5.24.2018

"Alibi na szczęście" Anna Ficner-Ogonowska



Autor: Anna Ficner-Ogonowska
Cykl: Alibi na szczęście (tom 1)
Wydawnictwo: Znak
Ilość stron: 672
Rok wydania: 2018

"(...) życie człowieka składa się z tysięcy epizodów. Jednak tylko jeden z nich jest naprawdę ważny i zmienia całe życie. Mądrość życiowa polega na tym, żeby go nie przeoczyć wśród całej reszty".

Nie pamiętam, kiedy ostatni raz tyle czasu zajęło mi zebranie się do recenzji. Nie pamiętam również książki, którą czytałabym tak długo, po drodze pochłaniając inne. I niestety nie pamiętam lektury, co do której miałabym AŻ tak sprzeczne odczucia, niestety w większości negatywne. Najgorsze w tym, co chciałabym powiedzieć o "Alibi na szczęście" jest to, iż ma sporo pozytywnych recenzji; jest bardzo wysoko ocenione na portalach czytelniczych. A ja? Jestem kompletnie obok tego, gdyż książka dla mnie jest po prostu "taka sobie". 

Hania ma dwadzieścia sześć lat, uczy języka polskiego w warszawskim liceum. Dziewczyna wiele przeszła w życiu; los okrutnie ją pokaleczył. Hania żyje samotnie w ogromnym domu, ma swoją sprzątaczkę i ogrodnika, jeździ terenowym samochodem, świetnie gotuje, cudownie się wysławia (jak przystało na polonistkę), jest piękna, skromna, nieśmiała. Ideał. Kompletnym przeciwieństwem Hani jest jej najlepsza przyjaciółka, Dominika, pani stomatolog; postać niesamowicie dynamiczna, głośna, otwarta, momentami perwersyjna. Dziewczyna stara się jak może, by wyciągnąć Hankę z odmętów rozpaczy, którym ta się poddała. W gronie głównych bohaterów mamy jeszcze Przemka, chłopaka Dominiki - przystojnego architekta oraz Mikołaja... Najlepszego kolegę Przemka; jednocześnie jego współpracownika, jeszcze bardziej przystojnego. Cały sens powieści opiera się na tym, iż w życiu najważniejsza jest MIŁOŚĆ; warto na nią czekać i dać jej szansę. I tego się trzymajmy.

Do lektury zachęcali mnie znajomi, mówiąc, że nie czytali lepszej książki obyczajowej. Zaufałam. Niestety. Totalnie nie przemawia do mnie motyw realiów powieści, podobnie jak niemożliwe, po prostu nierealne nieprawdopodobieństwo zdarzeń. Czytelnik sięgając po powieść obyczajową oczekuje, iż chociaż trochę się utożsami z bohaterami lub fabułą. Gdyby chciał poczytać o czymś odstającym od rzeczywistości - sięgnąłby po klimat fantasy. Gdzie w Polsce żyje dziewczyna przed trzydziestką, mająca ogromny dom, służbę na wyłączność, ogrom autorytetu wśród licealistów; kobieta idealna pod każdym względem, perfekcyjna do granic możliwości. Gotowanie? Pewnie. Sprzątanie? Dokładne. Sposób bycia? Klasa. Gdzie w Polsce żyje chłopak, który ponad pół roku ugania się za dziewczyną, zaczynając od tego, iż robi jej zdjęcie nad Bałtykiem, a później do niego wzdycha jak w powieści Jane Austen? Śledzi ją, przeżywa każde jej muśnięcie dłonią, jej zapach, spojrzenie? Niestety, mamy XXI wiek i takie rzeczy już się nie zdarzają... Podobnie jak przypadki, od których aż roi się w książce. Mikołaj jedzie na wakacje, spotyka na plaży dziewczynę, z ukrycia robi jej zdjęcie. Zakochuje się w jej wizerunku. Nie może przestać o niej myśleć. Po pewnym czasie okazuje się, iż dziewczyna uczy języka polskiego w liceum jego młodszego brata. Dziwnym trafem Mikołaj idzie na wywiadówkę, gdzie spotyka się ze swoim marzeniem. Następnie okazuje się iż dziewczyna z jego snów to najlepsza przyjaciółka jego współpracownika i kumpla w jednym. Gdy w końcu dochodzi do spotkania, on uczy się cierpliwości jak mało kto. Czeka, rozumie, kocha. Wyraża się górnolotnie o swojej kobiecie życia; poczynając oczywiście od wpisania jej numer telefonu do swojej komórki pod hasłem "Hanuś". I tak "Hanusiuje" później już cały czas...

Naprawdę chciałabym napisać coś dobrego o tej książce. Niewątpliwie niesie z sobą puentę, mającą na celu uświadomienie tego, jak ważne w życiu są uczucia, czym jest prawdziwe przywiązanie, oraz że po każdej burzy nadchodzi słońce. Hanka po stracie najbliższych osób bardzo nie może odnaleźć się w rzeczywistości, najchętniej zamknęłaby się w czterech ścianach i już nigdy nie wyszła do kolorowego świata. Gdyby nie żywiołowa Dominika - dziewczyna pewnie zostałaby sama. Jednak przez ponad sześćset stron mamy historię tego, jak bardzo młoda dziewczyna jest w stanie wystawić na próbę amanta do swej ręki. Jeśli akcja książki działaby się w XIX wieku - byłabym to w stanie zrozumieć. Jednak nie teraz... 

Nie mój klimat, nie moja bajka. Może taki był zamysł Autorki? By trochę dać nadzieję, pokazać, jak może być dobrze, pomimo przeciwności losu? Nie wiem. "Alibi na szczęście" to dla mnie trochę powieść o tym, jak chłopak stara się o dziewczynę pomimo tego, iż ona ciągle go odtrąca, nie wie czego chce, nie umie przez ponad rok poradzić sobie sama ze sobą, ma pewne zamiary, jednak ciężko jej je zrealizować. I tak przez ponad sześćset stron. Sama nie wierzę, że ta książka aż tak mnie rozczarowała. Niestety.

Za książkę dziękuję Księgarni TaniaKsiążka.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz