3.26.2017

"Jak gdybyś tańczyła" Diane Chamberlain

     O istnieniu klubu "Kobiety to czytają!", stworzonego przez Wydawnictwo Prószyński i S-ka wiedziałam od dawna, jednak bardzo rzadko sięgałam po nowości owego zgrupowania. Wiedziałam też, że jedną z sztandarowych pisarek tam jest niejaka Diane Chamberlain, której tytuły powieści niejeden raz zatrzymały mój wzrok w pobliskich księgarniach. Nie poświęcałam im jednak zbyt dużo uwagi i... To był mój błąd. Bo zauroczona piórem Nicholasa Sparksa, Richarda Paula Evansa, mężczyznami piszącymi typowo dla kobiet, nie dałam szansy... Kobiecie! Pani Diane - obiecuję poprawę, bo teraz wiem, że nigdy nie powinnam przejść obojętnie obok tylu Pani wspaniałości. Każdy tytuł już zapisałam na liście "do przeczytania" - co od razu i Wam polecam.


"Szkoda, że wspomnień nie można pozbyć się tak łatwo".
      Molly ma to, czego zapragnąć może każda kobieta: wspaniałego męża, dobrą pracę, piękny dom. Do szczęścia brakuje jej tylko jednego: dziecka. Wraz z Aidanem starają się o adopcję otwartą; rzecz cały czas kontrowersyjną, niepewną, wzbudzającą wiele wątpliwości i nachodzących refleksji. Para jednak bardzo pragnie maleństwa do kochania, dlatego jest w stanie pokonać wiele przeszkód, byleby tylko zrealizować swój cel. Adopcja otwarta polega na ciągłym kontakcie z biologicznym rodzicem, czy rodzicami dziecka - to właśnie oni wybierają osobę czy parę, której je zawierzą. Potencjalna para przyszłych rodziców musi wykazać się zaangażowaniem, warunkami nie tylko materialnymi, ale i ciepłem, wrażliwością, prawdomównością. Molly brakuje tylko tego ostatniego... Do tej pory bowiem nie powiedziała mężowi, jak to było z jej przeszłością. Aidan jest przekonany, że rodzice jego żony nie żyją, a ona sama doszła już do siebie w związku z ich stratą. Nic bardziej mylnego. Molly ma mamę. Mało tego. Mianowicie... Molly ma... Dwie mamy: biologiczną i tę, która ją adoptowała. Jak przyznać się przed mężem i całym światem do niezmierzonej ilości kłamstw, którymi ich karmiła od dwudziestu lat? Jak pogodzić się z przeszłością i uwierzyć w lepsze jutro? Jak żyć z odkrytymi tajemnicami z dzieciństwa, które boleśnie wpływają na teraźniejszość?

      W powieści otrzymujemy dwie narracje od głównej bohaterki. Obie pierwszoosobowe, jednak różne czasowo. Pierwsza to czas obecny - czyli walka młodego małżeństwa o adopcję dziecka, druga to moment dojrzewania Molly - zapis jej życia z okresu, gdy dziewczyna miała czternaście lat. Przez ten zabieg możemy poznać dojrzałą kobietę, jej ukształtowany charakter, motywy postępowania, oraz młodą dziewczynę wkraczającą w dorosły świat, podobnie jak powody jej późniejszych decyzji. Mimo, iż książka ma około pięciuset stron - Czytelnik w ogóle tego nie odczuwa; przez kolejne rozdziały po prostu się płynie. Naprawdę nie wiem czemu sięgnęłam po prozę Diane Chamberlain dopiero teraz. Autorka porusza ważne problemy społeczne: w tej powieści są to adopcja otwarta, konflikty moralne z nią związane, brak posiadania własnego dziecka i dramatyczna walka o spełnienie marzeń, choroba, którą jest stwardnienie rozsiane i utrudnienia życiowe, jakie z sobą niesie. Pani Chamberlain nie ucieka od trudnych tematów; wręcz przeciwnie - zagłębia się w nie jak tylko się da najbardziej. Pragnie (co jej się zdecydowanie udaje!) sprawić, by Czytelnik czuł mnogość emocji; by nie mógł się oderwać od lektury, cały czas chcąc więcej i więcej. Nie mogłam się doczekać wyjaśnienia tajemnicy Molly sprzed lat; tej, którą tak długo ukrywała przed mężem. Chciałam się dowiedzieć, co się stało, co kierowało bohaterką przy podejmowaniu ważnych życiowych decyzji, co ukształtowało jej postać, jej charakter, jej postawę. Autorka mnie nie zawiodła.

To na pewno nie jest książka, którą po przeczytaniu po prostu odkłada się na półkę; która pozostaje bez echa. To nie lektura, o której można szybko zapomnieć; wyzwala ona szereg wrażeń od współczucia, poprzez utożsamianie się z postawą głównych bohaterów, po złość, niezrozumienie ich postępowania. Zaręczam Ci, że ta publikacja wyzwoli w Tobie skrajności, o które nigdy siebie nie podejrzewałeś. To postawienie się w sytuacji innych osób, nie ma znaczenia, że fikcyjnych. Tacy ludzie są wśród nas, może to Twoi znajomi. Dobrze jest odkryć w sobie pewne pokłady tolerancji, zrozumienia, wrażliwości, empatii. Czy kłamstwo w tzw. dobrej wierze usprawiedliwia oszukiwanie najbliższej osoby? No właśnie. Nigdy nie wiesz, jak byś postąpił, gdybyś znalazł się w podobnej sytuacji. Diane Chamberlain odkrywa najskrytsze zakamarki ludzkiego serca; wyzwala to, co było do tej pory niewidoczne, zwraca uwagę na kwestie mogące wzbudzać wątpliwości - by pozwolić Czytelnikowi na osobiste ich pokonanie. Może i jest to moja pierwsza książka autorki, ale z pewnością nie ostatnia. Polecam. Polecam z całego serca, nie tylko kobieto, choć głównie jest kobietom adresowana.

OCENIAM: 5/5!

Autor: Diane Chamberlain
Seria/cykl: Kobiety to czytają!
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 504
Tłumaczenie: Michał Juszkiewicz

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Księgarni Taniaksiazka.pl

3.19.2017

"Życie po śmierci" Damien Echols

     Uwielbiam momenty, gdy na daną książkę trafię zupełnie przypadkiem, a okaże się ona naprawdę dobra. O poniżej opisywanej lekturze na pewno rzec nie można jednak, że jest "dobra". Nie można powiedzieć, że jest "bardzo dobra", albo po prostu "zła". Tego typu bowiem literatury nie da się nigdzie zaklasyfikować, po prostu tak się nie godzi. Do tej pory (a jestem już kilka miesięcy po przeczytaniu) nie mogę przejść ot tak do porządku dziennego po wydarzeniach rozgrywających się w książce. "Takie rzeczy się nie zdarzają, nie w dzisiejszych czasach", myślałam. No cóż, byłam w błędzie. Bo rzeczy, o których zaraz Wam opowiem, nie tylko zdarzyły się naprawdę, ale i zupełnie niedawno. Szok, niedowierzanie. I bolesne współczucie.


"Zło triumfuje wtedy, gdy dobrzy ludzie nie podejmują działania".
     Damien Echols, główny bohater powieści, a zarazem jej autor i narrator, już na samym wstępie zaznacza, iż niniejsza książka nie jest tą z gatunku brutalnych i krwawych opisów życia za więziennymi murami. To opis tego, co przeżył; włączając początek jego życia, staranne rozliczenie z każdym słowem czy gestem, mające na celu uświadomienie Czytelnikowi, jak okrutna sprawiedliwość, a raczej jej brak - panuje na świecie. To swoisty pamiętnik i zapis dni w ciasnej celi, ze świadomością, iż następny dzień może być tym ostatnim. 

Nigdy wcześniej nie słyszałam, jak się okazuje o "słynnej" trójce z West Memphis. Troje przyjaciół, jeszcze właściwie dzieci, znalazło się pośrednio w nieodpowiednim miejscu, w nieodpowiednim czasie. Wszyscy oskarżeni o zbrodnię, której nie popełnili, jednak tylko Echols był sądzony jako pełnoletni. Wyrok - kara śmierci. Wydawać by się mogło, że skoro mamy XXI wiek, moc adwokacką, sprawiedliwe sądy, wszelkiego kalibru pomoc skazanym, podobne rzeczy dziać mogą się jeszcze tylko w starych filmach. Nic bardziej mylnego. Kolejna rzecz, można pomyśleć: w porządku, zamordował, jest winny, niech doczeka tego samego. Ale i tu pojawia się szereg wątpliwość i brak jednoznacznych dowodów mających świadczyć o winie Damiena. I co teraz? Okazuje się, że nic. Wyrok jest wyrokiem, niewinny człowiek ma umrzeć, by dać dowód iż amerykański sąd zawsze postawi na swoim, a znajomości "na górze" odniosą sukces. Błędy policji przecież można zamieść pod dywan, a pasujące do Damiena oskarżenia, ze względu na jego przeszłość, dzieciństwo, życiorys - stanowią idealną sprawę. Po prostu. Damien nie ukrywa niczego w swojej opowieści; powoli snuje się wraz z Czytelnikiem poprzez najmłodsze lata, poprzez sam proces oskarżenia, pobyty w więzieniach, poznanie swojej żony Lorri, pomoc okazaną przez całkiem obcych ludzi, ale i znane osobistości ze świata showbiznesu, jak np. Johnny'ego Deppa czy Marylina Mansona. Dzieciństwo nie opływało w luksusy; Damien sam przyznaje, że należał do dzieci posiadających trudności. Jego czarny ubiór, słuchanie zespołów metalowych nie przysparzały mu sympatii sąsiadów. To było głównym powodem oskarżenia w czasach, gdy panicznie bano się satanistów. Gdy więc doszło do mordu na tle rytualnym, pierwszym podejrzanym automatycznie stał się Damien, wraz ze swoimi kolegami. Można odnieść wrażenie, iż autor nie okazuje żadnych emocji, pisząc każde słowo, jednak pomiędzy wierszami nietrudno się domyślić, jak bardzo boli go świadomość, iż padł ofiarą bezdusznego systemu. Policjant, który uwziął się na niego, nie odpuszczał do końca, więc walka była tym cięższa. Na szczęście Echols miał wokół siebie osoby, którym na nim zależało, i wciąż zależy, przez co nie oszalał zaszczuty niesłusznymi oskarżeniami w amerykańskim więzieniu. 
"Dla stada nie ma rzeczy zbyt banalnych. Nijakich ludzi ciągnie do nijakości".
Jeśli spodziewacie się krwawych opisów więziennej rzeczywistości, to niestety muszę Was wyprowadzić z błędu; niczego takiego tu nie ma. Jest jednak ból, rozczarowanie, niepewność, niemożliwe oczekiwanie na to, co nieuniknione. Jest ogromna walka o prawdę, o udowodnienie kłamstw i niewinności bezbronnego człowieka. Są ogromne pieniądze, za którymi kryje się wyjście z niejednej sytuacji; biedny Echols bowiem nie mógł liczyć na porządną obronę za wszelką cenę - dopiero przy pomocy obecnej żony, jej determinacji, zaangażowaniu i wierze w słuszne działanie, nagłośnieniu sprawy, pociągnięciu za sobą zainteresowania mediów, gwiazd znanych ze szklanego ekranu - udało się mu zobaczyć w końcu słońce. Nie zdradzę kompletnego zakończenia, bo mimo, iż jest jasne ze względu na tytuł historii - nie jest do końca takim, jakim się może wydawać. Ostatnie strony to aneksy do sprawy; Damien wyszedł na wolność w 2011 roku, zaledwie 6 lat temu. 

"Życie po śmierci" to swoisty zapis przeżyć człowieka przebywającego w więzieniu; któremu najbardziej brakowało zieleni trawy czy promieni słońca. Który był pomiatany przez strażników i innych współwięźniów, nierozumiany przez świat, niewysłuchany przez nikogo. Gdyby nie ludzie, którzy postawili wiele na jedną kartę, byleby tylko Damien mógł wyjść na wolność - on pewnie nadal oglądałby tylko cztery ściany celi. To opowieść o bezdusznej niesprawiedliwości, nieustannym czekaniu w trwodze na kolejny dzień, lękach, strachu towarzyszących na każdym kroku, braku zwykłej codzienności, której my tak często nie doceniamy. To pamiętnik, obok którego nie można, NIE WOLNO przejść obojętnie. 

Polecam, bo warto znać tę pozycję wydawniczą, jednak nie oceniam, gdyż takich rzeczy ocenić się po prostu nie da.

Autor: Damien Echols
Tytuł: Życie po śmierci
Wydawnictwo: Znak Literanova
Ilość stron: 496
Tłumaczenie: Maciej Prusator

3.09.2017

"Margo" Tarryn Fisher

    Tarryn Fisher kojarzę z trylogii "Love me with lies" i powieści "Never never" napisanej wraz z Colleen Hoover. Nic dziwnego więc, że gdy w moich rękach znalazła się "Margo" pomyślałam po prostu: ot, kolejna młodzieżówka, przeczytam raz dwa co tam ciekawego autorka zmalowała. Zmalowała. Oj, tak; pozamiatała równo, bez dwóch zdań.


"(...) marzenia nigdy nie są bez sensu. Marzenia to plany, dzięki nim twoje serce zaczyna bić, a kiedy zacznie, zaraz za nim podąża głowa".

Bone to ponure miasteczko, w którym nietrudno o depresję czy popadnięcie w melancholię w najgorszym tego słowa znaczeniu. W Bone nic nie jest kolorowe; miejsce to spowija szarość. Ludzie żyją, ale jakby nie żyli; na każdym kroku czai się smutek, ponury nastrój, otępienie. Wśród takiej stagnacji żyje tytułowa bohaterka powieści - Margo. Dziewczyna pracuje w sklepie z używaną odzieżą, jest na usługach mamy, która traktuje ją jak najgorsze zło, kalając swe imię najstarszym zawodem świata. Margo pragnie zmian, chce od życia czegoś więcej niż smutnej wizji przyszłości, bez emocji i osób, którym naprawdę by na niej zależało. Wiele zmienia się, gdy dziewczyna zaprzyjaźnia się z Judahem - niepełnosprawnym sąsiadem. Ich wspólne rozmowy, przebywanie w swoim towarzystwie wiele dla Margo znaczą. Czuje, że jej dotychczas nędzna egzystencja nabiera barw; gdy jest ktoś, komu może się wyżalić, poskarżyć, powierzyć swoje problemy i rozterki. Judah doskonale ją rozumie, sam bardzo docenia obecność przyjaciółki. 

Do czasu, gdy w mieście ginie dziewczynka...
"Smutek to emocja, której możesz zaufać. Jest silniejszy niż wszystkie inne. Przy smutku radość wydaje się chwilowa i niepewna (...)"
Główna bohaterka żyje w mieście bez perspektyw; bez marzeń i radości buduje swój mały świat. W Bone, gdzie Twoim sąsiadem może być diler narkotyków, sadysta albo złodziej, dziewczyna odnajduje przyjaźń, która staje się osią napędową jej życia. Postanawia je diametralnie zmienić; wyjeżdża, jednak... Z Bone nie da się tak po prostu wyjść. Ono zawsze pozostanie w Tobie. Pożeracz, bo tak na swój dom mówi Margo, jest świadkiem wydarzeń rozgrywających się w Bone. Najpierw dochodzi do morderstwa Neveah - siedmioletniej dziewczynki, następnie giną kolejne osoby. Gdzie w tym wszystkim jest główna bohaterka? No właśnie. Margo to nadzieja na lepsze jutro, promień wiary w sprawiedliwość. I pomimo, iż zło staje się jej drugim imieniem, ona sama jest przekonana, że warto. Bez względu na resztę świata. 

"Margo" to opowieść o nieszczęśliwym dzieciństwie, gdzie mała dziewczynka pragnie zainteresowania ze strony najbliższej osoby; o potrzebie bycia zrozumianym i dostrzeżonym wśród innych. To historia o przetrwaniu w najbardziej kryzysowych momentach życia; o poszukiwaniu zmian i wyciągnięciu wniosków, że nie zawsze są one lepsze. To książka o niemożliwie silnej woli zemsty i odegraniu się za całe zło, nawet w imieniu nieznanych sobie ludzi, którzy nigdy nie będą w stanie się o tym dowiedzieć. To powieść wciągająca, zaskakująca i dające wiele do myślenia. To poszukiwanie samego siebie w niezgłębionych przestrzeniach swojego umysłu, który, jak się okazuje, może płatać nam niebezpieczne figle. To walka z samym sobą o zrozumienie siebie i swojego postępowania, gdzie motywy wydają się niejednokrotnie przewrotne. Kompletnie nie tego się spodziewałam. Myślałam, że Fisher nakreśliła kolejną młodzieżową historię, dla określonej grupy wiekowej - dobrą, aczkolwiek przechodzącą bez większego echa. Tymczasem dostałam obuchem w głowę tematem nieprzeciętnie trudnym i ciężkim do zniesienia. Nie wiedziałam, że Tarryn może pisać AŻ tak dobrze o tak niebezpiecznym motywie. Pełen szacunek i podziw; choć książkę czyta się świetnie, nie sposób nie rozmyślać intensywnie nad każdym jej rozdziałem. Autorka wprowadza Czytelnika w stan kompletnego rozbicia; ostatnie strony pochłania się wręcz jednym tchem, oczekując finału. To niesamowite, jaką zagadką jest ludzki umysł. Wydaje się nam, że znamy siebie na wylot, że jesteśmy pewni każdego swojego ruchu, myśli; że jesteśmy w stanie przewidzieć każdy swój czyn. Nic bardziej mylnego. W pewnym odniesieniu wszelkie nasze decyzje mogą okazać się jednym wielkim złudzeniem, niemającym nic wspólnego z normalnością. 

Jak bardzo znasz samego siebie? 
Czy na pewno Twój ruch jest tym, jaki zaplanowałeś? 
Czy brzydzisz się zemstą? 
A co, jeśli pragnąłbyś się zemścić za krzywdę kogoś innego?
Co, jeśli został zraniony ktoś Ci najbliższy i najdroższy?
No właśnie. Dobrze się zastanów. 

Powieść przerażająca, ale uświadamiająca wiele spraw. Polecam, choć to publikacja na raz. Drugi raz po prostu nie będziesz w stanie tego czytać; za pierwszym razem wryje się w głowę i serce DOBITNIE. Warto.

OCENIAM: 5/6!

Autor: Tarryn Fisher
Tytuł: Margo
Wydawnictwo: SQN
Ilość stron: 320
Tłumaczenie: Agnieszka Brodzik

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Księgarni Taniaksiazka.pl, gdzie znajdziecie również mnóstwo bestsellerów.

3.04.2017

"Dziewczyna z Summit Lake" Charlie Donlea

     Nie jest żadną tajemnicą, iż thrillery i kryminały nie były (i nadal nie są, mimo, że sięgam po nie coraz częściej) moim ulubionym gatunkiem literackim. Nie będę zatem spierać się ze znawcami i sympatykami powyższego; a tłumaczę się dlatego, gdyż od razu powiem, że mnie się "Dziewczyna z Summit Lake" bardzo podobała, w sieci zaś aż roi się od niepochlebnych opinii. Nie wiem, nie znam się, ale się wypowiem. A jakże.


"(...) Tylko dziewczyna - jednego dnia żywa, kolejnego już martwa".

Zarys fabuły powyższej książki zainteresował mnie na tyle mocno, że jeszcze w tamtym roku dodałam ową publikację do listy moich książkowych zachcianek. I gdy tylko otrzymałam ją w prezencie... Musiała swoje odczekać, jednak... Warto było, gdyż z każdą stroną smakowała bardziej. Mimo, iż jest tak nisko oceniana.

Summit Lake to urocze małe miasteczko, gdzie mieszkańcy wstają wcześnie rano by pooglądać bajeczny wschód słońca przy wodospadzie; uwagę zwracają charakterystyczne domy na palach, poza tym nie dzieje się tu nic tajemniczego, intrygującego, szczególnego. Do czasu. Gdy w niewyjaśnionych okolicznościach ginie młoda dziewczyna, a śledztwo owiane jest mrokiem sekretów nawet przed miejscową policją - każdy zaczyna zastanawiać się, co takiego mogło się wydarzyć w tej pozornie nietykalnej mieścinie. I dlaczego właśnie ofiarą jest córka zamożnego mieszkańca, Becca Eckersley. Dziennikarka Kelsey Castle, która sama musi uporać się ze swoimi demonami przeszłości, przyjeżdża do Summit Lake, by napisać artykuł o śmierci dziewczyny. A gdy na jaw wychodzą kolejne fakty... Nic już nie będzie takie samo jak wcześniej.

Becca jest obiecującą studentką prawa, ma ścisły krąg bliskich znajomych, kochającego ją chłopaka, plany na przyszłość, które na bieżąco są weryfikowane poprzez niespodziewane wydarzenia i decyzje głównej bohaterki. Pewnego dnia Becca przyjeżdża do domu, by w spokoju pouczyć się do egzaminów. Wieczorem ginie w niewyjaśnionych okolicznościach, gdzie nic nie wskazuje na ślady włamania, czy bójki. Dziewczyna żyła, a nagle zostaje znaleziona martwa. Co się tak naprawdę stało? Nikt nic nie wie, wszyscy milczą, sekret goni sekret...

Książkę pochłania się jednym tchem; równolegle poznajemy dwie perspektywy czasowe: tę za życia Bekki i moment, w którym Kelsey prowadzi swoje własne śledztwo. Pośrednio zgadzam się z niektórymi opiniami w Internecie, że to dziwne, iż wszelkie poszlaki i dowody są utajnione nawet przed miejscową policją, że jest to niedopatrzone, niedoprowadzone do końca, jednak dla mnie: czytelnika - laika (w zakresie kryminałów czy thrillerów) takie rzeczy naprawdę mają drugorzędne znaczenie. Liczy się postęp akcji i gwałtowne jej zwroty, przez które nic nie jest takim jakim się wydaje. Autor świadomie wprowadza Czytelnika w błąd; jest się przekonanym o kompletnie innym zarysie sytuacji, a finał wbija w fotel. Dzięki mało obszernym rozdziałom, ciągle myśli się tylko o jednym: jeszcze jeden i idę spać. Nieprawda. Z jednego robi się kilka, aż w końcu jesteśmy na ostatnich stronach, z wypiekami na policzkach. Postaci zostały wyraźnie wykreowane; można się z nimi utożsamiać - czy to z główną postacią Beccą i jej życiem studenckim, czy to z Kelsey i jej pogonią za prawdą. Zagłębiając się w powieść, nieustannie towarzyszy nam uczucie niedopowiedzenia, czegoś ulotnego, czego nie da się uchwycić w jednej chwili. Motywem przewodnim jest myśl, iż należy chwytać dzień, cieszyć się nim w danym momencie, gdyż podobna chwila może się już po prostu nie zdarzyć. 

Mnie się książkę czytało bardzo lekko; zanim się zorientowałam, już był jej koniec, a ja zostałam z poczuciem niedowierzania, że autor poprowadził akcję właśnie w taki sposób. Totalne zaskoczenie. Polecam, naprawdę. Dajcie tej książce szansę.

OCENIAM: +4/6!

Autor: Charlie Donlea
Tytuł: Dziewczyna z Summit Lake
Wydawnictwo: Filia
Seria/cykl: Mroczna Strona 
Ilość stron: 416
Tłumaczenie: Anna Rogulska

3.01.2017

"Pani Einstein" Marie Benedict

     Rzadko sięgam po literaturę zakrawającą na tę z gatunku historycznej czy opartej na prawdziwych wydarzeniach. Nie pałam chęciami czytelniczymi do biografii; zwykle myślałam, iż w tego typu książkach nie znajdę nic dla siebie. Jakże się myliłam. Nie wiem dlaczego, ale odkąd tylko opisywana dziś przeze mnie książka znalazła się w zapowiedziach, dosłownie przez skórę czułam, że prędzej czy później i tak trafi w moje ręce. I nie żałuję. Nie żałuję ani minuty spędzonej przy tej lekturze. 

A o czym mowa? Zapraszam.


"- Jesteś geniuszem, ale nie masz pojęcia o ludzkim sercu".

Zanim jeszcze sięgnęłam po "Panią Einstein", domyślałam się, że ta książka będzie taką, która nie tylko zasłużenie otrzyma moją uwagę, ale również pochłonie ją bez reszty. Historia kobiety, o której nie wspomina świat, nie może przejść niezauważenie.

Alberta Einsteina zna każdy; niesamowicie inteligentny fizyk, któremu zawdzięczamy m.in. teorię względności, ogromny wkład w dziedzinę nauk ścisłych. To zdobywca Nagrody Nobla, profesor wielu światowych uczelni, geniusz, który ciężką pracą zasłużył na wieczną pamięć. Ale czy aby na pewno? No właśnie. Jak sama autorka zaznacza: "celem (...) nie jest umniejszenie znaczenia Alberta Einsteina dla ludzkości i nauki, ale przywrócenie człowieczeństwa naukowym odkryciom". Zaręczam Wam jednak, iż po przeczytaniu owej książki, wszelkie pozytywne uczucia ku osobie pana Einsteina zaczynają się chwiać. Ale po kolei.

Bohaterką książki jest Mileva Marić - pierwsza żona Einsteina; niesamowicie mądra i inteligentna kobieta, zakochana w świecie nauki. Z powodu swojego kalectwa (uszkodzone biodro, które sprawia, iż Mileva kuleje) kobieta nie marzy o niczym innym, niż życiu w świecie wielkich umysłów. Nie wierzy, że jakiś mężczyzna mógłby spojrzeć na nią z uczuciem, wie, że prawdopodobnie nie będzie mogła mieć dzieci, jednak nie chce zostać w domu - czuje, że jest stworzona do czegoś więcej. Nie bez powodu przecież wyróżnia się na tle naukowym swoich rówieśników. Wiek XIX to nietolerancyjny czas dla kobiet, zwłaszcza na uczelniach wyższych. Mitza (bo tak nazywają Milevę bliscy), która pochodzi z Serbii, dotkliwie odczuwa ciężar bycia taką właśnie osobą, jaką po prostu jest. Nie poddaje się jednak i cierpliwie dąży do celu. Znosi uszczypliwe uwagi i brak szacunku okazywany przez mężczyzn. Wiedza jednak broni się sama i wkrótce kobieta się o tym przekonuje. Zakochuje się w niej kolega z grupy, Albert Einstein, który za wszelką cenę pragnie pozyskać jej uwagę i zainteresowanie. Mileva broni się przed tym uczuciem; ucieka przed nim nawet na semestr studiów do innego kraju, jednak przeznaczenie zawsze znajdzie drogę do spełnienia się. Albert nie ustępuje w staraniach o wybrankę, aż w końcu ona mu ulega i pozwala się porwać w oszałamiający świat nauki, mężczyzn dyskutujących o nowych teoriach, wynalazkach i eksperymentach, poszukiwań nowych materii, wyjaśniania problematycznych kwestii, opiniowania w światowych dysputach. Jednak każdy kij ma przecież dwa końce i Mileva boleśnie się o tym przekonuje. Pierwszoosobowa narracja pomaga Czytelnikowi bardziej zagłębić się w umysł tej interesującej postaci, która mogła wstrząsnąć światem nauki. Zabrakło jej jednak szczęścia i odwagi.

Świat zna Alberta Einsteina jako genialnego fizyka, który na swojej wiedzy, intelekcie i uporze zbudował sobie pomnik pamięci na zawsze. Pewne przesłanki jednak wskazują na to, iż jego pierwsza żona znacząco mu pomogła w jego dokonaniach, jednak została brutalnie pominięta, chociażby w podpisach pod słynnymi teoriami. Albert w powieści jawi się jako egoistyczny mężczyzna, myślący tylko o sobie i swojej karierze; żądny coraz bardziej napływającej popularności, kompletnie nie panuje nad swoim despotycznym zachowaniem. Obwinia Milevę o każde niepowodzenie, zarzuca jej absurdalne rzeczy, chociażby to, iż zaszła w ciążę w najmniej korzystnym dla niego okresie. Wykorzystuje ją, traktuje z lekceważeniem, nie zwracając uwagi na jej problemy oraz chęć chłonięcia nauki, powrotu do świata uniwersyteckiego, gdzie czuła się jak ryba w wodzie. Einstein nie docenia swojej żony, co jawnie jej okazuje, nie tylko twarzą w twarz, ale przy jego kolegach czy bliskich kobiety. Mileva, niesamowicie stłamszona, dopiero po rozmowie z podziwianą Marią Curie - Skłodowską zaczyna rozumieć, jak bardzo dała się omotać. Żadna kobieta nie powinna zgadzać się na takie zachowania męża, liczne zdrady, pretensje i wymówki. Nie wiem, ile w książce jest prawdy, jednak autorka nie wyssała sobie na pewno tej historii z palca. Opierała się na listach małżonków, skąd jasno wynika, iż pisywali do siebie o "ich wspólnej" pracy nad teorią względności, co daje podstawy do stwierdzenia, iż Albert nie wymyślił jej całkowicie sam. Ja również nie chcę teraz umniejszać jego dokonaniom, jednak jako mężczyzna w żaden sposób mnie nie zachwycił. Wręcz przeciwnie. Odrzuca każdym swoim słowem czy gestem. Jest zarozumiały do granic możliwości, samolubny i dwulicowy. Ale to historia Milevy, więc dalsze wnioski zostawiam do otwartej dyskusji.

"Pani Einstein" to hołd okazany kobiecie, która była geniuszem, jednak nie dane jej było zaistnieć w pełni na naukowej scenie świata. To opowieść o człowieku, który znalazł się w cieniu drugiej połowy; gdzie znalazł się w niewłaściwym czasie i w niewłaściwym miejscu. To historia, która pokazuje, iż kobiety również mają głos w wielu sprawach i że nie należy go lekceważyć; nie zawsze każda jest powołana do powszechnie uznawanej roli żony i mamy - czasem stworzona jest do bycia kobietą nauki. I taka właśnie była Mileva, choć w każdej płaszczyźnie życia odnajdywała sens i cel. Takie postaci należy podziwiać i w żadnym wypadku nie można o nich zapomnieć. 

Polecam, polecam bardzo!

OCENIAM: 5/6!

Autor: Marie Benedict
Tytuł: Pani Einstein
Wydawnictwo: Znak (Horyzont)
Ilość stron: 320
Tłumaczenie: Natalia Mętrak - Ruda

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Księgarni internetowej Taniaksiazka.pl
Polecam nowości!

*

Prawie trzy tygodnie mojej nieobecności, ale wracam, powoli wracam, cierpliwości :) ...