5.09.2018

Wielka promocja w TaniejKsiążce!


Hej hej!

Serdecznie zapraszam Was na stronę Księgarni TaniaKsiążka.pl, gdzie od DZIŚ trwa wielka promocja! Chcecie znać więcej szczegółów? Proszę bardzo!


Gdzie?

Wchodzicie w poniższy link: KLIK

Kiedy?

Od DZIŚ do 15 MAJA (do godziny 23:59)

Ale w ogóle o co chodzi?

TaniaKsiążka zorganizowała szaloną promocję, gdzie ponad 600 książek jest dla Was dostępnych już za... 11 złotych! Co trzeba zrobić? Z podanej puli książek wybrać 3, wrzucić je do koszyka i... Czekać, aż w finalnym rozrachunku pojawi się kwota 33 złotych. Proste, prawda? Wchodzisz, zabierasz 3 książki i płacisz zaledwie 33 złote... Kwota zmienia się w koszyku, więc bez obaw! Ale ilość jest ograniczona, więc trzeba się spieszyć, kto pierwszy ten lepszy! :)

Czy się opłaca?

No pewnie! Gorąco zachęcam! :)


POSPIESZ SIĘ! 

5.04.2018

"Ty i teraz" Lidia Jasińska



Autor: Lidia Jasińska
Wydawnictwo: Imprint Media
Ilość stron: 240
Rok wydania: 2018

"Jeśli nasz świat miałby runąć, to już lepiej kurczowo trzymać się złudzeń".

Bardzo rzadko sięgam po różnego rodzaju poezje; tomiki wierszy, cytatów, złotych myśli nigdy specjalnie do mnie nie przemawiały, gdy w alternatywie miałam wciąż niekończącą się półkę prozy do przeczytania. Dlatego, gdy w moje ręce trafiły aforyzmy Pani Lidii Jasińskiej - byłam (całkiem szczerze!) sceptycznie nastawiona. Zupełnie niepotrzebnie. Wręcz przeciwnie - teraz już wiem, że po podobną literacką ucztę powinnam sięgać częściej!

"Ty i teraz" ujęło mnie od pierwszego wejrzenia; wydanie jest po prostu cudowne. Twarda, elegancka okładka, gruby papier, czerwona zakładka - i pomimo iż książeczka jest małych rozmiarów - naprawdę cieszy oko swoją powierzchownością. A cóż dopiero znajduje się w środku! Same perełki, z którymi nie sposób się wręcz rozstać.  

"Nie sztuka wejść mężczyźnie w krew, lecz długo w niej krążyć".

"Ty i teraz" to zbiór ponad 700 aforyzmów, czyli krótkich, najczęściej jednozdaniowych myśli, złotych sentencji, które w mądry i celny sposób wyrażają poglądy dotyczące każdej sfery życiowej. Pani Lidia Jasińska karmi nas swoimi spostrzeżeniami dotyczącymi płynności życia i zmian w nim zachodzących; MIŁOŚCI  i tego, jak bywa nieprzewidywalna; codzienności, gdzie każda chwila ma znaczenie; marzeń, o które warto walczyć bez względu na to, co "powiedzą inni"; oraz mnóstwa innych zagadnień. Samą książkę można przeczytać w godzinę, jednak uznałam za ważne i istotne - by czytać ją dłużej z zamiarem zatrzymania się choć na chwilę przy każdym zdaniu. To niewiarygodne jak w kilku słowach można rzucić niesamowicie celną puentą; jak wyrazić niejednokrotnie to, co komuś innemu zajęłoby być może i kilka książek; jak otworzyć oczy na pozornie błahe sprawy, które ważą na całej przyszłości. Urzekło mnie pióro Autorki, jej bystrość, zdolność do zauważenia tego, co mi czasem umyka. Naprawdę zatrzymywałam się nad każdą sentencją i dumałam nad nią, odnosząc ją do siebie, swoich decyzji, swojej wędrówki, którą szumnie nazywamy życiem. Autorka uświadamia, że trzeba spojrzeć z dystansu na pewne sprawy; nigdy nie wiadomo, co przyniesie los - czasem szczęście, radość i spełnienie, a czasem ból, rozczarowanie i łzy. Na każdą z tych ewentualności trzeba się jednak przygotować i stawić jej odważnie czoła. Po tej lekturze wiem teraz, że podobna literatura jest potrzebna - ja na pewno będę częściej sięgać po motywujące teksty, gdyż one naprawdę wiele wnoszą w mój świat! Książka idealna na prezent. Polecam.


Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Barbelo i Agencji Wydawniczej Imprint Media ;)

4.23.2018

"Wyśnione życie" Cynthia Swanson



Autor: Cynthia Swanson
W oryginale: The Bookseller
Wydawnictwo: Kobiece
Ilość stron: 424
Tłumaczenie: Ryszard Oślizło
Rok wydania: 2018

"Wystarczy drobiazg, aby zmienić bieg wydarzeń".

SEN.

Ten dobry; piękny, magiczny, zabierający w podróż do krainy fantazji, gdzie niemożliwe staje się realne. Ukazujący ukryte pragnienia, odważne marzenia, dążenie do realizacji planów i zamiarów, z którymi lekko można rozminąć się w pośpiechu dnia codziennego. Kojący, uspokajający, dający wytchnienie i oderwanie się od rzeczywistości choć na moment nocy. Stający się tym, czego chcesz właśnie w TYM momencie, bez względu na konsekwencje. Bo to Twój sen i Ty jesteś jego władcą.

Ten zły, zwany koszmarem; potrafi zepsuć niejeden pozornie spokojny sen. Kradnący uwagę, obnażający strach i ukryte lęki, mocny, zapadający w pamięć, gdzie przebudzenie przynosi ogromną ulgę. Niewyczekiwany, a jeśli już - to z obawą - co przedstawi i jak długo będzie trwał. 

I dobre i złe sny łączy jedno: alternatywna rzeczywistość, gdzie ułuda przeplata się z ilością niewykorzystanych szans. Jedno zamknięcie oczu może przenieść Cię w świat, za którym tęsknisz lub którego tak bardzo nienawidzisz. Albo niecierpliwie wyczekujesz wieczoru... Albo obawiasz się go, wiedząc, ile zła z sobą przyniesie. Zasypiasz z radosnym oczekiwaniem odpoczynku czy z lękiem ponownego zmęczenia? Jakie sny nawiedzają Cię nocą? Znikają zaraz po przebudzeniu, czy wręcz przeciwnie - pamiętasz je z fotograficzną dokładnością i chcesz ponownie się w nich zanurzyć? SEN. Jedno słowo, a tak wiele znaczeń...

Kitty to ponad trzydziestoletnia główna bohaterka powieści "Wyśnionego życia"; prowadzi wraz ze swoją przyjaciółką Friedą księgarnię "Dwie siostry". Firma niestety nie przynosi zysków, co dosłownie spędza sen z powiek obu kobietom. Kitty jest bardzo samotna, mieszka jedynie z kotem Aslanem oraz żyje w rodzinnym szczęściu swoich rodziców. Pozornie ma to, czego oczekiwać od życia może przeciętny człowiek: kochających go ludzi, przyjaciela, na którego może liczyć w każdej sytuacji, uwielbianą przez siebie pracę (nawet gdy nie przynosi ona zbyt dużych zysków). Jednak Kitty w głębi duszy jest bardzo samotna i marzy... Marzy o zupełnie innym życiu. I - jak się okazuje, droga do alternatywnej rzeczywistości wcale nie jest taka trudna. Odbywa się ona bowiem dzięki... Snom. Za każdym razem gdy Kitty zaśnie, przenosi się do innego świata. Do miejsca, gdzie wszyscy nazywają ją Katharyn. Katharyn ma cudownego męża, trójkę dzieci; z pasją oddaje się domowym obowiązkom, jest szczęśliwa, kochana, inna niż jej drugie "ja" - Kitty. Życie jednak, jak to życie - bywa niemożliwie przewrotne; więc i w idealnym życiu Katharyn pojawiają się czarne chmury. Gdy granice pomiędzy snem a rzeczywistością zaczynają się niebezpiecznie zacierać, Kitty nie wie, które życie jest jej tym prawdziwym, a które fantazją, utopią, gdzie przeznaczenie bywa ulotne. 

Jestem pod ogromnym wrażeniem powyższej książki. Pozornie prosta fabuła niesamowicie zmusza do refleksji. Kim bym była w innym życiu? Gdzie bym była, gdybym mogła mieć naprawdę na to wpływ? Czy dokonałabym takich wyborów, z jakimi musiałam się zmierzyć do tej pory? Czy daną decyzję podjęłabym ponownie? Czy spaliłabym za sobą mosty czy wręcz przeciwnie? Czy istniałaby dla mnie alternatywna rzeczywistość, z którą po prostu MUSIAŁABYM sobie poradzić? Cynthia Swanson perfekcyjnie prowadzi Czytelnika, dając mu szansę odpowiedzi na powyższe pytania. W pewnym momencie nie wiadomo, co jest snem, a co prawdziwym życiem; wciąż się zastanawiałam, której realności dla głównej bohaterki bym pragnęła, co bym JA wybrała, a jak finalnie się stało... "Wyśnione życie" to lektura, która może nie będzie trzymać w napięciu, jednak zauroczy swoją prostotą i niebanalnym rozwinięciem tematu snów, gdzie tak naprawdę zdarzyć się może wszystko. Historia Kitty-Katharyn uświadamia, iż nie ma życia idealnego; wszędzie zdarzają się rysy na pozornie gładkiej tafli szkła. Człowiek nie jest w stanie uciec przed swoim przeznaczeniem czy przyszłością; jedna decyzja, jeden wybór, jedno słowo - mogą mieć kolosalny wpływ na ciąg dalszy ludzkiej wędrówki. A konsekwencje mogą być... Nieodwracalne. "Wyśnione życie" to cudowna opowieść o tym "co by było, gdyby..." - a gdyby... No właśnie. Duży plus dla autorki za poruszenie trudnych tematów śmierci, autyzmu, samotności w tłumie. Naprawdę zatrzymałam się na chwilę, by zastanowić się nad kilkoma ważnymi kwestiami; uwielbiam takie lektury, dzięki którym wyciągam dla siebie mnóstwo dobrych rad i wniosków. Przez tę powieść dosłownie się płynie; autorkę cechuje lekki, ale dobry i elegancki styl, dzięki któremu nie sposób się oderwać od książki. Z niecierpliwością czekam na ekranizację, gdzie główną rolę ma zagrać sama Julia Roberts! Polecam całą sobą! 

Za egzemplarz recenzyjny dziękuję Księgarni TaniaKsiążka, gdzie znajdziecie mnóstwo książek dla kobiet! :)

4.13.2018

"Ta dziewczyna" Michelle Frances



Autor: Michelle Frances
Tytuł: Ta dziewczyna
Wydawnictwo: Albatros
Ilość stron: 416
Tłumaczenie: Paweł Lipszyc
Rok wydania: 2018

"Jakież to niewłaściwe, jakie śmieszne: sądzić, że nie może być z kimś z innego środowiska, że inni są od ciebie lepsi, bo mają pieniądze".

Jakże uwielbiam takie książki! 


Dwie kobiety. Jeden mężczyzna. I niebezpieczna rywalizacja, która nie może zakończyć się powodzeniem dla żadnej ze stron. 

Laura pozornie ma to, o czym pomarzyć może niejedna kobieta. Piękny dom, willę w zagranicznym mieście, mnóstwo pieniędzy, obycie, szyk, styl i pracę w telewizji. I nieważne, że od lat żyje z mężem w dziwnej relacji, ni to separacji, ni to w związku, gdyż świat przysłania jej tylko jeden mężczyzna - syn. Laura jest zapatrzona w swoje dziecko - wchodzącego w dorosłe i dojrzałe życie Daniela, lekarza, z którym wiąże ona wielkie nadzieje. Dlatego, gdy przyprowadza on do domu swoją dziewczynę Cherry, Laura naprawdę bardzo się stara, by nie wyjść na zdesperowaną kobietę, która musi się podzielić swoim największym szczęściem. Jednak nic nie jest do końca tym, czym się wydaje...

Cherry jest zupełnym przeciwieństwem Laury. Nie ma wykształcenia, mieszkania na własność, liczy każdy grosz, pracuje w znienawidzonej przez siebie agencji nieruchomości, licząc na magiczną poprawę swojej sytuacji. Unika i wstydzi się mamy, która jest kasjerką w supermarkecie, obwiniając ją o niepowodzenia w swoim życiu. Dlatego, gdy na swojej drodze spotyka Daniela - przystojnego, kulturalnego, zabawnego, i co najważniejsze, bogatego mężczyznę - Cherry wierzy, że to właśnie cudowne zrządzenie losu zapukało do jej drzwi. Dziewczyna zrobi WSZYSTKO, by nie wypuścić z rąk takiej szansy. Nie jest jednak jedyną kobietą, której zależy na Danielu, z całkiem innych powodów niż jej własne. 

Gdy rozpoczęłam przygodę z tą lekturą, na pierwszych stronach powieści nic się nie działo. Owszem, Czytelnik zostaje wprowadzony w życie Laury, Cherry; poznaje całą otoczkę niebezpiecznego trójkąta, gdzie każde słowo, myśl, ruch i gest mają znaczenie. Z każdą kolejną chwilą jednak pojawia się dziwne uczucie klaustrofobii; atmosfera robi się gęsta, duszna, a pozornie niewinna "walka" o uczucie Daniela przybiera formę dziwnej rywalizacji, z której cało może wyjść tylko chyba sam Daniel. A cała prawdziwa akcja "Tej dziewczyny" zaczyna się od... Kłamstwa. Potwornego kłamstwa, siejącego zamęt i zniszczenie. Pojawia się słynny efekt domina, gdzie jedna półprawda pociąga za sobą kolejne; niedopowiedzenie goni niedopowiedzenie, sieć intryg się zacieśnia, tworząc swoistą pajęczynę oszustw. Do czego zdolna jest kobieta, by zaskarbić sobie uczucie mężczyzny, na którym jej zależy? Nie ma rzeczy, której nie byłaby w stanie zrobić, naprawdę. I mimo, iż Laurą, jak i Cherry kierują zupełnie inne pobudki, obie nie cofną się przed niczym, by postawić na swoim. Naprawdę trudno stwierdzić, czy jest się w stanie opowiedzieć po którejś ze stron. Na pewno autorka pięknie wykreowała psychologiczny portret Cherry - dziewczyny, która z nizin społecznych pragnie wspiąć się na sam szczyt, pali za sobą mosty, nie ma żadnych skrupułów i granic, przy czym posuwa się do niewiarygodnie szokujących czynów. Czytelnik może "wejść" w jej umysł, by choć na chwilę utożsamić się z bohaterką i spróbować zrozumieć jej motywy. W całej powieści nic nie jest do końca powiedziane; szereg sekretów i tajemnic oraz brak zahamowań potęgują zainteresowanie tym, co będzie dalej oraz samym kulminacyjnym finałem. A ten jest mocny. Jedni mogą uznać go za niesamowicie przewidywalny, jednak taki laik w dziedzinie thrillerów psychologicznych jak ja - do końca nie wie, co się wydarzy. Lubię książki, które szybko się czyta poprzez lekkość pióra autora; gdzie styl jest prosty i niewymuszony, a fabuła przemyślana. Michelle Frances dzielnie zmierzyła się z pozornie oklepanym tematem; nadopiekuńczej rodzicielki i żądnej luksusu potencjalnej synowej. Obie bohaterki wyraźnie udowadniają, do czego może prowadzić ludzka zazdrość i jak mocnym jest ona uczuciem. Mroczne emocje otulają Czytelnika, nie pozwalając mu odłożyć lektury nawet na chwilę. Będę bronić tej książki, mnie się podobała, to totalnie mój klimat, jeśli chodzi o thrillery psychologiczne, gdzie napięcie budowane jest powoli, jednak z efektem. Zmusza do refleksji. Wciąż się zastanawiam, gdzie jest granica, za którą należy powiedzieć zdecydowane STOP? Stop perfidii, wyrachowaniu, ranieniu, krzywdzeniu...? 

"Ta dziewczyna" udowadnia, iż granica nie istnieje, jeśli w grę wchodzą nienawiść, zazdrość i walka, wywołana kobiecymi pobudkami. 

Ja polecam!

Za książkę dziękuję Księgarni TaniaKsiążka, znajdziecie tam również mnóstwo innych nowości! :)

4.10.2018

"Testament" Remigiusz Mróz



Tytuł: Testament
Cykl/seria: Joanna Chyłka (tom 7)
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Ilość stron: 536
Rok wydania: 2018

"(...) Możliwości każdego z nas są nieograniczone, dopóki jesteśmy w stanie zaakceptować konsekwencje swoich działań".

Gdy tylko zamknęłam tę książkę przeczytawszy ostatni rozdział, mój narzeczony, widząc moją minę, zapytał, czy na pewno dobrze się czuję. Odpowiedziałam tylko jednym zdaniem: nikt tak jak Pan Mróz nie potrafi wyprowadzić mnie z równowagi. No dosłownie nikt. W serię o swojej imienniczce - Joannie Chyłce - wciągnęłam się zupełnie przypadkowo, i od tamtej pory twierdzę, że przypadki zaliczyć można do moich szczęśliwych życiowych momentów. Zwrotnych chwil. Takich, które mają znaczący wpływ na mój (w tym wypadku) czytelniczy gust i charakter. I jedno wiem na pewno: moda na mroźne lektury nie przeminie. Remigiusz Mróz nie dość, że ma niesłychane tempo pisania (gdzie ilość naprawdę przekłada się na jakość, a ta jest rewelacyjna!), to włada lekkim piórem, a jego styl urzeka. Ciągi słów a następnie zdań zabierają w swoją czeluść w taki sposób, iż nie sposób się od książek oderwać. A to, co wyprawia z Chyłką i jej wiernym towarzyszem Oryńskim... Przechodzi wszelkie granice. 

"Testament" jest siódmym tomem z serii, więc nie polecam rozpoczynać swojej przygody z autorem właśnie od tej książki. Pewnie nie ma aż takich odważnych; grunt, by zrozumieć całą otoczkę wokół głównych bohaterów - to poznać ich od "Kasacji". Zarys fabuły przyciąga uwagę (zresztą jak zwykle u Pana Mroza). Pewien ginekolog otrzymuje w spadku od jednej ze swoich pacjentek pokaźną nieruchomość. Nie byłoby w tym może nic dziwnego, gdyby nie fakt, iż owa pacjentka była u owego lekarza tylko raz i raczej nie przerodziła się ta wizyta w ich dłuższą znajomość. Może i to byłoby jakoś do zaakceptowania, w końcu różni ludzie zapisują różne rzeczy innym różnym ludziom, jednak gdy ginekolog jedzie zobaczyć swój spadek zapisany w testamencie, na miejscu odkrywa... Zwłoki. Ciało owej pacjentki. Lekarz prosi o pomoc najlepszą prawniczkę w mieście - Joannę Chyłkę. I właśnie w tym momencie rozpoczyna się prawdziwy rollercoaster. Dobrze, że zapięłam pasy, bo wiem, czego się po autorze spodziewać.

Oprócz dobrze zakrojonej akcji, gdzie uważać należy na każde słowo, bo jak się później okazuje, ma ono ogromne znaczenie, Remigiusz Mróz kolejny raz udowadnia, jak bardzo "przesiąknął" już stworzonymi przez siebie bohaterami. Wykreował ich starannie, z chirurgiczną precyzją, przez co jeszcze bardziej można się utożsamiać i z bezpardonową Joanną, spokojnym (choć już coraz mniej!) Oryńskim, czy nawet Kormakiem, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych. Owe główne postaci bardzo ewoluują w trakcie serii, nie tracąc przy tym swojego uroku, który tak pokochali Czytelnicy. Osobiście uwielbiam główną bohaterkę (począwszy od tego, że nosimy to samo imię); jej cięty język (momentami aż za bardzo, ale to tylko na plus), twardy charakter, gdzie każdy cios potencjalnie mający za cel ją osłabić - tylko ją wzmacnia, przez co idzie do przodu jak taran, nieustępliwość, upór i przeświadczenie, że walczy o swojego klienta do samego końca, cokolwiek by się nie działo. Naprawdę każdy chciałby mieć takiego prawnika jak Joanna Chyłka! W tym tomie jest ona odziana w grubszy skafander ochronny niż zwykle, gdyż doświadczyła ogromnej tragedii, jednak nie przeszkadza jej to w osiąganiu swoich zamiarów. Ta kobieta jest niezniszczalna! Można tylko współczuć każdemu, kto stanie jej na drodze. Autor ponownie splótł jej losy z Kordianem Oryńskim, który w końcu dojrzał, stał się bardziej pewny siebie, jednak wciąż pozostaje w prawniczym cieniu Chyłki, udowadniając swoją naiwność. Niestety. Ale dzięki temu, po zakończeniu lektury, nie mogłam zasnąć i teraz ciągle się zastanawiam, KIEDY BĘDZIE NASTĘPNA CZĘŚĆ?!

Wiem, że pojawiają się komentarze, iż autor pisze za dużo, za szybko, że w niektórych scenach prawo mija się z celem, albo w ogóle nie istnieje (gdzie niby przy prawniczym wykształceniu Pana Mroza do takich sytuacji nie powinno dochodzić), że siódmy (!) tom jest słabszy niż poprzednie, albo że seria powinna zmierzać ku końcowi, bo co za dużo, to nie niezdrowo. Na szczęście mam swój gust i nie przejmuję się zbytnio tym, co mówią inni, zwłaszcza w kwestii literatury, i jeśli coś lubię, a pisanie Pana Mroza uwielbiam (oprócz "Czarnej Madonny", którą już przebolałam i wybaczyłam) - to będę to czytać dopóki autor ten będzie tworzył! Uważam, że tom siódmy jest równie udany, co poprzednie, o ile nie najlepszy. Tematyka reprywatyzacji jakoś najjaśniej do mnie trafiła, wszystko poskładało się w logiczną całość, a finał... No po prostu rozłożył mnie na łopatki. Długo, oj długo nie mogłam zrozumieć, jak to się mogło tak zakończyć i co będzie dalej? Jestem pełna podziwu, że Pan Mróz wciąż ma świeże pomysły na przygody Chyłki i Oryńskiego; nie wieje nudą, wręcz przeciwnie, bohaterowie się rozwijają, Czytelnik lepiej poznaje ich przeszłość, oraz ma nadzieję na wspólną przyszłość... A główna bohaterka, a zwłaszcza jej pyskate i ociekające sarkazmem podejście do życia - czaruje. Po prostu czaruje.

Mnie się bardzo podobało i z niecierpliwością czekam na więcej. Oby przerwa między tomami nie była zbyt długa. Obawiam się, iż to nie jest tylko moje zdanie, bo Pan Mróz stał się dobrem narodowym, swoistym Midasem, a miliony ludzi czekają na to, by iść z nim dalej tą literacką drogą.

Za książkę bardzo dziękuję Księgarni TaniaKsiążka :)

3.20.2018

"Krew na sutannie" Danka Braun



Autor: Danka Braun
Wydawnictwo: Prozami
Ilość stron: 352
Rok wydania: 2018

"Cóż, MIŁOŚCI nie da się kupić..."

Gdy otrzymałam propozycję zrecenzowania najnowszej powieści Pani Danki Braun, pomyślałam: dlaczego nie? Faktem jest, iż nigdy nie słyszałam o tej autorce (za co teraz pokornie biję się w pierś, bo jak mogłam popełnić takie niedopatrzenie!), ale temat książki wydał mi się intrygujący i bardzo kontrowersyjny, publikacja cały czas zbiera dobre opinie... Zatem... Zobaczmy, jakaż to będzie przygoda. I zobaczyłam, a oczywiście! Po prostu przepadłam. Totalnie i kompletnie utonęłam w stylu, uroku, nietuzinkowości i talencie naszej rodzimej pisarki. Zapraszam na opis moich pierwszych wrażeń z cudowną Danką Braun i jej "Krwią na sutannie".

Dopiero po lekturze zorientowałam się, iż w książce pojawiają się bohaterowie z sagi "MIŁOŚĆ, NAMIĘTNOŚĆ, POŻĄDANIE", jednak nie jest to część serii - "Krew na sutannie" należy do zbioru powieści tak zwanych "niezależnych" autorstwa Danki Braun. Pojawia się kilka drobnych nawiązań do postaci z innych książek, jednak fabuła, jak i cała historia to jedna zamknięta całość, poprowadzona od startu do finału. Mimo, iż nie czytałam do tej pory niczego, co wyszło spod ręki autorki (ale już nadrabiam!) - to muszę przyznać, iż kompletnie mi to w niczym nie przeszkadzało, gdy całą sobą pochłaniałam tę oto powieść. Jak wspomniałam wcześniej, całkowicie zakochałam się w materii prezentowanej przez Panią Braun. Nie sposób nie ulec jej czarom - zaręczam! Zwłaszcza, jeśli akcja dzieje się i w Krakowie (gdzie mieszkam), i w Olkuszu czy Żuradzie (tereny bardzo znajome mojemu narzeczonemu). Autorka ujęła mnie swoją szczerością, poczuciem humoru, prostotą, celnością w punkt, nieprzewidywalnością, realnością... Wymieniać mogę jeszcze długo. Ale do rzeczy.

W Zgromadzeniu Księży Katechetów dochodzi do tragedii. Zostaje zamordowany przełożony Zgromadzenia - prowincjał: Edward Nasiadka. Pojawia się chaos i zamieszanie; kościół nie chce dopuścić sprawy do mediów, owszem, chce znaleźć mordercę, ale następnie całe zdarzenie ma zostać wyciszone. Księża zatrudniają więc Marka Bieglera - austriackiego dziennikarza polskiego pochodzenia, którego zadaniem będzie rozwiązanie zagadki i "dostosowanie" jej do oczekiwań opinii publicznej. Bieglerowi pomaga komisarz Bieda, który reprezentuje policyjne służby. Obaj mężczyźni nie mają pojęcia, do jakich sekretów i tajemnic dotrą; nieustannie napotykają na swojej drodze przeszkody, mające na celu utrudnianie im śledztwa... Duchowni nie są tak kryształowi, na jakich wyglądają, w sprawę jest zamieszanych coraz więcej osób, a morderstwo ma związek ze śmiercią pewnego ministranta sprzed trzydziestu lat. Co łączy te dwa zdarzenia? Dlaczego kościołowi tak bardzo zależy na zatuszowaniu sprawy? Te i mnóstwo innych pytań zaczyna kłębić się w głowie w momencie zatopienia się w lekturze. Czytelnik z wypiekami na twarzy brnie dalej, odkrywając kolejne szokujące fakty z życia Zgromadzenia, a i tak przysięgam, że do samego końca nie jest w stanie się przewidzieć, jaki będzie finał. A ten jest... Mocny. Bardzo.

Coraz częściej sięgam po kryminały czy thrillery; zaczynam na nowo lubować się w stanie, gdy od książki nie mogę się wręcz oderwać, nawet na chwilę. Danka Braun kradnie uwagę na długo. Gdy tylko skończyłam czytać "Krew na sutannie" od razu pognałam do biblioteki po pierwsze trzy części sagi "MIŁOŚĆ...", by dokładniej zapoznać się z bohaterami, którzy mimochodem nawet pojawiają się w "Krwi..." - i nadal jestem oczarowana! Wielki plus dla autorki za odwagę przedstawienia tematu szokującego, wciąż kontrowersyjnego, o którym ludzie boją się głośno mówić. No bo jak to, że księża mają na boku kochanki? Albo że ci starsi wykorzystują w różny sposób tych młodszych? Mężczyzna jest przecież mężczyzną... Tak, temat tabu. Ale czy aby na pewno? Przecież mężczyzna to też człowiek... Ma swoje słabości, popełnia błędy, też ma uczucia, które okazuje. Czytelnik już wie, jak kościół reaguje na podobne incydenty. Albo przenosi takiego księdza do innej parafii, by nie wzbudzać niepotrzebnego zainteresowania, albo, jeśli jest taka możliwość... Przymyka oko. Po prostu. Podwójne życie to przecież nie taka znowu zła sprawa, prawda? Autorka nie boi się tego tematu, wręcz przeciwnie. Wyciska go jak cytrynę, konstruując intrygę; zgrabną, zaskakującą, trzymającą w napięciu i oczekiwaniu do samego końca. I pomimo różnych stanowisk w tej kwestii - książkę czyta się naprawdę świetnie! Ukazuje odwieczną prawdę, iż "każdy kij ma dwa końce", a "każdy medal składa się z dwóch stron". Zanim kogoś się potępi, należy wczuć się w jego sytuację i zadać sobie pytanie "Co ja bym zrobił/a na miejscu tej osoby?" No właśnie. 

Jest pomysł, polot, wykorzystany potencjał, ciekawie wpleciona forma pamiętnika - jako forma narracji, powolne odkrywanie nowych faktów, przez co Czytelnik nie nudzi się ani na moment. Otoczka mrocznej tajemnicy, która towarzyszy tutaj cały czas, gęsta atmosfera, wyraźne postaci, które zostały rozrysowane bardzo starannie i dokładnie. Czego więcej trzeba, by być w pełni zadowolonym z lektury?

Ja osobiście jestem całkowicie zauroczona! Polecam bardzo!

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Prozami :)

3.17.2018

"Show na żywo" Mateusz Kocowski



Autor: Mateusz Kocowski
Tytuł: Show na żywo
Wydawnictwo: e-bookowo.pl
Format: E-book (opowiadanie)
Ilość stron: 30
Rok wydania: 2018

"Podobno jesteśmy częścią jakiegoś większego planu. No właśnie, podobno..."

Nie ukrywam, iż rzadko sięgam po opowiadania. Nie wynika to z faktu - że nie lubię; po prostu boję się, że trafię na coś, co kompletnie nie spełni moich oczekiwań, zawiedzie mnie, po czym finalnie uznam, że po prostu zmarnowałam czas. Dlatego, gdy dostałam propozycję napisania swojej opinii o opowiadaniu "Show na żywo" od samego Autora - nie będzie to żadną tajemnicą jeśli powiem, iż podeszłam do tematu nieco sceptycznie. Szybko "wygooglowałam" Pana Mateusza Kocowskiego; zapoznałam się z opisem tego, co miałam przeczytać i... Dałam szansę. I jakie są tego efekty? Na pewno mój ostateczny wniosek się lekko złamał: NIE zmarnowałam czasu, wręcz przeciwnie. 

W dzisiejszych czasach, gdy wszelkiego rodzaju moralność i zasady etyczne niebezpiecznie zacierają swoje granice, gdy wrażliwość, empatia i współczucie zaczynają tracić na wartości, gdzie liczy się kasa, splendor i sława, bo przecież "nieważne, jak mówią, byleby mówili" - bardzo ciężko odnaleźć odwieczne normy i reguły rządzące życiem... To, co dawniej było piętnowane, teraz jest pożądane, wręcz gloryfikowane; a to, co kiedyś miało sens i było fundamentem godnego postępowania, niestety należy już do przeszłości. Media zgarnęły monopol na uwagę pozornie normalnego człowieka; jeśli nie ma Cię w telewizji i internecie - prawdopodobnie nie istniejesz. Ważny jest zysk, oglądalność, popularność, rozgłos. Nieważne za jaką cenę. Nie ma znaczenia, że nawet za najwyższą.

"Show na żywo" to nic innego, jak wrzucenie człowieka w naoczny finał tego, co obecnie dzieje się ze światem. Młody chłopak, lekko znudzony życiem, postanawia zrobić coś niewiarygodnego - bierze udział w rosyjskiej ruletce. Gra jest prowadzona na żywo w telewizji, z udziałem setek ludzi na widowni i kilku milionów przed telewizorami. Dzięki pierwszoosobowemu narratorowi poznajemy pozostałych uczestników show; ich motywy zgłoszenia się do programu, konsekwencje wyborów, w obliczu których musieli stanąć, emocje, z którymi się mierzą. A sam finał jest... Miażdżący. 

Opowiadanie czyta się niesamowicie szybko; Czytelnik od razu zostaje wrzucony w akcję, zresztą nie można wymagać nie wiadomo jak szczegółowych opisów przy zaledwie trzydziestu stronach tekstu. I to jest zdecydowany (i jedyny!) minus "Show na żywo". Chcę więcej! Przez małą obszerność lektury nie mogłam się utożsamić z żadnym z bohaterów (co bardzo lubię robić :)). Historia tutaj opisywana niemożliwie wciąga, całkowicie trzyma w napięciu i pochłania całą uwagę; cały czas zastanawiałam się, gdzie jest granica ludzkiego odruchu - współodczuwania? Czy naprawdę nasz świat zmierza do tego, iż niedługo naprawdę będziemy oglądać czyjąś śmierć na żywo? Potencjalnych kandydatów jest sześcioro, nabój jeden, decyzja ostateczna, stawka za przeżycie - 100 tysięcy. Ile człowiek jest w stanie zrobić dla takiej sumy pieniędzy? I co musi się wydarzyć w jego życiu, by w ogóle wziął takie rozwiązanie pod uwagę? Świecie, quo vadis?! 

Ogromny plus dla Autora za wspaniałe porównanie ludzi i ich egzystencji do laleczek i pudełeczek. Każdy jest czyjąś marionetką; każdy mieszka w swoim kokonie, by później przenieść się do kolejnego. I niby jest tak, iż jeśli natrafiamy na zamknięte drzwi, to powinniśmy wejść oknem. Wszystko zależy od tego, po której stronie wyboru się znajdziemy. A co, gdy każde drzwi są zamknięte, a okna zabite? Czy naprawdę w życiu istnieją sytuacje bez wyjścia? 

A Ty? Ile byłbyś w stanie poświęcić dla sławy i bogactwa? A ile byłbyś w stanie dać za rzeczy niematerialne, które jeszcze mają jakąś wartość? No właśnie.

Bardzo udane opowiadanie. Jak wspomniałam wcześniej, bardzo żałuję, że nie jest dłuższe. Bardzo chętnie przeczytałabym książkę dotyczącą tego tematu. Uwielbiam psychologiczne rozkładanie życiowych wyborów na "czynniki pierwsze". No i zakończenie! Styl lekki, klarowny, przyciągający zainteresowanie; Autor nie traci czasu na zbędne słowa, jest konkretnie, szokująco, dobitnie. Podziwiam za pomysł; jest kontrowersyjnie, ale... Niebezpiecznie prawdziwie. "Show na żywo" zmusza do refleksji. Ja ze swojej strony polecam, takie opowiadania mogę czytać i czytać!

Za egzemplarz e-booka dziękuję Autorowi - Mateuszowi Kocowskiemu

3.12.2018

"Srebrny łabędź" Amo Jones



Autor: Amo Jones
W oryginale: Elite king. Silver swan
Seria/cykl: Elite Kings Club (tom 1)
Wydawnictwo: Kobiece
Ilość stron: 336
Tłumaczenie: Monika Wiśniewska
Rok wydania: 2018

"(...) Możliwe, że nas nie znasz, ale my znamy ciebie. Chcemy zagrać w pewną grę..."

Długo się zastanawiałam, co powiedzieć/napisać o tej książce. Jedno było pewne od momentu, gdy tylko skończyłam ją czytać: wiązałam z nią zbyt duże nadzieje. Dobra reklama, tajemniczy opis, coś niby "nowatorskiego", zatem... Dlaczego nie? Oczywiście, że dam jej szansę. Mimo wielu negatywnych recenzji - pojawiają się w sieci również te bardzo optymistyczne; lubię swojego rodzaju chaos w opiniach innych Czytelników. Wtedy mam idealną okazję do tego, by samodzielnie sprawdzić, jak to jest z daną publikacją, jakie będzie moje zdanie o niej? Czy zgodzę się z większością, czy jednak będę propagować swój punkt widzenia? Zaufałam samej sobie i... Niestety. Bardzo się rozczarowałam. Nigdy więcej podobnej lektury. Nie nie nie.

Główną bohaterką pierwszej części serii Elite Kings Club jest Madison, nastoletnia dziewczyna, która przeprowadza się wraz z ojcem do jego nowej partnerki. Madison wiele przeszła; jej mama dowiedziawszy się o zdradach męża - najpierw pozbyła się jego kochanki, a później popełniła samobójstwo. 17-latka jest zatem już od progu obarczona łatką córki morderczyni i samobójczyni. Trafia do prywatnej szkoły, gdzie dowiaduje się, iż tak naprawdę rządzi nią dziesięciu chłopaków; tworzą oni legendarny Klub Elitarny, do którego nikt nie ma wstępu. Wśród owej elity znajduje się przyrodni brat Madison, przez co dziewczyna (chcąc nie chcąc) - dowiaduje się nieco więcej o "królach". Dlaczego tak bardzo łakną jej towarzystwa? Czemu tak bardzo jej nienawidzą, a jednak starają się ją chronić w każdy możliwy sposób? Dlaczego każdy z nich jest tak bardzo tajemniczy? Czemu jeden z królów zaczyna się bardziej interesować Madison? Co chłopcy ukrywają? I czy naprawdę nie cofną się przed niczym, aby osiągnąć swój cel?

Fabuła wydaje się interesująca, pomysł też na całą historię był niezły. Ale niestety, skończyło się tylko na potencjale, gdyż realizacja tego zamierzenia... Wypadła bardzo słabo. Od samych pierwszych stron niesamowicie razi mnie postać głównej bohaterki. Madison, mimo swojego młodego wieku i (a może zwłaszcza) przeżyć, jakich musiała doświadczyć - jest straszliwe dziecinna, naiwna, i... Wulgarna. Zachowuje się infantylnie, co szokuje, biorąc pod uwagę jej sytuację rodzinną oraz fakt, iż za swoje hobby uważa strzelanie - wynik częstych polowań z ojcem. Wierzy we wszystko, co słyszy, idzie ślepo na każde skinienie członków Klubu Elitarnego, nie widzi granic, zupełnie siebie nie szanuje, wręcz przeciwnie! Myli gwałt z wygórowanymi uczuciami; daje się wykorzystywać, nie widząc niczego złego w takim traktowaniu. Zaszokowała mnie taka kreacja bohaterki, zwłaszcza, gdy zakładam, iż potencjalnym gronem odbiorców książki jest właśnie młodzież w zbliżonym wieku: około 17,18 lat. Madison klnie jak szewc, nie panuje nad swoim obrzydliwym słownictwem, podobnie jak jej koleżanka oraz cała plejada innych uczniów. Dodać do tego należy luksus, w jakim pławi się bohaterka, problemy snobistycznej młodzieży, płytkość dialogów, które o niczym nie wnioskują. Zachowanie Madison irytuje, złości - i nie, nie było dobrze, że wywoływała we mnie takie negatywne emocje - wręcz przeciwnie. Nie miałam ochoty czytać tej książki dalej; jednak byłam ciekawa, jakiego zakończenia można się spodziewać. Proste, przewidywalne, a i tak infantylne w samym finale: bohaterka nie rozróżnia prawdziwego zagrożenia od żartów, tam, gdzie naprawdę potrzeba, by jej umiejętności strzeleckie się przydały - ona wybucha śmiechem i daje sobą sterować. A tam, gdzie faktycznie wkrada się żart - ona przebija się swoją wulgarnością i brutalnością. Przykro mi, ale ta lektura nie wzbudziła we mnie żadnych pozytywnych odczuć.

Zdaję sobie sprawę, że "Srebrny łabędź" to książka z gatunku dark romance, gdzie erotyka przeplata się z przestępstwami, brutalnością; jest mrocznie, ale podniecająco, jest zakazany owoc, są zasady i reguły, których nie wolno złamać pod żadnym pozorem, pojawia się niebezpieczna gra, której finał jest tragiczny w skutkach. Jednak samo wykonanie pozostawia wiele do życzenia, po prostu można to było zrobić lepiej, inaczej. Młoda dziewczyna, doświadczona przez życie, trafiająca do nowego miejsca i wpadająca w krąg dziwnego stowarzyszenia... Opis bardzo chwytliwy, ale nic poza tym. W pewnych momentach naprawdę wybuchałam śmiechem, a czasem łamałam sobie głowę nad tym, jak ja mogę to czytać? W autobusie bałam się wyciągać tę książkę, bo każdy kto by mi zaglądnął przez ramię - aż strach pomyśleć, jakie by wyciągnął wnioski na mój temat. Jedyny plus (oprócz okładki) to mroczna atmosfera i piętrzące się tajemnice, które ujście znajdują na samym końcu. Byłam ciekawa rozwiązania, jakie zaproponuje autorka. I tylko dlatego wytrwałam do końca. Oczywiście znajdzie się mnóstwo fanów (a raczej fanek) takiej literatury; niektórzy lubują się w historiach, gdzie najlepszym połączeniem jest seks, niegrzeczni chłopcy, którzy nie cofną się przed niczym, by osiągnąć swój cel, dziewczyna pokrzywdzona przez los, która w swojej naiwności godzi się na wiele. Niektórzy lubią takie połączenia, dark romance rządzi się w końcu swoimi prawami. 

Totalnie nie mój klimat tym razem; mimo, iż uwielbiam powieści z gatunku young adult, new adult - muszę znów na jakiś czas wrócić do bardziej "dorosłych" lektur. Co do "Srebrnego łabędzia" - najlepiej będzie, jak sami przeczytacie i wyrazicie swoją opinię. Choć ja niestety się zawiodłam, jedno mogę przyznać na pewno: ta książka wywołała we mnie tyle emocji, a podejrzewam, że autorce o to chodziło. Nieważne, czy są one pozytywne, czy negatywne - ważne, aby o książce się dużo mówiło i pisało. Zatem odsyłam Was do źródła, i będzie mi miło, jak dacie znać o swoich odczuciach po lekturze.

Za książkę dziękuję Księgarni TaniaKsiążka, gdzie znajdziecie również inne bestsellery :)

3.09.2018

"Ogród z marzeń" Carmen Santos



Autor: Carmen Santos
W oryginale: Un Jardin entre vinedos
Wydawnictwo: Kobiece
Ilość stron: 544
Tłumaczenie: Ewa Morycińska-Dzius
Rok wydania: 2018

"Czemu czuję taką ekstazę? Bo coś się wydarzyło (...)"

Uwielbiam książki, których akcja toczy się w latach minionego wieku. Od zawsze magnetyzował mnie ów klimat; jego urok, malowniczość, wyrazistość.  Lubuję się w znanych klasykach, ale jeśli gdzieś na horyzoncie pojawia się właśnie coś podobnego do "Ogrodu z marzeń" - ciepłego, rodzinnego, przepełnionego emocjami oraz swoim charakterystycznym stylem... Zbyt długo się nie zastanawiam! I od razu na wstępie, powiem jedno: ta książka to jedna z najpiękniejszych publikacji, jakie do tej pory miałam zaszczyt przeczytać! Od razu trafia na półkę z łatką "jednej z najlepszych i najcudowniejszych". Och, jakże bym chciała trafiać tylko na takie literackie uczty! 

Głównym bohaterem powieści jest Rodolfo Montero; młody chłopak, który zostaje wysłany przez ojca z hiszpańskiej Carineny do Paryża - by nauczyć się tradycji winiarskich. Ród Montero posiada jedną z najbogatszych winnic w swoim rejonie, Montero senior chce, by jego młodszy syn przejął rodzinny interes. A gdzież najlepiej zgłębiać tajemnice win niż we Francji? Rodolfo wyrusza zatem w podróż, nie zdając sobie sprawy, jak bardzo ukształtuje ona jego późniejsze życie. Akcja powieści rozpoczyna się w roku 1927, gdy chłopak dowiaduje się o śmierci swojego ojca. Rodolfo jest zmuszony wrócić z Paryża do Carineny, by przejąć ojcowskie obowiązki oraz opiekę nad domem, w którym pozostał jego starszy brat - Dionisio. Dionisio - bardziej niż Rodolfo kocha winiarski świat, uwielbia obserwować dojrzewające winorośle, o wiele bardziej nadał by się do prowadzenia rodzinnego biznesu, jednak po powrocie z wojny w Maroku nie jest już tym samym człowiekiem co dawniej. Popadł w alkoholizm, który wyzwolił w nim coś w rodzaju marazmu i impasu. Mężczyzna nie radzi sobie sam ze sobą, przez co został wykluczony z udziału w winiarskich przedsięwzięciach. Rodolfo o wiele lepiej odnajduje się w paryskim świecie: pełnym blichtru, elegancji, luksusu, wyzwolenia i nowoczesności; gdzie życie obraca się wokół nocnych wizyt w restauracjach i klubach, próbowaniu narkotyków, oglądaniu występów artystek kabaretowych, smakowaniu przysłowia "Carpe diem" w pełnym jego znaczeniu. Wiadomość o śmierci ojca burzy jego zbudowany rytm, który od tej pory musi się całkowicie zmienić. Mężczyzna wraca do Carineny wraz ze swoją żoną - młodziutką Francuzką Solange, która wywarła na nim niesamowite wrażenie swoją postacią i charakterem. Czy przyzwyczajona do wygód i francuskiej mody dziewczyna odnajdzie się w prostocie i zacofaniu (w porównaniu z Paryżem) hiszpańskiej wioski? Czy zostanie zaakceptowana przez brata swojego męża, jak i jego służbę? Czy będzie w stanie pogodzić się z losem, jakie zgotowało jej przeznaczenie? A czy Rodolfo będzie umiał, tak jak wcześniej, rozpieszczać żonę, kupować jej to, czego zapragnie, spełniać jej wszelkie zachcianki? Czy pogodzi się z potępionym bratem, któremu ma za złe, iż musi wyręczać go w jego rodzinnym obowiązku? I w końcu, jaki wpływ będzie miało przeniesione francuskie życie na hiszpańską prowincję? 

"Podoba mi się moje obecne życie i kocham (...) całym sercem!"

"Ogród z marzeń" to porywająca opowieść rodzinna, gdzie fikcja literacka cudownie przeplata się z historią. W nocnym życiu Paryża bowiem oprócz Rodolfo, Solange, jej brata Marcela - pojawiają się również znane i lubiane postaci: Ernest Hemingway, Cole Porter czy Josephine Baker. Jest odważnie, wyzwoleńczo, bezpruderyjnie, bez hamulców - ale jak wiadomo młodość rządzi się swoimi prawami. Do czasu. Gdy marzenia i wielkie plany boleśnie zderzają się z prowincją, w której nowoczesność i postępowość budzą raczej zwątpienie niż podziw. Nie mogłam się nadziwić, jak pięknie przedstawiona jest ta historia. Wydawać by się mogło, iż wątek romansowy pomiędzy Rodolfo i Solange, a później między nią a Dionisio będzie głównym motorem całej powieści, jednak nic bardziej mylnego. To obrazowość Hiszpanii i Paryża gra tutaj pierwszorzędną rolę. Cudownie było zagłębić się w klimacie XX wieku; poczuć tę atmosferę, wyrazistość, wszelkie cechy tak bardzo charakterystyczne dla tego okresu. Coś wspaniałego - poczuć wręcz zapach winogron, z których powstają najlepsze wina, powiew ciepłego wiatru, wzbijającego kurz na ulicach, delikatność wschodzącej kreatorki mody - Coco Chanel, smak eleganckich papierosów i dobrego whisky. Carmen Santos maluje słowami; nic nie jest tu przesadzone, każde słowo ma znaczenie i mimo, iż opisy są długie i szczegółowe - wcale się lektura nie dłuży. Wręcz przeciwnie! Musiałam czytać "na raty", bo bałam się, że za szybko ją skończę. Atmosfera kipi od emocji; jest tu ogrom uczuć w ich najróżniejszych wariantach. Tę powieść się chłonie. 

Dodajmy piękną (!) okładkę w niecodziennym formacie. Wydawnictwo zadbało o Czytelnika wybornie. Powieść idealna, cóż więcej mogę powiedzieć. Polecam z całego serca! :)

Za książkę dziękuję Księgarni TaniaKsiążka, gdzie znajdziecie również mnóstwo innych nowości! :)

Akcja "Pogotowie Czytelnicze" rozpoczęta!



Gdzie? 

Dla kogo?
Dla chorych z powodu braku książek

Dlaczego?
Bo organizmowi trzeba pomóc

Kiedy?
Od 9 do 28 marca 2018!


Jeśli właśnie skończyłeś/aś czytać książkę i nie masz kolejnej pod ręką - rozumiem, jaka ogromna frustracja może zaczynać Tobą władać. Doskonale znam te objawy. Drżenie rąk, płytki oddech, nadchodzący atak paniki, czający się smutek, naprzemienne napady gorąca i chłodu... Ale wiesz co? Nie musisz się już tym przejmować, bo TaniaKsiążka wychodzi naprzeciw! Od dziś zaczyna się tam akcja zwana Pogotowiem Czytelniczym, której zadaniem jest wyleczenie Cię z choroby braku książek! 

Na pierwszy rzut idzie Książkoterapia, czyli około 30.000 książek w szokująco promocyjnych cenach, bo aż do -40%! Akcja ta trwa od dziś do 13 marca, więc musisz się spieszyć, jeśli chcesz porządnie przyjąć lekarstwa na swoje schorzenie. Nie martw się, nie ma żadnych limitów, dlatego możesz zacząć leczyć się mnóstwem książek, bo tych nigdy nie jest za dużo. Pamiętaj, są tylko za małe półki na książki. Zatem biegnij pod podany link i zacznij swoją terapię!

Planowane są kolejne etapy "Pogotowia Czytelniczego", dlatego bacznie obserwuj stronę Księgarni - przecież nie możesz zaniedbać i przegapić leczenia. 

A na domiar wszystkiego - możesz wziąć udział w konkursie. Kliknij TUTAJ a dowiesz się więcej.

Ja serdecznie zapraszam, sama zaraz mam zamiar zażyć końskie dawki takich lekarstw - gdyby książki można było dostarczać dożylnie... Sama bym już leżała pod kroplówką ;).


Ale musisz się pospieszyć!

2.28.2018

"Nieodnaleziona" Remigiusz Mróz



Autor: Remigiusz Mróz 
Wydawnictwo: Filia
Ilość stron: 400
Rok wydania: 2018

"(...) najgłośniejszym krzykiem jest milczenie (...)"

Odkąd totalnie przepadłam w serii o mojej imienniczce Joannie Chyłce, sięgam w ciemno po WSZYSTKO autorstwa Pana Mroza. To jeden z nielicznych polskich pisarzy, który tak przyciąga uwagę nie tylko ilością stworzonych powieści, ale i dobrą, przemyślaną jakością, której poziom wciąż trzyma naprawdę wysoko. Wie co i jak robić, i robi to. Po prostu. Wiadomo, są lepsze (między innymi właśnie Chyłka!) momenty, bywają i wpadki ("Czarna Madonna") jednak uroku kryminałów i thrillerów oraz napięcia, które im towarzyszy - nie można autorowi odmówić. Dlatego, gdy tylko "Nieodnaleziona" wpadła w moje ręce... No cóż, nie mogłam się oderwać od niej nawet na chwilę. I chociaż zarówno słów uznania jak i krytyki nie brakuje... Tak jak wspomniałam, cały "mrozowski" klimat wciąga. Niesamowicie. Ponadto nie sposób przejść obojętnie obok blurbu, który napisała sama Tess Gerritsen, której reklama jest wystarczającą zachętą.

Głównym bohaterem jest Damian Werner. Plany chłopaka legły w gruzach wraz z dniem oświadczyn. Chwilę po tej ważnej (o ile nie najważniejszej) decyzji życia - on i jego narzeczona zostali napadnięci, po czym... Damian trafia do szpitala, a Ewa znika. Mija dziesięć lat, jednak dla Damiana czas jakby się zatrzymał. Wciąż nie wie, jak ułożyć sobie życie; nie potrafi ruszyć do przodu, nie dają mu spokoju myśli o tym, co wydarzyło się w przeszłości oraz co się stało z jego narzeczoną, której od tamtej pory już nie zobaczył. Wszystko zmienia się wraz z chwilą, gdy przyjaciel Damiana pokazuje mu zdjęcie Ewy na portalu społecznościowym. Chłopak nie wierzy, w to co widzi. Do czasu, gdy w sieci pojawia się kolejna fotografia jego narzeczonej, tym razem taka, którą robił jej Damian... Zaczyna się prawdziwy rollercoaster powrotu w przeszłość oraz wyraźny zarys teraźniejszości, która odkrywa coraz brutalniejsze fakty.

"Ostatecznie wszystko sprowadza się do tego, że wierzymy w to, w co chcemy wierzyć".

Książka porównywana jest do twórczości Harlana Cobena. Nie wiem do końca jak z tym jest, gdyż z Cobenem miałam raz do czynienia i jakoś niespecjalnie byłam zachwycona. Nie chcę porównywać do nikogo Remigiusza Mroza, gdyż jest całkiem "nasz" i ma już wypracowany swój styl. Konkretny szok na pierwszych stronach powieści - nie maleje. Wręcz przeciwnie, cały czas autor wie, jak Czytelnika zaskoczyć, jak wprowadzić go w błędne poczucie, domyślenia się, do jakiego zakończenia zmierza cała historia. Nic bardziej mylnego. Zaręczam Wam, że do ostatniej strony nie przewidzicie zakończenia! "Nieodnaleziona" nie pozwala się odłożyć na półkę. 

Autor porusza kilka ważnych kwestii. Po pierwsze, mierzy się z ogromnie ciężkim tematem, jakim jest przemoc wobec kobiet. Zarówna ta fizyczna, jak i psychiczna. Dopóki nie czyta się takich książek, to do pewnego momentu człowiek nie zdaje sobie sprawy, jakie dramaty rozgrywają się za zamkniętymi drzwiami. I jak trudno jest ocenić postępowanie kobiety - żony, dziewczyny, partnerki - która dręczona, męczona, szykanowana, w końcu BITA nie umie odejść od swojego kata. Nic nie jest tak łatwe, proste, jakim się wydaje; żadna decyzja nie obejdzie się bez konsekwencji, a każdy, nawet najmniejszy fałszywy ruch może okazać się tym ostatnim. Niektórzy powiedzą, iż cała opisana w "Nieodnalezionej" sytuacja przemocy domowej jest nierealna. Ale właśnie o to chodzi w psychologicznym rozpatrywaniu tego problemu. Każdy człowiek jest inny; każdy zachowuje się inaczej, jeden jest silniejszy psychicznie, drugi niestety nie jest odporny i daje nad sobą dominować. Nie sposób jednoznacznie ocenić postępowania Kasandry; czy jest kobietą niesamowicie odważną, pomysłową, czy wręcz przeciwnie? Może jest masochistką i lubi, jak ktoś się nad nią znęca? Nie wiem. Od początku nie polubiłam tej postaci (zresztą nie o to chyba chodziło), więc nie ocenię jej zachowania. Nie wiem, jak zachowałabym się w jej sytuacji - i podejrzewam, że nikt nie jest w stanie tego przewidzieć, "co bym zrobił/a, gdyby..." Ważne, że autor poruszył ten problem, nie obchodząc go naokoło, tylko dał odczuć wprost cierpienie maltretowanej kobiety. Wielki ukłon. Po drugie, Pan Mróz zwraca uwagę na sprawę osób zaginionych. Na ich liczbę oraz procedury poszukiwań. Unaocznia, jak łatwo jest wprowadzić kogoś w błąd, igrając z jego uczuciami i wspomnieniami z przeszłości.

"Nieodnaleziona" to dynamiczny, nieustannie trzymający w napięciu thriller psychologiczny; w plastyczny sposób opisujący to, z czym wiele osób się musi mierzyć, jednak tak bardzo trudno jest im wyrwać się z impasu swojego życia. Przy lekturze towarzyszy Czytelnikowi szereg emocji; od tych pozytywnych, wywołanych tempem akcji, po negatywne, związane ściśle z postaciami. Faktem jest, iż Pan Mróz mógł rozwinąć bardziej niektóre wątki, wyczerpać ich potencjał do cna, jednak jestem w stanie zrozumieć, iż przy klimacie powieści po prostu nie musiał tego robić. Skupił uwagę, na tym, co najistotniejsze, szokując zwłaszcza zakończeniem. Cała otoczka tej książki daje dowód, iż mroźne klimaty wcale nie są złe, a wręcz przeciwnie! Książka pojawi się za granicami naszego kraju, zatem mróz rozprzestrzenia się w zatrważającym tempie. Ubierzcie się ciepło, bo to jazda bez trzymanki! I chociaż jestem totalną zwolenniczką lata, słońca i uczucia przyjemnego wiatru na twarzy - to te zimne warunki pogodowe przyjmuję bez mrugnięcia okiem. Słowo MRÓZ nabiera nowego znaczenia. Mogę go przyjmować w niewyczerpanych dawkach i w zimie i na wiosnę i... W każdej porze roku.

Panie Remigiuszu - gratuluję!

Mnie się podobało, przymykam oczy na te niedociągnięcia w postaci nierozwiniętych wątków; ale nie to było celem tej lektury. Założenia zostały osiągnięte. Ja książkę polecam i fanom Pana Mroza (choć tacy to już pewnie dawno mają na półkach ;)) i osobom, które dopiero zaczynają mroźną przygodę. 

PS Ledwo człowiek przeczytał "Nieodnalezioną", a tu już za dwa tygodnie premiera siódmej części z serii o Chyłce i Oryńskim... Emocje sięgają zenitu, nie mogę się doczekać!

Za książkę dziękuję Księgarni TaniaKsiążka.pl

2.20.2018

"Liga (nie)złych mam" Avital Norman Nathman



Autor: Avital Norman Nathman
W oryginale: The good mother myth
Wydawnictwo: Kobiece
Ilość stron: 382
Tłumaczenie: Kinga Markiewicz
Rok wydania: 2018

"(...) nie ma żadnego "właściwego" sposobu na bycie matką, jest tylko mój własny. A wszystko, co pomiędzy, to kraina wyidealizowanych wyobrażeń".

Zaznaczę to w pierwszym zdaniu: zdaję sobie sprawę, iż nie jestem docelowym odbiorcą tej lektury, ale z całą pewnością do niej wrócę w momencie zmiany w moim życiu, jaką kiedyś będzie macierzyństwo.  

Gdy tylko przeczytałam blurb "Ligi (nie)złych mam" - od razu wiedziałam, że nie będę się nudzić przy tej książce; dopuszczając taką literaturę w szeregi swoich drukowanych ton, od których już uginają się półki. 

Ciężko mi ocenić tę publikację, gdyż tak, jak wspomniałam, nie jest ona skierowana do mnie. Ta książka to pozycja obowiązkowa dla każdej kobiety, która ma już to szczęście i przywilej być mamą. Ja jeszcze nie wiem, jak to jest, jednak wiem jedno: nie jest łatwo. Żadna mama nie wstaje rano wyspana, wypoczęta, z cerą promienną jak skrzący się w słońcu śnieg. Żadna mama nie ma dziesięciu rąk, którymi ogarniałaby nie tylko dziecko/dzieci, ale i samą siebie. Żadna mama nie ma włosów, jakby dopiero co wyszła od fryzjera, makijażu, który dałoby się zedrzeć łopatą, paznokci w najmodniejszym kształcie sezonu. Żadna mama nie ma napiętej skóry jak plandeka ochronna. Żadna mama nie ma zakwasów od codziennego uśmiechania się i mówienia "tak, oczywiście". Żadna mama nie gotuje pięknych posiłków i nie ustawia ich tak, by dobrze wyglądały na zdjęciu. Jeśli myślałaś, Droga Mamo, że takie kobiety istnieją...Bardzo mi przykro, ale muszę Cię wyprowadzić z błędu. Spójrzmy prawdzie w oczy. To MIT IDEALNEJ MATKI. 

W dobie dzisiejszych mediów, gdzie wyznacznikiem jest świetne zdjęcie na Pintereście czy Facebooku, ukazujące perfekcyjność kobiet w każdym calu - można się pogubić. Super jedzenie; najzdrowsze, najpiękniej wyglądające, organiczne - no jasne, przecież to robi się raz dwa. Refleksy we włosach; równe końcówki? Czemu nie. Idealna, jędrna figura zaraz po porodzie? Jeszcze jej nie masz?! Osiem godzin snu codziennie? Pewnie. Wszędzie widzisz idealne kobiety - mamy, a sama masz wrażenie, że ciągle coś robisz nie tak?

Zejdź na ziemię.

Do takiego samego wniosku doszła Avital Norman Nathman tworząc "Ligę (nie)złych mam". W książce tej znajduje się 36 felietonów, które napisały kobiety - mamy. I one wcale nie są idealne. Autorki są różne. Jest tu i Murzynka, i lesbijki, i mamy nastoletnie, i kobieta-wieczna-fajtłapa, i mama-niegotująca, i kobiety, które walczą z chorobami umysłowymi, i kobiety, które dzieci adoptowały, i kobiety, które dokonały aborcji, i kobiety samotne, ale i te, które mają pełne rodziny. Przegląd postaci, ich sytuacji życiowych, podejścia do różnych spraw nie ma końca. Każda znalazła jednak chwilę, by napisać drobny esej o tym, jak czuje się w roli mamy. I jak bardzo nienawidzi MITU idealności, który kreują media. Bo normalna mama - nie wstydzi się swoich słabości; wie, że czasem po prostu "się nie da", i zdaje sobie sprawę, że o swoich chęciach można mówić głośno! Jeśli jesteś mamą, która marzy o godzinie tylko dla siebie, by po prostu umyć włosy; która czasem ma ochotę wyjść z domu i nie wracać; która nie wchodzi do sklepu, bo wstydzi się tego, co może nawyczyniać jej dziecko w alejce do kasy; która zamyka się w łazience i puszcza głośno wodę, by nie słyszeć tego, co dzieje się za ścianą; która ma kilka kompletów dresów, a już zapomniała jak wygląda sukienka; która zamiast jarmużu woli dać dziecku czasem hamburgera... To ta książka jest właśnie dla Ciebie!

"Liga (nie)złych mam" to historie innych kobiet, które opisują swoje doświadczenia w macierzyństwie. Nie jest kolorowo, tak jak w nagłówkach magazynów, ale jest WYJĄTKOWO, bo każda mama to kobieta unikatowa; jest najważniejszą osobą dla swojego dziecka i to ona kreuje swój obraz. Nikt nie jest idealny; zwłaszcza mama po nieprzespanej nocy z powodu kolki swojej pociechy. Dlatego eseje te są pisane z przymrużeniem oka, z humorem, luzem, którego tak często brakuje niejednej kobiecie w pogoni za perfekcją w każdej dziedzinie swojego życia. 

"Lepsze niż być postrzeganą jako Idealna Matka jest być uważaną jednocześnie za matkę i pełnowartościową istotę ludzką. Oto prawdziwe wyzwolenie".

Kobieto, mamo! Rozejrzyj się wokół! Naprawdę nie jesteś sama. Jest mnóstwo innych kobiet, takich jak Ty, które borykają się z podobnymi problemami; niejednokrotnie mają ochotę, tak jak Ty, zapaść w sen zimowy i obudzić się dopiero na wiosnę. Żadna nie jest idealna, każda ma sobie coś do zarzucenia, ale jeśli dzieci są szczęśliwe, to o co chodzi? Czy to nie jest właśnie sens macierzyństwa? Robić WSZYSTKO tak, by to osoba, na której najbardziej Ci zależy była radosna, pogodna i wpatrzona w Ciebie? Dlatego odpuść, weź głęboki wdech i powiedz sobie, że po prostu kuchnia może być czasem brudna, a dziecko raz może pójść do łóżka bez codziennej celebracji kąpieli. A Ty zagoń do roboty męża/partnera i znajdź godzinę dla siebie. Da się, trzeba tylko chcieć.

Polecam tę książkę każdej mamie, zwłaszcza młodej, która dopiero się uczy uroków macierzyństwa; która frustruje się, widząc kolejne cukierkowe wzorcowe zdjęcie na portalu społecznościowym. Nic nie jest tym, czym wydaje się być. Autorki jadą po bandzie. Bez zahamowań. Wyluzuj i Ty. 

Nie jesteś Idealną Mamą.
Jesteś Idealną Sobą.
Pamiętaj.

Za książkę dziękuję Księgarni TaniaKsiążka.pl, gdzie znajdziecie również mnóstwo innych NOWOŚCI!

2.15.2018

"Fallen Crest. Akademia" Tijan Meyer



Autor: Tijan Meyer
W oryginale: Fallen Crest High
Seria/cykl: Fallen Crest (tom 1)
Wydawnictwo: Kobiece 
Ilość stron: 480
Tłumaczenie: Barbara Kardel-Piątkowska
Rok wydania: 2018

"Ludzie to węże, musisz się tylko zorientować, jakie mają kolory (...), każdy czegoś chce".

Nie ukrywam, iż pomimo mojego wieku (ćwierćwiecze niedawno stuknęło!) w dalszym ciągu bardzo chętnie sięgam po literaturę młodzieżową. Zwłaszcza, jeśli temat oscyluje w typowym New Adult czy young adult, a główną postacią jest wyrazista młoda kobieta, wkraczająca w brutalny świat dorosłych. Dlatego bardzo się ucieszyłam, gdy w moje ręce wpadł pierwszy tom serii Fallen Crest. I teraz, gdy jestem już świeżo po lekturze... Nie wiem, jak wyrazić swoje zdanie o tej książce. Muszę podzielić moją opinię na pół: opisując plusy i niestety minusy.

Zaczynamy.

Wyobraź sobie, że jesteś wyzuta/wyzuty z emocji. Nie interesuje Cię zdanie innych nie tylko na Twój temat, ale i w każdej możliwej kwestii. WSZYSTKO po Tobie spływa; nawet wtedy, gdy Twój świat sypie się jak przysłowiowy domek z kart, jak domino - jedna sytuacja pociąga za sobą kolejną... Na niczym Ci nie zależy, nikt nie jest w stanie się do Ciebie zbliżyć, otoczyć opieką, sama/sam nie darzysz nikogo zaufaniem, uwielbiasz samotność, a jedyną odskocznią od codziennych problemów jest Twój własny sposób. Na każdą próbę zainteresowania reagujesz agresją, buntem, ale zwyczajnie sobie z tym nie radzisz, aż w pewnym momencie tracisz kontrolę. Takie jest życie.

Opis dotyczy głównej bohaterki - Samanthy. Sam ma siedemnaście lat i właśnie jej życie ulega destrukcji. Dziewczyna dowiaduje się, że jej mama od dwóch lata zdradza tatę, który (o ironio!) okazuje się nie być jej prawdziwym ojcem. Jakby zdrad było mało, Sam odkrywa, iż również ona jest zdradzana przez swojego chłopaka (klasycznie: z jej najlepszą przyjaciółką). Z dnia na dzień okazuje się, iż Sam przeprowadza się z mamą do jej nowego partnera i tu pojawia się kolejne zaskoczenie. Nowym przybranym tatą dla Sam ma zostać... James Kade. Ojciec Logana i Masona Kade'ów - najsłynniejszych chłopaków w mieście. Logan i Mason mają dosłownie WSZYSTKO. Pieniądze, powodzenie wśród dziewczyn, które praktycznie mdleją na ich widok i momentami wręcz żenująco zabiegają o ich uwagę, urok, piłkarski talent, popularność i... Swojego rodzaju mrok; skłonność do wpadania w tarapaty raz po raz. Wiele się zmienia, gdy zamieszkuje z nimi ich nowa "siostra"... 

Dla Samanthy odskocznią od problemów jest bieganie sporych dystansów. Oprócz tego dziewczyna ma niesamowicie cięty język i przyjmuje pozę obojętności w każdym aspekcie życia. W pewien sposób imponuje to jej nowym braciom, którzy zaczynają się do niej zbliżać i otwierać przed nią swoje wnętrza, zwłaszcza Mason... 

Przejdę do plusów. Mimo, iż fabuła jest bardzo oklepana, to podobał mi się sam zamysł i koncepcja powieści. Cała akcja romansu między głównymi bohaterami rozwija się bardzo powoli, co powodowało we mnie niemoc oderwania się od książki - tak bardzo chciałam wiedzieć, co będzie dalej i jak to się potoczy. Intrygowała mnie niesamowicie postać Masona, i choć (tu już pojawia się minus) uważam, że jest lekko niedopracowana, to naprawdę ten chłopak ma potencjał! Mam nadzieję, że zostanie on poszerzony w kolejnej części. Niestety z plusów... To by było na tyle. Minusów jest znacznie więcej. A szkoda, bo to mogłaby być naprawdę bardzo dobra książka.

Co mi się najbardziej nie podobało? Och, na pewno ilość imprez w dwóch szkołach: prywatnej Akademii i publicznym liceum. Wiem, że to TEN wiek, TEN czas, ale tam pojawiała się domówka (łagodnie powiedziane) za domówką! Bohaterowie nie śpią po nocach, bo piją i imprezują do rana, szkołę odpuszczają, albo ledwo się w niej trzymają na nogach, nie ma żadnej nauki, są tylko intrygi, ploty na korytarzach, tajemnice, walka o uwagę, o zaciągnięcie do łóżka, o kolejną aferę. Taki nierealny klimat zupełnie do mnie nie przemawia. Kolejna rzecz to infantylność bohaterów, zwłaszcza postaci kobiecych. Zdaję sobie sprawę, iż nie można wymagać cudów po uczniach szkół średnich, jednak poziom języka i rozmów - pozostawia wiele do życzenia. Przekleństwa, niewybredne słownictwo, nawet w kontaktach z rodzicami (!) zniechęcało mnie z każdą stroną. Samantha i jej zachowania... Nie rozumiałam ich, po prostu nie rozumiałam. Bezczelna, arogancka, złośliwa, z tupetem... Wiem, iż dziewczyna po przejściach rządzi się swoimi prawami, jednak... Za dużo tego jak na jeden raz. Żaden z bohaterów (oprócz Masona i Logana, którzy ratowali tę historię jak mogli) nie wzbudził mojej sympatii; wręcz przeciwnie - postaci są nudne, a dialogi niestety płytkie... Jednak, jako że doprowadzam zawsze rozpoczętą lekturę do końca - wytrwałam i tu. Jak wspomniałam, bracia Kade ratują powieść; szczęście, że uwielbiam postaci bad boy'ów - adrenalina, ryzyko, niebezpieczeństwo, a tu jeszcze pojawia się romans właśnie w takim klimacie... Wiem, że pojawią się kolejne części serii, i mimo tego, że "szału nie ma" to myślę, że sięgnę. Każdy zasługuje bowiem na drugą szansę, a ja ją dam pani Tijan. Oby nie zawiodła.

"Fallen Crest. Akademia" to opowieść o ciężkich trudach dorastania i wkraczania w prawdziwe życie. To historia o tym, jak radzić sobie w życiu, gdy problemy nieskończenie się piętrzą, nie dając nadziei na powiedzenie "stop"; o tym, jak różna bywa przyjaźń, jak złudnym może być pojęcie MIŁOŚCI, jak niejednokrotnie jedynym wyjściem z trudności jest odpuszczenie, przybranie maski obojętności, sprawienie wrażenia, iż nic nie jest w stanie nas złamać. Człowiek jest jednak istotą niebywale kruchą, dlatego czasem warto dopuścić kogoś do siebie. Autorka pokazała, iż czasem tłem powieści nie musi być płonące uczucie czy wybujały erotyzm, bo dopiero po prawie trzystu stronach pojawiają się podobne sceny. Ale później niestety... No cóż. Zostaje tylko pożądanie. I bezczelność. I poczucie humoru Logana, którym się zauroczyłam. 

I choć książka ta nie powaliła mnie na kolana, czekam na drugą część. Z powodu Masona! :)

Za lekturę dziękuję Księgarni TaniaKsiążka.pl, gdzie znajdziecie również inne książki dla kobiet!