12.23.2017

"Na gigancie" Peter May



Autor: Peter May
Tytuł: Na gigancie
W oryginale: Runaway
Wydawnictwo: Albatros
Ilość stron: 400
Tłumaczenie: Jan Kabat
Rok wydania: 2017

     
     Uwielbiam książki, które mnie zaskakują. Gdy spodziewam się czegoś trochę innego, a jest... Ciekawiej. Inaczej. Lepiej. Gdy mam do lektury kilka podejść; wciąż ją odkładam, by znowu wrócić i za chwilę odłożyć. A potem... A potem przepadam bez reszty. I tak właśnie było w tym przypadku. "Na gigancie" jest dla mnie prawdziwym gigantem!

     Od razu uderzają w Czytelnika dwie płaszczyzny czasowe. Rok 2015 i 1965. Jack Mackay to główny bohater opowieści i to z jego relacji wnioskujemy o całej historii. Obecnej i tej... Która wydarzyła się pięćdziesiąt lat wcześniej. 

Czym jest młodość? 

Buntem, naiwnością, nadzieją, gwałtownie podejmowanymi decyzjami, energią, planami i wzniosłymi marzeniami, zamiarem odniesienia sukcesu na każdej płaszczyźnie życia. Młodość rządzi się swoimi prawami; nie zawsze wtedy myśli się racjonalnie, emocje zwykle biorą górę, a konsekwencje wyborów nierzadko mają wpływ na szeroko pojmowaną przyszłość. 

Czym jest starość?

Rozrachunkiem z przeszłością, (czasem) bolesnym patrzeniem w lustro, docenieniem dobrze podjętych decyzji lub potępienie tych złych, nauką, doświadczeniem, godzeniem się z przeszłością i pogodnym przyjmowaniem tego, co przyniesie los. Starość również ma swoje prawa, do których należy się po prostu dostosować.

Jack Mackay ma siedemnaście lat, mieszka w Glasgow, jego marzeniem jest scena; chłopak gra, śpiewa, chciałby założyć zespół i koncertować po całym świecie. Wraz z czwórką kolegów ucieka z domu, by w porywie młodzieńczego szaleństwa dopiąć swego. Pakują do samochodu cały sprzęt i... Wyruszają na podbój Anglii. Przepełniają ich wielkie nadzieje, pragnienia, ogromne cele do zrealizowania. Wierzą, że ktoś w końcu się na nich pozna i pomoże w drodze na muzyczny szczyt. Jednak jak mawiają, najboleśniej spada się z wysokiego konia i Jack razem z przyjaciółmi niestety będzie miał okazję się o tym przekonać. Świat bowiem nie jest takim, jakim się wydaje; wciąż rzuca kłody pod nogi i trzeba mieć ogrom samozaparcia, by sięgnąć po swoje. Potrzebna jest też duża ilość szczęścia, bo odnaleźć swoje miejsce w wielkim świecie... Nie jest łatwo. Jack zaczyna rozumieć, że ludzie nie zawsze są uczciwi, pieniądze jednak stanowią pewną korzyść, a do osiągnięcia sukcesu czasem sam talent nie wystarczy. Podczas przygody w Anglii wydarza się również coś, co przez lata nie daje o sobie zapomnieć...

Mija pięćdziesiąt lat. Jack jest schorowanym mężczyzną po przejściach, mieszkającym w domu opieki. Z czwórki dawnych przyjaciół została mu tylko dwójka, również doświadczonych życiem. Jeden z nich niespodziewanie wraca do wydarzeń sprzed lat; chce wrócić do Anglii śladem dawnej historii, by zamknąć ją do końca. Podróż przyjaciół rozpoczyna się zatem na nowo. A finał jest nadzwyczaj niespodziewany...

"Na gigancie" to moje pierwsze spotkanie z autorem. Słyszałam wiele dobrych opinii o cyklu "Wyspa Lewis", jednak do tej pory nie miałam okazji sięgnąć po jego twórczość. Ponoć "Wyspa..." jest dużo lepsza od opisywanej dziś przeze mnie książki. Nie wiem, bo nie mam porównania, jednak... Styl pana May'a bardzo mi odpowiada. Jest przejrzysty, wyraźny i dokładny; fakt, może stosuje on sporo opisów, jednak cała historia była dla mnie wręcz fotograficzna. I tak jak wcześniej wspomniałam, do samego czytania tej książki miałam kilka podejść. Mimo mocnego prologu - nie porwała mnie. Na przemian odkładałam ją, by później znowu przeczytać dosłownie jeden rozdział. Dopiero w kilkudziesięciu stronach zaufałam mocniej i... Pochłonęłam tę historię całościowo. Totalne zaskoczenie. Bardzo pozytywne. Nie wiem, które momenty podobały mi się bardziej; czy te z roku 1965, czy te obecne, których akcja działa się w roku 2015. Obydwie przestrzenie były ciekawe, intrygujące, trzymające w napięciu, a zbliżanie się do rozwikłania zagadki sprzed lat było przysłowiową kroplą drążącą skałę. Może nie jest to thriller, przez który nie można spać w nocy, jednak jest to dobrze spisana historia, w której nic nie jest oczywiste. Są ludzie młodzi, pełni ideałów, przepełnieni chęcią przenoszenia gór. Później ci sami ludzie muszą mierzyć się ze starością, która nie jest dla nich łaskawa. A najbardziej bolesnym wydaje się zmierzenie z samym sprzed kilkudziesięciu lat...

Autor stosuje wiele aluzji, przenikliwych analiz ludzkiego zachowania w kryzysowych sytuacjach; przez słowa przebija się wyraźny apel do dawania drugiej szansy, nieszufladkowania osób ze względu na ich wiek. "Na gigancie" to książka o dojrzewaniu, niespełnionych ideałach, dążeniu do perfekcji, która tak naprawdę nie istnieje. To opowieść o tym, że czasem źle podjęte decyzje mają swój finał w przyszłości, a sekrety skrywane przez lata prędzej czy później zawsze wyjdą na jaw. Życie w kręgu tajemnic bywa trudne, a nierozwiązane sprawy nie przysparzają chwały. To zestawienie młodości i starości, które przenikają się wzajemnie; wycieczka w ich głąb. Peter May osiągnął swój cel; napisał dobrą, trzymającą w napięciu książkę, której zakończenie zaskakuje. I zmusza do refleksji.

Polecam. Ja dałam tej lekturze szansę i nie żałuję. Wręcz przeciwnie. Niedługo sięgnę po kolejne książki autora!

Za książkę dziękuję Księgarni TaniaKsiążka! :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz