4.10.2018

"Testament" Remigiusz Mróz



Tytuł: Testament
Cykl/seria: Joanna Chyłka (tom 7)
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Ilość stron: 536
Rok wydania: 2018

"(...) Możliwości każdego z nas są nieograniczone, dopóki jesteśmy w stanie zaakceptować konsekwencje swoich działań".

Gdy tylko zamknęłam tę książkę przeczytawszy ostatni rozdział, mój narzeczony, widząc moją minę, zapytał, czy na pewno dobrze się czuję. Odpowiedziałam tylko jednym zdaniem: nikt tak jak Pan Mróz nie potrafi wyprowadzić mnie z równowagi. No dosłownie nikt. W serię o swojej imienniczce - Joannie Chyłce - wciągnęłam się zupełnie przypadkowo, i od tamtej pory twierdzę, że przypadki zaliczyć można do moich szczęśliwych życiowych momentów. Zwrotnych chwil. Takich, które mają znaczący wpływ na mój (w tym wypadku) czytelniczy gust i charakter. I jedno wiem na pewno: moda na mroźne lektury nie przeminie. Remigiusz Mróz nie dość, że ma niesłychane tempo pisania (gdzie ilość naprawdę przekłada się na jakość, a ta jest rewelacyjna!), to włada lekkim piórem, a jego styl urzeka. Ciągi słów a następnie zdań zabierają w swoją czeluść w taki sposób, iż nie sposób się od książek oderwać. A to, co wyprawia z Chyłką i jej wiernym towarzyszem Oryńskim... Przechodzi wszelkie granice. 

"Testament" jest siódmym tomem z serii, więc nie polecam rozpoczynać swojej przygody z autorem właśnie od tej książki. Pewnie nie ma aż takich odważnych; grunt, by zrozumieć całą otoczkę wokół głównych bohaterów - to poznać ich od "Kasacji". Zarys fabuły przyciąga uwagę (zresztą jak zwykle u Pana Mroza). Pewien ginekolog otrzymuje w spadku od jednej ze swoich pacjentek pokaźną nieruchomość. Nie byłoby w tym może nic dziwnego, gdyby nie fakt, iż owa pacjentka była u owego lekarza tylko raz i raczej nie przerodziła się ta wizyta w ich dłuższą znajomość. Może i to byłoby jakoś do zaakceptowania, w końcu różni ludzie zapisują różne rzeczy innym różnym ludziom, jednak gdy ginekolog jedzie zobaczyć swój spadek zapisany w testamencie, na miejscu odkrywa... Zwłoki. Ciało owej pacjentki. Lekarz prosi o pomoc najlepszą prawniczkę w mieście - Joannę Chyłkę. I właśnie w tym momencie rozpoczyna się prawdziwy rollercoaster. Dobrze, że zapięłam pasy, bo wiem, czego się po autorze spodziewać.

Oprócz dobrze zakrojonej akcji, gdzie uważać należy na każde słowo, bo jak się później okazuje, ma ono ogromne znaczenie, Remigiusz Mróz kolejny raz udowadnia, jak bardzo "przesiąknął" już stworzonymi przez siebie bohaterami. Wykreował ich starannie, z chirurgiczną precyzją, przez co jeszcze bardziej można się utożsamiać i z bezpardonową Joanną, spokojnym (choć już coraz mniej!) Oryńskim, czy nawet Kormakiem, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych. Owe główne postaci bardzo ewoluują w trakcie serii, nie tracąc przy tym swojego uroku, który tak pokochali Czytelnicy. Osobiście uwielbiam główną bohaterkę (począwszy od tego, że nosimy to samo imię); jej cięty język (momentami aż za bardzo, ale to tylko na plus), twardy charakter, gdzie każdy cios potencjalnie mający za cel ją osłabić - tylko ją wzmacnia, przez co idzie do przodu jak taran, nieustępliwość, upór i przeświadczenie, że walczy o swojego klienta do samego końca, cokolwiek by się nie działo. Naprawdę każdy chciałby mieć takiego prawnika jak Joanna Chyłka! W tym tomie jest ona odziana w grubszy skafander ochronny niż zwykle, gdyż doświadczyła ogromnej tragedii, jednak nie przeszkadza jej to w osiąganiu swoich zamiarów. Ta kobieta jest niezniszczalna! Można tylko współczuć każdemu, kto stanie jej na drodze. Autor ponownie splótł jej losy z Kordianem Oryńskim, który w końcu dojrzał, stał się bardziej pewny siebie, jednak wciąż pozostaje w prawniczym cieniu Chyłki, udowadniając swoją naiwność. Niestety. Ale dzięki temu, po zakończeniu lektury, nie mogłam zasnąć i teraz ciągle się zastanawiam, KIEDY BĘDZIE NASTĘPNA CZĘŚĆ?!

Wiem, że pojawiają się komentarze, iż autor pisze za dużo, za szybko, że w niektórych scenach prawo mija się z celem, albo w ogóle nie istnieje (gdzie niby przy prawniczym wykształceniu Pana Mroza do takich sytuacji nie powinno dochodzić), że siódmy (!) tom jest słabszy niż poprzednie, albo że seria powinna zmierzać ku końcowi, bo co za dużo, to nie niezdrowo. Na szczęście mam swój gust i nie przejmuję się zbytnio tym, co mówią inni, zwłaszcza w kwestii literatury, i jeśli coś lubię, a pisanie Pana Mroza uwielbiam (oprócz "Czarnej Madonny", którą już przebolałam i wybaczyłam) - to będę to czytać dopóki autor ten będzie tworzył! Uważam, że tom siódmy jest równie udany, co poprzednie, o ile nie najlepszy. Tematyka reprywatyzacji jakoś najjaśniej do mnie trafiła, wszystko poskładało się w logiczną całość, a finał... No po prostu rozłożył mnie na łopatki. Długo, oj długo nie mogłam zrozumieć, jak to się mogło tak zakończyć i co będzie dalej? Jestem pełna podziwu, że Pan Mróz wciąż ma świeże pomysły na przygody Chyłki i Oryńskiego; nie wieje nudą, wręcz przeciwnie, bohaterowie się rozwijają, Czytelnik lepiej poznaje ich przeszłość, oraz ma nadzieję na wspólną przyszłość... A główna bohaterka, a zwłaszcza jej pyskate i ociekające sarkazmem podejście do życia - czaruje. Po prostu czaruje.

Mnie się bardzo podobało i z niecierpliwością czekam na więcej. Oby przerwa między tomami nie była zbyt długa. Obawiam się, iż to nie jest tylko moje zdanie, bo Pan Mróz stał się dobrem narodowym, swoistym Midasem, a miliony ludzi czekają na to, by iść z nim dalej tą literacką drogą.

Za książkę bardzo dziękuję Księgarni TaniaKsiążka :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz