2.15.2018

"Fallen Crest. Akademia" Tijan Meyer



Autor: Tijan Meyer
W oryginale: Fallen Crest High
Seria/cykl: Fallen Crest (tom 1)
Wydawnictwo: Kobiece 
Ilość stron: 480
Tłumaczenie: Barbara Kardel-Piątkowska
Rok wydania: 2018

"Ludzie to węże, musisz się tylko zorientować, jakie mają kolory (...), każdy czegoś chce".

Nie ukrywam, iż pomimo mojego wieku (ćwierćwiecze niedawno stuknęło!) w dalszym ciągu bardzo chętnie sięgam po literaturę młodzieżową. Zwłaszcza, jeśli temat oscyluje w typowym New Adult czy young adult, a główną postacią jest wyrazista młoda kobieta, wkraczająca w brutalny świat dorosłych. Dlatego bardzo się ucieszyłam, gdy w moje ręce wpadł pierwszy tom serii Fallen Crest. I teraz, gdy jestem już świeżo po lekturze... Nie wiem, jak wyrazić swoje zdanie o tej książce. Muszę podzielić moją opinię na pół: opisując plusy i niestety minusy.

Zaczynamy.

Wyobraź sobie, że jesteś wyzuta/wyzuty z emocji. Nie interesuje Cię zdanie innych nie tylko na Twój temat, ale i w każdej możliwej kwestii. WSZYSTKO po Tobie spływa; nawet wtedy, gdy Twój świat sypie się jak przysłowiowy domek z kart, jak domino - jedna sytuacja pociąga za sobą kolejną... Na niczym Ci nie zależy, nikt nie jest w stanie się do Ciebie zbliżyć, otoczyć opieką, sama/sam nie darzysz nikogo zaufaniem, uwielbiasz samotność, a jedyną odskocznią od codziennych problemów jest Twój własny sposób. Na każdą próbę zainteresowania reagujesz agresją, buntem, ale zwyczajnie sobie z tym nie radzisz, aż w pewnym momencie tracisz kontrolę. Takie jest życie.

Opis dotyczy głównej bohaterki - Samanthy. Sam ma siedemnaście lat i właśnie jej życie ulega destrukcji. Dziewczyna dowiaduje się, że jej mama od dwóch lata zdradza tatę, który (o ironio!) okazuje się nie być jej prawdziwym ojcem. Jakby zdrad było mało, Sam odkrywa, iż również ona jest zdradzana przez swojego chłopaka (klasycznie: z jej najlepszą przyjaciółką). Z dnia na dzień okazuje się, iż Sam przeprowadza się z mamą do jej nowego partnera i tu pojawia się kolejne zaskoczenie. Nowym przybranym tatą dla Sam ma zostać... James Kade. Ojciec Logana i Masona Kade'ów - najsłynniejszych chłopaków w mieście. Logan i Mason mają dosłownie WSZYSTKO. Pieniądze, powodzenie wśród dziewczyn, które praktycznie mdleją na ich widok i momentami wręcz żenująco zabiegają o ich uwagę, urok, piłkarski talent, popularność i... Swojego rodzaju mrok; skłonność do wpadania w tarapaty raz po raz. Wiele się zmienia, gdy zamieszkuje z nimi ich nowa "siostra"... 

Dla Samanthy odskocznią od problemów jest bieganie sporych dystansów. Oprócz tego dziewczyna ma niesamowicie cięty język i przyjmuje pozę obojętności w każdym aspekcie życia. W pewien sposób imponuje to jej nowym braciom, którzy zaczynają się do niej zbliżać i otwierać przed nią swoje wnętrza, zwłaszcza Mason... 

Przejdę do plusów. Mimo, iż fabuła jest bardzo oklepana, to podobał mi się sam zamysł i koncepcja powieści. Cała akcja romansu między głównymi bohaterami rozwija się bardzo powoli, co powodowało we mnie niemoc oderwania się od książki - tak bardzo chciałam wiedzieć, co będzie dalej i jak to się potoczy. Intrygowała mnie niesamowicie postać Masona, i choć (tu już pojawia się minus) uważam, że jest lekko niedopracowana, to naprawdę ten chłopak ma potencjał! Mam nadzieję, że zostanie on poszerzony w kolejnej części. Niestety z plusów... To by było na tyle. Minusów jest znacznie więcej. A szkoda, bo to mogłaby być naprawdę bardzo dobra książka.

Co mi się najbardziej nie podobało? Och, na pewno ilość imprez w dwóch szkołach: prywatnej Akademii i publicznym liceum. Wiem, że to TEN wiek, TEN czas, ale tam pojawiała się domówka (łagodnie powiedziane) za domówką! Bohaterowie nie śpią po nocach, bo piją i imprezują do rana, szkołę odpuszczają, albo ledwo się w niej trzymają na nogach, nie ma żadnej nauki, są tylko intrygi, ploty na korytarzach, tajemnice, walka o uwagę, o zaciągnięcie do łóżka, o kolejną aferę. Taki nierealny klimat zupełnie do mnie nie przemawia. Kolejna rzecz to infantylność bohaterów, zwłaszcza postaci kobiecych. Zdaję sobie sprawę, iż nie można wymagać cudów po uczniach szkół średnich, jednak poziom języka i rozmów - pozostawia wiele do życzenia. Przekleństwa, niewybredne słownictwo, nawet w kontaktach z rodzicami (!) zniechęcało mnie z każdą stroną. Samantha i jej zachowania... Nie rozumiałam ich, po prostu nie rozumiałam. Bezczelna, arogancka, złośliwa, z tupetem... Wiem, iż dziewczyna po przejściach rządzi się swoimi prawami, jednak... Za dużo tego jak na jeden raz. Żaden z bohaterów (oprócz Masona i Logana, którzy ratowali tę historię jak mogli) nie wzbudził mojej sympatii; wręcz przeciwnie - postaci są nudne, a dialogi niestety płytkie... Jednak, jako że doprowadzam zawsze rozpoczętą lekturę do końca - wytrwałam i tu. Jak wspomniałam, bracia Kade ratują powieść; szczęście, że uwielbiam postaci bad boy'ów - adrenalina, ryzyko, niebezpieczeństwo, a tu jeszcze pojawia się romans właśnie w takim klimacie... Wiem, że pojawią się kolejne części serii, i mimo tego, że "szału nie ma" to myślę, że sięgnę. Każdy zasługuje bowiem na drugą szansę, a ja ją dam pani Tijan. Oby nie zawiodła.

"Fallen Crest. Akademia" to opowieść o ciężkich trudach dorastania i wkraczania w prawdziwe życie. To historia o tym, jak radzić sobie w życiu, gdy problemy nieskończenie się piętrzą, nie dając nadziei na powiedzenie "stop"; o tym, jak różna bywa przyjaźń, jak złudnym może być pojęcie MIŁOŚCI, jak niejednokrotnie jedynym wyjściem z trudności jest odpuszczenie, przybranie maski obojętności, sprawienie wrażenia, iż nic nie jest w stanie nas złamać. Człowiek jest jednak istotą niebywale kruchą, dlatego czasem warto dopuścić kogoś do siebie. Autorka pokazała, iż czasem tłem powieści nie musi być płonące uczucie czy wybujały erotyzm, bo dopiero po prawie trzystu stronach pojawiają się podobne sceny. Ale później niestety... No cóż. Zostaje tylko pożądanie. I bezczelność. I poczucie humoru Logana, którym się zauroczyłam. 

I choć książka ta nie powaliła mnie na kolana, czekam na drugą część. Z powodu Masona! :)

Za lekturę dziękuję Księgarni TaniaKsiążka.pl, gdzie znajdziecie również inne książki dla kobiet!

2.14.2018

"ZwierzoChłopiec. Dzikie życie Malcolma" David Baddiel



Autor: David Baddiel
W oryginale: AniMalcolm
Wydawnictwo: Lemoniada
Ilość stron: 368
Ilustracje: Jim Field
Tłumaczenie: Agnieszka Kalus
Rok wydania: 2017


To już moje drugie podejście do twórczości Davida Baddiela i muszę stwierdzić, że bardzo, a nawet bardziej udane niż poprzednie. "Magiczny kontroler" był naprawdę dobry, ale "ZwierzoChłopiec..." jest wręcz rewelacyjny! 

Znacie kogoś, kto nie lubi zwierząt? Jakichkolwiek? No pewnie! Sama nie przepadam za niektórymi, zwłaszcza za ptakami (pióra wzbudzają we mnie swojego rodzaju wstręt), ale są zwierzęta, które uwielbiam. Oczywiście psy, jeże pigmejskie czy inne z rodzaju tych puchatych. Malcolm jednak należy do grupy najrzadszej grupy ludzi, którzy... Nie cierpią zwierząt. WSZYSTKICH. Sytuacja jest tym bardziej dziwna, gdyż w domu Malcolma jest mnóstwo zwierząt, a cała rodzina je kocha nad życie. Nikt nie może zrozumieć odmienności chłopca; wręcz przeciwnie. Rodzice kupują kolejne zwierzęta, czym doprowadzają chłopca do szału. Wyjściem staje się weekendowy szkolny wyjazd w ramach prezentu urodzinowego, do czasu gdy... Okazuje się, iż miejscem docelowym wycieczki jest farma.

A na farmie...

Dzieją się dziwne rzeczy. Malcolm będzie musiał przejść swojego rodzaju szkołę życia; nie dość, że towarzyszyć mu będą najróżniejsze zwierzęta, to on sam... Będzie musiał się zmierzyć z tym, jak to jest BYĆ danym zwierzakiem. Myśleć jak one, zachowywać się jak one, czuć jak one. Co oczywiście okaże się nie lada wyzwaniem. Nie zabraknie również poczucia humoru, z którego tak słynie autor, pięknych, rewelacyjnie dopasowanych ilustracji i puenty, zmuszającej do rozmyślań. Po lekturze "Magicznego kontrolera" zapałałam ogromną sympatią do uczniów Szkoły pod Lasem. Okazuje się, iż jest ona spójnikiem łączącym pozostałe książki Baddiela - po prostu zmieniają się tylko główni bohaterowie. Wydawnictwo Lemoniada proponuje również Czytelnikowi elegancką i jednolitą szatę graficzną dla wydanych dotąd trzech książek (dwie wspomniane + "Agencja wynajmu rodziców") - piękna oprawa, duża czcionka, co dodaje lekturze uroku. Uwielbiam literaturę dziecięcą, a jak jest jeszcze tak podana... Nic dodać, nic ująć. Powiem szczerze, że pochłonęłam "ZwierzoChłopca..." w jedno popołudnie; książka niemożliwie wciąga i fascynuje, wprost nie mogłam się od niej oderwać. Ja, dorosła osoba! A co dopiero może czuć dziecko, gdy wprowadza się je w taki cudowny świat? Przeżywa to po stokroć bardziej, dlatego ta publikacja będzie idealnym prezentem, zaręczam. Jest zabawnie, optymistycznie i pozytywnie, obrazy cieszą oko, a morał zapada w pamięć. I nawet nie rzucają się w oczy różne "potyczki", jak np. prędkość żółwi, czy ich dieta ;). David Baddiel rozśmiesza (zwłaszcza przypisami!), wzrusza (przy zakończeniu kręci się łezka, nie ukrywam), uświadamia kilka ważnych rzeczy, które być może w życiu codziennym nierzadko umykają, klarownie serwuje dobrą rozrywkę. 

Polecam BARDZO! 

A za książkę dziękuję Wydawnictwu Lemoniada ;)

2.11.2018

"Druga szansa" Marcie Steel



Autor: Marcie Steel
Tytuł: Druga szansa
W oryginale: The second chance shoe shop
Wydawnictwo: Kobiece
Ilość stron: 336
Tłumaczenie: Małgorzata Bortnowska
Rok wydania: 2018


Zanim wyrażę swoje zdanie na temat tej książki, pozwól, że zadam Ci pytanie: jak myślisz, czy każdy zasługuje na drugą szansę?

Nie jest żadną tajemnicą, iż obecnie sięgam po KAŻDY gatunek literacki; a wręcz uwielbiam oderwać się od kryminału czy książki dla dzieci - by móc choć na chwilę zastąpić je powieścią obyczajową. Prosta historia, która przydarzyć by się mogła każdemu/każdej z nas stanowi lekką rozrywkę w chłodny wieczór - najlepiej z kubkiem gorącej herbaty w dłoni. Czasem warto sięgnąć właśnie po taką literaturę, która nie jest skomplikowana, angażuje umysł, ale nie wyciska z niego całego napięcia, bywa typowo kobieca, a jak wiadomo, kobiety lubią czytać o sobie i o swoich ulubionych czynnościach. 

Tak jest właśnie w "Drugiej szansie". Jest tu główna bohaterka, borykająca się ze swoimi problemami, są jej przyjaciele, którzy także są doświadczeni przez życie, i jest również... Sklep z butami! Stanowi on klamrę a jednocześnie tło powieści, co wyróżnia tę książkę. Czego chcieć więcej? 

Riley ma trzydzieści dwa lata i właśnie rozstała się z partnerem. Sadie - niedawno pochowała męża, teraz samotnie wychowuje córeczkę. Dan leczy rany po zdradzie swojej dziewczyny, umawiając się na randki z internetu. Całą trójkę owych ludzi łączy fakt, iż pracują razem w sklepie obuwniczym "Chandler" oraz są najlepszymi przyjaciółmi. Już od pierwszych stron Czytelnik zaczyna pałać ogromną sympatią do każdego z przedstawionych bohaterów; są oni bowiem wyraziście wykreowani, bije od nich ciepło, życzliwość, szczerość, a więź, która ich łączy - zdaje się być nierozerwalną na zawsze. Właśnie tak powinna wyglądać prawdziwa przyjaźń; jest wzajemnym wsparciem, nawet w najtrudniejszych życiowych momentach, jest radością w chwilach szczęścia, trwaniem przy sobie na smutnych zakrętach, pomocą, gdy wymaga tego sytuacja, zaufaniem do granic możliwości. Dla Riley, Sadie i Dana chwilą próby jest fakt, iż "Chandler" chyli się ku upadkowi, przez co przyjaciele mogą stracić nie tylko pracę, ale i to, co tak bardzo kochają. Właścicielka sklepu daje Riley - jako kierowniczce "Chandlera" - trzy miesiące na to, by zwiększyć wyniki sprzedaży. W przeciwnym wypadku sklep zostanie zamknięty. Zaczyna się więc walka z czasem, a Riley nie cofnie się przed niczym, by nie dopuścić do najgorszego.

Przez "Drugą szansę" dosłownie się płynie, a jak już się zacznie, to nie można się oderwać. Historia trójki przyjaciół, dla której tło stanowi ich miejsce pracy - wciąga, zaskakuje, skłania do refleksji. Każdy z przedstawionych bohaterów jest inny; każdy ma swój bagaż doświadczeń, każdemu los rzuca nieustannie kłody pod nogi, każdy próbuje sobie poradzić, z większym lub mniejszym powodzeniem, samotnie lub z pomocą przyjaciół, każdy ma marzenia i pragnienia, do których dąży, każdy potrzebuje do szczęścia czegoś innego, jednak łączy ich świadomość, iż zawsze mogą na siebie liczyć. Nie brakuje w tej powieści zawirowań, komplikacji, a zwłaszcza zmarnowanych pierwszych szans. Dlatego tak ważne wydaje się pytanie: czy warto dostać tę drugą? A jeśli tak, to co zrobić, by jak najlepiej ją wykorzystać? Jak postąpić, by błędy pozostały tylko jednorazowymi pomyłkami, nauczką na przyszłość, a cała reszta okazała się nadzieją na lepsze jutro? Ciężka i trudna refleksja... 

Naprawdę bardzo zżyłam się z bohaterami; kibicowałam im. Riley - po bolesnych przejściach, oszukana przez mężczyznę, z którym wiązała przyszłość, zasługiwała na kolejną szansę na MIŁOŚĆ i cudowny związek. Sadie - po tragedii i ranach, które zadało jej życie, odbierając ukochanego męża, warta była poczucia bezpieczeństwa, ciepła i stabilizacji. Dan - mając nieustannego pecha do kobiet, powinien przecież w końcu spotkać swoją jedyną! Śmiałam się, wzruszałam, denerwowałam wraz z nimi; i to właśnie bardzo cenię w powieściach obyczajowych. Tę "ludzkość"; fakt, iż w podobnych historiach Czytelnik może odnaleźć samego siebie, a każda z decyzji podjętych przez bohaterów - może być jego własną.

Zmiany są dobre, a codzienność ciągle nam je podsuwa właśnie w postaci drugiej, trzeciej i kolejnej szansy... Do nas należy tylko to, jak je wykorzystamy. Czy wyciągniemy z nich wnioski? Czy zasłużą one na chwilę naszej refleksji? Czy ich nie zmarnujemy? 

Myślę, że już znasz odpowiedź, ale zadam to pytanie jeszcze raz: czy każdy zasługuje na drugą szansę?

Polecam bardzo serdecznie, lektura idealna na wieczór!

Za książkę dziękuję Księgarni TaniaKsiążka.pl, gdzie znajdziecie również inne książki dla kobiet.

2.08.2018

"Magiczny kontroler" David Baddiel



Autor: David Baddiel
W oryginale: The Person controller
Wydawnictwo: Lemoniada
Ilustracje: Jim Field
Ilość stron: 384
Tłumaczenie: Agnieszka Kalus
Rok wydania: 2017


Gdy otrzymałam propozycję zrecenzowania dwóch książek Davida Baddiela - bardzo się ucieszyłam. Pracuję w przedszkolu - i z racji swojego zawodu (oraz nie tylko) - uwielbiam zagłębiać się w literaturę dziecięcą (młodzieżową również :)). Mam ulubionego, polskiego autora (kto czyta tego bloga, ten doskonale wie o kogo chodzi!), cenię też zagranicznych i... Właśnie do ich grona dołączył David Baddiel. A dlaczego? Bo ponoć pisze najzabawniejsze książki dla dzieci. Według mnie pisze mądrze, z morałem, puentą, duuużą dawką humoru, i... Nie tylko dla dzieci. To także książka dla rodziców.

Ellie i Fred są 11-letnimi bliźniakami. Ich ulubione hobby to... Granie w gry video. To idzie im naprawdę świetnie, gamepady są wręcz przedłużeniem ich rąk. Zupełnie za to nie przepadają za szkolnymi sportami czy innymi aktywnościami. Przykładu nie mogą niestety czerpać z rodziców, gdyż tatę interesuje tylko gdzie jest bekon, a mamę - kto znalazł pieniądze (w najmniej oczekiwanym domowym miejscu) w popularnym telewizyjnym show "Kasa na strychu". Jedyną "osobą", która liczy się w domu i jest najczęściej przytulana, zwłaszcza przez mamę - jest kocica Małgosia Drapusia. Ellie i Fred zatem konkurują z sobą w niepisanym konkursie "Kto lepiej gra?" - nie zwracając uwagi na to, co dzieje się wokoło. Do czasu... Aż pojawia się Tajemniczy Człowiek i wręcza im magicznego gamepada. Urządzenie, które nie służy do gier video, a do... Sterowania zupełnie czymś, a raczej kimś innym... Co zrobią Ellie i Fred gdy odkryją magiczność tego przedmiotu? Nawet nie macie pojęcia! 

Książka niby z oklepanym tematem, jednak skłaniająca do refleksji. Tak jak wspomniałam wcześniej, znajdzie tu coś dla siebie i dziecko, i dorosły. W obecnym świecie zalanym przez wszelkiego rodzaju multimedia, gadżety, elektroniczne sprzęty, bez których dzisiejsze dzieci nie mogą się obejść (zresztą pojęcie "tabletowych dzieci", czy "cyfrowi tubylcy" nie wzięło się znikąd) - dobrze jest przeczytać książkę, która wręcz naocznie do uświadamia. Rodzice zajęci sobą i swoimi "problemami" - ojciec wiecznie na diecie, który i tak okropnie siebie zaniedbuje, nie przejmując się niczym wokół; mama, która żyje serialowym światem, dostrzegając tylko kota; dzieci puszczone samopas, które z powodu braku zainteresowania ze strony najbliższych szukają sobie innych zajęć - to tak bardzo aktualny temat. Pracując w przedszkolu widzę, jak wiele dzieci ma do perfekcji wyćwiczone kciuki od gier na telefonie, a nie umieją porządnie pochwycić kredki. To smutne, ale okrutnie prawdziwe. I właśnie dlatego, wiele osób powinno przeczytać "Magicznego kontrolera", by może zobaczyć, to co do tej pory wydawało/wydaje się im niewidzialne. Co by się stało, gdyby w ręce dzieci NAPRAWDĘ wpadł czarodziejski przedmiot, dzięki któremu można by było choć trochę pozmieniać rzeczywistość? No właśnie. Ogrom fantazji - bo tym dysponują ZWŁASZCZA dzieci daje mnóstwo możliwości...

Książka ta, pozornie błaha - zawiera w sobie naprawdę dużo prawd. Prawd o tym, czym jest uzależnienie od internetu i gier komputerowych, ale też od jedzenia czy oglądania telewizji; dlaczego warto się nie poddawać, tylko dążyć cierpliwie do celu; czemu lepiej pozostać prawdziwym sobą, niż usilnie próbować naśladować kogoś innego. Znacie powiedzenie, by uważać, o czym się marzy, bo marzenia mogą się spełnić? No właśnie. 

Polecam, bardzo podobała mi się ta książka; nie mogę się doczekać sięgnięcia po inne publikacje tego autora. Faktycznie w jego piórze czuć "to coś", co ucieszy każdego Czytelnika - bez względu na wiek!

A za książkę bardzo dziękuję Wydawnictwu Lemoniada.pl :)

2.05.2018

"Morderstwo w Orient Expressie" Agatha Christie



Autor: Agatha Christie
W oryginale: Murder on the Orient Express
Seria/cykl: Herkules Poirot (tom 10)
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Ilość stron: 264
Tłumaczenie: Anna Wiśniewska-Walczyk
Wydanie: wznowione (2017)

"Niemożliwe nie może się zdarzyć, wobec tego pozornie niemożliwe musi być możliwe".

Nadeszła pora i na mnie. Nareszcie. Wstyd się przyznać; mimo tego, iż o "Morderstwie w Orient Expressie" słyszałam legendy - sięgnęłam po tę książkę dopiero teraz.  Na szczęście nie jest to moje pierwsze podejście do autorki; pani Christie jest już postacią tak klasyczną, iż chyba w tym momencie nawet jeśli od tej powieści (znanej każdemu!) zaczęłabym poznawać jej pisarstwo - w życiu bym się do tego nie przyznała. Ale, jako że wcześniej w moje ręce wpadło "I nie było już nikogo" - dokładnie wiedziałam czego się po najsłynniejszej autorce kryminałów spodziewać. 

Najpierw ogarnął mnie sceptycyzm - przecież to dziesiąta część serii o Herkulesie Poirot, znanym detektywie, który rozwiązał już co najmniej dziewięć zagadek; jak ja się będę orientować w lekturze, skoro nie miałam do czynienia z poprzednimi przygodami tegoż oto bohatera? Jednak, jak się okazało, moje obawy były nieuzasadnione, gdyż cały cykl łączy tylko postać, reszta to różne historie, tajemnice, rozpoczęte i zakończone w danej książce. Zatem i "Morderstwo..." miało zostać rozwikłane tak, jak należy. 

Już od pierwszych stron przepadłam. Autorka wprowadza znany sobie klimat; w zaledwie prawie trzystu stronach serwuje nam dobry kryminał. Jest otoczka, jest sekret do wyjawienia, jest zagadka do rozwiązania, jest sporo główkowania - by i tak w finalnym rozrachunku zaskoczyć Czytelnika nieprzewidywalnością zdarzeń. I nic dziwnego, że Agatha Christie to bezsprzeczna królowa kryminałów. To już marka sama w sobie. 

Herkules Poirot wraca z Azji; jego podróż odbywa się słynnym pociągiem Orient Express. Już po kilku chwilach Czytelnik zostaje poinformowany, iż w miejscu tym popełniono morderstwo, Poirot przejmuje sprawę, a rozwiązanie zagadki jest tym bardziej emocjonujące, iż morderca znajduje się w pociągu. Orient Express utknął bowiem w zaspie, co uniemożliwia ucieczkę winnego. Zaczyna się seria zdarzeń, które po kolei układają się w jedną logiczną całość. A zakończenie... No cóż, jest nieprzewidywalne i zaskakujące, co cieszy i zwiększa apetyt na więcej. Na więcej książek autorki. 

Sprawnie ułożona intryga, fragmenty rozsypanej układanki, które po każdym rozdziale wskakują na swoje miejsce w szeregu, nieprzypadkowość wydarzeń, pojawiających się postaci i sytuacji, gdzie, jak się okazuje, każdy z pasażerów odgrywa przeznaczoną dla niego rolę. Bo kto niby powiedział, że morderca może być tylko jeden? Herkules Poirot wie, iż niczego nie można być pewnym, nic nie jest takie, jakim się wydaje, a najważniejsze to... Usiąść i pomyśleć. A rozwiązanie nasunie się samo.  Od razu zapałałam sympatią do głównego bohatera; postać małego detektywa z sumiastymi wąsami wzbudza pozytywne emocje i odczucia. Czytelnik jest pod wrażeniem jego sposobu dedukcji i dochodzenia do sedna problemu. Poirot wie jak pytać, o co pytać, kogo pytać, co sprawdzić i w jaki sposób sformułować pytanie, by wydało się pozornie błahe. A wnioski, które potem wysnuwa... Po prostu powalają i wzbudzają podziw. No bo jak to...? Ja jestem pod ogromnym wrażeniem!

Autorka podała na tacy to, co fani kryminałów tak bardzo cenią: dobrze skonstruowaną akcję, jej wartkość, tempo - najpierw powoli sunące, a później pędzące jak rollercoaster, wyraźnych bohaterów, pięknie zarysowaną główną postać, obok której już nigdy nie przejdzie się obojętnie, zagadkę, którą tak bardzo pragnie się rozwiązać, a której finał burzy wszelkie domysły, intrygę i jej wieloznaczność oraz zaskoczenie, które wzmaga ocenę lektury. Ja jestem zachwycona; książkę pochłonęłam w jeden dzień - dosłownie nie mogłam się oderwać. Strona za stroną, rozdział za rozdziałem - ta lektura wyzwala cały szereg emocji. Tylko pozytywnych. 

Polecam bardzo!

PS Pewnie niedługo będę oglądać film; jestem ciekawa jak przeniesiono na ekran tę wspaniałą opowieść.


Za książkę dziękuję Księgarni TaniaKsiążka.pl, gdzie znajdziecie również inne bestsellery!