11.19.2017

"Na pokuszenie" Thomas Cullinan



Autor: Thomas Cullinan
Tytuł: Na pokuszenie
Tytuł oryginalny: The Beguiled
Wydawnictwo: Marginesy
Ilość stron: 516
Tłumaczenie: Anna Owsiak, Jan Wąsiński,
Jerzy Wołk-Łaniewski, Aga Zano

     
     Gdy tylko ujrzałam zwiastun filmu, z rewelacyjną obsadą (m.in. Colin Farrell, Nicole Kidman, Kirsten Dunst) - wiedziałam, że po prostu MUSZĘ przeczytać tę książkę. Wiadomo, u każdego książkoholika występuje odpowiednia kolejność: najpierw lektura, potem film, dla porównania. Dlatego, nie zastanawiając się długo, zabrałam się za książkę. Wrażenia? No właśnie... To będzie długa historia, więc rozsiądź się wygodnie.

Uwielbiam powieści, których akcja osadzona jest w XVIII czy XIX wieku. Ogromnym szacunkiem darzę Jane Austen czy siostry Brontë; jestem romantyczką, więc klimat uczuć, sekretnie rzucanych spojrzeń, przepychu przyjęć, urządzanych bali, strojnych sukni nie jest mi obcy, a wręcz przeciwnie. To jeden z moich ulubionych gatunków literackich; klasyka, angielski kunszt, perły w świecie prozy. Dlatego "Na pokuszenie" wydało mi się idealną lekturą; czasy wojny secesyjnej, pensja dla dziewcząt, cała otoczka czasów, które wywołują we mnie milion emocji. I? Gdybym miała określić swoje wrażenia w jednym zdaniu, byłoby to coś w stylu "w porządku". Czemu? Bo książka to lekki przerost formy nad treścią. Z całym zachowaniem odpowiedniego klimatu. I już wyjaśniam, o co w tym chodzi.

Jest rok 1864, Wirginia, trwa, jak wspomniałam wcześniej, wojna secesyjna. Niedaleko działań wojennych znajduje się jednak miejsce, pozornie spokojne, położone na uboczu, zamieszkiwane przez... Damy. Miejsce to jest posiadłością państwa Farnsworth, z której dwie siostry: panna Martha i panna Harriet uczyniły pensję dla dziewcząt. Dawniej uczęszczało tu więcej kobiet, jednak z powodu wojny zostało tylko pięć. Siostry prowadzące starają się jak mogą, by dziewczęta w wieku od dziesięciu do siedemnastu lat posiadły jak najrozleglejszą wiedzę. Odbywają się tu zajęcia z języka francuskiego, literatury, tańców, umiejętności gry na klawesynie, ogrodnictwa, szycia, i wielu innych. O tym, jak upływa życie na pensji Farnsworthów, dowiadujemy się z ośmioosobowej narracji; autor uraczył nas bowiem dopuszczeniem do głosu każdej z kobiet. Oprócz nauczycielek i uczennic, poznajemy również stanowisko ciemnoskórej służącej, mającej wiele do powiedzenia na każdy temat. Wydawać by się mogło, iż tak mnoga ilość osób opowiadających może wprowadzić chaos - jednak jest zupełnie inaczej. Czytelnik poznaje każdą z dam; może się z nią utożsamić, kibicować jej lub krytykować sposób postępowania, przewidywać konsekwencje podejmowanych decyzji, wyrazić swój osąd. A ten nasuwa się momentalnie. Ciężko bowiem nie ocenić zachowania ośmiu kobiet w stosunku do... Jednego mężczyzny. Kapral John McBurney pojawia się w posiadłości niespodziewanie. Jedna z dziewcząt, podczas wyprawy do lasu, znajduje go - osłabionego, rannego i bezbronnego. Przyprowadza do do domu, gdzie każda z kobiet postanawia udzielić mężczyźnie pomocy. Nie ulega wątpliwości, iż McBurney wprowadza chaos i zamieszanie w uporządkowanym rytmie życia na pensji. Prawdziwe okazuje się powiedzenie, że gdzie trzech się bije... A w tym wypadku mamy bijących się aż osiem. I co dalej? 

Martha, Harriet, Matilda, Edwina, Alicia, Marie, Amelia, Emily - każda ma swoją historię, swoją własną opowieść o życiu, przeszłości, rodzinie, utraconych chwilach, szczęściu. Każda również potrzebuje MIŁOŚCI, zainteresowania, poważania; chce być ważna, kochana, jedyna, niepowtarzalna, doceniana. I to jest właśnie powodem ich słabości. Słabości, którą idealnie wyczuwa John, wykorzystując naiwność bohaterek. Mężczyzna szybko zyskuje przyjaźń młodszych dziewcząt, zainteresowanie nauczycielek, uczucia najstarszych wychowanek - bezlitośnie kpiąc i drwiąc sobie z ich oddania. Akcja biegnie powoli; nie wiem, czy nazwałabym tę lekturę thrillerem. Owszem, czytałam ją z zaciekawieniem, jednak nie zaparła mi tchu w piersiach. Nie mogłam wyjść z podziwu, jak tępe są główne kobiece postaci; inaczej nie mogę tego nazwać. Ich głupota i naiwność po prostu wytrącały mnie z równowagi. John robi z nimi co chce; żeruje na ich dobroduszności, chęci pomocy, i pomimo, iż próbowałam sobie jakoś wytłumaczyć ich zachowanie, chęci odnalezienia MIŁOŚCI, to jednak... Nie umiałam. Słowa, rzucane przez mężczyznę, często niewybredne, sygnały, które dawał kobietom, zachowanie, które o niczym dobrym nie świadczyło - jedno wielkie wykorzystywanie, byleby zyskać jak najwięcej korzyści. Lektura dłużyła mi się, co rzadko zdarza mi się przy podobnej tematyce. Zgadzam się z innymi Czytelnikami, iż jest po prostu przegadana. Tę samą treść i fabułę można było zamknąć w połowę mniejszej objętości. Ale dzięki temu mogliśmy dosadnie poznać każdą z postaci, poświęcając jej swoją uwagę i odpowiednio... Skrytykować. Każda budzi szereg negatywnych emocji. Nie da się ukryć. Jest tu i swojego rodzaju wyuzdanie, pożądanie, litość, złość, agresja, pewna pretensjonalność, tupet i bezczelność. Na domiar tego, na samym końcu, było mi niezmiernie żal każdej z bohaterek i tylko czekałam na finał; byłam niezmiernie ciekawa, jak skończy się ta historia, czy zawiodę się, czy wręcz przeciwnie, pozytywnie zaskoczę? Nie zdradzę Wam, bo... Sami przeczytajcie i się przekonajcie. Nie jest tak, że książka mi się nie podobała. Bo się podobała. Aura niepokoju i tajemniczości, dziwnego uczucia przytłoczenia, gęstego powietrza towarzyszy mi do tej chwili. Autor świadomie i pewnie z czystą przyjemnością wykreował tę lekturę właśnie tak, a nie inaczej. I mimo, iż żaden z bohaterów nie wzbudził mojej sympatii - wyzwolił emocje. Negatywne, ale to zawsze emocje. Niejeden raz miałam ochotę rzucić tą książką o ścianę i krzyknąć "Boże, co te baby tam wyprawiają!", jednak zaraz później porywałam ją z chęcią przewracania kolejnych stron z zainteresowaniem, co będzie dalej. Film obejrzałam... W połowie. Niestety, nie jest porywający, publikacja jest ciekawsza. Dlatego, podsumowując, polecam przeczytać; może i jest bez większych fajerwerków, jednak warto. Osoby, które lubią podobne klimaty, na pewno nie będą się nudzić. 




Za książkę dziękuję Księgarni TaniaKsiążka! :)

11.04.2017

"Damy, dziewczyny, dziewuchy. Historia w spódnicy" - Anna Dziewit-Meller



Autor: Anna Dziewit-Meller
Wydawnictwo: Znak (emotikon)
Ilość stron: 160

Nigdy nie ukrywałam, że książki dla dzieci są bardzo bliskie mojemu sercu. Od najmłodszych lat zaczytywałam się w bajkowych i baśniowych historiach; to od takich lektur właśnie wzięła się przecież moja MIŁOŚĆ do czytania. Z dziećmi jestem związana od zawsze; nigdy nie miałam problemu z podjęciem decyzji na temat tego, co chcę robić w życiu. "Być nauczycielką" - tak brzmiała moja odpowiedź na każde pytanie dotyczące mojej przyszłości. Studia, praca wakacyjna a później ta zawodowa; każdy z tych aspektów wpływał w jakiś sposób na moje życie, zresztą jest i tak do tej pory. Chcę łączyć to, co lubię, i pragnę robić to jak najlepiej. Pracuję z dziećmi od dobrych paru lat; a w swojej pracy podsuwam im różne perełki z zakresu literatury dziecięcej. Śledzę nowinki na rynku wydawniczym; staram się być na bieżąco z tym światem, a autorów piszących dla dzieci (i niejednokrotnie o dzieciach) darzę ogromnym uznaniem i szacunkiem, jako, że jest to dla mnie wyzwanie: parać się tak specyficznym gatunkiem literackim. Specyficznym, bo TO grono odbiorców jest chyba najbardziej wymagającą publicznością i zawziętym krytykiem w jednym. Dlatego, gdy w moje ręce ma szansę trafić książka przeznaczona dla dzieci - nie waham się ani chwili i ją przejmuję. Uwielbiam wiedzieć co w trawie piszczy, a jeśli książka ta ma dobre opinie, znaczy to, że dzieci ją polubią. Nie byłabym jednak sobą, gdybym osobiście tego nie przewałkowała w każdą stronę ;). Zatem zapraszam na zdań moich kilka dotyczących pewnej literackiej perełki, która dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak znalazła się na mojej półce. I już teraz wiem, że zostanie ze mną na zawsze. 

Z historią zawsze byłam na bakier, wstyd się przyznać, gdyż moja ciocia uczy tego przedmiotu w szkole. Ale teraz, z perspektywy czasu, gdy tylko mogę - daję dawnym czasom szansę. A jeśli chodzi o tematykę kobiecą, to tym bardziej!

W książce nie znajdziemy żadnych dat ani przydługich opowieści. Nie ma nudy! Jest tu za to siedemnaście cudownych kobiecych postaci, które odegrały ważną rolę na kartach historii, jednak nie zawsze było (i nie jest do tej pory) głośno. W cały szereg pań wprowadza nas jedna z nich: Heńka Pustowójtówna - aktywna uczestniczka powstania styczniowego. W formie gawędy; czegoś w rodzaju snucia opowieści, prostym językiem, takim, którym spokojnie się można zwracać do dzieci bez obawy, że czegoś nie zrozumieją - autorka niesie nas przez kolejne karty. Mamy tu między innymi historie naszej Królowej Jadwigi, samej Heńki, Krystyny Krahelskiej, dzięki której mamy warszawską Syrenkę, Magdaleny Bendzisławskiej (która była pierwszą kobietą chirurgiem, dacie wiarę?) a także wielu innych. Lekturę czyta się niemożliwie szybko; i nie sposób się oderwać. Na uwagę zasługuje fakt, iż na końcu każdego rozdziału zostały zamieszczone trudniejsze pojęcia, które się w nim pojawiają. Więc jeśli któryś z rodziców mimo klarowności przekazu wciąż się zastanawiał, czy aby na pewno jego dziecko każdy aspekt zrozumie - na końcu ma już totalnie WSZYSTKO podane na tacy. I ilustracje Joanny Rusinek - coś pięknego. 

Jestem pewna, że każda kobieta, mała czy duża znajdzie tu coś dla siebie. Każda z opisywanych tu postaci bardzo mi się podobała; każdej dobrze życzyłam, kibicowałam, gdyż WSZYSTKIE to mocne perełki w polskiej historii. Jestem przekonana, iż autorka skutecznie rozbudzi w dzieciach (ale i rodzicach) zainteresowanie historią; doszukiwaniem bardziej dogłębnym tego, co zostało poruszone w książce, gdyż z oczywistych powodów Pani Anna nie wdawała się tu w suchy przekaz informacji, nie taki jest cel tej lektury. Zapada w pamięć wiele rzeczy. To, że dawniej podział społeczny był bardzo nierówny; wszędzie liczyli się tylko mężczyźni, kobiety musiały walczyć o swoje. Ale bohaterki "Dziewczyn..." pokazują, że warto walczyć, czasem i do samego końca, by osiągnąć to, o czym się marzy. To, że ciężka praca opłaca. To, że kobieta to silna płeć i ze wszystkim sobie poradzi. To, że nie ma rzeczy niemożliwych. Trzeba tylko bardzo chcieć...

Sam zdecyduj, czy chcesz poznać historie dam, dziewuch i dziewczyn - czyli tak naprawdę każdej z nas ;). Ja polecam bardzo bardzo!

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Znak! :)

11.01.2017

"Ostatnia aria Mozarta" Matt Rees



Autor: Matt Rees
Wydawnictwo: Kobiece
Ilość stron: 360
Tłumaczenie: Ryszard Oślizło

     Nie ma chyba człowieka, który nie słyszałby o mężczyźnie z nazwiskiem Mozart. Nieważne, czy to dziecko, czy dorosła osoba; zapytane o niego wie, iż Mozart powoduje natychmiastowe skojarzenie, punkt zapalny. No i gdzie każdy wie, z czym powiązać tę postać - oczywiście z muzyką! Z nazwiskiem tym kojarzy się również (przynajmniej mnie) swoista otoczka tajemnicy, bowiem "legenda głosi", iż artysta ten był niewiarygodnie utalentowany; iż komponował odkąd zaczął chodzić, a w wieku dosłownie kilku (bodajże 6!) lat napisał swój pierwszy poważny utwór, a zaraz później zaczął koncertować. Jak to możliwe? Co stoi za karierą aż tak cudownego dziecka?

Ja o Mozarcie słyszałam już kilka lat temu podczas nauki w szkole muzycznej. Klasa fortepianu (co brzmi dumnie), zatem i nazwiska sławnych pianistów nie były mi obce od najmłodszych lat. Między innymi pojawiali się w moim domu Chopin, Bach, Haydn, Lipski, Beethoven, no i Mozart. Utalentowani, czasem przeze mnie (a i pewnie przez innych przechodzących przez żmudne ćwiczenia na instrumencie) krytykowani, nierozumiani "szaleńcy" z milionem pomysłów na minutę, dający upust swoim emocjom mocnymi uderzeniami w fortepian. W utworach tych słychać MIŁOŚĆ, radość, spełnienie, ale i gorycz, żal, lament. Uczucia przelewane w melodię, pamiętniki spisane nutami, fragmenty życia podzielone na pięciolinię i dwa klucze: wiolinowy i basowy, duma mierzona wielkością zapełnionych sal koncertowych... Kto choć trochę czuje klimat klasyki muzycznej (jak ja :)), z niecierpliwością i wręcz koniecznością sięgnie po lekturę taką jak ta dziś tu opisywana. Chciałam dowiedzieć się więcej o Mozarcie, więcej niż to, co wiem do tej pory. Mianowicie: że jego talent przerastał wszelkie wyobrażenia, że był jednym z trzech najwybitniejszych klasyków wiedeńskich, że umarł młodo z niewyjaśnionych przyczyn oraz, że do jego najsławniejszych dzieł należy "Eine kleine Nachtmusik".

Autor nie ukrywa, iż w jego książce pojawia się fikcja literacka; jednak nie sposób odejść od mocnych filarów historycznych, na których oparł swoją fabułę. Zatem w "Ostatniej arii Mozarta" dzieje się wiele, co pomaga odkryć szereg informacji dotyczących austriackiego kompozytora. Główną bohaterką w powieści jest Nannerl - jak nazywa się zdrobniale Marię Annę Mozart - starszą siostrę Wolfganga Amadeusa (Amadeusza) Mozarta. Kobieta, podobnie jak brat jest uzdolniona muzycznie; rodzeństwo razem koncertuje po Europie, ciesząc się sławą klawiszowych wirtuozów. Do czasu, gdy Nannerl wychodzi za mąż i traci kontakt z bratem. O jego osiągnięciach dowiaduje się z gazet; a nowe utwory kupuje, by móc pod palcami na klawiszach poczuć choćby część jego bliskości. Do momentu, gdy... Mozart umiera. Nannerl dowiaduje się od jego żony o okolicznościach śmierci brata. Podobno złożony chorobą odszedł z świata żywych w wieku trzydziestu pięciu lat. Dlaczego podobno? Bo tak brzmi oficjalna wersja. Ta nieoficjalna jest jednak zupełnie inna. Kompozytor twierdził bowiem, że podano mu śmiertelną truciznę, co będzie powodem jego śmierci. Sześć tygodni później jest już martwy. Nannerl niezwłocznie udaje się do Wiednia, by wyjaśnić tajemnicę; jej wyprawa spotyka się z szeregiem niespodziewanych wypadków...

Czytelnik mocno wkracza w aurę XVIII Wiednia; poznaje klimat ówczesnego miasta, ludzi, którzy dzierżą w nim władzę, oszałamiający świat muzyki, w którym żyją główni bohaterowie. Geniusz Mozarta jest wciąż żywy; jego wirtuozeria i talent cieszą się ogromnym powodzeniem, można by rzec, że po śmierci nawet większym niż dotychczas. Nannerl poznaje osoby z najbliższego otoczenia brata; wraca w świat, z którego odeszła - muzyka ponownie staje się jej nieodzownie bliska, odkrywa karty, które na zawsze powinny zostać ukryte. Dlaczego jej brat miałby zostać otruty? Czym jest wiedeńska masoneria i dlaczego jej brat pragnął założyć tajemniczą Grotę? Kto miałby powód, by pozbywać się najbardziej utalentowanej austriackiej postaci? I czemu tak ważna jest ostatnia aria Mozarta "Czarodziejski flet"? W głowie pani Mozart rodzi się coraz więcej pytań, na coraz mniej pojawia się jednoznaczna odpowiedź. Nannerl wsiąka w świat intryg, podstępów, ukrytych zamiarów, ale i pasji, uczuć, emocji oraz... Nieoczekiwanego pożądania... Czy uda się jej ocalić dobre wspomnienia i wyjaśnić prawdziwe okoliczności śmierci brata? Czy przez chęć odkrycia prawdy, sama nie stanie się niewygodnym celem?

Książkę czyta się niesamowicie szybko; akcja rwie do przodu, nie pozwalając zwolnić tempa. Blichtr, przepych wiedeńskiego świata wyższych sfer oszałamia, ale i zmusza do refleksji. Nawet na najwybitniejszego kompozytora świata czekają zasadzki; nikt nigdy nie może czuć się w pełni bezpiecznie. Ciąg niedopowiedzeń; karty, które są powoli odkrywane, pozornie błahe przypadki, gdzie wiadomo, iż przypadków po prostu nie ma... Autor prostym językiem prowadzi Czytelnika w świat muzyki; i nie szkodzi, jeśli nie masz o niej pojęcia. Zaręczam Ci, że po tej lekturze, bez wahania wymienisz co najmniej dwie kompozycje Mozarta, będziesz wiedział, czym jest koncert a-moll, oraz jak bardzo czasem czytelne bywają nuty. Na uwagę zasługuje również fakt, iż pomimo, że jest to książka dotycząca Wolfganga Mozarta, to główną postacią jest jego siostra, tak często zapominana na kartach historii. Autor oddaje jej swojego rodzaju hołd; była ona bowiem równie utalentowana, ale i przebiegła, a jej determinacja w dążeniu do celu urzekła mnie niewyobrażalnie. Mocno wykreowana bohaterka, o której nie sposób zapomnieć. Zatem jeśli wraz z Nannerl chcesz dowiedzieć się prawdy... 

Idź i przeczytaj książkę o niej. I o jej sławnym bracie.

Za książkę bardzo dziękuję Księgarni TaniaKsiążka.pl, która jest po prostu naj-le-psza! I to nie tylko z powodu współpracy. Ale o tym już niedługo. :)
Oprócz powyższej książki znajdziecie tam również mnóstwo innych bestsellerów!