli mam być szczera, lektura była przyjemna, ale ostatnie pięć stron to zdecydowanie najmocniejszy punkt całej historii. Doczytywałam koniec powieści z wypiekami na twarzach i sama sobie zadawałam pytanie: jak to tak? MUSI być kolejna część, ja chcę poznać dalsze losy Jamesa i Aimee, autorka powinna jakoś to ogarnąć i zadowolić Czytelników, takich jak ja, którzy chcą więcej i więcej. 

Polecam nie tylko swojej najlepszej przyjaciółce. Polecam każdej kobiecie, oraz każdej osobie, która szuka czegoś lekkiego, ale i ciężkiego (pod względem tematyki) zarazem, czegoś ciepłego, niosącego nadzieję, iż każdy problem da się rozwiązać, czegoś przejawiającego wiarę, iż istnieje kilka rodzajów prawdziwej MIŁOŚCI, że trzeba po prostu się jej poddać i iść za głosem serca. Czegoś dającego podpowiedź, kiedy walczyć do samego końca, a kiedy odpuścić, czegoś co daje wskazówkę, czym jest prawdziwe szczęście i że należy je docenić, zanim się je straci. Z niecierpliwością czekam na kolejną książkę autorki.

Za egzemplarz do recenzji bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak ;)


8.15.2017

"Początek wszystkiego" Robyn Schneider



Autor: Robyn Schneider
Wydawnictwo: Moondrive (Otwarte)
Ilość stron: 352
Tłumaczenie: Aga Zano

"(...) Wilde powiedział kiedyś, że umieć żyć to najrzadsza rzecz na świecie, bo większość ludzi jedynie egzystuje i to wszystko. Nie wiem, czy miał rację, ale wiem, że ja bardzo długo tylko egzystowałem. A teraz zamierzam żyć".

Za każdym razem, gdy przyrzekam sobie, że w najbliższym czasie nie sięgnę po literaturę młodzieżową, wpada mi w ręce typowa z owego gatunku powieść; bestseller, głośno reklamowany hit, wołający o uwagę. Jako, że nie ukrywam, iż jestem książkową sroką, interesuję się tym, co błyszczy, wychyla się z tłumu innych podobnych rzeczy; dobra reklama przyciąga oko, nie ma co ukrywać. A jeśli dotyczy czegoś tak ważnego jak życie i motoru napędowego, by je zmienić... Nie było innego wyjścia, MUSIAŁAM przeczytać "Początek wszystkiego".

Ezra Faulkner to typowy amerykański idealny nastolatek; przystojny gwiazdor tenisa, uwielbiany przez znajomych, zawsze otoczony wianuszkiem dziewcząt (oczywiście zajęty przez tę najpopularniejszą), zamożny, mający wszelkie zachcianki i pragnienia na wyciągnięcie ręki. Jest szczęśliwy, kariera sportowa stoi przed nim otworem, zatem czego chcieć więcej? Chłopak nie ma pojęcia, jak w jednym momencie całe jego dotychczasowe życie może runąć, niczym przysłowiowy domek z kart. Jeden wypadek; roztrzaskane kolano, zdrada dziewczyny, długi pobyt w szpitalu, skomplikowana rehabilitacja i psychoterapia, brak zrozumienia ze strony najbliższych - wystarczy, by całkowicie zmienić bieg wydarzeń. Ezra nie może odnaleźć się w nowym świecie, do którego przecież nie należał. Nie tak miało być; miał inne plany i marzenia, z innymi ludźmi wiązał swoją przyszłość. Do czasu.

Cassidy Thorpe to dziewczyna pełna tajemnic. Nigdy nie zaprasza nikogo domu, jest mistrzynią w konkursach debatowych, zna naprawdę dziwne słowa w różnych językach, żyje chwilą. Gdy na jej drodze całkiem przypadkiem staje Ezra, Cassidy zaczyna zauważać, że są bardzo podobni. Wciąga chłopaka w swój świat, pokazując mu, że jeden nieszczęśliwy wypadek nie jest w stanie przekreślić jego życia, które dopiero może się rozpoczynać, przynosząc dobro.

"Słowa mogą cię zdradzić, jeśli wybierzesz niewłaściwe, albo wyrazić mniej niż powinny, jeśli jest ich zbyt wiele".

Powieść jest szumnie reklamowana jako taka "na lato", jednak otwarcie mogę przyznać, że czytać ją można o każdej porze. Owszem, jest bardzo ciepła, wciągająca, otulająca swoją taką "przytulnością", jednak jeśli ktoś spodziewa się ckliwego romansu, to niestety muszę taką osobę rozczarować. Autorka zaskakuje; każda rozmowa głównych czy pobocznych bohaterów jest przemyślana, akcja rozwija się powoli, by na końcu przyspieszyć i przygnieść swoim finałem. Lubię, gdy książki mają nieoczywiste zakończenia; czasem powoduje to we mnie łzy, jednak doceniam, iż autor nie idzie na łatwiznę, dając Czytelnikowi banał do ręki. Tutaj na pewno nie jest banalnie. Nie jest słodko, choć tak mogłoby się wydawać, mając do czynienia z uczuciem rodzącym się między młodymi osobami. Nic nie jest przerysowane, sztuczne, ubarwione, wyolbrzymione; pomysł fabuły i jej potencjał został wykorzystany w pełni. Czytelnik może się zmierzyć ze wspomnieniami Ezry i Cassidy; zobaczyć, jak pomimo swojego młodego wieku wiele przeszli, dzielnie stawiając czoła teraźniejszości i temu, co ma się dopiero wydarzyć. Ich historia wywołuje szereg skrajnych emocji; z jednej strony kibicowałam im, cieszyłam się ich każdym najmniejszym gestem, by za chwilę zostać brutalnie sprowadzoną na ziemię przez panią Schneider, co skutkowało żalem, wręcz smutkiem i uczuciem, że czegoś mi będzie brakowało po zakończeniu lektury. Autorka w ciekawy sposób ukazuje, jak jedno zdarzenie, jedna chwila, jeden moment może zaważyć na całym naszym dalszym życiu. Jak jedna decyzja może zmienić to, co budowało się do tej pory. Jak konsekwencje danych wyborów mogą znaleźć ujście w przyszłości, krusząc całkowicie jej zaplanowany bieg. "Początek wszystkiego" to nieprzewidywalna opowieść o nadziei, która zawsze powinna towarzyszyć człowiekowi, w tych najlepszych i najgorszych momentach jego życia. To historia o wierze w lepsze jutro; o nieustannym dążeniu do celu, o zmianach, które wciąż ewoluują, by ten cel osiągnąć. To nie jest słodka lektura. To kawał dobrej młodzieżowej literatury, która wiele uświadamia, jednocześnie pokazując, jak wiele można mieć, jak bardzo tego nie doceniać, by później z przykrą łatwością to utracić. Robyn Schneider bezceremonialne obnażyła prawdę krążącą w świecie; że dopiero te przykre wydarzenia otwierają człowiekowi oczy na jego najbliższe otoczenie. I choć czasem bywa to okrutnie bolesne, należy wierzyć, iż nic się tak naprawdę nie kończy. Lecz dopiero pozornie smutny epizod z życia staje się motorem napędowym, będącym początkiem wszystkiego.

Za książkę dziękuję Księgarni TaniaKsiążka.pl, gdzie znajdziecie również inne nowości!
;) 

8.14.2017

"Bad mommy. Zła mama" Tarryn Fisher



Autor: Tarryn Fisher
Wydawnictwo: SQN
Ilość stron: 320
Tłumaczenie: Agnieszka Brodzik

"(...) lepiej nam jest bez ludzi, którzy ciągną nas w dół i nie dają wsparcia".

Tarryn Fisher należy do grupy moich ulubionych pisarek; zaraz obok Cecelii Ahern, Colleen Hoover czy J. K. Rowling. I pomimo, iż każda z nich pisze zupełnie inaczej, mając swój odrębny, charakterystyczny styl, łączy je jedno: bezceremonialne trafienie w sam emocjonalny środek Czytelnika. Tarryn ma to do siebie, że powoli buduje napięcie, doprowadzając w pewnej chwili do wybuchowego finału; nie jest przewidywalna czy prostolinijna, krok po kroku buduje ścieżkę do wytyczonego celu, przyciągając swojego rodzaju magnetyzmem - nie sposób przejść obojętnie obok żadnej z jej powieści. Dlatego, gdy zobaczyłam, że pani Fisher ukazała się w gatunku, który z reguły jest wyzwaniem - thrillerze - nie wahałam się ani chwili. Wiedziałam, że to może być coś dobrego; coś zasługującego na uwagę, coś, od czego się nie oderwę. Udało się.

Takich ludzi, jak Jolene Avery jest wiele. Ładna, zadbana, pozornie szczęśliwa; mająca przystojnego męża Dariusa, śliczną córeczkę Mercy Moon, dobrą freelancerską pracę, wyszykowany dom i uwielbienie znajomych. Każdy z tych aspektów znajduje swoje ujście na portalach społecznościowych w postaci zdjęć czy opisów. Idealne życie w każdym calu, które można śledzić na bieżąco, i wcale nie trzeba zaglądać do okien pięknej Jolene - wystarczy wejść na jej profil na Facebook'u czy Instagramie, by wiedzieć, co właśnie zjadła, lub jakiego koloru wino podała do kolacji. Fig Coxbury, która wprowadza się do domu obok, postanawia pójść krok dalej i jednak zaglądnąć do perfekcyjnego domu perfekcyjnej Jolene. Po co? By lepiej poznać Jolene. By zaskarbić sobie to, do czego tylko Jolene ma dostęp. By się NIĄ stać. 

Powieść podzielona jest na trzy części; w każdej narratorem jest jedna z głównych postaci: Fig, Jolene i Darius - jej mąż. Dzięki temu zabiegowi Czytelnik może głębiej wejść w głowy każdego z bohaterów, poznać lepiej pobudki ich działań, motywów postępowania, przyglądnąć się podejmowanym przez nich decyzjom i ich niewątpliwym konsekwencjom. Każdy rozdział odkrywa odpowiedzi na piętrzące się zagadki, rodząc nowe pytania, które nie pozwalają oderwać się od lektury chociaż na moment. I mimo, iż w całej owej historii nie ma szokującego finału, to sama opowieść sieje swojego rodzaju grozę; od tej pory zaręczam, że zaczniesz się zastanawiać, czy aby na pewno każdy element Twojego życia jest godny pokazania całemu światu. 

Jolene i Darius to na swój sposób udane małżeństwo (pozory mylą!); znajomi uważają tę parę za dobrze dobraną, zapatrzoną w swoją córeczkę. Sielanka trwa. Do czasu, gdy poznają Fig, swoją nową sąsiadkę. Rozpoczyna się zatrważająca gra pozorów; każdy ma swoją wersję wydarzeń i swoje zdanie na każdy temat. Intryga goni intrygę, tajemnica tajemnicę, skrzętnie chowane w czeluściach pamięci sekrety z ogromną mocą wychodzą na jaw, a pozornie przypadkowe upodabnianie się Fig do Jolene zaczyna przybierać na sile. Zaczyna się jak zwykle - bardzo niewinnie. Dzika fascynacja życiem drugiej osoby, odwieczna zazdrość o cudze szczęście, śledzenie każdego kroku, przejmowanie tożsamości - robi się inaczej: niebezpieczniej i mroczniej. Tarryn Fisher ma smykałkę do rewelacyjnego konstruowania postaci; ich psychologiczny charakter jest wprost niebywały. Każdy z bohaterów jest wyraźny, otoczony swojego rodzaju aurą, Czytelnik może mu kibicować, potępiać, obserwować zmiany, jakie w nim zachodzą, oceniać każdy jego krok, budować przewidywania co do finału powieści. I Fig, i Jolene, i Darius to osoby mocno zarysowane, czarne lub białe, bez żadnych odcieni szarości, może nie do końca przejrzyste w danym momencie, jednak z tą dziwną aurą, którą tak się uwielbia w tego typu powieściach. Wydawać się może, że pewne sytuacje należeć mogą do tych przewidywalnych... Nic bardziej mylnego. Autorka nie należy do grona ludzi, których postępowanie, czy daną decyzję można przewidzieć, w żadnym wypadku. Tu zaskoczenie goni zaskoczenie, kolejne karty powoli odkrywane - budują napięcie, a niepewność tego, co wydarzy się na kolejnej stronie zwiększa apetyt na więcej. 

Na uwagę zasługuje fakt, iż Tarryn bezbłędnie opisuje zjawiska manipulacji, obsesji czy postaci socjopaty. Krętactwa, kłamstwa, fałszywe (lub nie) oskarżenia, negatywne emocje zwiększające się z każdą chwilą, fałsz, dwulicowość, hipokryzja... Widok pięknej bańki mydlanej, która atrakcyjna jest tylko na zewnątrz, gdyż w środku kryje niezbyt przychylne wnętrze. Dobry thriller psychologiczny, obok którego nie sposób przejść obojętnie. Chcesz się dowiedzieć, jaka naprawdę jest Bad Mommy i jak bardzo można skraść komuś tożsamość? Sięgnij po tę powieść! ;)
 
Za książkę bardzo dziękuję Księgarni TaniaKsiążka.pl, 
gdzie znajdziecie również inne bestsellery! ;)

*

Od pewnego czasu znajdziecie mnie także na Instagramie, wystarczy wpisać w wyszukiwarkę "książkolubna93" ;) 

Zapraszam!

8.04.2017

DLACZEMU.PL


Dziś będzie może nierecenzyjnie, jednak również książkowo - tak jak lubię najbardziej ;). Uznałam, że nie samymi recenzjami człowiek żyje; dlatego od czasu do czasu pojawiać się tu będą nowinki z literackiego świata, którymi baaardzo chcę się z Wami dzielić, pokazać, wyjaśnić. Od pewnego czasu zaczynają krążyć mi po głowie różne ciekawe (a może nawet trochę dziwne) pomysły. Jednym z nich jest spełnienia w końcu swoich marzeń i wydanie czegoś SWOJEGO. Do tej pory pisanego do szuflady. I wiecie co? Naprawdę ciężko odnaleźć się w zalewie propozycji od Wydawnictw, portali; gdzie uderzyć, by odnieść skutek i jak to zrobić by osiągnąć sukces? I zupełnie przypadkiem znalazłam DLACZEMU.PL! :)

Czym jest dlaczemu.pl?

Dlaczemu.pl to swoista hybryda; połączenie kilku wspaniałych rzeczy w jedną spójną całość. Jeśli szukacie wsparcia w literackim świecie - nie wahajcie się tam zajrzeć :). 

Polecam wejść ten link:


Co tam znajdziemy?

Dlaczemu.pl to WYDAWNICTWO, które czeka na kreatywnych autorów, by pomóc im rozwinąć skrzydła, dobrze poprowadzić swój debiut, a co za tym idzie - karierę literacką. Serwis zapewnia wszelkie elementy potrzebne do wydania tego, co było pisane do tej pory do szuflady. Dlaczemu.pl to RECENZJE książek; niezmierzona ilość opinii, dzięki którym możemy znaleźć naprawdę ciekawą książkę, poznać może coś nowego, spróbować intrygująco i intuicyjnie tego, o czym jeszcze nie wiedzieliśmy. Dlaczemu.pl to LUDZIE, którzy służą dobrą radą i pomocą, wsparciem, o które tak trudno w dzisiejszym świecie. Jeśli masz ciekawy pomysł, który pragniesz zrealizować, chcesz się podzielić swoim zdaniem na temat danej książki (lub nie tylko), wypić pyszną kawę w cudownym towarzystwie ludzi takich jak Ty - nie pytaj "dlaczemu?", tylko zatrzymaj się na chwilę właśnie tutaj ;). 

Mam nadzieję, że zajrzycie, ja już tam siedzę od rana!

Polecam bardzo.

8.03.2017

"Trzy i pół sekundy" Amanda Prowse



Autor: Amanda Prowse
Wydawnictwo: Kobiece
Ilość stron: 312
Tłumaczenie: Edyta Świerczyńska

"(...) to zawsze będzie bolało, bez względu na to, ile czasu upłynie".

Książkę przeczytałam jakiś czas temu, jednak długo nie mogłam napisać o niej kilku konkretnych zdań. Wciąż moje palce zastygały nad klawiaturą, myśli uciekały gdzieś w dal, a w oczach momentalnie szkliły się łzy na samo jej wspomnienie. Ciężko napisać recenzję lektury, która w jednej sekundzie niszczy wielkie wyobrażenia o idealnym świecie; do tej pory starałam się żyć na przysłowiowe sto procent, jednak nie do końca widziałam najprostsze rzeczy, które natychmiast mogą odejść do przeszłości. Niezwykle trudno powiedzieć o takiej książce, że jest "dobra", czy wręcz "rewelacyjna", jeśli się wie, co znajduje się w środku. Bo pomimo tego, że według mnie publikacja ta jest naprawdę godna uwagi, to muszę od razu ostrzec: jest brutalna w swojej prostocie, smutna, uświadamiająca wiele ważnych spraw, kipiąca emocjonalnością ludzi w niej występujących. Ta lektura nie przysporzy Wam radości, uśmiechu; przy niej się nie odprężycie, nie zrelaksujecie. To nie jest czytadło na jeden wieczór, przy winie czy dobrym drinku. To nie taka książka, o której będziecie mówić "Wow, świetna, polecam" z radością towarzyszącą przeczytanej pozycji. Owszem, polecicie ją - tak jak ja teraz - ale z zastrzeżeniem, że książka ta to przede wszystkim ból, ogrom cierpienia, krzywda i poczucie braku sensu życia. Jednak jest też nadzieja. I to właśnie o tym Wam opowiem.

Grace i Tom to para idealna. Ona pracuje w dużej firmie, on zajmuje się domem i trzyletnią córeczką Chloe. Wspólne posiłki, wzajemny roznoszący się po domu śmiech, ogólna radość i szczęście łączące się w cudowną rodzinę. Nic nie zwiastuje nadchodzącej tragedii. Chloe ma przejść rutynowy zabieg wycięcia migdałków. Nocne chrapanie, coraz częstsze bóle gardła, angina - tych problemów chcą pozbyć się dla dziewczynki jej rodzice, nie przeczuwając, jak ciężkie konsekwencje poniosą...

Tak, Chloe umiera. Nie ma tu czego ukrywać; spodziewałam się może czegoś trochę innego. Myślałam, że w pewien sposób zostanie ukazana walka dziewczynki z chorobą, ale... Sepsa to nie choroba, z którą można walczyć w nieskończoność. Poza tym autorka miała inny zamysł na tę książkę i bardzo dobrze. Cholernie wyciska z Czytelnika całą emocjonalność; chyba po raz pierwszy tyle płakałam nad książką, naprawdę. Cele są dwa: ukazać tragedię małżeństwa i rodziny, która traci najważniejszą osobę w życiu, oraz ukazać sepsę jako podstępną chorobę, o której ludzie wciąż wiedzą za mało. Każdy rozdział rozpoczyna się istotną informacją na ów temat, sama autorka jest ambasadorką fundacji zajmującej się szerzeniem wiedzy o sepsie. Przyznam szczerze, że sama do tej pory nie wiedziałam wielu rzeczy, np. że sepsa zabija więcej ludzi niż rak piersi, prostaty i jelita grubego łącznie! Jeśli ktoś sądzi, że sepsa to tylko niegroźne powikłanie po jakimś zabiegu, grubo się myli. To coś zupełnie innego. Poważnego. Groźnego. Niebezpiecznego. Śmiertelnego. Amanda Prowse nie bawi się z Czytelnikiem; bez zbędnego owijania w bawełnę uświadamia tragizm sytuacji. Grace i Tom - jeszcze niedawno małżeństwo perfekcyjne - teraz dwa wraki, zaczynające dryfować w dwie zupełnie przeciwne strony. Dawniej jeden wspólny front, a teraz... Wzajemnie obwinianie się, wypominanie, zadawanie ran, oddalanie się, by jakoś przeżyć niewyobrażalny ból po stracie dziecka. Każde z nich próbuje odnaleźć się w nowej sytuacji, jednak wciąż się gubią, napotykają opór swojej psychiki i fizyczności. Zamykają się w swoich kokonach, nie dopuszczając nikogo ani niczego do siebie, koncentrując się na żałobie i wspominaniu małej Chloe. Rozpoczyna się szukanie winnego, pretensje do siebie nawzajem, jak bardzo każda chwila z córką bywała czasem niedoceniona, dlaczego ich wiedza o sepsie była znikoma; czy było cokolwiek, co mogło zapobiec tragedii. Nie sposób wyrazić cierpienia po stracie dziecka; cierpią nie tylko rodzice Chloe, ale również jej dziadkowie, ciocia, wujek, rodzina. Tragedia przytłacza wszystkich, odbierając szansę na normalne życie.

Gdy Grace w końcu wyjeżdża, by w samotności mierzyć się z bólem, zaczyna dostrzegać, że świat nie kręci się wokół niej. Że są inni, których przeżycia również odciskają się bolesnym piętnem na duszy. I wtedy kobieta zaczyna widzieć światełko w tunelu. Iskrzącą się nadzieję na lepsze jutro. Trzeba tylko zwalczyć pierwotne instynkty, mówiące o kompletnym zapadnięciu się. Trzeba chcieć i mocno wierzyć, że doświadczenia wzmacniają, nie osłabiają. Bardzo mnie poruszyła ta książka; po lekturze naprawdę nie jest się w stanie wykrztusić słowa. Wzruszenie i potrzaskane serce odbierają dech. Uwierzcie, zaczniecie rozglądać się dookoła i dostrzegać to, czego wcześniej nie widzieliście. Doceniać to, na co nie zwracaliście uwagi. Warto chociaż na chwilę się zatrzymać. Bo co trzy i pół sekundy na świecie ktoś umiera na sepsę. Wiedziałeś/aś o tym?

Za książkę dziękuję Księgarni TaniaKsiążka.pl :)