3.20.2018

"Krew na sutannie" Danka Braun



Autor: Danka Braun
Wydawnictwo: Prozami
Ilość stron: 352
Rok wydania: 2018

"Cóż, MIŁOŚCI nie da się kupić..."

Gdy otrzymałam propozycję zrecenzowania najnowszej powieści Pani Danki Braun, pomyślałam: dlaczego nie? Faktem jest, iż nigdy nie słyszałam o tej autorce (za co teraz pokornie biję się w pierś, bo jak mogłam popełnić takie niedopatrzenie!), ale temat książki wydał mi się intrygujący i bardzo kontrowersyjny, publikacja cały czas zbiera dobre opinie... Zatem... Zobaczmy, jakaż to będzie przygoda. I zobaczyłam, a oczywiście! Po prostu przepadłam. Totalnie i kompletnie utonęłam w stylu, uroku, nietuzinkowości i talencie naszej rodzimej pisarki. Zapraszam na opis moich pierwszych wrażeń z cudowną Danką Braun i jej "Krwią na sutannie".

Dopiero po lekturze zorientowałam się, iż w książce pojawiają się bohaterowie z sagi "MIŁOŚĆ, NAMIĘTNOŚĆ, POŻĄDANIE", jednak nie jest to część serii - "Krew na sutannie" należy do zbioru powieści tak zwanych "niezależnych" autorstwa Danki Braun. Pojawia się kilka drobnych nawiązań do postaci z innych książek, jednak fabuła, jak i cała historia to jedna zamknięta całość, poprowadzona od startu do finału. Mimo, iż nie czytałam do tej pory niczego, co wyszło spod ręki autorki (ale już nadrabiam!) - to muszę przyznać, iż kompletnie mi to w niczym nie przeszkadzało, gdy całą sobą pochłaniałam tę oto powieść. Jak wspomniałam wcześniej, całkowicie zakochałam się w materii prezentowanej przez Panią Braun. Nie sposób nie ulec jej czarom - zaręczam! Zwłaszcza, jeśli akcja dzieje się i w Krakowie (gdzie mieszkam), i w Olkuszu czy Żuradzie (tereny bardzo znajome mojemu narzeczonemu). Autorka ujęła mnie swoją szczerością, poczuciem humoru, prostotą, celnością w punkt, nieprzewidywalnością, realnością... Wymieniać mogę jeszcze długo. Ale do rzeczy.

W Zgromadzeniu Księży Katechetów dochodzi do tragedii. Zostaje zamordowany przełożony Zgromadzenia - prowincjał: Edward Nasiadka. Pojawia się chaos i zamieszanie; kościół nie chce dopuścić sprawy do mediów, owszem, chce znaleźć mordercę, ale następnie całe zdarzenie ma zostać wyciszone. Księża zatrudniają więc Marka Bieglera - austriackiego dziennikarza polskiego pochodzenia, którego zadaniem będzie rozwiązanie zagadki i "dostosowanie" jej do oczekiwań opinii publicznej. Bieglerowi pomaga komisarz Bieda, który reprezentuje policyjne służby. Obaj mężczyźni nie mają pojęcia, do jakich sekretów i tajemnic dotrą; nieustannie napotykają na swojej drodze przeszkody, mające na celu utrudnianie im śledztwa... Duchowni nie są tak kryształowi, na jakich wyglądają, w sprawę jest zamieszanych coraz więcej osób, a morderstwo ma związek ze śmiercią pewnego ministranta sprzed trzydziestu lat. Co łączy te dwa zdarzenia? Dlaczego kościołowi tak bardzo zależy na zatuszowaniu sprawy? Te i mnóstwo innych pytań zaczyna kłębić się w głowie w momencie zatopienia się w lekturze. Czytelnik z wypiekami na twarzy brnie dalej, odkrywając kolejne szokujące fakty z życia Zgromadzenia, a i tak przysięgam, że do samego końca nie jest w stanie się przewidzieć, jaki będzie finał. A ten jest... Mocny. Bardzo.

Coraz częściej sięgam po kryminały czy thrillery; zaczynam na nowo lubować się w stanie, gdy od książki nie mogę się wręcz oderwać, nawet na chwilę. Danka Braun kradnie uwagę na długo. Gdy tylko skończyłam czytać "Krew na sutannie" od razu pognałam do biblioteki po pierwsze trzy części sagi "MIŁOŚĆ...", by dokładniej zapoznać się z bohaterami, którzy mimochodem nawet pojawiają się w "Krwi..." - i nadal jestem oczarowana! Wielki plus dla autorki za odwagę przedstawienia tematu szokującego, wciąż kontrowersyjnego, o którym ludzie boją się głośno mówić. No bo jak to, że księża mają na boku kochanki? Albo że ci starsi wykorzystują w różny sposób tych młodszych? Mężczyzna jest przecież mężczyzną... Tak, temat tabu. Ale czy aby na pewno? Przecież mężczyzna to też człowiek... Ma swoje słabości, popełnia błędy, też ma uczucia, które okazuje. Czytelnik już wie, jak kościół reaguje na podobne incydenty. Albo przenosi takiego księdza do innej parafii, by nie wzbudzać niepotrzebnego zainteresowania, albo, jeśli jest taka możliwość... Przymyka oko. Po prostu. Podwójne życie to przecież nie taka znowu zła sprawa, prawda? Autorka nie boi się tego tematu, wręcz przeciwnie. Wyciska go jak cytrynę, konstruując intrygę; zgrabną, zaskakującą, trzymającą w napięciu i oczekiwaniu do samego końca. I pomimo różnych stanowisk w tej kwestii - książkę czyta się naprawdę świetnie! Ukazuje odwieczną prawdę, iż "każdy kij ma dwa końce", a "każdy medal składa się z dwóch stron". Zanim kogoś się potępi, należy wczuć się w jego sytuację i zadać sobie pytanie "Co ja bym zrobił/a na miejscu tej osoby?" No właśnie. 

Jest pomysł, polot, wykorzystany potencjał, ciekawie wpleciona forma pamiętnika - jako forma narracji, powolne odkrywanie nowych faktów, przez co Czytelnik nie nudzi się ani na moment. Otoczka mrocznej tajemnicy, która towarzyszy tutaj cały czas, gęsta atmosfera, wyraźne postaci, które zostały rozrysowane bardzo starannie i dokładnie. Czego więcej trzeba, by być w pełni zadowolonym z lektury?

Ja osobiście jestem całkowicie zauroczona! Polecam bardzo!

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Prozami :)

3.17.2018

"Show na żywo" Mateusz Kocowski



Autor: Mateusz Kocowski
Tytuł: Show na żywo
Wydawnictwo: e-bookowo.pl
Format: E-book (opowiadanie)
Ilość stron: 30
Rok wydania: 2018

"Podobno jesteśmy częścią jakiegoś większego planu. No właśnie, podobno..."

Nie ukrywam, iż rzadko sięgam po opowiadania. Nie wynika to z faktu - że nie lubię; po prostu boję się, że trafię na coś, co kompletnie nie spełni moich oczekiwań, zawiedzie mnie, po czym finalnie uznam, że po prostu zmarnowałam czas. Dlatego, gdy dostałam propozycję napisania swojej opinii o opowiadaniu "Show na żywo" od samego Autora - nie będzie to żadną tajemnicą jeśli powiem, iż podeszłam do tematu nieco sceptycznie. Szybko "wygooglowałam" Pana Mateusza Kocowskiego; zapoznałam się z opisem tego, co miałam przeczytać i... Dałam szansę. I jakie są tego efekty? Na pewno mój ostateczny wniosek się lekko złamał: NIE zmarnowałam czasu, wręcz przeciwnie. 

W dzisiejszych czasach, gdy wszelkiego rodzaju moralność i zasady etyczne niebezpiecznie zacierają swoje granice, gdy wrażliwość, empatia i współczucie zaczynają tracić na wartości, gdzie liczy się kasa, splendor i sława, bo przecież "nieważne, jak mówią, byleby mówili" - bardzo ciężko odnaleźć odwieczne normy i reguły rządzące życiem... To, co dawniej było piętnowane, teraz jest pożądane, wręcz gloryfikowane; a to, co kiedyś miało sens i było fundamentem godnego postępowania, niestety należy już do przeszłości. Media zgarnęły monopol na uwagę pozornie normalnego człowieka; jeśli nie ma Cię w telewizji i internecie - prawdopodobnie nie istniejesz. Ważny jest zysk, oglądalność, popularność, rozgłos. Nieważne za jaką cenę. Nie ma znaczenia, że nawet za najwyższą.

"Show na żywo" to nic innego, jak wrzucenie człowieka w naoczny finał tego, co obecnie dzieje się ze światem. Młody chłopak, lekko znudzony życiem, postanawia zrobić coś niewiarygodnego - bierze udział w rosyjskiej ruletce. Gra jest prowadzona na żywo w telewizji, z udziałem setek ludzi na widowni i kilku milionów przed telewizorami. Dzięki pierwszoosobowemu narratorowi poznajemy pozostałych uczestników show; ich motywy zgłoszenia się do programu, konsekwencje wyborów, w obliczu których musieli stanąć, emocje, z którymi się mierzą. A sam finał jest... Miażdżący. 

Opowiadanie czyta się niesamowicie szybko; Czytelnik od razu zostaje wrzucony w akcję, zresztą nie można wymagać nie wiadomo jak szczegółowych opisów przy zaledwie trzydziestu stronach tekstu. I to jest zdecydowany (i jedyny!) minus "Show na żywo". Chcę więcej! Przez małą obszerność lektury nie mogłam się utożsamić z żadnym z bohaterów (co bardzo lubię robić :)). Historia tutaj opisywana niemożliwie wciąga, całkowicie trzyma w napięciu i pochłania całą uwagę; cały czas zastanawiałam się, gdzie jest granica ludzkiego odruchu - współodczuwania? Czy naprawdę nasz świat zmierza do tego, iż niedługo naprawdę będziemy oglądać czyjąś śmierć na żywo? Potencjalnych kandydatów jest sześcioro, nabój jeden, decyzja ostateczna, stawka za przeżycie - 100 tysięcy. Ile człowiek jest w stanie zrobić dla takiej sumy pieniędzy? I co musi się wydarzyć w jego życiu, by w ogóle wziął takie rozwiązanie pod uwagę? Świecie, quo vadis?! 

Ogromny plus dla Autora za wspaniałe porównanie ludzi i ich egzystencji do laleczek i pudełeczek. Każdy jest czyjąś marionetką; każdy mieszka w swoim kokonie, by później przenieść się do kolejnego. I niby jest tak, iż jeśli natrafiamy na zamknięte drzwi, to powinniśmy wejść oknem. Wszystko zależy od tego, po której stronie wyboru się znajdziemy. A co, gdy każde drzwi są zamknięte, a okna zabite? Czy naprawdę w życiu istnieją sytuacje bez wyjścia? 

A Ty? Ile byłbyś w stanie poświęcić dla sławy i bogactwa? A ile byłbyś w stanie dać za rzeczy niematerialne, które jeszcze mają jakąś wartość? No właśnie.

Bardzo udane opowiadanie. Jak wspomniałam wcześniej, bardzo żałuję, że nie jest dłuższe. Bardzo chętnie przeczytałabym książkę dotyczącą tego tematu. Uwielbiam psychologiczne rozkładanie życiowych wyborów na "czynniki pierwsze". No i zakończenie! Styl lekki, klarowny, przyciągający zainteresowanie; Autor nie traci czasu na zbędne słowa, jest konkretnie, szokująco, dobitnie. Podziwiam za pomysł; jest kontrowersyjnie, ale... Niebezpiecznie prawdziwie. "Show na żywo" zmusza do refleksji. Ja ze swojej strony polecam, takie opowiadania mogę czytać i czytać!

Za egzemplarz e-booka dziękuję Autorowi - Mateuszowi Kocowskiemu

3.12.2018

"Srebrny łabędź" Amo Jones



Autor: Amo Jones
W oryginale: Elite king. Silver swan
Seria/cykl: Elite Kings Club (tom 1)
Wydawnictwo: Kobiece
Ilość stron: 336
Tłumaczenie: Monika Wiśniewska
Rok wydania: 2018

"(...) Możliwe, że nas nie znasz, ale my znamy ciebie. Chcemy zagrać w pewną grę..."

Długo się zastanawiałam, co powiedzieć/napisać o tej książce. Jedno było pewne od momentu, gdy tylko skończyłam ją czytać: wiązałam z nią zbyt duże nadzieje. Dobra reklama, tajemniczy opis, coś niby "nowatorskiego", zatem... Dlaczego nie? Oczywiście, że dam jej szansę. Mimo wielu negatywnych recenzji - pojawiają się w sieci również te bardzo optymistyczne; lubię swojego rodzaju chaos w opiniach innych Czytelników. Wtedy mam idealną okazję do tego, by samodzielnie sprawdzić, jak to jest z daną publikacją, jakie będzie moje zdanie o niej? Czy zgodzę się z większością, czy jednak będę propagować swój punkt widzenia? Zaufałam samej sobie i... Niestety. Bardzo się rozczarowałam. Nigdy więcej podobnej lektury. Nie nie nie.

Główną bohaterką pierwszej części serii Elite Kings Club jest Madison, nastoletnia dziewczyna, która przeprowadza się wraz z ojcem do jego nowej partnerki. Madison wiele przeszła; jej mama dowiedziawszy się o zdradach męża - najpierw pozbyła się jego kochanki, a później popełniła samobójstwo. 17-latka jest zatem już od progu obarczona łatką córki morderczyni i samobójczyni. Trafia do prywatnej szkoły, gdzie dowiaduje się, iż tak naprawdę rządzi nią dziesięciu chłopaków; tworzą oni legendarny Klub Elitarny, do którego nikt nie ma wstępu. Wśród owej elity znajduje się przyrodni brat Madison, przez co dziewczyna (chcąc nie chcąc) - dowiaduje się nieco więcej o "królach". Dlaczego tak bardzo łakną jej towarzystwa? Czemu tak bardzo jej nienawidzą, a jednak starają się ją chronić w każdy możliwy sposób? Dlaczego każdy z nich jest tak bardzo tajemniczy? Czemu jeden z królów zaczyna się bardziej interesować Madison? Co chłopcy ukrywają? I czy naprawdę nie cofną się przed niczym, aby osiągnąć swój cel?

Fabuła wydaje się interesująca, pomysł też na całą historię był niezły. Ale niestety, skończyło się tylko na potencjale, gdyż realizacja tego zamierzenia... Wypadła bardzo słabo. Od samych pierwszych stron niesamowicie razi mnie postać głównej bohaterki. Madison, mimo swojego młodego wieku i (a może zwłaszcza) przeżyć, jakich musiała doświadczyć - jest straszliwe dziecinna, naiwna, i... Wulgarna. Zachowuje się infantylnie, co szokuje, biorąc pod uwagę jej sytuację rodzinną oraz fakt, iż za swoje hobby uważa strzelanie - wynik częstych polowań z ojcem. Wierzy we wszystko, co słyszy, idzie ślepo na każde skinienie członków Klubu Elitarnego, nie widzi granic, zupełnie siebie nie szanuje, wręcz przeciwnie! Myli gwałt z wygórowanymi uczuciami; daje się wykorzystywać, nie widząc niczego złego w takim traktowaniu. Zaszokowała mnie taka kreacja bohaterki, zwłaszcza, gdy zakładam, iż potencjalnym gronem odbiorców książki jest właśnie młodzież w zbliżonym wieku: około 17,18 lat. Madison klnie jak szewc, nie panuje nad swoim obrzydliwym słownictwem, podobnie jak jej koleżanka oraz cała plejada innych uczniów. Dodać do tego należy luksus, w jakim pławi się bohaterka, problemy snobistycznej młodzieży, płytkość dialogów, które o niczym nie wnioskują. Zachowanie Madison irytuje, złości - i nie, nie było dobrze, że wywoływała we mnie takie negatywne emocje - wręcz przeciwnie. Nie miałam ochoty czytać tej książki dalej; jednak byłam ciekawa, jakiego zakończenia można się spodziewać. Proste, przewidywalne, a i tak infantylne w samym finale: bohaterka nie rozróżnia prawdziwego zagrożenia od żartów, tam, gdzie naprawdę potrzeba, by jej umiejętności strzeleckie się przydały - ona wybucha śmiechem i daje sobą sterować. A tam, gdzie faktycznie wkrada się żart - ona przebija się swoją wulgarnością i brutalnością. Przykro mi, ale ta lektura nie wzbudziła we mnie żadnych pozytywnych odczuć.

Zdaję sobie sprawę, że "Srebrny łabędź" to książka z gatunku dark romance, gdzie erotyka przeplata się z przestępstwami, brutalnością; jest mrocznie, ale podniecająco, jest zakazany owoc, są zasady i reguły, których nie wolno złamać pod żadnym pozorem, pojawia się niebezpieczna gra, której finał jest tragiczny w skutkach. Jednak samo wykonanie pozostawia wiele do życzenia, po prostu można to było zrobić lepiej, inaczej. Młoda dziewczyna, doświadczona przez życie, trafiająca do nowego miejsca i wpadająca w krąg dziwnego stowarzyszenia... Opis bardzo chwytliwy, ale nic poza tym. W pewnych momentach naprawdę wybuchałam śmiechem, a czasem łamałam sobie głowę nad tym, jak ja mogę to czytać? W autobusie bałam się wyciągać tę książkę, bo każdy kto by mi zaglądnął przez ramię - aż strach pomyśleć, jakie by wyciągnął wnioski na mój temat. Jedyny plus (oprócz okładki) to mroczna atmosfera i piętrzące się tajemnice, które ujście znajdują na samym końcu. Byłam ciekawa rozwiązania, jakie zaproponuje autorka. I tylko dlatego wytrwałam do końca. Oczywiście znajdzie się mnóstwo fanów (a raczej fanek) takiej literatury; niektórzy lubują się w historiach, gdzie najlepszym połączeniem jest seks, niegrzeczni chłopcy, którzy nie cofną się przed niczym, by osiągnąć swój cel, dziewczyna pokrzywdzona przez los, która w swojej naiwności godzi się na wiele. Niektórzy lubią takie połączenia, dark romance rządzi się w końcu swoimi prawami. 

Totalnie nie mój klimat tym razem; mimo, iż uwielbiam powieści z gatunku young adult, new adult - muszę znów na jakiś czas wrócić do bardziej "dorosłych" lektur. Co do "Srebrnego łabędzia" - najlepiej będzie, jak sami przeczytacie i wyrazicie swoją opinię. Choć ja niestety się zawiodłam, jedno mogę przyznać na pewno: ta książka wywołała we mnie tyle emocji, a podejrzewam, że autorce o to chodziło. Nieważne, czy są one pozytywne, czy negatywne - ważne, aby o książce się dużo mówiło i pisało. Zatem odsyłam Was do źródła, i będzie mi miło, jak dacie znać o swoich odczuciach po lekturze.

Za książkę dziękuję Księgarni TaniaKsiążka, gdzie znajdziecie również inne bestsellery :)

3.09.2018

"Ogród z marzeń" Carmen Santos



Autor: Carmen Santos
W oryginale: Un Jardin entre vinedos
Wydawnictwo: Kobiece
Ilość stron: 544
Tłumaczenie: Ewa Morycińska-Dzius
Rok wydania: 2018

"Czemu czuję taką ekstazę? Bo coś się wydarzyło (...)"

Uwielbiam książki, których akcja toczy się w latach minionego wieku. Od zawsze magnetyzował mnie ów klimat; jego urok, malowniczość, wyrazistość.  Lubuję się w znanych klasykach, ale jeśli gdzieś na horyzoncie pojawia się właśnie coś podobnego do "Ogrodu z marzeń" - ciepłego, rodzinnego, przepełnionego emocjami oraz swoim charakterystycznym stylem... Zbyt długo się nie zastanawiam! I od razu na wstępie, powiem jedno: ta książka to jedna z najpiękniejszych publikacji, jakie do tej pory miałam zaszczyt przeczytać! Od razu trafia na półkę z łatką "jednej z najlepszych i najcudowniejszych". Och, jakże bym chciała trafiać tylko na takie literackie uczty! 

Głównym bohaterem powieści jest Rodolfo Montero; młody chłopak, który zostaje wysłany przez ojca z hiszpańskiej Carineny do Paryża - by nauczyć się tradycji winiarskich. Ród Montero posiada jedną z najbogatszych winnic w swoim rejonie, Montero senior chce, by jego młodszy syn przejął rodzinny interes. A gdzież najlepiej zgłębiać tajemnice win niż we Francji? Rodolfo wyrusza zatem w podróż, nie zdając sobie sprawy, jak bardzo ukształtuje ona jego późniejsze życie. Akcja powieści rozpoczyna się w roku 1927, gdy chłopak dowiaduje się o śmierci swojego ojca. Rodolfo jest zmuszony wrócić z Paryża do Carineny, by przejąć ojcowskie obowiązki oraz opiekę nad domem, w którym pozostał jego starszy brat - Dionisio. Dionisio - bardziej niż Rodolfo kocha winiarski świat, uwielbia obserwować dojrzewające winorośle, o wiele bardziej nadał by się do prowadzenia rodzinnego biznesu, jednak po powrocie z wojny w Maroku nie jest już tym samym człowiekiem co dawniej. Popadł w alkoholizm, który wyzwolił w nim coś w rodzaju marazmu i impasu. Mężczyzna nie radzi sobie sam ze sobą, przez co został wykluczony z udziału w winiarskich przedsięwzięciach. Rodolfo o wiele lepiej odnajduje się w paryskim świecie: pełnym blichtru, elegancji, luksusu, wyzwolenia i nowoczesności; gdzie życie obraca się wokół nocnych wizyt w restauracjach i klubach, próbowaniu narkotyków, oglądaniu występów artystek kabaretowych, smakowaniu przysłowia "Carpe diem" w pełnym jego znaczeniu. Wiadomość o śmierci ojca burzy jego zbudowany rytm, który od tej pory musi się całkowicie zmienić. Mężczyzna wraca do Carineny wraz ze swoją żoną - młodziutką Francuzką Solange, która wywarła na nim niesamowite wrażenie swoją postacią i charakterem. Czy przyzwyczajona do wygód i francuskiej mody dziewczyna odnajdzie się w prostocie i zacofaniu (w porównaniu z Paryżem) hiszpańskiej wioski? Czy zostanie zaakceptowana przez brata swojego męża, jak i jego służbę? Czy będzie w stanie pogodzić się z losem, jakie zgotowało jej przeznaczenie? A czy Rodolfo będzie umiał, tak jak wcześniej, rozpieszczać żonę, kupować jej to, czego zapragnie, spełniać jej wszelkie zachcianki? Czy pogodzi się z potępionym bratem, któremu ma za złe, iż musi wyręczać go w jego rodzinnym obowiązku? I w końcu, jaki wpływ będzie miało przeniesione francuskie życie na hiszpańską prowincję? 

"Podoba mi się moje obecne życie i kocham (...) całym sercem!"

"Ogród z marzeń" to porywająca opowieść rodzinna, gdzie fikcja literacka cudownie przeplata się z historią. W nocnym życiu Paryża bowiem oprócz Rodolfo, Solange, jej brata Marcela - pojawiają się również znane i lubiane postaci: Ernest Hemingway, Cole Porter czy Josephine Baker. Jest odważnie, wyzwoleńczo, bezpruderyjnie, bez hamulców - ale jak wiadomo młodość rządzi się swoimi prawami. Do czasu. Gdy marzenia i wielkie plany boleśnie zderzają się z prowincją, w której nowoczesność i postępowość budzą raczej zwątpienie niż podziw. Nie mogłam się nadziwić, jak pięknie przedstawiona jest ta historia. Wydawać by się mogło, iż wątek romansowy pomiędzy Rodolfo i Solange, a później między nią a Dionisio będzie głównym motorem całej powieści, jednak nic bardziej mylnego. To obrazowość Hiszpanii i Paryża gra tutaj pierwszorzędną rolę. Cudownie było zagłębić się w klimacie XX wieku; poczuć tę atmosferę, wyrazistość, wszelkie cechy tak bardzo charakterystyczne dla tego okresu. Coś wspaniałego - poczuć wręcz zapach winogron, z których powstają najlepsze wina, powiew ciepłego wiatru, wzbijającego kurz na ulicach, delikatność wschodzącej kreatorki mody - Coco Chanel, smak eleganckich papierosów i dobrego whisky. Carmen Santos maluje słowami; nic nie jest tu przesadzone, każde słowo ma znaczenie i mimo, iż opisy są długie i szczegółowe - wcale się lektura nie dłuży. Wręcz przeciwnie! Musiałam czytać "na raty", bo bałam się, że za szybko ją skończę. Atmosfera kipi od emocji; jest tu ogrom uczuć w ich najróżniejszych wariantach. Tę powieść się chłonie. 

Dodajmy piękną (!) okładkę w niecodziennym formacie. Wydawnictwo zadbało o Czytelnika wybornie. Powieść idealna, cóż więcej mogę powiedzieć. Polecam z całego serca! :)

Za książkę dziękuję Księgarni TaniaKsiążka, gdzie znajdziecie również mnóstwo innych nowości! :)

Akcja "Pogotowie Czytelnicze" rozpoczęta!



Gdzie? 

Dla kogo?
Dla chorych z powodu braku książek

Dlaczego?
Bo organizmowi trzeba pomóc

Kiedy?
Od 9 do 28 marca 2018!


Jeśli właśnie skończyłeś/aś czytać książkę i nie masz kolejnej pod ręką - rozumiem, jaka ogromna frustracja może zaczynać Tobą władać. Doskonale znam te objawy. Drżenie rąk, płytki oddech, nadchodzący atak paniki, czający się smutek, naprzemienne napady gorąca i chłodu... Ale wiesz co? Nie musisz się już tym przejmować, bo TaniaKsiążka wychodzi naprzeciw! Od dziś zaczyna się tam akcja zwana Pogotowiem Czytelniczym, której zadaniem jest wyleczenie Cię z choroby braku książek! 

Na pierwszy rzut idzie Książkoterapia, czyli około 30.000 książek w szokująco promocyjnych cenach, bo aż do -40%! Akcja ta trwa od dziś do 13 marca, więc musisz się spieszyć, jeśli chcesz porządnie przyjąć lekarstwa na swoje schorzenie. Nie martw się, nie ma żadnych limitów, dlatego możesz zacząć leczyć się mnóstwem książek, bo tych nigdy nie jest za dużo. Pamiętaj, są tylko za małe półki na książki. Zatem biegnij pod podany link i zacznij swoją terapię!

Planowane są kolejne etapy "Pogotowia Czytelniczego", dlatego bacznie obserwuj stronę Księgarni - przecież nie możesz zaniedbać i przegapić leczenia. 

A na domiar wszystkiego - możesz wziąć udział w konkursie. Kliknij TUTAJ a dowiesz się więcej.

Ja serdecznie zapraszam, sama zaraz mam zamiar zażyć końskie dawki takich lekarstw - gdyby książki można było dostarczać dożylnie... Sama bym już leżała pod kroplówką ;).


Ale musisz się pospieszyć!